Boją się Trzaska, bo da im do wiwatu

Żyjemy w realiach, które usprawiedliwiają, czasami nadmierne, stosowanie pewnych powiedzeń w języku potocznym. Ileż razy analizując nasze życie społeczne w trakcie mniej lub bardziej energetycznych rozmów użyliśmy stwierdzenia: „tego się nie da wymyślić”? Oto sztab wyborczy urzędującego prezydenta złożył, w trybie wyborczym, pozew przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu.

Nie ma w tej procedurze nic nadzwyczajnego. Po to została stworzona aby nieścisłości, kłamstwa, kłamstewka wyjaśniać jeszcze w trakcie trwającej kampanii. Chodzi o to aby wyborca znał prawdę o konkretnym kandydacie i aby to nie była prawda jego politycznych przeciwników. To co powyżej zdaje się być banalnie proste. Okazuje się, że nie u nas i nie dla wszystkich.

Tak więc sztab Andrzeja Dudy pozwał Trzaskowskiego za jego wypowiedź…jednak przedstawiciel tego sztabu poseł Krzysztof Sobolewski stwierdził, że: „nie powie w tym momencie o jaką wypowiedź konkretnie chodzi. – „Domagamy się sprostowania tej wypowiedzi i ukazania się tych sprostowań w mediach, w których one wybrzmiały

„Wszystkie dokumentu przekażemy do sztabu Rafała Trzaskowskiego. Czekamy teraz na decyzję sądu. Przypomnę, że musi ona zapaść w ciągu 24 godzin”– dodał Sobolewski.

Cezary Tomczyk z PO:” Nie wiem, o co chodzi. Ciężko obawiać się czegoś, o czym nie wiemy”.

Rafał Trzaskowski: „Kolejne kuriozum. Rządzący składają pozew, nie mówią czego dotyczy. Pierwszy raz widzę coś takiego. To świadczy tylko o tym, jaki chaos panuje w ich szeregach. Jeżeli rząd składa pozew nie informując dziennikarzy, nie mówiąc o nas, czego on dotyczy, to jest to tylko kolejne świadectwo ich słabości” – czytamy na wp.pl

Jeśli więc w najbliższym czasie będziecie bliscy użycia sformułowania: ”tego się nie da wymyślić” to zastanówcie się, proszę czy właśnie nie palnęliście głupstwa.

Tolerowanie „zdradzieckich mord” czy „chamskiej hołoty” doprowadziło do sytuacji, że politycy PiS mówią dziś publicznie, że niektórzy ludzie nie są ludźmi i że nie są „normalni”.

Tylko w ciągu ostatniego tygodnia TVP, usiłując zaszkodzić opozycji i pomóc w kampanii Andrzejowi Dudzie, zdążyła zaatakować stowarzyszenie skupiające powstańców warszawskich, które stanęło w obronie poniżanych osób LGBT, przypuścić antysemicki atak na Rafała Trzaskowskiego, sugerując, że sprzyja roszczeniom żydowskim i dopuścić się szczytów absurdalnej propagandy, przykrywając jego konferencję dotyczącą bezpieczeństwa państwa i zapowiedź postawienia Antoniego Macierewicza przed Trybunałem Stanu „zarzutem”, że dwa lata temu kupił na bazarku dżem.

Felieton Elizy Michalik >>>

Zebrało się jedenastu panów, większość o nader przeciętnej inteligencji, jedni czarujący, inni narcystyczni, jedni rozsądni inni szaleni.

Reżyserem debaty prezydenckiej, której roboczy tytuł brzmiał „Jak dowalić Trzaskowskiemu” był zapewne wielki mózg pisowskiej propagandy Jacek Kurski. Jednak jego „wielkość” zamknęła się w horyzontach wyznaczonych przez monotonię nic nie znaczących tematów, które PiS traktuje jako swoją kartę przetargową.

Felieton prof. Magdaleny Środy >>>

Dla prezesa najpiękniejsza to Polska byłaby wtedy, gdyby była też wolna od Żydów, masonów, cyklistów, wegan i całej opozycji, od prawa do lewa.

Kampanijny wątek „obrony tradycyjnej rodziny przed ideologią LGBT”, jaki się pojawił w kampanii prezydenta Dudy, tak – równie nagle – gdzieś przepadł. Według złośliwych komentarzy to skutek interwencji zza oceanu, choć ambasador wystosowała w tej sprawie dyplomatyczne dementi.

Felieton Bożeny Chlabicz-Polak >>>

Panika przy Nowogrodzkiej

Mamy z czego się cieszyć. Wyraźnie widać, iż Andrzej Duda przegrywa, w szeregach pisowskich i przy Nowogrodzkiej panika.

Niecałe dwa tygodnie do wyborów, a Polska może odzyskać twarz.

Rafał Trzaskowski buduje zupełnie inną wspólnotę: nowoczesną, otwartą i dla każdego.

Ciemnogród Kaczyńskiego, Dudy, Morawieckiego upada, kończy się, wszyscy słyszymy ten trzask.

Trzask.

PiS miał do tej pory solidną broń w postaci narodowego katolicyzmu, za pomocą którego budował właśnie narodowo-katolicką wspólnotę. Datki finansowe rozdawane na lewo i prawo były, oczywiście, ważne, ale za tym stało poczucie przynależności do wspólnoty „prawdziwych Polaków”. Wydaje mi się, że teraz mamy próbę budowania innej wspólnoty i ona zaczyna odnosić sukcesy – wspólnoty Polaków obywateli, zainteresowanych własnym losem, którzy mają coś do powiedzenia na temat tego, co dzieje się w ich kraju, i chcą mówić o tym – mówi prof. Ireneusz Krzemiński, kierownik Pracowni Teorii Zmiany Społecznej Centrum Badania Solidarności i Ruchów Społecznych z UW. Rozmawiamy o kampanii wyborczej i szansach kandydatów. Pytamy o rolę Kościoła w walce o reelekcję prezydenta Dudy, pytamy też, jaką rolę w tej kampanii może odegrać straszenie LGBT.

Wywiad z prof. Ireneuszem Krzemińskim >>>

Tusk tweeterowo ubolewa nad wypowiedziami Prezydenta Polski, kompromitującego nasz kraj porównaniem LGTB do bolszewizmu. Duda w odpowiedzi, udając głupiego, pominął meritum sprawy i nazwał byłego przewodniczącego UE, premiera – cykorem. Skoro nie wystartował z nim w tegorocznych wyborach prezydenckich. Cykor ścigający się z jakimś idiotą – wymarzona kampania PiS-u.

Po takiej odpowiedzi Tusk sprowadził przeciwnika do parteru Nowogrodzkiej, tam gdzie jego miejsce: „ Panie Andrzeju, interesowała mnie konfrontacja z pańskim przełożonym”. Oprócz Ojca Redaktora, Duda ma najwidoczniej Ojca Przełożonego, przekładającego przez kolano, gdy podskoczy za wysoko.

Felieton Manueli Gretkowskiej >>>

W tej kampanii walczą Trzaskowski z Kaczyńskim, w ogóle zabrakło w niej miejsca na Dudę – pisze Cezary Michalski. Kiedy Jarosław Kaczyński pisze list, w którym obiecuje bronić Polaków przed patologiami, jakie rzekomo reprezentuje Rafał Trzaskowski, to pierwszym pytaniem, jakie przychodzi na myśl czytelnikowi tego listu – obojętnie, czy ma on poglądy bardziej lewicowe, czy bardziej prawicowe, bardziej liberalne, czy bardziej konserwatywne – jest pytanie: jak obronić Polaków przed patologiami Jarosława Kaczyńskiego?

Cały esej Cezarego Michalskiego >>>

Sztab Andrzeja Dudy zdecydował się powtórzyć kampanię nienawiści przeciwko osobom LGBT, która przyniosła sukces PiS w wyborach europejskich. Tym razem jednak machina się zacięła: niedziela upłynęła prezydentowi i jego zapleczu na panicznej rejteradzie.

Więcej o panice Dudy >>>

czyli dlaczego Lepiej Gdy Będzie Trzaskowski

Z braku pieniędzy na kolejną kiełbasę wyborczą rezydent Belwederu wystąpił z nową propozycją programową, polegającą na wprowadzeniu zakazu propagowania w instytucjach publicznych tzw. „ideologii LGBT”. Niechcący okazało się, że zasłużona dla polskiej narodowo-katolickiej prawicy „ideologia gender”  już się panu Dudzie opatrzyła, wyblakła, wyświechtała się, i zwolna przestała działać. Może dlatego, że mnóstwo ludzi zdążyło już przeczytać w słowniku , że gender to nie śmiertelnie groźna odmiana koronawirusa, podstępnie roznoszona przez wrogów Kaczyńskiego, tylko poczciwe pojęcie z dziedziny nauk społecznych, funkcjonujące w dyskursie akademickim jeszcze w czasach, kiedy PiS na świecie nie było, a oznaczające zespół cech przypisywanych kulturowo kobiecie lub mężczyźnie. Potwór gender stracił kły i pazury, bo mało realne okazało się zagrożenie ze strony jego wyznawców, którzy jakoś nie wdzierali się do szkół, by namawiać uczniów do uprawiania seksu w toalecie, a także mniej wiarygodna stała się wizja zboczonych aktywistów hipnotyzujących rodziców – bo jak inaczej ich zmusić, by uczyli technik masturbacji swoje niemowlęta, które

Felieton Andrzeja Karmińskiego >>>

Duda zostanie olany, prezydentem wybrana Małgorzata Kidawa-Błońska

Dwie sobotnie konwencje wyborcze opozycji pokazały, jak silnych mają kandydatów na prezydenta.

