Kardynał molestujący ucznia. Wielkie mi odkrycie

Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Henryka Gulbinowicza, którego oskarżono o molestowanie seksualne. Decyzję podjęła prokurator Dorota Białkowska z powodu przedawnienia się czynu.

Hierarchę oskarżył były uczeń Niższego Seminarium Duchownego w Legnicy. O sprawie w artykule „Karol Chum oskarża kardynała Gulbinowicza o molestowanie”.

– „Spodziewałem się tego. Znaczy, że prawnie nic im zrobić nie mogę. Kościół może natomiast nadal w tym temacie prowadzić swoje postępowanie, gdyż w przypadku dostojnika tej rangi nie stosuje się przedawnień i pozostaje to w gestii papieża. Oczywiście, zakładam, że Kościół zbagatelizuje sprawę i sprawcy pozwoli spokojnie umrzeć. Jednocześnie, nie ma żadnych narzędzi by zamknąć mi usta, a to oznacza, że będę kardynała Gulbinowicza bezkarnie nadal nazywał przestępcą seksualnym” – napisał w oświadczeniu Karol Chum. Rozważa skierowanie sprawy do sądu.

Głos w sprawie zabrał rzecznik prasowy wrocławskiej kurii ksiądz Rafał Kowalski. – „W postępowaniu świeckim krajowym, w przypadku przedawnienia czynu, trzeba sprawę umorzyć. W Kościele to Stolica Apostolska będzie decydowała, co dalej. Watykan może postanowić o cofnięciu umorzenia i o przeprowadzeniu dochodzenia kanonicznego. O podjęcie takiej decyzji poprosimy na pewno Watykan” – powiedział w rozmowie z onet.pl.

Nazwisko kard. Gulbinowicza pojawiło się także w raporcie o pedofilii w polskim Kościele. Został tam wymieniony jako jeden z hierarchów, którzy tuszowali przypadki molestowania seksualnego nieletnich przez księży.

Pogram Koalicji Obywatelskiej czytaj tutaj >>>

– „Panie premierze, w sposób stanowczy, zdecydowany, zwracam się do pana o możliwie niezwłoczne odwołanie Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości. Jeżeli tak się nie stanie, panie premierze, przecież jest pan historykiem, historia tego panu nie zapomni” – apeluje do Mateusza Morawieckiego prof. Adam Strzembosz. Przesłanie byłego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i przewodniczącego Trybunału Stanu opublikowała na Facebooku i YouTubie inicjatywa Wolne Sądy.

Niekwestionowany autorytet prawniczy przypomniał premierowi, że działał w dawnej „Solidarności”. Powiedział, że został odznaczony Orderem Odrodzenia Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz najwyższym odznaczeniem państwowym Orderem Orła Białego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

– „Panie premierze, w sposób stanowczy, zdecydowany, zwracam się do pana o odwołanie pana Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości i to nie tylko dlatego, że pod jego bokiem działała grupa, właściwie przestępcza, bo ujawniająca niedostępne materiały personalne i dokonująca hejtu o znamionach zniesławienia, na której czele stał wiceminister sprawiedliwości, którego pan powołał. Równocześnie w grupie tej znaleźli się nominaci pana Zbigniewa Ziobry na stanowiska prezesów sądów, zastępcy rzecznika dyscyplinarnego czy członków KRS. Również znalazła się tam osoba z Sądu Najwyższego wybrana z udziałem przynajmniej ministra sprawiedliwości” – podkreślił prof. Strzembosz.

To oczywiste nawiązanie do ujawnionej przez Onet i „Gazetę Wyborczą” afery hejterskiej z udziałem m.in. byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebaka. Akcja miała na celu zdyskredytowanie sędziów, krytykujących pisowskie zmiany w sądownictwie. – „Pomawiano o haniebne czyny członków stowarzyszenia Iustitia i tych adwokatów, którzy w ramach Wolnych Sądów zorganizowali obronę nas przed łamaniem Konstytucji i innymi nadużyciami władzy” – stwierdził były Pierwszy Prezes SN.

Według prof. Strzembosza, to „Ziobro odpowiada za nominacje na wysokie stanowiska sędziowskie często ludzi sfrustrowanych, gotowych na wszelkie kompromisy moralne dla uzyskania wysokich stanowisk”. Zdaniem wybitnego prawnika, Ziobro „musi ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje”.

W nowym programie PiS znalazł się zaskakujący zapis dot. zawodu artysty. Partia rządząca planuje bowiem odgórnie regulować ten fragment rynku i ustalać, kto jest artystą, a kto nim nie jest. Czy to początek wpływania ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego na wolność wypowiedzi w sztuce?

Kto jest artystą?

Dziś polityka państwa względem działalności artystycznej jest dość liberalna. Np. na przesłuchania do opery może przyjść teoretycznie każdy. Jeśli tylko będzie cechował się dobrym warsztatem, ma szansę na angaż.

To zdroworozsądkowe podejście. Prawdziwym artystą trudno stać się bowiem w wyniku zdawania egzaminów w szkole. Historia kina czy muzyki zna wiele przykładów genialnych samouków. Topowy dziś aktor Sebastian Fabijański miał problemy z dostaniem się do szkoły aktorskiej, a gdy to w końcu mu się udało, nie ukończył jej. Adam ‘Nergal Darski, którego zespół metalowy Behemoth dziś święci tryumfy na całym globie i jest jedną z niewielu polskich grup, która sprzedaje płyty zarówno w Europie, Azji czy USA, nie potrafi nawet czytać nut.

Pomysł PiS-u nie dotknie jednak artystów niezależnych, ale w dużej mierze tych, którzy swoją karierę opierają na publicznych dotacjach czy pracy w operach, teatrach lub domach kultury. To o ich przyszłości chce decydować partia. Z dokumentu wynika bowiem, że każdy, kto zawodowo zajmuje się rozrywką, musiałby wystąpić o potwierdzenie statusu “artysty zawodowego” oraz dostać specjalną kartę:

Status artysty zawodowego przysługuje absolwentom studiów II stopnia uczelni artystycznych lub ogólnokształcących szkół baletowym oraz osobom fizycznym, które mają udokumentowany dorobek artystyczny, potwierdzony przez stowarzyszenie reprezentatywne” – czytamy w programie PiS, którego fragment na Twitterze opublikował Tomasz Skory z RMF.

Status potwierdza Rada Funduszu na wniosek samego zainteresowanego. By przejść weryfikację, wnioskodawca musi dostarczyć Radzie dyplom ukończenia studiów albo potwierdzenie dorobku artystycznego wystawione przez “stowarzyszenie reprezentatywne”.

Cenzura w wersji light?

Jakie mogą być efekty nowych pomysłów PiS-u?

-To niejako powrót do PRL-u – ostrzega Bogdan Desoń, kandydat na posła Koalicji Obywatelskiej z Bielska-Białej i zarazem zawodowy śpiewak operowy –  Choć pozornie pomysł może wydać się komuś całkiem rozsądny, przy dalszych regulacjach zaistnieje problem. Status artysty mogą otrzymywać tylko faworyci władzy.

W konsekwencji pomysł partii Kaczyńskiego wprowadzi w środowisko muzyków czy aktorów cenzurę. Ci pierwsi będą obawiać się nagrać piosenki z tekstem, który uderzałby w rząd. Z kolei reżyserzy pokroju Wojciecha Smarzowskiego czy Patryka Vegi mogą zacząć mieć problemy z obsadzaniem ról we własnych filmach.

PRL-bis

Trudno ocenić, jakie podejście do sztuki ma Jarosław Kaczyński, zapisy z programu jego partii sugerują jednak na próbę stworzenia nowej kasty artystów. Czy czeka nas socrealizm-bis? Ktoś tu usilnie stara się zafundować nam karykaturalną podróż w przeszłość…

Część 1 dostępna tutaj >>>

Na kontrakcie Polskiej Fundacji Narodowej z amerykańską firmą PR-ową White House Writers Group najbardziej skorzystała rodzina związanego z PiS-em polonijnego historyka Marka Chodakiewicza, który w Polsce zasłynął atakiem na homoseksualistów. W rozliczeniach WHWG znaleźliśmy olbrzymie przelewy dla jego siostry, żony, współpracownika i dla niego samego.

  • W ciągu dwóch lat Chodakiewiczowie dostali z kieszeni polskiego podatnika w sumie ponad ćwierć miliona dolarów, czyli ponad milion złotych
  • Najlepiej zarabia siostra Chodakiewicza — za pracę przy projekcie PFN inkasuje 120 tys. dol. rocznie i zwrot kosztów
  • W dokumentach są także przelewy dla żony i współpracowników Chodakiewicza oraz dla niego samego
  • Chodakiewicz to dobry znajomy Macieja Świrskiego, byłego wiceprezesa Polskiej Fundacji Narodowej, który podpisywał kontrakt w USA

Wczoraj ujawniliśmy, że Polska Fundacja Narodowa zapłaciła w ciągu kilkunastu miesięcy ponad 5,5 mln dol. — czyli ponad 20 mln zł — amerykańskiej firmie PR-owskiej White House Writers Group za promowanie naszego kraju w USA. Amerykanie wzięli pieniądze m.in. za stworzenie w mediach społecznościowych profili o Polsce, które na całym świecie obserwuje po kilkanaście czy kilkadziesiąt osób. Dla porównania — ambasada RP w Waszyngtonie dostaje rocznie na swoje wydatki i utrzymanie podobną kwotę.

Czemu PFN podpisała taki lukratywny kontrakt właśnie z White House Writers Group? Według ustaleń Onetu, kluczową postacią w tej historii jest prof. Marek Jan Chodakiewicz, kontrowersyjny polonijny historyk. Chodakiewicz ostatnio stał się głośny, gdy podczas wykładu organizowanego przez Instytut Pamięci Narodowej wulgarnie wypowiadał się o homoseksualistach, przypisując im skłonności do zoofilii.

Chodakiewicz jest związany z PiS — z nadania Ministerstwa Kultury jest m.in. członkiem rady programowej Muzeum II Wojny Światowej. Jego bliskim znajomym jest Maciej Świrski, który w momencie tworzenia Polskiej Fundacji Narodowej w 2016 r. został wiceprezesem fundacji ds. współpracy międzynarodowej. To właśnie Świrski zdecydował, by lukratywny kontrakt na promowanie Polski w USA trafił do firmy WHWG.

Marek Jan Chodakiewicz Foto: Stefan Maszewski / East News

Marek Jan Chodakiewicz

Siostra

W White House Writers Group zatrudniona jest osoba, której jedynym zadaniem jest współpraca w imieniu firmy z Polską Fundacją Narodową. Wynika to jasno z dokumentacji, którą WHWG przesłało do Departamentu Sprawiedliwości USA, gdzie firma musi składać informacje dotyczące pieniędzy otrzymywanych od instytucji podległych obcym rządom. Osoba ta została zgłoszona jako pracownik WHWG zajmujący się współpracą z Fundacją w pełnym wymiarze godzin, inni pracownicy firmy zostali zgłoszeni jako zajmujący się kontraktem z PFN w niepełnym wymiarze czasu.

Ową osobą jest Polka Anna Wellisz, która od ćwierć wieku ma amerykański paszport. Na kontrakcie WHWG z Polską Fundacją Narodową zarabia bardzo dobrze: rocznie 120 tys. dolarów, czyli nieco ponad 39 tys. zł miesięcznie. Z dokumentacji wynika, że jest jedyną pracownicą WHWG, której płaca wprost zależy od kontraktu z Polską Fundacją Narodową. Pracuje więc w WHWG dlatego, że płaci za to fundacja z Warszawy.

Pełne nazwisko tej pracownicy to Anna Chodakiewicz-Wellisz. Pani Wellisz jest siostrą prof. Chodakiewicza.

Poza sowitym — nawet jak na waszyngtońskie warunki — wynagrodzeniem Wellisz korzysta z kontraktu z PFN także na inne sposoby. W umowie jest zapis, zgodnie z którym PFN zwraca pracownikom WHWG „uzasadnione” wydatki, które powinny być związane z wykonywaniem obowiązków dla fundacji. W praktyce owe wydatki to studnia bez dna, sięgają milionów dolarów, a ich weryfikacja przez PFN jest iluzoryczna. W wykazie owych dodatkowych kosztów, zwracanych firmie przez PFN, wielokrotnie znaleźliśmy nazwisko Wellisz.

Wedle pierwszego rozliczenia — obejmującego półrocze między listopadem 2017 r. a kwietniem 2018 r. — Wellisz dostała zwrot za bilet lotniczy do Polski (1660 dol.), hotele (1168 dol.) i przejazd koleją między Waszyngtonem a Nowym Jorkiem (198 dol.). Jednak już w drugim rozliczeniu, za okres maj — październik 2018 r., koszty zwrócone pani Wellisz wzrosły drastycznie i przekroczyły w sumie 23 tys. dol. (90 tys. zł). Poza przelotami, przejazdami i hotelami, pojawiły się m.in. wydatki na jedzenie. Trudno je przypisać do spotkań w polskich sprawach — bo takie zadeklarowała tylko jedno.

W ostatnim sprawozdaniu — kończącym się w kwietniu br. — WHWG przestała w ogóle podawać, którzy pracownicy odpowiadają za konkretne wydatki. Ale rachunków na posiłki jest sporo, zwłaszcza w restauracjach położonych blisko waszyngtońskiej siedziby WHWG, choćby Ristorante Piccolo czy Bangkok Joe’s.

Co konkretnie robi Wellisz? Najzupełniej poważnie WHWG napisała w sprawozdaniu dla rządu USA, że w ramach kontaktów z amerykańskimi oficjelami w sprawach dotyczących Polski, Wellisz pisała e-maile do Georgette Mosbacher, ambasador USA w Warszawie.W sprawozdaniach znajduje się jeszcze informacja, że udzieliła wywiadu na temat Polski katolickiemu radiu Ave Maria — to lokalna stacja radiowa ze stanu Michigan. To wywiad telefoniczny, w większości poświęcony polskiej historii, choć słychać, że Wellisz sprzyja obecnej władzy w Polsce.

