Szaleniec nie liczy się z Polakami

Władza PiS powinna Polakom uświadomić, iż ferajnę Kaczyńskiego nie obchodzi służba społeczeństwu (pompatycznie: narodowi), ale jest władzą dla władzy (Kaczyński), trwaniem przy korycie, aby mieć dostęp do publicznego grosza, by szarpać jak najwięcej dla siebie.

Walka Gowina z Kaczyńskim, gdy na świecie i w kraju panuje pandemia i wszyscy obawiają się o życie, to żałosny spektakl mało utalentowanych osobników (więcej >>>).

Kaczyński nie ma większych walorów intelektualnych, a charakterologicznie cechuje go amoralność, zaś Gowin nadaje się na podrzędnego proboszcza, który pieprzy głodne kawałki rodem ze Średniowiecza.

Takich wybraliśmy reprezentantów. Lewiznę mentalną. Czy potrafimy wyciągnąć z tego wnioski? Raczej nie. W kraju nie jest ceniona fachowość, wiedza, ani talent. Kaczyński nieprzypadkowo wypowiedział wojnę elitom, w tym medycznym.

Do jakiego stopnia koronawirus zdewastuje kraj? W tej chwili nie wygląda to różowo. Na pewno dopadnie nas głębszy kryzys niż w krajach bogatych, a że mamy u koryta takie niedojrzałe, niedouczone postaci, jak Kaczyński, Morawiecki, Duda, więc można wróżyć, iż spadniemy na samo dno.

W kraju mamy dwa zagrożenia pandemiczne: koronawirus i wirus kaczyzmu.

Mała pociecha, że kiedyś Polacy kopną w dupę Kaczyńskiego i jego pachołków, bo będzie za późno. Przed pandemią Polska została zdegradowana przez pisowskich patałachów, teraz zazna piekła.

Polacy! Przygotujcie się na Piekło, bo na to zasłużyliście, tolerując takie postaci z piekła rodem jak liderzy PiS.

Konstytucja gwarantuje, że wybory mogą odbywać się w bezpiecznym terminie po zakończeniu epidemii i nikt nie musi jej zmieniać, by tego dokonać.

„W kontekście słów prezesa Kaczyńskiego, że wybory prezydenckie muszą się odbyć 10 maja, wydaje mi się, że jedyną strategią jego i podległych mu ludzi – w tym niestety prezydenta i premiera rządu Polski – jest, by teraz Polacy siedzieli w domu, gdyż kwarantanna jest najtańszym sposobem ochrony ludzi przed wirusem.

Następnie, by 10 maja Polacy poszli na wybory i się wzajemnie pozarażali lub – jeśli wybory będą tylko korespondencyjne – by listonosze pozarażali, kogo się da, a potem niech się dzieje co chce” – pisze Halina*, czytelniczka OKO.press.

„W dobie pandemii, zamiast walki z kryzysem sanitarnym, rządzący zajmują się walką polityczną i wyborami, od których zależy przetrwanie partii PiS”.

Wstrząsający list czytaj tutaj >>>

Jutro minie miesiąc odkąd wykryto wirusa u pierwszego polskiego pacjenta. Teraz zakażonych jest już 3383, padł rekord nowych zakażeń (437). Wciąż daleko nam do Zachodu – Hiszpanii, Francji, Włoch czy USA, ale SARS-Cov-2 zaatakował mocniej. Już połowa ludzkości siedzi w domu. W Wielkiej Brytanii zaczyna się dramat.

Więcej o aktualnym stanie pandemii virusa corona >>>

 „Czy szczepienie przeciw gruźlicy chroni przed koronawirusem?”

Na pierwszy rzut oka wygląda to na kolejną sensacyjną wiadomość, która ma nam przynieść chociaż trochę nadziei w tych ciężkich dniach. A jednak – jak donosi „Science” – naukowcy z czterech krajów rozpoczynają właśnie próby kliniczne, mające przynieść odpowiedź na to pytanie.

W Holandii weźmie w nich udział tysiąc osób spośród personelu medycznego (jako grupy szczególnie narażonej na zakażenie). Połowa z nich dostanie starą wypróbowaną szczepionkę przeciwgruźliczą BCG (czyli bacillus Calmette-Guérin, od nazwisk lekarzy, którzy opracowali ją na początku XX wieku), a połowa placebo.

Więcej odpowiedzi o walce z koronawirusem >>>

Nie ma powodu do rozpadu koalicji rządzącej. Jarosław Gowin jest członkiem rządu i firmuje jego działania od samego początku. Wspiera prezydenta Andrzeja Dudę i kompletną mrzonką jest zakładanie, że miałby teraz z jakąś grupą posłów zmienić front. Nie wyobrażam sobie tego, żeby Jarosław Gowin drugi raz w politycznym życiu miał zmieniać front i nie wyobrażam sobie jego jako lidera rządu, w którym miałaby uczestniczyć Koalicja Obywatelska – mówi Tomasz Siemoniak, były szef MON, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Rozmowa z Tomaszem Siemoniakiem >>>

To dążenie do przeprowadzenia wyborów za wszelką cenę to nic innego jak wstrętna, cyniczna zabawa człowieka, który właśnie pokazał, kim jest i jak niewiele znaczą dla niego Polacy.

Powiem tylko jedno. Ta cała dyskusja o wyborach, dążenie do ich przeprowadzenia to nic innego jak wstrętna, cyniczna zabawa człowieka, który właśnie pokazał, kim jest i jak niewiele znaczą dla niego Polacy. Człowieka? Nie, nie człowieka. Szaleńca!

Cały felieton Tamary Olszewskiej >>>

Zaraza PiS a zaraza koronawirusa

U władzy mamy mistrzów świata nieudacznictwa. Prezes z kompleksami, premier mitoman i prezydent złamany człowiek.

I ta ekipa klownów zdarzyła nam się w czas największej próby, w czas zarazy. Zaraza w zarazie. I nie wiadomo, która zaraza jest metaforą.

Bo PiS jest zarazą. Pisowskie klowny wymyślili Sejm Zdalny, ale musieli się z niego wycofać, bo od razy te lewusy zaliczyli wpadkę.

Login do zdalności dostał nieposeł. Zdolne barachło (w wypadku PiS nie jest to oksymoron).

Morawiecki mitoman twierdzi, że wszystko mamy najlepsze. Chyba jego lepkie ręce są najlepsze. Ale i tak w tym krętactwie jest gorszy od Putina.

Przez takich klownów od najlepszości zawsze traciliśmy niepodległości. Trzeba zasadzić kopa Kaczyńskiemu, Morawieckiemu i Dudzie, bo znowu wepchną nas w jakieś obce łapy.

„Te zakazy nie wpływają ani na przeprowadzenie wyborów prezydenckich, ani egzaminów maturalnych” – odpowiedział premier dziennikarzom. Premier ogłosił, że nowe zakazy obowiązują od 24 marca do 11 kwietnia 2020.

Więcej >>>

Morawiecki ogłosił „kolejne obostrzenia, które są koniecznie, żeby ograniczyć maksymalnie ten etap rozprzestrzeniania się koronawirusa”.

Są to:

  • z domu można wyjść tylko do pracy, w „ważnych sprawach życiowych” (do sklepu, do apteki, żeby wyprowadzić psa) lub z powodu uczestnictwa w wolontariacie;
  • zakaz zgromadzeń powyżej 2 osób,
  • transporcie zbiorowym może być zajęta maksymalnie połowa siedzących miejsc,
  • ograniczenie liczby osób uczestniczących w obrzędach liturgicznychdo 5 osób, oprócz osób sprawujących obrzędy (msze, pogrzeby);
  • zakazy obowiązują od 24 marca do 11 kwietnia 2020;
  • za złamanie zakazów kara do 5 tys. zł.

W mocy pozostają też dotychczasowe ograniczenia m.in. zamknięcie galerii handlowych, kin i teatrów.

