Pisowska polityka kitu

Politycy PiS, a za nimi TVP, nie przestają mówić o socjalnych osiągnięciach rządu – to ma być wciąż jeden z filarów „dobrej zmiany”. Ale czy faktycznie jest się czym chwalić? 2019 rok przyniósł trzy zaniechania w polityce PiS, które uderzają w biednych

Pierwsze 3 lata rządów PiS w polityce społecznej przynajmniej pod jednym względem były przełomowe: żaden z poprzednich rządów nie umieścił “socjalu” w centrum swojej opowieści politycznej.

Tymczasem “rodzina 500 plus” zdominowała debatę w Polsce, dziwnie mieszając się przy tym z kwestią praworządności. Choć politycy głównych partii opozycji zaakceptowali program, a przynajmniej nauczyli się nie potępiać go w czambuł, to część ich wyborców niezmiennie jest zdania, że polska demokracja została “sprzedana za 500 plus”, a transakcji dokonali wyborcy PiS.

Władza przy pomocy TVP wykorzystuje te emocje, strasząc, że rządy opozycji oznaczają odebranie zdobyczy socjalnych ostatnich lat: wysokiego świadczenia na każde dziecko i niższego wieku emerytalnego. W tej opowieści rządy PiS to socjalna “dobra zmiana”, a ich przeciwnicy to zawsze wrogowie prospołecznych rozwiązań.

Przez pierwsze lata rządów PiS ta narracja miała sporą wiarygodność, tym bardziej że rządy PO-PSL cechował niski poziom inwestycji i świadczeń społecznych (wyróżnialiśmy się negatywnie na tle Europy i nie da się tego wyjaśnić kryzysem gospodarczym).

Ale do czasu. W 2019 roku rzeczywistość zaczęła szybko oddalać się od politycznej narracji, a na wizerunku “socjalnego PiS-u” powstały duże rysy.

Najbardziej widać to w trzech obszarach:

  • wskaźnikach ubóstwa,
  • głodowych emeryturach,
  • polityce wobec niepełnosprawności.

Więcej o kicie PiS tutaj >>>

To, co wygaduje Putin, jest oczywistym kłamstwem, fakt poza dyskusją, ale… Ale warto zastanowić się, dlaczego on to robi. „Wszelkie oświadczenia panów Morawieckiego i Dudy brzmią kiepsko, bo wszyscy wiedzą, na podstawie wielu przykładów, że ci dwaj panowie prawie zawsze kłamią. A stwierdzenie, że trzeba opierać się na prawdzie, w ustach osobnika, który łże jak PiS, zakrawa na farsę” – pisze Krzysztof Łoziński

Po pierwsze, Rosja prowadzi nowego rodzaju wojnę, wojnę hybrydową, przeciw Unii Europejskiej. Istotną częścią tej wojny jest dezinformacja i propaganda kłamstwa. Celem jest rozbicie jedności państw Unii, a następnie niszczenie ich po kolei.

Całość tutaj >>>

 

Jeżeli 28 grudnia opublikowano wywiad i część kompromitujących informacji o Zbigniewie Ziobro, a już następnego dnia, bez wyjaśnień, oświadczeń, konferencji czy dymisji, zablokowano dostęp do strony internetowej z tymi wiadomościami, a osoba, która obiecywała kolejne dokumenty leży w szpitalu i po pobiciu walczy o życie, to jak to nazwać?

Czy nie wygląda to tak, że Zbigniew Ziobro nie będzie się przed nikim tłumaczył, bo posiada grupę przestępczą do siłowego wymuszania posłuszeństwa i bezwzględnego wyrównywania rachunków?

Kim jest Zbigniew Ziobro?

Prokuratorem, ministrem sprawiedliwości, sędzią, posłem? Czy też może najbardziej wpływowym przestępcą w kraju, który może zorganizować napad, pobicie, może też zlecić okrutniejsze zadania, wydatkować dowolne kwoty finansowe na co chce i zorganizować w ministerstwie sędziowską grupę do szkalowania prawników?

Gangsterem, który może zdemolować system prawny w kraju, podporządkować sobie prokuraturę, sądownictwo i służby specjalne państwa, wyprowadzić Polskę z UE? – wszystko?

Nie wiem, ile jest prawdy w tych wszystkich przekazach internetowych, ale jeśli tylko ziarno, to wobec milczenia zastraszonej opozycji i dziennikarskiego tchórzostwa, jako obywatel naszego kraju domagam się wyjaśnień od tej zamordystycznej i pełnej pychy władzy.

„I szliśmy tak osamotnieni, a z nami był nasz drogi Wódz”

Ten fragment piosenki sanacji, która najpierw zorganizowała w roku 1926 krwawy zamach stanu, a później doprowadziła do klęski wrześniowej powinien dźwięczeć w naszych uszach, gdy widzimy dzisiaj naszą totalną samotność przy słownych atakach Putina na Polskę.

Jest dla mnie oczywiste, że Prezydent Rosji testuje w ten sposób, kto stanie po stronie Polski w sprawie, która wydaje się z pozoru oczywista. I dlatego posuwa się on do publicznego mówienia całkowitej nieprawdy o odpowiedzialności Polski za II Wojnę Światową. Za tym testem słownym mogą pójść dalsze działania.

Od czasu, gdy Putin pochylał głowę przed grobami oficerów polskich w Katyniu i oddawał hołd obrońcom Westerplatte minęło nie tak dużo czasu. Putin doskonale wie, że jego słowa są sprzeczne nawet z jego ówczesnymi wypowiedziami.

Minęło kilka dni od tych bulwersujących wypowiedzi i czas na podsumowanie reakcji świata na to przeinaczanie historii.

Po pierwsze trzeba zauważyć, że polski rząd dopiero po paru dniach i po atakach ze strony opozycji wydał z siebie oświadczenie.

Po drugie polski Prezydent nie zabrał do dziś głosu i sprawa jest zbyt poważna, aby zrzucić odpowiedzialność za to, na oczywistą niedojrzałość naszej głowy państwa, która woli zabawę w śniegu, niż wypełnianie obowiązków.

Po trzecie do dziś stanowiska nie zajął żaden, podkreślam żaden nasz sojusznikJedynie Żydzi Amerykańscy wierni temu, że są narodem pamięci dali świadectwo prawdzie. Nie wypowiedział się Departament Stanu USA, NATO, UE ani żaden kraj członkowski NATO, czy UE. Ktoś może powiedzieć, że nie jest to dla nich ważna sprawa. To prawda. Ale dyplomacja polska po to istnieje, aby w takich sytuacjach poprosić skutecznie naszych sojuszników o reakcję, bo DLA NAS jest to ważna sprawa. Tylko jak ten rząd i prezydent, który przez ostatnie pięć lat obrażał wszystkich na prawo i lewo ma poprosić o zrobienie czegoś w naszym interesie? Przecież gdy były sprawy ważne dla innych, to PiS zawsze się odwracał od sojuszników. I demonstracyjnie odchodził od fundamentów cywilizacji zachodniej.

Putin doskonale wyczuwa obecną naszą słabość.

Demonstracją tej słabości było upokorzenie, które na oczach świata zgotował nam jedyny „sojusznik” rządu PiS Donald Trump, który ostentacyjnie zlekceważył nasz kraj odwołując w ostatniej chwili przylot na 80 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej i wybierając w zamian grę w golfa. Po takim policzku dalsze umizgi obecnej ekipy do obecnej administracji USA wyglądają jak skutek syndromu sztokholmskiego, a nie polityka międzynarodowa.

Jesteśmy kompletnie sami i musimy to sobie uświadomić.

PiS zrywając nasze więzi z zachodem poprzez odejście od zasad praworządności, które są kluczem do tego świata, wyeliminował nas z kręgu cywilizacji europejskiej i zbliżył do pozycji Białorusi. W zamian nie zaoferował nic.

Podobnie zrobiła sanacja w latach 30-tych, gdy zawarła porozumienie z Niemcami czym de facto przekreśliła sojusz polsko-francuski. Od tego momentu świat zachodni patrzył na nas przynajmniej podejrzliwie.

Zwrócenie się przeciwko Hitlerowi nastąpiło dopiero w roku 1939, ale szkody polegające na przyczynieniu się do rozpadu porządku wersalskiego były nie do odrobienia.

Brednie opowiadane przez dzisiejszy rząd o tym, że ataki Putina wynikają ze wzrostu naszej pozycji międzynarodowej mają charakter pijackich zaklęć rzeczywistości. Nie byliśmy w tak słabej geopolitycznie sytuacji od wiosny 1939.

Jedynym czynnikiem, który jest lepszy niż przed wybuchem wojny to fakt, że nasza gospodarka ciągle jest ważna dla Niemiec i całej UE oraz wynik wyborów w tym roku dał nadzieję krajom zachodnim, że ta żałosna ekipa dyletantów odejdzie niedługo w niebyt.

Natomiast gwarancje NATO mają taką wartość jak gwarancje USA, a siłę gwarancji Trumpa oglądaliśmy w ostatnich miesiącach, gdy porzucił swoich kurdyjskich sojuszników. Dopóki w USA rządzi Trump określający się jako przyjaciel Putina, to gwarancje NATO są warte tyle ile zapewnienia administracji USA przekazane przez Kancelarię Prezydenta RP, że Trump jeszcze w tym roku odwiedzi Polskę…

Historia pewnie da nam jeszcze jedną szansę.

Jeżeli w roku 2020 pozbędziemy się najgorszego i najbardziej żałosnego Prezydenta RP w naszej historii (ale za to chyba najlepszego narciarza), to możemy jeszcze wybrnąć z tego osamotnienia.

Historia jest nauczycielką życia. Uczmy się z naszej, tragicznej historii.

