Kardynał molestujący ucznia. Wielkie mi odkrycie

Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Henryka Gulbinowicza, którego oskarżono o molestowanie seksualne. Decyzję podjęła prokurator Dorota Białkowska z powodu przedawnienia się czynu.

Hierarchę oskarżył były uczeń Niższego Seminarium Duchownego w Legnicy. O sprawie w artykule „Karol Chum oskarża kardynała Gulbinowicza o molestowanie”.

– „Spodziewałem się tego. Znaczy, że prawnie nic im zrobić nie mogę. Kościół może natomiast nadal w tym temacie prowadzić swoje postępowanie, gdyż w przypadku dostojnika tej rangi nie stosuje się przedawnień i pozostaje to w gestii papieża. Oczywiście, zakładam, że Kościół zbagatelizuje sprawę i sprawcy pozwoli spokojnie umrzeć. Jednocześnie, nie ma żadnych narzędzi by zamknąć mi usta, a to oznacza, że będę kardynała Gulbinowicza bezkarnie nadal nazywał przestępcą seksualnym” – napisał w oświadczeniu Karol Chum. Rozważa skierowanie sprawy do sądu.

Głos w sprawie zabrał rzecznik prasowy wrocławskiej kurii ksiądz Rafał Kowalski. – „W postępowaniu świeckim krajowym, w przypadku przedawnienia czynu, trzeba sprawę umorzyć. W Kościele to Stolica Apostolska będzie decydowała, co dalej. Watykan może postanowić o cofnięciu umorzenia i o przeprowadzeniu dochodzenia kanonicznego. O podjęcie takiej decyzji poprosimy na pewno Watykan” – powiedział w rozmowie z onet.pl.

Nazwisko kard. Gulbinowicza pojawiło się także w raporcie o pedofilii w polskim Kościele. Został tam wymieniony jako jeden z hierarchów, którzy tuszowali przypadki molestowania seksualnego nieletnich przez księży.

Pogram Koalicji Obywatelskiej czytaj tutaj >>>

– „Panie premierze, w sposób stanowczy, zdecydowany, zwracam się do pana o możliwie niezwłoczne odwołanie Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości. Jeżeli tak się nie stanie, panie premierze, przecież jest pan historykiem, historia tego panu nie zapomni” – apeluje do Mateusza Morawieckiego prof. Adam Strzembosz. Przesłanie byłego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i przewodniczącego Trybunału Stanu opublikowała na Facebooku i YouTubie inicjatywa Wolne Sądy.

Niekwestionowany autorytet prawniczy przypomniał premierowi, że działał w dawnej „Solidarności”. Powiedział, że został odznaczony Orderem Odrodzenia Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz najwyższym odznaczeniem państwowym Orderem Orła Białego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

– „Panie premierze, w sposób stanowczy, zdecydowany, zwracam się do pana o odwołanie pana Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości i to nie tylko dlatego, że pod jego bokiem działała grupa, właściwie przestępcza, bo ujawniająca niedostępne materiały personalne i dokonująca hejtu o znamionach zniesławienia, na której czele stał wiceminister sprawiedliwości, którego pan powołał. Równocześnie w grupie tej znaleźli się nominaci pana Zbigniewa Ziobry na stanowiska prezesów sądów, zastępcy rzecznika dyscyplinarnego czy członków KRS. Również znalazła się tam osoba z Sądu Najwyższego wybrana z udziałem przynajmniej ministra sprawiedliwości” – podkreślił prof. Strzembosz.

To oczywiste nawiązanie do ujawnionej przez Onet i „Gazetę Wyborczą” afery hejterskiej z udziałem m.in. byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebaka. Akcja miała na celu zdyskredytowanie sędziów, krytykujących pisowskie zmiany w sądownictwie. – „Pomawiano o haniebne czyny członków stowarzyszenia Iustitia i tych adwokatów, którzy w ramach Wolnych Sądów zorganizowali obronę nas przed łamaniem Konstytucji i innymi nadużyciami władzy” – stwierdził były Pierwszy Prezes SN.

Według prof. Strzembosza, to „Ziobro odpowiada za nominacje na wysokie stanowiska sędziowskie często ludzi sfrustrowanych, gotowych na wszelkie kompromisy moralne dla uzyskania wysokich stanowisk”. Zdaniem wybitnego prawnika, Ziobro „musi ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje”.

W nowym programie PiS znalazł się zaskakujący zapis dot. zawodu artysty. Partia rządząca planuje bowiem odgórnie regulować ten fragment rynku i ustalać, kto jest artystą, a kto nim nie jest. Czy to początek wpływania ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego na wolność wypowiedzi w sztuce?

Kto jest artystą?

Dziś polityka państwa względem działalności artystycznej jest dość liberalna. Np. na przesłuchania do opery może przyjść teoretycznie każdy. Jeśli tylko będzie cechował się dobrym warsztatem, ma szansę na angaż.

To zdroworozsądkowe podejście. Prawdziwym artystą trudno stać się bowiem w wyniku zdawania egzaminów w szkole. Historia kina czy muzyki zna wiele przykładów genialnych samouków. Topowy dziś aktor Sebastian Fabijański miał problemy z dostaniem się do szkoły aktorskiej, a gdy to w końcu mu się udało, nie ukończył jej. Adam ‘Nergal Darski, którego zespół metalowy Behemoth dziś święci tryumfy na całym globie i jest jedną z niewielu polskich grup, która sprzedaje płyty zarówno w Europie, Azji czy USA, nie potrafi nawet czytać nut.

Pomysł PiS-u nie dotknie jednak artystów niezależnych, ale w dużej mierze tych, którzy swoją karierę opierają na publicznych dotacjach czy pracy w operach, teatrach lub domach kultury. To o ich przyszłości chce decydować partia. Z dokumentu wynika bowiem, że każdy, kto zawodowo zajmuje się rozrywką, musiałby wystąpić o potwierdzenie statusu “artysty zawodowego” oraz dostać specjalną kartę:

Status artysty zawodowego przysługuje absolwentom studiów II stopnia uczelni artystycznych lub ogólnokształcących szkół baletowym oraz osobom fizycznym, które mają udokumentowany dorobek artystyczny, potwierdzony przez stowarzyszenie reprezentatywne” – czytamy w programie PiS, którego fragment na Twitterze opublikował Tomasz Skory z RMF.

Status potwierdza Rada Funduszu na wniosek samego zainteresowanego. By przejść weryfikację, wnioskodawca musi dostarczyć Radzie dyplom ukończenia studiów albo potwierdzenie dorobku artystycznego wystawione przez “stowarzyszenie reprezentatywne”.

Cenzura w wersji light?

Jakie mogą być efekty nowych pomysłów PiS-u?

-To niejako powrót do PRL-u – ostrzega Bogdan Desoń, kandydat na posła Koalicji Obywatelskiej z Bielska-Białej i zarazem zawodowy śpiewak operowy –  Choć pozornie pomysł może wydać się komuś całkiem rozsądny, przy dalszych regulacjach zaistnieje problem. Status artysty mogą otrzymywać tylko faworyci władzy.

W konsekwencji pomysł partii Kaczyńskiego wprowadzi w środowisko muzyków czy aktorów cenzurę. Ci pierwsi będą obawiać się nagrać piosenki z tekstem, który uderzałby w rząd. Z kolei reżyserzy pokroju Wojciecha Smarzowskiego czy Patryka Vegi mogą zacząć mieć problemy z obsadzaniem ról we własnych filmach.

PRL-bis

Trudno ocenić, jakie podejście do sztuki ma Jarosław Kaczyński, zapisy z programu jego partii sugerują jednak na próbę stworzenia nowej kasty artystów. Czy czeka nas socrealizm-bis? Ktoś tu usilnie stara się zafundować nam karykaturalną podróż w przeszłość…

Część 1 dostępna tutaj >>>

Na kontrakcie Polskiej Fundacji Narodowej z amerykańską firmą PR-ową White House Writers Group najbardziej skorzystała rodzina związanego z PiS-em polonijnego historyka Marka Chodakiewicza, który w Polsce zasłynął atakiem na homoseksualistów. W rozliczeniach WHWG znaleźliśmy olbrzymie przelewy dla jego siostry, żony, współpracownika i dla niego samego.

  • W ciągu dwóch lat Chodakiewiczowie dostali z kieszeni polskiego podatnika w sumie ponad ćwierć miliona dolarów, czyli ponad milion złotych
  • Najlepiej zarabia siostra Chodakiewicza — za pracę przy projekcie PFN inkasuje 120 tys. dol. rocznie i zwrot kosztów
  • W dokumentach są także przelewy dla żony i współpracowników Chodakiewicza oraz dla niego samego
  • Chodakiewicz to dobry znajomy Macieja Świrskiego, byłego wiceprezesa Polskiej Fundacji Narodowej, który podpisywał kontrakt w USA

Wczoraj ujawniliśmy, że Polska Fundacja Narodowa zapłaciła w ciągu kilkunastu miesięcy ponad 5,5 mln dol. — czyli ponad 20 mln zł — amerykańskiej firmie PR-owskiej White House Writers Group za promowanie naszego kraju w USA. Amerykanie wzięli pieniądze m.in. za stworzenie w mediach społecznościowych profili o Polsce, które na całym świecie obserwuje po kilkanaście czy kilkadziesiąt osób. Dla porównania — ambasada RP w Waszyngtonie dostaje rocznie na swoje wydatki i utrzymanie podobną kwotę.

Czemu PFN podpisała taki lukratywny kontrakt właśnie z White House Writers Group? Według ustaleń Onetu, kluczową postacią w tej historii jest prof. Marek Jan Chodakiewicz, kontrowersyjny polonijny historyk. Chodakiewicz ostatnio stał się głośny, gdy podczas wykładu organizowanego przez Instytut Pamięci Narodowej wulgarnie wypowiadał się o homoseksualistach, przypisując im skłonności do zoofilii.

Chodakiewicz jest związany z PiS — z nadania Ministerstwa Kultury jest m.in. członkiem rady programowej Muzeum II Wojny Światowej. Jego bliskim znajomym jest Maciej Świrski, który w momencie tworzenia Polskiej Fundacji Narodowej w 2016 r. został wiceprezesem fundacji ds. współpracy międzynarodowej. To właśnie Świrski zdecydował, by lukratywny kontrakt na promowanie Polski w USA trafił do firmy WHWG.

Marek Jan Chodakiewicz Foto: Stefan Maszewski / East News

Marek Jan Chodakiewicz

Siostra

W White House Writers Group zatrudniona jest osoba, której jedynym zadaniem jest współpraca w imieniu firmy z Polską Fundacją Narodową. Wynika to jasno z dokumentacji, którą WHWG przesłało do Departamentu Sprawiedliwości USA, gdzie firma musi składać informacje dotyczące pieniędzy otrzymywanych od instytucji podległych obcym rządom. Osoba ta została zgłoszona jako pracownik WHWG zajmujący się współpracą z Fundacją w pełnym wymiarze godzin, inni pracownicy firmy zostali zgłoszeni jako zajmujący się kontraktem z PFN w niepełnym wymiarze czasu.

Ową osobą jest Polka Anna Wellisz, która od ćwierć wieku ma amerykański paszport. Na kontrakcie WHWG z Polską Fundacją Narodową zarabia bardzo dobrze: rocznie 120 tys. dolarów, czyli nieco ponad 39 tys. zł miesięcznie. Z dokumentacji wynika, że jest jedyną pracownicą WHWG, której płaca wprost zależy od kontraktu z Polską Fundacją Narodową. Pracuje więc w WHWG dlatego, że płaci za to fundacja z Warszawy.

Pełne nazwisko tej pracownicy to Anna Chodakiewicz-Wellisz. Pani Wellisz jest siostrą prof. Chodakiewicza.

Poza sowitym — nawet jak na waszyngtońskie warunki — wynagrodzeniem Wellisz korzysta z kontraktu z PFN także na inne sposoby. W umowie jest zapis, zgodnie z którym PFN zwraca pracownikom WHWG „uzasadnione” wydatki, które powinny być związane z wykonywaniem obowiązków dla fundacji. W praktyce owe wydatki to studnia bez dna, sięgają milionów dolarów, a ich weryfikacja przez PFN jest iluzoryczna. W wykazie owych dodatkowych kosztów, zwracanych firmie przez PFN, wielokrotnie znaleźliśmy nazwisko Wellisz.

