Banasiowa republika, taka jest Polska wg Kaczyńskiego

DYREKTOR BEZ MATURY

Zwykle jest tak, że ktoś przez lata zdobywa wiedzę, zdaje egzaminy, kończy studia, po czym nabiera doświadczeń zawodowych, odnosi sukcesy i w końcu trafia na wysokie stanowisko. Ale przecież nie u nas! W Polsce można najpierw zostać DYREKTOREM, a dopiero potem uczyć się dodawania, mnożenia i tego kim był Mickiewicz czy Słowacki. Przykładem nowy „Misiewicz” PiSu, pupilek prezesa Kurskiego, dyrektor TVP Paweł Gajewski lat 26, który wieczorowo zrobił maturę będąc już szefem informacji na Woronicza. No to już teraz wiemy skąd te liczne, „szkolne” byki na wizji. Podobno Gajewski jest cenny, bo nie ma skrupułów i dobrze zarządza hejtem. Tylko czekać, gdy szefem kultury w TVP zostanie jakiś bystry siódmioklasista, który dobrze gra w Death Stranding.

JAK DAJĄ – BRAĆ!

Politykom PO trudno wyzbyć się starych nawyków. Burmistrz warszawskiej dzielnicy Włochy Artur W. został zatrzymany przez CBA wkrótce po tym jak przyjął łapówkę 200 tys. zł od tureckiego dewelopera, w zamian za korzystne decyzje dotyczące zabudowy dzielnicy. Na plus dla Artura W. trzeba zaliczyć fakt, że poczekał z tym do czasu, aż będzie już po wyborach. Gdyby przyskrzynili go tuż przed, to pewnie partia Jarosława miałaby konstytucyjną większość. Kierownictwo PO zamiast podziękować koledze Patriocie, że się dzielnie wstrzymał z łapówką, wywaliło go z szeregów partii na zbity pysk. Amatorzy.

ALL WE NEED IS LOVE

Ach jak będzie miło w tym nowym sejmie! Jeszcze nie doszło do pierwszego posiedzenia, a już posłowie dogryzają sobie w mediach społecznościowych. Bryluje w tym procederze, znany z finezji drwala poseł PiS Dominik Tarczyński, który tak kurtuazyjnie zwrócił się do posłanki opozycji Magdy Biejat „końcówkę wsadź sobie w mózg, albo w brudne buty”. Nie wiemy gdzie jest „końcówka” Tarczyńskiego, ale z pewnością nadaje się jako eksponat do Parku Miniatur.

NASZYM DOBRZE

Dziennik Rzeczpospolita ujawnił, że trzech pracowników Ministerstwa Finansów powiązanych z Marianem Banasiem, którzy mają zarzuty korupcyjne i zostali zatrzymani lub byli przesłuchiwani przez CBA, wyjątkowo łagodnie zostali potraktowani przez pracodawcę. Powinni być zwolnieni dyscyplinarnie z pracy, a tymczasem wszyscy otrzymali wysokie odprawy i pobierali pensje. Marian jest na prawdę „pancerny” skoro takie luksusy potrafi zapewnić kumplom w pierdlu.

ZENEK STAR

Był film o papieżu, o Chopinie, o Koperniku i o Piłsudskim. Czas na film o Zenku Martyniuku. To nie dowcip! TVP ogłosiła, że ramach misji publicznej przymierza się do produkcji filmu o historii Zenka. Gwiazda disco polo i jej życiorys, to z pewnością temat na nie jeden film kryminalny czy komedię. Dwukrotna laureatka naukowego Nobla, pierwsza kobieta profesor na paryskiej Sorbonie, uznana za najbardziej wpływową kobietę na świecie Maria Curie Skłodowska nie będzie miała swojego filmu w TVP, bo miała poglądy „lewicowe”. Francuzi nakręcili o niej serial, a Polacy wolą historię Zenka i fascynujące opowieści o jego występach w remizach. Taki kraj!

Drogi Jarku!

Pewnie się zdziwisz, że pisze na ty, ale przesłano mi Kochany Kuzynie wywód genealogiczny Minakowskiego, z którego wynika, że mój prapraprapradziadek Kacper Kazimierz Sas był prapradziadkiem Jadwigi Sarć, która wyszła za Stanisława Święckiego, którego brat Czesław Święcicki ożenił się z Kazimierą Jasiewicz, która była siostrą Aleksandra Jasiewicza, twojego Kuzynie dziadka.

Otóż zajmując się różnymi sprawami adwokackimi (pewnie o niektórych słyszałeś…) nie zauważyłem, że zbliża się powołanie nowego rządu, a przecież Twojego nowoodnalezionego kuzyna musisz jakoś uwzględnić.

Skoro tatuś naszego prezydenta, kuzynka premiera, siostry, bracia, szwagierki, wujowie, siostrzenice, bratanice, fryzjerki, kierowcy, koleżanki fryzjerek etc.etc. naszych kochanych posłów PiS zajmują poczesne miejsca w obozie dobrej zmiany, to i ja pomyślałem, że dla mnie jakieś miejsce się znajdzie.

Przecież nie jestem kuzynem zwykłego posła, który może liczyć jedynie na jakąś radę nadzorczą tylko jestem kuzynem samego Ciebie. Wicepremierem już u Ciebie byłem (brrr, aż mi się zimno robi na samo wspomnienie), ale Prokuratorem Generalnym to byłbym idealnym, tym bardziej, że Ziobro w ogóle nie jest spokrewniony, czy spowinowacony ani z Tobą ani z premierem i nie wiadomo jak się znalazł w dobrej zmianie.

