PiS i Duda mogą się czuć pokonani

Platforma Obywatelska zyskuje nową energię. W tej chwili jest jedyną siłą polityczną zdolną odsunąć PiS od koryta. I tak będzie, bo partia Kaczyńskiego toczy własną juchę.

Tak atwo nie oddadzą władzy, bo przegrane wybory Dudy nie znaczą, że się pogodzą. Będą protesty sądowe kwestionujące wynik wyborów, niezgoda na przyjęcie do wiadomości przegranej, wysłanie sił porządkowych – policyjnych i wojskowych – przeciw społeczeństwu.

Przeleje się krew. Ale tyle tego. Kaczyński będzie sądzony, chyba, że spieprzy do jakiegoś Łukaszenki, jak Janukowycz do Putina.

„Zmiany zaczynają się od nas samych” – to kluczowe zdanie, które podczas sobotniej konwencji Platformy Obywatelskiej wypowiedział Borys Budka. Obiecał „nową Platformę” z „nową energią”. (Od)budowa partii ma być laboratorium, w którym Polki i Polacy zobaczą, jak PO będzie odbudowywać Polskę. Podobny pomysł – z sukcesem – testowała już Lewica.

O konwencji Platformy tutaj >>>

Prezes sądu w Olsztynie Maciej Nawacki, drąc uchwały olsztyńskich sędziów, nie tylko podeptał samorząd sędziowski i wypowiedział wojnę własnym sędziom. Mógł też popełnić przestępstwo niszczenia dokumentów. Jak ustaliło OKO.press niezależni sędziowie rozważają złożenie na niego zawiadomienia do prokuratury.

Nawacki stanie kiedyś przed sądem, kolejny pachołek do pierdla, czytaj tutaj  >>>

Może i z tymi listami poparcia do KRS było „coś nie tak”, ale to już bez znaczenia, bo prezydent nominował i to rozstrzyga sprawę – przekonuje prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla „Wprost”. Prof. Jerzy Zajadło przypomina inną regułę prawną: To, co od samego początku jest nieważne, jest zawsze nieważne.

Wykład prof. Zajadło tutaj >>>

„My ze swej drogi nie zejdziemy, dalej będziemy reformować wymiar sprawiedliwości, bo tego potrzebuje Rzeczpospolita i jej obywatele. Nie ugniemy się pod naciskami ani wewnętrznymi, ani zewnętrznymi. Chce się nas przymusić, by Polska godziła się na łamanie traktatów, a przez to sama uznała się za państwo członkowskie drugiej kategorii, wobec którego można sobie pozwalać na działania pozaprawne, niezgodne z traktatami europejskimi. To podcięłoby naszej ojczyźnie skrzydła i skazało ją trwale na status państwa zależnego. A na to nigdy nie wyrazimy zgody” – napisał w liście do uczestników konwencji Solidarnej Polski, który odczytał Krzysztof Sobolewski, prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Na konwencji Solidarnej Polski Patryk Jaki zapamiętale atakował sędziów cytując wyrok TSUE z 19 listopada. Ale cóż to było za cytowanie! Jaki kasował wyrazy i pomijał kluczowe części zdań zmieniając ich sens, jednocześnie zarzucając „elitom”, że bronią się „na bezczela”. Taka argumentacja to u Patryka Jakiego recydywa.

Patryk Jaki to tylko buc, o tym bucu tutaj >>>

Jarosław Kaczyński postanowił spacyfikować sędziów jak najszybciej, bez względu na koszty, żeby zagwarantować zwycięstwo Andrzeja Dudy. Już wybory prezydenckie mają się odbywać w kraju bez niezawisłych sądów – pisze Cezary Michalski.

Esej Cezarego Michalskiego tutaj >>>

Wywiad z Izabelą Leszczyną, odpowiedzialną za program Platformy, tutaj >>>

Partia rządząca wierzy, że jeśli zapewni narodowcom miejsce przy korycie, to będzie ich miała po swojej stronie.

Wariactwo w Polsce trwa w najlepsze. Praworządne PiS leci w kulki z Konstytucją. Sprawiedliwe PiS niszczy niezależne sądownictwo. Uczciwe PiS aż błyszczy nepotyzmem. Demokratyczne PiS kroczy dumnie drogą autorytaryzmu. I kiedy PiS tak sobie szaleje, gdzieś tam, po cichutku, na spokojnie i bez rozgłosu, zwiera swoje szyki ruch, którego samo istnienie w polskich realiach, przyprawia o ból głowy.

(…)

Nie ma co ukrywać. W Polsce, obok lewicy, prawicy i liberałów, rośnie czwarta siła. Siła Zła. Udawanie, że jej nie ma, nic nie da. Podobnie jak i lekceważenie. Narodowcy nie odpuszczą, ale co tam. Większość Polaków będzie zapewne nadal siedziała przy kawiarnianych stolikach, nie dostrzegając maszerujących obok nacjonalistów. Nadal zapewne będzie trzymać się z daleka i nie wspomoże tych, którzy stają w obronie Polski przed jej zbrunatnieniem. Ciekawe, do kogo będą mieć pretensje, jak się obudzą z ręką w nocniku.

Felieton Tamary Olszewskiej tutaj >>>

Pisowski Ciemnogród: Kaczyński, Rydzyk, Duda

Kampania wyborcza się zaczęła. Sztab Andrzej Dudy kupuje konta trollów, pochodzą z najdziwniejszych miejsc świata, tak działa ten proceder oszustwa.

W sądownictwie mamy dwie rzeczywistości, wybitnych prawników w Sadzie Najwyższym, a naprzeciwko nich niedokształconych ancymonków Zbigniewa Ziobry, który nawet nie potrafił zaliczyć pozytywnie aplikacji w zawodzie prawniczym.

Wywiad Kaczyńskiego dla niemieckiego „Bilda” ciągle jest komentowany, a to dlatego, że Polska pisowska to ewenement kabaret skrzyżowany z Ciemnogrodem i polityką najniższych lotów.

To jest Polska upadła, która musi zmierzać  gdyby nadal trwała – do utraty niepodległości. Opamiętania w PiS-ie nie będzie, zabrnęli w swym oślim uporze zbyt daleko.

Brednie umysłowo odbywają się pod patronatem Tadeusza Rydzyka, papieża Ciemnogrodu. Widzę ten gościu i jego sympatycy posiadają z okresu Kamienia Łupanego.

6000 followersów w ciągu zaledwie ośmiu dni przybyło Andrzejowi Dudzie na Twitterze w styczniu. W większości to anonimowe konta, niedawno założone. Wiele z nich obserwuje również Donalda Trumpa, niektóre także innych polityków amerykańskich. Wśród nowych followersów prezydenta są konta z Bangladeszu, Turcji i Pakistanu.

Więcej o tym przekręcie tutaj >>>

Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział w wywiadzie dla sobotniego wydania „Bilda”, że Polska nie pogodzi się z brakiem odszkodowań za straty wojenne, a polskie roszczenia, także wobec Rosji, nie ulegają przedawnieniu. Kaczyński zastrzegł, że nie może komentować pogłosek o wysokości reparacji sięgających kwoty 850 mld euro.