Więcej >>>

– Jestem przekonany, że po tradycyjnej przerwie, okresie świąteczno-noworocznym, która w Polsce kończy się 6 stycznia, pan prezydent zabierze głos. Natomiast politycy, którzy uważali, że Polska powinna dokonać jednostronnego zbliżenia z Rosją, dzisiaj atakują prezydenta za to, że przez kilka dni nie zabrał głosu. Jest to, przyzna pan, dość kuriozalne – mówił Adam Bielan w rozmowie z Wojciechem Dąbrowskim w „Graffiti” Polsat News.

2019, rok zamachów

2019. To był rok zamachów: oburzającego na praworządność, morderczego na klimat, wstrętnego na prawa osób LGBT, smutnego na edukację, absurdalnego na historię i prawdę. Ale budziła się też nadzieja niesłusznie nazywana matką głupich. Możesz pomóc nadziei wspierając wolne media.

Jest późny wieczór 12 grudnia 2019. Na stronie Sejmu pojawia się ustawa dyscyplinująca vel kagańcowa. Rzucam okiem, jest jeszcze gorsza niż się spodziewaliśmy. Trzeba zareagować natychmiast, bo OKO.press próbuje łączyć ogień z wodą, czyli analityczną uwagę z szybkością mediów.

Wybieram art. 9d., szczególnie bezwstydny. W kwadrans graficzka Hanka Szukalska, jedna  z osób mniej widocznych (pisze rzadko), ale kluczowych dla OKO.press, tworzy mema z cytatem wpisanym w twarz Zbigniewa Ziobry. Doskonały prawda?

Więcej >>>

Magdalena Adamowicz, tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska, apeluje teraz o zaprzestanie ataków na marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego. Jak sama przyznaje, nowa fala hejtu może doprowadzić do kolejnych tragedii.

“Oszczerstwa mają rozbudzić nienawiść. Ta nakręca spiralę mowy nienawiści. W takiej atmosferze niewiele potrzeba do wybuchu, do czynów z nienawiści. Kolejny raz apeluję: opamiętajmy się!” – napisała na Twitterze dziś już w roli europosłanki Koalicji Obywatelskiej Magdalena Adamowicz. Przypomnijmy, że 13 stycznia minie rok od tragicznej śmierci jej męża, który został zamordowany podczas koncertu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Tomasz Grodzki nową ofiarą fali hejtu?

Przypomnijmy, że marszałek Grodzki został oskarżony w ostatnim czasie o branie łapówek, w czasie gdy pracował w szczecińskim szpitalu. Choć oskarżające go osoby nie chcą się ujawnić i nawet w materiałach w TVP nie pokazują swoich twarzy, polityka spotkała fala hejtu w sieci, którą niektórzy zaczynają porównywać do tego, co miało miejsce w przypadku Adamowicza.

Pan Marszałek dostrzega podobieństwo zaistniałej sytuacji do sytuacji tragicznie zmarłego Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, gdy media rządowe rozprzestrzeniały w przestrzeni publicznej zniesławiające go treści dając niejako przyzwolenie do dalszych takich zachowań” – napisał mec. Jacek Dubois, który jest prawnikiem Grodzkiego.

Prawnik dodaje też, że marszałek Grodzki odnosi obecnie wrażenie, że organy reagują inaczej, gdy zarzuty stawiane są jemu, a inaczej, gdy oskarżane są inne osoby sprawujące ważne urzędy w państwie. “Niektóre oskarżone osoby mogą liczyć na obronę ze strony najważniejszych osób w kraju jeszcze zanim zapoznają się one z materiałami dowodowymi” – czytamy w oświadczeniu.

Pierwsze oskarżenia dotyczące rzekomego łapówkarstwa sprzed dwudziestu lat pojawiły się dopiero, gdy Tomasz Grodzki został marszałkiem Senatu. Kolejne – gdy Grodzki zapowiedział, że Senat przyjrzy się tzw. ustawie kagańcowej.

Co znamienne, zarzuty te zostały mu postawione w przestrzeni medialnej przez osoby deklarujące swoją przynależność do odmiennego niż on obozu politycznego (…) Powyższe okoliczności pozwalają domniemywać, że stawiane zarzuty nie mają charakteru merytorycznego, lecz są efektem bardzo brutalnej i bezpardonowej walki politycznej” – napisał mec. Dubois.

Marszałek Senatu od początku zaprzeczał stawianym mu zarzutom. Polityk “zlecił swojemu pełnomocnikowi skierowanie w tej sprawie szeregu prywatnych aktów oskarżenia”.

Atak w sieci

Warto dodać, że hejt w sieci jest dziś jednym z elementów walki politycznej. Najczęściej sami politycy nie podpisują się pod najbardziej zajadłymi atakami, ale osoby znające politykę od kuchni wiedzą, że najczęściej stoją za nimi wynajęci hejterzy lub struktury partyjne. Niestety – jak widać na przykładzie Adamowicza – skala nienawiści bywa tak wielka, że przelewa się poza sieć.

Wielu tych, którzy nie tak dawno kręcili nosem na ciepłą wodę w kranie, teraz marzy o jakiejkolwiek, byle czystej.

Ledwo się człowiek uporał z życzeniami świątecznymi, a tu już noworoczne trzeba wymyślić. Internet pełen jest gotowców – poetyckich sentencji i grafomańskich wierszydełek, którymi w Sylwestra zapychają się komórki, messengery i konta mailowe – ale i tak większość okolicznościowych serdeczności sprowadza się do nieśmiertelnej triady: ZDROWIA, SZCZĘŚCIA oraz POMYŚLNOŚCI wymiennej na SPEŁNIENIA MARZEŃ.  Sęk w tym, że wbrew najlepszym nawet intencjom życzenia te stają się coraz bardziej chybione, bo również tutaj dotarła już „dobra zmiana”. Stan placówek i poziom dezorganizacji służby zdrowia powodują na przykład, że uchowanie w dobrym zdrowiu przemieściło się z kategorii „utrzymanie dobrej kondycji” do sfery marzeń, a pomyślność zaczęła kojarzyć się ze szczęściem i ślepym losem zamiast ze zdolnościami i pracą.

Życzenia z wolna przestają być przejawem serdecznej pamięci o ludziach z kręgu rodziny, przyjaciół i znajomych, a coraz częściej są uciążliwym obowiązkiem towarzyskim, daniną dla tych, którzy mają wpływ na naszą sytuację zawodową i społeczną, albo inwestycją w jakość naszego życiach.  A co do życzliwości intencji… pesymiści są zdania, że gdyby któregoś dnia spełniły się wszystkie marzenia wszystkich Polaków, to kraj całkowicie by się wyludnił. To oczywiście przesada, ale gołym okiem widać , szczególnie w telewizji – tak publicznej jak dom prezesa Banasia w Krakowie – że postępuje proces intensywnej demoralizacji naszego społeczeństwa. Troska o interes publiczny już nie nobilituje, empatia nie budzi większego szacunku, a naturalna w cywilizowanych krajach życzliwość wobec nieznajomych ustępuje miejsca nieufności i podejrzliwości.  Obsadzanie intratnych posad dyletantami zaprzyjaźnionymi z władzą już tak nie razi, kłamstwo i obiecanki bez pokrycia stają się zwykłymi narzędziami polityki, a kradzież publicznego mienia, podobnie jak kiedyś w komunie, dowodzi jedynie sprytu i obrotności.

Rozmaici ludzie rozmaite składają życzenia. Kiedyś życzyło się innym tego, na co samemu miało się ochotę. Dziś, kiedy składa się je z towarzyskiego obowiązku, powinszowania stają się wtórne i banalne, a kiedy przekazywane są w oczekiwaniu korzyści, życzenia dobierane są do oczekiwań adresata.  Szybko uczymy się egoizmu, deformując równocześnie definicję samolubnego sobkostwa.  Przybywa przekonanych, że egoista to jest taki człowiek który bardziej dba o siebie niż o nich. Przybywa też ludzi, którzy w razie kłopotów nie zastanawiają się nad ich przyczyną, tylko pytają – dlaczego ja? Czemu to czy owo spotyka akurat mnie, a nie Kowalskiego z naprzeciwka? Z jakiej racji lekarze, sędziowie i rozmaite elity żyją sobie wygodnie, przytulają wielką kasę i nie dość, że mają wypasione fury, to jeszcze żony, na widok których biskup wybiłby dziurę w witrażu? Coraz więcej ludzi nie martwi się wcale, że trąba powietrzna zerwała dachy sąsiadom, a jedynie cieszy się, że nawałnica nie dotarła do ich domu. Chcą, żeby ludzie nie tłoczyli się w tym autobusie, którym jeżdżą do pracy, tylko w jakimś innym. Choćby nie wiedzieć, ile jeszcze pisowskich afer ujrzy światło dzienne, popierać będą każdego, kto ich doceni, przyzna im rację, dopuści do podziału kasy i umożliwi iluzoryczny choćby wpływ na losy kraju i ludzi.  Nie wiedzą, że im bardziej pragną kontrolować rzeczywistość, tym mniej kontrolują siebie.

Partia, zwana już kaczystowską, w drodze do wprowadzenia dyktatury spowodowała, że przyzwoitym ludziom żyje się gorzej. Zdawałoby się, że okradzionym z wolności i godności, oszukanym i ubezwłasnowolnionym, życzyć trzeba po prostu WSZYSTKIEGO! Ale to nieprawda, że im gorzej żyje i czuje się człowiek, tym większe są jego potrzeby.  Paradoksalnie – im bardziej postrzega się świat jako niewygodny, nieprzewidywalny i niepokojący, tym oczekiwania wobec niego są skromniejsze, a marzenia ograniczają się do zaspokojenia najważniejszych potrzeb. I odwrotnie: ci, którzy widzą Polskę odrodzoną, rozkwitłą, zreformowaną i ze zrównoważonym budżetem winszują sobie dziś miliona aut elektrycznych, światowego centrum komunikacji lotniczej między trzema istniejącymi już lotniskami, flotylli polskich promów, zbudowania 100 tysięcy mieszkań do końca 2019 roku oraz 46 miliardów cudownie wytrząśniętych z rękawa na realizację ostatnich obietnic wyborczych.