Wedle pierwszego rozliczenia — obejmującego półrocze między listopadem 2017 r. a kwietniem 2018 r. — Wellisz dostała zwrot za bilet lotniczy do Polski (1660 dol.), hotele (1168 dol.) i przejazd koleją między Waszyngtonem a Nowym Jorkiem (198 dol.). Jednak już w drugim rozliczeniu, za okres maj — październik 2018 r., koszty zwrócone pani Wellisz wzrosły drastycznie i przekroczyły w sumie 23 tys. dol. (90 tys. zł). Poza przelotami, przejazdami i hotelami, pojawiły się m.in. wydatki na jedzenie. Trudno je przypisać do spotkań w polskich sprawach — bo takie zadeklarowała tylko jedno.

W ostatnim sprawozdaniu — kończącym się w kwietniu br. — WHWG przestała w ogóle podawać, którzy pracownicy odpowiadają za konkretne wydatki. Ale rachunków na posiłki jest sporo, zwłaszcza w restauracjach położonych blisko waszyngtońskiej siedziby WHWG, choćby Ristorante Piccolo czy Bangkok Joe’s.

Co konkretnie robi Wellisz? Najzupełniej poważnie WHWG napisała w sprawozdaniu dla rządu USA, że w ramach kontaktów z amerykańskimi oficjelami w sprawach dotyczących Polski, Wellisz pisała e-maile do Georgette Mosbacher, ambasador USA w Warszawie.W sprawozdaniach znajduje się jeszcze informacja, że udzieliła wywiadu na temat Polski katolickiemu radiu Ave Maria — to lokalna stacja radiowa ze stanu Michigan. To wywiad telefoniczny, w większości poświęcony polskiej historii, choć słychać, że Wellisz sprzyja obecnej władzy w Polsce.

Żona

W sprawozdaniach WHWG znaleźliśmy też informacje o przelewach dla p. Moniki Jabłońskiej. To także Polka, która od 2001 r. ma obywatelstwo USA. Jej pełne nazwisko to Monika Jabłońska-Chodakiewicz. Pani Jabłońska jest żoną prof. Chodakiewicza. Jabłońska jest badaczką spuścizny Jana Pawła II i została przez WHWG zatrudniona, gdy firma organizowała konferencję „Ronald Reagan i papież Jan Paweł II: partnerstwo, które zmieniło świat”. Odbyła się ona we wrześniu 2018 r.

Jednym z zadań Jabłońskiej było zaproszenie na konferencję ambasador USA w Watykanie Callisty Gingrich, żony byłego republikańskiego polityka. W tym celu Jabłońska wraz z małżonkiem poleciała do Watykanu. Chodakiewicz zresztą też znajduje się na liście kosztów WHWG — dostał 1000 dol. Pieniędzmi PFN-u Amerykanie zapłacili mu za udział w konferencji organizowanej przez jego siostrę i żonę. W tej konferencji udział wziął także znajomy prof. Chodakiewicza, ówczesny wiceprezes PFN Maciej Świrski.

Do kosztów rozliczeń z polską fundacją, WHWG wpisała nawet maile, które żona Chodakiewicza wysyłała potem za Spiżową Bramę w sprawie planów podobnej konferencji w Rzymie. Jabłońska zainkasowała w sumie 24 tys. dol. (prawie 100 tys. zł).

Ludzie Chodakiewicza

To wciąż nie wszystkie osoby związane z Chodakiewiczem, których zarobiły na kontrakcie z Polską Fundacją Narodową. Jesienią ub.r. Amerykanie z WHWG zatrudnili 36-letniego Pawła Styrnę. To kolejny Polak z paszportem USA. W rozliczeniach znaleźliśmy informację, że przysługuje mu 1600 dol. za każde zlecenie wykonywane dla WHWG. Są też konkretne przelewy na niemal 40 tys. dol. (ponad 150 tys zł) do końca kwietnia br.

Styrna jest pracownikiem naukowym w waszyngtońskim think-tanku The Institute of World Politics, tak jak Chodakiewicz. Pracują w tej samej katedrze studiów polskich.

Założyciel Institute of World Politics John Lenczowski był wraz z Chodakiewiczem uczestnikiem konferencji o Reaganie i papieżu — za udział także otrzymał z pieniędzy PFN 1 tys. dol. Za inną konferencję — kolejny tysiąc dolarów.

Chodakiewicz nie odpowiedział na nasze pytania dotyczące pieniędzy, które jego rodzina i współpracownicy zarabiają na kontrakcie z Polską Fundacją Narodową. Za to PFN po otrzymaniu naszych pytań wydała oświadczenie. Napisała w nim, że Anna Wellisz jest stypendystką Fulbrighta i absolwentką UC Berkeley, gdzie skończyła komparatystyczne studia doktoranckie. „Prowadzi ten projekt na co dzień, włącznie z organizowaniem wizyt studyjnych z USA w Polsce” — napisała fundacja.

PFN chwali także Chodkiewiczów za konferencję o papieżu i Reaganie: „Wykorzystanie dwóch waszyngtońskich ekspertów z polskim doświadczeniem było kluczowe dla przekazu: prof. Marek Jan Chodakiewicz, autor kilkuset publikacji i ekspert najnowszej historii Polski i Europy, który doktoryzował się na Columbia University, wystąpił w panelu historycznym; Monika Jabłońska, autorka jedynej w języku angielskim monografii o Janie Pawle II jako autorze poezji, prozy i dramatów uczestniczyła w panelu o polskim Papieżu. Monika Jabłońska ma magisterium z literatury i prawa w Polsce i USA. Studiowała w Rzymie i znała osobiście polskiego Papieża, który zachęcił ją do napisania tej książki.”

Reklamy

Zamordyzm Kaczyńskiego możemy oddalić tylko my

„Chodzi o to, żeby chwycić kraj za mordę. To jest plan, który przedstawia PiS”

Do takiego komentarza Romana Giertycha skłonił m.in. jeden z punktów programu PiS. Jeśli partia Kaczyńskiego wygra wybory, zamierza złożyć w Sejmie „wniosek o zmianę treści art. 105 ust. 2-3 a także ust. 5 Konstytucji RP w ten sposób, iż poseł lub senator będzie mógł być pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a także zatrzymany lub aresztowany, decyzją podjętą na wniosek Prokuratora Generalnego, skierowany do Sądu Najwyższego”.

Zdaniem Giertycha, chodzi tu o „zastraszanie”. – „Jasnym jest, że jeżeli parlamentarzysta będzie wiedział, że od decyzji politycznej zależy jego wolność, to zawsze będzie się wycofywał, będzie się bał. Taka jest cecha immunitetu, że ma zagwarantować pewną niezależność i brak strachu po stronie parlamentarzystów” – stwierdził w TVN24.

Zwrócił uwagę na zapis, że wniosek od Prokuratora Generalnego miałby trafiać do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która utworzona została na mocy pisowskiej ustawy. – „Jeżeli mamy do czynienia z ludźmi tak powiązanymi politycznie, którzy najczęściej są nieudacznikami zawodowymi i dostali się na te stanowiska tylko dlatego, że zapisali się politycznie do określonej grupy, to orzeczenia można przewidzieć. Chodzi o to, żeby chwycić kraj za mordę. To jest plan, który przedstawia PiS – powiedział Giertych.

Odniósł się także bliskich związków Kościoła z partią obecnie rządzącą. – „Ja odmawiam prawa Jarosławowi Kaczyńskiemu do tego, żeby zwracał się do kogokolwiek w imieniu katolików. Jestem katolikiem, zawsze będę i nie uważam, żeby mnie w najmniejszym stopniu reprezentował Jarosław Kaczyński” – podkreślił Giertych.

„Dalszy mariaż Kościoła katolickiego w Polsce z władzą doprowadzi do tego, że większość społeczeństwa, która nie głosuje na PiS będzie odrzucona od tego Kościoła. Jeżeli katolik chce, żeby został w Polsce zniszczony Kościół katolicki, to niech głosuje na PiS” – uważa Roman Giertych. W podobnym tonie wypowiadał się niedawno jego ojciec Maciej Giertych – „Głosowanie na PiS to pewna droga do zniszczenia Kościoła Polskiego i pewna droga do nieszczęść dla Polski”.

Pogram Koalicji Obywatelskiej czytaj tutaj >>>

Groźna ideologia” zagrażająca Polsce była motywem przewodnim podczas przemówienia Jarosława Kaczyńskiego we Wrocławiu. Według prezesa owa ideologia czai się na obywateli dosłownie z każdej strony, a najbardziej narażona na niebezpieczeństwo jest polska rodzina.

Nie możemy pozwolić, by ta specyficznego rodzaju ideologia opanowała Polskę, chociaż próbuje. Musimy obronić polską rodzinę przed biedą, niedostatkiem, ale także przed tą groźną ideologiczną ofensywą, którą podejmują także nasi polityczni przeciwnicy” – tłumaczył z mównicy szef Prawa i Sprawiedliwości.

Zaapelował również do swoich partyjnych kolegów, aby do samych wyborów nie ustawali w ciężkiej pracy, pokazywali Polakom owoce „dobrej zmiany” i przestrzegali rodaków przed kwestionowaniem rodziny.

Ta rodzina w ramach pewnej akcji socjotechnicznej jest kwestionowana. Nie pozwolimy na to, by nas oszukiwano, oszukiwano naród polski” – grzmiał we Wrocławiu Kaczyński i zapewniał, że wszystkim zdezorientowanym Polakom „trzeba pokazać, że Prawo i Sprawiedliwość oraz Zjednoczona Prawica nie zagrażają polskiej wolności i demokracji, ale dają też szansę, której dotąd nie wykorzystano!”

Program PiS tutaj czytaj >>>

Ostatnio pojawił się nowy, tajemniczy i przerażający – a więc bardzo pożyteczny wróg: Niszczyciel Polskich Rodzin

Na spotkaniu polskich władz z młodymi działaczami PiS Jarosław Kaczyński mobilizował swoich małoletnich bojowników zapewniając, że już niedługo będzie u nas tak bogato jak na Zachodzie. Będzie nawet lepiej, bo Polska stanie się „wyspą wolności, a w krajach zachodnich różnie z tym bywa”. Wprawdzie Prezes nie podzielił się ze słuchaczami swoją definicją wolności i nikt o nią nie zapytał, można jednak przypuszczać, że jest ona zbliżona do formuły używanej przez władze PRL w latach młodości Kaczyńskiego. Potwierdzenie tej tezy znalazłem w pracy doktorskiej Kaczyńskiego, gdzie autor odwołuje się niemal bezkrytycznie do wypowiedzi Gomułki, Bieruta, Cyrankiewicza, Kliszki i innych ideologów PRL oraz cytuje referaty na zjazdy i plena PZPR, a w bibliografii powołuje się nawet na twórczość Jerzego Urbana.

Wiele wskazuje, że wojujący antykomunista Kaczyński tak naprawdę wspomina komunę ze skrywaną nostalgią i z nieskrywanym rozrzewnieniem. Właśnie ogłosił, że na Zachodzie nie ma mowy o demokracji, w odróżnieniu od Polski, demokratycznej dziś w każdym calu. Tam lud pracujący miast i wsi jęczy wyzyskiwany przez rządzących, a u nas, w Rzeczpospolitej Kaczyńskiej, naród swobodnie wybiera swoich przedstawicieli, którzy dniem i nocą troszczą się, by kraj rósł w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Tylko patrzeć jak prezes – pomny wielowiekowych tradycji udziału Polaków w wojnach za wolność waszą i naszą – wezwie rodaków do walki o wyzwolenie gnębionych narodów zachodniej Europy. Może nawet reaktywuje Związek Bojowników o Wolność i Demokrację? Tak czy owak, znając jego dobre serce, można się spodziewać jakiejś akcji wspierającej społeczeństwa krajów Unii. Są to bowiem społeczeństwa nie tylko pozbawione wolności, ale w dodatku tak zindoktrynowane, że nawet nie wiedzą, że tej wolności nie mają.  Trzeba w tej sprawie coś zrobić i prezes na pewno coś zrobi, bo nie może być gorszy od Jerzego Urbana, który w stanie wojennym, w odpowiedzi na amerykańską akcję wsparcia Polaków i rozsypującej się polskiej gospodarki, wysłał do Nowego Jorku partię śpiworów dla tamtejszych bezdomnych.