Więcej Kaczyńskiego tutaj >>>

Wywiad z prof. Marcinem Matczakiem tutaj >>>

Są „totalnymi ateistami”, walczą z Bogiem, negują chrześcijańskie wartości, należą do „klubu Antychrysta”, chcą zniszczyć Polskę. Taki obraz ekologów wyłania się z konferencji „Oblicza ekologii”, zorganizowanej w szkole o. Rydzyka. Michał Woś, przyszły minister środowiska powiedział, że na taką ekologię „nie może być zgody polskiego rządu”.

Więcej „nauki” Rydzyka tutaj >>>

Bosak – ekonomista

W mijającym tygodniu mieliśmy okazję dowiedzieć się trochę więcej o prawdziwym Polaku, czyli kandydacie na prezydenta z ramienia Konfederacji – Krzysztofie Bosaku. Jak sam zainteresowany twierdzi – byłby znakomitym prezydentem, gdyż zamiast pójść na bal maturalny uczył się ekonomii, a w czasie studiów architektonicznych nadal startował w olimpiadach z tejże dziedziny. Nasz niespełniony ekonomista przedstawiał wiele planów inwestycji rozwojowych za rządów Donalda Tuska, ale niestety nie zostały wzięte pod uwagę.

Więcej satyry Michała Ruszczyka tutaj >>>

Musi być jakaś nazwa stanu umysłu człowieka, który nie może niczego naprawić ani ulepszyć, a swoje projekty potrafi budować tylko na gruzach dotychczasowego ładu.

Pytałem już o to w felietonie opublikowanym tutaj ponad trzy lata temu i powtarzam teraz pytanie, bo do dziś nie znalazłem odpowiedzi. Czego właściwie chce Kaczyński? Nie wystarczy powiedzieć, że władzy, nieograniczonej wszechmocy, prawa sterowania losami państwa i ludzi. Dalece niepełna jest także opinia, że prezes od dziecka marzy, by sprawdzić, co ta Polska ma w środku, i usiłuje się zabezpieczyć, by podczas zabawy Polską nikt nie był w stanie dać mu po łapach. A już na pewno nieprawdziwa jest teza, że Kaczyński buduje kraj swoich marzeń, który kiedyś wręczy Polakom na odchodnym jako dzieło swego życia. Bo jeśli tak, to dlaczego robi tak wiele, by do celu nie dotrzeć? Czemu sam sobie przeszkadza i sam sobie utrudnia realizację wielkiego planu?

(…)

Słyszałem tezę, że Jarosław Kaczyński to w gruncie rzeczy przyzwoity człowiek, otoczony jednak nieprzyzwoitym towarzystwem. Powiadają, że to bardziej marzyciel niż realista, ideowiec – tyle że ciut naiwny. Jednak prezes sam przeczy tej opinii, bo już od dawna nie ukrywa swego cynizmu i kipiącej nienawiści do myślących inaczej. Nie wierzę, że jego potknięcia wynikają z prostolinijnej przyzwoitości, która bywa źródłem słabości i zawahania.  Już prędzej uwierzyłbym, że to jednak partacz, taki współczesny Nikodem Dyzma, z odrobiną bezczelnej charyzmy i górą szczęścia, który przypadkiem utrafił w polską tęsknotę za czymś nowym, lepszym, atrakcyjniejszym, nawet jeśli ryzykownym. Ale kim naprawdę jest ten dziwny człowiek – nie mam pojęcia. Chociaż… Chodzi mi po głowie pewna teoria, którą się jednak nie podzielę, ponieważ nie mam wystarczających kompetencji by dowieść jej prawdziwości. Ale doświadczony specjalista potrafiłby pewnie opisać człowieka, który świadomie zmierza do masowej i własnej przy okazji destrukcji, który żyje chaosem i nie potrafi normalnie funkcjonować bez wszczynania zamętu.  Jakiś dobry fachowiec znalazłby może przyczynę przedziwnego dualizmu szaleńczo odważnego faceta, który nie waha się pędzić głową naprzód nie zważając na przeszkody, a równocześnie trzęsie się ze strachu, otacza się ochroniarzami, a miejsca, gdzie czasem przebywa, każe odgradzać kordonem policji i barierkami. Musi być jakaś nazwa stanu umysłu człowieka, który nie może niczego naprawić ani ulepszyć, a swoje projekty potrafi budować tylko na gruzach dotychczasowego ładu.

Esej Andrzeja Karmińskiego o Kaczyńskim tutaj >>>

PiS stoi aferami, codziennie ujawnia się kilka

Wbrew pozorom mediów obiektywnych mamy, jak na lekarstwo. Mediów takich, do których sięgasz po informację, aby wiedzieć, co się dzieje i nie sprawdzać, co kryje się pod powierzchnią.

Sprawdzać, kto im płaci? Jak niedawno przekonaliśmy się z Wirtualną Polską, która miliony czerpała z resortu Ziobry.

Tak zwani symetryści stosują metodę „rżnięcia w krocze”, siadają na mniemanej barykadzie i relacjonują w stylu: PiS jest faktycznie złe, ale Platforma była nie lepsza.

Takie jaja, takie zbuki stosują dziennikarze z „Rzeczpospolitej”, szczególnie beztalencie Michał Szułdrzyński, a czasami naczelny Bogusław Chrabota.

PiS stoi aferami, codziennie ujawnia się kilka, a nie tylko jedna. To swoisty rekord świata godny Księgi Guinnessa. Przypomnijmy sobie PO: zegarek Nowaka warty 30 tys. zł, który kupił za swoje, ale nie ujął w zeznaniu majątkowym.

Symetryzm to choroba, która nazywa się dupizm. Daję PiS-owi dupy, który dyma, ale udaję, że nie jestem dymany.

Symetryzm świetnie ujmuje Przemysław Szubartowicz, który ustosunkowuje się do wyborów w Platformie relacjonowanych przez „Rzepę”:

– „Rzepowcy” szukają przegranych i wygranych w PO. To polski kryzys: politykę opisuje się infantylnie jako konkursy piękności lub starcia frakcji, jakby nie było pisowskiego bezprawia, ani wyzwania, jakim dla naszego pokolenia jest ocalenie Polski w UE. Wszystkie ręce na pokład!

Zamiast walczyć z uchwałą SN i decyzją TSUE, polskie władze powinny je wykorzystać dla naprawy tego, co zostało zepsute. Siłę polityczną naprawdę można pokazać w inny sposób niż poprzez krzyczenie, że ma się w nosie 60 sędziów SN – pisze prof. Marcin Matczak.

Naprawdę warto przeczytać prof. Matczaka – Czas się cofnąć – tutaj >>>

„Sędziowie nie mają prawa badać powołań innych sędziów”, „to chaos i wzruszanie dziesiątek tysięcy wyroków”, „trwa spór kompetencyjny”, „uchwała jest bezprawna”, „delikt dyscyplinarny”… OKO.press weryfikuje przekaz władzy podważający historyczną uchwałę Sądu Najwyższego z 23 października.