Tak więc Kuzynie daj znać, a wpadnę na herbatkę i obgadamy przy rodzinnym stole co i jak.

Dodam, że nie wątpisz chyba w mój obiektywizm. A przecież tego wszyscy oczekują od prokuratorów. Zapewniam Cię mój drogi, że we wszystkich sprawach mógłbyś liczyć na moją niezależność, szczególnie w sprawie, która boli Cię tak bardzo. Byłbym ślepy jak Temida i realizowałbym prawo i sprawiedliwość…

Politycy PO chcą ujawnienia majątku Mariana Banasia. Skierowali w tej sprawie wniosek do szefa krakowskiej Izby Administracji Skarbowej. – Obywatelom należy się jawność w życiu publicznym – uzasadniła wniosek Izabela Leszczyna. – Pan Banaś mógł dopuścić się przestępstwa skarbowego, które jest opisane w art. 56 kodeksu karnego skarbowego – dodała. Marian Banaś wydał oświadczenie, w którym przekonuje, że wszystkie kamienice nabył uczciwie i pozostaje na stanowisku szefa NIK-u.

“To atak na moją osobę”

“Wszystkie moje nieruchomości nabyłem na podstawie aktów notarialnych w sposób uczciwy i zgodny z prawem, w tym również kamienicę, która stała się powodem ataku na moją osobę” – napisał w przekazanym przez PAP oświadczeniu Marian Banaś.

“Z oburzeniem przyjmuję fakt łączenia mojej osoby z człowiekiem przedstawianym w reportażu filmowym” – czytamy także.

Przypomnijmy, że w reportażu “Superwizjera” widać, jak w wynajmowanej na godziny kamienicy, której właścicielem był obecny szef NIK, znany w krakowskim półświatku obwieszony złotem zarządca deklaruje, że “dzwoni do Banasia”.

Marian Banaś przyznał potem w TVP, że telefon rzeczywiście odebrał. W oświadczeniu przekazanym PAP pisze: “Kiedy zorientowałem się, że rozmawiam z osobą niebędącą dzierżawcą, przerwałem połączenie”.

“Obywatelom należy się jawność w życiu publicznym”

– Pewne w życiu są ponoć dwie rzeczy: śmierć i podatki – mówiła na konferencji w Sejmie Paulina Hennig-Kloska. – Uznałam, że to właśnie podatki mogą doprowadzić nas do prawdy nt. dochodów i majątków pana Banasia – dodała.

– Informacja o całokształcie rozliczeń podatkowych prezesa NIK może dać nam odpowiedź na dwa kluczowe pytania: czy majątek, który widnieje w oświadczeniu prezesa Banasia, został pozyskany w sposób legalny, pochodzi z legalnych źródeł wypracowanych przez prezesa NIK oraz czy dochody ujawniane w tych o świadczeniach nie były zaniżone – tłumaczyła posłanka KO.

Bez tajemnicy dla dobra publicznego

Platforma zapowiedziała skierowanie do szefa krakowskiej Izby Administracji Skarbowej wniosku o upublicznienie danych o podatkach zapłaconych przez szefa NIK. Wniosek dotyczy 5 grup: podatku dochodowego, podatku od czynności cywilnoprawnych, podatku od spadku i darowizn, od nieruchomości oraz od dochodów kapitałowych.

– Zdajemy sobie sprawę, że są to informacje objęte tajemnicą skarbową, ale może ją zdjąć szef Krajowej Administracji Skarbowej ze względu na ważny interes publiczny i konieczność urzeczywistnienia prawa obywateli do rzetelnego informowania nt. działań organów podatkowych i jawności życia publicznego – tłumaczyła Hennig-Kloska.

CBA powinna upublicznić raport

– Na podstawie informacji, które sam Marian Banaś przekazał w TVP, i jego oświadczań majątkowych uważamy, że pan Banaś mógł dopuścić się przestępstwa skarbowego, które jest opisane w art. 56 kodeksu karnego skarbowego – tłumaczył Izabela Leszczyna.

Wnioski z raportu, nad którym CBA pracowała od ponad 9 miesięcy, wciąż są owiane tajemnicą.

– Marian Banaś schował się w Najwyższej Izbie Kontroli, chce przez najbliższe 6 lat z parasolem PiS nad swoją głowa kontrolować życie publiczne w Polsce, a sam jest człowiekiem, który ma wiele do ukrycia – uważa posłanka.

Zapowiedziała także, że jeżeli CBA nie upubliczni raportu i nie zostanie zdjęta tajemnica z zeznań podatkowych Banasia, skieruje do prokuratury wniosek o postępowanie przeciwko naczelnikowi US w Krakowie, który dopuścił się zaniechania czynności, jakie powinien wykonać w stosunku do Mariana Banasia.

Banaś czyścicielem kamienic?

Ostanie doniesienia medialne nt. krakowskich kamienic, w których posiadaniu był Marian Banaś, każą podejrzewać, że szef NIK-u mógł “wyczyścić” kamienicę z lokatorów.

Dwie kamienice przy ul. Krasickiego, należące jeszcze niedawno do Banasia, znajdują się na tzw. czarnej liście urzędników – nieruchomości powinny należeć do miasta, lecz tak się nie dzieje ze względu na komplikacje natury prawnej.

Prawdą jest, że Marian Banaś nabył jedną z kamienic z lokatorami i sprzedał już niezamieszkałą. Część z nich miała zostać eksmitowana, część sama miała się wyprowadzić.

– Zastanawiam się, dlaczego Patryk Jaki z panem Kaletą nie zajmują się kamienicami w Krakowie – pytała Izabela Leszczyna.