„Wszystkiego szukamy na własną rękę, dostawcy kupują sprzęt za granicą, a jak dotrze do Polski, państwo nam odbiera”. Agencja Rezerw Materiałowych przejmuje środki ochrony osobistej kupowane przez placówki zdrowia. „Nadal każą nam przyjmować i izolować pacjentów z podejrzeniem zakażenia zamiast pozwolić nam od razu odesłać ich do szpitala jednoimiennego”.

Więcej o oszustach zarazy PiS >>>

Nieudolny, znający się tylko na propagandzie rząd nie zrobiłem tego nie tylko w lutym, ale także w marcu. Zaniedbania i zaniechania rządu przynoszą chaos oraz zagrożenie zdrowia i życia Polaków, a także radykalne załamanie gospodarcze. O szpitale dbają obywatele, samorządy, fundacje i bogaci Polacy, a nie rząd. Mimo miejsc w szpitalach, przez chaotyczne procedury narzucone przez dyletanckich polityków, ludzie zaczynają chorować w domach, bez należytej opieki medycznej, ale i w domach zaczynają umierać. Cieniasom /choć raczej wszyscy napakowani tym rządzeniem/ nie chciało się nawet schylić po pieniądze leżące na unijnej ulicy, więc nie zgłosili nas do przetargu na środki ochrony i testy i jako jedyni w unii wracaliśmy do kraju buląc za powroty własną kasę zamiast unijnej.

Kazimierz Marcinkiewicz zna matołków PiS – więcej >>>

Ktoś w necie zadał słuszne pytanie „Czy leci z nami pilot?” bo nasza władza wygląda jakby skoczyła do sterów z jakiegoś miejsca odosobnienia.

Prezes chce tylko jednego: wygranej Dudy 10 maja, a reszta jak potłuczona miota się w bezsile i ignorancji.

Więcej Magdaleny Środy >>>

Stan nadzwyczajny reguluje wszystko to, co teraz próbuje się wprowadzić w sztuczny sposób. Obywatele powinni czuć się zaniepokojeni – mówi prof. Adam Strzembosz, były I Prezes Sądu Najwyższego. – Ogłoszenie tego stanu miałoby więc tylko znaczenie z puntu widzenia wyborów prezydenckich, ale wybory nie są świętością. Wiadomo, dlaczego władza chce, aby w maju odbyły się wybory prezydenckie, a nie później – dodaje.

Więcej >>>

Dla ks. prof. Bortkiewicza najważniejszy stał się grzech… nieczystości. Nie chodzi jednak o księży czy hierarchów Kościoła, a zwolenników LGBT czy   homoseksualistów.

Ponieważ – jak powszechnie wiadomo – mamy brak płynów dezynfekujących, maseczek, respiratorów, o miejscach w szpitalach nie wspominając, pora zacząć myśleć o innych, bardziej duchowych środkach przeciwdziałania epidemii.

Magdalena Środa o klerze w czasie zarazy >>>

Trupia polityka Kaczyńkiego

Jarosława Kaczyńskiego polityka polega na: po trupach do celu. Zawsze ją tak realizuje.

Nawet trupa zrobił ze swojego brata, Lecha Kaczyńskiego, który zabił pod Smoleńskiem oprócz siebie 95 polskich obywateli i polityków.

Kto zatem jest zbrodniarzem w tym konkretnym przypadku?

Jarosław Kaczyński, czy jego brat Lech? Pytanie retoryczne.

Prezes PiS chce wyborów prezydenckich w maju, bo jego kandydat Andrzej Duda – tak mu podległy, jak marionetka – tylko w tej sposób może oszwabić wyborców.

Duda to tylko złamas, człowieka bez właściwości i charakteru. Z kolei premier to kłamca z certyfikatem sądowym, a do tego krętacz i mitoman, bez większych właściwości intelektualnych.

Taka „elita” w polskiej polityce w czasie zarazy koronawirusa dorwała się do koryta.

I wcale nie będzie ich łatwo odsunąć, bo dla utrzymania się – w wypadku przegrania czekają ich Trybunały Stanu i odsiadki w pierdlu (tam powinien wylądować Jarosław Kaczyński)  – zrobią wszystko. Zabiją własnych obywateli, postraszą służbami, albo poplują mordami zdradzieckimi – znowu specjalista prezes od plucia.

Niewiele mają intelektu, oleju w głowie, wszyscy wyżej przeze mnie wymienieni, ale za to mają mniemanie wysokie o sobie, jak każdy kurdupel.

„To jest Etikettenschwindel – szwindel, podmiana etykiety. Przyznam, że nie spodziewałam się aż takiego cynizmu” – komentuje działania rządu prof. Ewa Łętowska. Dlaczego rząd nie wprowadza stanu klęski żywiołowej? Bo to oznaczałoby nie tylko przesunięcie wyborów, ale i przekazanie kompetencji samorządom i otwarcie drogi do odszkodowań od Skarbu Państwa.

Więcej profesor Łętowskiej >>> 

Już nie miliardy, lecz biliony euro i dolarów chcą wpompować rządy na świecie na ratowanie swoich gospodarek przed skutkami pandemii koronawirusa. Jakie to może stworzyć problemy, rządy na razie milczą.

Więcej >>>

Więcej Manueli Gretkowskiej >>>

Władza opanowała już, co mogła – z wyjątkiem epidemii

Wódz narodu wychynął na chwilę z dziupli przy Nowogrodzkiej, by odpowiedzieć na kilka pytań, zleconych uprzednio gwieździe TVP Krzysztofowi Ziemcowi. Tym razem niewiele było tam słownej ekwilibrystyki, nieczytelnych aluzji i zawoalowanych gróźb. Ciekawostkę stanowiła wstrzemięźliwa pochwała społeczeństwa, które w zastępstwie rządu ofiarnie walczy z pandemią. Ale sednem wypowiedzi prezesa były dwie myśli, wyrażone zaskakująco zrozumiale:

Po pierwsze, jeśli chodzi o epidemię, to owszem, są pewne niedogodności, ale generalnie wszystko jest pod całkowitą kontrolą. Po drugie, nie ma żadnych przesłanek, ani realnych, ani konstytucyjnych („musimy przestrzegać prawa, a konstytucji w szczególności”), dla wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, a tym samym brak przesłanek, by mówić o przełożeniu wyborów – co więcej: „mamy takie przekonanie, że 10 maja też ich nie będzie”.

Cały felieton Andrzeja Karmińskiego >>>

Trump, Duda – nieodpowiedzialni politycy

Donald Trump nie radzi sobie w polityce zagranicznej. Już kilka razy zaprezentował się, jako niestabilny sojusznik (Kurdystan, Syria), a konflikt z Iranem pokazuje jak na dłoni, iż prezydent USA może wywołać konflikt światowy, wręcz gorącą wojnę.

Do tego USA tracą znaczenie na świecie, a tym samym straty odczuje cały Zachód demokratyczny. W miejsce USA wchodzą Chiny, które nawet bardziej pasują krajom muzułmańskim ze względu na podobny autorytaryzm partyjno-religijny.

Więcej >>>

W nocy z 7 na 8 stycznia czasu irackiego Irańczycy wystrzelili 15 rakiet w stronę dwóch baz, w których znajdują się żołnierze Amerykańscy. To odpowiedź na zabicie przez Amerykanów irańskiego generała Sulejmaniego. Otwarta wojna? Deeskalacja jest jeszcze możliwa. Wszystko zależy od decyzji Donalda Trumpa

Iran zapowiadał zemstę i właśnie jej dokonał. W nocy wysłał rakiety w stronę dwóch amerykańskich baz w Iraku: al-Asad i Erbil.

Wszyscy komentatorzy zgodnie zapowiadali, że odpowiedź nadejdzie. Irańczycy postanowili uderzyć już dzień po pogrzebie generała Sulejmaniego w jego rodzinnym mieście Kerman.

Dalsze losy zależą od odpowiedzi Amerykanów. Wiele wskazuje na to, że mogą się oni powstrzymać od pójścia w otwartą wojnę z Iranem.