Przed wyborami Kaczyński wyznaczył Polakom dwa cele: dobrobyt i wolność. I od razu wyjaśnił, że o dobrobyt nie muszą się martwić, a najlepiej, żeby się Polacy gospodarką nie interesowali, bo dopóki PiS rządzi, to w razie czego zawsze wydrukuje tyle banknotów, ile będzie trzeba. Inaczej jest z polską wolnością. O wolność zawsze się walczyło, więc i teraz wypada. Tyle że do walki niezbędny jest wróg. A najlepiej wrogowie. Im więcej, tym lepiej, bo cenniejsze jest wtedy zwycięstwo – zwycięstwo partii Kaczyńskiego, rzecz jasna.  A jeśli wrogów wolności nie ma, to trzeba ich wyznaczyć. Nie jest to zadanie trudne, bo wrogiem może być każdy, kto inaczej niż PiS definiuje wolność. Jednak najpierw naród musi się dowiedzieć, że prawdziwa wolność, to nie jakieś tam „róbta co chceta”, to nie wyuzdane formy demonstrowania swoich poglądów czy opinii, to nie możliwość posiadania własnych odmiennych preferencji, ani prawo do wypisywania w gazetach tego, co byle pismakowi do głowy wpadnie i co nakażą obcy właściciele koncernów medialnych. A już na pewno nie jest wolnością wszechobecna nienawistna krytyka rządu i rządzenia, ani permanentne szkalowanie władzy demokratycznie wybranej, uprawnionej do arbitralnego definiowania dobra i czyniącej to dobro z woli ludu i dla ludu.

Wróg nie musi mieć twarzy. Nawet lepiej, jeśli jej nie ma, bo nieznane zło straszy skuteczniej niż zło znajome i oswojone. Mało użytecznym wrogiem jest dzisiaj Tusk, Schetyna, czy inny Brejza, bo prawdziwych haków na nich nie ma, a wszystko, co można było o nich zełgać, już poszło w lud i nie przyniosło spodziewanych efektów. Wspaniałym wrogiem okazał się natomiast enigmatyczny Lewak, którym zostać może każdy, kto ośmiela się myśleć i mówić inaczej niż funkcjonariusze dobrej zmiany w TVP. Niezły jest również Ideolog Gender, który co prawda istnieć nie może, bo gender to zwyczajna gałąź nauki, ale nazwa brzmi groźnie i dzięki zmasowanym wysiłkom wspaniale się kojarzy ze zboczeniami i pedofilią.  A ostatnio pojawił się nowy, tajemniczy i przerażający – a więc bardzo pożyteczny wróg: Niszczyciel Polskich Rodzin. Nikt nie wie, kim jest, ale już sieje w narodzie pożyteczną grozę.

Kaczyński głosi, że wymyślona przez niego Wolność jest zagrożona i sama się nie obroni, zatem niezbędna jest mobilizacja wszystkich zdrowych sił narodu. Potrzebni są przede wszystkim nowi oficerowie, bo ci poprzedni jakoś się do Kaczyńskiego nie garną, albo okazują się przyzwoici, a takich nam przecież nie trzeba. Rewolucja wymaga ofiar i te ofiary trzeba znaleźć.  Najlepiej szperać wśród niedocenianych, nieudaczników i w środowiskach emocjonalnie wzmożonych. Wybrani, docenieni i obdarowani stanowiskiem będą wdzięczni i lojalni. I będą się bić do upadłego za swoich protektorów, bo wiedzą, że w razie klęski pogrążą się wraz z nimi.  W walce o wolność przydatni są również prości żołnierze. Najlepiej tacy, którym nie trzeba tłumaczyć, co się w kraju wyprawia, bo i tak nie zrozumieją, a jak przypadkiem zrozumieją, to nie zapamiętają – ale za to, gdy wskaże im się wroga i zapewni bezkarność, będą go straszyć, grozić, hejtować, a jak trzeba, to i po mordzie dadzą. PiS wie, że „o tych trzeba dbać, których wróg ma się bać”. Za pośrednictwem ekipy Ziobry troszczy się więc o zadymiarzy, kibolów, faszyzujących narodowców i rozmaitych nawiedzonych, którzy na przepisy prawa się nie obejrzą, a zrobią, co trzeba, i nie będą mieli żalu, gdy w razie wpadki nikt się do nich nie będzie chciał przyznać.

Nieocenionym sojusznikiem Kaczyńskiego w walce o jego wymarzoną Wolność jest część hierarchicznego Kościoła. Mam na myśli tych dostojników, którzy nie wiedzą czym się z reguły kończy symbioza ołtarza z tronem. Myślę o tych, którym nie chce się sprawdzić, dlaczego w tak wielu krajach, tak nagle odeszło od wiary aż tylu wiernych – również tam, gdzie nie zanotowano wielkich afer pedofilskich. Sojusznikami prezesa są hierarchowie, którym brakuje wyobraźni, by przewidzieć reakcję wiernych w chwili, gdy PiS poniesie nieuchronną klęskę, gdy objawi się pełny obraz bezprawia tej partii, gdy funkcjonariusze Kościoła również staną wobec pytań o współudział w czynieniu zła. A ludzie bez wątpienia będą ich pytać o powody braku reakcji na zło, na kłamstwo, podłość i ludzką krzywdę. Dziś jeszcze, wspólnie z funkcjonariuszami władzy, przyklaskują oświadczeniu Kaczyńskiego, że poza Kościołem jest tylko nihilizm, i godzą się na jego koncepcję wykluczającą niewierzących. Wspierają kolegę arcybiskupa straszącego tęczową dżumą. Akceptują brednie o gejach, którzy „mają dzieci dla zabawy”. Nie reagują na bezrozumne nauki serwowane na religii, m.in. pierwszoklasistom II LO w Krośnie, że „LGBT to ruch opłacany przez sekty”, że „osobom transpłciowym należy się pomoc psychiatryczna”, że Robert Biedroń „nie jest gejem, tylko udaje, żeby zdobyć głosy” oraz że zwolennicy gender „nie wahają się przeprowadzać eksperymentów na dzieciach”.

Powszechne oburzenie wzbudził happening Dariusza Mateckiego, zatrudnionego w Ministerstwie Sprawiedliwości kandydata PiS na posła, który w obronie katolickich rodzin wezwał do zdezynfekowania placu, gdzie zbierali się uczestnicy parady równości w Szczecinie. Okazało się, że pomysł „oczyszczenia z zanieczyszczeń i szkodników” pochodzi od tamtejszego księdza Tomasza Kancelarczyka, który przecież nie wychyliłby się z taką podłością, gdyby nie równie niegodziwa wypowiedź abp Jędraszewskiego o „tęczowej zarazie”. Arcybiskup natomiast nie palnąłby zapewne podobnej nikczemności, gdyby nie usłyszał opinii swojego wielkiego donatora i wspólnika w dziele rechrystianizacji Jarosława Kaczyńskiego, który wyznacza dziś kolejnych śmiertelnych wrogów – swoich, swojej partii, Polski i Kościoła przy okazji.

Pomysł wskazania ludzi spod tęczowego sztandaru jako odpowiedzialnych za wszelkie zło tego świata nie jest nowy, oskarżenia takie padały w sąsiednim zachodnim kraju już prawie 90 lat temu, a ich skutek był koszmarny. Tym razem jednak mam wrażenie, że natchnienie przyszło ze wschodu, z putinowskiej Rosji, gdzie ostrzegają turystów, by nie nosili się zbyt kolorowo, a już broń Boże, żeby mężczyźni nie smarowali publicznie ust ochronną pomadką wazelinową, bo to skutkuje poważnym uszkodzeniem ciała. Skrajnie homofobiczna Rosja wydaje się bliska sercu Kaczyńskiego, nie tylko dlatego, że domagając się dawno zapłaconych reparacji od Niemiec nie zażądał od Putina odszkodowania za dziesięciolecia realnej okupacji, za masowe mordy i rabunek polskiego mienia. Również dlatego, że zdaje się garściami czerpać z doświadczeń tamtejszej demokracji, odwzorowując szczegóły ich zamordystycznej definicji wolności.

Metropolita rosyjskiego Tweru Sawwa postanowił niedawno ustrzec swoich wiernych przed zgubnymi skutkami cudzołóstwa i alkoholizmu i w tym celu wzniósł się nad swoje miasto samolotem, by skropić mieszkańców 70 litrami wody święconej. Skuteczność takiej formy umacniania „rządu dusz” jest równie wątpliwa, jak efektywność starań Jarosława Kaczyńskiego o wrobienie Polaków w wyniszczającą batalię o Wolność w wersji kalekiej i absurdalnej. Różnica jest taka, że polska koncepcja obrony społeczeństwa przed szkodliwymi miazmatami i grzesznymi nawykami wyróżnia się bardziej dojrzałym cynizmem i znacznie bezczelniejszą arogancją.

Program PiS: zamordyzm, a jak nie, to do ciupy lub won z kraju

Pogram Koalicji Obywatelskiej czytaj tutaj >>>

Program PiS tutaj czytaj >>>

Podczas kolejnej konwencji PiS w Łodzi Jarosław Kaczyński ponownie nawiązał do tematu rodziny. Zebrani usłyszeli, że „normalną” rodzinę tworzą tylko mężczyzna, kobieta i ich potomstwo. – „Prawo i Sprawiedliwość stoi na straży polskiej rodziny. Stoi też na straży normalności i czegoś, co by można było określić jako zgodność z naturą” – grzmiał w Łodzi Kaczyński.

Oczywiście, w przemówieniu nie mogło zabraknąć nawiązania do chrześcijaństwa. Według prezesa PiS, „rodzina, czy to się komuś podoba czy nie, wyrasta z chrześcijaństwa.”

Na szczególną uwagę zasługuje jednak inne zdanie z wypowiedzi Kaczyńskiego. Otóż stwierdził on ni mniej, ni więcej, że kierowana przez niego partia charakteryzuje się dużą dozą tolerancji. – „My jesteśmy tolerancyjni, to jest cecha naszego narodu. I to jest cecha także naszej formacji, ale mówiłem już: tolerancja tak, ale afirmacja wszystkiego, co każdemu do głowy przyjdzie, nie” – przekonywał Kaczyński. To dość zaskakująca deklaracja szefa partii, dla której członków każda odmienność jest anomalią i patologią, a zapobieganie przemocy w polskiej rodzinie jest atakiem na wartości chrześcijańskiej rodziny.

Wreszcie, na miesiąc przed wyborami, PiS raczyło przedstawić swój program.   Na 232 stronach jest on szczegółowo rozpisany, a główne założenia omówiono na konwencji w Łodzi.

Rozdział 1 czyli „Wartości i zasady” to odwołanie się do Kościoła i jego nauki, który jest jedynym uprawnionym do głoszenia zasad moralnych. Rozdział 2 „Diagnoza. Od postkomunizmu do polskiego modelu nowoczesnego państwa dobrobytu” to nic innego jak obrażanie przeciwników politycznych i określenie rządów PO/PSL „późnym postkomunizmem”, co świetnie spuentował Radosław Sikorski, który chciałby „zobaczyć jak Piotrowicz mówi Borusewiczowi, że PO to postkomuna. Ciekawe, czy Kaczyński wierzy we własne kłamstwa”.

Rozdział 3 „Dokonania i plany”, gdzie zaprezentowano nam zbiór kłamstw, dotyczących niszczeniu mediów publicznych, które teraz PiS ratuje, reformy sądownictwa, bardziej będącą deformą. Nie zapomniano tu obwieścić sukcesu w służbie zdrowia, w której tak polepszono warunki pracy, że pielęgniarki rzucają robotę zagranicą i hurtem wracają czy też sukcesu w postaci 500 Plus dla niepełnosprawnych, czemu zaprzecza nawet Agnieszka Dudzińska, kandydatka PiS na Rzecznika Praw Dziecka, pisząc na Twitterze, że „nie ma żadnego 500 Plus dla niepełnosprawnych! Niepotrzebna manipulacja wyborcza. (…) Po co drażnić najsłabszych?”.

No i ostatni rozdział, numer 4 pod hasłem „Wyzwania”., gdzie PiS zaprezentowało działania, które podejmie jak tylko wygra wybory. Jest więc o powstrzymaniu ideologii gender, obronie Rodziny i dalszej „naprawie” sądownictwa. Wielki niepokój budzi też pomysł wzięcia się za dziennikarzy. PiS-owi zamarzyło się, by „ze względu na odpowiedzialność i szczególne zaufanie, jakim cieszy się profesja dziennikarza, należałoby również stworzyć zupełnie odrębną ustawę regulującą status zawodu (ustawa o statusie zawodowym dziennikarza). Wprowadzałaby ona rozwiązania podobne do tych, jakie mają inne zawody zaufania publicznego, np. prawnicy lub lekarze. Głównym celem zmiany powinno być utworzenie samorządu, który dbałby o standardy etyczne i zawodowe, dokonywał samoregulacji oraz odpowiadał za proces kształtowania adeptów dziennikarstwa”.