Jak Ziobro i jego funfle rżną publikę ws. sądownictwa tutaj >>>

Bielan wychwala znajomość angielskiego Dudy, by umocnić wizerunek nowoczesnego prezydenta, który przynosi Polsce dumę także swobodą w kontaktach z przywódcami świata. Nagranie z Forum Ekonomicznego w Davos, które krąży po internecie, pokazuje, że prezydencki English napotyka na barierę tzw. swobodnej wypowiedzi.

Angielski Dudy kulawy na obie nogi. Czytaj tutaj >>>

A teraz Go @bbudka go.

Platforma Obywatelska wybrała Borysa Budkę na swojego przewodniczącego – wygrał ogromną większością głosów już w pierwszej turze partyjnych wyborów. To sygnał, że partia chce się skupić na przygotowaniu kampanii prezydenckiej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i ewidentna zmiana pokoleniowa w partii.

O sytuacji w Platformie czytaj tutaj >>>

Więcej o sypaniu przez agenta Tomka tutaj >>>

To już jest koniec mydlenia oczu. Pisowskie bezprawie i naga przemoc wyszły na światło dzienne, zrzuciły maskę i ujawniły się w swej pełnej krasie.

To już nie jest polityka. To jest wojna domowa. Na szczęście zimna, choć Piotr Szczęsny, który już w 2017 r. wiedział, do czego to prowadzi, i by nas obudzić, dokonał samospalenia przed Pałacem Kultury w Warszawie, był jej ofiarą śmiertelną. Dziś widzimy jasno, że przeczucie go nie myliło, a jego dramatyczny gest nie był na wyrost. Starcie między pisowską władzą a sądami nie jest zwykłym w demokracjach parlamentarnych sporem pomiędzy rywalami, którzy trzymają się jakichś pisanych i niepisanych reguł. Tu już nie ma żadnych reguł. Wszystkie chwyty są dozwolone i wszystkie prawa, z Konstytucją włącznie, są podeptane.

(…)

Oni naprawdę mają w nosie Sąd Najwyższy, Konstytucję, prawa krajowe i europejskie. Dotąd wstydzili się do tego przyznać, ale dłużej już nie mogą się z tym kryć. Są jak smok opisany przez Ursulę Le Guin w opowiadaniu „Prawo imion”: nazwany swym prawdziwym imieniem musi porzucić przybraną postać, pod którą się ukrywa, i ujawnić światu prawdziwą naturę.

Sędziowie właśnie zawołali na pisowskiego smoka po imieniu.

Cały felieton Wojciech Maziarskiego tutaj >>>

Pisowskie zbuki

Zawłaszczanie państwa, zaprowadzanie bezprawie – ak wygląda dzisiaj Polska, państwo mafijne.

Niby to wiemy, ale nie uzmysławiamy. Ogromna większość publicystów i dziennikarzy do opisu tego, co się dzieje używa niewłaściwego języka, bowiem zajmuje się tylko wycinkowym problemem, a nie kontekstem.

Polska jest już zmarginalizowana w Unii Europejskiej, nawet gdyby opozycja wygrała, bądź Małgorzata Kidawa-Błońska wygrała starcie z Andrzejem Dudą, wcale nie będzie to wszystko łatwo odkręcić.

Na miejsce Polski wchodzą inne państwa, a wewnątrz kraju zaprowadzając porządek, nie można wszak uciec się do skrótów, prawo ma być prawem. To jest ta słabość liberalizmu wobec autorytaryzmu. Prawo kontra zamordyzm.

Kaczyński mimo że przegra, nie pogodzi się, sfałszuje wybory, a nawet mimo protestów społeczeństwa obywatelskiego wyśle na ulice szwadrony służb i organizacji paramilitarnych (WOT), które łatwo mogą się zmienić w szwadrony śmierci.

Nie potrzeba nazistów, komunistów, mamy pisizm, który jest dwa w jednym. Tak wyhodowaliśmy wroga wewnątrz Polski.

Z prawem PiS czyni, co chce, oto Trybunał Konstytucyjny na polecenie marszałek Sejmu zabrania zebrać się Sądowi Najwyższemu, co jest bezprawne, niekonstytucyjne, niekompetencyjne.

Po decyzji marszałek Sejmu Elżbiety Witek o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego między Sejmem a Sądem Najwyższym, prezes TK Julia Przyłębska wydała oświadczenie o zawieszeniu zaplanowanego na czwartek posiedzenia trzech izb SN.

Więcej o oświadczeniu Przyłębskiej >>>

Marszałek Sejmu E. Witek z PiS widzi „spór kompetencyjny” między Sejmem a SN i prosi TK Julii Przyłębskiej o zablokowanie posiedzenia „starych” Izb SN. Te 23 stycznia miały orzec, co dalej z sędziami nominowanymi przez neo-KRS. Przyłębska reaguje błyskawicznie i oświadcza, że zawiesza rozprawę w SN. Eksperci prawni: „O sporze kompetencyjnym nie ma tu mowy”.

Analiza bezprawia jakiego dopuścił się Trybunał Konstytucyjny czytaj tutaj >>>

PiS nie ustąpi w deformowaniu sądownicwa, czynienie sobie go posłusznym.

Co skończy się wyprowadzeniem Polski z Unii Europejskiej. Analiza Andrzej Gajcego z Onetu.

Obóz rządzący nie cofnie się w sprawie ustawy dyscyplinującej sędziów. Jasne wytyczne, brzmiące jak rozkaz wydał swojej partii oraz koalicjantom prezes PiS Jarosław Kaczyński. Brzmią one następująco: ani kroku wstecz.

Cała analiza tutaj >>>

W tym wszystkim Jarosław Gowin chce ugrać jak najwięcej dla siebie. Symuluje okrągły stół w sprawie bezprawia.

Okrągły Stół Anno Domini 2020

Dlatego też lider Porozumienia ma zasiąść przy tzw. okrągłym stole ws. wymiaru sprawiedliwości organizowanym przez Polską Akademię Nauk. Podobnie na spotkaniu ma zabraknąć premiera, prezydenta i Jarosława Kaczyńskiego.

Czy w Gowinie obudził się idealista? To wątpliwe. Chodzi raczej – jak sugerują już media – o odegranie roli dobrego gliny w środowisku złych policjantów. Tym najgorszym jest Ziobro. Szef Porozumienia musi więc go równoważyć i robić za anioła w rządzie.

Więcej o Gowinie >>>

„Może i dobrze, że los oszczędził ojcu obserwowania działań PiS, tak przypominających najgorsze wzorce późnego PRL” – pisze do premiera syn zmarłego w 1996 roku sędziego Józefa Wieczorka. Odpowiada na życzenia, jakie Morawiecki wysłał jego ojcu z okazji… 100 urodzin. Sędzia Wieczorek był znany z odporności na naciski władz komunistycznych.

 

Więcej o jajach, czyli zbukach Mateusza Morawieckiego tutaj >>>

Ministerstwo Sprawiedliwości było najbardziej promowanym podmiotem w Wirtualnej Polsce w 2019 roku – wynika z danych Kantara, do których dotarło OKO.press. Gdyby resort Ziobry płacił WP za reklamy według oficjalnego cennika, musiałby wyłożyć ponad 125 mln zł – więcej niż np. razem wzięte Lidl, Allegro, Toyota, Orange, Tchibo, Bakoma i Provident.