Jest coraz większa nadzieja, iż Duda w maju przestanie plamić imię Polski. Przeorientowanie go na centrowy elektorat jest coraz trudniejsze.

I to powinno cieszyć. Jeżeli dołożymy fatalny sztab wyborczy z niefortunną szefową Jolantą Turczynowicz-Kieryłło, można zakładać, iż pojawiać się będzie coraz więcej błędów.

Można tylko się zastanawiać, jak ten ancymonek mógł zostać prezydentem. Przestała działać Konstytucja RP, a on sam musi się szybko obracać i szczekać, aby nie było widać nitek, które służą prezesowi do uruchamiania go jako marionetki.

Nawet, gdy wyborcy zadecydują, że Duda ma iść won, wcale nie znaczy, że PiS odda Pałac Prezydencki ot tak, tylko dlatego, że ten dudek przegrał.

Polskę dotknęło nieszczęście – zaraza (koronawirus, że porównam) kaczyzmu, małości metr pięćdziesiąt w kapeluszu.

A opozycja pokazała klasę. W normalnym kraju Małgorzata Kidawa-Błońska nie miałaby problemu, aby zostać prezydentem w I turze.

Sondaż OKO.press. Macierewicz usunął się na bok, ale – tak jak w 2016 i 2017 roku – w smoleński zamach wciąż wierzy jedna czwarta Polaków. Ogromna większość z nich to zwolennicy PiS. Równo 50 proc. elektoratu Dudy twierdzi, że doszło do zamachu, a tylko 27 proc. że to był wypadek. W elektoratach innych kandydatów wyznawców zamachu niemal nie ma.

Więcej  wyborcach, którzy wierzą w zamach smoleński – tutaj >>>

>>>

Nowy impuls w kampanii kandydatów opozycji. Prezydenckie konwencje Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Władysława Kosiniaka-Kamysza zostawiły daleko w tyle imprezę, która otworzyła kampanię Andrzeja Dudy dwa tygodnie temu.

Więcej o konwencjach Kidawa 2020 i Kosiniaka-Kamysza >>>

Lista Iustitii. Już ponad 50 sędziów doznało represji i szykan służbowych za obronę wolnych sądów, czy wydawane orzeczenia. Ściganych i szykanowanych jest niemal tyle samo niepokornych prokuratorów. To cena, jaką oba zawody płacą za niezależność od Zbigniewa Ziobry. Ale to dopiero początek represji.

O liście repesjonowanych sędziów czytaj tutaj >>>

„Biskupi zaczynają pielęgnować w sobie jakieś wyimaginowane zagrożenie, zaczynają bronić instytucji wbrew elementarnym racjom rozumu” – mówi prof. Stanisław Obirek o homofobicznych wypowiedziach abp. Marka Jędraszewskiego w książce „Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z Kościoła”.

O homofobii Jędraszewskiego i fragment książki prof. Obirka o antychrześcijańskich wartościach biskupów polskich >>>

Ludzie „dobrej zmiany” zapewne mają w pamięci los, jaki spotkał funkcjonariuszy reżimu komunistycznego po upadku PRL – i łudzą się, że im tak samo się upiecze.

Zupełnie nie wiem, na co liczy niejaki Dariusz Ziomek. Ponieważ osobnik ten jest nieznany, spieszę wyjaśnić: to właśnie ten prokurator, który skierował do tzw. Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego sprawę sędziego Igora Tulei.

Cały felieton Wojciecha Maziarskiego tutaj >>>

PiS jako wstyd

Przez kilka dni zdominowała przestrzeń polityczną szefowa sztabu Dudy Jolanta Turczynowicz-Kieryłło.

Kobieta ładna, ale przysłowiowa blondynka, choć kolor włosów ma inny. Dlaczego? Nieciekawa intelektualnie, wątpię, czy dobra prawniczka i popełniająca błędy – zarówno logiczne (marny prawnik zatem) i kulturowe. Co świadczyłoby, iż nie odrobiła wykształcenia, na którym budujemy osobowość.

Dlaczego została szefową sztabu? To świadczyłoby, iż PiS nie ma żadnego zaplecza intelektualnego, nikt znaczny nie chce być na ich usługach.

Związać się z PiS to swego rodzaju wstyd. Dlatego tak marni politycy występują w tej partii i tak beznadziejni dziennikarze ich bronią.

Jeden z liderów Lotnej Brygady Opozycji Arkadiusz Szczurek udzielił wywiadu portalowi OKO.press, w którym to dokonuje rozdziału nienawiści i pogardy.

I należy się z nim zgodzić, iż do Dudy można mieć tylko pogardę, bo to mały człowiek, który nie broni Konstytucji, ale będąc na usługach Kaczyńskiego, będąc jego pachołkiem, łamie Konstytucję.

To w końcu Duda używa języka nienawiści w stosunku do sędziów, którzy stoją na straży niezależności sądów i tego standardu demokracji.

Propaganda PiS powtarza się, że udawaliśmy pucczan. To absurd, nikt nikogo nie udawał. Duda też nie udawał, że jest z Pucka, prawda? Nienawiści do pana prezydenta nie czuję. Jeżeli już, to pogardę. Mamy prawo krzyczeć i gwizdać. Jesteśmy w końcu suwerenem wyposażonym w narządy głosowe – mówi Arkadiusz Szczurek z Lotnej Brygady Opozycji.

A co krzyczycie do pana prezydenta kochanego?

„Kłamca”, „Będziesz siedział”, „Trybunał Stanu”, „Republika banasiowa”, „Przestań łgać”. Na Pomorze wzięliśmy megafon, taki zwykły za 400 zł, żeby pan prezydent lepiej słyszał. Poza tym używamy gardeł.

Jesteśmy w końcu suwerenem wyposażonym w narządy głosowe. Nasze główne słowo to „WyPAD”, transparent – „Przestańcie kraść. WyPAD 2020”.

I ile osób rusza śladami Dudy?

Uwaga, nawet ty powielasz kalki medialne. To pytanie robi wrażenie, jakbyśmy to robili systematycznie, wiele razy. PiS i media publiczne robią z nas potężną organizację. OK, niech przeceniają nasze możliwości, niech się boją, ale wy powinniście pisać prawdę, lecieć konkretami, jak to w OKO.press.

Więc poczekaj, policzę.

Do Wejherowa i Pucka pojechali Adam „Wiśnia”, Wiśniewski, Karol Grabski, Stasia Skłodkowska, Piotr „Łopata” Łopaciuk, Kasia Goldian, Julka Łowkis, i ja, nazwisko już podawałem. Czyli siedem osób.

Kto z Platformy koordynuje waszą działalność? I kto was opłaca?

(Śmieje się). Panie prokuratorze kochany! Na Pomorze zaprosili nas miejscowi. W Pucku, Wejherowie, Gdyni, Gdańsku są na Dudę strasznie wkurzeni od czasów, gdy zawetował im kaszubski. Za całokształt zresztą też.

Wywiad z Arkadiuszem Szczurkiem tutaj >>>

Prezes Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa (ENCJ) zadaje przewodniczącemu neo-KRS 9 pytań. Odpowiedzi zaważą, czy neo-KRS zostanie wyrzucona z ENCJ, w której jest zawieszona od sierpnia 2018. Prezesi trzech najważniejszych stowarzyszeń sędziowskich apelują do Przewodniczącej Komisji Europejskiej o skargę KE na polski rząd do TSUE za ustawę kagańcową.

Jak neo-KRS ośmiesza polskie sądownictwo w UE >>>

„W otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego są wycinane kolejne fragmenty najcenniejszych przyrodniczo karpackich lasów. Dzieje się tak pomimo obecności bardzo rzadkich gatunków z Czerwonej Listy” – informuje Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze. Właśnie złożyła wniosek o utworzenie rezerwatu. Olga Tokarczuk: „Zostawmy w spokoju to wyjątkowe miejsce”.

Więcej o dewastowaniu Puszczy Karpackiej >>>

Droga Pani Mecenas!

Jak niefart, to niefart. Oj, coś w tej kampanii nasz Prezydent szczęścia nie ma. Ale od czego jest wierny doradca, czyli ja, który zawsze stoi na posterunku, aby dobrą radę podrzucić.

Pozornie może się wydawać, że dla pani Mecenas kampania się skończyła, zanim się zaczęła. Dość oryginalne propozycje wprowadzenia ograniczenia wolności słowa bledną bowiem przy nowych informacjach o szczególnych Pani upodobaniach kulinarnych, które z rzadka tylko występują na naszym globie (niektóre regiony Papui), a które jeżeli przylgną do sztabu naszego Umiłowanego Kandydata mogą nie spotkać się z powszechnym aplauzem.
Dlatego wymyśliłem taką oto historyjkę,której musi się pani wiernie trzymać.

Cały list Romana Giertycha do Turczynowicz-Kieryłło tutaj >>>

Oskarżenia o malwersacje finansowe, a także zawiadomienia do prokuratury i CBA – to pokłosie konfliktu, jaki wybuchł w stowarzyszeniu współrządzonym przez Mariana Banasia. Zarzewiem sporu stały się nieruchomości warte miliony złotych. Przy okazji na światło dzienne wychodzą sięgające jeszcze lat 70. XX w. powiązania Banasia z byłym ZOMO-wcem, karateką i wieloletnim członkiem PZPR.

Wyczerpująco o Banasiu tutaj >>>

W minionych latach jeździłem tam regularnie, ale w te ferie ani grosza nie wydałem w Istebnej, której samorząd dołączył do szczucia na środowiska LGBT.