Takie postawienie sprawy to nic innego jak przejęcie całkowitej kontroli nad dziennikarzami i słusznie Roman Imielski zwraca uwagę, że „nie lekceważyłbym zapisanej w programie PiS ustawy o zawodzie dziennikarza. Jak nie wyjdzie z repolonizacją czy dekoncentracją, będzie wycinanie ludzi z zawodu albo prześladowanie ich administracyjnymi karami”.

Oj, będzie się działo, a pod płaszczykiem „prawdziwej demokracji” PiS będzie ciężko pracować nad utrwaleniem jednowładztwa. Jak zauważył jeden z internautów ten pakiet programowy to nic innego jak „korea północna coraz bliżej, każdy może mówić i robić co chce tylko żeby było zgodne z ideologią partii /pis/. Niech nam żyje KIM Jarosław słońce narodu i jego marionetki/to haslo przyszłości /”.

Oto nasz program, który opracowali najlepsi eksperci. Żeby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej.

Kochani Polcy i Polaki, obiecujemy wam, że w ramach wstawania z kolan odbudujemy Stocznię Gdańską, w której zlepimy taśmą masowiec SS „Sołdek 2”.

Nie poprzestaniemy na tym. Odbudujemy jeszcze mnóstwo innych rzeczy, które były źródłem szczęścia i pomyślności naszych ojców, a które zabrała wam Platforma Obywatelska.

W Warszawie odbudujemy Fabrykę Samochodów Osobowych na Żeraniu i natychmiast zaczniemy w niej produkować elektryczne limuzyny Polonez. Już dziś uruchamiamy system przedpłat i talonów, by dać pierwszeństwo w zakupie bojownikom o Dobrą Zmianę i zasłużonym uczestnikom Wielkich Wyjazdów na Węgry.

Odbudujemy PGR-y, Koła Gospodyń Wiejskich, przywrócimy kartki na mięso i co miesiąc damy dodatkowy kilogram woł-ciel z kością na każde dziecko.

W Bielsku-Białej i Łodzi odbudujemy zniszczony przez Tuska przemysł włókienniczy i wznowimy produkcję krempliny tłoczonej w mrozy, z której będziemy szyć garnitury i garsonki, by nasi obywatele wyglądali równie modnie i elegancko, jak pan prezes czy Beata Szydło.

W Chorzowie odbudujemy zlikwidowaną przez PO Hutę Kościuszko i wznowimy w niej produkcję rur żeliwnych.

A w Wałbrzychu znów uruchomimy windy w szybach kopalni Chrobry, którą liberałowie pozbawili złóż. Nasz rząd już zwiększył import węgla, który teraz jedzie do nas pociągami z Rosji i płynie statkami z Afryki. Po przeładowaniu w Gdańsku przewieziemy czarne złoto do Wałbrzycha i wrzucimy je do kopalni Chrobry, skąd wydobędą je nasi górnicy.

Co jeszcze warto odbudować, Drodzy Polcy i Polaki? Co jeszcze chcielibyście wskrzesić spośród rzeczy, których pozbawiła was zdradziecka Platforma Obywatelska? Może audiofilskie magnetofony Kasprzak? Może wodę kwiatową „Być może”? Gospodarskie wizyty I sekretarza Komitetu Centralnego? Festiwal piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu? Albo Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk?

W najbliższych tygodniach nasi kandydaci odwiedzą wszystkie gminy, by spotkać się z wami i zapytać, co jeszcze trzeba odbudować. Głęboko wierzymy, że wspólnie zdołamy odbudować drugą Polskę. Pomożecie?

Cofka Kaczyńskiego

PiS po raz kolejny podbija medialnie stawkę tych wyborów. Tym razem Jarosław Kaczyński mając na celu mobilizację wolontariuszy stwierdził, że mają one wręcz historyczną wagę. Jednak ton wypowiedzi prezesa powoli przekracza granicę powagi i zmierza w kierunku śmieszności. – “Stawką wyborów parlamentarnych jest to, czy Polska pójdzie w kierunku państwa dobrobytu, sprawiedliwości i solidarności, czy też zacznie wracać w stronę postkomunizmu” – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Walka do ostatniego dnia?

W miniony piątek w Warszawie odbyło się spotkanie Kaczyńskiego oraz Morawieckiego z wolontariuszami, sympatykami oraz członkami sztabów regionalnych Prawa i Sprawiedliwości. To spotkanie ma być sygnałem do walczenia o wygraną, a motywować zgromadzonych zaczął Joachim Brudziński: – “To, czym możemy się pochwalić, to fakt, że wszyscy młodzi ludzie, którzy tutaj przyjechali nie wstydzą się PiS, swoich przekonań, swojej pracy na rzecz naszych kandydatów. Ponieście dalej tę energię, radość i przekonanie, że warto stać u boku (prezesa PiS) Jarosława Kaczyńskiego, bo (on) jest gwarantem tego, że ta Polska, którą konsekwentnie budujemy od 2015 r., będzie Polską wszystkich Polaków” – podkreślił Brudziński.

Pojawiające się wątpliwości o uzyskanie większości w Sejmie, zachęciły Kaczyńskiego do retoryki postkomunistycznej, co już na wstępie nie budzi powagi. Mówił o Polsce, “czy pójdzie do przodu, ku rozwojowi, ku państwu dobrobytu, polskiej wersji państwa dobrobytu, ku sprawiedliwości, solidarności, czy też pójdzie w tył, zacznie wracać na tej historycznej drodze, zacznie się odwrót, odmarsz w stronę postkomunizmu, w stronę tego wszystkiego, co ograniczało nasze możliwości, co krzywdziło tak wielu ludzi, co doprowadziło do tego, że szanse tych 30 lat, które już za nami, zostały wykorzystane tylko po części” – mówił lider PiS.

W wypowiedzi Kaczyńskiego widać oderwanie w rzeczywistości. Jakby nie zauważył zmian w ostatnich latach, także w odbiorze naszego kraju przez obcokrajowców: -“Podkreślam to, bo to jest naprawdę niesłychanie ważne. Ale jeszcze ważniejsze jest to, bo przecież czasu nie cofniemy, że można bardzo dużo, także w przyszłości. Można zbudować ten kraj, o którym będzie można mówić, że to szczęśliwy kraj. Kraj bez żadnych kompleksów, którego obywatele, kiedy będą jeździć na Zachód, ten mityczny kiedyś Zachód, będą się czuli jak u siebie w domu, w tym sensie, że nie będzie tam lepiej niż tu – dodał Kaczyński.

Historyczna waga wyborów.

Kaczyński porównuje tegoroczne wybory do tych sprzed 30 lat: –To jest dzisiaj kwestia dla naszej przyszłości – naprawdę nie przesadzam – równie ważna, jak to zaangażowanie sprzed 30 lat, przeszło 30 lat, to z końca kwietnia, maja i początku czerwca 1989 r.” – stwierdził. Jak dodał, wtedy decyzja dotyczyła spraw, wydawałoby się jeszcze ważniejszych. “Oczywiście one były superważne i tamte wybory przyniosły Polsce sukces. Ja tego nigdy nie kwestionowałem, sam w tym uczestniczyłem” – zaznaczył lider PiS.

Powracała też kwestia tego, by zwolennicy PiS walczyli do ostatnich godzin. “Chciałbym wam z jednej strony serdecznie podziękować, a z drugiej prosić o to, by to wasze zaangażowanie trwało (…) ale także chciałbym, byście byli żołnierzami Prawa i Sprawiedliwości i później, bo przed nami – jeśli zwyciężymy – wielkie zadania, wielkie zadania zmiany naszego kraju, zmiany naszego kraju pod wieloma względami” – dopingował Kaczyński.

Morawiecki: III RP obrzydziła politykę Polakom

Gdy do głosu doszedł Morawiecki, postanowił wyjaśnić młodym zwolennikom PiS arkana polityki. -“Otóż polityka to jest jeszcze prostsza gra. Możemy tylko albo wygrać albo przegrać. I nic nie jest przesądzone, bo to, żeby zmienić dalej Polskę na lepsze jest w waszych rękach” – mówił Morawiecki.

Jego zdaniem III Rzeczpospolita “starała się do szpiku kości być antypolityczna, apolityczna. Po to, żeby Polakom obrzydzić (politykę), zniechęcić ich do polityki, a młodych ludzi w szczególności” – mówił. “Wasze przekonanie o tym, że poprzez politykę można zmienić rzeczywistość jest piękne i bardzo wam za to dziękuję”.

Decydujące starcie

PiS gra o wszystko – podkreślają to jego liderzy. Partia ma małe zdolności koalicyjne. Jedynie Konfederacja – jeśli w ogóle wejdzie do Sejmu – może stać się naturalnym aliantem PiS. Pozostałe partie i koalicje wyborcze – raczej nie. Stąd zapewne apele Kaczyńskiego i Morawieckiego.

Małgorzata Kidawa-Błońska podczas konwencji KO w Poznaniu podziękowała małym i mikroprzedsiębiorstwom za to, że tworzą w całym kraju ponad 4 miliony miejsc pracy. – „To jest naprawdę potęga, a ludzie pracy muszą być szanowani i doceniani – ci, którzy ją wykonują, ale także ci, którzy ją dają, bo jedni i drudzy są od siebie zależni i muszą współdziałać” – mówiła Kidawa-Błońska.

– „To wy jesteście także sercem gospodarki i siłą polskiej gospodarki – małe przedsiębiorstwa i ludzie, którzy z odwagą i optymizmem podejmują ryzyko, by te firmy założyć i prowadzić. I nie można im mówić, że się do tego nie nadają” – powiedziała Kidawa-Błońska.To oczywiście nawiązanie do słów Jarosława Kaczyńskiego, o tym w artykule „Jeśli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach to znaczy, że się do niej nie nadaje”.

A przewodniczący PO Grzegorz Schetyna dodał: – „Ludzie pracy, Polki, Polacy chcę was ostrzec: pan Kaczyński idzie po wasze pieniądze. Dla was propozycje PiS mogą oznaczać dwie rzeczy. Albo zamrożenie pensji na obecnym poziomie, bo pracodawca będzie rozpaczliwie szukał środków na ustawowe podniesienie najniższych wynagrodzeń albo po prostu utratę pracy, jeśli firma splajtuje. To plan wykończenia niezależnej przedsiębiorczości”.

Kidawa-Błońska przedstawiła propozycje KO dla przedsiębiorców. – „Obniżymy składki na ZUS małym firmom, będą liczone od pensji minimalnej. Jeżeli płacicie CIT, a wasze firmy rosną szybciej niż gospodarka, będziecie płacić niższy podatek, będzie mieli pieniądze na inwestycje. Koniec z blokowaniem zwrotu VAT i uciążliwymi kontrolami, tam gdzie to możliwe będą odbywały się elektronicznie i nikt już więcej was nie będzie nękał” – zapowiedziała kandydatka KO na premiera.

– „Dla obecnej władzy szczególnie pracodawcy to najwięksi wrogowie. Czemu akurat na pracujących tak się uwzięli? Bo człowiek, który sam się utrzymuje, czuje się po prostu niezależny. Człowiek, który dobrze pracuje, wymaga też dobrej pracy od rządu. Człowiek, który wie, że sam ciężko zapracował na swój chleb, nie da sobie sobą pomiatać. Bo człowiek ma swoją dumę, swoje prawa, wie co mu się należy. Pielęgniarka, która wiedzę i bezcenne doświadczenie, zna swoją wartość, swojej pracy i po 12 godzinach bez przerwy na nogach nie da się jej wmówić, że jej wyplata to jakaś łaska. Handlowiec, który ma dar przekonywania, nauczyciel który oddaje dzieciom połowę swojego życia, właściciel warsztatu czy sklepu, firmy albo robotnik budowlany, który zna się na swojej robocie. To prawdziwa lista wrogów dzisiejszej władzy. I moglibyśmy wymieniać dużo dłużej. Pracownicy sklepów, magazynów, informatycy, kierowcy. Wszyscy ci, którzy dobrze znają dźwięk budzika o 6 rano, oni są dla tej władzy wrogiem. Bo każdy zna swoją wartość i każdy kto wie, że za jego pracę coś mu się należy, każdy kto wie, że bez codziennego trudu wszystko by się zawaliło, każdy wolny człowiek dla tej władzy jest wrogiem” – powiedział Schetyna.

Za populizm i demolkę gospodarki w imię kupna głosów, przyjdzie zapłacić nam wszystkim.