– Warto się przyjrzeć, w jakich okolicznościach Marian Banaś nabył te kamienice. Okazuje się, że Banaś tak walczył z mafiami VAT-owskimi, jak darczyńca, od którego nabył kamienice, był w AK – dodała posłanka.

Ceaușescu Kaczyński i jego przydupas Duda

Rzeczniczka Trybunału Sprawiedliwości uznała, że Polska złamała prawo, gdy w 2015 r. odmówiła przyjęcia uchodźców. Naruszeń przepisów dopuściły się również rządy Węgier i Czech.

Opinię na temat Polski, Węgier i Czech ogłosiła Eleanor Sharpston, rzeczniczka generalna Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Jak powiedziała wszystkie wymienione kraje dopuściły się naruszenia przepisów prawa Unii Europejskiej. Sharpston uznała, że tłumaczenia rządów Europy Środkowej są niezasadne. Przypomnijmy – głosiły one, że odmawiają przyjęcia uchodźców ze względu na rzekome zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Wspomniane państwa członkowskie nie mogą powoływać się na swoje obowiązki w zakresie utrzymania porządku publicznego i bezpieczeństwa wewnętrznego, aby odmówić zastosowania wiążącego aktu prawa Unii, z którym się nie zgadzają” – stwierdziła rzeczniczka Trybunału Sprawiedliwości. Urzędniczka przyznała przy tym, że nawet jeżeli mechanizm kontroli uchodźców był nieskuteczny, to wszystkie kraje członkowskie powinny wesprzeć wspólnotę w duchu wzajemnego zaufania i współpracy.

Wspomniany duch współpracy i wzajemnego zaufania powinien mieć pierwszeństwo przy przeprowadzaniu procedury relokacji” – kontynuowała Sharpston, wskazując w dalszej części na trzy najważniejsze aspekty prawa UE: zasadę solidarności, obowiązek lojalnej współpracy oraz zasadę praworządności.

Na przyjęcie uchodźców do Polski nie zgodził się rząd Beaty Szydło. Większość rządów europejskich zdecydowała o przyjęciu uchodźców z ogólnej liczby 160 tys. osób w obozach we Włoszech i w Grecji. Przebywające tam osoby w większości uciekły z pogrążonej w wojnie domowej Syrii. Polska – pierwotnie – zamierzała przyjąć część uchodźców; pomysł ten poparty został przez rząd Ewy Kopacz. Z tego pomysłu wycofał się dopiero rząd sformowany przez narodowo-katolicką prawicę.

Polska, wraz z Czechami i Węgrami, została pozwana w 2017 r. przez Komisję Europejską. Organ uznał, że państwa Europy Środkowo-Wschodniej dopuściły się istotnego naruszenia przepisów prawa Unii Europejskiej.

Uchodźcy nie mogą obecnie liczyć na zbyt duże wsparcie ze strony polskiego rządu. Pomagają głównie organizacje pozarządowe – m.in. Polskie Centrum Międzynarodowe, które działa w obozach dla uchodźców w Libanie.

Opinia rzecznik Trybunału Sprawiedliwości nie jest wiążąca dla sądów. Jest to tylko opinia, którą sędziowie mogą uwzględnić w swojej codziennej pracy.

Pierwszy polski sędzia zasiadający w Międzynarodowym Trybunale Karnym w Hadze odmówił spotkania z prezydentem Andrzejem Dudą podczas jego oficjalnej wizyty w Holandii. – Nie szanuję postawy, którą reprezentuje głowa państwa. Uznałem, że mój udział w spotkaniu, nie jest niezbędny – powiedział dla RMF FM.

Prof. Piotr Hofmański, pierwszy polski sędzia, który zasiada w składzie Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, odmówił udziału w spotkaniu z Andrzejem Dudą,  pomimo że otrzymał zaproszenie na wydarzenie – dowiedziało się RMF FM.

– Składanie takiej wizyty przez Prezydenta RP czy osobę, która nie bardzo rozumie ideę państwa prawa, nie bardzo ideę niezawisłości sędziowskiej pojmuje, jest niestosowne w szacownej instytucji sądowniczej – stwierdził prof. Piotr Hofmański. Jak podkreślił, „nie szanuje postawy, którą reprezentuje głowa państwa”. – Uznałem, że mój udział, chociaż byłem zapraszany do udziału w spotkaniu, nie jest niezbędny – dodał.

Spychalski: Spotkanie na zaproszenie trybunału

Tymczasem według Błażeja Spychalskiego to prezydent został zaproszony na spotkanie przez trybunał. Zaznaczył, że nie dziwi go, że polski sędzia nie wziął udziału w spotkaniu, ponieważ zwyczajowo nie biorą w nich udziału sędziowie z kraju, z którego pochodzi oficjalna delegacja.

W Międzynarodowym Trybunale Karnym Andrzej Duda spotkał się z jego przewodniczącym Chilem Eboe-Osujim, który miał wyrazić nadzieję, że Polska uszanuje wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie powołania nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Zostanie on ogłoszony zostanie w listopadzie.

Media publiczne, w tym najlepsze radio Trójkę, sprowadzono do roli gadzinówek, w tym udział takiego nielota, jak Świetlik

Media obiegła informacja o niespodziewanej rezygnacji dotychczasowego dyrektora Programu III Polskiego Radia, o czym pisaliśmy w artykule „Wiktor Świetlik przestaje kierować radiową Trójką”. Tymczasem pojawiają się doniesienia o jego związkach z jednym z instytutów, który mógł być powiązany z akcjami internetowych trolli.