Więcej o możliwych  zachowaniach Trumpa tutaj >>>

„Gdyby się okazało, że to początek konfliktu zbrojnego, to oczywiste jest, że przy tak serwilistycznym stosunku do Ameryki, jaki reprezentuje obecna władza, ze szczególnym uwzględnieniem postawy Andrzeja Dudy, Polska zaangażowałaby się po stronie amerykańskiej w takiej formule, w jakiej Trump by zażądał. Podejrzewam, że większość ludzi nie chciałaby tego”.

Więcej Migalskiego >>>

Dlaczego marszałek Grodzki stał się obiektem ataku? Czy to oznacza, że Senat jest PiS-owi aż tak potrzebny?
Najwyraźniej, bo Senat obecnie wyłamuje się z obrazu jednolitej władzy. Tak jak w PRL nie słyszeliśmy o sprawach, które dotyczyły ludzi władzy, nawet gdy popełniali przestępstwa, o to dbała też cenzura. Teraz podobnie, obraz władzy ma być jednolity i nieposzlakowany, a tu nagle Senat, jako element władzy, wyłamuje się z tego i przestaje być wmontowanym, kolejnym bezwolnym jej elementem. Ta jednolita władza jest charakterystyczna dla PRL, a ta władza dobrze się czuje w tym anturażu, zatem niezależny marszałek Senatu, który na dodatek przeprowadza prawdziwe, realne konsultacje w sprawie ustaw, musi budzić w PiS niepokój.

ZRESZTĄ TO, CO NIEPODPORZĄDKOWANE JEDNEMU OŚRODKOWI WŁADZY, BARDZO ICH UWIERA, ZATEM TRZEBA TO ZWALCZAĆ. MOŻE SIĘ UDA PRZESTRASZYĆ, MOŻE SKOMPROMITOWAĆ, A “CIEMNY LUD TO KUPI”.

Więcej rozmowy z prof. Stępniem >>>

Senacka komisja polityki zagranicznej i Unii Europejskiej zajęła się dziś pisowską ustawą represjonującą sędziów. Oprócz senatorów, w jej posiedzeniu uczestniczyli m.in. I Prezes SN Małgorzata Gersdorf, Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński, parlamentarzyści i przedstawiciele środowisk prawniczych. Nie pojawił się ani Zbigniew Ziobro, ani żaden przedstawiciel jego resortu.

I Prezes Sądu Najwyższego stwierdziła, że pisowska ustawa kneblująca usta sędziom jest niezgodna z prawem Unii Europejskiej. – „Sprzeczność pomiędzy prawem polskim a unijnym z dużym prawdopodobieństwem prowadzić będzie do wszczęcia przez instytucje UE procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązania wynikającego z traktatu, a w dłuższej perspektywie do konieczności opuszczenia UE” – powiedziała prof. Gersdorf. Zwróciła też uwagę, że tak ważne projekty ustaw procedowane są jako projekty poselskie bez szerszych konsultacji.

– „To byłby duży kłopot dla Polski, jeśli ustawa byłaby przyjęta w tym kształcie, z punktu widzenia integracji europejskiej. To może mieć wpływ na nasze funkcjonowanie w ramach europejskiej przestrzeni prawnej, gdyż podstawową zasadą tego jest zasada wzajemnego zaufania i uznawania” – powiedział Adam Bodnar. Rzecznik Praw Obywatelskich uważa, że pisowska ustawa represjonująca sędziów „poddaje też polskie sądy i polskich sędziów politycznej kontroli władzy ustawodawczej i wykonawczej, a w efekcie – drastycznie obniża poziom sądowej ochrony praw jednostek. – „Przekazuje też kolejne kompetencje w gestię prezesów sadów, zwiększając tym samym wpływ ministra sprawiedliwości na sądownictwo” – dodał Bodnar.

Według przewodniczącego komisji senatora KO Bogdana Klicha, przyjęcie pisowskiej ustawy grozi zaskarżeniem jej przez Komisję Europejską do Trybunału Sprawiedliwości UE. – „Jeżeli teraz zostałaby wprowadzona do polskiego porządku prawnego ustawa, która jest w sprzeczności z prawem europejskim, to szczelina dla polexitu jest coraz szerzej otwarta. To nie ci, którzy sprzeciwiają się ustawie, wprowadzają chaos prawny, tylko twórcy tej ustawy, nad którą się dzisiaj pochylamy, pogłębiają chaos prawny – i tak już za sprawą poprzednich ustaw w Polsce istniejący” – podkreślił senator Klich. Dodał, że pisowska nowelizacja jest krokiem do „zwiększenia osamotnienia Polski i osłabienia jej sytuacji międzynarodowej”.

Senat zajmie się przegłosowaną przez posłów PiS ustawą najprawdopodobniej między 15 a 17 stycznia.

– Jeśli chodzi o politykę ekonomiczną, sam osobiście bardzo przesunąłem się na lewo, bo przez ostatnie 30 lat w wyniku globalizacji bardzo wzrosły nierówności ekonomiczne – mówił Francis Fukuyama w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Rozmowa z Fukuyamą tutaj >>>

Sasin, Waszczykowski, Putin i inne zło

Jacek Sasin zaliczył właśnie trudne spotkanie z rzeczywistością. W listopadzie mówił: nie będzie żadnych podwyżek cen prądu. W połowie grudnia zmienił ton: ewentualne podwyżki wszystkim zrekompensujemy. Tuż przed nowym rokiem o rekompensatach zapomniał. Mamy nową opowieść: podwyżki są, ale niskie

Nietrudno więc się dziwić, że Sasin o rekompensatach przestaje opowiadać. Szczególnie że w Polsce ceny prądu należą do najniższych w Europie i podwyżki są nieuniknione – ceny uprawnień do emisji CO2 są w tej chwili pięciokrotnie wyższe niż jeszcze trzy lata temu, a polska energetyka jest oparta na węglu.

Polski rząd nie ma do dyspozycji tak dużego budżetu, aby w nieskończoność subsydiować rachunki za prąd.

Więcej o prądzie i Sasinie >>>

  • Ten uczciwy to oczywiście marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki. Tak szczuje gadzinówka TVP.

W Polsce mamy teraz bardzo bolesny, dojmujący, jaskrawy splot dobra i zła.

TO PRZESŁANIE ŚWIĄTECZNE JEDNAK TROCHĘ ŁAGODZI OBYCZAJE, CHOĆ NIE ZAWSZE, SKORO PIS-OWSKI TROLL, PANI KRYSTYNA PAWŁOWICZ, W OKRESIE ŚWIĄTECZNYM WŁAŚNIE UMIESZCZA WPIS O KANDYDATCE NA PREZYDENTA POLSKI, W KTÓRYM NAZYWA PANIĄ KIDAWĘ-BŁOŃSKĄ MARIONETKĄ.

To z pewnością nie należy do rzeczy, które budują nasz czas świąteczny. Cóż jednak zrobić? Zło jest zawsze obecne w świecie i ma różne przejawy. Naiwnością byłoby więc sądzić, że okres świąteczny je wygasi.

Należałoby zatem oczekiwać, że ludzie, którzy dopuścili się nieprawości w ostatnich latach, za rządów PiS-u, powinni stanąć przez sądami, także tzw. mali ludzie, drobni urzędnicy, drobni „funkcjonariusze kultu”. Powinno zostać przeprowadzone rozliczenie, inaczej nikt nie odbierze tak potrzebnej nam lekcji. Każdy więc, kto sprawił zło, powinien zostać z niego rozliczony – na poważnie, bez pobłażliwości. Na zasadzie: sprawiedliwość, nie zemsta. Jeżeli tego nie zrobimy, to całe cierpienie, cały ten obecny niepokój o losy kraju pójdzie na marne.