PiS w tej kampanii wyborczej idzie szlakiem utartym już 4 lata temu. Wówczas, po dogłębnych badaniach nastrojów Polaków, znalezieniu grup docelowych, do których mógł śmiało uderzyć ze swoim populizmem i obietnicami, wygrał i zafundował nam niezłą karuzelę w postaci „dobrej zmiany”, której celem demolka wszystkiego, co się dało. Dzisiaj robi to samo. Znowu szczegółowe badania i pod lupą znaleźli się pracownicy kiepsko zarabiający, emeryci oraz rolnicy. Ogarnijmy więc to jakoś i zobaczmy, kto i dlaczego również w tym roku postawi na prezesa.

Część rodzin z dziećmi udało mu się kupić za 500 Plus. Zwłaszcza te, które poprzednio borykały się z dużymi problemami finansowymi i korzystały z pomocy społecznej oraz te, dla których pieniądze na dzieci stały się podstawowym źródłem utrzymania. Do tego PiS dorzucił wyprawkę szkolną w wysokości 300 zł. Pytanie tylko, jeśli jest tak dobrze, to dlaczego wzrosła liczba rodzin z dziećmi, żyjących w ubóstwie? Jak podaje GUS, w 2018 roku wśród gospodarstw domowych z jednym dzieckiem wzrost ten sięgnął ponad 6 %, a gospodarstwach domowych z co najmniej trójką dzieci ok. 10%. Mało tego, efektem tego programu jest spadek aktywności zawodowej kobiet, co odbije się na nich ostro, gdy dojdą do wieku emerytalnego i znajdą się w finansowej dziurze. No, ale to jakaś tam przyszłość, a przecież żyje się dzisiaj i to dzisiaj właśnie jest ważne.

Prezes nieustannie przypomina, czym dla niego jest Rodzina, jak będzie o nią walczył i dbał. Wytyka poprzedniej władzy, że nie dbała o rodziny, że odbierano kochającym rodzicom dzieci tylko z powodu biedy w domu, a teraz, gdy rządzi jego partia, jest zupełnie inaczej. Fakt, jest, bo nigdy wcześniej nie czytałam tylu newsów o maltretowaniu dzieci, zaniedbaniach prowadzących do kalectwa, a nawet śmierci. Mało tego, jak podaje wp.pl jego partia może chcieć zaostrzyć przepisy aborcji eugenicznej, bo przecież trzeba chronić Rodzinę i związane z nią życie poczęte. Kobieta, w imię tej partyjnej „miłości”, będzie więc rodziła ciężko okaleczone dzieci, skazane z góry na bolesne umieranie, bo jak mówił poseł Żalek „Każda matka wie, że jej dziecko umrze. Tak jest każdy z nas umiera”, więc w czym problem?

To wszystko nieważne. Ważny jest przekaz, który łapią rodziny z wdzięcznością. Prezes im daje, prezes ich kocha, prezes o nich zadba. Nie ma co się nadmiernie aktywizować, nie ma co się przejmować, bo prezes dobry na każdą bolączkę i pomoże…

Kolejna grupa, która zapewne chętnie poleci do urn i odda swój głos Zjednoczonej Prawicy to Młodzi, przed 26 rokiem życia. Dzięki prezesowi mają zerowy podatek, więc chyba wypada mu jakoś za to podziękować. A czy to ważne, że teraz samorządy będą miały mniej kasy na inwestycje? Może dzięki temu posunięciu padną jakieś szpitale, drogi lokalne staną się bardziej wyboiste, nie będzie pieniędzy na rozwój lokalny? Spoko, ich to przecież nie dotyczy. Ważne, że dostali swój kąsek, a reszta niech się wali.

Dalej mamy rolników. Prezes obiecuje im zwiększone dotacje do hektara, dopłatę do każdej krowy i świnki, więc czy to nie powód do euforii? Zapomniał dodać, że te pieniądze nie pójdą z kieszeni partii rządzącej, ale z UE, bo to nieistotny drobiażdżek. Nieważne, kto daje, ważne, że daje. Tak więc rolnicy zapomną o tym bałaganie, jaki opóźniał im kasę, gdy PiS przejęło władzę, bo liczy się to, co teraz. Zapomną o skali pomocy, uzyskanej z powodu suszy. Teraz PiS da coś, to i oni dadzą PiS-owi swoje poparcie.

Górnicy, których prezes tak szanuje, również zagłosują na PiS. W końcu, jak obiecał Morawiecki, mamy węgla na 200 lat i nie zrezygnujemy z jego wydobycia i z jego wykorzystania. A co nas tam obchodzi klimat… Będziemy się truć CO2, będziemy chodzić w maskach, będziemy umierać przez to rosnące zanieczyszczenie środowiska. To wszystko jednak nieistotne. Ważne, by górnik był zadowolony, pewny pracy i postawił w odpowiednim miejscu krzyżyk na karcie do głosowania.

O odwdzięczeniu się prezesowi już myślą pracownicy, zarabiający minimalną pensję. Prezes podniesie im pensje do 3 tys. zł, a później nawet do 4 tys. zł. Ależ im się życiowo polepszy, ale czy rzeczywiście? Wyższe pensje to większe wydatki przedsiębiorców. Trzeba się liczyć z tym, że małe, a nawet i średnie firmy tego nie udźwigną. Jedne padną, inne będą się ratować, zatrudniając na np. pół etatu, a resztę wypłacając pod stolikiem. Tak więc trzeba się liczyć z bankructwem, a co za tym idzie, wzrostem bezrobocia oraz umocnieniem tzw. umów śmieciowych. Ta radość pracowników szybko zamieni się w smutek i rozżalenie, ale co tam. Po co się martwić na zapas. Po co słuchać ekspertów, którzy zapewne tylko tak głupio gadają, bo prezesa nie lubią.

Dla emerytów prezes też przygotował małą niespodziankę. Podwyższenie emerytury, wprowadzenie na stałe trzynastki, a z czasem nawet i czternastki. No po prostu żyć, nie umierać. Radość wielka i warto zapomnieć o nietrafionych listach darmowych leków dla seniora, o coraz większych trudnościach z leczeniem się u specjalistów, o umieraniu na SOR-ach, drożyźnie w sklepach i czekającego wzrostu opłat za prąd.

Za PiS-em twardo będą stali ci sędziowie, prokuratorzy, naukowcy, intelektualiści, aktorzy, dziennikarze, którzy za poprzedniej władzy nie mogli się wybić, bo kompetencje niewielkie i dość słabe umiejętności. Teraz mają to swoje 5 minut i gdyby mogli, to głosowaliby za partią prezesa nawet na dziesięć rąk. Teraz to ich czas na wykarmienie niespełnionych dotąd aspiracji zawodowych, teraz to oni są „pany nad panami” i nie pozwolą sobie tego odebrać.

Tam, gdzie prezes sobie nie poradzi, tam wspomoże go Polska Instytucja Kościelna, która w państwie PiS-u ma się jak pączek w maśle. PIK, urastający do rangi „pierwszej władzy w Polsce”, odwdzięczy się swej partii za płynącą wartkim strumieniem kasę, budowanie społeczeństwa chrześcijańskiego, uznanie prawa kościelnego za ważniejsze od tego stanowionego. Tak więc księdza będą prowadzić agitację na rzecz prezesa z ambony, udostępniać swoje kościoły na spotkania z politykami PiS, mieszać wiernym w głowach, byle tylko nie odważyli się samodzielnie myśleć i zagłosowali tak, jak ksiądz im każe.

Wszystkie te grupy, które prezes uważa za już kupione, łączy jedno. Mają one w nosie przyszłość i nie chcą lub nie potrafią myśleć perspektywicznie. Dzisiaj czują się docenione, hołubione. Dzisiaj jest im bardzo dobrze i co ich obchodzi to, co będzie kiedyś tam. Nie zastanawiają się nad tym, że gospodarka kieruje się pewnymi stałymi zasadami i złamanie choćby jednej z nich, zapowiada niezłą katastrofę. Katastrofę, którą i oni, dzisiejsi wielbiciele PiS, odczują bardzo boleśnie. Nie zastanawiają się, że budżet państwa to nie worek bez dna, że dając jednym, odbiera się innym, że sami zapłacą wysoką cenę za wszystko, za co w październiku podziękują prezesowi swoim wsparciem. Nie wiedzą tego, czy nie chcą wiedzieć? Nie rozumieją, czy nie chcą rozumieć?

Nic nie trwa wiecznie. Za populizm, demolkę gospodarki w imię kupna głosów, przyjdzie nam wszystkim zapłacić, a wtedy płacz i zgrzytanie zębów nie pomoże. Sprzedanie się za lepsze dzisiaj, zbierze swoje gorzkie owoce jutro i tylko pytanie… do kogo wielbiciele PiS będą mieli wówczas pretensje?

Lokaje Kaczyńskiego i Niderlandy

W zeszły wtorek Małgorzata Kidawa-Błońska została kandydatką na premiera Koalicji Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna podczas prezentacji podkreślał, że potrzebny jest ktoś, przed kim nawet najwięksi szczekacze muszą się zacząć miarkować. Stwierdził także, że ludzie chcą nowej jakości, kogoś kto nie będzie się zajmował polityczną wojną, tylko wytrwałą pracą – “Trzeba słuchać ludzi, a Małgorzata, warszawianka, kobieta sukcesu, matka, ludzi potrafi słuchać. Z taką samą uwagą i szacunkiem rozmawia z ambasadorem w filharmonii, jak i ze sprzedawczynią na miejskim bazarku” – tłumaczył przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Pierwszą próbą ogniową była wczorajsza wizyta u Moniki Olejnik w “Kropce nad I”, którą Małgorzata Kidawa-Błońska zadała koncertowo. Miałem obawy przed programem, że coś pójdzie nie tak, że zostanie zaskoczona, że dojdzie do jakiejś pomyłki, ale po zakończeniu programu okazało się, że strach był na wyrost. Wczoraj zobaczyliśmy osobę kompetentną, spokojną , logicznie argumentującą oraz merytoryczną, a gdy zaszła taka potrzeba, stanowczą. I co chyba najważniejsze, nie było żadnej agresji, brudnych ataków czy pomówień. Na tle całej klasy politycznej objawiła się kobieta zdolna do zasypywania podziałów w społeczeństwie.

Potrzebę budowania zgody podkreśliła już na samym początku programu – “Podziały w Polsce są tak wielkie, że boję się, że już za parę lat w ogóle nikt ze sobą przy stole wigilijnym nie usiądzie: albo ludzie będą wygłaszali sobie jakieś prztyczki, albo będą się wzajemnie obrażali. Kiedy patrzę, jak wygląda polska polityka, to jest ostatni moment na to, żeby to zatrzymać” – zwróciła uwagę. Przyznała także, że były popełnione błędy, które polegały na zaniedbaniu kontaktów ze zwykłymi ludźmi, ale zostały z tego wyciągnięte daleko idące wnioski – “Przez całą kadencję, kiedy jesteśmy w opozycji, tych kontaktów było mnóstwo” – powiedziała.

Wicemarszałkini powiedziała również, że jest gotowa do debaty z Jarosławem Kaczyńskim – “On jest jedynką w Warszawie i to my powinniśmy tutaj w Warszawie ze sobą rozmawiać, nie szukać jakichś innych zastępczych rozwiązań. Jako jedynki z jednego miasta powinniśmy ze sobą rozmawiać. Zawsze w tradycji było, że jedynki z jednego miasta ze sobą debatują, żeby ludzie mogli poznać ich poglądy i zobaczyć, jak się zachowują” – wyjaśniła. Pół godziny wcześniej poseł Prawa i Sprawiedliwości, Łukasz Schreiber był pytany, czy premier Mateusz Morawiecki stanąłby do debaty z Kidawą-Błońską i wyraźnie było widać, że kluczy w tej sprawie. Nie padło stanowcze “tak, jest gotowy i będzie debatował”, tylko zaczął mydlić oczy sprawami związanymi z programem wyborczym.

Lawirowanie Schreibera potwierdza tylko doniesienia medialne o tym, że obóz rządzący został zaskoczony Małgorzatą Kidawą-Błońską, a chyba już w szczególności przekazem o zatrzymaniu postępujących podziałów. Wskazywanie, kto jest dobry, a kto zły, kto się nadaje na prawdziwego Polaka, a kto nie, jest zapisane w DNA Prawa i Sprawiedliwości. Było to widać nawet podczas sobotniej konwencji, gdy Kaczyński mówił, że poza Kościołem jest tylko nihilizm, a modelowa polska rodzina to jedna kobieta, jeden mężczyzna, stały związek i dzieci, odrzucając tym samym np. matki samotnie wychowujące dzieci.