Oszukańcze zobowiązania obliczone na utrzymanie władzy i na dokończenie procesu zawłaszczania państwa, obrażają inteligencję wielu Polaków. Ale myślę, że na pytanie, czego przyzwoici obywatele sobie życzą w nowym roku, tylko nieliczni zażądają, by PiS został zdelegalizowany, a jego funkcjonariusze znaleźli miejsce w zakładach karnych lub, w miarę potrzeb, w psychiatrycznych ośrodkach zamkniętych. Założę się, że większość okradanych i obrażanych zapragnie po prostu, by ich nie okradano i nie obrażano. Wbrew dramatycznym opisom wściekłych ataków na Kościół wierni życzą sobie jedynie, by polscy katolicy stali się chrześcijanami. Chcą tylko tego, by delegaci Pana Boga na Polskę kierowali się Ewangelią miłości, a nie programem PiS i nienawistnym jątrzeniem „zielonego ludzika”, podkopującego fundamenty wiary bredniami o islamskich hordach czyhających na Polskę, o tęczowej zarazie i o ekoterrorystach.  A ludzie, którzy coraz liczniej protestują przeciw niszczeniu przyrody pod fałszywym pretekstem „czynienia sobie ziemi poddanej”, bynajmniej nie życzą polskim górnikom bezrobocia. Oni tylko nie życzą sobie, by 70% najbardziej zadymionych miast Europy znajdowało się w Polsce. Nie chcą, żeby każdego roku 45 tys. Polaków umierało z powodu zanieczyszczeń powietrza, nie chcą, by straszną śmiercią przez uduszenie ginęło 15 razy więcej ludzi niż wskutek wypadków komunikacyjnych! A ci, którzy wychodzą na ulicę w obronie Konstytucji, nie podpalają aut, nie przewracają tramwajów, nie budują barykad i nie życzą sobie rewolucji. Oni jedynie życzą sobie, by prawo było przestrzegane i przy okazji, żeby władza nie prześladowała ich za to, że ośmielają się publicznie mówić co myślą o prawdzie, prawie i o sprawiedliwości.

Marzeniami steruje propaganda, która tworzy nowe potrzeby lub potęguje te istniejące. Wszechobecna w Polsce propaganda sączy jad tylko w jednym kierunku, podkręcając oczekiwania i nadzieje bez związku z faktami, a często i wbrew faktom. Po przeciwnej stronie marzenia są mniej wyuzdane. Wielu tych, którzy nie tak dawno kręcili nosem na ciepłą wodę w kranie, teraz marzy o jakiejkolwiek, byle czystej.  Ot, żeby tylko nie było gorzej. Wystarczy, jeśli kłamstwa będą dostrzegane, a oszustwa karane. Wystarczy, że nowa sędzia TK nie odezwie się przez tydzień, a już świat staje się jaśniejszy, cieplejszy i mniej szarobury.

W naszym pokręconym światku, podstawowe prawa zdają się nieosiągalne, a minimalne standardy to nierealne fanaberie. W tak ważnych dla Polski wyborach prezydenckich nie szukamy człowieka wybitnego formatu, nieskazitelnego charakteru, z charyzmą przywódcy narodu. Wystarczyłby nam ktoś, kto z grubsza przestrzega prawa, nie wyrywa kartek z Konstytucji, rzadko kłamie, niechętnie obraża ludzi, nie pajacuje za granicą, stara się nie ośmieszać Polski i nie zraża do nas tych, od których zależy wsparcie dla polskiej pomyślności i rozwoju.

W nadchodzącym roku trzeba zatem życzyć sobie nie tylko WSZYSTKIEGO NORMALNEGO. Również tego, żebyśmy od nowa nauczyli się marzyć.  I jeszcze – wraz ze Stefanem Kisielewskim – życzę Wam, kochani, byście się zbytnio nie martwili tym, że znaleźliśmy się w ciemnej dupie.  To może się zdarzyć każdemu narodowi. Rzecz tylko w tym, żebyśmy nie zaczęli się tam urządzać.

PiS jest niebezpieczny dla niepodległości Polski

Antoni Macierewicz odniósł się do słów Putina.

Wiceszef partii rządzącej uważa, że nie można być biernym wobec słów Putina. – Są one publiczna i słowną agresją. Prezydent Rosji próbuje Polskę wyizolować i uczynić wyrzutkiem społeczności międzynarodowej, trzeba mieć na uwadze iż taka jest intencja i odpowiedź też musi być poważna – skwitował Macierewicz.

Więcej >>>

Po zawiadomieniu Jarosława Kaczyńskiego prokuratura przez lata bezskutecznie szukała haków na organizatorów największych pokazów lotniczych w Polsce. W końcu zatrzymała trzech wysokich rangą oficerów na podstawie opinii, którą sporządził członek rady programowej PiS. Sąd nie pozostawił na niej i jej autorze suchej nitki.

Więcej >>>

Więcej >>>

Polityka PiS sprzyja wielkoruskiemu imperializmowi i zagraża polskiej niepodległości.

W okresie przedświątecznym Władimir Putin zaatakował Polskę, zarzucając jej fanatyczny antysemityzm i współpracę z Hitlerem. Zrobił to kilkakrotnie przy różnych okazjach, więc z pewnością nie był to przypadek. Nie „chlapnęło mu się”, miał to starannie przemyślane i zaplanowane. Najwyraźniej to element strategicznego planu, którego celem jest podważenie pozycji Polski we wspólnocie Zachodu, a w dalszej perspektywie wyłuskanie jej stamtąd.

Od dawna jest jasne, że kremlowski dyktator dąży do odtworzenia rosyjskiego imperium i zachowuje się agresywnie wobec sąsiadów, szczególnie tych, którzy niegdyś znajdowali się w orbicie wpływów Moskwy, a pod koniec XX wieku wyrwali się z niej. Akordem otwierającym erę Putina była wojna w Czeczenii i pacyfikacja tej buntującej się republiki, potem przyszła kolej na Gruzję i wykrojenie z niej Osetii Południowej, jeszcze później byliśmy świadkami aneksji Krymu i wojny w Donbasie, która tli się do dziś. Przez cały czas trwają próby inkorporacji Białorusi. Kreml na różne sposoby odbudowuje też swe wpływy w republikach azjatyckich.

Właściwie nie ma w tym nic zaskakującego. Dziwne byłoby raczej, gdyby mocarstwowa Moskwa po całych wiekach agresywnej ekspansji nagle spuściła z tonu i postanowiła harmonijnie wpisać się w demokratyczny ład światowy, szanując podmiotowość i interes słabszych sąsiadów. Za sprawą jakiej siły wyższej miałaby się dokonać taka cudowna przemiana drapieżnego wilka w łagodną owieczkę?

Gdzie jak gdzie, ale akurat w Polsce trudno o naiwne złudzenia. Całe wieki doświadczeń z Rosją trwale zapisały się w polskim kodzie DNA, kształtując myśl strategiczną i definiując koncepcje polskiej państwowości i sojuszy. Po II wojnie światowej czołowe ośrodki myśli niepodległościowej – z paryską „Kulturą” na czele – wypracowały linię strategiczną, której fundamentalnym założeniem było pojednanie Polaków z narodami ościennymi w Europie Środkowej i związanie Polski ze wspólnotą zachodnioeuropejską.

Wszystkie formacje rządzące w Polsce w latach 1989-2015 były spadkobiercami i kontynuatorami tej linii. Niezależnie od tego, czy rządziła prawica, czy lewica, Polska konsekwentnie kroczyła drogą integracji z UE i NATO oraz starała się przełamać zadawnione historyczne antagonizmy w stosunkach z sąsiadami.

Oczywiście nie wszystko się udawało – w relacjach z Litwą czy Ukrainą wciąż pojawiały się napięcia, niedemokratyczna Białoruś rządzona przez Aleksandra Łukaszenkę była partnerem nieobliczalnym. Czasem górę nad planem strategicznym brała też doraźna i kunktatorska kalkulacja groszowych zysków i strat, jak w przypadku decyzji o odsunięciu w bliżej nieokreśloną przyszłość momentu wejścia Polski do strefy euro.

Niemniej ogólna myśl strategiczna, zakładająca, że gwarantem bezpieczeństwa i niepodległości Polski jest silne zakorzenienie jej w strukturach Zachodu, była realizowana przez wszystkie ekipy.

Aż do 2015 roku. Wtedy to doszła do władzy formacja, która uznała, że Polska musi „wstać z kolan”, tj. poluzować (a może wręcz zerwać?) więzy łączące ją z Unią Europejską. Zamiast przełamywać antagonizmy w stosunkach z sąsiadami Warszawa zaczęła je pielęgnować i podsycać. Polska przestała być stabilnym wschodnim filarem Zachodu, zapewniającym trwałą równowagę całej konstrukcji – a zamiast tego stała się źródłem destabilizacji i ogniskiem zapalnym.

Jaka jest stawka w tej grze, widzimy wyraźnie właśnie dziś, gdy Władimir Putin podejmuje agresywną ofensywę propagandową, posługując się argumentem polskiego antysemityzmu. Argument ten znacznie trudniej odeprzeć w sytuacji, gdy świat ma jeszcze w pamięci niedawną awanturę o polską ustawę o IPN i gdy światowe telewizje regularnie transmitują z Polski obrazy tzw. „marszów niepodległości” z faszystowskimi rekwizytami i transparentami.