CZŁOWIEK Z „PODZIEMIA MENTALNEGO”, KTÓRY Z POWODU CYNIZMU, „ZŁEJ RADOŚCI” CZY TEŻ DORAŹNEJ KORZYŚCI SZEDŁ ZA „DOBRĄ ZMIANĄ”, MUSI BOWIEM WIEDZIEĆ, ŻE TAKIE ZŁO NIE BĘDZIE MU SIĘ OPŁACAŁO W PRZYSZŁOŚCI. TO MUSI SIĘ DOKONAĆ – I JUŻ! OCZYWIŚCIE NIE JESTEM NAIWNY. I WIEM, ŻE WIELU WINNYCH WYMKNIE SIĘ PROCESOWI OCZYSZCZENIA I OSĄDOWI. NIEMNIEJ JEDNAK JEST TO KONIECZNE.

Nie możemy rozwiązać tego w taki sposób, do jakiego zachęca tytuł dwunastej księgi Pana Tadeusza, czyli wedle formuły „kochajmy się”, która tam przychodzi po bitce lokalnych szlacheckich „plemion”. No i mam nadzieję, że niektórzy z winnych wyrażą też skruchę – bez nie może być mowy o odpuszczeniu win. I o jakim takim przywróceniu ładu – zarówno moralnego, jak i społecznego.

Więcej >>>

KIEDYŚ DEMOKRACJA WRESZCIE ZWYCIĘŻY. WIERZĘ, ŻE TAK SIĘ STANIE – NIC NIE TRWA WIECZNIE, NAWET RZĄDY „DOBREJ ZMIANY”, WÓWCZAS POWINNA NASTĄPIĆ DRUGA CZĘŚĆ PAIDEI – OCZYSZCZENIE. ODPOWIEDZIALNI POWINNI WIĘC ZOSTAĆ UKARANI.

„Żeby Centralny Port Komunikacyjny był prawdziwym hubem, musimy zapewnić szybki, punktualny dojazd. Odrzucenie szybkiej kolei »Ygrek« to podważenie całej koncepcji. Władze w ogóle nie mają zamiaru budować Centralnego Portu” – mówi Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury w latach 2007-2011, jeden z pomysłodawców CPK

„Studium wykonalności projektu »Ygrek« – 450 kilometrów nowej, szybkiej linii Warszawa- Łódź rozwidlającej się na Poznań i Wrocław – przez cały czas było opracowywane. Prace nad finałową wersją dokumentu zbiegły się ze zmianą rządu. Prawo i Sprawiedliwość dostało na talerzu gotowe studium wykonalności i powinno je realizować. Ale odrzuca projekt przez swoje polityczne nadęcie” – mówi Cezary Grabarczyk.

„Efekt będzie taki, że pasażerowie z Wrocławia i Poznania będą wybierali niemieckie porty lotnicze, a nie polski CPK zbudowany, daj Boże, za 20 lat”

Centralny Port Komunikacyjny – megalotnisko, które ma powstać między Warszawą a Łodzią – nie schodzi z informacyjnych pasków. Właśnie dowiedzieliśmy się, że wykup gruntów pod CPK rozpocznie się już w przyszłym roku. Pod koniec listopada 2019 poznaliśmy zaś nowego pełnomocnika rządu ds. CPK. Został nim Marcin Horała, który dał się poznać jako szef komisji śledczej ds. wyłudzeń podatku VAT. A 5 grudnia odkryliśmy, że megalotnisko będzie nadzorowane przez Ministra Aktywów Państwowych Jacka Sasina. CPK coraz mocniej wyłania się więc z mroku.

Niewiele osób pamięta, że firmowany dziś przez rząd PiS pomysł narodził się za rządów Platformy Obywatelskiej. Jako jeden z pierwszych mówił o nim minister infrastruktury w rządzie Donalda Tuska Cezary Grabarczyk.

Bardzo ciekawy wywiad z Grabarczykiem tutaj, dlaczego PiS daje dupy >>>

Dlaczego te ingerencje następują? Ponieważ jest to wojna ideologiczna. Bo w niektórych państwach członkowskich rządy sprawują ugrupowania odbiegające od ideologii lewicowo-liberalnej” – tak europoseł PiS i były szef MSZ Witold Waszczykowski tłumaczy list komisarz Jourovej do polskich władz. Potem wytacza swoje argumenty i… bardzo, bardzo się myli

Analiza fałszów Waszczykowskiego tutaj >>>

Władimir Putin zaatakował Polskę wypowiadając się na temat II wojny światowej. Oskarżył władze II RP o spiskowanie z Hitlerem i przypisał im współodpowiedzialność za Holokaust. „To rewizjonizm historyczny na sterydach” – zareagował oburzony prezes Amerykańskiego Kongresu Żydów. O fałszach historycznych Putina rozmawiamy z dr. hab. Grzegorzem Krzywcem

„Notatka została wyrwana przez Putina z kontekstu. Stała się częścią bitwy propagandowej władz rosyjskich, które używają jej w dość perfidny, choć inteligentny sposób, żeby obniżyć międzynarodową pozycję Polski. Polski rząd nie prowadził żadnych wspólnych rozmów ani działań z Adolfem Hitlerem przeciw Żydom” – mówi OKO.press dr hab. Grzegorz Krzywiec.

Dodaje jednak: „Amb. Lipski wyrażał pewną obiegową opinię przyjętą przez polskie elity polityczne. I nie chodziło oczywiście o Zagładę Żydów, ale ich przymusową lub dobrowolną – w każdym razie masową – emigrację z Polski. Państwo polskie w tym momencie swojego istnienia, uznało ok. 10 proc. swoich obywateli za potencjalnych emigrantów. Jest to jeden z najsmutniejszych i najbardziej wstydliwych epizodów z II RP.”

Rozmowa na temat krętactw Putina z dr. Krzywcem tutaj >>>

„Odpowiedzialność za świat muszą przejąć ludzie młodzi. Starsza generacja korzystała ze zmian klimatu – w interesie młodych jest zatrzymanie ich” – brzmi jedna z rekomendacji Trzeciego Kongresu Praw Obywatelskich. Trzeba też „stworzyć warunki do równoprawnej rozmowy – takiej, w której głos młodych zostanie wysłuchany i wzięty pod uwagę”

Więcej >>>

Za kilka dni koniec 2019 roku, więc już czas na podsumowania, rankingi, jakieś listy. Nie chcę być gorsza i sama chętnie dołączę do ogólnonarodowego trendu, tworząc swoją własną, choć zapewne dość subiektywną listę Najwybitniejszych Polskich „Demokratów” mijającego roku.

Pierwsze miejsce przyznaję Jarosławowi Kaczyńskiemu. Skromny to człowiek, nie lubi pchać się do przodu, więc tylko z fotela posła i szefa partii trzyma Polskę w okowach swojej wizji demokracji. Facet nie ukrywa, że ta właśnie demokracja „tak naprawdę w pełni zrealizowana została dopiero wtedy, kiedy doszliśmy w 2015 r. do władzy. A dlatego, że demokracja zakłada, że to, co formacje polityczne prezentują w wyborach, jest rzeczywiście robione. Bo jeżeli nie jest robione, to w gruncie rzeczy mamy do czynienia nie z demokracją, ale z pozorem”. Mało tego, wmawia narodowi, że to PiS i tylko PiS jest gwarancją demokracji. Pan prezes wie, co mówi i żadne „zdradzieckie mordy”, żadni Polacy „drugiego sortu” nie przekonają go, że ta jego demokracja jakaś taka nietrafiona i mało ma wspólnego z tą prawdziwą. Ci, którzy tak mówią to wredne typy i zazdrośnicy, nic więcej.

Więcej >>>

Resort Ziobry manipuluje, mataczy, zachowuje się jak recydywista

„Jego działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii” – tak resort Ziobry tłumaczy odwołanie z delegacji sędziego Juszczyszyna, który zastosował się do wyroku TSUE. „To propaganda. Sędzia musi sprawdzać, czy sąd niższej instancji był właściwie obsadzony” – mówi prof. Marcin Matczak

„Minister Sprawiedliwości, korzystając z przysługujących mu uprawnień, odwołał z delegacji do Sądu Okręgowego w Olsztynie sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie Pana Pawła Juszczyszyna” – czytamy w komunikacie na stronie resortu we wtorek 26 listopada 2019.

