Morawiecki, nie pajacuj!

 

W PiS bunt Beaty Szydło i Witolda Waszczykowskiego. I to przeciw Kaczyńskiemu.

Antoni Macierewicz sparaliżował akcję kontrwywiadu wobec szpiega GRU, która mogła doprowadzić do rozpracowania rosyjskiej siatki agentów w Polsce. Polecił wycofać z niej gen. Andrzeja Anklewicza, którego próbowali zwerbować Rosjanie. Nie wiedzieli, że działa on pod kontrolą polskich służb. Kulisy tej sprawy opisują autorzy książki „Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana” Anna Gielewska i Marcin Dzierżanowski (fragmenty)

  • Marek Zieliński szpiegował na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU od początku lat 80. Prowadzony był przez kolejnych rezydentów radzieckiego, potem rosyjskiego wywiadu w Warszawie
  • Polski kontrwywiad rozpoczął z nim grę operacyjną, próbując zinfiltrować siatkę GRU w Polsce. Pod kontrolą polskich służb, współpracę z Zielińskim podjął gen. Andrzej Anklewicz z MSW
  • Gdy szefem w 1992 r. został Macierewicz nieoczekiwanie wstrzymał tę operację, wycofując z niej Anklewicza
  • Dlaczego Macierewicz – łowca agentów, poskromiciel sowieckich służb i zagorzały antykomunista – gdy miał na widelcu najprawdziwszego szpiega, werbownika GRU, podjął taką decyzję?

We wtorek, 24 grudnia 1991 roku, słońce wzeszło o godzinie 7.41. Kilkanaście minut później nowy minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz pojawia się w gmachu przy Rakowieckiej.

– Jaka była pana pierwsza myśl w MSW?

Więcej >>>

Klechy pajace, w rządzie pajace – Polska pajacami stoi.

siedmioludek

Abp Marek Jędraszewski wygłosił homilię w krakowskiej Bazylice Mariackiej z okazji Światowego Dnia Ubogich.

Arcybiskup w czasie mszy straszył zebranych, że królestwo niebieskie nie należy do ludzi pysznych oraz takich, którzy gardzą innymi, zwłaszcza biednymi:

– O ich losie mówił prorok Malachiasz, że spali ich nadchodzący dzień sądu Pana. Ubodzy w duchu to ludzie, którzy rozumieją, że należy być uczniem Chrystusa, wrażliwym w patrzeniu na potrzebujących pomocy i miłosierdzia. To ludzie, którzy nad to, by być z Chrystusem nad tę godność, przekładają wszystko to, co posiadają – podkreślał hierarcha, który dalej apelował do obecnych wolontariuszy, aby pomagali ubogim:

– Nie możemy ustawać w pochylaniu się nad człowiekiem. Musimy przedzierać się przez zasłonę ich ubóstwa, które przejawia się w najrozmaitszy sposób i docierać do tego, co w nich jest najgłębsze, do dobroci ich serca. Na tę dobroć (…) odpowiadać spojrzeniem miłości i wyciągnięta ręką. Tak się bowiem dokonuje zbawienie – pouczał metropolita…

View original post 93 słowa więcej

 

Jeszcze jeden pedofil w sukience

O pedofilskich skłonnościach ks. Mariusza W. poinformowała Szkoła Podstawowa nr 5 w Nowym Targu, gdzie uczył on religii. Sprawa została ujawniona podczas zajęć wychowawczych – nauczycielka poruszyła z dziećmi temat molestowania seksualnego. Kilka uczennic przyznało, że takich zachowań dopuścił się ich katecheta.

Szkolni pedagodzy zawiadomili o tym prokuraturę. Ksiądz Mariusz W., początkowo, zaprzeczał oskarżeniom i twierdził, że jest niewinny. Uznawał się nawet za „duszpasterza dzieci”.