Żona

W sprawozdaniach WHWG znaleźliśmy też informacje o przelewach dla p. Moniki Jabłońskiej. To także Polka, która od 2001 r. ma obywatelstwo USA. Jej pełne nazwisko to Monika Jabłońska-Chodakiewicz. Pani Jabłońska jest żoną prof. Chodakiewicza. Jabłońska jest badaczką spuścizny Jana Pawła II i została przez WHWG zatrudniona, gdy firma organizowała konferencję „Ronald Reagan i papież Jan Paweł II: partnerstwo, które zmieniło świat”. Odbyła się ona we wrześniu 2018 r.

Jednym z zadań Jabłońskiej było zaproszenie na konferencję ambasador USA w Watykanie Callisty Gingrich, żony byłego republikańskiego polityka. W tym celu Jabłońska wraz z małżonkiem poleciała do Watykanu. Chodakiewicz zresztą też znajduje się na liście kosztów WHWG — dostał 1000 dol. Pieniędzmi PFN-u Amerykanie zapłacili mu za udział w konferencji organizowanej przez jego siostrę i żonę. W tej konferencji udział wziął także znajomy prof. Chodakiewicza, ówczesny wiceprezes PFN Maciej Świrski.

Do kosztów rozliczeń z polską fundacją, WHWG wpisała nawet maile, które żona Chodakiewicza wysyłała potem za Spiżową Bramę w sprawie planów podobnej konferencji w Rzymie. Jabłońska zainkasowała w sumie 24 tys. dol. (prawie 100 tys. zł).

Ludzie Chodakiewicza

To wciąż nie wszystkie osoby związane z Chodakiewiczem, których zarobiły na kontrakcie z Polską Fundacją Narodową. Jesienią ub.r. Amerykanie z WHWG zatrudnili 36-letniego Pawła Styrnę. To kolejny Polak z paszportem USA. W rozliczeniach znaleźliśmy informację, że przysługuje mu 1600 dol. za każde zlecenie wykonywane dla WHWG. Są też konkretne przelewy na niemal 40 tys. dol. (ponad 150 tys zł) do końca kwietnia br.

Styrna jest pracownikiem naukowym w waszyngtońskim think-tanku The Institute of World Politics, tak jak Chodakiewicz. Pracują w tej samej katedrze studiów polskich.

Założyciel Institute of World Politics John Lenczowski był wraz z Chodakiewiczem uczestnikiem konferencji o Reaganie i papieżu — za udział także otrzymał z pieniędzy PFN 1 tys. dol. Za inną konferencję — kolejny tysiąc dolarów.

Chodakiewicz nie odpowiedział na nasze pytania dotyczące pieniędzy, które jego rodzina i współpracownicy zarabiają na kontrakcie z Polską Fundacją Narodową. Za to PFN po otrzymaniu naszych pytań wydała oświadczenie. Napisała w nim, że Anna Wellisz jest stypendystką Fulbrighta i absolwentką UC Berkeley, gdzie skończyła komparatystyczne studia doktoranckie. „Prowadzi ten projekt na co dzień, włącznie z organizowaniem wizyt studyjnych z USA w Polsce” — napisała fundacja.

PFN chwali także Chodkiewiczów za konferencję o papieżu i Reaganie: „Wykorzystanie dwóch waszyngtońskich ekspertów z polskim doświadczeniem było kluczowe dla przekazu: prof. Marek Jan Chodakiewicz, autor kilkuset publikacji i ekspert najnowszej historii Polski i Europy, który doktoryzował się na Columbia University, wystąpił w panelu historycznym; Monika Jabłońska, autorka jedynej w języku angielskim monografii o Janie Pawle II jako autorze poezji, prozy i dramatów uczestniczyła w panelu o polskim Papieżu. Monika Jabłońska ma magisterium z literatury i prawa w Polsce i USA. Studiowała w Rzymie i znała osobiście polskiego Papieża, który zachęcił ją do napisania tej książki.”

Reklamy

PiS ma się kogo bać

Na konwencji Prawa i Sprawiedliwości, która odbyła się w niedzielę 15 sierpnia w Legnicy, Jarosław Kaczyński poruszył temat zniesienia immunitetów poselskich, sędziowskich i prokuratorskich. Zauważył jednak, że zniesienie immunitetów złamałoby Konstytucję RP. A że Prawo i Sprawiedliwość nie chce tego robić, to zamierza ją po wygranych wyborach zmienić.

Do słów Kaczyńskiego odniósł się europoseł Prawa i Sprawiedliwości Adam Bielan, w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu ZET. Potwierdził oczywiście, że PiS chce zmienić konstytucję, jednak zauważył, że do zmiany tego dokumentu potrzeba głosów 307 posłów, co może nie być proste do osiągnięcia dla Prawa i Sprawiedliwości.

„Musielibyśmy mieć albo samodzielnie 307 głosów, co będzie bardzo trudne do wykonania, albo znaleźć sojuszników do zmiany konstytucji. Będziemy namawiać partie, które znajdą się w przyszłym parlamencie, żeby to zmienić” – powiedział.

No cóż, Jarosław Kaczyński ma również tę świadomość, ale kto mu zabroni pomarzyć: -„Przyjdzie taki dzień, że zmienimy konstytucję na potrzebną, która będzie gwarantowała prawdziwą demokrację, prawdziwą praworządność, prawdziwą równość, która jest dzisiaj łamana. (…). Będzie jasna, wyraźna, sformułowana w ten sposób, żeby były utrudnione pokrętne interpretacje. Nie zapowiadam tego w tych wyborach, bo to jeszcze pewnie długa droga, ale przyjdzie czas, że to zrobimy” – mówił prezes w sierpniu tego roku na pikniku partyjnym w Dygowie.

Internauci, marzenia Kaczyńskiego, komentują: „Putin tez zmienił konstytucję tak aby można było go wybrać na piątą juz chyba kadencję”, „Czy „prawdziwa demokracja” tak się różni od demokracji liberalnej albo demokracji bezprzymiotnikowej – jak krzesło elektryczne różni się od krzesła po prostu?”, „On nie chce zmienić konstytucji. On chce ja po prostu unieważnić, aby mu nie przeszkadzała w dyktatorskim rządzeniu”.

– „Ci, którzy myśleli, że nowa Komisja Europejska Ursuli von der Leyen będzie miała inne podejście w kwestii praworządności, zdziwią się lub rozczarują. Pani przewodnicząca elekt powiedziała w Parlamencie Europejskim, że będzie nadal pracować w tym kierunku” – zapowiedział wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Przedstawiciele krajów unijnych dyskutowali dziś w Brukseli m.in. o planie stworzenia stałego mechanizmu dotyczącego kontroli praworządności.

Timmermans podkreślił, że praworządność jest „sprawą Unii Europejskiej, a nie tylko państw członkowskich”. – „Nie można używać argumentu, że praworządność jest kwestią narodową. Proponujemy, żeby instytucje i państwa członkowskich wypracowały większą świadomość wydarzeń w poszczególnych krajach UE, aby móc identyfikować zagrożenia dla praworządności, pracować nad rozwiązaniami i wspólnie pracować dla większej wiedzy i zrozumienia” – powiedział. Przegląd praworządności miałby odbywać się co rok.

Wiceszef KE wspomniał także o aferze hejterskiej z udziałem urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości, której celem było zdyskredytowanie sędziów krytykujących pisowskie zmiany w sądownictwie.

Dodajmy, że następczynią Timmermansa na stanowisku szefa komisji praworządności ma być Czeszka Vera Jourova. W przeszłości krytycznie wypowiadała się o wprowadzanych przez PiS reformach sądownictwa. – „Jesteśmy świadkami systemowego zagrożenia dla rządów prawa w Polsce. Podział na władzę sądowniczą i wykonawczą jest w Polsce zagrożony” – pisała na Twitterze w lipcu 2017 roku.

Podobnie krytycznie wypowiedziała się w wywiadzie dla czeskiej telewizji. Jourova uważa, że Polska – jako państwo nieprzestrzegające zasad praworządności – powinna dostawać mniejsze dopłaty z budżetu Unii Europejskiej. – „Pieniądze podatników z UE nie mogą pójść gdzieś, gdzie będzie tworzony dyktatorski reżim. Niezawiśli sędziowie nie mogą zależeć od polityka, który będzie decydował, który z nich ma być zwolniony” – mówiła.

Krajowa Administracja Skarbowa zatrudnia 9 duchownych, a Ministerstwo Finansów – jednego. Łączny koszt ich „posługi” w 2018 r. wyniósł 609 tys. zł (koszty uposażeń, nagród, świadczeń przysługujących funkcjonariuszom Służby Celno-Skarbowej oraz koszty delegacji).

Z danych resortu finansów, na które powołuje się Wirtualna Polska, wynika, że średnie wynagrodzenie księdza etatowo ewangelizującego w placówkach fiskusa wyniosło w 2018 r. 4 714 zł netto. Jak ustaliła wp.pl, podczas rządów PO-PSL księża nie byli zatrudniani w skarbówce.

Według informacji przekazanych posłom w kwietniu br. przez resort finansów wynagrodzenie kapelanów jest uzależnione od miejsca pracy. W Izbie Skarbowej w woj. mazowieckim ksiądz zarabia ok. 7,3 tys. zł brutto. W lubelskim „tylko” 4,8 tys. zł brutto.

Za co budżet państwa (czyli wszyscy podatnicy) im płaci? Okazuje się, że za odprawianie nabożeństw, zapewnienie duszpasterskiej opieki nad pracownikami fiskusa, współorganizowanie uroczystości patriotyczno-religijnych z udziałem pracowników KAS i funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej.

Księża do pracy w skarbówce wskazywani są przez biskupa. A dzieje się tak na podstawie wprowadzonej przez PiS w listopadzie 2016 r. ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej. Wynagrodzenie księży ustalane jest na mocy rozporządzenia ministra finansów z lutego 2017 r.

Kościół sam się nie zmieni. Musi działać państwo, opinia publiczna. Oni się tego boją. Dlatego tak mocno zaangażowali się w kampanię PiS-u. To jest taktyczny sojusz z rozsądku. Kaczyński, który skłócił Polaków, to żaden katolik. No, ale nie ma w Polsce biskupa, który by mu udzielił za to ostrej reprymendy, bo mają z nim dil – mówi Artur Nowak, adwokat, pisarz, publicysta; współautor (z Małgorzatą Szewczyk-Nowak) książki o pedofilii w Kościele “Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”; właśnie ukazała się jego książka “Duchowni o duchownych” – zapis rozmów z byłymi i obecnymi księżmi; jedna z centralnych postaci filmu braci Sekielskich “Tylko nie mów nikomu”; w tym roku ukaże się wywiad rzeka, którą przeprowadził z prof. Stanisławem Obirkiem

MICHAŁ RUSZCZYK: Od premiery filmu braci Sekielskich minęły trzy miesiące. Dziesiątki milionów ludzi zapoznało się z tym wstrząsającym materiałem, Jednak po pierwszym szoku nie nastąpiła dalsza reakcja i w tej chwili właściwie już nie ma sprawy. Co to mówi nam o polskim społeczeństwie?

ARTUR NOWAK: Widzę to inaczej. To proces. Postrzeganie kościoła zarówno przez media, jak również opinię publiczną różni się jednak znacząco od tego, z czym mieliśmy do czynienia dziesięć lat temu, rok temu i trzy miesiące temu. Myślę, że odkleiliśmy się od pewnej poprawności, która sprawiała, że dziennikarze oraz politycy byli dość powściągliwi w ukazywaniu ciemnych stron tej instytucji. To się już nie opłaca i politycy wyciągają z tego wnioski. Pamiętajmy jednak, że ukazanie patologii hierarchii kościelnej nie podziała na ludzi z dnia na dzień. Wyobraźmy sobie film w rosyjskiej telewizji, który by obnażył, kim naprawdę jest Putin, jakim jest cynikiem, który by ukazał jego fortunę zbitą na niejasnych relacjach z oligarchami. Zapewniam pana, że to nie podziałałoby w ten sposób, że Rosjanie następnego dnia zrobiliby jakiś majdan na Placu Czerwonym i zażądali głowy dyktatora. Już teraz jednak widzimy, że język Jędraszewskich, Głódziów, Gądeckich został odrzucony przez ludzi młodych.

STATYSTYKI NIE KŁAMIĄ I TO JEST DLA KOŚCIOŁA KATASTROFA. MŁODZI NIE CHCĄ CHODZIĆ NA RELIGIĘ, NIE PRAKTYKUJĄ ŻYCIA SAKRAMENTALNEGO. CHCĄ NORMALNOŚCI BEZ NARODOWO-KATOLICKICH ETOSÓW.

Dlaczego to tak długo trwa? Kościół tym językiem przecież nie mówi od wczoraj.

I na tym polega problem. Ta socjalizacja narodowo-katolicka, afirmująca cierpienia naszego narodu, poczucie zdrady, a zarazem wybraństwa, była pożywką dla naszych kompleksów, nieufności wobec obcych, powiem szerzej – inności. Kościół doskonale zagospodarował rzesze Polaków, którzy kompletnie nie odnajdują w realiach otwartych granic, wędrówek ludów, integracji europejskiej. Lekiem na frustracje okazała się więc ta postawa zamknięta, roszczeniowa. No i mamy takie myślenie, że Polska nie musi przestrzegać reguł praworządności w Unii Europejskiej, ale euro z Unii nam się należy. Proszę zwrócić uwagę, że najwięcej do powiedzenia o rzekomym zepsuciu w Europie Zachodniej, o tęczowej zarazie i cywilizacji śmierci mają ludzie, którzy nie znają języków i nie czytają książek. I Kościół właśnie na ten sektor społeczny postawił. Ja mam taką teorię, bo przecież słuchacze Radia Maryja to ludzie starsi, że biskupi mają gdzieś, jakie będą skutki tego wyboru. To pokolenie, które odejdzie przecież wraz z nimi, więc oni nie mają interesu, żeby brać odpowiedzialność za to, co będzie potem. Ten proces równi pochyłej już trwa, spadają powołania kapłańskie, mamy dramatyczny spadek udziału w praktykach religijnych młodzieży.