Dodatkowym smaczkiem w budowie wizerunku Kidawy-Błońskiej jest przejęcie sztandarowego hasła Roberta Biedronia. To dzisiejszy eurodeputowany powtarzał cały czas w trakcie ostatniej kampanii wyborczej, że Polacy są bardzo podzieleni i należy to zacząć niwelować. Zresztą lewica ma podobny problem z wicemarszałkinią co Zjednoczona Prawica. Po lewej stronie sceny politycznej ton nadają trzej mężczyźni, którzy już się ochrzcili mianem trzech tenorów i na próżno można szukać tam kobiet, które powinny być znakiem rozpoznawczym ugrupowań sytuujących się na lewo od Koalicji Obywatelskiej. Z szumnych zapowiedzi o dominacji kobiet na pierwszym miejscu list wyborczych lewicy też niewiele zostało i nawet nikt do tego nie chce wracać. Na jedynkach Koalicji Obywatelskiej jest tyle samo kobiet, co na listach lewicy.

Należy przyznać rację komentatorom i publicystom, że jest za mało czasu na dogonienie Prawa i Sprawiedliwości. Ale już jak się spojrzy na to z perspektywy roku i wyborów prezydenckich, to ten wyścig jest wielką niewiadomą. Wczorajsze badanie zaufania do polityków w którym debiutowała Małgorzata Kidawa-Błońska uplasowało ją na bardzo dobrym piątym miejscu z trzydziestoprocentowym wynikiem. W tym sondażu na szczególną uwagę zasługuje fakt, że 24 proc. respondentów nie kojarzy kandydatki na premiera, a to oznacza, że badanym trzeba Kidawę-Błońską przedstawić i tu otwiera się szerokie pole do popisu, ponieważ różnica w zaufaniu do Andrzeja Dudy to tylko 14 proc., więc poduszka do budowania wizerunku jest bardzo duża i spokojnie można w ciągu roku dosięgnąć urzędującą głowę państwa. Uzyskanie przez Kidawę-Błońską bardzo dobrego wyniku w Warszawie sprawi, że będzie realna szansa na pokonanie Andrzeja Dudy, ale też na pierwszą panią prezydent w najnowszej historii Polski. I nie będzie to kobieta związana z lewicą.

Nasz program jest lepszy i Polacy zyskają na nim dużo więcej, niż na programie PiS-u, w dodatku zyskają wszyscy, nie tylko ci otrzymujący minimalne wynagrodzenie – mówi Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów w rządzie PO-PSL. – PiS jak Zagłoba w “Potopie” rozdaje Niderlandy. Uzależnienie ZUS od dochodów, ogłoszone przez PiS, idzie w parze ze zniesieniem limitu podstawy wymiaru składek emerytalno-rentowych (w wysokości 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia). To podwójny atak PiS-u na przedsiębiorczość Polaków. Średnio każdy przedsiębiorca zapłaci rocznie o około 18 tys. zł więcej, niż w obecnym systemie. W efekcie PiS wydrenuje z ich kieszeni dodatkowo ponad 40 mld zł – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński podczas konwencji partii w Lublinie zapowiedział podwyższenie płacy minimalnej z obecnych 2250 złotych do 3 tysięcy złotych pod koniec 2020 roku, później do 4 tysięcy na koniec 2023 roku. Jak to możliwe i czym to grozi?

IZABELA LESZCZYNA: Zacznijmy od tego, że Polacy są mądrzy i potrafią liczyć. Ponieważ nasz program jest dla nich lepszy i zyskają na nim dużo więcej, niż na programie PiS-u, w dodatku zyskają wszyscy, nie tylko ci otrzymujący minimalne wynagrodzenie, to jestem przekonana, że wybiorą Koalicję Obywatelską. Może więc szkoda czasu na mówienie o gorszym programie, gdy na stole leży lepszy: przemyślany, prorozwojowy i niedrenujący kieszeni pracodawców nasz program. Ale niech będzie, powiedzmy o zagrożeniach, jakie niesie program PiS. Otóż

KACZYŃSKI CHCE ZAFUNDOWAĆ PRACODAWCOM DRASTYCZNY WZROST KOSZTÓW.

To negatywnie wpłynie przede wszystkim na małe przedsiębiorstwa i te z mniejszych miejscowości, gdzie wynagrodzenia są niższe. Wydaje się też, że lepszy czas w gospodarce właśnie się kończy, a wzrost obciążeń pracodawców w przeddzień spowolnienia nie służy ani firmom, ani pracownikom. To jest zagrożenie dla gospodarki, tym bardziej, że PiS chce rzucić przedsiębiorcom jeszcze kilka kłód pod nogi.

PiS obiecał “drugą” trzynastą emeryturę w 2021 r. i pełne dopłaty do hektara dla rolników. Czy budżet to wytrzyma?
Kaczyński na konwencji w Lublinie przyznał, że w projekcie budżetu na 2020 rok nie przewidziano środków na 13. emeryturę. A przecież zarzekali się, że to nie jest jednorazowy deal przed wyborami do PE. Można by spytać: ile jeszcze kłamstw ukrywa PiS?

A wyższe dopłaty dla rolników to już prawdziwy samobój prezesa, bo póki co, po wielu miesiącach kuluarowych rozmów i nieformalnych dyskusji szefów rządów,

MAMY PROJEKT BUDŻETU, W KTÓRYM NA POLSKIE ROLNICTWO JEST O JEDNĄ CZWARTĄ ŚRODKÓW MNIEJ, NIŻ WYNEGOCJOWAŁA PLATFORMA OBYWATELSKA W OBECNEJ PERSPEKTYWIE!

To Koalicja Obywatelska jest gwarantem wysokich dopłat z Unii Europejskiej dla rolników. Natomiast rządy PiS to groźba zawieszenia funduszy unijnych dla Polski, bo z powodu PiS-owskiej szarży na demokrację zmieniono nawet nazwę polityki spójności. Dzisiaj nazywa się Spójność i Wartości.

Joachim Brudziński, szef sztabu wyborczego PiS, oświadczył, że będzie nowelizacja budżetu i trzynasta emerytura będzie zachowana. Wcześniej PiS zapomniał?
Jeśli PiS zapominał o 9 milionach emerytów, to nie zasługuje na to, żeby na niego głosować. A jeśli nie zapomniał, to znaczy, że kłamie. Obietnice PiS-u w ogóle są wyborczą ściemą, bo:

– albo nie ma na nie środków, jak na 13. emeryturę,

– albo obietnice finansują samorządy, bo za obniżenie PIT nie dostaną żadnej rekompensaty, a przecież ok. 50 proc. wpływów z PIT to dochody własne samorządu,

– albo obietnice są finansowane wprost z kieszeni przedsiębiorców, jak wyższa płaca minimalna.

PIS JAK ZAGŁOBA W “POTOPIE” ROZDAJE NIDERLANDY.

Po wprowadzeniu małej działalności gospodarczej, czyli od przychodu, idziemy w kierunku liczenia ZUS-u od dochodu i takiego zagwarantowania, żeby było łatwiej tym, którzy mają niższe dochody, którzy się rozkręcają, inwestują – zapowiedział premier podczas konwencji.

Plany PiS-u uderzą w przedsiębiorców?
Koalicja Obywatelska proponuje, żeby podstawą wymiaru ZUS dla przedsiębiorców była pensja minimalna. Dzięki temu ich obciążenie ZUS-em spadnie o ponad 200 zł miesięcznie, prawie 2,5 tys. zł w skali roku. Dlaczego pensja minimalna ma być podstawą wymiaru ZUS? Bo chcemy, żeby przedsiębiorcy mieli zagwarantowane zabezpieczenie społeczne na minimalnym poziomie.

Natomiast

PIS CHCE Z PRZEDSIĘBIORCÓW WYDUSIĆ DUŻO WIĘCEJ, NIŻ DOTYCHCZAS.

Uzależnienie ZUS od dochodów, ogłoszone przez PiS, idzie w parze ze zniesieniem limitu podstawy wymiaru składek emerytalno-rentowych (w wysokości 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia). To podwójny atak PiS-u na przedsiębiorczość Polaków. Co to znaczy w wymiarze finansowym? Średnio każdy przedsiębiorca zapłaci rocznie o około 18 tys. zł więcej, niż w obecnym systemie. W efekcie PiS wydrenuje z ich kieszeni dodatkowo ponad 40 mld zł.

PiS mówi, że zapłacą przede wszystkim ci z wyższymi dochodami, ale to nieprawda. Czy dochód wyższy niż 60 proc. średniego wynagrodzenia czyni z przedsiębiorcy krezusa? Chyba nie. Jedno jest pewne,

POLITYKA GOSPODARCZA PIS DOPROWADZI DO TEGO, ŻE GDY SKOŃCZY SIĘ KONIUNKTURA, BĘDZIEMY DZIELIĆ SIĘ NIE DOBROBYTEM, A BIEDĄ.

“Niższe podatki, wyższe płace. To fundament naszego programu” – mówiła pani na konwencji KO. Plan zakłada m.in. obniżenie dla wszystkich pracujących obciążeń podatkowych i składkowych z dzisiejszych średnio 50 do 35 proc. Jak to zrobić, żeby nie zrujnować finansów państwa?
To nie tylko niższe podatki dla wszystkich pracujących, czyli wyższe pensje dla każdego, ale też premia za aktywność, czyli dodatkowe pieniądze dla tych, którzy zarabiają mniej, niż dwukrotność minimalnego wynagrodzenia. W sumie osoba, która zarabia minimalną pensję, zyska ponad 600 zł!

Program „Niższe podatki, wyższa płaca” to rzeczywiście koszt dla finansów publicznych. Ma on wynieść około 30 mld zł i będzie finansowany z 3 głównych źródeł. Pierwszym z nich są oszczędności budżetowe – zwłaszcza na aparacie władzy i propagandzie. Koalicja Obywatelska do ustawy budżetowej na 2019 r. zgłosiła poprawki ograniczające wydatki o 6 mld zł. Drugim źródłem jest wzrost tych dochodów budżetu, które PiS zaniedbuje. Są to dochody z dywidend, które w przyszłym roku mają wynieść 1,5 mld zł, a w 2015 roku było to 6 mld zł. Trzecim źródłem jest wzrost gospodarki.

Nasz program podniesie opłacalność pracy.

DUŻO WYŻSZE ZAROBKI NA RĘKĘ ZACHĘCĄ LUDZI DO WIĘKSZEJ AKTYWNOŚCI, A POD TYM WZGLĘDEM JESTEŚMY W OGONIE EUROPY.

Jeśli firmom łatwiej będzie znaleźć pracowników, to chętniej będą inwestować, a to przekłada się na trwały i długoterminowy wzrost gospodarczy, który z kolei przekłada się na wyższe dochody budżetowe.

Eksperci pytają, czy KO nie przesadziła z obietnicami wyborczymi – poprawa w służbie zdrowia, darmowy Internet, bony dla emerytów… Skąd na to finansowanie?
Bony dla emerytów to akcje spółek Skarbu Państwa, więc nie będzie to wprost obciążało budżetu, darmowy Internet dla młodych to konieczna inwestycja w ich edukację, szczególnie ważna po deformie minister Zalewskiej, która zabrała młodym ludziom szanse na równy start. Ten wydatek będzie można sfinansować ze sprzedaży pasma częstotliwości dla sieci 5G. A zdrowie? Tu nie ma wyjścia i każdy odpowiedzialny rząd wie, że więcej pieniędzy na ochronę zdrowia musi się znaleźć, bo państwo ma obowiązek zapewnić obywatelom podstawowe usługi publiczne, takie jak ochrona zdrowia i edukacja. Tylko rządzący dzisiaj zapomnieli o tym, uważając, że 500+ załatwi wszystko. Nie, nie załatwi.

Sympozjum Międzynarodowego Stowarzyszenia Psychologów Politycznych stało się miejscem wygłoszenia referatu, który może się okazać bardzo złą wróżbą dla świata. 68-letni profesor Shawn Rosenberg z Uniwersytetu Kalifornijskiego stwierdził bowiem, że… demokracja sama się niszczy i ostatecznie upadnie.

Jeśli jednak myślicie, że oberwało się Trumpowi, Kaczyńskiemu czy Orbanowi, jesteście w błędzie. Winni jesteśmy MY WSZYSCY. Zawodzą elity, eksperci i osoby publiczne. Sami „zwykli” obywatele okazują się być źle przygotowani, zarówno poznawczo jak i emocjonalnie, do kierowania dobrze funkcjonującą demokracją, twierdzi psycholog.

Gdy większość jest wkurzona…

W konsekwencji owego upadku elit miliony poirytowanych wyborców zaczynają głosować na populistów.