Więcej o sprzedajnym portalu Wirtualna Polska tutaj >>>

Komisja Europejska dobiera się do władzy PiS

Wchodzimy w decydujące momenty dla naszego kraju. Albo demokracja w Polsce powróci do obowiązujących standardów w Unii Europejskiej, albo nastąpi to, co najgorsze – Polexit, a w jakiejś perspektywie utrata niepodległości.

PiS zniszczył nam ojczyznę, jest jednak ona do odbudowania, myślę o prestiżu i godnym miejscu w Europie.

Skierowanie przez Komisję Europejska do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu o zastosowanie  wstrzymania w Polsce działania ustaw sądowniczych, które są kagańcem na wolność władzy sądowniczej, są radykalnym krokiem Brukseli.

Sytuacją mamy albo-albo. Albo demokracja, albo autokracja.

„Komisja zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości UE o zarządzenie środka tymczasowego ws. reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – ogłosiła KE po spotkaniu komisarzy 14 stycznia. Środkiem ma być zawieszenie funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej SN. „Jeśli TSUE się zgodzi, postępowania w Izbie powinny zostać wstrzymane” – tłumaczy dr hab. Piotr Bogdanowicz z UW.

„Kolegium komisarzy dało zielone światło służbom prawnym Komisji, by wnioskowały do TSUE o zarządzenie tzw. środka tymczasowego w sprawie dotyczącej reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – poinformował po wtorkowym spotkaniu władz KE komisarz Nicolas Schmit.

Wiceprzewodnicząca KE Věra Jourová napisała na Twitterze, że w ramach środka tymczasowego Komisja będzie domagała się zawieszenia pracy Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Więcej tutaj >>>

Filozof prawa prof. Jerzy Zajadło przypomina klasyczną książkę „The Dual State” Ernsta Fraenkela – wnikliwą i trafną analizę istoty systemu państwa i prawa III Rzeszy. Znajduje w niej bardzo aktualny instruktaż jak stopniowo wygasić demokratyczne państwo prawa i zastąpić je zupełnie innym porządkiem polityczno-prawnym.

Wielce ciekawy esej prof. Zajadło czytaj tutaj >>>

Agnieszka Kaczmarska z Kancelarii Sejmu nie przyjedzie do Olsztyna, by pokazać w sądzie tajne listy poparcia do KRS. Ale udostępni je sędziemu Juszczyszynowi do wglądu na miejscu w Warszawie już 21 stycznia. Jest tylko jedno „ale”. Kancelaria chce pokazać listy z podpisami obywateli, nie sędziów.

O wyprawie Juszczyszyna do Kancelarii Sejmu tutaj >>>

Radykalnie katolicki Instytut Ordo Iuris chwali się tym, że finansuje swoje działania z darowizn i nie bierze pieniędzy z budżetu państwa. Jednak dwie inne organizacje, powiązane z Ordo Iuris personalnie i projektowo – owszem. W 2019 r. otrzymały one dotacje z budżetu państwa na prawie 2 mln zł.

O tej islamskiej organizacji katolickiej tutaj >>>

Pytanie, ile wytrzyma marszałek Grodzki i jego otoczenie, ale ten czarny marketing polityczny przekłada się też na osoby, które na co dzień nie zajmują się polityką. Takiej wersji jeszcze nie mieliśmy.

NISZCZY SIĘ WSZYSTKIE STRUKTURY SPOŁECZNE, NISZCZY AUTORYTETY, JASNE WIDZENIE ŚWIATA, CO POWODUJE ZABURZENIE RELACJI I KOMUNIKACJI, KTÓRE SĄ FAŁSZYWIE ODCZYTYWANE, CO PROWADZI DO BEZRADNOŚCI.

Dzieje się tak, bo ludzie nie mają narzędzi, żeby to nazwać i sprawdzić, zaczną więc udawać się na emigrację wewnętrzną. Pozostali bliżej władzy, np. obsadzeni w spółkach Skarbu Państwa, zaczną się urządzać w przysłowiowej “d”, o której mówił Kisielewski. Zatem znowu zaczynamy produkować na skalę państwową ludzi, którzy dla świętego spokoju będą konformistami.

Marszałek Grodzki jest jaskrawym przykładem, jak działa ta machina – to szukanie haków, apele CBA o donosy. Wobec sędziów od dawna prowadzona jest ta sama działalność, tylko w wersji trochę bardziej soft?
Sędziów jest po prostu więcej. Jesteśmy świadkami kuriozalnych sytuacji, kiedy funkcjonariusze państwowi, jak ministrowie, obrażają publicznie sędziego za to, że przeszedł się w naszej sprawie – wszystkich obywateli – w marszu. Za to jest postponowany przez urzędników państwowych i dziennikarzy usłużnych władzy, którzy opowiadają steki bzdur. U sędziów ma to jeszcze jedną konsekwencję – sprawy dyscyplinarne. To są tzw. miękkie represje, które będą się sprowadzały do tego, że ludzie będą tracić pracę albo będą musieli się naginać do systemu.

Czytaj cały wywiad z dr. Oczkosiem >>>

JUSTYNA KOĆ: Został pan przewodniczącym senackiego zespołu doradców ds. kontroli konstytucyjności. Czym będzie się zajmował?

MAREK CHMAJ: Zespół powołał marszałek Grodzki. Kierując się kwestiami merytorycznymi, wybrał 15 znakomitych naukowców mających bogaty dorobek z zakresu prawa konstytucyjnego i pokrewnych gałęzi prawa. Zadaniem zespołu będzie badanie zgodności ustaw z konstytucją oraz z traktatami unijnymi.

Czyli będziecie zajmować się tym, czym powinien Trybunał Konstytucyjny?
Tak jest. Marszałek chciał, aby niezależny zespół składający się z wybitnych ekspertów badał ustawy, które będą, ale też obowiązują w porządku prawnym RP. Zespół będzie wydawał opinie w pełnym składzie, tzn. podpisywane będą przez wszystkich członków bądź w składach pięcioosobowych.

OPINIE BĘDĄ WYKORZYSTYWANE PRZEZ MARSZAŁKA W PROCESIE LEGISLACYJNYM PRZY UWZGLĘDNIANIU I PLANOWANIU POPRAWEK SENATU DO USTAWY, ZAŚ W PRZYPADKU OBOWIĄZUJĄCYCH USTAW OPINIE ZESPOŁU BĘDĄ MOGŁY BYĆ WYKORZYSTYWANE DO PRZYGOTOWYWANIA PROJEKTÓW I ZMIAN NOWELIZACJI USTAW W KIERUNKU NADANIA IM ZGODNOŚCI Z POLSKĄ KONSTYTUCJĄ.

Sporo pracy będzie miał zespół…
Zespół jest gotowy do podjęcia pracy. Chciałbym jeszcze podkreślić, że zespół pracuje społecznie, zatem uczestnictwo w składach orzekających, jak również w posiedzeniach plenarnych, jest nieodpłatne. Jedynie osoba, która będzie sporządzała daną opinię, otrzyma honorarium na zasadach obowiązujących dla wydawania opinii w Sejmie i Senacie. To są niewielkie kwoty.