Każdy z nas może zademonstrować niezgodę na autorytaryzm i łamanie cywilizowanych standardów. Wcale nie jesteśmy słabi i mamy w rękach potężne środki nacisku. Myślicie, że oni nie czują naszego sprzeciwu i dezaprobaty? Że nasze drobne gesty są pozbawione znaczenia?

„Niektórzy nawet w pociągu nie chcą koło mnie siedzieć, bo tak nienawidzą PiS” – żalił się w wywiadzie dla Justyny Dobrosz-Oracz poseł tej partii Kazimierz Smoliński. Rozmowa ukazała się na stronie internetowej wyborcza.pl 13 lutego i chyba nie została przez opinię publiczną dostrzeżona w takim stopniu, w jakim na to zasługiwała. To jedno krótkie, lecz jakże krzepiące zdanie pokazuje, jak potężną bronią dysponujemy. Tłumaczy też, dlaczego z oficjalnej propagandy całkowicie znikły chełpliwe odwołania do „woli suwerena”.

Felieton Wojciecha Maziarskiego tutaj >>>

Wypierdol PL z UE

Kto jest największym wrogiem Polski w PiS? Trudno orzec, oni się prześcigają w niszczeni porządku, demokracji i praworządności.

PiS to komuna w czystszej postaci niż komuna. Niedojrzali, popaprani, takie „kadry” dewastują Polskę.

Ziobro sam w sobie jest ohydny. To próbka zła, człowiek aspołeczny, antydemokratyczny, antypolski.

W jego chorym umyśle – acz nie przesadzałbym z tym umysłem i z „jego”, bo wymyślone zło zostało w innym „umyśle” – prezesa Kaczyńskiego – powstał pomysł, jak zniszczyć sądownictwo i uchwały Sądu Najwyższego.

Niewątpliwie z tego powodu zostaniemy wypieprzeni z Unii Europejskiej, jak to zgrabnie – moim zdaniem średnio zgrabnie – nazywa się wypierPol, a trzeba jednak dosadnie to pisać: wypierdol. Polexit.

To czeka Polskę: wypierdol z Unii Europejskiej.

Ustawa kagańcowa wchodzi w życie 14 lutego. Uwaga opinii publicznej skupiona jest na Izbie Dyscyplinarnej, ale zabójcza dla kontroli rekomendowanych przez neo-KRS sędziów będzie Izba Kontroli Nadzwyczajnej. To ona ma przejąć wszystkie wnioski i będzie je zostawiać bez rozpoznania. Prócz tego jej uchwały będą wiązać cały Sąd Najwyższy.

O zabiciu Sądu Najwyższego przez Ziobrę tutaj >>>

Kariera zawodowa sędziego Macieja Nawackiego jest dobrym przykładem do prześledzenia patologii sędziowskich awansów dokonywanych przez neo-KRS, patologii wyborów do neo-KRS i patologii postępowań dyscyplinarnych za „dobrej zmiany”. A także postawy etycznej sędziego „dobrej zmiany”, który zawdzięcza partii wszystko.

O patologicznym Nawackim tutaj >>>

118. miesięcznica. Jak co miesiąc prezes Kaczyński, w eskorcie osobistych ochroniarzy, funkcjonariuszy SOP, policjantów, pod okiem snajperów usadowionych na okolicznych dachach, wraz z połową rządu na czele z premierem Morawieckim, kładzie kwiaty pod smoleńskimi pomnikami i kłania się stojącemu na cokole bratu.

5 minut później trasę prezesa pokonuje obywatel, który składa wieniec z napisem: „Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który ignorując wszelkie procedury nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród polski. Stop kreowaniu fałszywych bohaterów”.

Z kamerą OKO.press na Placu Piłsudskiego był Robert Kowalski.

„Uchwały anty-LGBT napędzają lawinę strachu, niechęci i nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych. Każda osoba zasługuje na spokojne życie bez strachu przed przemocą” — pisze w liście do wojewodów ponad 100 organizacji stojących na straży praw człowieka.

O proteście w pisowskim wydaniu wykluczającym LGBT – tutaj >>>

Jędraszewski i Morawiecki – średniowieczny sojusz ołtarza i tronu

– Ekologizm to zjawisko bardzo niebezpieczne, bo to nie jest tylko pod postacią nastolatki, to coś co się narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych – uważa abp Marek Jędraszewski.

O ekologizmie, który stoi w sprzeczności z nauką Kościoła Katolickiego mówił w rozmowie z Telewizją Republika abp Marek Jędraszewski.

– Skwituję to krótko: powrót do Engelsa i do jego twierdzeń, że małżeństwo to kolejny przejaw ucisku, a w imię równości trzeba zerwać z całą tradycją chrześcijańską, bez której my – Europejczycy nie zrozumiemy się, bo jesteśmy w niej wychowywani od tysiącleci. To się kwestionuje przez różne nowe ruchy, a także próbuje się narzucać jako obowiązującą doktrynę – powiedział duchowny.

Więcej >>>

Jako nauczyciel jestem przerażony. Wychodzę do uczniów z Herbertem, Miłoszem i Szymborską a oni do mnie z przekazem TVP. Ja o wartościach a uczniowie o urojonych zagrożeniach lub nieistniejących sukcesach.

Robert Kasiak – nauczyciel języka polskiego z Radomia

„Słyszał Pan, że trwa ofensywa LGBT?” – pyta mnie Daniel.

„A gdzie widziałeś tę ofensywę?” – odpowiadam pytaniem.

On: „Na Żeromskiego (głównej ulicy Radomia) widziałem trzech LGBT!”

Zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, że znajdujemy się w stanie wojny. Gdyby nie Daniel, którego próbuję uczyć w jednej z radomskich szkół, być może nie wiedziałbym nadal.  Tak, trzeba przyznać, że wykreowanie przeciwnika w postaci LGBT to największe osiągnięcie TVP i środowisk zbliżonych do złotoustych, zatroskanych inkwizytorów z gustownymi flagami w klapach marynarek.

To niezaprzeczalny sukces, który można porównać tylko ze znanym słuchowiskiem Orsona Wellesa na podstawie „Wojny światów”. Powołanie do życia nieistniejącego wroga i wywołanie paniki w takiej skali to propagandowy majstersztyk.

Duża część młodzieży naprawdę obawia się LGBT, chociaż do końca nie wie, co to takiego.

Więcej >>>

W centrum Warszawy grupa neonazistów szarpała i zaatakowała gazem aktywistów rozdających jedzenie bezdomnym. „Ataku w biały dzień, w samym centrum miasta, tuż pod komisariatem policji nikt z nas się chyba nie spodziewał. Nie ma już takiego miejsca w przestrzeni publicznej, gdzie mogę czuć się bezpiecznie”

Więcej >>>

O zawodowym zaprzańcu Morawieckim więcej tutaj >>>

Głódź oraz oskarżenie o patologię PiS

Więcej >>>

Arcybiskup Leszek Sławoj Głódź, to jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego duchowieństwa. Hierarcha, który co miesiąc otrzymuje od 10 do 17 tysięcy złotych emerytury, jest właścicielem 20-hektarowego rancza we wsi Bobrówka na Podlasiu.

Tam też znajduje się pałac arcybiskupa. „To odnowiony budynek starej szkoły, który duchowny odkupił od gminy za 60 tys. zł. Teraz jest warty kilka razy więcej.” Na co dzień duchowny mieszka i urzęduje w rezydencji w Gdańsku.

Od lat krążą legendy o wydawanych przez niego biesiadach, podczas których alkohol leje się strumieniami. „On ma taka głowę, że nigdy nie potrafiliśmy się zorientować, jak dużo wypił. Nic po nim nie widać. Picie przerywał tylko po to, by rzucić niewybrednym żartem o polityku, którego nie lubił, albo żeby kogoś skląć” – komentują współpracownicy arcybiskupa w artykule na portalu wp.pl.

To również oni zwrócili uwagę na zachowanie przełożonego. Przemoc, publiczne poniżanie, znęcanie się, ubliżanie – to tylko część zarzutów pod adresem metropolity, które znalazły się w listach księży do watykańskiego nuncjusza w Polsce. O sprawie informowali również dziennikarze TVN24. „Publiczne poniżanie – on jest w tym naprawdę niezły”.

Będący w bliskim otoczeniu Głodzia księża wolą pozostać anonimowi. Przełożony nie raz miał grozić im zniszczeniem kariery. „On ma takie wpływy, że zesłaliby mnie do jakiejś wiejskiej parafii. Po co mi to? Mogę tylko powiedzieć, że wszystko, co o nim piszą, to tylko część prawdy. Reszta jest jeszcze gorsza. Wszyscy jednak wiemy, że nic mu nie grozi. Będzie żył w luksusie tak jak do tej pory” – wyznaje na łamach wp.pl, jeden z księży bywający w rezydencji arcybiskupa.

To nie pierwsze oskarżenia wobec metropolity gdańskiego. Podobne pojawiły się już sześć lat temu na łamach tygodnika „Wprost”. Czy nieprawdopodobna buta i chamstwo zostaną ukarane, czy hierarcha nadal będzie pokrzykiwał na podwładnych: „Co ty, k…, nawet nalać nie potrafisz!”.