POKOLENIA, KTÓRE PRZYJDĄ PO NAS, TO LUDZIE, KTÓRZY POZNAJĄ JĘZYKI, BĘDĄ PODRÓŻOWAĆ. NIE MA WIĘC POWROTU DO TAKIEJ DOMINACJI KOŚCIOŁA W PRZESTRZENI PUBLICZNEJ, Z KTÓRĄ MAMY DO CZYNIENIA. RZĄDY PIS-U TO JEST JAKIŚ EPIZOD W HISTORII, PO KTÓRYM PROCESY, O KTÓRYCH MÓWIĘ, SIĘ ZDYNAMIZUJĄ.

Czy według pana Kościół w Polsce coś zrobił w ostatnim okresie, by oczyścić swoje środowisko z księży pedofilów?
Nic nie zrobił, oprócz kilku ruchów pijarowych. W zasadzie mogliśmy to obserwować głównie w maju tego roku, gdy hierarchowie podziękowali Sekielskim za film i publicznie się pokajali. Ja jednak myślę, że to, co naprawdę biskupi myślą o tym filmie, pokazał następnego dnia arcybiskup Głodź, że to jest „byle co”. To jest ta, mówiąc językiem Gombrowicza, prawdziwa gęba Kościoła. Dla mnie nie jest zresztą przypadkowy atak biskupów, który przypuścili ostatnio na mniejszości seksualne. Pomijając, że wpisują się tym w strategię wyborczą Kaczyńskiego, tak naprawdę sięgnęli po starą sprawdzoną metodę. Pokazać ludziom wrogów. Kiedyś to byli Żydzi, dziś są to homoseksualiści. Tyle że trzódka, która kupuje te brednie, Kościołowi się kurczy. Perfidne jest to, że Kościół bierze na celownik słabszych. Homoseksualistów, Żydów, słowem – mniejszości. Ich łatwiej skopać. Oni nie potrafią się obronić.

PRAWDA JEST SMUTNA. KOŚCIÓŁ W POLSCE PRZESTAŁ BYĆ CHRZEŚCIJAŃSKI. A WIĘC OTWARTY, STOJĄCY PRZY SŁABSZYM, INNYM, WYKLUCZONYM. W ZASADZIE NIE ZNAM PRZYPADKU, ŻEBY JAKIŚ BISKUP POSZUKAŁ KONTAKTU Z OSOBĄ MOLESTOWANĄ W DZIECIŃSTWIE PRZEZ KSIĘDZA I OKAZAŁ POKRZYWDZONEMU WSPÓŁCZUCIE.

Oficjalny przekaz partii rządzącej głosi, że pedofilia w jednakowym stopniu dotyka wszystkich grup zawodowych, a w przypadku księży jest ich nawet mniej, niż w innych środowiskach. Jaka jest pańska opinia w tej kwestii?
Prawda jest taka, że Kościół boi się przeprowadzić jakiekolwiek badania na temat skali przemocy seksualnej w Kościele. Wie pan, to nie tylko ofiary pedofilów, ale molestowani klerycy, siostry zakonne. I to jest papierek lakmusowy, który pokazuje, jak mało poważnie Kościół traktuje kwestie związane z nadużyciami. Książ Adam Żak, który wiele dobrego zrobił, by walczyć z tymi patologiami, mówił niedawno, że nic nie wskazuje, że różnimy się od innych nacji. Badania zrobili Niemcy, Amerykanie czy Australijczycy. Ja myślę, że u nas jest gorzej, bo jesteśmy społeczeństwem sklerykalizowanym, a klerykalizacja to determinanta nadużyć. Dane z innych krajów pokazują, że 5 do 7 procent kleru było uwikłane w pedofilię. Ale pedofilii nie możemy mierzyć ilością sprawców, ale liczbą ofiar. Prowadzę trochę spraw i to jest czasem kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób. Mówię tylko o ofiarach, które zdecydowały się ujawnić traumy z dzieciństwa. Poranionych w otoczeniu jest więcej. To rodzice tych ludzi, rodzeństwo, ich dzieci, partnerzy, partnerki. Oni niosą z tymi ludźmi ten krzyż przez dziesiątki lat. Gdyby Kościół zabiegał o zasługi w życiu doczesnym, ozłociłby tych ludzi, ale biskupi wolą zbierać kasę i budować świątynie opatrzności bożej, bursztynowe ołtarze i ścigać się, kto postawi wyższą figurę Chrystusa Króla. Co to ma wspólnego z chrześcijaństwem? Nic.

OCZYWIŚCIE POD NACISKIEM OPINII PUBLICZNEJ KOŚCIÓŁ MARKUJE JAKIEŚ DZIAŁANIA. TAK BYŁO PO OPUBLIKOWANIU MAPY KOŚCIELNEJ PEDOFILII, PO FILMIE WOJTKA SMARZOWSKIEGO, PRZY OKAZJI SZCZYTU WATYKAŃSKIEGO W SPRAWIE PEDOFILII W LUTYM TEGO ROKU. NO, ALE POZA ZAPOWIEDZIAMI NIE MAMY ŻADNYCH REALNYCH DZIAŁAŃ.

Ksiądz Żak w rozmowie, którą przeprowadziłem z nim w zbiorze rozmów z ofiarami kościelnej pedofilii „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” tłumaczył mi, że nasze społeczeństwo jest niedojrzałe. Diecezje są niezależne i nie ma żadnych instrumentów, by cokolwiek od nich egzekwować. Moi przyjaciele, księża z różnych regionów Polski mówią, że w świadomości kleru diecezjalnego nie zmieniło się nic a nic. Oni ciągle widzą w pozycjonowaniu pedofilii atak na Kościół. Kościół sam się nie zmieni. Musi działać państwo, opinia publiczna. Oni się tego boją. Dlatego tak mocno zaangażowali się w kampanię PiS-u. To jest taktyczny sojusz z rozsądku. Kaczyński, który skłócił Polaków, to żaden katolik. No, ale nie ma w Polsce biskupa, który by mu udzielił za to ostrej reprymendy, bo mają z nim dil.

Oczywiście pedofilia występuje w innych środowiskach, ale mówiąc szczerze, nie poprawi mi jako pokrzywdzonemu przez księdza humoru fakt, że to zjawisko występuje również w środowisku jazzowym.

PROSZĘ ZOBACZYĆ, JAK SZYBKO DZIAŁAJĄ SZKOŁY, ORGANIZACJE SPORTOWE, GDY JEST CHOĆBY PODEJRZENIE NADUŻYCIA PRZEZ NAUCZYCIELA ALBO TRENERA. TAM PROKURATURA WCHODZI „Z BUTA”. POD KURIĘ NIE PODEJDĄ. JEST EFEKT AUREOLI. NO I NA TYM POLEGA TA RÓŻNICA.

Ostatnio głośna jest sprawa Krzysztofa Sadowskiego, jazzmana, jednego z redaktorów popularnego w latach 90. programu “Tęczowy Music Box”. Czy szum medialny wokół tej sprawy nie wpłynie na relatywne umniejszenie winy księży pedofilów?
Absolutnie nie. Generalnie uważam, że bardzo dobrze, że dziennikarze – Mariusz Zielke i Iza Michalewicz – ujawnili ten skandal. Myślę, że to nas tylko uwrażliwi. Moim zdaniem różnicowanie branżowe pedofilów to jest nasza prymitywna narracja, która wpisuje się w taką plemienność naszego narodu, żeby umniejszyć grzechy tego czy innego środowiska. Bardzo się cieszę, że każda afera pedofilska jest ujawniana. Walczymy nie z grupami zawodowymi, ale z pedofilami. Dla mnie to proste.

Po premierze „Tylko nie mów nikomu” pojawiły się deklaracje o powołaniu komisji ds. pedofilii. Co, według pana, stało się w międzyczasie, że społeczeństwo i politycy przestali interesować się tym tematem? Czy to tylko „odroczenie wyborcze” i kwestia wróci przed końcem roku, czy raczej została już zamieciona pod dywan?
Ale to, co proponuje rząd, mam na myśli ustawę, którą zapowiedział premier Morawiecki, to dokument napisany na kolanie, nieprzemyślany. Pisałem na ten temat. Pomysł powołania komisji, która by się zajmowała grupami zawodowymi, które pracują z dziećmi, nie jest zły. Podobna komisja, która badała to zjawisko, powstała w Australii. Na całym zresztą świcie pedofilię badali fachowcy (prawnicy, seksuolodzy, psycholodzy). W Niemczech, we Francji, Australii i USA zbadano akta osobowe księży na przestrzeni dziesiątek lat, uchwycono modus operandi sprawców, czynniki ryzyka itd.

KOMISJA, KTÓRĄ PROPONUJE NASZ RZĄD, TO CIAŁO POLITYCZNE, NIEMAJĄCE ŻADNYCH KOMPETENCJI, KTÓREMU ŻADNA KURIA NIE DA AKT OSOBOWYCH KSIĘDZA, WIĘC NIC SIĘ O NIM NIE DOWIEMY.

Druga kwestia to fakt, że organ ten nie będzie miał żadnych nadzwyczajnych uprawnień oprócz tych, które mają prokuratura i sądy. Po co zamiast efektywnie korzystać z instytucji, które działają, powołuje się ciało, które ma zrobić to samo, tylko w celu politycznym? Problemem jest również kwestia konstytucyjności tej komisji, bo komisja ma decydować o umieszczeniu danej osoby w rejestrze pedofilów, nawet jeżeli sprawa jest przedawniona. To są uprawnienia zastrzeżone dla wymiaru sprawiedliwości i żadna komisja nie powinna tego robić.

Potrzebna jest komisja stworzona w oparciu o modele, które znamy. To się ziści w perspektywie kilku lat. Badania pokazują, że 75 proc. Polaków uważa, że Kościół nie radzi sobie z pedofilią, a w celu wyjaśnienia sprawy należy powołać zewnętrzny organ, który dogłębnie zbada i wyjaśni sprawę.

Lewica w ostatnim okresie szczególnie głośno postuluje rzeczywisty rozdział Kościoła od państwa. Czy sądzi pan, że jest to możliwe?
Sam Chrystus to postulował, bo to są dwa światy. Żadnemu Kościołowi zresztą w wymiarze duchowym, bo ja tu nie mówię o blichtrze i apanażach, alians Kościoła z państwem żadnego dobra nie przysporzył. Wręcz przeciwnie. Kościół rozpasany, bezkarny, uprzywilejowany skazany był na degrengoladę, stawał się sitwą. Druga sprawa to pretensje Kościoła związane ze sferą edukacji, te najazdy na programy szkolne, które są zwykłą indoktrynacją pod płaszczykiem rzekomej aksjologii chrześcijańskiej. To są lata zaniedbań, które doprowadziły do tego, że nie wykształciliśmy wśród młodzieży postaw obywatelskich, świadomości seksualnej i tak dalej. Jeśli Kościołowi zależy rzeczywiście na chrześcijaństwie, niech nie robi nic na siłę.

CHRZEŚCIJAŃSTWO SIĘ SAMO OBRONI. WYSTARCZY BYĆ PRZYZWOITYM.

Jesienią jest zaplanowana premiera drugiej części filmu Sekielskich. Czy pana zdaniem obraz ten może być bardziej wstrząsający od poprzedniego?
Z tego, co wiem, ten film zostanie pokazany w listopadzie po wyborach. To będzie trochę inny film, gdyż będzie pokazywał pewną historię „od A do Z”. Film będzie dotyczył konkretnej diecezji i myślę, że jest bardziej wstrząsający. To będzie fabuła pokazana oczami ofiar, zobaczymy dewastację ich życia osobistego oraz ich bliskich, bo w te tragedie są uwikłane całe rodziny. Znam trochę zarys i jestem pewien, że bracia Sekielscy będą potrafili znów pokazać to, co przeczuwamy, czego się domyślamy i dlatego znów to będzie bardzo prawdziwe.

W trzeciej części zobaczymy, jaki był poziom „niewiedzy” Jana Pawła II o skali pedofilii w Kościele. Według pana na jaką skalę papież ukrywał czyny pedofilskie w Kościele?
Mamy taką legendę, o dobrym papieżu i złych doradcach. Za czasów Jana Pawła II dochodziło w Kościele do rzeczy skandalicznych, a na najwyższe stanowiska byli awansowani zbrodniarze, o zbrodniach których papież rzekomo nic nie wiedział, gdyż miał rzekomo złych doradców. To choćby kariera kardynała Alfonsa Lopez Trujillo, przy którym karierę zrobił sosnowiecki biskup Kaszak czy kardynał Groër. Ci ludzie byli bezkarni. Różni ludzie informowali Wojtyłę o tym, kogo ma w swoim środowisku, i papież nic z tym nie robił. Nie tylko Ratzinger. Kościół w Australii chciał potępić Groëra, ale Wojtyła go chronił. Papież zapewnił też miękkie lądowanie kardynałowi Bernardowi Low z Bostonu. Takich „przypadków” było więcej. Mówi się, że w tych sprawach duże znaczenia miała antropologia Wojtyły, jego przeszłość związana z prześladowaniami duchownych przez komunistów.

Papież zaufał dworakom, prymitywnym ludziom, którymi się otaczał. To nie tylko Sodano i Dziwisz, a więc człowiek znikąd. Po śmierci papieża mówili o nim w Watykanie „wdowa”. Dobrze by było, żeby Sekielskim udało się pokazać szersze tło tego pontyfikatu. Mam wrażenie, że u nas, w Polsce, ludzie kochają papieża, ale tak naprawdę nie znają jego dorobku, który jest dość krytycznie oceniany na Zachodzie. Mam na myśli jego konserwatyzm w sprawach obyczajowych. Tą absurdalną etykę seksualną potępiającą prezerwatywy w czasach AIDS, stygmatyzowanie ludzi w kolejnych związkach, stosunek do mniejszości seksualnych. Myślę, że rok 2020, bo wtedy ma być pokazany ten film, to będzie już inna perspektywa.

PAPIEŻ FRANCISZEK ROZUMIE, ŻE UTRZYMYWANIE KATOLIKÓW W NIELUDZKICH RYZACH ZWIĄZANYCH Z INTYMNOŚCIĄ, CO BYŁO UDZIAŁEM JEGO POPRZEDNIKÓW, TO ANACHRONIZM.

Znów odwołam się do Ewangelii. Te sprawy były przez Jezusa traktowane jako peryferyjne.