Nie przypadkiem używam cudzysłowu. Te „marsze niepodległości” – stanowiące znakomity symbol całej polityki obozu rządzącego – nie służą bowiem uchronieniu suwerenności Polski, lecz wprost przeciwnie: stanowią dla niej śmiertelne zagrożenie. Osłabiając naszą pozycję we wspólnocie demokratycznego Zachodu wystawiają nas na łup moskiewskiej ekspansji.

Nie podejmuję się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ekipa Jarosława Kaczyńskiego przyjęła taką linię, służącą interesom rosyjskiego imperializmu. Niezależnie od powodów w istocie weszła w buty magnackiego stronnictwa moskiewskiego, które w końcu XVIII wieku sprzymierzyło się z Katarzyną II, sprzedając jej Polskę.

I tak właśnie Jarosław Kaczyński zapisze się na kartach polskiej historii – jako jeszcze jedna figura w poczcie narodowych szkodników i zdrajców.

Sasin, Waszczykowski, Putin i inne zło

Jacek Sasin zaliczył właśnie trudne spotkanie z rzeczywistością. W listopadzie mówił: nie będzie żadnych podwyżek cen prądu. W połowie grudnia zmienił ton: ewentualne podwyżki wszystkim zrekompensujemy. Tuż przed nowym rokiem o rekompensatach zapomniał. Mamy nową opowieść: podwyżki są, ale niskie

Nietrudno więc się dziwić, że Sasin o rekompensatach przestaje opowiadać. Szczególnie że w Polsce ceny prądu należą do najniższych w Europie i podwyżki są nieuniknione – ceny uprawnień do emisji CO2 są w tej chwili pięciokrotnie wyższe niż jeszcze trzy lata temu, a polska energetyka jest oparta na węglu.

Polski rząd nie ma do dyspozycji tak dużego budżetu, aby w nieskończoność subsydiować rachunki za prąd.

Więcej o prądzie i Sasinie >>>

  • Ten uczciwy to oczywiście marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki. Tak szczuje gadzinówka TVP.

W Polsce mamy teraz bardzo bolesny, dojmujący, jaskrawy splot dobra i zła.

TO PRZESŁANIE ŚWIĄTECZNE JEDNAK TROCHĘ ŁAGODZI OBYCZAJE, CHOĆ NIE ZAWSZE, SKORO PIS-OWSKI TROLL, PANI KRYSTYNA PAWŁOWICZ, W OKRESIE ŚWIĄTECZNYM WŁAŚNIE UMIESZCZA WPIS O KANDYDATCE NA PREZYDENTA POLSKI, W KTÓRYM NAZYWA PANIĄ KIDAWĘ-BŁOŃSKĄ MARIONETKĄ.

To z pewnością nie należy do rzeczy, które budują nasz czas świąteczny. Cóż jednak zrobić? Zło jest zawsze obecne w świecie i ma różne przejawy. Naiwnością byłoby więc sądzić, że okres świąteczny je wygasi.

Należałoby zatem oczekiwać, że ludzie, którzy dopuścili się nieprawości w ostatnich latach, za rządów PiS-u, powinni stanąć przez sądami, także tzw. mali ludzie, drobni urzędnicy, drobni „funkcjonariusze kultu”. Powinno zostać przeprowadzone rozliczenie, inaczej nikt nie odbierze tak potrzebnej nam lekcji. Każdy więc, kto sprawił zło, powinien zostać z niego rozliczony – na poważnie, bez pobłażliwości. Na zasadzie: sprawiedliwość, nie zemsta. Jeżeli tego nie zrobimy, to całe cierpienie, cały ten obecny niepokój o losy kraju pójdzie na marne.

CZŁOWIEK Z „PODZIEMIA MENTALNEGO”, KTÓRY Z POWODU CYNIZMU, „ZŁEJ RADOŚCI” CZY TEŻ DORAŹNEJ KORZYŚCI SZEDŁ ZA „DOBRĄ ZMIANĄ”, MUSI BOWIEM WIEDZIEĆ, ŻE TAKIE ZŁO NIE BĘDZIE MU SIĘ OPŁACAŁO W PRZYSZŁOŚCI. TO MUSI SIĘ DOKONAĆ – I JUŻ! OCZYWIŚCIE NIE JESTEM NAIWNY. I WIEM, ŻE WIELU WINNYCH WYMKNIE SIĘ PROCESOWI OCZYSZCZENIA I OSĄDOWI. NIEMNIEJ JEDNAK JEST TO KONIECZNE.

Nie możemy rozwiązać tego w taki sposób, do jakiego zachęca tytuł dwunastej księgi Pana Tadeusza, czyli wedle formuły „kochajmy się”, która tam przychodzi po bitce lokalnych szlacheckich „plemion”. No i mam nadzieję, że niektórzy z winnych wyrażą też skruchę – bez nie może być mowy o odpuszczeniu win. I o jakim takim przywróceniu ładu – zarówno moralnego, jak i społecznego.

Więcej >>>

KIEDYŚ DEMOKRACJA WRESZCIE ZWYCIĘŻY. WIERZĘ, ŻE TAK SIĘ STANIE – NIC NIE TRWA WIECZNIE, NAWET RZĄDY „DOBREJ ZMIANY”, WÓWCZAS POWINNA NASTĄPIĆ DRUGA CZĘŚĆ PAIDEI – OCZYSZCZENIE. ODPOWIEDZIALNI POWINNI WIĘC ZOSTAĆ UKARANI.

„Żeby Centralny Port Komunikacyjny był prawdziwym hubem, musimy zapewnić szybki, punktualny dojazd. Odrzucenie szybkiej kolei »Ygrek« to podważenie całej koncepcji. Władze w ogóle nie mają zamiaru budować Centralnego Portu” – mówi Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury w latach 2007-2011, jeden z pomysłodawców CPK

„Studium wykonalności projektu »Ygrek« – 450 kilometrów nowej, szybkiej linii Warszawa- Łódź rozwidlającej się na Poznań i Wrocław – przez cały czas było opracowywane. Prace nad finałową wersją dokumentu zbiegły się ze zmianą rządu. Prawo i Sprawiedliwość dostało na talerzu gotowe studium wykonalności i powinno je realizować. Ale odrzuca projekt przez swoje polityczne nadęcie” – mówi Cezary Grabarczyk.

„Efekt będzie taki, że pasażerowie z Wrocławia i Poznania będą wybierali niemieckie porty lotnicze, a nie polski CPK zbudowany, daj Boże, za 20 lat”

Centralny Port Komunikacyjny – megalotnisko, które ma powstać między Warszawą a Łodzią – nie schodzi z informacyjnych pasków. Właśnie dowiedzieliśmy się, że wykup gruntów pod CPK rozpocznie się już w przyszłym roku. Pod koniec listopada 2019 poznaliśmy zaś nowego pełnomocnika rządu ds. CPK. Został nim Marcin Horała, który dał się poznać jako szef komisji śledczej ds. wyłudzeń podatku VAT. A 5 grudnia odkryliśmy, że megalotnisko będzie nadzorowane przez Ministra Aktywów Państwowych Jacka Sasina. CPK coraz mocniej wyłania się więc z mroku.

Niewiele osób pamięta, że firmowany dziś przez rząd PiS pomysł narodził się za rządów Platformy Obywatelskiej. Jako jeden z pierwszych mówił o nim minister infrastruktury w rządzie Donalda Tuska Cezary Grabarczyk.

Bardzo ciekawy wywiad z Grabarczykiem tutaj, dlaczego PiS daje dupy >>>

Dlaczego te ingerencje następują? Ponieważ jest to wojna ideologiczna. Bo w niektórych państwach członkowskich rządy sprawują ugrupowania odbiegające od ideologii lewicowo-liberalnej” – tak europoseł PiS i były szef MSZ Witold Waszczykowski tłumaczy list komisarz Jourovej do polskich władz. Potem wytacza swoje argumenty i… bardzo, bardzo się myli

Analiza fałszów Waszczykowskiego tutaj >>>

Władimir Putin zaatakował Polskę wypowiadając się na temat II wojny światowej. Oskarżył władze II RP o spiskowanie z Hitlerem i przypisał im współodpowiedzialność za Holokaust. „To rewizjonizm historyczny na sterydach” – zareagował oburzony prezes Amerykańskiego Kongresu Żydów. O fałszach historycznych Putina rozmawiamy z dr. hab. Grzegorzem Krzywcem

„Notatka została wyrwana przez Putina z kontekstu. Stała się częścią bitwy propagandowej władz rosyjskich, które używają jej w dość perfidny, choć inteligentny sposób, żeby obniżyć międzynarodową pozycję Polski. Polski rząd nie prowadził żadnych wspólnych rozmów ani działań z Adolfem Hitlerem przeciw Żydom” – mówi OKO.press dr hab. Grzegorz Krzywiec.

Dodaje jednak: „Amb. Lipski wyrażał pewną obiegową opinię przyjętą przez polskie elity polityczne. I nie chodziło oczywiście o Zagładę Żydów, ale ich przymusową lub dobrowolną – w każdym razie masową – emigrację z Polski. Państwo polskie w tym momencie swojego istnienia, uznało ok. 10 proc. swoich obywateli za potencjalnych emigrantów. Jest to jeden z najsmutniejszych i najbardziej wstydliwych epizodów z II RP.”

Rozmowa na temat krętactw Putina z dr. Krzywcem tutaj >>>

„Odpowiedzialność za świat muszą przejąć ludzie młodzi. Starsza generacja korzystała ze zmian klimatu – w interesie młodych jest zatrzymanie ich” – brzmi jedna z rekomendacji Trzeciego Kongresu Praw Obywatelskich. Trzeba też „stworzyć warunki do równoprawnej rozmowy – takiej, w której głos młodych zostanie wysłuchany i wzięty pod uwagę”

Więcej >>>

Za kilka dni koniec 2019 roku, więc już czas na podsumowania, rankingi, jakieś listy. Nie chcę być gorsza i sama chętnie dołączę do ogólnonarodowego trendu, tworząc swoją własną, choć zapewne dość subiektywną listę Najwybitniejszych Polskich „Demokratów” mijającego roku.