Akt oskarżenia

Oskarżam

Andrzeja Sebastiana Dudę, urodzonego 16 maja 1972 w Krakowie, o to, że, pełniąc funkcję Prezydenta RP, dopuścił się bezprawnej zmiany konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podważając zasadę podziału i równoważenia władz (Konstytucja RP Art. 10 ust. 1), a w szczególności podpisując liczne ustawy zmieniające ustrój państwa w drodze niekonstytucyjnej, m.in. ustawę o ustroju sądów powszechnych, o Sądzie Najwyższym i o Krajowej Radzie Sądownictwa, czym popełnił delikt konstytucyjny, a także naruszył art. 127 kodeksu karnego (zamach stanu), a ponadto dopuścił się licznych przestępstw przekroczenia uprawnień funkcjonariusza publicznego m.in. usiłując ułaskawić osoby przed wydaniem wobec nich prawomocnego wyroku, a także przestępstw niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, m.in. przez uporczywą odmowę odebrania przyrzeczenia od prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, czym popełnił delikt konstytucyjny i przestępstwo z art. 231 kodeksu karnego (przekroczenie uprawni eń przez funkcjonariusza);.

Beatę Marię Szydło, urodzoną 15 kwietnia 1963 roku w Oświęcimiu, o to, że pełniąc funkcję Prezesa Rady Ministrów wstrzymała publikację powszechnie obowiązujących orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego o sygnaturach K 47/15, K 39/16 i K 44/16, a następie uporczywie wstrzymywała się od decyzji o opublikowaniu tych orzeczeń, czym popełniła delikt konstytucyjny z Art. 190 ust. 2 Konstytucji RP, a także nie wypełniła ciążących na sobie obowiązków, popełniając przestępstwo z art. 231 kk (przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza);

Mateusza Jakuba Morawieckiego, urodzonego 20 czerwca 1968 roku we Wrocławiu, o to, że pełniąc funkcję Prezesa Rady Ministrów, nie doprowadził do natychmiastowej publikacji orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego o sygnaturach K 47/15, K 39/16 i K 44/16, czym popełnił przestępstwo z art. 231 kk niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego; ponadto o to, że w trakcie kampanii wyborczej poprzedzającej wybory samorządowe w dniu 21.10.2018, wielokrotnie obiecywał preferencje rządowe w rozdziale środków publicznych dla tych samorządów, w których większość zdobędzie partia pod nazwą „Prawo i Sprawiedliwość”, czym dopuścił się przestępstwa czynnego łapownictwa wyborczego, zatem czynu zabronionego przez art. 250a par. 2 k.k.

 

Zbigniewa Tadeusza Ziobrę, urodzonego 18 sierpnia 1970 roku w Krakowie, o to, że pełniąc funkcję Ministra Sprawiedliwości, działając w porozumieniu z podległymi sobie funkcjonariuszami publicznymi, wpływał bezprawnie na sposób funkcjonowania i obsadę Krajowej Rady Sądownictwa, Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i sądów powszechnych, co stanowi przestępstwo przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, o którym mowa w art. 231 kodeksu karnego; także o to, że wielokrotnie, samodzielnie lub za pośrednictwem podporządkowanych sobie prezesów sądów powszechnych, wpływał przy pomocy groźby bezprawnej na czynności urzędowe sądów, czym dopuścił się przekroczenia art. 232 kk (wpływanie na czynności sądu w drodze zastosowania przemocy lub groźby bezprawnej); także o to, że dopuścił się fałszywych publicznych oskarżeń innych osób o popełnienie przestępstwa, w tym w trakcie wykonywania przez te osoby czynności medycznych, czym popełnił przestępstwo z art. 238 kk (fałszywe zawiadomienie o przestępstwie); także o utrudnianie lub udaremnianie postępowania karnego, a zatem o przestępstwa z art. 239 kk (poplecznictwo) przez to, że pełniąc funkcję Prokuratora Generalnego wywarł presję nad podporządkowanych sobie prokuratorów by zakończyli dochodzenie w sprawie przemocy bezprawnej dokonanej w dniu 10 listopada 2017 przez grupę uczestników tzw. Marszu Niepodległości w stosunku do pokojowo protestujących kobiet;

Julię Annę Przyłębską, urodzoną 16 listopada 1959 roku w Bydgoszczy, o to, że mimo zawinionych przez siebie nieprawidłowości w tzw. „wyborze” na stanowisko Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, polegających m.in. na celowo spowodowanej przez siebie nieobecności niektórych sędziów TK w posiedzeniu Zgromadzenia Sędziów TK, a także braku formalnej rezolucji w sprawie przedstawienia kandydatów na to stanowisko Prezydentowi RP, w sposób uporczywy i w trybie ciągłym podawała się za Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, czyli podawała się za funkcjonariusza publicznego o uprawnieniach, których nie ma, czym naruszyła art. 227 kk (oszukańcze podanie się za funkcjonariusza publicznego); ponadto o to, że wielokrotnie zmieniała bezprawnie już wcześniej ustalone składy sędziowskie orzekające w TK, czym popełniła przestępstwo z art. 231 kk. (niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego); ponadto w trybie pomocnictwa przestępczego opisanego w art. 18 par. 3 kk umożliwiała udział w orzekaniu w TK osobom do tego nieuprawnionym, czym pomogła w popełnieniu przestępstwa ciągłego z art. 227 kk (podanie się za funkcjonariusza publicznego);

Jarosława Aleksandra Kaczyńskiego, urodzonego 18 czerwca 1949 w Warszawie, o to, że kierując wykonaniem czynów zabronionych przez inne osoby, w szczególności pełniące funkcje Prezydenta RP, Premiera, ministrów, Prezesa Trybunału Konstytucyjnego oraz posłów i senatorów wybranych z list partii pod nazwą „Prawo i Sprawiedliwość”, dopuścił się sprawstwa kierowniczego nakierunkowanego na zmianę ustroju konstytucyjnego RP przez obalenie zasad demokratycznego państwa prawnego (Art.2 Konstytucji RP) i podziału i równoważenia się władz (Art. 10 ust. 1 Konstytucji), skupiając całą władzę publiczną w swoich rękach, a zatem sprawstwa kierowniczego dotyczącego zbrodni zamachu stanu, o której mowa w art. 127 kodeksu karnego, w powiązaniu z kierownictwem zorganizowaną grupą przestępczą mającą na celu zamach stanu, a zatem przestępstwem z art. 258 kk (kierowanie lub branie udziału w zorganizowanej grupie przestępczej); ponadto o publiczne znieważenie grupy ludzi przez ogłoszenie, że potencjalni imigranci są nosicielami groźnych zarazków, czym popełnił przestępstwo z art. 257 kk (publiczne znieważenie grupy ludzi).

Wobec wszystkich tych osób domagam się sprawiedliwej kary, zgodnej z obowiązującym prawem, choć w przypadku Julii Marii Przyłębskiej będę wnioskował o nadzwyczajne złagodzenie kary ze względu na uprawdopodobnione niskie rozpoznanie znaczenia i szkodliwości popełnionych przez siebie czynów.

Suweren
(Żądania Suwerena spisał i własnoręcznym podpisem poświadczył: Wojciech Sadurski)

Fałszywe konta na Twitterze i Facebooku czyszczą wizerunek prezesa TVP, prowadzą kampanie wyborcze politykom, lobbują na rzecz firm zbrojeniowych. Docierają do milionów odbiorców. Współfinansuje ten biznes państwowy fundusz. Tropy z farmy trolli prowadzą do podejrzanego o korupcję Bartłomieja Misiewicza

Publicysta oraz były minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego – Waldemar Kuczyński wypowiedział się na temat bieżących tematów politycznych.

O protestach wyborczych PiS-u: Izba pisowskich mianowańców, którzy togi zamienili na liberie rozstrzygnie o ważności wyborów. Nie mamy rodacy wyborów wolnych, lecz koncesjonowane, regulowane przez hołotę, której oddaliście Ojczyznę w pacht. Już po raz drugi. Dla PiS głównym dowodem, że wybory mogły być sfałszowane jest to, że nie wygrał ich kandydat. W wolnych bowiem wyborach, wedle PiS, działa wręcz biologiczne prawo, że PiS jest w nich zawsze wygranym.”.

Kaczyński. Tylko ślepy lub zakochany w PiS może nie widzieć, że Polska pogrąża się w dyktaturę, w nie kontrolowane rządy stojącego ponad prawem szaleńca, paranoika władzy i dominacji. Jeśli kiedyś straci władzę, to nie w wyniku wyborów, bo ma pachołków, którzy zdecydują o ich wyniku. Kaczor, przez lata ty i twoi lokaje wrzeszczeliście, że PO ukradła miliardy. Piąty rok twe psy gończe, w które zmieniłeś służby RP tropią złodziei z PO. A kogo znajdą to Twój. Jedyna mafia VAT to jak się okazuje od Ciebie. To co, przeprosisz PO czy podwiniesz ogon? Jest jeden człowiek w Polsce, którego żaden prokurator nie odważy się wezwać na przesłuchanie bez jego zgody. To jest dziś największa u nas patologia. Tą patologią jest Kaczyński. Dopóki ta patologia nie zniknie od władzy Polska nie wróci do normalności”.

O Adamie Bielanie. Jak słucham Bielana, to zastanawiam się, jak czułbym się w jego roli. Czy mógłbym szczerze przyznać, że jestem takim zafałszowanym wobec samego siebie badziewiem? Chyba bym od siebie zwiał jak cień od czarnego Piotrusia Pana”.

Służba zdrowia. To, co dzieje się ze służbą zdrowia, to drastyczny skutek podporządkowania całej polityki finansowej 4 lat rządu PiS kupieniu, za bezprecedensowe rozdawnictwo o cechach politycznej korupcji, głosów dla utrzymania samowładztwa Kaczyńskiego. To społeczny koszt jego paranoi władzy”.