Co pana zdaniem Kościół musi zrobić, żeby odzyskać zaufanie wiernych?
Kościół nie odzyska już tego zaufania, powiem więcej – to zaufanie będzie spadało. W pewnym momencie to się zatrzyma.

KOŚCIÓŁ MUSI PRZEJŚĆ DROGĘ, O KTÓREJ PISAŁ RATZINGER. STRACIĆ WPŁYWY, STAĆ SIĘ ADWOKATEM UBOGICH, WYKLUCZONYCH, WEJŚĆ W DIALOG ZE ŚWIATEM.

Życie Jezusa było tułaczką w poszukiwaniu drugiego człowieka, przekraczaniem granic. Jego pociągali grzesznicy, afirmował ich, ich kochał szczególnie. Więc Kościół musi się stać Kościołem Chrystusa. Niestety, polski Kościół to przedsoborowy bunkier, w którym słyszmy głosy rozgniewanych wiejskich proboszczów, którzy łają ludzi.

Ks. Joseph Ratzinger, przyszły papież Benedykt XVI, prognozował w 1969 roku: „Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początków. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku. Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, które na nowo postawią Wiarę w centrum doświadczenia.

BĘDZIE KOŚCIOŁEM BARDZIEJ DUCHOWYM, KTÓRY NIE PRZYPISZE SOBIE MANDATU POLITYCZNEGO, FLIRTUJĄC RAZ Z LEWICĄ, A RAZ Z PRAWICĄ. BĘDZIE UBOGI I STANIE SIĘ KOŚCIOŁEM UBOGICH.

Wtedy ludzie zobaczą tę małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali”.

Tego Kościołowi życzę, choć fanem Ratzingera nigdy nie byłem, ale mój świat nie jest na szczęście czarno-biały.

To nie Trump upokarza Polskę, to Jarosław Kaczyński

Donald Trump odwołał swoją wizytę w Polsce. Oficjalną przyczyną jest huragan Dorian, który może na początku przyszłego tygodnia uderzyć we Florydę.

Amerykańscy dziennikarze zwracają jednak uwagę, że prezydent weekend spędza czas na prywatnym polu golfowym.

Biały Dom podkreśla, że prezydent w niedzielę uda się do Federalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego. Donald Trump opuścił Biały Dom w piątek i udał się helikopterem do swojej rezydencji w Camp David w Maryland, a stamtąd helikopterm poleciał do posiadłości w Wirginii.

Prezydent umila sobie czas grając w golfa, ale są z nim eksperci, którzy śledzą trasę huraganu.

Według najnowszych prognoz „Dorian” zmierza na północ i przejdzie wzdłuż wybrzeża. Władze apelują do mieszkańców Florydy, aby nadal zachowali czujność. Ostrzegają też przed zagrożeniem inne stany.

Szanowny Panie Prezesie!

Nazwać kopniak jaki waszej władzy właśnie wymierzył Trump katastrofą, to jak nazwać posłankę Pawłowicz niezbyt życzliwą lub Marka Suskiego nieprzesadnie intelektualnym.

Już upokorzenie jakie zgotował Polsce Trump, gdy zabrakło krzesła dla Prezydenta Dudy było znakiem, że obecne władze USA uważają Pana ekipę za grono pożytecznych idiotów, którzy kupują drogi sprzęt wojskowy, ale nie mogą się postawić, gdyż sami stworzyli sobie politykę bezalternatywną.

Wybór Trumpa, który na oczach całego świata wybrał pole golfowe zamiast obiecanego świętowania z nami 80 rocznicy wybuchu wojny, pokazuje, że Polska pod Pańskimi rządami jest marginalizowana i wyszydzana.

Jutro obchodzimy rocznicę wybuchu wojny, do której przystąpiliśmy sami, gdyż sojusznicy nas zdradzili. Zdradzili dlatego, że polityka zagraniczna ministra Becka była prowadzona podobnie jak Pana bez uwzględnienia realiów międzynarodowych. Albo inaczej była bezdennie głupia. W roku 1938 wspólnie z Hitlerem rząd sanacyjny przeprowadził rozbiór Czechosłowacji, a w 1939 liczył na realizację sojuszu z Francją i Anglią przeciwko Hitlerowi.

Często się Pan odwołuje do tradycji tych rządów i w pewien sposób ma Pan rację. W pewien sposób jest Pan sukcesorem tej ówczesnej bezmyślności.

Obecnie Polska jest osamotniona tak jak w 1939, a sojusze które mamy nie są poparte realiami, gdyż z Pana winy poprzez zdradę wartości zachodnich w zakresie praworządności wykreślamy się ze świata zachodu, tak jak wykreśliliśmy się w 1938 sprzymierzając się z Hitlerem. A sojusze bez wspólnoty wartości to mit.

Jesteśmy sami, a jedynym winowajcą tej sytuacji jest Pan. Tylko korzystne otoczenie międzynarodowe powoduje, że dzisiaj nie odczuwamy jeszcze skutków tego osamotnienia. Ale taka koniunktura może nie trwać wiecznie.

Amerykanie myślą długofalowo, mają bardzo dobrych analityków i świetne dane zbierane z każdego kraju. Jest bardzo prawdopodobne, że z tych danych wynika, że PiS może przegrać wybory. Wówczas zaangażowanie prezydenta w kampanię wyborczą, bo tak jest to odbierane, mogłoby zaszkodzić kształtowanym perspektywicznie interesom gospodarczym i politycznym, także z Polską, która dla Ameryki jest ważnym partnerem – mówi Ryszard Schnepf, były ambasador RP w Stanach Zjednoczonych. – Myślę, że bardziej aktualne, bieżące kwestie zadecydowały o tym, żeby wizytę odwołać, jak huragan, ale także wycofanie w jakimś stopniu – tak to należy czytać – poparcia dla PiS w kampanii wyborczej – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Prezydent Trump w ostatniej chwili odwołał przyjazd do Polski z powodu nadciągającego nad Florydę huraganu. Warunki pogodowe są prawdziwym powodem czy za decyzją stoją jakieś powody polityczne?

RYSZARD SCHNEPF: Będziemy więc spekulować, bo przecież powody zna jedynie najbliższe otoczenie amerykańskiego przywódcy. Temat jest jednak ważny, więc dywagujmy. Byłbym bardzo powściągliwy w myśleniu, które pewnie rodzi się w głowach wielu Polaków, a mianowicie, że prezydent Trump lekceważy rocznicę wybuchu II wojny światowej. Tak z pewnością jednak nie jest. Nie lekceważyłbym też huraganu, bo w Stanach Zjednoczonych rzeczywiście anomalie pogodowe przybierają wymiar u nas niespotykany i potrafią doprowadzić do zniszczenia całego stanu Floryda, czyli obszaru równego połowie Polski. To jest istotny argument. Jednak widzę tu jeszcze jeden wątek, którego bym nie lekceważył, a mianowicie

CHŁODNĄ KALKULACJĘ POLITYCZNĄ.

Amerykanie myślą długofalowo, mają bardzo dobrych analityków i świetne dane zbierane z każdego kraju. Jest bardzo prawdopodobne, że z tych danych wynika, że PiS może przegrać wybory. Wówczas zaangażowanie prezydenta w kampanię wyborczą, bo tak jest to odbierane, mogłoby zaszkodzić kształtowanym perspektywicznie interesom gospodarczym i politycznym, także z Polską, która dla Ameryki jest ważnym partnerem.

Czy może tu chodzić o zakulisowy spór Polski ze środowiskiem żydowskim? Takie komentarze też się pojawiły.
Ten konflikt oczywiście istnieje, przede wszystkim wokół restytucji mienia, ale także w związku z uroczystościami uczczenia Brygady Świętokrzyskiej. Jednak moim zdaniem to nie są fakty determinujące, one tkwią w naszych relacjach już od dłuższego czasu. Planując tę wizytę Trump zapewne świetnie o tym wiedział i mimo to był zdecydowany tu przyjechać. Myślę, że bardziej aktualne, bieżące kwestie zadecydowały o tym, żeby wizytę odwołać, jak huragan, ale także wycofanie w jakimś stopniu – tak to należy czytać – poparcia dla PiS w kampanii wyborczej.

Do Polski przyjedzie wiceprezydent Mike Pence, polityk raczej schodzący niż jaśniejący na arenie. Jak mocno to obniża rangę wizyty?
Mike Pence jest jednak wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych, więc nie deprecjonowałbym faktu jego wizyty. To osoba, która zastępuje prezydenta w naturalny sposób, natomiast

WAGA WIZYTY, RANGA JAKICHKOLWIEK OŚWIADCZEŃ, KTÓRE PADNĄ, JEST OCZYWIŚCIE NIEWSPÓŁMIERNA.

Donald Trump, jakby go nie osądzać, jest jednak politykiem, który potrafi skupić uwagę, wywołać entuzjazm i potrafi być dobrym mówcą. Pence nie słynie z ognistych przemówień, jest człowiekiem cienia i dlatego zresztą jest wiceprezydentem. Cichym, ale lojalnym tłem przywódcy o silnej osobowości.

Czy administracja prezydenta, który jest w stanie obrazić się na Danię, bo ta nie chce sprzedać mu Grenlandii, jest do tego zdolna?
Prezydent Trump jest znany z niekonwencjonalnych wypowiedzi i pomysłów, jednak zawsze trzeba mieć nadzieje, że dla prezydenta USA, największej potęgi militarnej i ekonomicznej, demokracja jest czymś ważnym, bo to, że dla społeczeństwa amerykańskiego równouprawnienie, tolerancja i rządy prawa są ważne, to wiemy.

Czego możemy się spodziewać po wizycie?
To będzie wizyta raczej promocyjna i kurtuazyjna, więc

NIE NALEŻY SIĘ SPODZIEWAĆ ZNACZĄCYCH SŁÓW. GDYBY JEDNAK PADŁY SŁOWA, ŻE DEMOKRACJA JEST WCIĄŻ WAŻNA, BYŁBYM USATYSFAKCJONOWANY.

Obecność sekretarza stanu Mike’a Pompeo i sekretarza obrony każą też myśleć, że w tle mogą się odbywać rozmowy o dalszej współpracy między rządem USA a Polski, zwłaszcza w dziedzinie wojskowej i telefonii 5G.

Będzie mowa o zniesieniu wiz?
Zapewne pojawi się wzmianka o możliwości rychłego wprowadzenia ruchu bezwizowego i to jest rzeczywiście realne. Gdyby jednak przyjechał nawet sam Donald Trump, to pamiętajmy, że zniesienia wiz może dokonać tylko amerykański Kongres. Prawdą jest, że procent odrzuconych wniosków wizowych prawdopodobnie spadł poniżej 3 proc., co jest wymagane w prawie amerykańskim i to będzie pozwalało na sformułowanie nowej ustawy, którą zaakceptują obie Izby. Zajmie to zapewne jeszcze kilka miesięcy. Wiemy, że została podpisana umowa pomiędzy Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i odpowiednikiem po amerykańskiej stronie, czyli Department of Homeland Security, zatem jest to realna ścieżka, na którą wchodzimy. Przypomnijmy, że na początku naszych starań poziom odrzuceń był powyżej 20 proc. Przyczyna tego, że stopniowo zmniejszała się ilość odrzuconych wniosków, leży jednak po naszej stronie. Przede wszystkim

CORAZ WIĘCEJ POLAKÓW ZACZĘŁO UBIEGAĆ SIĘ O WIZĘ, ABY SPĘDZIĆ CZAS ZGODNIE Z DEKLAROWANYM ZAMIAREM, CZYLI NIE PODEJMUJĄC PRACY, NIE PRZEDŁUŻAJĄC POBYTU, NIE POPEŁNIAJĄC WYKROCZEŃ DROGOWYCH – TO SĄ PROCENTY, KTÓRE TAKŻE MAJĄ ZNACZENIE.

Przed planowaną wizytą Donalda Trumpa Konferencja Ambasadorów, do której Pan należy, wystosowała list otwarty do spodziewanego gościa. Dlaczego?
Kwestia spójności NATO, ale też wartości, była przedmiotem rozważań naszej Konferencji Ambasadorów, która jest niezależnym gremium eksperckim. W efekcie powstał list otwarty do prezydenta Trumpa. Mamy świadomość tego, że dziś polityka amerykańska jest wielowątkowa i – mówiąc dyplomatycznie – szalenie zmienna. Świat reaguje dynamicznie i administracja amerykańska poszukuje rozwiązań jednocześnie dla wielu kwestii. To sprawa Iranu, sytuacji ekonomicznej w sensie globalnym – konflikt z Chinami i niewypowiedziana wojna handlowa, która najwyraźniej nabiera prędkości, to też sprawa Korei Północnej, Bliskiego Wschodu i jakiegoś ułożenia relacji z Rosją. Niestety, czasami spójność czy to NATO, czy UE cierpi w wyniku gestów, które są wyrażane na daną chwilę, ale ich skutek jest już długotrwały. Idealnie byłoby, gdybyśmy byli krajem, który spaja te dwa organizmy. Z jednej strony być dobrym członkiem UE, tym bardziej, że im bardziej jesteśmy silni w UE, tym bardziej stanowimy wartość jako partner dla Stanów Zjednoczonych, z drugiej zaś jednoznacznym spoiwem w Sojuszu Północnoatlantyckim. Mamy takie możliwości choćby z tego względu, że jesteśmy największym krajem w rejonie Europy Środkowowschodniej i jednocześnie flanką wschodnią.

NASZA ROLA ZE WZGLĘDU NA TO MOGŁABY BYĆ JEDNOZNACZNIE POZYTYWNA, A NIESTETY TAKA NIE JEST W WYNIKU POSUNIĘĆ RZĄDU, KTÓRE KONFLIKTUJĄ NAS Z UE, ALE TEŻ REALIZUJĄ NIEKTÓRE ZADANIA, KTÓRE SPÓJNOŚCI Z NATO NIE SŁUŻĄ.