Pierwsze miejsce przyznaję Jarosławowi Kaczyńskiemu. Skromny to człowiek, nie lubi pchać się do przodu, więc tylko z fotela posła i szefa partii trzyma Polskę w okowach swojej wizji demokracji. Facet nie ukrywa, że ta właśnie demokracja „tak naprawdę w pełni zrealizowana została dopiero wtedy, kiedy doszliśmy w 2015 r. do władzy. A dlatego, że demokracja zakłada, że to, co formacje polityczne prezentują w wyborach, jest rzeczywiście robione. Bo jeżeli nie jest robione, to w gruncie rzeczy mamy do czynienia nie z demokracją, ale z pozorem”. Mało tego, wmawia narodowi, że to PiS i tylko PiS jest gwarancją demokracji. Pan prezes wie, co mówi i żadne „zdradzieckie mordy”, żadni Polacy „drugiego sortu” nie przekonają go, że ta jego demokracja jakaś taka nietrafiona i mało ma wspólnego z tą prawdziwą. Ci, którzy tak mówią to wredne typy i zazdrośnicy, nic więcej.

Więcej >>>

Duda szczuje, nie szanuje funkcji prezydenta

„Bardzo bym prosił adwokatów z innych krajów, żeby się nie wtrącali w nasze sprawy, bo ich nie znają, nie czują, nie rozumieją ich” – pouczał „obcych prawników” prezydent Duda. Jego słowa nie pozostały niezauważone

Profesorowie prawa urażeni słowami prezydenta

Prof. Alberto Alemanno z École des hautes études commerciales de Paris (HEC), prawnik specjalizujący się w prawie UE, jeden z sygnatariuszy listu otwartego do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w sprawie praworządności w Polsce, potraktował słowa Dudy jako osobistą zaczepkę:

„Zostałem odprawiony przez Prezydenta Andrzeja Dudę jako jeden z »obcych prawników z innego kraju wtrącających się w polskie sprawy«. To dodatkowy powód, żeby zwrócić się do Ursuli von der Leyen [szefowej KE], Very Jourovej [wiceszfowej KE) i Didiera Reyndersa [komisarza ds. sprawiedliwości], żeby pilnie działali w obronie prawnej i społecznej umowy łączącej państwa UE i ich obywateli”.

Więcej >>>

Oto 13 artykułów Konstytucji, które złamali PiS i Andrzej Duda – czytaj >>>

Andrzej Duda na wyborczym spotkaniu z mieszkańcami by uwiarygodnić swoje ataki na Sąd Najwyższy, zarzucił sędziom SN korupcję. Tyle że korupcji nie było. „Korupcję” mogło wykreować CBA Mariusza Kamińskiego. I choć PiS rządzi już piąty rok, to podległa mu prokuratura jak dotąd nie postawiła nikomu zarzutów.

Oto jak wygląda szczucie Dudy >>>

Premier Morawiecki ogłosił sukces rozmów klimatycznych w Brukseli przekonując, że nasz kraj jako jedyny nie musi osiągnąć w 2050 r. neutralności klimatycznej. To nieprawda, że w Polsce nie możemy odchodzić od węgla w energetyce. Może się okazać, że pozostawanie przy węglu będzie nas kosztować więcej niż energetyczna transformacja.

O truciu Polski przez ancymonków PiS czytaj tutaj >>>

„Grzeczni” będą nią okładać „niegrzecznych” – zwłaszcza sędziów, którzy nie chcą wydawać wyroków takich, jakie im minister Ziobro i prezes Jarosław dyktują.

Święta w tym roku przyszły trochę wcześniej niż zwykle. Najcenniejszy prezent pod choinkę – nowe ustawy „sądowe” – partia aktualnie rządząca już ofiarowała Narodowi. Nie wyszło drogo, bo premier-ekonomista dokonał kolejnego – po „zrównoważonym budżecie” gospodarczego cudu i podarunek przygotował – by tak rzec – ten sam dla wszystkich. Wszystkie dzieci, grzeczne i niegrzeczne, dostały dokładnie to samo. Rózgę, mianowicie.

Więcej >>>

O Konstytucji, złym patriotyzmie i przebaczeniu

Wybitny konstytucjonalista prof. Tomasz Tadeusz Koncewicz pisze o zaletach obowiązującej konstytucji, gdyby ją zmieniono, to tylko na gorsze w obecnej sytuacji politycznej.

Za Konstytucją z 1997 roku warto codziennie oddawać swój głos i ją praktykować. Musimy pamiętać, że ta Konstytucja nam Polakom się po prostu udała. Nie dajmy sobie wmówić, że jest inaczej.

Cały tekst prof. Koncewicza tutaj >>>

Kapitalny esej Piotra Gajdzińskiego o politycznym gangsterze, o tym jak w Polsce instalowany jest zamordyzm.

Im większy polityczny gangster, tym głośniej krzyczy o patriotyzmie, godności, narodowych krzywdach i wrogach ojczyzny, próbujących za zagraniczne srebrniki zatrzymać marsz ku świetlanej przyszłości. Ta retoryka w sprzyjających okolicznościach jest skuteczna, bo duże grupy społeczne zawsze czują się obdarte z godności, zlekceważone i skrzywdzone. Wystarczy tylko podpalić ogień

Esej Gajdzińskiego tutaj >>>

Politycy niemal wszystkich niemieckich partii krytycznie oceniają przyjętą w Polsce nową ustawę dyscyplinującą sędziów i domagają się od Brukseli wyciągnięcia konsekwencji.

Cały news o izolowaniu Polski pisowskiej od unijnych pieniędzy. Nie tylko Niemcy, ale i inne kraje zachodnie chcą PL eliminować. Czytaj tutaj >>>

Eliza Michalik pisze o przebaczeniu.

Przebaczenie ma moc i razem z wymienionymi przeze mnie na początku, miłością, czułością, ciepłem i radością, jest nie do pokonania. Ale tylko wtedy, gdy jest dobre i prawdziwe. Tandetne podróbki, o które w Święta tak łatwo, to tylko bezwartościowy tombak, nie złoto.

Tekst Elizy Michalik Tutaj >>>

W ciągu mijającego roku spotykałem się dość często z sytuacją odchodzenia wiernych z Kościoła, bo nie znajdują dla siebie miejsca w Kościele upolitycznionym, angażującym się w wojny kulturowe, bezdusznym wobec ofiar pedofilii.

Tekst prof. ks. Alfreda Wierzbickiego tutaj >>>

Jędraszewski i Morawiecki – średniowieczny sojusz ołtarza i tronu

– Ekologizm to zjawisko bardzo niebezpieczne, bo to nie jest tylko pod postacią nastolatki, to coś co się narzuca, a ta aktywistka staje się wyrocznią dla wszystkich sił politycznych, społecznych – uważa abp Marek Jędraszewski.

O ekologizmie, który stoi w sprzeczności z nauką Kościoła Katolickiego mówił w rozmowie z Telewizją Republika abp Marek Jędraszewski.

– Skwituję to krótko: powrót do Engelsa i do jego twierdzeń, że małżeństwo to kolejny przejaw ucisku, a w imię równości trzeba zerwać z całą tradycją chrześcijańską, bez której my – Europejczycy nie zrozumiemy się, bo jesteśmy w niej wychowywani od tysiącleci. To się kwestionuje przez różne nowe ruchy, a także próbuje się narzucać jako obowiązującą doktrynę – powiedział duchowny.

Więcej >>>

Jako nauczyciel jestem przerażony. Wychodzę do uczniów z Herbertem, Miłoszem i Szymborską a oni do mnie z przekazem TVP. Ja o wartościach a uczniowie o urojonych zagrożeniach lub nieistniejących sukcesach.

Robert Kasiak – nauczyciel języka polskiego z Radomia

„Słyszał Pan, że trwa ofensywa LGBT?” – pyta mnie Daniel.

„A gdzie widziałeś tę ofensywę?” – odpowiadam pytaniem.

On: „Na Żeromskiego (głównej ulicy Radomia) widziałem trzech LGBT!”

Zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, że znajdujemy się w stanie wojny. Gdyby nie Daniel, którego próbuję uczyć w jednej z radomskich szkół, być może nie wiedziałbym nadal.  Tak, trzeba przyznać, że wykreowanie przeciwnika w postaci LGBT to największe osiągnięcie TVP i środowisk zbliżonych do złotoustych, zatroskanych inkwizytorów z gustownymi flagami w klapach marynarek.

To niezaprzeczalny sukces, który można porównać tylko ze znanym słuchowiskiem Orsona Wellesa na podstawie „Wojny światów”. Powołanie do życia nieistniejącego wroga i wywołanie paniki w takiej skali to propagandowy majstersztyk.

Duża część młodzieży naprawdę obawia się LGBT, chociaż do końca nie wie, co to takiego.

Więcej >>>

W centrum Warszawy grupa neonazistów szarpała i zaatakowała gazem aktywistów rozdających jedzenie bezdomnym. „Ataku w biały dzień, w samym centrum miasta, tuż pod komisariatem policji nikt z nas się chyba nie spodziewał. Nie ma już takiego miejsca w przestrzeni publicznej, gdzie mogę czuć się bezpiecznie”

Więcej >>>

O zawodowym zaprzańcu Morawieckim więcej tutaj >>>

Pisowcy rozmodleni, w istocie nienawidzący Polaków i Polski

Czym może zajmować się premier Polski, gdy w kraju prezydent obraża Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego? Gdy partia rządząca usiłuje zakneblować usta niepokornym sędziom? Gdy prezes NIK Marian Banaś spokojnie – mimo poważnych zarzutów – urzęduje sobie na stanowisku? Gdy w przyszłym roku rząd PiS zafunduje nam podwyżki m.in. prądu czy paliwa?