Wywiad z prof. Chmajem tutaj >>>

Burdel nieprawości PiS płonie

Tacy ludzie rządzą w bandyckim państwie PiS.

Premier Rzeczypospolitej Polskiej otwarcie mówi, że nie uzna wyroku sądu. Jak jakiś watażka w republice bananowej.

„Po raz pierwszy sędziowie będą walczyli o praworządność na ulicy. W togach. Najważniejsze jest to, żeby byli z nami obywatele” – mówi OKO.press sędzia Igor Tuleya przed sobotnim Marszem Tysiąca Tóg. 

15-17 stycznia Senat zajmie się projektem tzw. ustawy dyscyplinującej, zwanej też kagańcową.

Jak pisaliśmy w OKO.press projekt przegłosowany przez PiS w Sejmie 20 grudnia, po 29 godzinach chaotycznego „poprawiania” zakłada m.in. drastycznie poszerzenie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów i prokuratorów. 

Przeciwko takim planom ostro protestują znamienici prawnicy – polscy i zagraniczni – oraz Rzecznik Praw Obywatelskich. Bo tak sformułowane przepisy są poważnym zagrożeniem dla niezależności sędziów i stawiają pod znakiem zapytania członkostwo Polski w europejskim porządku prawnym. Protestowała Komisja Europejska i kolejne organy Rady Europy: Zgromadzenie Parlamentarne i Komisarz Praw Człowieka.

Więcej o Igorze Tuleyi i Marszu Tysiąca Tóg czytaj tutaj >>>

„Obrona rządów prawa w postaci faktycznego stosowania prawa przez sędziów okazała się najskuteczniejszym elementem ochrony polskiej demokracji, zwłaszcza gdy nie mogą tego zrobić inne instytucje. Chciałbym wyrazić ogromny podziw i wdzięczność polskim sędziom za ich ogromną determinację i niezłomność” – mówił sędzia Marek Safjan.

W czwartek 9 stycznia 2020 na Uniwersytecie Warszawskim odbył się jubileusz z okazji 70. urodzin prof. Marka Safjana, sędziego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wcześniej przewodniczącego polskiego Trybunału Konstytucyjnego i wybitnego naukowca związanego z UW.

O prof. Safjanie czytaj tutaj >>>

System wymiaru sprawiedliwości w Polsce przeżywa kryzys, który można porównać do pożaru. Widzimy, co się dzieje w Australii, jest pożar i są ludzie, którzy próbują go opanować. Czy możemy sobie wyobrazić, że rząd Australii zacząłby karać dyscyplinarnie strażaków, którzy chcą ugasić pożar? A to chce zrobić polski rząd z polskimi sędziami.

Polski rząd chce karać dyscyplinarnie sędziów, którzy próbują rozwiązać kryzys wymiaru sprawiedliwości i chcą spowodować, żeby ponownie orzeczenia sądowe były ważne i niepodważalne.

I to wszystko dodatkowo toczy się jeszcze w otoczeniu olbrzymiej propagandy. Wmawia się obywatelom, że te rozwiązania są normalne, że powtarzają rozwiązania w innych krajach europejskich. Nie mogę tego słuchać, bo uważam, że to jest po prostu nieprawda.

Wystąpienie prof. Marcina Matczaka

Przez ostatnie cztery lata parlament był zamknięty dla specjalistów i organizacji pozarządowych i obywateli. To spotkanie [w Senacie] pokazuje, że proces legislacyjny może być otwarty, możemy o nim dyskutować, a to ma wielką wartość dla ludzi, którzy mogą lepiej zrozumieć, nad czym tak naprawdę obradujemy i jaki sens ma to, o czym myślimy i co państwo chcą uchwalić.

Całe wystąpienie prof. Matczaka czytaj tutaj >>>

Polscy sędziowie, którzy chcą zbadać, czy wyrok został wydany właściwie, nikogo nie atakują, nikogo nie kwestionują, tylko chcą pomóc obywatelowi. Chcą pomóc polskiej firmie, która kiedy pozwie firmę francuską, albo niemiecką, chce żeby jej wyrok był wykonany za granicą.

Chce pomóc parze, dajmy na to polsko-brytyjskiej, która walczy o prawa do opieki nad dziećmi, ażeby wyrok polskiego sądu przyznający jednej ze stron tę opiekę, był stabilny i żeby dzieci nie musiały być przerzucane z jednej rodziny do drugiej.

Jeżeli ktoś uzyska wyrok dotyczący działki, na której chce zbudować dom, to prawo musi mu gwarantować, że ten dom będzie mógł zbudować i będzie mógł w nim mieszkać. Żeby to było możliwe musi mieć pewność, że wyrok jest ważny.

Chcę zaapelować do ministerstwa sprawiedliwości: pozwólcie ugasić ten pożar, który wywołaliście. Pozwólcie sędziom, bo to jest ich praca, naprawić kryzys w wymiarze sprawiedliwości, a nie zamykajcie im ust.

Jeżeli wierzycie w to, że niemówienie o problemie rozwiąże problem, to coś tutaj jest głęboko nie tak.

PiS wciąż niestety zmierza do wymienienia powszechnie szanowanych, cieszących się wielkim autorytetem intelektualistów na własną „elitę”.

Bycie Polską PiS-u do chwalebnych nie należy. Gdzie nie spojrzeć, tam zbieramy owoce polityki partii rządzącej i już dzisiaj mamy przez nie permanentną zgagę. A co będzie za kilka lat, kiedy PiS osiągnie wreszcie swój cel i wymieni znanych, powszechnie szanowanych, cieszących się wielkim autorytetem, intelektualistów, na własną „elitę”? Nie ma lekko. Czeka nas całkowita degrengolada państwa, a wzorców do naśladowania będziemy szukać już tylko poza granicami Polski, bo u nas się oni po prostu nie uchowają. Popatrzmy może uważnie, kim PiS chce zastąpić dychającą już ostatkiem sił polską inteligencję.

(…)

Obecna władza na uszach staje, by stworzyć nową klasę inteligencji, która za wiele nie myśli, zbyt wiele nie wie, ale za to ma w sobie mnóstwo narcyzmu, agresji i miernoty moralnej. Inteligencji, która sprzeda się za przysłowiową skórkę, podporządkuje silniejszemu guru i będzie działać tylko dla dobra partii. Do tego zbyt wiele intelektu nie potrzeba, a że za chwilę z taką inteligencją pójdziemy na dno… czy to ważne?

Cały esej Tamary Olszewskiej tutaj >>>

Olga Tokarczuk, rodacy za demokracją. Małgosia, czy Jacek?

Cały wykład noblowski Olgi Tokarczuk tutaj >>>

Społeczeństwo zachowało się nieźle, jak na tak trudną sytuację, uwierzyło w siłę demokratycznych wyborów; pokazało, że nie poddało się antyopozycyjnej, jednostronnej  propagandzie i ma swoją wizję poszczególnych partii. Polakom po październikowych wyborach przygląda się psycholożka prof. Krystyna Skarżyńska

Jak wprost powiedział Jarosław Kaczyński, jeszcze nie wszyscy Polacy zagłosowali na Prawo i Sprawiedliwość, ale „mimo wszystko jest się z czego cieszyć”. Ta wypowiedź wiele mówi o tej partii i jej oczekiwaniach. Chcą mieć pełnię władzy, myślą, że na większe poparcie zasłużyli, a tu społeczeństwo okazało się nie całkiem wdzięczne.