Napisali państwo w liście: „Panie Prezydencie, przybywa Pan do kraju, który nie jest praworządny. Pana mocny głos wzywający do tolerancji i wzajemnego poszanowania, a także przestrzegania postanowień konstytucji i innych praw, może mieć znaczenie historyczne”. Pod listem podpisało się ponad 20 byłych ambasadorów. Marszałek Karczewski skomentował, że sygnatariusze listu są oderwani od rzeczywistości, a sam list jest antypolski. Jak pan to skomentuje?
Marszałek Karczewski powinien swoje wypowiedzi ograniczyć do spraw, na których rzeczywiście zna się, choć osobiście nie wiem, w jakiej materii czuje się fachowcem. Posługiwanie się pojęciem „antypolski”, „zdradziecki” jest tanim chwytem i wyraża jedynie chęć przypodobania się szefowi. Tymczasem nami powodowało właśnie poczucie patriotyzmu i troski o dobro Polski. Za antypolskie można by natomiast uważać doprowadzenie pozycji i wizerunku Polski do stanu ruiny. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że list wywoła falę negatywnych komentarzy po stronie rządzących, choćby na zasadzie „czapki, która gore”.

Nasze słowa zbiegają się z obchodami rocznicy napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę w 39 roku nieprzypadkowo. Polska była wówczas osamotniona, weszła w przestrzeń niczyją, nie była ani na Zachodzie, ani na Wschodzie. Nie była podmiotem, który inni, przede wszystkim Zachód, uznawał za swój.

NASZA TROSKA WYNIKA Z TEGO, ŻE POLSKA DRYFUJE DZISIAJ W TAKI OBSZAR, DO TZW. SZAREJ STREFY. WSPOMNIENIE WRZEŚNIA 39 ROKU POWINNO BYĆ PRZESTROGĄ DLA NAS WSZYSTKICH.

Jako byli już urzędnicy, ale jednocześnie fachowcy, mamy prawo do obywatelskich zachowań, aby upomnieć się i nawiązać do tragicznych wydarzeń II wojny światowej. Prawo i obowiązek. Powinniśmy być w dobrej demokratycznie rodzinie, umownie nazywanej światem Zachodu czy rodziną transatlantycką. Trzymać się razem jak pasażerowie samolotu, który wpada w turbulencje. To jest priorytet bezpieczeństwa Polski, pomijając, że kształtuje też naszą przyszłość, chociażby w kontekście dostępu do technologii, wymiany handlowej, kulturalnej, naukowej. Marzyliśmy o tym, żeby przynależeć do tej rodziny. Dziś mają miejsce wydarzenia, które szokują. Kilka dni temu światowej sławy muzycy odmówili udziału w koncercie organizowanym przez kluby „Gazety Polskiej” w nowojorskim Carnegie Hall, jako powód podając homofobiczną akcję tego pisma. Nie chodziło tu bynajmniej o wysokość gaży, bo w propagandowych działaniach jesteśmy hojni, lecz o wartości. Takie rzeczy nigdy nie miały miejsca. Wielcy muzycy, artyści byli wręcz dumni z tego, że mogą występować pod polskim sztandarem i z naszej inicjatywy promować naszą kulturę.

POLSKA KOJARZYŁA SIĘ IM Z NAJLEPSZYM: Z “SOLIDARNOŚCIĄ”, Z LECHEM WAŁĘSĄ, Z TAKIM AUTENTYCZNYM DĄŻENIEM POLAKÓW DO ŻYCIA W DEMOKRATYCZNYM KRAJU. DZIŚ TA OPINIA JUŻ JEST ODMIENNA. I TO BOLI, BARDZO BOLI.

Mnie, jako byłego dyplomatę, boli szczególnie, bo pamiętam, jak w Waszyngtonie, w Nowym Jorku czy w Chicago, ale też wcześniej w Montevideo czy Madrycie organizowaliśmy wydarzenia, gdzie ludzie kultury czy politycy przychodzili z poczuciem satysfakcji i dumy, że mogą być w polskim domu. Pamiętam entuzjazm senatorów i kongresmenów podczas premiery filmu Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” w Bibliotece Kongresu i owację na stojąco dla przywódcy „Solidarności”, gdy tylko pojawił się na widowni. Dziś niestety możemy się tylko wstydzić, że jesteśmy kojarzeni z drugą, mroczną stroną.

Co się dzieje w Wielkiej Brytanii? Pytam o Borisa Johnsona i jego inicjatywę zawieszenia parlamentu. Światowe komentarze mówią, że to „zawał kolebki demokracji parlamentarnej”.
To rzeczywiście niezwykle poważny kryzys parlamentaryzmu brytyjskiego, który przypomnijmy, był wzorem budowania demokratycznych struktur państwa na całym świecie, m.in. w Stanach Zjednoczonych. Brytyjczycy w tym sensie byli pionierami – Magna Carta, czyli wielka karta swobód i wolności pochodzi właśnie z Wysp Brytyjskich i tym bardziej to, co dziś się dzieje, jest szokujące. Myślę, że premier Johnson zapłaci polityczną cenę m.in. za to, że opinia o Zjednoczonym Królestwie jest bezprzykładnie rujnowana. Świat polityki, niemal cały, jest w szoku, bo po to, aby realizować swój plan polityczny, sięga się do środków – po raz pierwszy – które do tej pory dla Brytyjczyków były święte.

To zresztą już podzieliło społeczeństwo brytyjskie. Co minutę, jak piszą brytyjskie media, napływa 1000 podpisów pod petycją, żeby parlament pracował i miał swój głos. To jest emanacja woli ludu, a pamiętajmy, że w Wielkiej Brytanii wybory dokonują się w jednomandatowych okręgach. Jest tam zatem głębokie poczucie więzi z wyborcą.

MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE NA SWÓJ SPOSÓB TO JEST TEŻ TRAGEDIA WYNIKAJĄCA Z DOMINACJI CELÓW POLITYCZNYCH NAD ZASADAMI. U NAS CIERPIMY ZRESZTĄ NA TO SAMO.

Konstytucja, zapisy prawa, zasady nie są szanowane w myśl, „nie oddam panu płaszcza i co mi pan zrobi”. To myślenie, że nie konsekwencje są ważne, tylko cel. Skutki będą z całą pewnością dramatyczne.

Starszym panom z Episkopatu marzy się chyba struktura w rodzaju kościelnego ORMO albo Strażników Rewolucji, którzy pomagają irańskim ajatollahom w terroryzowaniu tamtejszego społeczeństwa.

Uważajcie na szkoły, bo będą demoralizować wasze dzieci – ostrzegli we wtorek biskupi i wezwali katolickich szalikowców, by sformowali ruch pomagający narzucać Polsce kościelną ortodoksję. Rodzice, wchodźcie do trójek klasowych – napisali. Pewnie starszym panom z Episkopatu marzy się struktura w rodzaju kościelnego ORMO albo Strażników Rewolucji, którzy pomagają irańskim ajatollahom w terroryzowaniu tamtejszego społeczeństwa.

Wielkim zagrożeniem ma być zdaniem biskupów „permisywizm”, czyli zła tolerancja. Z tak ogólnie sformułowanym sądem można by się nawet zgodzić. Pytanie tylko, co miałby obejmować ten nikczemny „permisywizm”. Czego miałby dotyczyć. Bo zagrożeniem dla tysięcy polskich dzieci jest nie ten permisywizm, który zwalczają biskupi, lecz ten polegający na bezkrytycznym wpuszczaniu do szkół katolickich fanatyków indoktrynujących młodzież na lekcjach religii.

Dla pełnej precyzji: nie mam na myśli wszystkich katechetów, wśród nich też trafiają się osoby kulturalne, światłe i rozsądne. Jednak jakoś tak się dziwnie złożyło, że w swoim bezpośrednim otoczeniu miałem do czynienia z co najmniej dwoma przypadkami kompletnych kretynów, którzy nigdy w życiu nie powinni być wpuszczeni do żadnej szkoły.

Przypadek pierwszy to katechetka (siostra zakonna), która 6-letniej córeczce sąsiadów opowiadała brednie, że Harry Potter to „znak szatana”. Przypadek drugi dotyczył bezpośrednio mojej córki, dziś już licealistki, która parę lat temu przyszła wzburzona ze swojej podstawówki, skarżąc się, że ksiądz wywiesił na tablicy ogłoszenie, iż nie można drążyć dyń, bo Halloween to szatan, piekło i grzech. Oczywiście poleciałem do szkoły i zrobiłem awanturę dyrektorce, która spacyfikowała idiotę i kazała mu te bzdury zdjąć z tablicy.

Po tych doświadczeniach, a także po lekturze licznych artykułów informujących o podobnych sprawach, a także o dużo większych winach duchownych – z przestępstwami pedofilii włącznie – wiem jedno: permisywizm polegający na wpuszczaniu Kościoła do szkół i zgadzaniu się, by się tam panoszył bez żadnej kontroli, jest groźny dla wychowania młodzieży. A jeśli miałbym wskazać jakąś zorganizowaną siłę czy instytucję, która zagraża rozwojowi polskich dzieci i ma na nie zły wpływ wychowawczy, to bynajmniej nie jest to Kampania przeciw Homofobii, lecz Episkopat Polski.

Dziś biskupi szczują swoich wiernych fanatyków przeciw świeckim szkołom. W istocie robią to samo, co Jarosław Kaczyński, który dla zdobycia i utrzymania władzy szczuje jednych Polaków na drugich, dzieląc społeczeństwo i wykopując w nim – z cynicznym wyrachowaniem – rowy nienawiści. Biskupi myślą zapewne, że ocalą swój chylący się ku upadkowi rząd dusz, jeśli zmobilizują katolickich hunwejbinów i rzucą ich do walki z miazmatami europejskiego oświecenia. Pewnie liczą, że dzięki temu będą mogli robić dalej to samo, co do tej pory: prawem kaduka mówić Polakom, jak mają żyć, i narzucać im swoje reguły.

O święta naiwności! Najwyraźniej nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób robią wielki krok w kierunku laicyzacji i dechrystianizacji Polski. Ja z tego powodu nie będę płakać, jednak prawdziwi polscy chrześcijanie, których garstka może jeszcze przetrwała w jakichś katakumbach, powinni być zaniepokojeni i zmartwieni.

Pożar w burdelu

Pisowski burdel to Bezwstyd Plus.

Xerofas

Zanim podejmę właściwy temat, przekażę i króciutko skomentuję to, o czym wszyscy już wiedzą! Marek Kuchciński z wykształcenia ogrodnik (to poziom szkoły policealnej) – z zawodu – co ważne, na podstawie woli pseudonaczelnika państwa, niejakiego prezesa Jarosława Kaczyńskiego marszałek Sejmu – okazał się osobą nieposiadającą zdolności honorowych! „Vox populi, vox Dei” (głos ludu, głosem Boga), tak mówił swego czasu prezes w innej sytuacji. Ciekawe jak interpretuje teraz tę, w której jego pupil – poseł Marek Kuchciński okazał się osobą niegodną miana polityka i człowieka przyzwoitego. „Polski Lud” domaga się odejścia skompromitowanego i niedouczonego ogrodnika z tej tak ważnej funkcji zaś sam „Bóg – Deus Kaczyński” ma to dzisiaj „gdzieś”! To hańba dla całego pisowskiego obozu politycznego, który skompromitowany „in gremio” niegodny jest kierowania Polską. To są „standardy kaczystowskie”, równe tym z Białorusi, Rosji i krajów IV świata. Tak zwanym „trzecim światem” to już my jesteśmy!

*

Jeżeli istnieje polska klasa…

View original post 900 słów więcej

Morawiecki i Kuchciński zakłamani do trzewi

O tym, jaka przyszłość czeka marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który z przysługujących mu przywilejów postanowił wycisnąć najwięcej jak się tylko da, dowiemy się pewnie na początku nowego tygodnia. “Na mieście” mówi się, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to jego rezygnacja “ze względów osobistych”, bowiem każde inne rozwiązanie byłoby dla PiS fatalne w skutkach. Odwołać go nie mogą, bo przyznaliby opozycji rację, bronić z mównicy sejmowej w najbliższy piątek, gdy odbędzie się debata nad jego odwołaniem też nie, bo jego zachowania tłumaczyć po prostu nie sposób. Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są jednak powoli przygotowywani na szok, jakim będzie odejście formalnie drugiej osoby w państwie i dziś w ten proces włączył się także premier Mateusz Morawiecki.

Podczas odbywającego się w Bojszowach na Śląsku pikniku PiS, szef rządu przekonywał swoich sympatyków że drobne błędy, jakie popełnia ekipa rządząca nie mogą przesłonić wielkich sukcesów, jakie odniosła.

“Chcę żeby Polska rozwijała się w najszybszym możliwym tempie, żeby polityka była dla ludzi, żeby ludzie to czuli, że jesteśmy razem z wami. Nawet, jak się potykamy, popełniamy błędy, chcemy się przyznawać do nich i żeby te drobne błędy, nie przesłaniały tych wielkich naszych osiągnięć, które się udały” – powiedział Morawiecki. Dodał przy tym, że rząd PiS chce kontynuować realizację programów socjalnych. – “500 plus, wyprawka, fundusze dróg samorządowych, emerytura plus. Chcemy te programy kontynuować, chcemy przeznaczać coraz więcej środków na te cele i w tym kierunku idziemy” – oświadczył premier.

Słowa szefa rządu wywołały gorącą reakcję internautów na Twitterze, którzy bezlitośnie wypomnieli mu, że PiS ma na sumieniu znacznie więcej, niż jedynie “drobne błędy”. Lista spraw, które obciążają rządzącą niepodzielnie partię Jarosława Kaczyńskiego jest gigantyczna i tylko dzięki temu, że Jacek Kurski i rządowa TVP dba o to, by wielu Polaków w ogóle się o nich nie dowiedziało, PiS może się wciąż cieszyć dużym społecznym poparciem.

Nieznana we współczesnej Polsce skala żerowania na publicznym majątku (gigantyczne premie dla ministrów, wiceministrów i działaczy w SSP), buta i arogancja władzy, upolitycznienie prokuratury i stworzenie w niej parasola ochronnego dla najważniejszych osób w państwie (sprawa Kaczyński kontra Birgfellner, SKOKi Biereckiego), służby antykorupcyjne ślepe na ukrywanie majątku przez polityków PiS (Morawiecki, Dworczyk) czy uwolnienie demonów nacjonalizmu i rasizmu to wszystko bezpośrednio obciąża ekipę władzy. Nie są to żadne “drobne błędy”, tylko działania które zasługują na Trybunał Stanu i rozliczenie przy urnie wyborczej. I tego będziemy się domagać od przyszłej władzy.