Otóż Mateusz Morawiecki uważa, że – jak sam obwieścił na swoim Facebooku – „najgorętszy spór ostatnich dni wcale nie dotyczy polityki czy sportu, ale stosunku Polaków do… majonezu”.

W dalszej części wpisu rozwodzi się nad zaletami i wadami różnych produkowanych w naszym kraju majonezów oraz musztardy. – „I mnie próbowano wciągnąć w ten gorący spór, ale mam w tej sprawie stanowisko odrębne” – napisał (w jego mniemaniu żartem) Morawiecki. Boki zrywać, prawda?

A to odrębne stanowisko brzmi: – „Otóż od lat robimy majonez własnoręcznie i przyznam, że w naszej rodzinie jest bardzo ceniony” – pochwalił się premier.

Internauci kpili i oburzali się: – „Wreszcie Morawiecki zajął się kluczową kwestią z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski!”; – „Myślę, że na rodzinnej produkcji majonezu i pan, i cały naród zyskałby znacznie więcej niż na pańskim premierostwie”; – „Jak tam obniżka podatków idzie, panie premierze? Inflacja w górę, akcyza w górę, podatek od cukru… Degresja podatkowa zamiast regresji, a liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie wzrosła mimo ogromnych programów socjalnych”; – „Panu premierowi idzie dobrze, szczególnie jak się spojrzy na jego i przepisany małżonki majątek… Reszta niech zap***la za michę ryżu”.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski uważa, że liczba lekarzy w Polsce w przeliczeniu na 1000 mieszkańców jest na poziomie średniej europejskiej. To nieprawda. Szumowski wziął liczbę Naczelnej Izby Lekarskiej, która stosuje inne definicje i porównał je z europejskimi danymi. Tymczasem Polska jest w europejskim ogonie

Minister zdrowia mówi: jest super, więc o co chodzi. W niedzielę 22 grudnia w rozmowie w radiu Zet powiedział, że problem liczby lekarzy w Polsce istnieje, ale źle nie jest:

„Diagnoza do niedawna oparta była na przeświadczeniach, że mamy dramatycznie niską liczbę lekarzy, że masowo wyjeżdżają, a to mit. A problemem nie jest ich mała liczba, lecz rozproszenie.

Niestety minister Szumowski mówi tutaj podwójną nieprawdę: po pierwsze zawyża liczbę lekarzy na 1000 mieszkańców o 50 proc. Po drugie, Polska jest w tej klasyfikacji na szarym końcu Europy.

Więcej o manipulacjach katolickiego ministra w istocie od śmierci Polaków Szumowskiego tutaj >>>

„Czas skończyć z narracją, że w tym całym sporze sędziowie walczą o swój status, że są niechętni zmianom i występują przeciw władzy.” A „Prezydent jak każdy organ władzy publicznej, musi działać »na podstawie i w granicach prawa«” – dobitnie przypomniała Andrzejowi Dudzie I Prezes SN Małgorzata Gersdorf. Duda obraził i prowokował Gersdorf w TVP Info

Gersdorf przypomina Dudzie, kto jest winny anarchizowania Rzeczpospolitej

W swoim oświadczeniu prof. Gersdorf wzniosła się ponad inwektywy, manipulacje i kłamstwa przedstawiane przez głowę państwa w TVP Info. Odpowiedziała chłodno i merytorycznie – przypominając, kto jest winny anarchizowania Rzeczpospolitej.

Podstawowym problemem jest fakt powołania i funkcjonowanie nowej KRS

Pierwsza Prezes SN zaczęła od uwagi, że gdyby nie doszło do niezgodnego z Konstytucją RP wygaszenia kadencji członków KRS i powołania w ich miejsce nowych członków przez Sejm, nie pojawiłby się w ogóle problem wykładni art. 179  – mówiącego o tym, że sędziowie są powoływani na wniosek KRS przez Prezydenta RP na czas nieokreślony – oraz znaczenia ważności uchwał KRS.

Więcej o odpowiedzi I prezes SN prof. Gersdorf tutaj >>>

Zdemolowana Polska

„Wstyd mnie ogarnia, że ktoś, kto mieni się Pierwszym Prezesem SN może opowiadać takie rzeczy o Polsce. Wstyd za to, kto w ogóle został na [ten] urząd wybrany. Na szczęście niedługo zmiana” – tak w TVP Info mówił o prof. Małgorzacie Gersdorf urzędujący prezydent Andrzej Duda. Kpił i prowokował „panią sędzię Gersdorf”. Nie hamował się także na inne tematy

Po umiarkowanym kandydacie Andrzeju Dudzie nie ma śladu. W rozmowie z Michałem Rachoniem w programie „Woronicza 17” w TVP Info, urzędujący prezydent pokazał się jako całkowicie lojalny wobec PiS zwolennik zmian w sądach, zwłaszcza w Sądzie Najwyższym.

Karkołomnie bronił Izby Dyscyplinarnej w SN. Wyraził pełne poparcie dla przyjętej przez Sejm ustawy dyscyplinującej. Niczym syn marnotrawny tłumaczył się ze swoich dwóch wet w 2017 roku. Atakował, obrażał i podważał pozycję Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego. Sędziów chciałby nadzorować i surowo karać.

Więcej na temat wywiadu Dudy tutaj >>>

Główny rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab złożył wniosek do powołanej przez PiS Izby Dyscyplinarnej przy SN o zawieszenie trzech sędziów z Krakowa, którzy chcieli zbadać legalność nowej KRS. Rzecznik chce też zawieszenia sędzi z Warszawy, która uznała, że nie chce orzekać razem z rzecznikami dyscyplinarnymi ministra Ziobry

Rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab o skierowaniu wniosków o zawieszenie sędziów za dozwoloną działalność orzeczniczą, poinformował w niedzielę 22 grudnia 2019. Data nie jest przypadkowa. Rzecznik z kolejnymi represjami wobec sędziów wystąpił dwa dni po przyjęciu przez PiS w Sejmie ustawy kagańcowej wobec sędziów, co najprawdopodobniej zachęca go do jeszcze ostrzejszego kursu wobec niepokornych sędziów

Dzieje się to też na dzień przed posiedzeniem Izby Dyscyplinarnej w sprawie sędziego Pawła Juszczyszyna z Olsztyna. Izba w poniedziałek 23 grudnia – w przededniu Wigilii – będzie decydować, czy do czasu rozpoznania dyscyplinarki Juszczyszyna zawiesić go w czynnościach służbowych oraz czy na ten okres zmniejszyć mu wynagrodzenie w granicach od 25 do 50 procent.

Więcej >>>

Konstytucja 3 maja wprowadziła trójpodział władzy. Zasadę tę złamali: prezydent Andrzej Duda w projektach ustaw o KRS i SN w 2017 roku, posłowie PiS w latach 2017 i 2018, minister Zbigniew Ziobro i prezydent Andrzej Duda przeprowadzając zamach na Sąd Najwyższy w 2018 roku. Polska demokracja zaczęła się 637 lat temu. Właśnie się kończy – pisze Krzysztof Łoziński

Gdy chodziłem do szkoły, a było to za twardej komuny, próbowano nam, uczniom, wszelkimi sposobami obrzydzić historię Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Tymczasem było to państwo, jak na tamte czasy, niezwykle nowoczesne. Rzeczpospolita Obojga Narodów, federacja najpierw Polski i Litwy, a w szczytowym momencie nawet siedmiu państw, była demokracją szlachecką i państwem prawa.

Oczywiście trzeba patrzeć na zjawiska z perspektywy epoki. Dziś mielibyśmy wiele zastrzeżeń zarówno do tej demokracji, jak i do tego prawa, ale to tak, jakbyśmy porównywali ówczesne pojazdy do dzisiejszych i mieli pretensję, że nie znali silnika Diesla albo sprzęgła. W prawie, i w ustroju państwa, też trzeba było wiele rzeczy wynaleźć.

A w Rzeczpospolitej Obojga Narodów dokonano szeregu zmian nowatorskich. Gdy opowiadamy o tej historii ludziom z innych krajów Europy, są zaskoczeni, że istniało wówczas tak nowoczesne państwo, niemal prototyp Unii Europejskiej.

A WIĘC PRZYPOMNIJMY:

1. Początek polskiego parlamentaryzmu (demokracji szlacheckiej) to lata tysiąc trzysta osiemdziesiąte. Sejm walny Królestwa Polskiego po raz pierwszy pojawił się w latach 1382–1386. 2 lutego 1386 roku na jednym z pierwszych sejmów walnych w Lublinie sejm po raz pierwszy wybrał króla, Władysława Jagiełłę.

PO 637 LATACH, w 2017 roku, rozpoczął się proces stopniowej likwidacji reprezentatywnego parlamentu: barykadowanie Sejmu przed obywatelami, ograniczanie praw posłów opozycji. Ograniczanie czasu wypowiedzi posłów do 30 sekund, nakładanie kar za wypowiedzi niepodobające się partii rządzącej.

2. Rok 1505. Konstytucja Nihil Novi wprowadza obowiązek publikowania wszelkich aktów prawnych (w tym wyroków sądów i dokumentów dotyczących prawa). OBOWIĄZYWAŁ OD 513 LAT.

ZASADĘ TĘ ZŁAMAŁA PREMIER BEATA SZYDŁO W 2016 ROKU. ZŁAMANO JĄ JUŻ WIELE RAZY ZA OBECNYCH RZĄDÓW, NP. ODMAWIAJĄC PUBLIKACJI LIST POPARCIA DO NOWEJ KRS.