Duchowny – jak poinformowała „Gazeta Krakowska” – zmienił zdanie w zeszłym tygodniu i przyznał się do zarzucanych mu czynów. „Przyznaję się, zrobiłem to” – oznajmił. Deklaracja nie kończy sprawy. Proces dalej trwa, a wyrok jeszcze nie zapadł.

Sprawa jest o tyle bulwersująca, że po nagłośnieniu sytuacji ksiądz został przeniesiony do innej parafii. W Nowym Targu zorganizowano pożegnalną mszę, a część wiernych deklarowało swoje poparcie dla zboczeńca w sutannie, który „umiał zjednywać do siebie ludzi przez swoją otwartość”.

Ofiary zboczeńca miały od 9 do 12 lat. Do molestowania doszło podczas szkolnych wycieczek w góry i na basen.

PE „potępia niedawne wydarzenia w Polsce, które miały na celu dezinformację, stygmatyzację i zakazanie edukacji seksualnej”. Chodzi o projekt „Stop Pedofilii”, którym zajmie się nowy Sejm: za szerzenie wiedzy o seksie poniżej 18 r.ż. nawet do 3 lat więzienia. Europosłowie apelują, by polski parlament odrzucił projekt i zapewnił młodzieży rzetelną edukację

Projekt rezolucji potępiającej projekt „Stop Pedofilii” złożyli 6 listopada 2019 eurodeputowani z czterech największych ugrupowań Parlamentu Europejskiego:

  • Europejskiej Partii Ludowej (w której zasiadają PO i PSL);
  • Socjalistów i Demokratów (której członkami są politycy SLD i Wiosny oraz Sylwia Spurek);
  • Liberalnej frakcji „Odnowić Europę”;
  • Zielonych;
  • Zjednoczonej Lewicy Europejskiej.

W głosowaniu podczas sesji plenarnej 14 listopada 2019 projekt przyjęto znakomitą większością głosów: 471 do 128, wstrzymało się 57. Przepadły wszystkie 23 poprawki zgłaszane m.in. przez polityków PiS zrzeszonych we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR).

O wyniku głosowania poinformowała na Twitterze lewicowa europosłanka Sylwia Spurek.

Wynik był trudny do przełknięcia dla polityków PiS. Swoje oburzenie wyraziła była rzeczniczka partii, dziś eurodeputowana PiS Beata Mazurek.

Rzeczywiście nie ma mowy o przypadku. Bo groźny projekt, którym zajmie się już nowy Sejm, jest pełen prawnych nieścisłości i może pozbawić polską młodzież dostępu do edukacji. Ta stanowi jedno z praw podstawowych UE. Nic dziwnego, że sprawą zainteresował się więc Parlament Europejski.

Co przyjął PE?

W przyjętej w czwartek rezolucji Parlament Europejski przypomina, że:

„Zdrowie seksualne ma podstawowe znaczenie dla ogólnego zdrowia i dobrostanu jednostek, par i rodzin, dodatkowo przyczyniając się do społecznego i gospodarczego rozwoju społeczności i państw, a dostęp do zdrowia, w tym zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, jest prawem człowieka”.

PE wyraża też zaniepokojenie „niezwykle niejasnymi, szerokimi i nieproporcjonalnymi przepisami projektu ustawy, które de facto zmierzają do penalizacji upowszechniania edukacji seksualnej wśród nieletnich i których zakres potencjalnie grozi wszystkim osobom – a w szczególności edukatorom seksualnym, w tym nauczycielom, pracownikom służby zdrowia, pisarzom, wydawcom, organizacjom społeczeństwa obywatelskiego, dziennikarzom, rodzicom i opiekunom prawnym – karą pozbawienia wolności do trzech lat za nauczanie o ludzkiej seksualności, zdrowiu i stosunkach intymnych”.

Eurodeputowani zachęcają wszystkie państwa członkowskie do wprowadzenia w szkołach kompleksowej, dostosowanej do wieku edukacji seksualnej i edukacji o relacjach międzyludzkich.