Rzeczoną farmę trolli ujawnił „Newsweek”: „Przez pół roku byłam trollem”. „Fałszywe konta na Twitterze i Facebooku czyszczą wizerunek prezesa TVP, prowadzą kampanie wyborcze politykom”. Według najnowszych doniesień „Newsweeka”, Świetlik – obok Piotra Gursztyna z TVP – jest jednym z założycieli think tanku o nazwie Instytut Staszica. Wśród ekspertów tej Instytutu znaleźć można także dziennikarzy „Gazety Polskiej”.

W radzie Instytutu Staszica zasiada wiceprezes Art-Media Marcin Rosołowski. Według „Newsweeka, Art-Media, farma trolli Cat@Net i Instytut Staszica co najmniej kilka razy występowały w interesie tych samych podmiotów. – „Agencja projektowała klientom kampanie wizerunkowe, farma trollowała na ich rzecz w Internecie, Instytut publikował raporty prezentujące punkt widzenia klientów agencji, lobbując m.in. za zmianami w prawie na ich korzyść” – piszą dziennikarze „Newsweeka”. W tle pojawiają się gigantyczne pieniądze.

W jednym z opisanych przez „Newsweek” przypadków znalazło się nazwisko dotychczasowego dyrektora Programu III Polskiego Radia. W marcu 2019 r. Wiktor Świetlik i Krzysztof Ziemiec z TVP poprowadził w Sejmie debatę o wychowaniu w trzeźwości. Głównym jej organizatorem był Instytut Staszica.

– „Wszystko wyglądało bardzo zacnie. Sejm, młodzież, księża, wychowanie w trzeźwości. Tylko że cel był zupełnie inny: producenci wódki chcieli wykorzystać okazję, żeby przekonywać do zmiany podatku na mocne alkohole. Czyli na wódkę właśnie” – powiedział jeden z rozmówców „Newsweeka”. Debata była możliwa w Sejmie dzięki posłowi PiS Marcinowi Duszkowi.

Jak pisze „Newsweek”, Instytut Staszica w 2016 r. miał 244 tys. zł przychodów. Dwa lata później ta kwota podwoiła się. Na pytanie dziennikarzy, czym tłumaczyć ten nagły wzrost, Instytut odpowiada, że „ze źródeł przewidzianych prawem; nie jesteśmy zobowiązani do ujawniania listy darczyńców”.

Losy spółek Art-Media i CaT@Net oraz Instytutu Staszica wielokrotnie splatają się i łącza przy okazji różnych przedsięwzięć. Cała sprawa jest „rozwojowa” i jeszcze pewnie o niej usłyszymy, bo jak to często w życiu bywa, panowie dr Marek Palczewski – Prezes Instytutu, do lipca 2019 r. związany ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich, Wiktor Świetlik, były dyrektor CMWP SDP i były już szef radiowej „Trójki” oraz Piotr Gursztyn, dyrektor biura programowego TVP także związany z SDP – przypadkiem wpadli na siebie, ponieważ przechodzili właśnie z „tragarzami”.

Klepanie zdrowasiek ma swój cennik

– „Nie ma niedzieli, żeby proboszcz nie prosił o pieniądze. Czasem człowiek ma wrażenie, że to mamona jest ważniejsza niż Ewangelia. Styl, w jakim mówi jest skandaliczny. Człowiek ma wrażenie, że on żąda, a nie prosi” – powiedział „GW” jeden z parafian kościoła pw. Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu. Proboszcz ks. Stanisław Pankiewicz ogłosił bowiem, ile trzeba zapłacić za tzw. wypominki za zmarłych.

Roczne „kosztują” 50 zł – przez cały rok po mszy o godz. 8.00 wyczytywane będzie nazwisko zmarłego.   – „Doszliśmy do ściany, skoro na ambonie padają konkretne kwoty. Jeśli tak, to chyba warto wprowadzić oficjalne cenniki i zainstalować kasy fiskalne” – skomentował inny parafianin.

Inny w mailu nadesłanym do „GW” napisał: – „Jest to dla nas bulwersujące zjawisko godzące w nasze postrzeganie wiary, instytucji Kościoła i nie mające prawa bytu w świetle nauk papieża Franciszka. (…) Jest to nie pierwsza sytuacja, w której zachowanie naszego obecnego proboszcza jest dla wielu parafian oburzające”.

Sam proboszcz nie ma sobie nic do zarzucenia. W rozmowie z dziennikarzem „GW” stwierdził, że… inne parafie też tak robią. Na koniec rzucił wyraźnie rozdrażniony do reportera: – „Nie mam przyjemności z panem rozmawiać”.

Bardziej rozmowny był rzecznik kurii poznańskiej ks. Maciej Szczepaniak. – „Z punktu widzenia duszpasterskiego podawanie konkretnych kwot za wymienianki, zwane też wypominkami, czyli modlitwę za zmarłych, nie powinno mieć miejsca. Podstawą utrzymania Kościoła są przecież dobrowolne ofiary, składane np. przy okazji wymienianek, a nie za nie. Nie może być tutaj mowy o jakichkolwiek pozorach transakcji” – powiedział Szczepaniak.

Pracownicy Ministerstwa Finansów, wyłudzający VAT, nie zostali zwolnieni dyscyplinarnie! Co więcej, jak gdyby nigdy nic dostali odprawy – informuje „Rzeczpospolita”. Materiał w gazecie opublikowano pod znamiennym tytułem: „Miękkie lądowanie ludzi Banasia”.