Znany z lat osiemdziesiątych utwór Kultu „Po co wam wolność” wybrzmiał na nowo podczas sobotniego koncertu zespołu na Pol’and’Rock Festivalu. Wszystko za sprawą obrazów, jakie pojawiły się na telebimach.

Kiedy Kazik śpiewał „Wolność. Po co wam wolność? Macie przecież telewizję”, uczestnicy koncertu zobaczyli fotomontaże przedstawiające Jacka Kurskiego, Danutę Holecką i Michała Adamczyka w mundurach.

 

Bardzo naturalnie wyglądali” – komentuje Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz „Rzeczpospolitej”. Transmisja koncertu prowadzona była na YouTubie, a w sieci krążą z niej screeny.

Internauci bardzo żywiołowo zareagowali na przekaz. „Kult skończył z polityczną poprawnością i wprost wali w PiS-owską władzę” – można m.in. przeczytać w mediach społecznościowych.

Do ilustracji utworu odniósł się także szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, Jarosław Olechowski. „Kazik znów odleciał. Czego to człowiek nie zrobi dla pieniędzy…” – napisał na Twitterze

Media nie zajmują się już brudną przeszłością kleru i pewnie nie przypomną sobie o niej, dopóki trwać będzie precyzyjnie reżyserowana „walka Kościoła o przetrwanie”

W Suchym Lesie pod Poznaniem doszło do włamania i zbezczeszczenia kościoła. Krzysztof Pilas z rady ekonomicznej parafii mówi, że znana w okolicy kobieta poprzewracała wszystko na ołtarzu, zniszczyła krzyż i paschał, zerwała z ołtarza sukno. Notariusz Kurii Metropolitalnej w Poznaniu ks. Łukasz Kędzierski podkreśla próbę rozbicia tabernakulum i rozerwanie ksiąg liturgicznych. W relacjach z tego wydarzenia czytamy o bezprecedensowym akcie profanacji. A prawda jest taka, że w sztok pijana kobieta wybiła szybę i nie bardzo wiedząc gdzie weszła, wykonała małą demolkę, po czym usiadła na schodach i aż do przyjazdu policji doprawiała się alkoholem bełkocząc i wykrzykując obelgi do przechodniów. Do profanacji nie doszło, ale msza pokutna z udziałem licznych parafian wstrząśniętych dramatyczną relacją z tego wydarzenia, okazała się niezbędna…

Na warszawskiej Pradze ktoś zniszczył figurkę Matki Boskiej Pogorzelskiej. Prawicowe media i portale wszczęły larum: oto jesteśmy świadkami bezprecedensowego ataku na naszą katolicką wiarę, takie są skutki promowania lewackiej tolerancji światopoglądowej!  Policja zatrzymała sprawcę dewastacji religijnego symbolu. Jak poinformował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych jest to narodowiec związany ze skrajną prawicą, który postanowił dokonać prowokacji sugerując, że symbole katolików atakuje się w Polsce i niszczy, a katolicy są prześladowani.  Policja nie potwierdza tej informacji, ale jej nie zaprzecza i nie oferuje żadnej konkurencyjnej, poza wiadomością, że sprawca nie przyznaje się do winy.

Diecezja Włocławska zawiadomiła, że na terenie parafii w Turku cztery osoby napadły na księdza wikariusza, który próbował wyjaśnić, że nie może przyjąć od nich aktu apostazji. Jeden z napastników „chwycił jedną ręką stojący na regale krzyż, a drugą zrzucił prezbitera z fotela na podłogę”, używając wulgarnych epitetów pod adresem kapłana i Kościoła. Diecezja podkreśliła, że był to kolejny „atak na tle religijnym”, do jakiego doszło w diecezji włocławskiej, bo niedawno sprofanowano kościół świętego Maksymiliana w Koninie i zniszczono znajdujący się obok świątyni pomnik oraz namalowano bluźnierczy napis na murze kościoła w Brzeźnie koło Konina. Publiczne i prawicowe media w te pędy nagłośniły komunikat diecezji, dokładając do niego pikantne szczegóły dowodzące rozwydrzenia i demoralizacji sprawców. Ale policja nie potwierdziła tych bulwersujących doniesień.  Okazało się, że do plebanii przyszła zwyczajna rodzina z prośbą o wykreślenie ich z ksiąg parafialnych. Wobec sprzeciwu przybysz wziął do ręki krzyż i pokazał go księdzu, co miało przypomnieć o jego misji i obowiązkach. Policję wezwano, ponieważ rodzina nie chciała opuścić plebanii bez załatwienia swojej sprawy. Ksiądz nie zgłosił jednak napaści i nie złożył żadnego doniesienia, więc policja – w odróżnieniu od setek hejterów odsądzających niewierzących od czci i godności – uznała sprawę za wyjaśnioną i zamkniętą.

Trzej pijani mężczyźni umyślili sobie okraść szczecińską Bazylikę św. Jana Chrzciciela, atakując po drodze proboszcza oraz dwie inne osoby, które uniemożliwiały realizację planu.  Wielce nagannym, ale w gruncie rzeczy dość banalnym epizodem natychmiast zajęły się „publiczne” i współpracujące z władzą media, nadając sprawie rangę wstrząsającego wydarzenia. Po wprowadzeniu do fabuły kilku poprawek ogłoszono, że oto grupa moralnych degeneratów, pozostająca pod wpływem ideologii LGBT, postanowiła ukraść szaty liturgiczne, aby odprawić diabelskie nabożeństwo. Polska Agencja Prasowa zacytowała rzekomą wypowiedź zakrystianki, że napastnicy zamierzali udzielić sobie homo-ślubu.  Prawicowe media cytowały prałata bazyliki ks. Aleksandra Ziejewski ego: „Rzucił się na mnie, zaczął mnie atakować (…) Gdyby mnie trafił, to pewnie by zabił. Oni byli w jakiejś diabelskiej furii”. W odpowiedzi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki ogłosił list: „Moje najwyższe zaniepokojenie budzą coraz częstsze akty nienawiści wobec ludzi wierzących, ze smutkiem dostrzegam eskalację wrogich zachowań wobec ludzi wierzących, w tym stosowanie przemocy symbolicznej i fizycznej”. Głęboki smutek hierarchy nie uszedł uwadze ministra Ziobro, który ogłosił, że śledztwo w tej sprawie objęła nadzorem Prokuratura Krajowa. W ślad za swoim szefem wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik w rozmowie z Dorotą Kanią stwierdził, że w tej sprawie niesposób wykluczyć wątku ideologicznego i nie zaprzeczył tezie prowadzącej wywiad, że w „paradach równości środowisk LGBT uczestniczą dawni funkcjonariusze SB, co powoduje, że istnieje ryzyko prowokacji”.

Mimo „najlepszych chęci” przełożonych, prokurator prowadzący tę sprawę nie dopatrzył się w niej niczego poza trywialną kradzieżą rozbójniczą i naruszeniem nietykalności cielesnej, choć na wszelki wypadek ubrał te zarzuty w motywację „z powodu przynależności wyznaniowej pokrzywdzonych”.  

Ten domyślny motyw, rzucona na żer klakierom obecnej władzy, jest wątkiem wspólnym wymienionych wyżej i z braku miejsca niewymienionych incydentów, w których ludzie Kościoła czują się poszkodowani bądź kreowani są na ofiary. Kryminalne zajścia, kradzieże, włamania i napady nigdy nie omijały obiektów kultu religijnego ani księży, jednak ostatnio można odnieść wrażenie, że jest na te zdarzenia jakiś szczególny popyt.  Łączy je nie tylko szczególne zainteresowanie dyżurnej sfory pseudodziennikarzy rzucających się na każdy incydent który dałoby się nazwać atakiem na Kościół. Łączy je nie tylko charakterystyka sprawców, którzy niemal w każdym przypadku opisywani są jako aktywiści partii opozycyjnych, wyznawcy „ideologii LGBT”, a często wręcz zboczeńcy oszaleli z nienawiści do tronu i ołtarza.  Wspólnym mianownikiem jest również czas – kampania wyborcza, w której PiS walczy o ostateczne zawłaszczenie państwa i o bezkarność dla swego bezprawia.

Od dłuższego czasu widać wyraźnie, że PiS nie zamierza walczyć na programy, fakty i argumenty. Program ma niezbyt porywający, argumenty coraz bardziej niewiarygodne, a fakty głoszone przez prezesa, prezydenta, premiera i funkcjonariuszy partyjnych nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Nie bez racji Prezes RP uznał, że skuteczniejsze od bezpośredniej konfrontacji z opozycją będzie wykreowanie nowego wroga, którego da się przykleić do opozycji.  Tak urodził się kolejny „obcy”. Przez wiele tygodni PiS szczuł na ludzi odmiennej orientacji, straszył potworem Gender i groził zalewem „ideologii LGBT”.  Ale wygląda na to, że przekombinował. Coś nie zagrało. Miała być masowa akcja sprzeciwu samorządów wobec agresji wrogiej ideologii, której sprzyja PO, Nowoczesna i reszta lewactwa opozycyjnego. Okazało się jednak, że uchwały przeciw nieheteroseksualnej nawale i w obronie dzieci zagrożonych seksualizacją , nawet w rejonach zdominowanych przez PiS, podjęto tylko w niewielkiej części gmin i powiatów. Nie udało się też sprowokować do walki „zwyczajnych” obywateli. Na gejów i lesbijki oraz tych, którzy wspierają ich dążenie do równouprawnienia, rzucili się w Bydgoszczy i innych miastach tylko ci, co zawsze: wzmożeni pismacy, żule, damscy bokserzy, ukryci sadyści, bezmózgowcy na sterydach, nawiedzeni , psychicznie niepełnosprawni, niezrównoważeni i kibole – inna sprawa, ze z większą niż dotąd ochotą, bo w poczuciu bezkarności. A zdecydowana większość społeczeństwa na akty agresji zareagowała współczuciem wobec bitych, kopanych, opluwanych i dyskryminowanych.

Kaczyński nie lubi przegrywać. Szybko zrozumiał, że prześladowanym koniecznie trzeba odebrać życzliwość, a jednocześnie należy wzmocnić narrację sięgając po dodatkowe wsparcie. Jego Plan B nosi tytuł „Tylko PiS obroni Polski Kościół, atakowany przez lewaków i LGBT ze wsparciem PO”.  Projekt ten ma dodatkowy atut – obiema rękami i z większym niż dotąd zapałem będą wspierać PiS hierarchowie, którzy od czasu ujawnienia pedofilskich afer z udziałem księży i pomagających im biskupów, sami już zaczęli przebąkiwać o wojnie wypowiedzianej Kościołowi przez polskie i unijne lewactwo. Nadzieja, że w bitewnym dymie rozmyją się i unieważnią nieprawości ludzi Kościoła, spełnia się już dzisiaj. Media nie zajmują się już brudną przeszłością kleru i pewnie nie przypomną sobie o niej, dopóki trwać będzie precyzyjnie reżyserowana „walka Kościoła o przetrwanie”.

Stawiam dolary przeciw orzechom, że narracja o wrogach Kościoła, ukrywających się w szeregach LGBT, opozycji i przedstawicieli Unii, będzie narastać w miarę zbliżania się daty wyborów.  Z pewnością będziemy świadkami niejednego jeszcze incydentu. Trzymam zakład, że wykonawcami rozmaitych akcji – szturchnięcia księdza, oplucia biskupa, czy publicznego spalenia ewangelii przez całkowicie nieznanych sprawców ogłaszani będą nieheteroseksualni lewacy. Obawiam się też, że dojdzie do działań odwetowych, być może nawet do kolejnych po Białymstoku zamieszek pachnących pogromem, bo trzecie prawo Newtona dotyczy także relacji między ludźmi. Mam wrażenie, że bardzo się o to starają rządzący, a i niektórzy purpuraci jakby oczekują nienawistnych reakcji nadpobudliwych wiernych.  Bo czemu innemu służyć miało szczucie metropolity krakowskiego, który w 75. rocznicę powstania warszawskiego straszył „tęczową zarazą” LGBT, która zastąpiła „czerwoną zarazę” bolszewizmu?

Obiema rękami powstrzymuję się tu przed konstruowaniem jakiejś spiskowej teorii, ale co poradzę, kiedy w trakcie pisania kołacze mi się z tyłu głowy historia człowieka, który podczas ciszy wyborczej sparaliżował Warszawę podkładając w uczęszczanych miejscach fachowo sporządzone atrapy bomb. Nazwano go Gejbomberem, bo do kilku redakcji przyszedł mail podpisany „GayPower” oraz „SilnyPedał”. List zatytułowany: „Kaczyński = Wojna. Podłożyliśmy 15 bomb w Warszawie” zawierał protest przeciw zablokowaniu Parady Równości. Prawicowej propagandzie udało się wcześniej okrzyknąć Lecha Kaczyńskiego człowiekiem silnej ręki, szeryfem i młotem na przestępców. Bombera w 2 osobach nigdy nie złapano, ale w atmosferze niepokoju i obaw właśnie Lech Kaczyński został prezydentem RP.

Przed kolejnymi wyborami trafił się Falenta z niesympatycznymi nagraniami polityków PO, które – jak twierdzi – zlecili mu politycy PiS. Również w tej sprawie nie dowiemy się chyba jak było naprawdę, bo prokuratura uznała, że wykonawca zlecenia jest niewiarygodny. A niewiarygodnym jest, ponieważ kiedyś, gdy był na wolności i uważał, że umowa ze zleceniodawcą zapewnia mu bezkarność, nie mówił tego, co mówi teraz, gdy uważa, że zleceniodawca go oszukał i nie dotrzymał umowy. Prokuratura zignorowała poważne oraz prawdopodobne doniesienie i zarządziła badania psychiatryczne autora zarzutów.