Tęczowy Piątek. W krajowej akcji zastraszania nauczycieli, rodziców i dzieci przed tęczowym piątkiem, kler i organy państwa ujawnili pokazowo jeden z filarów pisowskiej i kościelnej władzy, zastraszanie, mikro-terror. Panuje dziś wszędzie, gdzie sięga ręka państwa i proboszcza”.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski podczas jednej z wrześniowych konferencji w Gnieźnie oświadczył, że dobrze zna skompromitowanego szefa NIK Mariana Banasia od wielu lat, często się z nim spotyka i rozmawia. Jest człowiekiem kryształowym, niezwykle uczciwym, bardzo solidnym, twardym politykiem” – zapewniał.

„Coś” jednak musiało się wydarzyć, skoro marszałek nagle zmienił zdanie i w programie „Gość Wydarzeń” telewizji Polsat News wycofał się z niedawnej jeszcze opinii.

Oświadczył terazNa pewno bym nie użył takiego określenia, tłumacząc swoje wcześniejsze stanowisko dodał: „Wiem, że on pracował po kilkanaście, po 20 godzin na dobę. Byłem pełen podziwu dla niego. I w tamtym momencie, kiedy dla takiego człowieka niezwykle poświęconego sprawom Polski – bo słyszałem, że są tego typu zarzuty – to tak zareagowałem” – wyjaśniał i stwierdził, że zarzuty wobec szefa Najwyższej Izby Kontroli budzą jego bardzo duże wątpliwości. „One muszą być wszystkie wyjaśnione” – zaznaczył podkreślając, że cała ta sprawa jest niemałym obciążeniem dla całej partii rządzącej.

„Byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział: „nie, no banalna sprawa, nic się nie stało”.

Marszałek skomentował też ostatnie doniesienia „Rzeczpospolitej” w publikacji „Przestępczy skandal w resorcie finansów”, ujawniającej że jeden z najbliższych współpracowników Mariana Banasia z czasów jego pracy w Ministerstwie Finansów miał kierować mafią VAT-owską, i pod takim zarzutem siedzi w areszcie:

„Tutaj służby zadziałały. Idealnie zadziałały, bardzo szybko, sprawnie, i one – te osoby są aresztowane” – powiedział z satysfakcją Karczewski.

Przypomnijmy: TVN we wrześniowej edycji „Superwizjera” ujawnił, że były minister finansów i szef Służby Celnej Marian Banaś zaniżył w oświadczeniach majątkowych dochody z wynajmu kamienicy, zarzucił mu też powiązania ze światem przestępczym.

W odpowiedzi Banaś zaprzeczył treściom przekazanym przez „Superwizjera” komentując je „jako próbę manipulacji, szkalowania i podważania dobrego imienia”. Pozwał TVN SA i autora materiału Bertolda Kittela, żądając przeprosin, sprostowania i wpłaty na cel społeczny.

16 października CBA poinformowało, że zakończyło trwającą od kwietnia kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia, lecz nie ujawniło jakiego rodzaju zastrzeżenia sformułowało. Jak informuje RMF FM kontrola CBA miała wykazać co najmniej dwie nieprawidłowości związane z kwestiami skarbowymi i niejasnym sposobem rozliczania podatków przez obecnego szefa NIK.

Podziękujmy działaczom Ordo Iuris, biskupom, politykom PiS. Osiągnęli to, co przez lata nie udawało się tysiącom innych: poruszyli i zaktywizowali młodzież.

Chyba możemy pogratulować i podziękować biskupom oraz politykom „dobrej zmiany” – wspólnymi siłami wypromowali temat, który wreszcie poruszył apolityczną i obojętną wcześniej młodzież. Nagonka na środowiska LGBT, której ukoronowaniem był oficjalny zakaz organizowania Tęczowego Piątku w szkołach, doprowadziła do przebudzenia i aktywizacji tłumów młodych ludzi w szkołach, jak Polska długa i szeroka.

„Kuratorium przysłało do szkoły list, że nie wolno organizować Tęczowego Piątku” – zakomunikowała mi kilka dni wcześniej córka licealistka. Gdy w odpowiedzi poinformowałem ją, gdzie kuratorium może ją i jej kolegów pocałować (tutaj tego nie powtórzę, bo nie każde słowo użyte w prywatnej rozmowie nadaje się do publicznego użycia), okazało się, że oni sami o tym doskonale wiedzą i nie potrzebują moich rad. „Ludzie robią konspiracyjny Tęczowy Piątek” – odpowiedziała mi córka. Wprawdzie w szkole nie odbyły się oficjalne lekcje ani spotkania dyskusyjne, ale wielu uczniów demonstracyjnie nosiło tęczowe elementy garderoby i znaczki.

Ten ruch ogarnął szkoły w całej Polsce, zwłaszcza w dużych miastach, które w takich sprawach zawsze są pionierami i wyznaczają trendy – po jakimś czasie standard przyjęty w dużych ośrodkach ogarnia też mniejsze miasteczka, a w końcu i wieś. Z różnych zakątków kraju napłynęły informacje o tym, że młodzież nosi tęczowe znaczki, wiesza w szkołach plakaty, organizuje wspólne wyjścia z budynków w czasie przerw. W Warszawie grupa młodych ludzi poszła demonstrować pod ministerstwo edukacji.

Napływały też krzepiące informacje, że na szczęście wśród księży katechetów i ludzi „dobrej zmiany” znaleźli się tacy, którzy postanowili wzmocnić ten trend, wywierając na młodzież naciski czy przeciwstawiając się jej. Pojawiły się więc doniesienia o zdejmowaniu powieszonych przez uczniów tęczowych plakatów czy o „lotnych brygadach” z kuratoriów, które kontrolowały szkoły i kazały uczniom zdejmować tęczowe przypinki.

Super! Nic lepszego nie mogło się zdarzyć. Nic tak nie ożywia wyobraźni młodych ludzi, jak konspiracja i świadomość, że uczestniczą w masowym, oddolnym ruchu pokoleniowym, który buntuje się przeciw władzy zgredów i jest przez nich zwalczany. To ekscytuje młodych ludzi, daje im poczucie misji, nasyca ich ruch szczyptą rewolucyjnego romantyzmu i powoduje, że sprawa, o którą walczą, jest „sexy”.

W dekadach po upadku komunizmu tylko raz mieliśmy do czynienia z takim pokoleniowym zrywem, gdy młodzi ludzie w całym kraju protestowali przeciw planom przyjęcia ustawy ACTA. Ruch ten jednak wygasł, bo władza (najpierw polska, a potem także w innych krajach UE) ustąpiła pod naciskiem demonstrujących i wycofała się z wcześniejszych planów. Na szczęście władza PiS jest zbyt głupia, by to zrozumieć, i zamiast rozładować napięcie tylko je podsyca. Dolewa oliwy do ognia, w którym sama spłonie.

Podziękujmy więc działaczom Ordo Iuris, biskupom, politykom i urzędnikom PiS w rodzaju małopolskiej kuratorki oświaty Barbary Nowak, osobom o ograniczonych horyzontach umysłowych i zaczadzonym prostacką ideologią, którzy mimo tych intelektualnych ograniczeń (a może właśnie dzięki nim) osiągnęli to, co przez lata nie udawało się tysiącom innych: poruszyli i zaktywizowali młodzież. Młodzi ludzie, którzy obojętnie przechodzili obok naruszania konstytucji, niszczenia niezawisłych sądów, łamania praw opozycji, wprowadzania w mediach cenzury, nagle się ocknęli i założyli tęczowe przypinki. Teraz już tak łatwo ich nie zdejmą.

Wyniki wyborcze exit polls. Szambo wybiło

– „Czy Jędraszewskiego interesuje coś poza LGBT? Ryby, szachy, znaczki, stare kalendarze? Cokolwiek?” – zapytał jeden z internautów w reakcji na najnowszy wywiad z metropolitą krakowskim. Abp Marek Jędraszewski udzielił go wydawanemu przez fundację Tadeusza Rydzyka „Naszemu Dziennikowi”.

– „LGBT to prawdziwie pogańska ideologia, która odrywa nas od prawdy o człowieku i wprowadza na tory, w których jako ludzie tracimy swoją tożsamość wyrastającą z samej naszej struktury biologicznej, określającej nas czy to jako kobiety, czy jako mężczyzn” – powiedział gazecie abp Jędraszewski. Jego zdaniem, LGBT „podważa wszystko, co na temat człowieka głosi chrześcijańska wiara”.

Osoba przeprowadzająca wywiad też nie przebierała w słowach, w pytaniach zawierając tezę, że LGBT „ukrywa się pod takimi hasłami jak tolerancja, mowa nienawiści, równość, takie same prawa dla wszystkich, stop przemocy, uznając za swego największego wroga moralne nauczanie Kościoła”. A oto odpowiedź metropolity krakowskiego na tę sugestię: – „Jak się patrzy na ideologię nazistowską i bolszewicką, to można zrozumieć, dlaczego dla nich pierwszym przeciwnikiem był zawsze Kościół i głoszona przez niego Ewangelia i moralność. Ich walka z chrześcijaństwem zawsze odbywała się w połączeniu z określonym językiem. Używanym pojęciom nadawano zupełnie nową treść, wprowadzając zamęt i poprzez kłamliwe słowa zabijając w ludziach ducha prawdy”.

Według abpa Jędraszewskiego, również dzisiaj robi się to, „manipulując słowami i hasłami”. – „Różnica jest taka, że obecnie ideolodzy mają do dyspozycji bardziej perfidne środki, dzięki którym mogą mieć ogromny wpływ na ludzi” – powiedział abp. Jędraszewski. Zdaniem metropolity krakowskiego, takim środkiem jest np. internet, w którym obok „dobrych treści” jest również „dużo nienawiści”

– „Niech się zacznie w końcu modlić, aby dobry Bóg, zajął jego myśli wiarą”; – „Kościelny siewca nienawiści w Polsce znowu w akcji. Ten facet nienawidzi ludzi i Boga…”; – „Perfidnymi środkami to się posługuje Jędraszewski” – komentowali internauci. A jeden z nich zacytował Biblię: „….Strzeżcie się obłudy, to jest kwasu faryzeuszy. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome” Ew. Łukasza 12:1-2”.