– W utrwalonych demokracjach takich jak Stany Zjednoczone, demokratyczna rządność będzie w nieunikniony sposób więdnąć, aż w końcu upadnie – wnioskuje Rosenberg.

Jak to możliwe? – pomyśli ktoś, kto jeszcze trochę ponad dekadę temu zaczytywał się w książkach mędrców, którzy uważali, że historia już się skończyła i to właśnie wraz z sukcesem  demokracji.

Teraz psycholog uważa, że w ciągu najbliższych paru dekad liczne duże demokracje w stylu zachodnim zaczną obumierać. Te które zostaną, będą w istocie wydmuszkami, fasadowymi republikami, którymi będą rządzić subtelni dyktatorzy.

Główny problem demokracji? Jest to… ciężka praca. Stoi ona jednak w sprzeczności z tym, czego nauczyła nas ewolucja. Rosenberg przypomina, że istoty ludzkie nie myślą w sposób uporządkowany. Uprzedzenia różnego rodzaju wypaczają nasze mózgi na najbardziej fundamentalnym poziomie. Mówić prościej: demokracja nie działa, bo nie jest dostosowana do działania naszych mózgów.

Internet dobije demokrację?

Tym, co ma dobić „władzę ludu”, jest narzędzie, które teoretycznie miało ją wzmocnić. Chodzi o Internet. Dzięki mediom społecznościowym już każdy może prowadzić bloga, promować sprawę, w którą wierzy, ale jednocześnie może generować fake newsy, w które – o zgrozo – jakaś część wyborców wierzy. Przed nastaniem ery Internetu elity potrafiły (i mogły) demaskować takie fałszywe doniesienia. Mogły tłamsić je nieraz w zarodku. Dziś staje się to nierealne.

Aż 10 milionów ludzi widziało na Facebooku fake newsa o tym, że papież Franciszek poparł Trumpa w wyborach w 2016 r. Choć sieć miała otworzyć nas na świat, zbudowała – a konkretnie sprawiły to algorytmy firm technologicznych – inną, więlką bańkę informacyjną. Z tego faktu korzystają dziś populiści.

Nie, historia się nie skończyła. Możliwe, że kończy się demokracja i świat, który dotąd znaliśmy.

Ja, Lech Wałęsa

jako współtwórca i były Przewodniczący „Solidarności” największego związku zawodowego w Europie, który zmienił oblicze Polski i sąsiednich krajów 30 lat temu.

– laureat pokojowej Nagrody Nobla
– były Prezydent Polski

Zwracam się do Was:

1. Ludzi polskiej wsi, z której się wywodzę, polskich chłopów i ich rodzin, którzy byli przez wielki solą tej ziemi. Nie pozwólcie obecnemu rządowi odwrócić naszego kraju od Unii Europejskiej, do której tak nas namawiał Papież Polak — skłócenie z Unią najbardziej ujemnie odbije się na polskim rolnictwie

2. Polskich robotników — to Wam Polska zawdzięcza najlepsze 25 lat w swej tysiącletniej historii. Nie pozwólcie zmarnować Waszego osiągnięcia, które podziwiał cały świat.

3. Mieszkańców mniejszych i większych miast, których oblicze zmieniło się w tym czasie całkowicie w stosunku do poprzednich dziesięcioleci.

4. Milionów młodych ludzi w Polsce, którzy po raz pierwszy mogą i chcą głosować, aby wpłynąć na swoją przyszłość i tego kraju. Dzięki Solidarności staliście się Europejczykami nieodgrodzonymi „żelazną kurtyną” od możliwości i osiągnięć świata Zachodu. Wy młodzi, możecie dokonać kolejnej pokojowej rewolucji. Uwierzcie w siebie, nie siedźcie „na kanapie”, weźcie sprawy w swoje ręce, abyście byli w przyszłości dumni z tego, że wpłynęliście na bieg historii.

GŁOSUJCIE NA PRZEDSTAWICIELI OPOZYCJI TEGO SKORUMPOWANEGO RZĄDU LUDZI NIEKOMPETENTNYCH, NIEMORALNYCH, ŻĄDNYCH WŁADZY I PIENIĘDZY, DĄŻĄCYCH DO REALIZACJI WŁASNYCH INTERESÓW KOSZTEM PRZYSZŁOŚCI MIESZKAŃCÓW I OBYWATELI NASZEGO KRAJU.

Kaczyński zapowiedział wprost, że jeśli PiS wygra, wprowadzi narodowo-katolicką dyktaturę

Miał być bez deficytu, a tu nagle okazuje się, że będzie nowelizowany. Wszystko dlatego, iż zauważono, że w projekcie budżetowym na 2020 rok próżno szukać 13 emerytury… Duże koszty realizacji tego flagowego programu PiS, czyli ok. 10 mld zł nie pozwoliłyby domknąć budżetu bez deficytu – czytamy w INNPoland.

Mamy jednak w najbliższej perspektywie wybory, PiS pali się do władzy, więc bez względu na wszystko będzie nowelizacja i to głównie po to, by umożliwić w 2020 r. wypłatę 13 emerytury. Na antenie radiowej jedynki Joachim Brudziński zapewnił, że dodatkowa wypłata dla emerytów „będzie zachowana”.  „Mało tego, rozszerzyliśmy ją w zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego: w 2021 r. ta trzynasta emerytura będzie zwiększona o kolejną, czyli czternastą” – zapowiadał.

Na antenie Radia Zet podobną deklarację złożył szef KPRM Michał Dworczyk: „Trzynastka będzie zapisana w przyszłorocznym budżecie. Jeżeli PiS wygra wybory, będzie oczywiście trzynastka (…). Środki są nawet w obecnym budżecie w ramach Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na to zagwarantowane” – obiecywał.

I tylko PAP, dodał w swoim komunikacie, że żaden z polityków nie wskazał ani który budżet – na rok 2019 czy 2020 – miałby być nowelizowany, ani kiedy może to nastąpić.

Polacy i tak nie dowierzają tym deklaracjom. Według sondażu przeprowadzonego dla „Rzeczpospolitej” tylko 20 proc. ankietowanych wierzy w skuteczność tego projektu. Z kolei połowa badanych jest przekonana, że rząd deficyt budżetowy zamierza ukryć.

W „Gazecie Wyborczej” pojawiły się kolejne informacje o „małej Emi”, która zdecydowała się powiedzieć nieco więcej o swojej hejterskiej działalności dotyczącej szkalowania sędziów niewygodnych dla partii rządzącej.

Zapewnia, że nie należała do grupy „Kasta”, ale świetnie wiedziała, o czym piszą jej członkowie, bo i mąż, i jej kochanek, Arkadiusz Cichocki, aktywnie uczestniczyli w działalności tej grupy i chętnie dzielili się z nią wszelkimi informacjami.

Nie ukrywa też, że materiały oraz informacje, mające na celu niszczenie sędziów, przesyłała Wojciechowi Biedroniowi z portalu wPolityce.pl, szefowi programu TVP „Alarm!” Przemysławowi Wenerskiemu i Michałowi Rachoniowi z TVP Info. O tym, którego sędziego miała zaatakować, a którego wychwalać decydował właśnie wiceminister Piebiak i Jakub Iwaniec.

Przyznaje, że początkowo była przekonana, iż postępuje słusznie. Wierzyła w sens tego, co robi i nawet ją to wciągało, bo „zaczyna się od czegoś dobrego, a później się to ciągnie, choć już tak dobre nie jest. Bo dostaje się za to pochwałę. Bo mąż awansuje. Bo sam wiceminister sprawiedliwości chwali”. Jednak w 2018 roku, gdy jej życie osobiste mocno się skomplikowało, zaczęła zastanawiać się nad słusznością własnych działań. Zaczęła się stopniowo wycofywać, licząc jednak na wsparcie i pewnego rodzaju ochronę ministerstwa, gdy jej kochanek założył przeciwko niej sprawę w sądzie. Niestety, przeliczyła się. Dotychczasowi zleceniodawcy i sprzymierzeńcy nie kiwnęli nawet palcem, by jej pomóc. Mało tego, nawet nie zareagowali, gdy śledczy zajęli jej laptopa i telefon.

Dzisiaj czuje się nikim i jak mówi „jestem uczciwsza i świadoma, że ludzie popełniają błędy, a my możemy je oceniać, ale nie oceniać ludzi”.

Internauci nie szczędzą ostrych słów. „Tak to jest jeżeli nie ma się w życiu żadnych zasad. Jeżeli ktoś rozróżnia dobro, od zła, to nigdy przez nikogo nie zostanie wykorzystany. Resztę sobie dośpiewajcie.”, „PIS ją otumanił i porzucił gdy wyssał z niej wszystko co mogła mu dać, typowa dehumanizacja człowieka, wykorzystać i zostawić, Emi robiła to z przekonania i dla pieniędzy to tak jak większość wyborców PIS popiera z przekonania i dla pieniędzy jak Polska zbiednieje to PIS przegra, programem PIS jest rozdawnictwo” czy też „Zła kobieta, cwaniara, która z pełną świadomością niszczyła ludzi a teraz robi z siebie ofiarę! Stopień zepsucia tej pani powinien skazać ją na długą, społeczną banicję…” i trudno się z nimi nie zgodzić.

Jak ustalił „Wprost” Małgorzata Kidawa-Błońska zostanie kandydatką na prezydenta Polski, jeśli tylko osiągnie w Warszawie lepszy wynik wyborczy niż Jarosław Kaczyński. Tygodnik informuje, że wiadomość ta będzie ogłoszona oficjalnie zaraz po wyborach parlamentarnych.

Dla polityków PO nominacja Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na kandydatkę na premiera i jedynkę na liście wyborczej w Warszawie była pozytywnym zaskoczeniem. Trudno było o lepszą decyzję – komentują. Grzegorz Schetyna podjął ją w efekcie niekorzystnych dla niego fokusowych badań izraelskiej firmy doradczej. Poradziła ona Schetynie, żeby usunął się w cień w czasie kampanii.

Wcześniej propozycję kandydowania do Pałacu Prezydenckiego lider PO miał składać obecnemu prezydentowi stolicy – Rafałowi Trzaskowskiemu. Ten jednak skutecznie się temu oparł.

Teraz informator „Wprost” zapewnia, że prezydent Warszawy, gdy tylko upora się z problemami ze ściekami, będzie wspierać kandydaturę Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na najwyższy urząd w państwie.

Program Koalicji Obywatelskiej tutaj >>>

Za czasów rządów PO-PSL, tzw. ubóstwo relatywne systematycznie malało, natomiast już rok po objęciu władzy przez PiS zaczęło wyraźnie rosnąć

To nie będzie normalna kampania wyborcza. PiS nie chodzi przecież o żadne ideały, ani o „dobrą zmianę”, która okazuje się dobra głównie dla tej partii. Ludzie władzy walczą o przetrwanie, o przedłużenie władzy, o prolongatę wysokich pensji dla swoich i o niebotyczne premie, które „się należą” wykonawcom woli prezesa i ich pomagierom, świadczącym usługi nowym właścicielom Polski. Ludziom, którzy zachowują się jak okupanci, którzy ukradli nam budżet państwa oraz przywłaszczyli sobie państwowe media, państwową administrację i państwowe organy ścigania, chodzi dzisiaj o pełnię władzy. Zniszczyli fundamenty demokratycznego państwa, zastąpili prawo bezprawiem, a teraz walczą o bezkarność – i będą się bić do upadłego, by po przegranych wyborach nie stanąć przed wciąż jeszcze niezawisłym sądem.  Dlatego nie spodziewajmy się po nich uczciwej kampanii. Będą się imać brudnych chwytów, będą nadal szkalować, zniesławiać, pomawiać, szczuć armią swoich trolli, a przede wszystkim kłamać.

Wielu Polaków jest już skażonych toksyczną propagandą. Większość okazała się jednak odporna i wciąż jeszcze wierzy, że polityka nie jest sztuką oszukiwania wyborców. Co z tego, skoro przyzwoici ludzie stają często bezradni wobec zalewu fejkniusów, w obliczu bezczelnej, krzykliwej hucpy.  Wiedzą, że nie wolno zostawiać Prawdy w rękach tych, którzy będą z niej drwić i pomiatać nią tak, jak pomiatają Konstytucją. Nie zawsze jednak wiedzą, że z pisowską propagandą nietrudno walczyć, a i zwyciężyć można. Nie wszyscy wierzą, że pisowską prawdę da się odrzeć z kolorowych fatałaszków i świecidełek, kryjących pokraczne, nieprzyzwoicie gołe kłamstwo. Zadaniem opozycji, misją niezależnych mediów i obowiązkiem każdego przyzwoitego i myślącego człowieka jest zatem dostarczanie rodakom amunicji pozwalającej niszczyć osaczający ich fałsz. Zainfekowanym ludziom trzeba dostarczać odtrutkę – proste argumenty i łatwe do zweryfikowania fakty, którymi pacyfikować można PiS-owskie łgarstwa. Przećwiczmy to na kilku konkretnych przykładach:

PIS POKONAŁ BIEDĘ?