Są na świecie kraje, gdzie przeciwników politycznych lub osobistych wrogów rządzących pakuje się do psychuszki – na lata, a czasem i do końca życia. To te same państwa, gdzie zdarzają się prowokacje polegające na tym, że władza napada na samą siebie, by uzyskać pretekst do ograniczenia praw obywateli.  Polska PiS dopiero eksperymentuje. Wynik eksperymentu zobaczymy, a być może również doświadczymy, po wyborach. Ale może nie?

Szczujnia TVP i matoł Kuchciński. Esencja państwa PiS

Wieść o niedzielnym pobiciu księdza w zakrystii szczecińskiej bazyliki obiegła opinię publiczną lotem błyskawicy. Prawicowe media i TVP podniosły raban, że sprawcy chcieli wykraść szaty liturgiczne, gdyż chcieli odprawić “homoseksualny ślub”. Ksiądz miał im zagrodzić drogę, odmówić wydania szat, za co został przez chuliganów dotkliwie pobity. Obrażenia były na tyle poważne, że wymagały interwencji chirurgicznej.

Okazuje się jednak, że napadnięty ksiądz Aleksander Ziejewski stanowczo zaprzeczył wersji zdarzeń, którą usilnie próbują lansować TVP i cały szereg prawicowych portali.

Mianowicie, pobity duchowny w rozmowie z dziennikiem Fakt stwierdził, że: “Nie mogę tego potwierdzić, niczego takiego nie słyszałem”. 

Okazuje się zatem, że po raz kolejny kłamliwa narracja mediów narodowych zostaje z dziecinną łatwością obnażona, zaś wszystko wskazuje na to, że ksiądz został napadnięty przez chuliganów, którzy nie mają nic wspólnego z tak znienawidzonym przez władzę środowiskiem LGBT.

Dla przypomnienia TVP jak i prawicowe media opublikowały relację rzekomych świadków zdarzenia, z których miało wynikać, że sprawcy chcieli odprawić sobie “homoseksualny ślub“. W Wiadomościach ponadto usłyszeliśmy doniesienia, że sprawcy mieli przy sobie obrączki.

Tak szczuła z kolei TVP Info:

Sam szef portalu tvp.info Samuel Pereira w taki sposób skomentował całe wydarzenie: “Przypominam że działanie mężczyzn, którzy w Szczecinie zaatakowali księdza i kościelnego i afiszowali się jako #jestemzLGBT miało konkretne podłoże polityczne (zażądali homo ‘ślubu’)

Żadne słowo przepraszam oczywiście nie padło i zapewne nie padnie. Nie ma się niestety specjalnie czemu dziwić. Taki mamy klimat…

„Kolejny „rodzinny” lot Marszałka Kuchcińskiego z 2018 roku. Tym razem z synem i córką z Rzeszowa do Warszawy, w piątek 27 grudnia. Lot odbył się rządowym Gulfstream’em G55” – napisał na Twitterze Mariusz Gierszewski z Radia Zet.

Dziennikarz poinformował także, że Kuchciński leciał wojskową CASĄ z Rzeszowa przez Warszawę do Szczecina i z powrotem na odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego. – „Miał oczywiście prawo, tylko jakie koszty. Jednak godzina lotu CASY to 3184 zł” – podsumował Gierszewski.

Z kolei onet.pl dysponuje dokumentami, z których wynika, że 14 września 2018 r. szefowa gabinetu Kuchcińskiego Katarzyna Mącznik złożyła tzw. zapotrzebowanie na jego przelot na trasie Warszawa-Rzeszów i z powrotem.

Jak informuje onet.pl., w tytule pisma adresowanego do dowódcy generalnego Sił Zbrojnych, napisała, że to „TRYB NAGŁY”. Wojsko przeznaczyło na ten przelot śmigłowiec Sokół. Lot miał się odbyć rano 15 września, a powrót następnego dnia. W zamówieniu widnieją nazwiska trzech osób: marszałka, funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa oraz „Kuchciński Zbigniew Szymon”, czyli syn marszałka.

Wcześniej „Fakt”, powołując się na swych rozmówców, napisał, że 15 czerwca Kuchciński przyleciał helikopterem z córką i synem na ślub swojej chrześnicy w dworku pod Przemyślem. A marszałek od kilku dni unika mediów i nie pojawia się na państwowych uroczystościach: „Gdzie się podział marszałek Kuchciński? „Przeprowadza śledztwo, skąd Nitras dowiedział się o lotach”.

„Czas pomyśleć o następcy. Na myśl przychodzą mi tylko dwa nazwiska: Krystyna Pawłowicz lub Marek Suski. Każde z nich ma swoje zalety, a wad nie widać. Bystrość, lojalność, opanowanie, aparycja to ich wspólne atuty” – „radzi” Roman Giertych w liście do Jarosława Kaczyńskiego. Więcej miejsca poświęcił „rekomendowaniu” kandydatury obecnego szefa gabinetu politycznego premiera: – „Suskiego tak wszyscy z Carycą kojarzą, że pomogłoby to przyjaźni polsko-rosyjskiej, która przecież jest fundamentem planowanego przez pana Prezesa wyjścia z UE. Nadto Suski, który wie, że z Radomia szybciej się lata do Afryki, bo bliżej niż z Warszawy, mógłby stanowić dla naszej młodzieży przykład wiedzy geograficznej”.

„Swoją drogą to dla takich Nitrasów i Brejzów należałoby specjalne kary mutylacyjne wprowadzić, a nie tylko finansowe. Jakby im za każdy bezczelny atak obciąć kawałek palca, to by się awanturnicy uspokoili” – „proponuje” Giertych.

Cały tekst Giertycha >>>

Próbuje także „usprawiedliwiać” Kuchcińskiego: – „Jego drobne (zasłużone po tysiąckroć!) przywiązanie do luksusu jest jeszcze nieakceptowalne w naszej chromej demokracji, gdzie lud nie dojrzał do tego, że prawdziwa służba państwu wymaga, aby władza miała odrobinę radości za trudy rządzenia. I że nie wszyscy mogą latać luksusowymi samolotami, ale że lud w tych samolotach spożywa kawior i pije szampana ustami swych najlepszych przedstawicieli. Taka dojrzałość wymaga czasu i pokory, które narody uzyskują w dojrzałych strukturach pod okiem doświadczonych przywódców (Rosja, Kazachstan etc.)”.

„Niestety ciemny lud wierzy, że marszałek czym lepiej wypoczywa w trakcie podróży, tym bardziej może skupić się nad podnoszeniem jego dobrobytu przez przepychanie w Sejmie ustaw z kolejnymi plusami. Byle do wyborów, a potem może być potop”; – „Z Krystyną P. może być mały problem, a nawet dwa… musiałaby się wycofać z wycofywania, no i ten luksusowy samolot na pewno ma za małą lodówkę”; – „Ja bym raczej rekomendował Macierewicza, może latać do woli, bo to specjalista od wszelakich maszyn i wpadka mu nie grozi z lotami, bo nadal może twierdzić, że testuje smoleński wypadek!”; – „Znając wyjątkową estymę, którą prezes darzy profesorów, proponowałabym prof. Karskiego, który wsławił się odwagą przeprowadzenia prób niszczących meleksa” – komentowali internauci propozycje Giertycha.

Cechą pisowskiej Polski miała być praworządność i sprawiedliwość. No i jest, ale z uwzględnieniem tylko tej części społeczeństwa, która z uwielbieniem wpatruje się w prezesa i dokonania jego partii.

Wybory parlamentarne coraz bliżej, nikogo więc nie powinno dziwić, że i ja staram się od trzech tygodni dorzucić swoje trzy grosze i dokonać pewnych podsumowań. Podsumowań, które jednocześnie wyjaśniają, dlaczego tak źle żyje mi się w dzisiejszej, pisowskiej Polsce. Dlaczego nie wyobrażam sobie, by PiS dalej rządziło.

Gdybym miała jednym zdaniem określić minione już prawie 4 lata władzy prezesa i jego ludzi, to powiedziałabym krótko – pisowska Polska stoi na antywartościach. Wszystkie zasady etyczne, moralne, prawne, społeczne, które leżą u podstaw bezpiecznego, dobrze funkcjonującego, rozwijającego się państwa, mającego swoje solidne miejsce w gronie układów i sojuszy, zostały zastąpione przez ich przeciwieństwa, które tylko niszczą.

Spójrzmy jak przenicowano słowa „Bóg Honor Ojczyzna”. Jeszcze nie tak dawno, dewiza ta oddawała to, co dla każdego Polaka najwartościowsze, umiłowane, dla czego warto było żyć i umierać. Była wartością nadrzędną, a czym jest dzisiaj? Wyświechtanym banałem na sztandarach ludzi, którzy niosą ją w oparach nienawiści do każdego, kto inaczej wygląda, inaczej wierzy, inaczej kocha, inaczej myśli. „Bóg Honor Ojczyzna” są dzisiaj tam, gdzie kopie się uczestnika Marszu Równości. Bije po głowie starszego kodera, protestującego przeciwko niszczeniu demokracji. Obrzuca się kamieniami opozycjonistów, wrzeszczy o Polsce tylko dla białych, atakuje cudzoziemców, grozi każdemu, kto polskość postrzega inaczej. Co to za Bóg? Co to za Honor? Jaka to Ojczyzna?

Polskim patriotą nie jest dzisiaj ten Polak, który sumiennie pracuje, płaci podatki, działa na rzecz rozwoju kraju. To premier Morawiecki, który od poczęcia już walczył o taką Polskę, jaką nam teraz PiS funduje. To Antoni Macierewicz, węszący jakieś spiski i zamachy. Prezes, który przespał stan wojenny i w latach PRL niczym specjalnym się nie odznaczył. To osiłek z symbolem Polski Walczącej na przepoconej koszulce i z butelką piwa w ręce.

Prawdę zastąpiono kłamstwem. Premier, który przegrał już w sądzie sprawy o mówienie nieprawdy, prezes PiS, opowiadający bajki, media reżimowe, budujące swoje wizje w oparciu o przeinaczanie faktów, ukrywanie tych niewygodnych i wciskanie ciemnoty. Ta „antyprawda” aż kłuje w oczy, zamienia rzeczywistość w koszmarny obraz z krzywego zwierciadła, stała się symbolem Polski Jarosława Kaczyńskiego.

Transparentność to już tylko wspomnienie, z którą zawsze w Polsce był jakiś problem, ale nigdy w takim stopniu jak teraz. Ukrywa się przed społeczeństwem autorów podstawy programowej, jaka obowiązuje od momentu deformy edukacji. Nie ma szans poznać, kto podpisał listy poparcia dla pisowskich sędziów w KRS. Tajemnicą owiani są ludzie i instytucje, z którymi obecny rząd konsultował niby te ustawy, którymi rozwala polską demokrację. Wciąż tylko słyszę o szerokim poparciu społecznym dla pomysłów PiS, ale nie mam szans dowiedzieć się, kto i co właściwie popiera. Czyżby takich list, takich konsultacji, po prostu nie było? Może podpisujący wstydzą się swego podpisu, a może to jest tylko jakiś wielki szwindel, bo wsparli się ci, co kandydują, ci, którzy tylko firmują sobą idiotyzmy nazwane reformą, czy może są to tylko zwykli figuranci, którzy za odpowiednią kasę podpisaliby nawet pakt z diabłem?

Pisowska uczciwość też woła o pomstę do nieba. Uczciwy Kuchciński lata sobie z rodzinką samolotem rządowym za frajer. Uczciwy prezes milczy w sprawie wież, Srebrnej i łapówki w kopercie. Uczciwa Kempa dostaje 300 euro dziennie na hotel w Brukseli, ale korzysta z takiego, gdzie płaci tylko 100 euro za dobę, a reszta do kieszonki (to przez 5 lat daje kwotę ponad 100 tys. euro oszczędności), uczciwi politycy dostają grube tysiące za paliwo w samochodach, z których nie korzystają, Szydło rozdaje nasze pieniądze na nagrody, na które jej ludzie sobie uczciwie zapracowali, ludzie PiS pracują na eksponowanych stanowiskach za tak uczciwą kasę, że mózg staje z wrażenia. Uczciwie chowa się pod dywan wszystkie afery i aferki, wierząc tak bardzo w swoją uczciwość, która przyniesie tylko sukces.

Również rzetelność została dzisiaj zastąpiona niekompetencją i prowizorką. Ustawy, które PiS wprowadza w życie, są pisane na kolanie przez ludzi, którzy mają niewielkie pojęcie o tym, co zmieniają i jak. Co rusz dokonywane są więc jakieś zmiany, poprawki, modyfikacje, człowiek już się gubi w tym gąszczu ustawowych potworków, niedopracowanych, pozostających w niezgodzie z obowiązującym systemem prawnym, coraz bardziej mętnych i oderwanych od realiów.

Cechą pisowskiej Polski miała być praworządność i sprawiedliwość. No i jest, ale z uwzględnieniem tylko tej części społeczeństwa, która z uwielbieniem wpatruje się w prezesa i dokonania jego partii. Prawo chroni propisowskich bandytów, narodowców o ostrym zabarwieniu neofaszystowskim i tzw. „swoich”. Ci oporni mają sprawy sądowe, dostają mandaty za koszulki z napisem „Konstytucja”. Ot, zamiast praworządności i sprawiedliwości, taka „sztuka dla sztuki” i nic więcej.

Prawda historyczna została zastąpiona fałszem na wielką skalę. Prezes ze swoimi ludźmi wyrywa kartę po kartce z polskiej historii, pozostawiając tylko to, co może być najlepszym narzędziem do utrzymania władzy. Jedynymi bohaterami są żołnierze wyklęci. Pozostali to zdrajcy albo niewarci nadmiernej uwagi. Jedynymi walczącymi z koszmarem PRL to wielcy bracia Kaczyńscy i ludzie z ich kręgu, a pozostali to tylko Żydzi, współpracownicy SB, tacy zbyt „maluczcy”, by ich w ogóle wspominać.

Taka właśnie jest dzisiejsza Polska. Prawdziwa demokracja została zastąpiona dyktaturą jednej partii. Państwo świeckie jest coraz bardziej wyznaniowe. Trójpodział władzy, dla „dobra” Polaków, wymieniono na ten jedynie słuszny, czyli pisowski. Prawa obywatelskie obowiązują, ale tylko w odniesieniu do wiernego elektoratu PiS i jego sojuszników. Wolność słowa kończy się mandatem lub sprawą w sądzie. Każda wtopa nazywana jest sukcesem. Matactwo prawdą. To jest właśnie Polska. Polska zbudowana na antywartościach.