Syn znanego seksuologa Zbigniewa Lwa-Starowicza, Michał odniósł się do wyemitowanego w TVP dokumentu „Inwazja”. Film, w którym wykorzystano wyrwaną z kontekstu wypowiedź Zbigniewa Lwa-Starowicza, jest atakiem na środowiska LGBT.

Film robi żenujące wrażenie, pełno jest w nim straszenia, ideologizacji i wypowiedzi powyjmowanych w kontekstu” – komentuje Michał Lew-Starowicz dla WP Kobieta.

Według niego film jest manipulacją, która ma na celu przedstawienie negatywnego wizerunku mniejszości walczących o swoje prawa.

„To zaczyna przypominać inkwizycję” – mówi syn znanego seksuologa odnosząc się m.in. do problemu zrównywania homoseksualności z pedofilią. Zachęca przy tym do zapoznania się ze stanowiskiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego w tej kwestii, jak również w kwestii dotyczącej proponowanej ustawy karania za edukację seksualną.

Michał Lew-Starowicz za skandaliczne uważa ukazanie w „Inwazji” Światowej Organizacji Zdrowia, jako organizacji ideologicznej. „Standardy edukacji Światowej Organizacji Zdrowia opracowują specjaliści, nie ideolodzy i mają na celu wspomaganie zdrowego rozwoju psychoseksualnego.”

Kilku umundurowanych policjantów pilnowało jednego niepełnosprawnego. Nie chodziło jednak o pomaganie osobie poruszającej się na wózku. Ich zadaniem było, żeby pan Leszek nie zbliżył się do pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej na pl. Piłsudskiego w Warszawie.

Policjanci chcieli spisać dane pana Leszka. Kiedy stwierdził, że musi skorzystać z toalety, postanowili go do niej… eskortować!

Autor nagrania komentował, że prawdopodobnie w tym czasie, kiedy kilku funkcjonariuszy zajmowało się jednym niepełnosprawnym na wózku, w Warszawie mogło dojść do kilku rozbojów, kradzieży samochodów czy innych przestępstw. – „Ale w tym momencie pięciu, pięciu! policjantów odprowadza Leszka do toalety” – mówi autor filmiku.

Pan Leszek porusza się wózkiem elektrycznym. W pewnym momencie tak przyspieszył, że funkcjonariusze biegiem rzucili się w pościg za niepełnosprawnym. Rzeczywiście, czy tym powinna zajmować się polska policja?

– „Pozdrowienia dla Pana Leszka. Nie ma elektrycznych samochodów ale elektryczne wózki robimy wyścigowe!”; – „Niby śmieszne, ale jednak straszne”; – „Współczesna wersja kawału z milicjantami i żarówką – ilu policjantów potrzeba, aby dogonić gościa na wózku”; – „Ale mandatu za przekroczenie prędkości nie było?” – komentowali internauci.

Biskupi chyba jeszcze sobie nie uświadomili, że wprowadzili Kościół w ślepy zaułek. Ktokolwiek zwycięży w niedzielę – oni przegrają.

Piszę to w przedwyborczą sobotę, kiedy nie wiemy jeszcze, jakie będą wyniki głosowania i kto będzie Polską rządzić w nadchodzących latach. Z całą pewnością jednak wiemy, kto przegra i kto traci pozycję w polskiej polityce – to Kościół katolicki. Niezależnie od tego, jaki układ wyłoni się z urn w niedzielę wieczorem, Kościół ma powody do zmartwienia i niepokoju.

Jeśli władzę przejmie koalicja antypisowskiej opozycji, jest oczywiste, że nie będzie mógł liczyć na uprzywilejowane czy choćby przyjazne traktowanie przez rządzących, którzy będą mieć w pamięci postawę większości duchownych w minionym okresie. Owszem, w takiej koalicji znajdą się umiarkowane środowiska konserwatywno-katolickie, ale po przeciwnej stronie będą w niej też grupy zdecydowanie antyklerykalne. Bilans wyjdzie więc na zero i jedyne, na co biskupi będą mogli liczyć ze strony władzy, to oziębły dystans.

Jeśli zaś po wyborach nadal rządzić będzie PiS, Episkopat będzie musiał przyjąć do wiadomości zmianę relacji pomiędzy Kościołem a władzą świecką. Ta zmiana niepostrzeżenie dokonuje się od dłuższego czasu, a wybory będą jej przypieczętowaniem.

Religia katolicka przez wieki była uważana – nie bez racji – za fundament i spoiwo narodu. W czasach zaborów i okupacji religijna i kulturowa odrębność Polaków była jednym z najważniejszych czynników, który pomógł im uchronić się przed asymilacją i wchłonięciem. Później, w ciągu 50 lat panowania komunizmu Kościół stał się najważniejszą instytucją, pod której parasolem chroniły się inicjatywy opozycyjne – także te liberalno-laickie, a nawet lewicowe.

W efekcie Kościół zajął w III RP miejsce szczególne – jawił się jako uprzywilejowana potęga, stojąca ponad światem świeckiej polityki. Biskupi byli przyzwyczajeni do tego, że to politycy wszystkich obozów się do nich umizgują, próbują pozyskać ich względy i poparcie. Było to jednak możliwe tylko tak długo, dopóki Kościół nie związał się ściśle z jedną opcją polityczną.

Ostatnie cztery lata i zakończona o północy z piątku na sobotę kampania wyborcza zmieniły ten układ, choć zapewne biskupi jeszcze nie do końca to sobie uświadamiają. Jedną z konsekwencji politycznej symbiozy PiS i hierarchii kościelnej jest fakt, że relacja pomiędzy rządzącymi a Kościołem uległa odwróceniu – władza świecka wyemancypowała się, zaś Episkopat coraz częściej występuje w roli jej klienta. Episkopat nie rozdaje już kart i nie jest nadzorcą polityków. Sam w coraz większym stopniu staje się uzależniony od władzy świeckiej. Stopniowo wchodzi w rolę, jaką w Rosji odgrywa cerkiew prawosławna, zwasalizowana przez władców Kremla i wykorzystywana przez nich jako „pas transmisyjny” do mas.

Ktokolwiek więc wygra w niedzielnych wyborach, jedno jest pewne: Kościół przegrał.

Pisowskie afery, twój wybór

W czasie wiecu w Częstochowie Jarosław Kaczyński nawiązał do wypowiedzi znanej i cenionej na całym świecie reżyserki, Agnieszki Holland.

Mamy niebezpieczeństwo, że nie będzie tak, jak mówiła pani Holland, która skądinąd po tym, jak mówiła, to później mówiła, że nie mówiła i nawet później kilkudziesięciu reżyserów napisało do mnie list, w którym napisało, że ona nie mówiła tego, co mówiła i to można było usłyszeć. Pani Holland powiedziała, żeby „było jak było”. Jeżeli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było. Oni nie ukrywają, że chcą zlikwidować demokrację” – w dość oryginalnym stylu wypowiedział się prezes PiS.

Agnieszka Holland poproszona o komentarz do słów Kaczyńskiego, stwierdziła, że czuje się dowartościowana tym szczególnym zainteresowaniem prezesa.

To jest w pewnym sensie zaszczyt. W końcu to szara eminencja polskiej polityki, bardzo sprawczy człowiek. Ma dużo zajęć na głowie, bo właściwie rządzi całym państwem jednoosobowo. Skoro jeszcze ma czas, żeby zajmować się moją osobą, to znaczy, że to jest ważna osoba dla niego. Czuję się więc dowartościowana” – ironizuje artystka.

Przy okazji wytyka Kaczyńskiemu kłamstwo dotyczące rzekomego listu od reżyserów: „Nie pisaliśmy listu do pana Kaczyńskiego. Nie ma powodu, żeby on był adresatem. Jest zwykłym posłem. Dlaczego miałabym więc do niego pisać? Jeśli zostanie premierem, to wtedy stanie się adresatem różnych listów otwartych od obywateli” – mówi w rozmowie z dziennikarzami WP Holland.

Za tydzień wybory. W najnowszym Newsweeku o wyborze, który stoi przed Polakami.

Do #13października zostało 7 dni a więc #SkasujPiS

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

To pytanie zadał publicznie Włodzimierz Czarzasty podczas konwencji Lewicy w Katowicach. Przypomnijmy więc tę kuriozalną propozycję redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”: „Kolejna granica absurdu przekroczona – Sakiewicz chce Nobla dla… Kaczyńskiego”.

– „Dobre! Myślę panie Sakiewicz, że ta nagroda, którą już dawno dostał (nagroda „JOBLA”) to szczyt jego możliwości!”; – „…10+ środek tarczy… a tak na poważnie do tej nagrody w parze wystawiłbym.. KACZYŃSKI… TRUMP, że też pisiory na to nie wpadły..”; – „Myślę, że najbardziej uwiera go ta Wałęsy” – komentowali internauci.

Przypomnijmy, że 5 października 1983 roku Komitet Noblowski przekazał swoją decyzję. Pokojowa Nagroda Nobla po raz pierwszy powędrowała w ręce Polaka – Lecha Wałęsy, ówczesnego przewodniczącego Solidarności.

Zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego, Czarzasty powiedział: – „Polska, panie prezesie, nie powstała 4 lata temu. Nie zmieni pan historii. Nie zakłamie pan historii. Nie umniejszy pan roli polskiej lewicy. Nie da pan rady. Jeżeli pan patrzy w przeszłość, tę przeszłość powojenną, to niech pan PRL-u nie naśladuje tylko w jednej rzeczy. Mianowicie w upartyjnianiu państwa, bo to nie jest dobry pomysł”.

Czarzasty zapowiedział m.in. utworzenie po wyborach Ministerstwa Polityki Senioralnej. – „Będzie ono koordynowało pracę na rzecz starszego pokolenia” – powiedział szef SLD.  Gościem konwencji był Aleksander Kwaśniewski. Były prezydent mówił o znaczeniu przestrzegania Konstytucji i umacnianiu obecności Polski w Unii Europejskiej.

Niedługo cisza wyborcza, ale nie nad trumnami. Znowu je wyciągną, smoleńskie, starsze, nowsze. Każdy argument jest dobry dla TVP. Od tygodnia wycierają sobie mną tam gębę. W doborowym towarzystwie: Jandy, Stuhrów, jestem zaplutym karłem „elit, które utraciły władzę”. Nie narzekam na swoje władze umysłowe, innych nie mam. W przeciwieństwie do rządzących.

Fot. Źródło: Manuela Gretkowska / Facebook

Kaczyński jest jak granat wrzucony w szambo mentalne nad Wisłą, nie to z Czajki, tylko z zapóźnień cywilizacyjnych. Więc bryzga po wschodniej ścianie Polski.

Izaak Babel poznając na początku XX wieku nasze zacofane Podkarpacie zastanawiał się, czy Słowianie są nawozem historii. Gdy to pisał, nawóz był naturalny, gówniany. Oczywiście, Babel to Żydokomuna i nie nadawałby się na wystawkę w Polinie, które jak obcojęzyczna nazwa wskazuje jest jeszcze niespolonizowanym muzeum o Polsce. Dlatego zarządzać nim powinni heteroseksualnie kochający Polskę Wszechpolacy.

Przypomina się mi dialog z „Zimnej wojny”, pisany pewnie przez Głowackiego. Mało kto miał takie ucho na prlowski bełkot.
 Nie kocha pan Polski – mówi ubek do artysty.
 Kocham – szczerze odpowiada artysta.
 Nie kocha pan.
 Kocham.
– Nie kocha…

Te rozmowy powtórzą się, jeśli PiS wygra. W programie mają pomysł na państwowy statut artysty. Skoro państwowy, to pewnie i narodowo socjalistycznie katolicki. Cóż, ruska komuna, dlatego że obca, była łatwiejsza do zniesienia, od polskiego faszyzmu.

Paranoicy mają dar urealniania swojego zajoba szczegółami. Utopista socjalistyczny Fourier zalecał nowemu społeczeństwu jedzenie arbuzów. Nie pytajcie dlaczego. Zapytajcie Prezesa albo „Call Saul”.

Program PiS-u przewiduje w składzie komisji przyznającej statut artysty 20% ludzi sztuki. Skąd 1/5, a nie liczba Pi? Reszta to chyba biskup, a na pewno urzędnicy. Znając ich kadry – hejterzy, gangusy, burdelarze. Statut na trzy lata, niby renta. Najwidoczniej dla pisowców artysta jest intelektualnie czy jakoś, niesprawny ideologicznie i trzeba go weryfikować. W normalnym świecie artyści należą gdzie chcą; do własnych stowarzyszeń, związków zawodowych, kółek adoracji, albo nigdzie.

W komunizmie skazywano na roboty, „za nie bycie poetą”, na przykład noblistę Brodskiego. U nas minister kultury, oczywiście tradycyjnie pisowski buc, przyzna Jandzie dużą kasę, w supermarkecie. Stuhrów wyślą do kopalni węgla czy soli, bo to blisko Krakowa i żeby nie było gadania o mściwym państwie.

W normalnym świecie nie ma obowiązku hołubić artystów. Ale nie trzeba ich niszczyć. Tylko tępota tępi kulturę.

Na trumnie Polski zamiast sarmackiej gęby zwanej portretem, wystarczy napis: „Idioci idiotom zgotowali ten los„. Na najbliższe lata, wieki, a wieko trumny zamknąć dla dobra klimatu.

Polacy mentalnie przenieśli się do Europy, bo korzyści z życia w Unii Europejskiej sprawiły, że podróż za chlebem do USA straciła sens.

Na półtora tygodnia przed polskimi wyborami parlamentarnymi Donald Trump ogłasza, że Polacy będą mogli latać do USA bez wiz. Niewątpliwie możemy to uznać za życzliwy gest amerykańskiego prezydenta dla ekipy rządzącej w naszym kraju. Ot, taki mały prezencik przedwyborczy. Przecież Trump nie musiał zapowiadać tego właśnie teraz. Gdyby nie chciał się wpisywać w polską kampanię, mógł z tym poczekać parę dni. Nie poczekał.

Jednak zarazem jest to dla Kaczyńskiego nagroda pocieszenia po odwołaniu udziału amerykańskiego prezydenta w uroczystościach 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Przed 1 września „dobra zmiana” nadmuchiwała balon oczekiwań, szykując się do propagandowego zdyskontowania przyjazdu Trumpa do Polski – a tu nici. Przywódca USA wytłumaczył, że nie może przylecieć, bo musi się spotkać z huraganem Dorian na południu Stanów Zjednoczonych. Po czym grał w golfa.

Jeśli dodamy do tego fakt, że wcześniej wpływowe ośrodki i liczący się publicyści apelowali do Trumpa, by nie przylatywał do Polski i nie legitymizował swą obecnością w Warszawie polityki PiS, stanie się oczywiste, że odwołanie wrześniowej wizyty było jak cios kijem. Obecna zapowiedź zniesienia wiz to marcheweczka zaserwowana na osłodę i dla ukojenia bólu.

Propagandyści „dobrej zmiany” próbują ją teraz wykorzystać w agitacji przedwyborczej. „Nie dajmy sobie wmówić, że zniesienie wiz do Ameryki było wyłącznie kwestią techniczną” – apeluje Konrad Kołodziejski na portalu wPolityce.pl. „Zniesienie wiz nie jest tylko skutkiem bezosobowych procedur – pisze. – To również rezultat wielu działań politycznych podejmowanych przez władze polskie i środowiska polonijne w Ameryce. Obecna ekipa może z czystym sumieniem przypisywać sobie dużą część zasług i będzie to w pełni uprawnione”.

Oczywiście Kołodziejski fałszuje obraz rzeczywistości, bo za gest polityczny ze strony Trumpa możemy uznać tylko wybór terminu, w którym ogłosił decyzję. Samo zniesienie wiz nie było zasługą władz – ani polskich, ani amerykańskich – a jedynie konsekwencją spadku odsetka odmów udzielanych polskim wnioskodawcom do poziomu poniżej 3 proc. w skali roku. Większość Polski już dawno temu zeszła poniżej tego progu, jednak statystyki pogarszało Podkarpacie, które tradycyjnie jest zagłębiem emigracji do USA. Dopiero teraz cały kraj zszedł poniżej linii krytycznej.

No więc dobrze, w takim razie spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: skoro nie polskim i nie amerykańskim władzom zawdzięczamy zniesienie wiz, lecz samym sobie, to co sprawiło, że gorzej sytuowani obywatele przestali masowo ubiegać się o wizy USA, by pracować za oceanem na czarno?

By mieć całkowitą pewność, trzeba by przeprowadzić badania i ankiety socjologiczne, ale intuicja podpowiada odpowiedź dość prostą, wręcz narzucającą się: to Unia Europejska. Możliwość legalnej pracy w zamożniejszej części Europy sprawiła, że nielegalna praca w USA przestała być atrakcyjna. Po co wyprawiać się za ocean, ukrywać się przed tamtejszymi służbami imigracyjnymi, pracować w warunkach niemal konspiracyjnych bez opieki medycznej i zabezpieczeń socjalnych, narażać się na ryzyko deportacji i zakaz wjazdu, skoro całkiem legalna praca czeka na nas dosłownie za płotem?

We wsi w południowej Polsce na Żywiecczyźnie, w której mam chałupę, liczni moi sąsiedzi nie tylko zatrudnili się w Niemczech, ale wręcz zarejestrowali tam działalność gospodarczą. Remontują mieszkania, układają glazurę, budują domy. Płacą podatki, nikt ich nie ściga, żyją jedną nogą w Polsce, a jedną w Niemczech, bo przyjazd do kraju choćby na weekend nie jest problemem. Wszyscy się już dawno podorabiali samochodów, a podróż autostradą A4 trwa tylko kilka godzin.

W ten oto sposób Europa zajmuje w życiu Polaków miejsce dawniej zarezerwowane dla Ameryki. Realne korzyści płynące z Unii Europejskiej wypierają ze świadomości obywateli mit Stanów Zjednoczonych. I właśnie z tego powodu zniesienie wiz zapewne nie okaże się w kampanii wyborczej PiS wielkim atutem – wielu Polaków amerykańska wiza po prostu przestała obchodzić.

Pojawił się natomiast nowy problem, którego wielu obywateli do końca sobie jeszcze nie uświadamia: w czasie gdy Polacy mentalnie i praktycznie przenieśli się z USA do Unii Europejskiej, rząd odbył podróż w przeciwnym kierunku. Dzisiejsze władze weszły w role bezkrytycznego i służalczego wasala administracji Donalda Trumpa, a jednocześnie skłócają Polskę z Europą i pogarszają jej pozycję w UE. Kwestią czasu – i to niestety raczej niezbyt długiego – jest to, kiedy negatywne konsekwencje tej polityki odczują przeciętni obywatele.