O dwóch jego zaufanych podwładnych: „Bliscy współpracownicy Mariana Banasia mieli kierować mafią VAT-owską!”. Jeden z nich Arkadiusz B. został zwolniony, zachowując prawo do 3-miesięcznego wypowiedzenia, otrzymał odprawę oraz trzynastą pensję. Drugi bliski współpracownik Banasia Krzysztof B. po odwołaniu zachował prawo do dwutygodniowego wypowiedzenia, bo miał krótszy staż pracy.

– „Wszyscy powinni mieć postępowanie dyscyplinarne, a pozwolono im odejść z zachowaniem wszystkich apanaży” – powiedzieli informatorzy rp.pl. Pytaniem bez odpowiedzi pewnie pozostanie, dlaczego takiego postępowania wobec nich nie wszczęto…

Arkadiusz B. i Krzysztof B. zostali aresztowani. Postawiono im zarzut zorganizowania i kierowania grupą przestępczą, która wyłudziła 5 mln zł z VAT, a w tym samym czasie – jako pracownicy Ministerstwa Finansów – mieli ścigać mafie VAT-owskie.

Jak piszą dziennikarki rp.pl, to, że odeszli z resortu, zachowując wszystkie przywileje, razi tym bardziej że dowody przeciw nim według śledczych są mocne. Sąd, który zdecydował o umieszczeniu ich w areszcie, podaje takie oto powody zastosowania wobec Arkadiusza B. i Krzysztofa B. takiego środka zapobiegawczego: „duże prawdopodobieństwo popełnienia czynu, możliwość ucieczki za granicę i zagrożenie wysoką karą ośmiu lat więzienia”. – „Zdaniem sądu, gdyby podejrzani pozostawali na wolności, mogliby działać destabilizująco na postępowanie poprzez wpływanie na zeznania osób, które mają wiedzę na temat ich przestępczej działalności” – powiedział rp.pl sędzia Michał Tomala, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie, który aresztował obu urzędników.

Andrzej Duda z żoną przez trzy dni składali wizytę w Holandii. Jednym z jej punktów było spotkanie prezydenta z szefem Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze Chilem Eboe-Osujim.

Najprawdopodobniej to, co powiedział Dudzie prezes haskiego Trybunału niezbyt mu się spodobało. – „Niezawisłość sądów jest kluczowym warunkiem zdolności sędziów do wypełniania ich funkcji w sposób prawdziwy” – podkreślił szef haskiego Trybunału

Eboe-Osuji przypomniał prezydentowi o obawach „wyrażanych przez ważne ciała i funkcjonariuszy – na scenie międzynarodowej – dotyczących stanu niezawisłości sądów w Polsce”. – „Jestem świadomy obaw wyrażanych przez Komisję Europejską, Międzynarodową Komisję Prawników czy Komisarza Praw Człowieka Rady Europy i innych. Wiem, że sprawa jest obecnie przez Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Mogę jedynie wyrazić przekonanie, że rząd Polski będzie w pełni szanować wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w tej sprawie” – powiedział Eboe-Osuji.

– „Pytanie, co z tego zrozumiał. Sądząc po poziomach jego żartów sądzę, że niewiele. Ale ważne, że wciąż się uczy, cały czas się uczy”; – „Odpowiedział im „trust me, I’m a „lawyer” „, czy też tylko się uśmiechał? Jest jeszcze wersja alternatywna: pani Dudowa mogła jeszcze wytańczyć to zdanie w rytm skandowania obywateli o konstytucji”; – „Ale i tak się nie przejął… skupiony na innych sprawach… przecież już zaraz sezon narciarski się zaczyna” – komentowali internauci.

Jeden z nich zaś przypomniał: – „Andrzej pewnie opowiedział jakiś dowcip w ramach riposty… oby nie ten o rektorach i ich rozbitym samolocie na tubylczą Afryką ;-)”. Chodzi oczywiście o „Żałosny dowcip Prezydenta. „Prosimy o start sezonu narciarskiego, niech zajmie się rzeczą, na której się jako tako zna”. Prezes Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze Chile Eboe-Osuji jest czarnoskóry.

Nie wiem, jak PiS, który stworzył ten problem, go rozwiąże, ale oczekuję od tej partii wzięcia odpowiedzialności za państwowy kryzys, jaki wywołali i doprowadzenia do dymisji szefa NIK oraz dymisji szefa służb Mariusza Kamińskiego.

Mamy do czynienia z dwiema aferami. Pierwsza – Mariana Banasia, szefa NIK, człowieka od kamienicy z pokojami dla agencji towarzyskiej i drugiej, kupionej z lokatorami, a sprzedanej bez i człowieka, którego współpracownicy stworzyli w Ministerstwie Finansów mafię wyłudzającą VAT. I druga – być może z punktu widzenia prawa nawet ważniejsza – niezrozumiałych zaniechań służb, które zamiast zablokować nominację Banasia i zebrać dowody jego działalności, rozpostarły nad nim parasol ochronny. Wyjaśnienie obu należy do PiS. I to właśnie tę partię wyborcy powinni z tego rozliczyć.

– „Moja osoba jest uczciwa, wszystkie medialne zarzuty to atak na moją osobę” – tak można streścić główny przekaz oświadczeń wydawanych przez Banasia. Pomijając nieznajomość gramatyki i pretensjonalne pisanie o sobie w trzeciej osobie, takie postawienie sprawy przez szefa NIK świadczy o braku szacunku dla państwa i instytucji, którą kieruje, ale też o głębokim niezrozumieniu i/lub lekceważeniu najważniejszych demokratycznych zasad.

Na przykład tej, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. I innej, mówiącej, że zadaniem dziennikarzy jest prześwietlanie działań polityków (robienie tego jest więc zwykłą robotą, a nie żadnym „atakiem”) i kto tego nie rozumie, nie powinien pełnić żadnej publicznej funkcji.