Jako pierwsi napisaliśmy, że odważny sędzia, który zastosował się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada, będzie musiał wrócić na niższe stanowisko w Sądzie Rejonowym. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało o tym w poniedziałek 25 listopada, faksem. Nie podało powodu, a jedynie podstawę prawną.

W środę 27 listopada w Olsztynie odbyła się pierwsza demonstracja w obronie sędziego. Kolejne, w całej Polsce, zaplanowane są na niedzielę, 1 grudnia. OKO.press będzie relacjonowało przebieg manifestacji w Warszawie pod budynkiem ministerstwa sprawiedliwości o 16.00.

Tymczasem resort Zbigniewa Ziobry w oficjalnym komunikacie tłumaczy się z powodów wycofania delegacji.

„[Sędzia Juszczyszyn – red.] w toku postępowania w sposób nieuprawniony podważył on status powołanego przez Prezydenta RP sędziego. W ocenie Ministerstwa […] takie działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii. Żaden sędzia nie ma prawa oceniać statusu innego sędziego, wykorzystując do tego celu postępowanie dowodowe w konkretnej sprawie” – czytamy na stronie ministerstwa.

„To prawnicza propaganda ministerstwa sprawiedliwości” – komentuje w rozmowie z OKO.press prof. Marcin Matczak z WPiA UW.

„Sędzia sądu wyższej instancji zawsze musi sprawdzać, czy sąd niższej instancji był właściwie obsadzony. To wymóg, który obowiązywał w polskim prawie jeszcze zanim zapadł wyrok TSUE. A wyrok ten wyraźnie instruuje polski Sąd Najwyższy. Na mocy skutków tego wyroku każdy sąd w Polsce i za granicą może, a wręcz musi, oceniać sposób powołania sędziów. To wyraźna instrukcja” – dodaje.

Matczak: działanie na mocy polskiej Konstytucji

„Sędzia nie może samowolnie stawiać się ponad władzę ustawodawczą, wykonawczą i ponad Prezydenta RP. Tego typu działania nie są związane z niezawisłością sędziowską” – pisze resort Zbigniewa Ziobry.

Profesor Matczak jest zdania, że to niebezpieczny argument.

„»Samowolnie stawiać się« to szkodliwe sformułowanie. Sugeruje, że sędziowie są anarchistami, dokonują zamachu stanu. Ministerstwo wykorzystuje nieznajomość prawa opinii publicznej w tak złożonym aspekcie, jakim jest relacja prawa międzynarodowego do prawa polskiego” – tłumaczy.

I dodaje, że sędziowie stosują się do wyroku TSUE i działają na mocy polskiej Konstytucji.

„Konstytucja mówi, że prawo międzynarodowe ma pierwszeństwo przed polskimi ustawami, jeżeli nie da się z nimi pogodzić. Nie ma mowy o stawianiu się ponad władzą ustawodawczą. Sąd wykonuje wolę tej władzy. Tej, która przyjęła Konstytucję i prawo UE jako nasze wewnętrzne prawo” – podkreśla Matczak.

Ministerstwo w komunikacie próbuje zatrzeć złe wrażenie, jakie zrodziło ekspresowe odwołanie sędziego Juszczyszyna.

„Sędzia delegowany do orzekania w innym sądzie może być odwołany z delegacji w każdym czasie” – przypomina resort Ziobry.

To kuriozalne tłumaczenie, bo problemem nie jest tu brak podstawy prawnej. A fakt, że do odwołania doszło zaraz po niekorzystnej z punktu widzenia władzy decyzji sędziego, bez podania powodu.

„Kluczowe dla oceny wskazanej sytuacji jest to, że mimo odwołania z delegacji, sędzia Paweł Juszczyszyn jest zobowiązany do zakończenia wymienionej sprawy, jak też wszystkich innych przydzielonych mu spraw w Sądzie Okręgowym w Olsztynie” – tłumaczy się ministerstwo.

Fakt, że sędzia będzie mógł zakończyć przydzielane mu dotychczas sprawy, to marna pociecha.

Odważny sędzia

Historię olsztyńskiego sędziego Juszczyszyna, który niezwłocznie zastosował się do wyroku TSUE z 19 listopada, opisaliśmy w OKO.press jako pierwsi.

Sędzia postanowił samodzielnie zbadać, czy nowa KRS, której członków-sędziów po „reformie” PiS powołała w marcu 2018 roku sejmowa większość, jest gwarantem niezależnego sądownictwa.

W tym celu wnioskował do Kancelarii Sejmu o udostępnienie mu:

  • zgłoszeń oraz wykazów obywateli i wykazów sędziów popierających kandydatów na członków KRS;
  • oświadczeń obywateli lub sędziów o wycofaniu poparcia dla tych kandydatów.

Dokumenty te stanowią jeden z najlepiej strzeżonych sekretów „państwa PiS”. Choć Naczelny Sąd Administracyjny nakazał ich ujawnienie, wykonanie wyroku w lipcu 2019 wstrzymał nominowany przez partię Kaczyńskiego prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Na pomoc wezwano także TK.

Niedługo po złożeniu wniosków sędzia Juszczyszyn został odwołany z delegacji w olsztyńskim Sądzie Okręgowym. Jak mówił, spodziewał się tego. Podczas konferencji prasowej nazajutrz po odwołaniu powiedział, że prawo stron do rzetelnego procesu jest dla niego ważniejsze od jego sytuacji zawodowej.

„Sędzia nie może bać się polityków, nawet jeśli mają wpływ na jego karierę” – podkreślił.

Wyrok TSUE

Sędzia Juszczyszyn zwrócił się do Kancelarii Sejmu na podstawie przełomowego wyroku TSUE z 19 listopada.

Jak pisaliśmy w OKO.press unijny Trybunał odniósł się w nim do pytań prejudycjalnych Izby Pracy SN. Pytania dotyczyły statusu Izby Dyscyplinarnej SN, której wszystkich członków rekomendowała nowa KRS. TSUE nakazał SN samodzielnie zbadać niezależność ID i niezawisłość jej sędziów.

W tym celu podał szereg szczegółowych kryteriów. To na ich podstawie SN powinien dokonać swojej oceny.

TSUE potwierdził tym samym, że organizacja sądownictwa podlega ocenie z niewygodnego dla władz punktu widzenia: czy ma wpływ na niezależność i niezawisłość sądów. Dotyczy to także organów powołujących sędziów, czyli np. KRS.

W wyroku TSUE wymienił główne wątpliwości dotyczące statusu Rady:

  • skrócenie kadencji poprzedniego składu KRS;
  • obsadzenie aż 23 z 25 miejsc w KRS przy pomocy sił politycznych;
  • „występowanie ewentualnych nieprawidłowości, jakimi mógł zostać dotknięty proces powoływania niektórych członków KRS w nowym składzie”, czyli utajnione listy poparcia.

Zdaniem 13 organizacji broniących praworządności w Polsce – konsekwencje wyroku są jednoznaczne.

Każdy sąd powszechny i administracyjny w Polsce powinien odmówić stosowania przepisów, które skutkowałyby rozpoznaniem spraw przez sędziów nominowanych przez neo-KRS.

Tak właśnie postąpił sędzia Juszczyszyn, badając apelację w sprawie cywilnej, która trafiła do Sądu Okręgowego w Olsztynie. Chodziło o sprawę konsumencką, w której zastosowanie ma prawo UE, a sędzia który wydał wyrok w pierwszej instancji był rekomendowany przez neo-KRS.

Kaleta: „KRS lepsza niż Rada Państwa PRL”

Ale wtorkowy komunikat to nie koniec medialnej ofensywy ministerstwa sprawiedliwości. W czwartek 28 listopada rano w poranku radia TOK FM wystąpił wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Komentował oświadczenie Prezesa Izby Cywilnej SN wydane poprzedniego dnia.