3. W 1578 roku powstał Trybunał Główny Koronny, pierwszy niezależny od władzy królewskiej sąd. W 1578 roku Stefan Batory zrzekł się uprawnień najwyższego sędziego na rzecz utworzonego jednocześnie Trybunału Koronnego. Wcześniej najwyższym sędzią był król, który w swym sądzie nadwornym mógł sądzić sprawy wszystkich rodzajów i wywołać przed swój sąd każdą sprawę w królestwie. Po raz pierwszy ustanowiono władzę sądowniczą niezależną od władzy wykonawczej (króla).
OBOWIĄZYWAŁA OD 441 LAT.

DZIŚ DOKONUJE SIĘ ZAMACH WŁADZY WYKONAWCZEJ I USTAWODAWCZEJ NA NIEZAWISŁOŚĆ SĄDÓW. POJAWIA SIĘ TEŻ PRAKTYKA NIEWYKONYWANIA I KWESTIONOWANIA PRAWOMOCNYCH WYROKÓW SĄDÓW PRZEZ WŁADZĘ WYKONAWCZĄ.

4. Rok 1776. Sejm wprowadza zakaz stosowani tortur i uznawania dowodów uzyskanych za pomocą tortur. Zarazem pierwszy polski akt prawny zakazujący uznawania za dowody w sądzie informacji zdobytych w sposób nielegalny. Polska, wraz z USA, była drugim, po Austrii, krajem świata wprowadzającym ten zakaz.
OBOWIĄZYWAŁ OD 243 LAT.

ZASADĘ TĘ ZŁAMAŁ W 2017 ROKU ZBIGNIEW ZIOBRO W PROJEKTACH USTAW O PROKURATURZE I ZMIANACH W KODEKSIE POSTĘPOWANIA KARNEGO, A PIS-OWSKI SEJM TE ZMIANY UCHWALIŁ. W KODEKSIE POSTĘPOWANIA KARNEGO ZMIENIONO ARTYKUŁ ZAKAZUJĄCY UZNAWANIA NIELEGALNIE ZDOBYTYCH INFORMACJI NA OBOWIĄZEK UZNAWANIA NIELEGALNIE ZDOBYTYCH INFORMACJI ZA DOWODY.

5. Rok 1791. Konstytucja 3 maja wprowadza trójpodział władzy: Art. V „…trzy władze rząd narodu polskiego składać powinny i z woli prawa niniejszego na zawsze składać będą, to jest: władza prawodawcza w stanach zgromadzonych, władza najwyższa wykonawcza w królu i Straży i władza sądownicza w jurysdykcyjach na ten koniec ustanowionych lub ustanowić się mających…”. Polska konstytucja była drugą, po konstytucji Stanów Zjednoczonych nowoczesną ustawą zasadniczą.
OBOWIĄZYWAŁA OD 226 LAT.

Zasadę tę złamali: prezydent Andrzej Duda w projektach ustaw o KRS i SN w 2017 roku, posłowie PiS w latach 2017 i 2018, minister Zbigniew Ziobro i prezydent Andrzej Duda przeprowadzając zamach na Sąd Najwyższy w 2018 roku.

ZASAD TYCH NIE UZNAWALI: ROSYJSCY ZABORCY, NIEMIECCY OKUPANCI, KOMUNIŚCI I PIS.

Polska demokracja zaczęła się 637 lat temu. Właśnie się kończy. Trzeba zrobić wszystko, by zatrzymać władzę cofającą Polskę o setki lat.

Tak naprawdę chodzi o polityczne podporządkowanie trzeciej władzy nawet już nie władzy ustawodawczej, tylko wykonawczej, a może nawet i to nie, tylko tzw. centralnemu ośrodkowi dyspozycji politycznej – mówi w rozmowie o prawnej rzeczywistości państwa PiS prof. Jerzy Zajadło, filozof prawa z Uniwersytetu Gdańskiego. – Ostatnio widziałem wpis, że pan prezydent powiedział, że czuje się osłabiony. Przyznam, że ja też czuję się osłabiony jako filozof prawa, bo przestaję nim być, a zaczynam być paleontologiem. Mamy skamieliny w rodzaju centralizmu demokratycznego, suwerenności ludu pracującego miast i wsi, praworządności socjalistycznej i kierowniczej roli partii – podkreśla

Więcej prof. Zajadło >>>

Wszelkie interpretacje prawa odmienne niż Kaczyńskiego są niesłuszne.

Ustawa antysędziowska wpadła w sejmowy wentylator i powiało smrodem, jakiego Polacy od 30 lat nie wąchali. Na forum publicznym krzyżują się teraz pytania oraz liczniejsze od pytań odpowiedzi. Co się dzieje? Dlaczego oni to robią? Jak na to wszystko reagować?  Czy posłuchać polityków przestrzegających przed gwałtownymi prowokacjami i czekać na reakcję Unii, czy rację ma Władek Frasyniuk, który uważa, że trzeba skończyć z poprawnością polityczną, bo nadszedł czas przekształcenia grzecznych pokojowych demonstracji w manifestacje radykalnego sprzeciwu?  Czy w Polsce mamy już do czynienia z dyktaturą – jak twierdzą profesorowie Friszke, Turko, Śpiewak i inni, czy „ależ skąd, daleko nam jeszcze do dyktatury”, jak uważa prof. Dudek, który zdaje się widzieć ogromną różnicę między wydzieraniem z Konstytucji pięciu kartek albo zaledwie czterech?

(…)

Gdy Jarosław Kaczyński doszedł do władzy powiedział, że „sądownictwo ma służyć polskiej racji stanu”. Niedługo potem wyjaśniło się, że gdyby rządził kto inny niż on, racja jego stanu byłaby już niepolska.  I że wszelkie interpretacje prawa odmienne niż Kaczyńskiego są niesłuszne. Tym samym prezes postawił Polaków przed wyborem między opiniami TSUE, SN, światowych autorytetów prawniczych i wszystkich liczących się wydziałów prawa w Polsce – a nie znoszącym sprzeciwu werdyktem „gówniażerii” ministra Ziobry.

Więcej >>>

Orędzie marszałka Grodzkiego przejdzie do historii, czytaj tutaj >>>

Po sądownictwie PiS zawłaszczy prywatne media

Powinniśmy jak najszybciej zdekoncentrować sytuację medialną w Polsce, ponieważ ona nie spełnia standardów europejskich” – podkreśla minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Piotr Gliński mówiąc o planach kierowanego przez siebie resortu na najbliższe lata.

Minister zaznaczył, że stosowny projekt jest już od dawna gotowy i czeka tylko na odpowiednią polityczną decyzję. Partia rządząca od początku twierdzi, że media w Polsce, a w szczególności prasa, są opanowane przez koncerny zagraniczne, co wpływa na wolność owych mediów.

Z tą opinią nie zgadza się między innymi były prezes TVP, członek Rady Mediów Narodowych, Juliusz Braun. „To, co mówi minister Piotr Gliński można czytać jako pogróżki pod adresem mediów. Rząd chce po prostu osłabić silne media” – mówi Braun w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl, dodając, że „w Polsce „tak naprawdę nie ma zmonopolizowanych mediów. Widocznie minister kultury jest źle poinformowany.”

Poza planami dekoncentracji mediów, kierowane przez Glińskiego ministerstwo kultury w ciągu najbliższych lat zamierza zaangażować się w powstanie kilku muzeów.

Powstać miałoby m.in. Centrum Gier Wideo, Narodowe Muzeum Techniki (w założeniach – na błoniach Stadionu Narodowego), Muzeum Wyspiańskiego oraz Muzeum Polskiej Sztuki Użytkowej jako nowych filii Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Badań Polarnych w Puławach, Panteon Śląski w Katowicach Muzeum ks. Popiełuszki w Okopach czy Interaktywne Centrum Bajki i Animacji w Bielsku-Białej. Mówił także o planowanej budowie nowej siedziby dla Akademii Muzycznej w Bydgoszczy oraz Europejskiego Centrum Muzyki w Żelazowej Woli.”

>>>

Donald Tusk stwierdził w wywiadzie, że posłowie opozycji „zawalili” i „dali ciała” w głosowaniu nad harmonogramem dotyczącym ustawy „kagańcowej” PiS, ale podkreślił, że sedno problemu „leży gdzie indziej”. Były premier powiedział też, że Jarosław Kaczyński jest autorem „największego kłamstwa, które zrujnowało polską wspólnotę”.

Donald Tusk w rozmowie z Wirtualną Polską krytykował niektóre postawy opozycji i ocenił, że choć jej politycy „kochają Polskę”, to nie zawsze to widać.

– Nawet przez myśl nie może nam przejść, żeby uznać: „okej, jak oni kłamią, to my też zaczniemy kłamać, tylko jeszcze lepiej, jeszcze mocniej” – powiedział Tusk. Stwierdził, że opozycji potrzebne jest kreatywne myślenie i emocje.

Odniósł się także do sytuacji z tego tygodnia, kiedy z powodu nieobecności części posłów PiS opozycja miała szanse opóźnić prace nad ostro krytykowaną ustawą o sądach. To się jednak nie udało, ponieważ na w Sejmie nie było też części jej posłów.

Ustawa „kagańcowa” nie szkodzi poparciu PiS. W nowym sondażu jest wyższe niż w wyborach

„Zło dzieje się gdzie indziej”

– Wpadka jest wpadką, nie ma co jej tłumaczyć i lepiej tych usprawiedliwień nie czytać dla dobra sprawy – powiedział Tusk. Dodał jednak, że on „nie linczowałby posłów za to, że czasami robią jakieś niechlujstwo, głupotę”.