Ktoś jednak panu Banasiowi na to pozwolił. Służby specjalne, których zadaniem było, w świetle posiadanych informacji, zablokować nominację Banasia do NIK i zebrać dowody jego działalności, nic nie zrobiły, przeciwnie – można postawić hipotezę, że rozciągnęły nad nim parasol ochronny. I to jest nawet większa od „afery Banasia” sprawa, wymagająca wyjaśnienia i natychmiastowej dymisji ministra koordynatora służb Mariusza Kamińskiego.

Oczywiście, mamy w Polsce domniemanie niewinności, zgodnie z którym niewinny jest każdy, komu nie udowodni się winy. Zasada ta dotyczy jednak zwykłych obywateli (czytaj: niepełniących funkcji publicznych), a nie urzędników państwowych i szefów najważniejszych dla bezpieczeństwa publicznego instytucji. Ci muszą być jak żona Cezara, poza wszelkim, najmniejszym nawet podejrzeniem, ponieważ w każdej aferze z ich udziałem nie chodzi tylko o nich, o nich nawet najmniej, idzie natomiast o budowaną wcześniej latami wiarygodność państwowej instytucji i o zaufanie, jakim darzą ją obywatele.

Banaś na naszych oczach rozmienia NIK na drobne. Ośmiesza ją w imię swoich cwaniackich korzyści, niszcząc dorobek poprzednich szefów Izby. Jest oczywiste, że ktoś, kto być może wiedział o istniejącej w Ministerstwie Finansów mafii VAT-owskiej, „wyczyścił” kamienicę z lokatorów, żeby ją później sprzedać i wynajmował inną, uzyskaną w dziwny sposób, na dom publiczny, ma kontakty z przestępcami, robi z nimi interesy i jest w znakomitej komitywie, nie może być szefem instytucji kontrolującej inne urzędy publiczne. Po prostu nie.

I nie chodzi o to, czy w świetle przepisów jest winny czy nie. Chodzi o to, że jego kontakty, środowisko, w którym się obraca i fakt, że tolerował prowadzenie przestępczej działalności pod własnym nosem niebywale go obciąża, dyskwalifikuje i stawia pod znakiem zapytania jego uczciwość i zdrowy rozsądek.

Nie wiem, jak PiS, który stworzył ten problem, go rozwiąże, ale właśnie tego oczekuję od tej partii. Wzięcia odpowiedzialności za państwowy kryzys, jaki wywołali. Doprowadzenia do dymisji szefa NIK i dymisji szefa służb Mariusza Kamińskiego.

Banaś, przyznaj się, komu i gdzie ukradłeś

Politycy PO chcą ujawnienia majątku Mariana Banasia. Skierowali w tej sprawie wniosek do szefa krakowskiej Izby Administracji Skarbowej. – Obywatelom należy się jawność w życiu publicznym – uzasadniła wniosek Izabela Leszczyna. – Pan Banaś mógł dopuścić się przestępstwa skarbowego, które jest opisane w art. 56 kodeksu karnego skarbowego – dodała. Marian Banaś wydał oświadczenie, w którym przekonuje, że wszystkie kamienice nabył uczciwie i pozostaje na stanowisku szefa NIK-u.

“To atak na moją osobę”

“Wszystkie moje nieruchomości nabyłem na podstawie aktów notarialnych w sposób uczciwy i zgodny z prawem, w tym również kamienicę, która stała się powodem ataku na moją osobę” – napisał w przekazanym przez PAP oświadczeniu Marian Banaś.

“Z oburzeniem przyjmuję fakt łączenia mojej osoby z człowiekiem przedstawianym w reportażu filmowym” – czytamy także.

Przypomnijmy, że w reportażu “Superwizjera” widać, jak w wynajmowanej na godziny kamienicy, której właścicielem był obecny szef NIK, znany w krakowskim półświatku obwieszony złotem zarządca deklaruje, że “dzwoni do Banasia”.

Marian Banaś przyznał potem w TVP, że telefon rzeczywiście odebrał. W oświadczeniu przekazanym PAP pisze: “Kiedy zorientowałem się, że rozmawiam z osobą niebędącą dzierżawcą, przerwałem połączenie”.

“Obywatelom należy się jawność w życiu publicznym”

– Pewne w życiu są ponoć dwie rzeczy: śmierć i podatki – mówiła na konferencji w Sejmie Paulina Hennig-Kloska. – Uznałam, że to właśnie podatki mogą doprowadzić nas do prawdy nt. dochodów i majątków pana Banasia – dodała.

– Informacja o całokształcie rozliczeń podatkowych prezesa NIK może dać nam odpowiedź na dwa kluczowe pytania: czy majątek, który widnieje w oświadczeniu prezesa Banasia, został pozyskany w sposób legalny, pochodzi z legalnych źródeł wypracowanych przez prezesa NIK oraz czy dochody ujawniane w tych o świadczeniach nie były zaniżone – tłumaczyła posłanka KO.

Bez tajemnicy dla dobra publicznego

Platforma zapowiedziała skierowanie do szefa krakowskiej Izby Administracji Skarbowej wniosku o upublicznienie danych o podatkach zapłaconych przez szefa NIK. Wniosek dotyczy 5 grup: podatku dochodowego, podatku od czynności cywilnoprawnych, podatku od spadku i darowizn, od nieruchomości oraz od dochodów kapitałowych.

– Zdajemy sobie sprawę, że są to informacje objęte tajemnicą skarbową, ale może ją zdjąć szef Krajowej Administracji Skarbowej ze względu na ważny interes publiczny i konieczność urzeczywistnienia prawa obywateli do rzetelnego informowania nt. działań organów podatkowych i jawności życia publicznego – tłumaczyła Hennig-Kloska.