W OKO.press podaliśmy je jako jedni z pierwszych. Prezes Dariusz Zawistowski również postanowił zastosować się do wyroku TSUE i napisał, że

do czasu orzeczenia SN na podstawie wyroku TSUE z 19 listopada, osoby rekomendowane przez neo-KRS do zarządzanej przez niego Izby nie będą wyznaczane do składów orzekających.

„Ten wyrok jest adresowany do wszystkich sądów w Polsce, […] zatem do wszystkich osób powołanych na stanowiska sędziowskie z udziałem obecnej KRS” – napisał Zawistowski.

„Pan sędzia Dariusz Zawistowski został powołany przez Radę Państwa PRL. Jego działania są bezprawne i kuriozalne” – denerwował się Sebastian Kaleta w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Sędzia Zawistowski trafił do Sądu Najwyższego w 2005 roku. 30 sierpnia 2016 prezydent Andrzej Duda powołał go na stanowisko prezesa SN kierującego Izbą Cywilną.

Argumenty Kalety odpiera w rozmowie z OKO.press profesor Matczak.

„Minister Kaleta próbuje wmówić opinii publicznej, że wyrok TSUE za jedyny dowód zależności politycznej sędziów powołanych przez KRS uznaje sposób powołania KRS. A to nieprawda, to jeden z elementów. Trybunał mówi o całokształcie, także o późniejszej działalności Rady. O tym, jak ten organ się zachowuje, dlaczego nie staje w obronie sędziów. To wszystko razem decyduje o wadliwym powołaniu sędziów” – tłumaczy.

„Idąc drogą tego rozumowania, należałoby zapytać, czy pan sędzia Zawistowski obawia się Wojciecha Jaruzelskiego. Czy generał ma na niego wpływ? Czy może go zdegradować? Wytyczyć mu dyscyplinarkę? Czy Rada Państwa decyduje wciąż o awansach sędziów?

To absurd. Nawet jeżeli Rada Państwa PRL powoływała sędziów kiedyś, to nie ma żadnego wpływu na ich orzekanie dzisiaj. A neo-KRS i minister Zbigniew Ziobro ten wpływ mają. To podstawowy problem”

– podkreśla Matczak.

„Przed chwilą zakończyło się spotkanie Prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oraz wiceprezesa PiS Mariusza Kamińskiego z prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Władze partii wyraziły wobec prezesa Banasia oczekiwanie złożenia dymisji z zajmowanej funkcji” – napisał na Twitterze wicerzecznik PiS Radosław Fogiel.

Spotkanie odbyło się oczywiście w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej. Jak pamiętamy,  Mariusz Kamiński to nie tylko wiceprezes partii, ale także minister spraw wewnętrznych, a przede wszystkim koordynator ds. służb specjalnych.

W internecie zawrzało. – „Jak? Taki kryształ?”; – „Czy Prezes Kaczyński wyraził oczekiwanie złożenia dymisji również wobec premiera Morawieckiego, który dopuścił do nominacji pana Banasia mimo, że urzędnicy MF i KAS ostrzegali go przed nieprawidłowościami? To dowodzi, że szef rządu nie panuje nad obsadą najważniejszych stanowisk”;

„Ale jak to? Przecież prezes Banaś jest kryształowy!”; To partia nie wiedział kogo wybiera??????? A od czego są służby w Polsce kierowane przez Kamińskiego??? Sutenerzy, kamienicę, podatki…..wszystko jest w tej sprawie co śmierdzi”; – „Jak to? Wczoraj mówił, że to kłamstwa, oszczerstwa, że nagonka…”.

Śmierdzi coraz bardziej. I to nie tylko w Polsce śmierdzi, ale jakby śmierdzi Polska. To już nie tylko smog z opalanych plastikiem i szmatami pieców. To już nie tylko nielegalne, gnijące wysypiska śmieci w lasach, to już nie tylko fekalia wylewane do rzek i jezior, przemysłowo zabijane zwierzaki, których resztki producenci w pośpiechu zakopują pod ziemią, to już nie tylko syf sprowadzany masowo z zagranicy w ramach przekrętu mafii śmieciowej (obecny rząd zezwolił na sprowadzanie gówna i chemicznych odpadów z całego świata), ale śmierdzi polityka polska.

Gdy słyszysz, że parlamentarzyści PiS w UE głosują za mordowaniem gejów w Ugandzie (tak wiem nie poprali protestu przeciwko mordowaniu, ale to przecież tak jakby popierali, bo rozumieją motywy morderców), gdy do głosu wyrywa się anemik w okularach, poseł Winniczek, dawny działacz Młodzieży Wesz-polskiej, miłośnik hitlerowskich plakatów i mówi z trybuny sejmowej, że etniczna jedność Polaków jest ważniejsza niż gospodarka, gdy czytasz te napastliwe i kłamliwe artykuły w jawnie antysemickiej Gazecie Warszawskiej, gdy widzisz te marsze z pochodniami, w których jedność tworzą jad i nienawiść i gdy dowiadujesz się, że wieszanie portretów znanych parlamentarzystów na szubienicach, to niewinny happening, to czujesz ten zgniły naziolski smród, który z premedytacją rozlano w polskie serca, którym zatruto umysły głupków, który rozlewa się po Polsce jak brudna woda w czasie powodzi.

Śmierdzi ta nasza kochana Polska. Śmierdzi coraz bardziej. I nie pomogą tańce na rurze, ani tańce z gwiazdami, ani puder, ani cukier, ani wygrana na Eurowizji, ani uśmiechnięty Kurski, ani ładna pani z „Pytania na śniadanie”. Bo ona też śmierdzi. Śmierdzi kłamstwem. Im bardziej elegancko ubrany jest Prezes z Nowogrodzkiej, im bardziej ma wyglancowane buty pan Gowin, im bardziej nerwowo uśmiecha się minister Ziobro, i im bardziej radośnie piszczy pani Holecka w „Wiadomościach”, tym bardziej to wszystko śmierdzi i szambem jedzie tak, że nawet nowoczesne maski p-gas nie pomogą.

Według katowickich śledczych, wieszanie na szubienicy portretu nielubianego polityka to… działanie artystyczne jednoczące elementy sztuk wizualnych i teatralnego spektaklu.

Zdolną mamy młodzież. Po reformie oświaty nasze pacholęta są nie do pobicia nie tylko w konkursach biograficznych o Janie Pawle II i Lechu Kaczyńskim, ale także na polu… sztuki współczesnej.

Byłe elity, rugowane systematycznie z teatrów i galerii, utrzymują wprawdzie, że nowi mecenasi od kultury zamiast Nowosielskiego, wolą Kossaka, nawiązując złośliwie do upodobań pana prezydenta, ale rzeczywistość przeczy temu na każdym kroku. Ostatnio zaprzeczyła w Katowicach.

Po dwóch latach śledztwa z udziałem licznych choć przeważnie anonimowych (RODO) ekspertów, tamtejsza prokuratura okręgowa wydała opinię w sprawie młodych patriotów, którzy powiesili na szubienicach portrety europosłów z opozycji. I się okazało, że inkryminowani „opozycjoniści” nie tylko są przewrażliwieni na punkcie swoich wizerunków, ale – choć niby tacy nowocześni i proeuropejscy – w ogóle nie znają się na sztuce współczesnej.

Zamiast docenić kreatywność i kunszt artystyczny młodych narodowców, zrobili aferę i polecieli się skarżyć do prokuratury. A było do krytyka jakiegoś zadzwonić.

Inna sprawa, że krytycy i to wszyscy, którzy liczą się w branży, należą do byłych elit, więc ich rolę, chcąc nie chcąc – musieli wziąć na siebie podwładni ministra Ziobry. Ale cóż to za problem dla młodych, prężnych prokuratorów z nadania tegoż ministra. Im żaden tam happening niestraszny. Przecież sami występują w comedii dell’arte. I czasami nawet mylą im się role.