Jest też zawód po stronie obywateli, wspierających zarówno Koalicję Obywatelską, jak i Lewicę, którzy myśleli, że opozycja zdobędzie zdecydowanie więcej głosów.

W przeprowadzanych rozmowach (w kilku badaniach focusowych) wśród różnych grup respondentów, a także w wypowiedziach medialnych osób z różnych stron politycznej sceny, zauważam nastrój zawiedzenia oczekiwań po wyborach parlamentarnych 2019.

Tymczasem cała opozycja zdobyła więcej głosów niż Zjednoczona Prawica, choć nie przełożyło się to na większość mandatów. O tym za mało się mówi.

Społeczeństwo zachowało się nieźle, jak na tak trudną sytuację, uwierzyło w siłę demokratycznych wyborów;  pokazało, że nie poddało się antyopozycyjnej, jednostronnej  propagandzie i ma swoją wizję poszczególnych partii.

Koalicja Obywatelska musi się jasno określić

Zauważono też liczne przemieszczenia między elektoratami, wiele osób odeszło z KO i to w różne strony: na lewo, ale i w kierunku PSL z Kukizem, zdecydowanie mniej do PiS.

Przepływy te są – moim zdaniem – dowodem na to, że ludzie już nie bardzo chcą głosować na partię, która oferuje mało wyrazistą ofertę dla wszystkich (nawet jak jest anty-PiS-em), tylko głosują na taką, która wydaje się bliższa ich światopoglądowi.

Jeżeli tak jest, to KO ma przed sobą poważną pracę, której efektem powinna być jasna, klarownie i atrakcyjnie opowiedziana koncepcja tego, czym jest dla niej  demokratyczne centrum, jakie państwo i społeczeństwo chce rozwijać, ile ma być w tym państwie liberalizmu, ile  (i jakiej) solidarności. Bez tego prawdopodobnie rozpadnie się na jakieś dwie mniejsze partie.

PiS „pasuje” wielu ludziom

Co do wyborców PiS (czy Zjednoczonej Prawicy) to nie jest tak, że większość z nich wybiera tę partię jedynie ze względu  na transfery materialne. Z danych, jakie zbieramy od lat, wynika, że polskie społeczeństwo jest w dużej mierze konserwatywne, więc deklarowane przez rządzącą prawicę wartości „pasują” wielu ludziom (zwłaszcza starszym, gorzej wykształconym, ale i młodym mężczyznom).

Dwa mechanizmy głosowania zadziałały w tę samą stronę: i portfel (transfery finansowe), i różaniec (podobne wizje roli Kościoła, tradycyjno-narodowe wartości).

Oba te mechanizmy (czy motywy poparcia wyborczego) współpracują ze sobą.

Wiadomo, że jeżeli oddaliśmy na kogoś swój głos (np. bo wzmocnił naszą pozycję finansową, zauważył nasze potrzeby), to mamy tendencję przypisywać mu /jej pewne ważne podobieństwo (np. w sferze wartości), żeby dodatkowo wzmocnić, uzasadnić (czy „uszlachetnić”) swój wybór.

Mniej ważne są wtedy obserwowane zachowania konserwatywnego (z deklaracji) polityka, odbiegające od jego deklaracji ideowych (oszukuje na podatkach, bije żonę, rozwodzi się trzeci raz) niż chęć dostrzegania wspólnych wartości.

Wyniki, nad którymi trzeba się zastanowić

Dla badaczy społeczeństwa jest wiele wyzwań, związanych z próbami jego lokalizacji na wymiarach sekularyzacji i wartości europejskich. Jest wiele niespójnych danych.

Na przykład, prof. Mirosława Marody w książce „Społeczeństwo na zakręcie” (2019), bazując na badaniach EVS (European Voluntary Service – Wolonatriatu Europejskiego) sprzed paru lat dowodzi „postępującego procesu sekularyzacji”: od roku 1990 do 2017 stopniowo spada procent respondentów deklarujących ważność Boga i religii w ich życiu oraz częstość udziału w mszy.

Ale inne dane dowodzą, że między rokiem 1998 a 2017 nastąpił wyraźny

wzrost „katolickiego fundamentalizmu”

(określenie Bogdana Wojciszke  i jego współpracowników, „Psychologia Społeczna” 2017, nr 2), np.:

• w roku 2016 z opinią „wartości chrześcijańskie w Polsce powinny być szczególnie chronione” zgadzało się 68,5 proc., podczas gdy w 1998 – 46,5 proc.;

• „Życie poczęte powinno podlegać bezwzględnej ochronie prawnej”: 51,9 proc. w roku 2016, 45,3 proc. –  w 1998;

• „Polska powinna być krajem bardziej katolickim”: 36,3 proc. w roku 2016, 25,8 proc. – w 1998.

Jeszcze wyraźniejszy jest

wzrost ksenofobii

Oto przykłady:

• „Polska powinna być przede wszystkim dla Polaków” – 72,6 proc. wobec 56,7 proc.- w roku 1998;

• „Polska powinna bronić się przed zalewem wzorców obcych naszej kulturze narodowej”  – 77,5 proc. wobec . 60,6 proc. w roku 1998;

• „Polska powinna wprowadzić ograniczenia dla obcokrajowców przybywających z Zachodu: 56,6 proc. wobec 34,9 proc. w roku 1998.

Moje dane z lat 2014-2018 są podobne. Ale gdy do pytań światopoglądowych dodano w roku 2016 pytanie o prawo do procedury in vitro – ponad 90 proc. ogólnopolskiej próby odpowiedziało „zdecydowanie tak” i „raczej tak”.

Jesteśmy znacząco bardziej narodowo-katoliccy i ksenofobiczni  (w tym sensie – bardziej konserwatywni) niż byliśmy 20 lat temu i niż byliśmy w roku 2014. Ale „wybiórczo”.

Co to znaczy? Co wybieramy z naszej tradycji, a co odrzucamy? Co jest wynikiem autentycznej, głębokiej zmiany świadomości, co konformizmem czy efektem retoryki rządzących?  To są wyniki, nad którymi trzeba się zastanowić.

Co się wylęgnie z lewicy

Część społeczeństwa myśląca prospektywnie, czyli bardziej lewicowo-liberalnie, odeszła od Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej w kierunku Lewicy.

Platforma Obywatelska w jakimś sensie zmroziła sporo swojego elektoratu różnymi działaniami, raz w prawo  – na przykład wystawiając w wyborach dawnych członków PiS-u lub PZPR, a innym razem w lewo – przyjmują pewne prospektywne postulaty Lewicy.

Lewica też nie jest jednorodna i ciekawe, co się z tego dalej wylęgnie. I tu też potrzeba poważniejszej refleksji nad mechanizmami i związaną z nimi stabilnością prospektywnych preferencji.