CBA powinna upublicznić raport

– Na podstawie informacji, które sam Marian Banaś przekazał w TVP, i jego oświadczań majątkowych uważamy, że pan Banaś mógł dopuścić się przestępstwa skarbowego, które jest opisane w art. 56 kodeksu karnego skarbowego – tłumaczył Izabela Leszczyna.

Wnioski z raportu, nad którym CBA pracowała od ponad 9 miesięcy, wciąż są owiane tajemnicą.

– Marian Banaś schował się w Najwyższej Izbie Kontroli, chce przez najbliższe 6 lat z parasolem PiS nad swoją głowa kontrolować życie publiczne w Polsce, a sam jest człowiekiem, który ma wiele do ukrycia – uważa posłanka.

Zapowiedziała także, że jeżeli CBA nie upubliczni raportu i nie zostanie zdjęta tajemnica z zeznań podatkowych Banasia, skieruje do prokuratury wniosek o postępowanie przeciwko naczelnikowi US w Krakowie, który dopuścił się zaniechania czynności, jakie powinien wykonać w stosunku do Mariana Banasia.

Banaś czyścicielem kamienic?

Ostanie doniesienia medialne nt. krakowskich kamienic, w których posiadaniu był Marian Banaś, każą podejrzewać, że szef NIK-u mógł “wyczyścić” kamienicę z lokatorów.

Dwie kamienice przy ul. Krasickiego, należące jeszcze niedawno do Banasia, znajdują się na tzw. czarnej liście urzędników – nieruchomości powinny należeć do miasta, lecz tak się nie dzieje ze względu na komplikacje natury prawnej.

Prawdą jest, że Marian Banaś nabył jedną z kamienic z lokatorami i sprzedał już niezamieszkałą. Część z nich miała zostać eksmitowana, część sama miała się wyprowadzić.

– Zastanawiam się, dlaczego Patryk Jaki z panem Kaletą nie zajmują się kamienicami w Krakowie – pytała Izabela Leszczyna.

– Warto się przyjrzeć, w jakich okolicznościach Marian Banaś nabył te kamienice. Okazuje się, że Banaś tak walczył z mafiami VAT-owskimi, jak darczyńca, od którego nabył kamienice, był w AK – dodała posłanka.

Gwałt czyściciela kamienic Mariana Banasia, że taki nikczemny człowiek był ministrem, jeszcze jest szefem NIK.

Xerofas

Na światło dzienne wychodzą kolejne fakty dotyczące Mariana Banasia, którego jeszcze nie tak dawno prominentni politycy PiS nazywali kryształową uczciwością. Tym razem okazuje się, że pan Banaś był też współwłaścicielem kamienicy sąsiadującej z tą, gdzie wynajmowano pokoje na godziny.

Z redakcją „Gazety Wyborczej” skontaktowała się Teresa H. S. mieszkająca od lat w USA. Okazuje się, że to właśnie z nią Banaś zakupił nieruchomość przy ul. Krasickiego 26. Kamienica ponad 100 – letnia, trzypiętrowa, o powierzchni ponad 422 m kw. Pani Teresa wyłożyła na jej zakup 200 tys. zł, a Banaś podjął się uwolnienia budynku od niewygodnych lokatorów i to był właśnie jego wkład w biznes. Po 9 latach sprzedali kamienicę za 1,2 mln zł i podzielili się pieniędzmi.

W 2014 roku Teresa H. S. uznała, że należy jej się jeszcze 100 tys. zł z odsetkami i oddała sprawę do sądu. Banaś przyznaje, że nie wywiązał się do końca z zawartej…

View original post 298 słów więcej

 

Bestia w sutannie

16 księży archidiecezji gdańskiej w oświadczeniu wysłanym do nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio potwierdziło prawdziwość informacji zawartych w reportażu TVN24 „Czarno na białym” na temat metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia. „Ksiądz o abp Głódziu: „Publiczne poniżanie – on jest w tym naprawdę niezły”.

W swoim oświadczeniu duchowni wyrażają gotowość powtórzenia zarzutów wobec abpa Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce. Mówią o publicznym poniżaniu przez metropolitę gdańskiego, wymuszaniu pieniędzy i ubliżaniu im za zbyt niskie datki.

Nazwiska 16 księży zostały podane do wiadomości nuncjusza. Treść oświadczenia przekazano też do wiadomości Sekretariatu Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

Z reportażu TVN24 wynikało, że składane wcześniej przez księży skargi na postępowanie Głódzia pozostały bez echa. Nie zareagował na nie ani poprzedni, ani obecny nuncjusz  apostolski w Polsce.

– „W tym wypadku tylko systematyczna akcja typu: nie idziemy do kościoła (i nie dajemy na tace i inne) wywoła jakiś efekt, na reakcję z wewnątrz KK nie ma co liczyć, nawet na samego papieża Franciszka”; – „W wojsku jest fala, ale to, co wyprawiał Leszek to było tsunami”; – „Im się wydaje, że są niezatapialni. Przykład Irlandii wskazuje, że są w błędzie” – komentowali internauci.

– „W 2013 roku mówił, że zapłodnienie in vitro grozi autyzmem i upośledzeniami, a „z punktu widzenia genetyki zapłodnienie pozaustrojowe może stanowić zagrożenie dla człowieka” – tak o prof. Andrzeju Kochańskim – nowym krajowym konsultancie ds. genetyki klinicznej – pisze na Facebooku posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek. Został on właśnie powołany na to stanowisko przez ministra zdrowia i będzie zajmował się m.in. programami leczenia niepłodności.