Może się wydać trochę dziwne, że śledztwo poszło od razu w kierunku sztuki, zamiast skupić się na znacznie bardziej oczywistym wątku historycznym. Od lat narasta wszak moda na rekonstrukcje, a i sami młodzi patrioci z Katowic oświadczyli, że ich spektakl miał za temat Konfederację Targowicką.

No, ale wtedy trzeba by wytłumaczyć państwu spod szubienic, że dwa, trzy wieki temu wieszano na nich nie demokratów od Konstytucji, którzy chcieli Polskę zmodernizować i uczynić z niej normalny kraj europejski, tylko „obrońców tradycji”, co dla swoich interesów sprzymierzyli się z największym wrogiem kraju – Rosją. I że Targowica była przez wieki symbolem zdrady, jakiej wobec demokratycznych i wolnościowych dążeń światlejszej części społeczeństwa dopuścili się konserwatyści w przymierzu z Kościołem. No, niestety.

Jak widać historia nie jest najmocniejszą stroną naszych młodych patriotów, no ale co się dziwić, skoro nawet pan premier, z wykształcenia historyk, ma z tym spore problemy. Co innego sztuka współczesna. Na niej znają się wszyscy, bo tutaj bardziej od dat i faktów liczą się interpretacje. A opinię to mamy przecież na każdy temat. I takie nasze prawo!

Tak więc, to już oficjalne. Wieszanie na szubienicy portretu nielubianego polityka to… performance, czyli działanie artystyczne jednoczące elementy sztuk wizualnych i teatralnego spektaklu. A jako takie, podlega ono – zdaniem katowickiej prokuratury – ochronie nie tylko z paragrafu o swobodzie wypowiedzi, ale też kolejnego – o wolności artystycznej ekspresji. Po takim orzeczeniu tylko czekać na kolejne „działania artystyczne” młodych adeptów sztuki z obu stron sceny politycznej. Chodzi nie tylko o szubienice z portretami albo i bez. W zakresie swobody wypowiedzi mieszczą się też – jak rozumiemy – tarcze strzelnicze. Oraz nekrologi.

Brawo prokuratorzy! Dzięki wam każdy Polak wie, albo już za chwilę będzie wiedział, co to takiego „happening” i o co chodzi z tym całym „performansem”. Jeszcze nikt dotąd nie zrobił w Polsce tak wiele dla upowszechnienia sztuki współczesnej!

Pedofil w katedrze

Wiele wskazuje na to, że miejscem pochówku będzie archikatedra. I trzeba powiedzieć jasno, że jeśli tak będzie to będzie to decyzja skandaliczna i haniebna. Skandaliczna, bo nie licząca się z ofiarami, a haniebna, bo dowodząca, że wina w takiej sytuacji nie ma znaczenia, i że solidarność hierarchii jest ważniejsza niż sprawiedliwość” – taki wpisem na Facebooku Tomasz Terlikowski ocenił decyzję dotyczącą miejsca pochówku abp. Paetza.

Zmarły w piątek duchowny miał zakaz głoszenia kazań ze względu na oskarżenia o seksualne molestowanie młodych księży i kleryków.

Kuria archidiecezjalna w oficjalnym komunikacie poinformowała, że pogrzeb hierarchy kościelnego będzie miał charakter prywatny, a na miejsce pochówku została wybrana poznańska katedra.

Miejsce pochówku oraz forma pogrzebu są zgodne z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego i zostały ustalone ze Stolicą Apostolską, Nuncjaturą Apostolską w Polsce oraz rodziną duchownego” – taką informację przekazała kuria.

Zdaniem Tomasza Terlikowskiego ta decyzja jest nieprzemyślana. „Trudno sobie wyobrazić, by te wydarzenia nie przyciągnęły antyklerykałów, by nie sprawiły, że ten grób będzie regularnie bezczeszczony. I stanie się to na życzenie kurii, Stolicy Apostolskiej i rodziny” – komentuje prawicowy publicysta.

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych poinformował na Twitterze, że organizacja złożyła prywatny pozew przeciwko Krystynie Pawłowicz.

Chodzi o wielokrotne znieważanie gejów i lesbijek na antenie Radia Maryja. „Są przedstawicielami diabelstwa, zła, nienawiści i podłości” – tak między innymi była posłanka PiS-u określała osoby homoseksualne.

Warto też przypomnieć kilka „klasycznych” już dziś  tweetów Krystyny Pawłowicz  – Jutro, w piątek osoby seksualnie i obyczajowo zaburzone BĘDĄ w SZKOŁACH POLOWAĆ na swe przyszłe ofiary, WASZE DZIECI… Wielu dyrektorów szkół na to polowanie -wbrew Wam – BEZPRAWNIE pozwala.” czy też mamy prawo kochać i tworzyć rodziny” Ale, do odbytu, to nie kochanie, a choroba, pani poseł. Zaś „rodzina” ma rodzić dzieci, a „współżycia” w tych waszych „związkach” przecież nie ma…

Konrad Dulkowski reprezentujący Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych uważa, że kandydatka PiS do Trybunału Konstytucyjnego powinna przeprosić za swoje skandaliczne słowa.

 

Bardzo by nas ucieszyły przeprosiny pani Pawłowicz za to, co mówiła o osobach LGBT. Sąd może też nałożyć grzywnę, czy karę ograniczenia wolności z pracami społecznymi” – mówi Dulkowski.

„Proszę brać przykład z Krystyny. Zaopatrywała się w sałatki własnym sumptem” –  zadrwił internauta na Twitterze pod zarejestrowaną przez kamery TVP wpadką szefa resortu kultury Piotra Glińskiego.

Podczas pierwszego posiedzenia nowego-starego rządu – nieuchwycony w kadrze minister – z ubolewaniem powiedział do swoich kolegów z rządu: „Czy wy widzicie… Nie ma wyżerki, nie ma kawy, herbaty. Po prostu o suchym pysku teraz przez cztery lata”. Ku uciesze jednych i zgorszeniu innych – nagranie zaprezentowano w „Szkle kontaktowym” w TVN24.

Nie pierwszy to raz udaje się kamerom i mikrofonom uchwycić nieprzeznaczone dla mediów wypowiedzi rządzących. Najczęściej nie najlepiej świadczą one o ich nastrojach i o nich samych.

Nie tak dawno temu kamery podsłuchały mało parlamentarną wymianę „poglądów” między obecnymi euro posłankami Annę Zalewską i Elżbietą Rafalską: „No ch…j wypatrzył?” – pytała szefowa MEN panią Zalewską. Innym razem wicepremierzy Gliński i Gowin zostali przyłapani na podkradaniu jabłka z biurka premiera Morawieckiego.

Prawdziwą kompromitację „zaliczył” nieżyjący już prof. Jan Szyszko, gdy na początku posiedzenia rządu pojawił się z kopertą, dla Mariusza Błaszczaka. „To jest taka córka leśniczego…” – mówił Szyszko wyjmując kartkę z koperty. „A to jest kamera Polsatu” – zauważył przytomnie Błaszczak, wskazując na bliskie oko kamery … I wydało się… Cała Polska miała powód do spekulacji…

Tym razem internauci też nie oszczędzają Piotra Glińskiego. „Laureat nagrody Człowieka Wolności. Wielbiciel wyżerki” – wyzłośliwiają się.

„Stoimy przed wyborem ścieżki prawnej, którą mamy podążać. Żadna nie jest wydeptana. Jeśli dojdzie do procesu, będzie to jeden z najgłośniejszych procesów w Polsce w ostatnich latach” – zapowiada w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Dobrosław Bilski, inicjator pozwu zbiorowego rodziców w sprawie pisowskiej „reformy edukacji”. Bilski jest pedagogiem, doktorem nauk humanistycznych, wykładowcą akademickim z Łodzi.