Jednym z sukcesów, o których najdonośniej trąbi PiS w swojej kampanii, jest niemal całkowita likwidacja biedy. Cztery lata temu, gdy Polska była w ruinie, PiS widział nędzarzy na każdym rogu ulicy i biadał nad tym wniebogłosy. Dzisiaj głosi, że polska bieda została pokonana. Podczas konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Bydgoszczy Premier Morawiecki zaliczył ograniczenie ubóstwa do największych osiągnięć rządu PiS. Jednym tchem pochwalił się również zmniejszeniem nierówności między bogatymi i najbiedniejszymi.  W tweecie @pisorgpl opublikowanym trakcie trwania konwencji czytamy: „Premier @MorawieckiM na #KonwencjaPiS w #Bydgoszcz: Zmniejszyliśmy skrajne ubóstwo i nierówności społeczne. Zwiększamy spójność i solidarność. #DobryCzasPL #DobryCzasDlaPolski”.

Na oko wiadomość wydaje się prawdziwa, bo przecież dobra koniunktura światowa skutkowała również w Polsce znacznym zmniejszeniem bezrobocia, a ponadto do ludzi trafiły spore pieniądze, które zasiliły budżety najbiedniejszych dotąd rodzin wielodzietnych oraz (jednorazowo na razie) emerytów.  Według PiS – niedawnym „nędzarzom” żyje się dziś kolorowo, a będzie jeszcze lepiej, bo już w 2021 roku PiS obiecuje zwiększyć płacę minimalną aż o 750 zł. Co więcej – do końca 2024 roku najniższa płaca ma wynosić 4 tys. zł. A więc – żegnaj, polska biedo?

Sprawdźmy w najnowszych opracowaniach GUS. I tu zaskoczenie. Okazuje się, że począwszy od 2008 r., czyli za czasów rządów PO-PSL, tzw. ubóstwo relatywne systematycznie malało, natomiast już rok po objęciu władzy przez PiS zaczęło wyraźnie rosnąć. Odsetek osób ubogich przekroczył obecnie 14 proc. W ciągu ubiegłego roku wzrosła również stopa ubóstwa skrajnego – do 5,4%. GUS informuje też, że „znacząco zwiększyło się ubóstwo wśród gospodarstw domowych utrzymujących się głównie ze świadczeń społecznych” – czyli tych, które PiS otacza rzekomo szczególną troską.

500+ WYCIĄGA RODZINY Z UBÓSTWA?

PiS trąbi, że program 500+ znacząco zmniejszył rozmiary polskiej biedy. To takie samo kłamstwo jak opowieść, że program ten przyczynił się do zwiększenia liczby urodzin (aktualny wskaźnik przyrostu naturalnego na 1000 ludności wynosi w Polsce – minus 0,8). Statystyka dowodzi, że wśród gospodarstw domowych z dziećmi do lat 18 odsetek ludzi ubogich znacząco wzrósł!  Zasięg ubóstwa dzieci i młodzieży rośnie o 1 proc rocznie, przekraczając właśnie 8 proc populacji, a stopa ubóstwa skrajnego wsród dzieci do lat 18 wyniosła w ubiegłym roku aż sześć procent!

Najbardziej wzrosła stopa ubóstwa w gospodarstwach wielodzietnych, z co najmniej trójką dzieci. Takie gospodarstwa to już ponad 10 procent wszystkich rodzin.  Wynika stąd, że 500+ coraz częściej idzie „na przemiał”, a nie na zaspokojenie potrzeb dzieci. Co na to władza? – Wyprawka szkolna 300+ i świadczenie 500+ to najlepsza inwestycja w przyszłość Polski – zapewnił premier Mateusz Morawiecki na spotkaniu wyborczym w Józefowie.

EMERYCI MAJĄ SIĘ CORAZ LEPIEJ?

Funkcjonariusze PiS nie ustają w wysiłkach, by przekonać emerytów, że ich los i dobrobyt jest przedmiotem wyjątkowej troski rządzących. Nic dziwnego, to przecież ogromna rzesza potencjalnych wyborców. Władza wabi ich trzynastą emeryturą. Prezes Kaczyński obiecuje w 2021 roku aż dwie trzynastki.   Premier Morawiecki opowiada o dodatkowych bonusach w postaci obniżenia podatku PIT, które ma dotyczyć szczególnie tej grupy społecznej.  – To już trzeci impuls finansowy w tym roku dla wszystkich emerytów. Pierwszy – przypomnę – to była waloryzacja kwotowa, drugi – emerytura plus, wypłacana w maju dla około 10 milionów emerytów i rencistów…  Na wyborczych spotkaniach upowszechniana jest radosna wiadomość, że emerycka bieda to już przeszłość, bo przeciętna miesięczna emerytura i renta brutto z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych to obecnie aż 2330 zł. Nieważne, że ta średnia jest wypadkową najniższej emerytury, która wynosi… 4 grosze i najwyższej, przekraczającej 20 tys. zł…

Do prawdy zbliżają nas opracowania ZUS, zawierające aktualne informacje, których nie usłyszymy od prawicowych kandydatów do parlamentu. Prominenci PiS nie powiedzą nam, że za emeryturę niższą niż minimalną (888 zł na rękę!) żyć musi dzisiaj aż 234 tys. Polaków. A już na pewno nie usłyszymy, że kiedy PiS sięgnął po władzę, takich bieda emerytur było niespełna 100 tysięcy.  Natomiast prognozy ekspertów przewidujących, że w 2030 roku ponad 700 tys. Polaków pobierać będzie emeryturę mniejszą niż głodowa „minimalna”, to już zapewne pilnie strzeżona tajemnica państwowa.

PIS TROSZCZY SIĘ O NIEPEŁNOSPRAWNYCH?

Po sejmowym proteście matek osób niepełnosprawnych, gdzie funkcjonariusze PiS wykazali się kompromitującym brakiem empatii, przez dłuższy czas można było odnieść wrażenie, że władza obraziła się na tę grupę społeczną. Budżetowe środki przeznaczano na wszystko i wszystkich, tylko nie na wsparcie dla ludzi najbardziej skrzywdzonych przez los. Coś drgnęło dopiero przed rozpoczęciem wyborczego maratonu. Zapewne nie dlatego, że PiS liczy na głosy niepełnosprawnych, a raczej ze względu na negatywny społeczny odbiór demonstracyjnego ostracyzmu władzy wobec ludzi budzących powszechne współczucie. Dziś PiS chwali się zrealizowanym już finansowym wsparciem i licznymi deklaracjami zwiększania tej pomocy.  W wielu wystąpieniach słychać, że za rządów PiS niepełnosprawni mają się dzisiaj całkiem nieźle i że niedługo będzie jeszcze nieźlej.

Łatwo to sprawdzić w aktualnych opracowaniach GUS. Do czynników zwiększających zagrożenie ubóstwem należy także zaliczyć obecność osoby niepełnosprawnej w gospodarstwie domowym. Stopa ubóstwa skrajnego w gospodarstwach domowych z co najmniej jedną osobą niepełnosprawną wyniosła ok. 8%, w tym z przynajmniej 1 dzieckiem do lat 16 posiadającym orzeczenie o niepełnosprawności – ok. 6%.” – czytamy w dokumencie pt. „Zasięg ubóstwa ekonomicznego w Polsce w 2018 r.”.

 PIS LIKWIDUJE NIERÓWNOŚCI SPOŁECZNE?

Na forum ekonomicznym w Davos premier Morawiecki ogłosił, że rząd PiS zmniejszył nierówności społeczne w Polsce. Od tego czasu powtórzył tę tezę wielokrotnie. Niwelowanie różnic między najbogatszymi a najbiedniejszymi Polakami zyskało rangę jednego z najważniejszych sukcesów tej władzy. Informacja, że Polacy są coraz „równiejsi”, a Polska coraz bardziej egalitarna i że pod tym względem plasuje się w ścisłej czołówce europejskiej, głoszona jest na wielu spotkaniach wyborczych prawicy, zjednoczonej wokół Kaczyńskiego. Założę się, że jest to kłamstwo w pełni świadome, bo propagandyści PiS muszą znać aktualny raport francuskich naukowców opisujący rozwarstwienia dochodowe w krajach Europy. Wynika z tego opracowania, że nierówności dochodowe w Polsce są najwyższe w Europie!  Najwyższe – i zbliżają się do poziomu obserwowanego w Stanach Zjednoczonych!

W lipcu przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 5182,43 zł, ale aż dwie trzecie pracujących Polaków dostaje pensje niższe od średniej krajowej. 10 proc. najlepiej zarabiających Polaków ma aż 40 proc udział w dochodzie narodowym – największy spośród wszystkich europejskich państw, gdzie średnia to ok. 34 proc. I w tej oto sytuacji 500+ pobiera zarówno rodzina żyjąca z minimalnej pensji czy zasiłków dla niepełnosprawnych, jak i taka, gdzie tato ma milionowe dochody w spółce skarbu państwa, a mama zarabia w NBP kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Tę samą trzynastą emeryturę pobierają zarówno ludzie żyjący za kilkaset złotych, jak i pobierający ponad 20 tysięcy zł emerytury (a są tacy).

Kraj kwitnie, władza nam dogadza, a w kategorii dochodów jesteśmy tak samo równi jak wobec prawa. Czy „ciemny lud” to kupi, zależy od nas. Od każdego przyzwoitego i myślącego człowieka, któremu nie jest wszystko jedno.

Schetyna kontra Kaczyński

PiS jest do ogrania, opozycji potrzeba determionacji, aby Polacy zobaczyli, że im zależy na demokracji, wolności związanej z Zachodem i dobrej perspektywy.

Xerofas

OGŁOSZONE PRZED PAROMA DNIAMI JEDYNKI I WYŁANIAJĄCY SIĘ POWOLI KSZTAŁT LIST KOALICJI OBYWATELSKIEJ NA JESIENNE WYBORY – WSZYSTKO TO PRECYZYJNIE POKAZUJE STRATEGIĘ GRZEGORZA SCHETYNY. WOBEC NIEMOŻNOŚCI ZBUDOWANIA KOALICJI WSZYSTKICH OPOZYCYJNYCH PARTII SZEF PO POSTANOWIŁ ZBUDOWAĆ KOALICJĘ WSZYSTKICH DOJRZAŁYCH POLITYKÓW I POLITYCZEK ROZUMIEJĄCYCH, ŻE W JESIENNYCH WYBORACH ZETRĄ SIĘ ZE SOBĄ DWA OBOZY, WALCZĄCE O WYRAŹNIE RÓŻNE OD SIEBIE, PRZECIWSTAWNE WIZJE POLSKI, POLSKIEGO PAŃSTWA, POLSKIEGO SPOŁECZEŃSTWA, NASZEJ POZYCJI GEOPOLITYCZNEJ MIĘDZY LIBERALNYM I DEMOKRATYCZNYM ZACHODEM I ANTYLIBERALNYM, REZYGNUJĄCYM Z KOLEJNYCH DEMOKRATYCZNYCH INSTYTUCJI I PROCEDUR WSCHODEM – PISZE CEZARY MICHALSKI

Idea koalicji wszystkich opozycyjnych partii skończyła się po faktycznym „spenetrowaniu” (kupieniu, zastraszeniu, rozbiciu) PSL-u przez PiS. Ten proces zaczął się już w 2015 roku, kiedy setkom terenowych działaczy PSL zatrudnionych w instytucjach zależnych od państwa (agencje, banki, terenowa administracja) nowi PiS-owscy panowie postawili bardzo proste ultimatum: albo ty, twoi krewni, powinowaci, znajomi i polityczni klienci przechodzicie pod naszą kontrolę, albo zostajecie wyrzuceni z pracy, odcięci od pieniędzy, spauperyzowani i zmarginalizowani.

CZĘŚĆ LUDOWCÓW JUŻ WÓWCZAS PRZYJĘŁA OFERTĘ PIS-U, CZEGO KONSEKWENCJĄ BYŁ FATALNY WYNIK PSL W WYBORACH SAMORZĄDOWYCH 2018 ROKU.

Wielu lokalnych działaczy…

View original post 790 słów więcej