Więcej Klaudii Jachiry – tutaj >>>

Paraliż państwa. Takie jest dokonanie władzy PiS

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa ze względu na to, że… homofobiczne słowa polityka miały podobać się zgromadzonym na wiecu osobom.

Lider PiS obraził homoseksualistów podczas wystąpienia na Pikniku Rodzinnym w Stalowej Woli. Kaczyński dziękował arcybiskupowi Jędraszewskiemu (autorowi słów o „tęczowej zarazie”) i ostro atakował środowiska LGBT. Zdaniem prokuratury Kaczyński nie popełnił jednak przestępstwa. Pracownicy OMZRiK więcej o sprawie napisali na oficjalnym profilu organizacji na Facebooku.

Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy. Prokurator odmawia ścigania Jarosława Kaczyńskiego przy pomocy kruczków prawnych, argumentując to tym, że nie będzie ścigał przestępstwa, bo podobało się wielu osobom, które były świadkami jego popełnienia” – napisano w social mediach Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Jak się okazuje, prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, nawet gdy OMZRiK odwołał się od jej decyzji. „Prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia, a gdy się odwołaliśmy, odmówiła również przyjęcia zażalenia twierdząc, że Ośrodek nie jest instytucją społeczną, którą naturalnie jest”.

To jednak nie koniec tej kuriozalnej sytuacji. Okazuje się, że – zdaniem prokuratury – homofobiczne opinie Kaczyńskiego podobały się… katolikom, a nawet tysiącom rodzin z dziećmi. „Jednak to, co najbardziej bulwersuje w dokumencie przesłanym nam przez prokuratora Adama Cierpiatkę to końcowe uzasadnienie, w którym funkcjonariusz twierdzi, że nie zamierza ściągać sprawcy, bo czyny karalne, które popełnił, podobały się katolikom, a konkretnie tysiącom rodzin z dziećmi” – poinformowała antyrasistowska organizacja.

Aktywiści Ośrodka są mocno zaniepokojeni ostatnimi poczynaniami prokuratury i PiS-owskiego państwa. Przestrzegają nawet przed narodzinami w Polsce dyktatury o prawicowym charakterze. „Proszę Państwa na naszych oczach rodzi się reżim totalitarny” – przestrzega w swoim oświadczeniu stowarzyszenie.

Zaniepokojeni decyzją prokuratury są również internauci. „Nie mamy tego płaszcza i co nam pan zrobisz? Bareja przewraca się w grobie. Kto jeszcze będzie darł japę, że daleko nam do dyktatury?”, „Czyli jak na koncercie deathmetalowym artysta podrze Biblię, to od dzisiaj prokuratura nie będzie wszczynać postępowania, bo czyn podobał się zgromadzonej tam publiczności? Prokuratura pisowska ma iście moralność Kalego” – to tylko niektóre komentarze oburzonych użytkowników sieci.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Program Koalicji Obywatelskiej >>>

W obliczu końca pierwszej kadencji rządu sformowanego przez Prawo i Sprawiedliwość oraz wobec tego, co ten rząd uczynił z polskim systemem politycznym, mając na względzie niebezpieczny i głęboki podział społeczny, który powstał wskutek polityki prowadzonej przez tę władzę w sposób świadomy i konsekwentny, wobec tego, co wydarzyło się w latach 2015 – 2019, ośmielę się twierdzić, że poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości nie jest „poglądem politycznym”.

Poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości i oddawanie swojego głosu na to ugrupowanie jest świadomą, nieodpowiedzialną i w swojej istocie głęboko antydemokratyczną postawą poparcia dla ludzi, którzy w celu zdobycia i utrzymania się przy władzy gotowi są pozakonstytucyjnie, w sposób bezprawny i poza proceduralny zmieniać legalnie ustanowiony ustrój państwa, z ustroju demokracji liberalnej z trójpodziałem władzy jako naczelną zasadą jej sprawowania, na fundamentalistyczne państwo wyznaniowe z katolicyzmem jako religią panującą oraz faszystowskim modelem państwa ze wszystkimi atrybutami tego rozwiązania systemowego to znaczy z wszechogarniającą kontrolą wszystkich dziedzin życia społecznego, policyjnym charakterem państwa, przemocą sankcjonowaną przez władzę i dokonywaną w „obliczu prawa” i „zgodnie z prawem” oraz z nową elitą tej władzy złożoną z ludzi posłusznych i oddanych, którzy swoje błyskawiczne kariery zawdzięczają lub zawdzięczać będą wyłącznie tej władzy w oderwaniu od swoich faktycznych kompetencji formalnych oraz postaw etycznych.

Dla oburzonych moim „niesprawiedliwym” potraktowaniem wyborców oddających swoje głosy na Prawo i Sprawiedliwość wyjaśniam, że według mnie taka decyzja jest wynikiem ignorancji i braku znajomości historii Europy i Świata przynajmniej w zakresie ostatnich osiemdziesięciu lat. Ponieważ podobne sytuacje miały już miejsce, a ogólnonarodowe wzmożenia, nacjonalizmy i religijny fundamentalizm sprowadzał już pasma nieszczęść i „tragiczne końce” na obywateli takich państw jak Niemcy, Włochy, Hiszpania, Chile czy Argentyna. Natomiast totalitaryzm w ogólności wyrządził niepowetowane szkody w takich państwach jak Związek Radziecki, Węgry, Rumunia, Czechosłowacja, Bułgaria, Albania, Jugosławia, NRD i w końcu Polska Rzeczpospolita Ludowa.

Jeżeli ktoś tego nie dostrzega lub relatywizuje tamte wydarzenia i ich konsekwencje wciąż popierając antydemokratyczne, kato-faszystowskie ugrupowanie polityczne w imię budowania „dobrej zmiany” to informuję, że to się skończy w sposób, który doskonale znamy, to znaczy: głębokim kryzysem ekonomicznym, gigantycznym zadłużeniem państwa, destabilizacją polityczną, której konsekwencje mogą być krytyczne, a wynikające z niej konflikty mogą mieć charakter międzynarodowy i zbrojny, a rozpad więzi społecznych spowoduje, że ponowne powstanie „społeczeństwa” w miejsce jego zredukowanej wersji tj. „ludności”, zajmie dziesięciolecia.

Ja sobie zdaję sprawę, że ten walec już się toczy, ale trzeba mówić głośno i bez politycznej poprawności, po czym ten walec sunie i że winni jego działania będą wszyscy ci, którzy w październiku nie powiedzą: Stop!

To nie jest ordynarna agitacja polityczna. To kategoryczna odmowa uznania czyichś wyborów za „pogląd polityczny” oraz nazwanie takiej postawy współsprawstwem. To, co się właśnie w Polsce wydarza, to jest, Szanowni Państwo, doskonały przykład tego, do czego prowadzi brak wiedzy, brak znajomości historii oraz zaniedbania w tym zakresie, do których doszło w okresie ostatnich trzydziestu lat. Tylko że kiedy już wyborcy Prawa i Sprawiedliwości obudzą się z pustą lodówką i z ręką w nocniku, na refleksję i płaczliwe „skąd mogliśmy wiedzieć” będzie już za późno.

Z podręczników do historii – mogliście wiedzieć. Z podręczników do historii. Po prostu.

Przerażające jest to, z jaką łatwością rządząca partia wyłącza kolejne bezpieczniki, które zostały przewidziane w ustawie zasadniczej, by żaden obóz nie mógł rządzić niepodzielnie i na własną modłę. Niestety od czterech lat byliśmy świadkami totalnego demontażu i atrapizacji takich organów jak Trybunał Konstytucyjny, prokuratura, policja, służby specjalne, sądy, czy media publiczne, razem z nadzorującą ich misję publiczną Krajową Radą Radiofonii i Telewizji. Właśnie staliśmy się świadkami demontażu ostatniej instytucji kontroli państwowej, jaką jest Najwyższa Izba Kontroli, dzięki której w ostatnich latach poznaliśmy multum przypadków niegospodarności czy ordynarnych wręcz wałków na publicznej kasie. Dziś widać, że działalność instytucji kierowanej do końca sierpnia przez Krzysztofa Kwiatkowskiego partii Jarosława Kaczyńskiego była niewygodna.

Jak donosi dzisiejsza “Rzeczpospolita”, po zaskakującej i niezgodnej z ustawą o NIK czystce w kierownictwie Izby i powołaniu w miejsce trzech wiceprezesów tylko jednego, w osobie mało znanej i niewiele znaczącej w strukturach Małgorzaty Motylow, NIK została sparaliżowana. Powód jest kuriozalny – jedyna wiceprezes Izby nie ma dostępu do dokumentów o klauzuli “ściśle tajne”, a to uniemożliwia jej zapoznanie się z szeregiem ważnych, oczekujących na podpis raportów, a tym samym ich zakończenie. Jak pisze dziennik, nawet jeśli teraz wiceprezes złoży wniosek, to na decyzję będzie musiała poczekać.

– Postępowanie powinno być ukończone w ciągu trzech miesięcy, ale to termin instrukcyjny – mówi osoba ze służb. Brak certyfikatu „ściśle tajne” może spowodować paraliż pracy w NIK. – Wiceprezes nie będzie mogła podpisać protokołów objętych klauzulą, nie będzie więc można zakończyć niektórych kontroli – twierdzą nasi rozmówcy. – Dziś nie ma żadnego członka kierownictwa NIK, który mógłby ją w tym zastąpić.

Tym samym nie ma cienia ryzyka, by jeszcze przed wyborami pokazały się miażdżące dla PiS raporty z kontroli, a i przyszły ich los jest niewiadomy.