Dziś nie wiem,

ile w tym poparciu dla Lewicy jest przejawem głębszej refleksji, znajomości programów lewicowych partii i zgodności własnych wartości z tymi programami, a ile osób wybrało te partie, bo miało dużą niechęć do innych partii

czy „obraziło się” na tę, którą przedtem popierało.

Zjawisko negatywnego elektoratu

Zjawisko „negatywnego elektoratu” staje się coraz bardziej wyraźne w rożnych spolaryzowanych społeczeństwach; w analizach psychologiczno-społecznych poświęca się mu coraz więcej uwagi (por. Alan I. Abramowitz, Steven W. Webster, Negative Partisanship: Why Americans Dislike Parties But Behave Like Rabid Partisans, “Advances in Political Psychology”, vol. 39, 2018).

Demokracja PiS-u i opozycji

Nasze społeczeństwo jest zróżnicowane, jeśli chodzi o stosunek do demokracji. Można przywołać rysunki i komentarze Krzysztofa Pacewicza („Wyborcza”) do odpowiedzi, jakich udzielają Polacy pytani o stosunek do demokracji.

Rzeczywiście, większość – również zwolennicy PiS-u – jest za demokracją, zresztą liderzy PiS powtarzają, że jest to partia najbardziej demokratyczna. Ale ta demokracja znaczy zupełnie co innego w zależności od tego, którą stronę politycznego sporu pytamy.

Dla zwolenników PiS-u demokracja jest oparta głównie na tym, że są wolne wybory i w ogóle jest dużo wolności (w rozumieniu: robimy, co chcemy).

Większość nas wybrała, nie mamy żadnych ograniczeń, państwo jest suwerenne, to jest demokracja. Natomiast nieobecne w tym myśleniu są prawa i wolności człowieka, rola opozycji, wielopartyjność.

Tym zaś, co łączy elektoraty opozycyjne, jest określona wizja społeczeństwa i państwa, zawierająca szacunek dla indywidualnych praw i wartości jednostek oraz różnych stylów życia, ale i poczucie związku z szerszą wspólnotą

(por. Krystyna Skarżyńska, Freedom, freedom… but what freedom? Intrinsic and extrinsi sense of freedom as predictors of preferences for political community and attitudes towards democracy, Social Psychological Bulletin, v. 14, 2019).

Zadajemy sobie pytanie, dlaczego ewidentne dla demokratów naruszenia zasad demokracji przez rządzącą partię nie spowodowały przesunięcia elektoratów, tylko nawet ją wzmocniły.

Autorytaryzm odrzucany

Z moich badań wynika, że kiedy się pyta Polaków wprost nie o demokrację, ale o przejawy autorytaryzmu władzy, nie używając jednak słowa „autorytaryzm”, to respondenci w większości zdecydowanie lub raczej uważają je za niedopuszczalne: czyli deklarują, że nie godzą się na używanie siły wobec opozycji, naruszanie trójpodziału władzy i niechlujne, prowadzone bez konsultacji społecznych, ustawodawstwo, niszczenie opozycji i niesprawiedliwe traktowanie jej w sądach.

Kiedy się pyta o poziom akceptacji dla tych poczynań władzy – ostatnie takie badania przeprowadzałam w końcu 2018 roku – to okazuje się, że raczej popiera je około 18 proc. respondentów, oczywiście więcej w elektoratach partii prawicowych niż w elektoratach partii lewicowych i liberalnych.

Wymiary prawicowości a autorytaryzm

Najważniejsze jest głębsze zrozumienie społeczeństwa, bo na nim można budować oczekiwania  i plan co robić dalej.

Właściwie dzisiaj jesteśmy w systemie autorytarnym. Wybory są fasadą.

Ostatnie wybory nie były zupełnie uczciwe w tym sensie, że przewaga jednej ze stron, jeśli chodzi o propagandę i użyte środki, była zastraszająca.

Wiadomo, co się dzieje z sądami, z Trybunałem Konstytucyjnym, jakie są zapowiedzi co do mediów i samorządów. Niewielka przewaga opozycji w Senacie jest jednak wskazówką, że gdy dobrze obmyśli się dobór kandydatów, dotrzyma się ustaleń międzypartyjnych w ramach opozycji, wybory – nawet przy tak nierównych siłach państwowego wsparcia dla rządzących i opozycji, jak to było w październiku  – może wygrać opozycja.

Ale starania Zjednoczonej Prawicy [PiS plus Gowin + Ziobro], by demokratyczny werdykt wyborczy zmienić, kusząc opozycyjnych senatorów stanowiskami, demaskują kolejny raz niedemokratyczny charakter rządzących dziś Polską.

Paradoksem jest wysokie poparcie wyborcze sił autorytarnych – przy jednocześnie stwierdzanym stosunkowo niewielkim procencie Polaków dopuszczających autorytarne rządzenie.

W kilku moich badaniach stwierdziłam, że

poziom deklarowanej akceptacji różnych przejawów autorytarnego rządzenia jest wyraźnie związany z prawicowością oraz z akceptacją agresji w życiu politycznym.

W badaniach używałam różnych miar prawicowości – lewicowości respondentów. Pytałam o autoidentyfikację na skali lewica-prawica, o siłę postaw prawicowo-autorytarnych (tzw. right-wing authoritarianism), na które składają się: uległość wobec uznanego autorytetu, autorytarna agresja wobec inaczej myślących oraz konwencjonalizm, czyli podporządkowanie się tradycyjnym normom i wartościom.

Trzecią miarą lewicowości-prawicowości był stosunek do konserwatyzmu światopoglądowego (do twierdzeń takich, jak: więcej Kościoła w państwie, kobieta bez wolności wyboru, Polska tylko dla Polaków).

W roku 2016 i kolejnym wszystkie trzy miary poziomu prawicowości dodatnio istotnie korelowały z uproszczonym rozumieniem demokracji (jako rządów wybranej większości) oraz z większą akceptacją dla agresji w polityce.

Te trzy zmienne: prawicowość, proste rozumienie demokracji i akceptacja agresji w polityce – pozwalały przewidzieć wyższy poziom poparcia autorytaryzmu władzy (w tzw. analizach ścieżkowych).

Można więc zasadnie powiedzieć, że konserwatywny, narodowo-katolicki fundamentalizm (wyraźnie obecny w polskim społeczeństwie) jest istotnym czynnikiem, sprzyjającym poparciu dla autorytarnej władzy.

Zrozumienie powodów, dla których w ostatnich 20 latach wzrosła liczba osób przyjmujących taki światopogląd i jednocześnie akceptujących agresję w polityce, pozwoli sformułować takie projekty społeczne, które nie pozwolą na to, by anty-demokratyczne partie zdobywały w Polsce realną władzę.

Psychologowie od lat wskazują, że ważnym czynnikiem wzmacniającym konserwatyzm jest poczucie zagrożenia. A co jeszcze?

Przewietrzony parlament, to dobrze dla demokracji

Wybory parlamentarne pokazały że społeczeństwo potrafi się mobilizować i więcej głosowało „za demokracją” niż „za autorytaryzmem”.