Kochański związany jest z Instytutem Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Jest także ekspertem zasiadającym w Radzie Naukowej Ordo Iuris oraz Zespołu ds. Bioetyki Konferencji Episkopatu Polski.

W Ordo Iuris Kochański zajmował się m.in. sporządzaniem opinii na temat aborcji, badań prenatalnych i tabletek „dzień po”. Twierdził, że nierzadko badania prenatalne stanowią pretekst do późniejszego „zabicia dziecka”.

Polska Akademia Nauk miała odcinać się od jego poglądów i wypowiedzi.  Bartosz Arłukowicz, który w rządzie PO-PSL był ministrem zdrowia, domagał się, aby antynaukowe wypowiedzi Kochańskiego zbadała komisja etyki PAN.

Nominacją Kochańskiego jest zaskoczona prof. Olga Haus, prezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Genetyki Człowieka. – Niestety, nikt nie konsultował z nami kwestii zmiany konsultanta, co było dotychczas dobrym obyczajem w relacjach naszego Towarzystwa z Ministerstwem Zdrowia. Nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, dowiedziałam się – tak jak cały zarząd – w dniu, w którym zmiana nastąpiła. Odwołanie poprzedniej konsultant prof. Marii Sąsiadek uważam za dużą stratę dla całego środowiska, a moment został wybrany wyjątkowo niefortunnie – tuż przed egzaminami specjalizacyjnymi, nie wspominając o tym, że również przed końcem kadencji” – powiedziała prof. Haus w rozmowie z tygodnikiem „Polityka”.

Jest wicedyrektorem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, wicedyrektorem TVP ds. korporacyjnych i na dodatek podczas ostatnich wyborów pełnił funkcję pełnomocnika zarządu TVP ds. wyborów. Wszystkie te stanowiska piastuje Paweł Gajewski, a ma zaledwie 26 lat…

Jest też… świeżo upieczonym maturzystą. Według informatorów tygodnika „Polityka” Gajewski niedawno zdał ją eksternistycznie.

Jest uważany w TVP za prawą rękę Jacka Kurskiego. Nazywany jest „parasolem” – ponoć tak zwracał się do niego prezes TVP. „Ksywka” pojawiła się po opublikowaniu zdjęcia, zrobionego podczas festiwalu w Opolu. Na fotografii Gajewski trzyma rzeczony parasol nad Jackiem Kurskim i jego żoną.

Z danych – na podstawie sprawozdań finansowych TVP – opublikowanych przez portal Wirtualne Media wynika, że dyrektorzy i ich zastępcy zarabiają ok. 22 tys. zł miesięcznie brutto. Gajewski ma także do dyspozycji służbowy samochód.

Jego znajomość z Jackiem Kurski zaczęła się, kiedy obecny prezes TVP i Zbigniew Ziobro powołali do istnienia Solidarną Polskę. Gajewski został szefem młodzieżówki tej partii. Teraz – według rozmówców „Polityki” – jako wiceszef TAI Gajewski „dba, by ludzie Ziobry i on sam mieli zarezerwowany odpowiedni czas antenowy”.

Dziennikarce „Polityki” nie udało się skontaktować ze świeżo upieczonym maturzystą. Paweł Gajewski nie odbierał telefonu i nie odpowiedział na SMS.

Małgorzata Kidawa-Błońska ma wszystko, co potrzebne prezydentowi

Poseł Adam „Smród” Lipiński był gościem programu Gość Wydarzeń w Polsat News. Polityk PiS został zapytany przez prowadząca program Dorotę Gawryluk m.in. na temat zbliżających się wyborów prezydenckich.

Tak ten „Smród” wyglądający, jak parobek,  rzekł o kobiecie z ogromną klasą, poza jest poza jego zasięgiem:

– Donald Tusk ma duży potencjał i tu nie ma o czym dyskutować. (Tusk byłby groźniejszy?) – Sądzę, że tak. (…) Po to, żeby być prezydentem, wygrać wybory prezydenckie – trzeba mieć jednak duże doświadczenie, dużą determinację, odpowiednie otoczenie itd. Nie wiem, czy pani Kidawa to ma.

Kartofle pisowskie czują zagrożenie ze strony kobiety z klasą, jaką jest pani Małgorzata.

Xerofas

Jestem gotowa, aby w wyborach prezydenckich pokonać Andrzeja Dudę i mam pomysł, jak to zrobić; jeśli moja kandydatura zostanie wystawiona, biorę się do tego, żeby te wybory wygrać, kandydat KO będzie znany na początku grudnia – mówiła we wtorek Małgorzata Kidawa-Błońska (PO).

Kidawa-Błońska była pytana w rozmowie z gazeta.pl o ewentualny start w wyborach prezydenckich. „Jesteśmy na etapie wyłaniania kandydata czy kandydatki Koalicji Obywatelskiej na tę funkcję. Jeżeli będzie zgoda i będzie wystawiona moja kandydatura, ja z całą odpowiedzialnością biorę się do tego, żeby te wybory wygrać” – powiedziała.

Dopytywana, czy jest gotowa i miałaby pomysł, na to, żeby pokonać w wyborach urzędującego prezydenta Andrzeja Dudę, odparła: „mam pomysł i jestem gotowa”. Kidawa-Błońska zaznaczyła, że nie jest jeszcze kandydatką i nie prowadzi kampanii. Nie chciała powiedzieć, jaki ma pomysł na wygranie z Dudą.

Według Kidawy-Błońskiej, powinniśmy jak najszybciej poznać kandydata…

View original post 272 słowa więcej