Fuererek Kaczyński i jego Goebbels Jacek Kurski

„Mija pół roku od złożenia przez G. Birgfellnera zawiadomienia w spr. oszustwa. Do dziś nie wszczęto śledztwa, ani nie przesłuchano nikogo poza pokrzywdzonym. Nie zabezpieczono też żadnych dowodów. Ta sprawa na zawsze będzie stanowić plamę na honorze polskiej prokuratury” – przypomniał na Twitterze Roman Giertych, pełnomocnik austriackiego biznesmena.

Birgfellner twierdzi, że został oszukany przez prezesa PiS, bo nie otrzymał wynagrodzenia za pracę przy projekcie budowy dwóch wieżowców na działce zajmowanej przez związaną z PiS spółkę Srebrna.

Zawiadomienie Birgfellnera zostało złożone w prokuraturze pod koniec stycznia tego roku, więc wszelkie przewidziane prawem terminy, dotyczące rozpoczęcia przez prokuraturę postępowania lub umorzenia sprawy, już dawno zostały przekroczone. Cóż, Jarosław Kaczyński jeszcze w marcu podczas wywiadu dla RMF FM zadekretował: – „Śledztwo w moim przekonaniu sensu nie ma”.

„Jak można wszczynać śledztwo w sprawie naczelnika państwa, chodzącego kryształu, lekko tylko przysypanego łupieżem, krynicy mądrości i uczciwości? Nie po to przejął wymiar sprawiedliwości i służby, żeby go straszyć jakimiś śledztwami”; – „Bo w republice bananowej „władcuf” się nie przesłuchuje”; – „Trzeba czekać, do wyborów Ziobro tego nie tknie” – komentowali internauci.

Ja, Gdańszczanin (ur. 6 października 1953 roku w szpitalu przy ulicy Kartuskiej), zwracam się z uprzejmą prośbą do wszystkich Gdańszczan w Polsce i na całym świecie, abyśmy jednym, wspólnym czynem, raz na zawsze WYŁĄCZYLI W SWOICH TELEWIZORACH PROGRAMY TELEWIZJI POLSKIEJ” – napisał na Facebooku Jerzy Owsiak. To jego reakcja na „Obrzydliwy atak w „Wiadomościach” TVP na opozycję i prezydent Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz”.

Szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z pełną mocą skrytykował ten materiał. – „Telewizja Polska rozpoczęła kampanię nienawiści w stosunku do Pani Prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz i generalnie w stosunku do Gdańszczan. Wydaje mi się nawet, że nie powinienem napisać „Telewizja rozpoczęła”. Bardziej pasuje określenie, że na moment, po tragicznej śmierci Prezydenta Adamowicza, trochę „przyhamowała”, aby teraz ruszyć z jeszcze większą mocą propagandy, która o dziesięć długości wyprzedziła tą PRL-owską z Dziennika Telewizyjnego. Jak można powiązać zabytkowy tramwaj z Wolnego Miasta Gdańska z nazistowskimi ideami sugerując, że uruchamiając ten piękny pojazd pragniemy tej nazistowskiej rzeczywistości?” – pytał Owsiak.

Przypomniał m.in., że 3 lata temu wymazano serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy naklejone na kurtce gościa programu TVP. – „Jesteście telewizją polityczną, jednokierunkową i w żaden sposób nie próbujecie uspokajać polskich nastrojów, wręcz przeciwnie – napuszczacie ludzi na siebie, często mijacie się z prawdą, dyskredytujecie, zniesławiacie, a czasem, jak w przypadku Gdańska, robicie rzeczy podłe. Gdańszczanie, gdziekolwiek jesteście w Polsce i na świecie – trzymajmy się razem, wspierajmy Panią Prezydent Aleksandrę Dulkiewicz, która tak jak jej poprzednik pragnie, aby Gdańsk był miejscem radosnym, kolorowym, wspaniałym, pełnym przyjezdnych, którzy podziwiają jego architekturę oraz fantastyczny klimat. Nie dajmy sobie tego odebrać!!!” – zaapelował szef WOŚP. Pod postem Owsiaka pojawiły się podziękowania od prezydent Gdańska. – „To jest ta solidarność codziennie, której wiem, że pragniesz Ty, bardzo pragnął jej mój Szef Paweł Adamowicz i to jest także moje marzenie… Nie damy sobie odebrać takiego myślenia o Gdańsku!” – napisała Aleksandra Dulkiewicz.

“Ty ziom, obczaj jaka się awantura zrobiła. Idę se bulwarem przy Trzebnickiej, a tu jakiś lewak ze swoją laską jadą rowerami. Pedałowali (wiadomo, jak to lewactwo, gender LGBT i inne dewianty) powoli, więc podsłuchałem o czym gadali. I słyszę, że temu lewakowi (bo wiadomo, że to lewak) nie podobają się wpisy na murze o inwazji zboczeńców i pederastów, którzy chcą dzieci adoptować, by je następnie gwałcić. Przecież nasze dzieci trzeba przed nimi chronić, co nie? Bo to lewactwo się panoszy, zagraża polskiej rodzinie i tradycji, bo LGBT+ to zło wcielone i pedofile. No to stwierdziłem, że mu zajebie. A co, w końcu jestem u siebie.

Normalnie to bym w pojedynkę nie zaczepiał, wiesz jak jest, ale po ostatnich wydarzeniach z Białegostoku wiem już, że władzę mamy po swojej stronie. Pały w niebieskich uniformach tylko pozorują działania przeciwko nam, a my przecież rośniemy w siłę. Najwyższa pora to pokazać i bić mordę każdego, kto wygląda na lewaka. Nawet profilaktycznie i prewencyjnie. Wiesz, wsłuchiwałem się w głosy polskich biskupów i wychodzi na to, że realizujemy boski plan pozbycia się zagrożenia dla tradycyjnego, katolickiego modelu społeczeństwa. Zobaczysz, nic mi nie zrobią, a u ziomali zyskam większy szacunek. W końcu właśnie pokazałem, że można lewaka pobić w biały dzień, złamać mu nos, zwyzywać, a nikt w zasadzie nawet nie zareaguje. Policja niby przyjęła zgłoszenie, ale w końcu poudawać muszą, że z góry nie mają przykazu odpuszczania nam takich wybryków. To co? Jutro też idziemy zapolować na lewactwo? Teraz to już z górki”.

Drodzy czytelnicy, najwyższa pora bić na alarm, bo radykalni bojówkarze z katoprawicy, wsparci chórem hierarchów kościelnych i milczącą aprobatą polityków partii rządzącej podnieśli już łby bardzo wysoko i zaczynają traktować siebie jako armię, realizującą naczelne zadanie państwa, czyli tępienie odmienności od ich wykrzywionego modelu społeczeństwa. Cytat powyżej jest oczywiście zmyślony, ale nietrudno przewidzieć, że właśnie tak pewien prawicowy bojówkarz dziś wieczorem przy browarze chwalił się kolegom z oenerowskiej brygady. Czują się silni, bo państwo zdezerterowało z obszaru walki z patologiami, zwłaszcza tymi w brunatnych odcieniach. Zaostrzanie konfliktu to woda na młyn partyjnej propagandy PiS i najskuteczniejsze narzędzie mobilizacji własnego elektoratu przed nadchodzącymi wyborami. W 2015 roku straszono uchodźcami, dziś straszy się każdym, kto nie odmawia podstawowych praw obywatelskich osobom z mniejszości seksualnych.

O tym, że zagrożenie jest realne, a neofaszyści i nacjonaliści czują się bardzo silni, przekonał się dziś współpracownik portalu OKO.press Przemysław Witkowski, zajmujący się opisywaniem właśnie kwestii rosnących w siłę środowisk radykalnych we Wrocławiu.

Tak opisuje to zdarzenie on sam:

Obrazki straszne i wywołujące gęsią skórkę. Policja wydała oświadczenie, że sprawca pobicia jest poszukiwany, ale trudno uwierzyć, by robiła to z pełnym zaangażowaniem. Ostatnie lata dobitnie pokazały, że karanie sprawców wieszania na szubienicach wizerunków polityków opozycji, hejterów internetowych czy bandytów ze stadionów i ulicznych kontrmanifestacji, takich jak ostatnio w Białymstoku, to ułuda. Konsekwencji nie ma, bo władza woli żyć z tymi radykałami w zgodzie. Woli ich wykorzystywać do walki politycznej, zaogniać nastroje i prowokować ich do działania.

Jedno jest pewne. Robi się coraz bardziej duszno i coraz bardziej brunatno. Uważaj, co mówisz głośno na ulicy, bo jutro to Ty możesz zostać “naprostowany” przez samozwańczego “prawdziwego Polaka”. To już nie jest czcze gadanie, tylko smutna rzeczywistość.

>>>

Mimo wcześniejszych zaprzeczeń Marek Kuchciński regularnie wozi żonę i dzieci samolotem specjalnym, przeznaczonym dla najważniejszych osób w państwie. Rodzinne loty do domu nazywane są „misją oficjalną”

>>>

– To informacje od urzędników, którzy napisali do mnie, że to, co się dzieje, to absolutny skandal. Bo pan marszałek Kuchciński praktycznie co tydzień lata w celach prywatnych do Rzeszowa rządowym gulfstreamem – mówił w czwartek na konferencji w Sejmie Sławomir Nitras, poseł PO-KO.

I przedstawił dowody na co najmniej pięć lotów marszałka Sejmu w towarzystwie rodziny. To kopie zamówień na „loty specjalne” do dowódcy generalnego rodzajów sił zbrojnych, które odbyły się od 5 stycznia do 5 lipca 2019 r. Składała je Aleksandra Ochmańska, wicedyrektor gabinetu Kuchcińskiego. Za każdym razem podkreślała: „Informuję, że marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński zamierza udać się w misji oficjalnej z Warszawy do Rzeszowa, a następnie powróci z wykorzystaniem wojskowego specjalnego statku powietrznego”.

Cóż – parafrazując klasyka – taki katolicyzm, jacy jego biskupi.

Polskę zalewa fala. Fala oświecenia. I tylko patrzeć, jak wszyscy zginiemy w potopie postępu, relatywizmu i tolerancji. Ocean laicyzacji rozlał się po całym kraju i już podchodzi pod mury Częstochowy, o czym świadczy Marsz Równości, który odbył się niedawno u stóp Jasnej Góry.

Kto tak pięknie, metaforycznie i historycznie zarazem, ostrzega przed grożącym Ojczyźnie kataklizmem wolności? Ordynariusz diecezji świdnickiej – biskup Ignacy Dec, który o zagrożeniach racjonalizmu nauczał w obecności ponad stu tysięcy zgromadzonych w Częstochowie Polaków-katolików. Zagłada – mówił biskup – nadchodzi z Zachodu, „wspierana przez zagraniczne ośrodki usiłujące narzucić Polsce neopogańską ideologię gender”. I LGBT, oczywiście. A wszystko to prowadzi do upadku „tradycyjnej rodziny”, a zaraz po niej – Narodu.

Bo – jak logicznie wynikałoby z wywodu kapłana – każdy mężczyzna to potencjalny gej, a dziewczyna – lesbijka, więc od ucieczki spod ołtarza pod tęczowe parasole chronił ich dotąd wyłącznie brak wiedzy na temat prawdziwej orientacji. Toteż pod religijno-społecznym przymusem podejmowali tradycyjne role żon i mężów, matek i ojców kolejnych pokoleń, ale wyłącznie z braku lepszych alternatyw. No, ale teraz, jak już – za sprawą „ideologii gender” – wszyscy odkryją, jak jest naprawdę, Polska zginie marnie. A w zasadzie, to wyginie z braku chętnych do kultywowania tradycji. I z czego wtedy będą budować swoje religijno-biznesowe imperia nasi biskupi?

Toteż z tolerancją nie należy przesadzać. Owszem, w każdym społeczeństwie trafiają się odmieńcy, ale niechby sobie spokojnie kultywowali swoje osobliwe obyczaje we własnych czterech ścianach, zamiast publicznie obnosić się z feminizmem, homoseksualizmem czy legitymacją PO, zboczeńcy jedni. Ale nie – muszą łazić po ulicach i siać publiczne zgorszenie.

Na szczęście dla zgromadzonych w murach, które ostały się już niejednemu potopowi, teraz budujemy w Polsce Polskę tylko dla Polaków. Strefę (przynajmniej w założeniu pewnej gazety, kształtującej opinię wyborców partii rządzącej) wolną od LGBT i innych zboczeń. A już wkrótce, najdalej po wyborach, wolną także od nie-katolików oraz wszelkich typowych dla nich „izmów” i „-cji”, w tym laicyzacji czy merytokracji. Zwłaszcza merytokracji. Bowiem – zdaniem biskupa – najgorsi ze wszystkich wrogów katolicyzmu i Kościoła są nawet nie geje, tylko naukowcy. A to dlatego, że utrwalają dyktaturę racjonalizmu i relatywizmu zarazem, podkopując korzenie prawdziwej wiary. Mówiąc inaczej – zalecają, by przestać wierzyć (biskupom na słowo), a zacząć myśleć. I to myśleć samodzielnie. No, naprawdę…

Na szczęście Polacy, zwłaszcza ci prawdziwi, czyli głosujący na formację pana prezesa, bękartom Oświecenia mówią swoje stanowcze „nie”, w czym wspiera ich wydatnie partia aktualnie rządząca, która promuje jak może właściwe wartości. A w zasadzie to tylko jedną – wierność Kościołowi i jego nauce. Bo jak się tak zastanowić (znów ten przebrzydły racjonalizm), to wrogość wobec wymienionych wyżej – izmów, panująca między Wisłą a Bugiem (oraz w Świdnicy, która leży nieopodal Odry), jest ufundowana na podwalinach chrześcijańskiej wiary właśnie. Z tym, że takiej swojskiej, naszej, rdzennie polskiej, zdecydowanie odmiennej od zachodnich wersji tej religii. Cóż – parafrazując klasyka – taki katolicyzm, jacy jego biskupi.