Aktywistki i aktywiści społeczni dostrzegli, że trzeba współdziałać z partiami, chociaż niektóre przeżywają kryzys. Przed nami są zmiany myślenia o polityce. Wydaje się, że nie musi być ona przeciwstawiana społecznym ruchom obywatelskim.

Co jest jeszcze optymistyczne? Jednak to, że przyszła do Sejmu młoda lewica, że zmienia się auto-wizerunek i zewnętrzny odbiór PSL,  jest czymś dobrym dla demokracji.

Po prostu, dzięki tym zmianom, różne segmenty społeczeństwa zyskały swoją wyraźniejszą reprezentację w parlamencie. Teraz będą sprawdzać, czy warto się wiązać z tymi partiami na dłużej. Tym sposobem staną się bardziej aktywnymi obywatelami i docenią (mam nadzieję) rolę mniejszości w demokracji parlamentarnej.

To mówicie, że jak to było z tą Targowicą? Kto jest zdrajcą ojczyzny?

Za nami debata prawyborcza kandydatów PO na urząd prezydenta. W szranki stanęli wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska i prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

Kidawa-Błońska mówiła, że kandyduje, bo nie zgadza się na „kolejnych Banasiów czy Misiewiczów”. – „Państwo musi się przed tym bronić. A prezydent jako strażnik Konstytucji ma tu dużo do zrobienia. Kandyduję, dlatego, że chcę, aby prezydent łączył Polaków, a nie dzielił. Kandyduję, bo wierzę, że łączy nas więcej niż antyPiS” – stwierdziła.

Jacek Jaśkowiak powiedział, że atmosfera na sali jest „jak na meczu Lecha z Legią”. Powoływał się na swoje doświadczenia jak prezydenta Poznania. – „Obiecuję, że zawsze będę stał po stronie poniżanych i słabszych. Kierujmy się tym, co jest ważne dla Polski – te wybory będą kluczowe, niech wygra ten, kto ma większe szanse wygrać z Andrzej Dudą” – mówił Jaśkowiak. Zaprezentował swoje hasło: „Prawdziwy prezydent, silna Polska”.

Kandydaci mówili, jak zamierzają rozliczyć rządy PiS i Andrzeja Dudę. – „Każda osoba, która łamie prawo, narusza Konstytucję, powinna być osądzona. Nie może być tak, że politycy są dziś bezkarni, bezkarnie niszczą Polskę. Musimy pokazać do jakiej sytuacji doszło, jaka to jest demoralizacja” – uważa Kidawa-Błońska.

„Nie mam żadnych wątpliwości, że należy postawić przed Trybunałem Stanu prezydenta Andrzeja Dudę za łamanie Konstytucji. Należy również postawić do odpowiedzialności karnej tych wszystkich, którzy łamali Konstytucję, prawo i nawet w elektoracie PiS-u, powiedziałbym więcej, nawet wśród rządzących nie ma już w tej chwili wątpliwości, że należy postawić akt oskarżenia Marianowi Banasiowi” – powiedział Jaśkowiak.

Kandydat na prezydenta zostanie wyłoniony 14 grudnia podczas konwencji PO.

Ofensywa „dobrej zmiany” załamała się. Teraz władza ma do wyboru dwie możliwości: albo ustąpić, albo pójść w zaparte, narażając się na odpowiedzialność karną w przyszłości.

Wyrok Sądu Najwyższego, delegalizujący Izbę Dyscyplinarną SN oraz Krajową Radę Sądownictwa, to Stalingrad Zbigniewa Ziobry. „Dobra zmiana” próbuje jeszcze robić dobrą minę do złej gry, głośno krzyczy „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało!” – ale sama wie, że jest w tym zaklinaniu rzeczywistości całkiem nieprzekonująca.

Bo oczywiście stało się – i to nie tylko w sferze symbolicznej. Reżim całkiem praktycznie stracił możliwość legalnego represjonowania niezawisłych sędziów. Owszem, może ich nadal szykanować i niszczyć, ale w tym celu musi zrzucić maskę i zademonstrować światu swą prawdziwą twarz. Musi przyznać: tak, jesteśmy gangsterami i pełniąc funkcje państwowe, stosujemy gangsterskie metody.

Wyrok SN zwolnił sędziów z obowiązku stawiania się przed Izbą Dyscyplinarną SN, która została uznana za organ nielegalny. I nie ulega wątpliwości, że oskarżani sędziowie wykażą dość determinacji i konsekwencji, by z tego zwolnienia skorzystać – akurat ci, którym władza wytacza postępowania dyscyplinarne należą do elity najodważniejszych i najbardziej świadomych swej niezawisłości. Nie będą się wahać ani ustępować pod presją. Izba Dyscyplinarna będzie się więc zbierać i obradować pod nieobecność podsądnych, może nawet będzie wydawać jakieś „wyroki” – ale nikogo nie będzie to obchodzić. Poza władzą.

Reżim poprzez swych mianowanych namiestników będzie chciał nadać moc tym rzekomym „wyrokom”. Niepokornych sędziów spotkają więc represje takie, jak np. sędziego Pawła Juszczyszyna z Olsztyna, którego minister odwołał z sądu okręgowego, a „dobrozmianowy” szef sądu rejonowego zawiesił w orzekaniu. Tyle tylko, że próbując w ten sposób sterroryzować środowisko, władza odrzuci ostatnie już pozory praworządności i w pełni ujawni przestępczy charakter.

Jak na to zareaguje środowisko sędziowskie i cała opinia publiczna? Próbkę już mieliśmy: w całym kraju odbyły się protesty, a sędziowie z Olsztyna starali się zorganizować zebranie, by zażądać dymisji szefa sądu rejonowego Macieja Nawackiego. Ten zaś zakazał im tego, co już było ostatnim gwoździem do trumny i dopełniło jego wizerunku.

Po wyroku Sądu Najwyższego władza stoi więc przed wyborem: albo ustąpić, ale w praktyce będzie to polityczna kapitulacja, zwiastująca rychły koniec rządów ferajny Kaczyńskiego, albo pójść w zaparte i sięgnąć po represje jak w Olsztynie. Prawdopodobieństwo, że wybierze to drugie, wydaje się znacznie większe.

Na krótką metę będzie to bardziej bolesne dla środowiska sędziowskiego i całego społeczeństwa obywatelskiego, ale w dalszej perspektywie pożałują tego sami „dobrozmianowcy”. Gdyby podporządkowali się wyrokowi SN, staliby tylko w obliczu groźby utraty władzy. Wypowiadając posłuszeństwo prawu, narażają się na znacznie poważniejsze konsekwencje – od wydalenia z zawodu po karę więzienia.

Sugerowałbym Zbigniewowi Ziobrze, żeby starannie sobie przekalkulował, czy mu się to opłaca.

TVP nie pokazała wykładu noblowskiego Olgi Tokarczuk. W czasie, gdy najmłodsza polska noblistka przemawiała w Sztokholmie, na antenie TVP Info pokazano m.in. materiał „Miliony z warszawskiego ratusza dla organizacji promujących dewiacje seksualne, narkotyki i prostytucje”. Odczytu nie pokazano też w kolejnych godzinach i nie informowano o nim na portalu tvp.info.