– To trzeba bardzo wyraźnie wskazać palcem, ale zło dzieje się gdzie indziej. To, że będziemy mieli być może tę ustawę „kagańcową”, to nie dlatego, że grupa posłów nie przyszła na głosowanie, ale dlatego, że większość parlamentarna chce tej ustawy. Tu jest istota problemu – stwierdził. Dodał również, że nie chce usprawiedliwiać się, kiedy sam „coś zawali”, ponieważ woli się przyznać i naprawić. – Ale źródłem problemu nie są ci posłowie, którzy dali trochę ciała – ocenił.

Donald Tusk: Jarosław Kaczyński jest autorem „największego kłamstwa

Były przewodniczący Rady Europejskiej nawiązując do kwestii kłamstw w polityce stwierdził, że Jarosław Kaczyński jest autorem „największego kłamstwa, które zrujnowało polską wspólnotę”.

– Myślę tu o kłamstwie smoleńskim – stwierdził. – Jarosław Kaczyński – uważam, że absolutnie cynicznie – wykorzystał katastrofę smoleńską do bardzo ostrego podziału. I wiem, dlaczego. Jest typ polityków, którzy wygrywają, gdy agresja, nienawiść i podział są górą. To jest jego żywioł – powiedział.

– Jarosław Kaczyński jest autorem i promotorem największego kłamstwa, które zrujnowało polską wspólnotę. Mówię tu o kłamstwie smoleńskim – powiedział Donald Tusk w rozmowie z Tomaszem Machałą przeprowadzonej dla portalu Wirtualna Polska.

  • Zdaniem szefa Europejskiej Partii Ludowej wydarzenia po katastrofie smoleńskiej pogłębiły podziały w Polsce
  • Tusk ocenił, że obecny szef PiS tratuje swoich współpracowników w sposób cyniczny i instrumentalny
  • Były premier ocenił także wpadkę posłów opozycji, którzy nie pojawili się ostatnio na głosowaniu w Sejmie. – To nie oni są źródłem problemu – powiedział

Donald Tusk ocenił, że największym kłamstwem Kaczyńskiego jest „kłamstwo smoleńskie”. – To co się stało po katastrofie smoleńskiej wyostrzyło podziały, które i tak były wcześniej – mówił. Jego zdaniem podziały w polskim społeczeństwie „mają długą tradycję”. – One (podziały red.) są cały czas dość podobne w swojej istocie jeszcze od czasów przedwojennych – powiedział.

Tusk miał nadzieję, że po po odzyskaniu wolności i wejściu do Unii Europejskiej Polacy zaczną jakoś zakopywać podziały. – Uważam, że Jarosław Kaczyński absolutnie cynicznie wykorzystał katastrofę smoleńską do niezwykle ostrego podziału społeczeństwa i wiem dlaczego. Jest pewien typ polityków którzy wygrywają wtedy gdy agresja, nienawiść i podział są górą. On się w tym dobrze czuje, to jest jego żywioł I niektórzy może mu zazdroszczą tej umiejętności. Ja nie – powiedział były premier.

– Dlatego Kaczyński zawsze, a po katastrofie smoleńskiej z wyjątkową intensywnością, podsycał tę wzajemną niechęć do granic nienawiści – ocenił Tusk. Szef EPL stwierdził też, że stosunek Kaczyńskiego do ludzi nie zmienił się od lat 90-tych. – Jest on niezwykle instrumentalny, bardzo cyniczny – powiedział. Jego zdaniem z czasem u szefa PiS „zamieniło się to w bezlitosną formę pogardy wobec ludzi”.

Smoleńsk – 96 wspomnień

„Wpadka jest wpadką”

Tusk odniósł się też do sprawy posłów opozycji, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu w Sejmie, przez co stracili szansę na odrzucenie ustawy dyscyplinującej sędziów autorstwa PiS. – Wpadka jest wpadką i nie ma tutaj czego tłumaczyć. Lepiej tych usprawiedliwień nie czytać dla dobra sprawy. Ja bym nie linczował posłów za to, że czasami robią jakieś niechlujstwo, głupotę. To trzeba wyraźnie pokazać, ale zło dzieje się gdzie indziej – ocenił szef EPL.

– Nie usprawiedliwiam ich. Siebie też nie jak coś nawalę, ale źródłem problemu nie są dziś posłowie, którzy dali ciała. Większość parlamentarna chce tej ustawy – i to istota problemu – dodał.

Seria wpadek opozycji

Tusk przekonywał też, że opozycji potrzebne jest dzisiaj „kreatywne myślenie i emocje”. – Znam tych ludzi, oni naprawdę kochają Polskę, ale za diabła tego czasami nie widać w ich reakcjach, sposobie mówienia – mówił były premier. we fragmentach wywiadu opublikowanego na stronach Wirtualnej Polski.

Jeśli Kaczyński, Ziobro i inni liderzy PiS myślą, że mogą bezkarnie wyprowadzić Polskę z UE, to lepiej niech sobie przypomną los obalonego przez Majdan prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza.

– „Nie rozumiem, dlaczego PiS naraża się na takie koszty” – powiedział Donald Tusk, komentując awanturę o tzw. ustawę kagańcową, znoszącą niezawisłość sądów. Pytanie jest dobre, choć przydałoby się drobne sprostowanie: PiS naraża na koszty nie siebie, lecz przede wszystkim nas wszystkich – Polskę. Gdyby uchwalone przez Sejm prawo miało zacząć obowiązywać, musielibyśmy wyjść z Unii Europejskiej. Wbrew wielu komentatorom uważam, że PiS nie dąży do tego w sposób świadomy, ale jego liderom po prostu nie starcza wyobraźni, by pojąć konsekwencje własnych działań. W efekcie, kto wie, może rzeczywiście dojdzie do polexitu, choć nikt go nie planował.

PiS sam zapędził się w ślepy zaułek. Rzeczywiście, Tusk ma rację – trudno to ogarnąć rozumem. Przecież partia Jarosława Kaczyńskiego uczciwie wygrała demokratyczne wybory (za pierwszym razem, w 2015 roku, bo 4 lata później można już było mieć zastrzeżenia do tej uczciwości) i dysponowała mandatem, by spokojnie sprawować władzę, tak jak wcześniej sprawowali ją zwycięzcy wszystkich poprzednich wyborów. Nie było najmniejszej potrzeby, by demolować w Polsce wszystko: gimnazja, spółki skarbu państwa, korpus urzędniczy, służbę zdrowia, sądownictwo, armię i stadniny koni arabskich.

W trakcie tej demolki partia rządząca sama podważyła i unicestwiła swój demokratyczny mandat. I dobrze o tym wie. Jeszcze cztery lata temu, gdy ruszyła do ataku przeciw Trybunałowi Konstytucyjnemu, bez przerwy powtarzała slogany o „woli suwerena”, którą rzekomo wyraża. Od tamtej jednak pory mityczny „suweren” wyparował z oficjalnej narracji. Nieprzypadkowo – rządzący mają świadomość, że społeczne poparcie dla nich jest coraz słabsze. Pokazały to także ostatnie wybory, po których PiS stracił większość w Senacie, a w Sejmie zachował ją tylko dzięki ordynacji pozwalającej mniejszość głosów przekuć na większość mandatów. A już za niecałe pół roku czekają nas wybory prezydenckie, w których szanse Andrzeja Dudy nie prezentują się zbyt różowo.

PiS zmaga się z aferami, nie ma tygodnia, by na światło dzienne nie wypłynęła kolejna sprawa krętaczy czy złodziei w szeregach partii rządzącej. „Wystarczy nie kraść” – głosili jej politycy, a w tym samym czasie kradli odzież z pojemników dla ubogich albo wchodzili w kontakty z sutenerami i gangsterami.

No i w dodatku skończył się łatwy szmal, który można było rozdawać na lewo i prawo. Rozpieszczany i hojnie obdarowywany wcześniej „suweren” musi się oswoić z rosnącą inflacją, z drożejącą energią, z jawnymi i ukrytymi podwyżkami danin.

Wszystko to razem tworzy nowy kontekst dla obecnego starcia z niezawisłym wymiarem sprawiedliwości, całkowicie odmienny od tego sprzed czterech lat. Wtedy PiS atakował Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy, płynąc na fali wznoszącej się. Dziś fala opada, a tzw. ustawa kagańcowa nie jest krokiem ofensywnym, lecz desperacką obroną przed wspólnymi – skutecznymi! – działaniami polskiego i europejskiego wymiaru sprawiedliwości. Po orzeczeniach TSUE i polskiego Sądu Najwyższego pisowski reżim poczuł się zagrożony i – zapędzony do narożnika – zaczął w panice kąsać.

Właśnie panika i poczucie śmiertelnego zagrożenia tłumaczą antykonstytucyjny charakter tzw. ustawy kagańcowej. Najwyraźniej rządzący przestali już kalkulować i zastanawiać się nad konsekwencjami swych działań. Ratując swą władzę, sięgają po środki drakońskie i jawnie sprzeczne z polskim i europejskim prawem. Gdyby na chwilę ochłonęli i zastanowili się nad tym, co robią, musieliby zrozumieć, że ich projekt może wejść w życie tylko w warunkach polexitu.

Wówczas jednak musieliby sobie postawić kolejne pytanie: a kto im samym zagwarantuje bezpieczeństwo, jeśli wyjdą z UE i odrzucą cywilizowane standardy? Przecież reguły, jakimi rządzi się polityka w krajach europejskich, dają nie tylko gwarancje poszanowania praw mniejszości i opozycji, lecz także przewidują pokojowe przekazanie pałeczki i zapewniają rządzącym godne potraktowanie po utracie przez nich władzy.

Jeśli Kaczyński, Ziobro i inni liderzy PiS myślą, że mogą bezkarnie wyprowadzić Polskę z UE i odrzucić normy demokratycznego państwa prawa, to lepiej niech sobie przypomną los obalonego przez Majdan prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, który musiał się salwować ucieczką helikopterem do Moskwy, szukając schronienia przed tłumem demonstrantów wdzierających się do jego rezydencji.