Żeby złożyć pozew zbiorowy, wystarczy 10 osób. – „Do grupy na Facebooku, na której dzielimy się historiami o skutkach reformy edukacji, należy 1,4 tys. rodziców. Tych, którzy wypełnili formularz, podali dane kontaktowe i udokumentowali sytuację dzieci, jest ok. 50. Więcej, niż się spodziewałem” – stwierdził Bilski. Dwie kancelarie prawne zaoferowały pomoc pro bono.

„Ci, którzy zdecydowali się przyłączyć do pozwu, twierdzą, że ogromny stres zaczął się już w klasie siódmej i ósmej. Mają na to badania dzieci pokazujące, że powodem zaburzeń ich stanu zdrowia – zarówno fizycznego, jak i psychicznego – był stres szkolny. Niektórzy popadali w depresję, inni mieli fobię szkolną. Jeden z ojców opisywał, jak jego córka w połowie trzeciej klasy gimnazjum nie wytrzymała presji i miała próbę samobójczą. Takich dwóch lat stresu i atmosfery nie doświadczyli uczniowie wcześniej” – powiedział Bilski.

Bilski opisuje też sytuację w liceum, do którego chodzi jego córka: – „Tam są tłok i agresja. Byłem przekonany, że akurat mojej córce poszczęściło się, bo w jej szkole udało się wygospodarować dodatkowe piętro. A tu niedawno opowiadała mi, że jest wewnętrzny konflikt w szkole. Starsi uczniowie się zbuntowali, bo wcześniej spokojnie dostawali się do toalety na przerwie, mogli usiąść na korytarzu. Teraz zwykłe wyjście na korytarz rodzi agresję między uczniami i powoduje spór. W mentalności starszych klas to brzmi: wszystko przez tych pierwszaków”.

Jego zdaniem, do podobnych zdarzeń dochodzi w wielu polskich szkołach. – „Zaskoczyła mnie też liczba kłopotów z dojazdem do szkół. Dzieci nie mieszczą się w autobusach, taką sytuację mieliśmy np. w Konstantynowie Łódzkim. Albo w ogóle nie ma autobusu, bo np. wraz z początkiem roku szkolnego gmina zwiększyła liczbę kursów o 8 rano, a tu się okazało, że połowa dzieci przyjeżdża na godz. 12, bo wprowadzono dwuzmianowość w szkole” – dodał Bilski.

>>>

Kaczyński wciąż jeszcze pozostaje u władzy, ale jest to już inna władza niż w poprzednich czterech latach. Skończył się monopol.

Pisowska smuta dobiega końca. Długo trwała – cztery lata. Partia Jarosława Kaczyńskiego władzę utrzyma jeszcze przez jakiś czas, ale październikowe wybory były cezurą, po której nic już nie będzie takie jak wcześniej. Można odetchnąć. Ufff.

Na cztery lata z polskiego życia publicznego zniknęła polityka rozumiana jako gra, w której różne podmioty zabiegają o realizację swoich interesów i programów, łączą siły lub występują przeciw sobie, targują się, zawierają umowy i deale: „my zgodzimy się na to, a w rewanżu wy zgodzicie się na tamto”, próbują się nawzajem przechytrzyć – i tak dalej.

Tak właśnie wygląda gra polityczna w normalnym demokratycznym państwie prawa. I tak wyglądała w Polsce do roku 2015. Później przyszedł PiS i zgarnął pełnię władzy – w jego rękach znalazły się obie izby parlamentu, urząd prezydenta, prokuratura, media państwowe (dawniej publiczne), służby specjalne, administracja państwowa w terenie, kuratoria oświaty – i wiele innych instytucji. 

Pisowski walec zmiażdżył Polskę

Ten monopol pozwolił Kaczyńskiemu nie liczyć się z nikim i z niczym, nawet z obowiązującym prawem. Pisowski walec parł do przodu, miażdżąc wszystko na swej drodze – grupy zawodowe i społeczne, środowiska naukowe i kulturalne, muzea, gimnazja, rodziców dzieci niepełnosprawnych, a nawet stadniny koni arabskich. Kierowca tego pojazdu prezentował światu tępą mordę bolszewika i pozostawał niewrażliwy na wszelkie apele, próby perswazji czy naciski. Gdy ktoś próbował się sprzeciwić – wzywał policję, karnie odbierał mu diety poselskie lub ograniczał czas wystąpienia do 30 sekund.

To oczywiście podkopywało morale krytyków pisowskiego bolszewizmu – w latach 2016-2017 byliśmy świadkami masowych demonstracji i protestów, które później jednak stopniowo słabły i wygasały. W końcu, ile można chodzić po ulicach miast, głodować i strajkować, jeśli nie przynosi to żadnego skutku? Ostatnim akordem był wielotygodniowy strajk nauczycieli w 2018 r., który władza kompletnie zignorowała.

Koniec monopolu, walec ugrzązł

I oto październikowe wybory przyniosły przełom. Dziś już bolszewik za kierownicą walca nie może sobie pozwolić na luksus ignorowania tych, którzy się mu sprzeciwiają.

Po pierwsze bowiem, sama maszyna, którą prowadzi, zaczęła niedomagać. W bloku silnika pojawiły się groźne pęknięcia. Frakcje Ziobry i Gowina urosły w siłę, a bez nich sam PiS nie ma większości. Na efekt tej zmiany nie trzeba było długo czekać – Gowin zapowiedział, że nie poprze zniesienia tzw. 30-krotności w składkach ZUS. To zmusiło PiS do rozglądania się za alternatywnym sojusznikiem i do zakulisowych prób pozyskania głosów lewicy. W chwili, gdy to piszę, sprawa nie jest jeszcze rozstrzygnięta, ale niezależnie od rezultatu już widać, że do Polski wróciła tradycyjnie rozumiana gra polityczna, w której wszyscy uczestnicy mają szanse na wywalczenie czegoś. To koniec monopolu.

Po drugie, na pół roku przed wyborami prezydenckimi pojawiła się konkurencja na prawo od PiS – Konfederacja, która ogranicza obozowi władzy pole manewru i utrudnia mu walkę o głosy. Bardzo trudno jest zabiegać o wyborców umiarkowanych, jednocześnie puszczając oko do elektoratu narodowców. To właściwie kwadratura koła, a bez jej rozwiązania może się nie udać ponownie zdobyć fotel prezydencki – jego utrata zaś, po przejęciu przez opozycję Senatu (to kolejny istotny czynnik zmieniający sytuację w Polsce) właściwie oznaczałaby, że „dobra zmiana” może się pożegnać z władzą.

No i po trzecie właśnie Senat – opozycja zyskała w nim ważny przyczółek i instytucjonalne oparcie. Od tej pory przepychanie kolanem ustaw w jedną noc staje się już niemożliwe. Nie da się już też stłumić publicznej debaty i pozbawić krytyków władzy forum, na którym mogliby prezentować swe argumenty.

Przez ostatnie cztery lata parlament był maszynką służącą do przyklepywania inicjatyw PiS – być może przejdzie do historii jako drugi w dziejach Polski Sejm niemy. Oponenci byli karani odbieraniem diet, ograniczano im czas wystąpień, ludzie władzy skutecznie blokowali inicjatywy wysłuchań publicznych, nie zgadzali się na powołanie komisji śledczych, które miałyby się zająć niecnymi sprawkami funkcjonariuszy „dobrej zmiany”. Teraz wszystko to staje się możliwe do przeprowadzenia w Senacie.

Dodajmy do tego jeszcze kurczące się zasoby finansowe, skok inflacji i groźbę kryzysu gospodarczego. To odbiera PiS-owi możliwość przekupywania całych grup społecznych.

Wszystko to nie oznacza, że już jutro partia Kaczyńskiego ostatecznie straci władzę. Utrzyma się przy niej jeszcze przez jakiś czas i może uczynić sporo spustoszeń, szkodząc Polsce i jej obywatelom. Niemniej, w powietrzu wyraźnie już czuć cieplejsze podmuchy. Po długiej pisowskiej zimie nadciąga wiosna.