Przypominają też, że edukacja seksualna jest niezbędną częścią programu nauczania w szkołach w celu spełnienia standardów WHO dla Europy. O standardach tych pisaliśmy wielokrotnie w OKO.press.

PE podkreślił, że brak edukacji seksualnej zagraża bezpieczeństwu młodzieży, która jest bardziej narażona na wykorzystywanie seksualne i cyberprzemoc. Zwrócił uwagę na fakt, że zasadniczą rolą zajęć tego typu powinno być przekazywanie uczniom wiedzy na temat równości płci.

W końcu potępił

„niedawne wydarzenia w Polsce, które miały na celu dezinformację, stygmatyzację i zakazanie edukacji seksualnej, a w szczególności surową, niewłaściwą i błędną treść uzasadnienia przewidzianego w projekcie ustawy”.

Eurodeputowani apelują do polskiego parlamentu, by

„wstrzymał się od przyjęcia proponowanego projektu ustawy oraz zapewnił młodzieży dostęp do kompleksowej edukacji seksualnej” oraz „udzielił wsparcia osobom zapewniającym taką edukację i informacje w sposób rzeczowy i obiektywny”.

PE wezwał też Radę UE do zajęcia się tą kwestią podczas planowanych wysłuchań Polski w ramach procedury z art. 7 Traktatu o UE. Bo edukacja jest samodzielnym prawem podstawowym oraz warunkiem wstępnym korzystania z innych podstawowych praw i wolności zagwarantowanych w art. 2 TUE, Konstytucji RP i Karcie Praw Podstawowych.

Więzienie za edukację

O obywatelskim projekcie zatytułowanym przewrotnie „Stop Pedofilii” pisaliśmy w OKO.press już na początku października, gdy okazało się, że trafi on na ostatnie obrady starego Sejmu. Ostrzegaliśmy, że pod pozorem walki z „demoralizacją i seksualizacją dzieci”, autorzy chcą zakazać przekazywania uczniom podstawowej wiedzy o seksualności człowieka.

Kara więzienia do lat 3 miałaby grozić edukatorom seksualnym, ale też nauczycielom, lekarzom, wydawcom czy dziennikarzom. Wszystkim, którzy dopuszczają się „propagowania zachowań seksualnych wśród małoletnich”. Małoletnich, czyli takich, którzy nie ukończyli 18 lat.

W uzasadnieniu autorzy projektu mówią wprost o tym, jaki przyświeca im cel. „Odpowiedzialne za »edukację« seksualną środowiska wchodzą do kolejnych placówek oświatowych w Polsce, rozbudzając dzieci seksualnie oraz promując wśród uczniów homoseksualizm, masturbację i inne czynności seksualne” – ostrzegają.

Jak pisała w OKO.press Dominika Sitnicka uzasadnienie szkodliwości edukacji seksualnej to zbiór anegdot, niepopartych badaniami opinii i kuriozalnych sformułowań. Jako przykłady podejrzanych treści autorzy projektu wprost wymieniają m.in. zajęcia dotyczące antykoncepcji, profilaktyki ciąż wśród nieletnich i chorób przenoszonych drogą płciową (np. HIV i AIDS) oraz dojrzewania i dorastania.

PiS: wspaniały pomysł

Choć absurdalny i niebezpieczny, projekt spotkał się z przychylnością polityków prawicy. Jako pierwsi poinformowaliśmy, że podczas pierwszego czytania w Sejmie 15 października 2019, posłowie PiS i Konfederacji mówili o nim w samych superlatywach.

Politycy PiS stwierdzili wręcz, że projekt powinien mocniej penalizować, bo przestępstwo zagrożone karą do trzech lat więzienia może zostać warunkowo umorzone. Dlatego ich propozycją była kara pięcioletniego więzienia. Projekt pomyślnie przeszedł głosowanie 16 października i został skierowany do prac komisji. Zajmie się nim już wkrótce nowy Sejm.

Inicjatywa „Stop Pedofilii” wzbudziła ogromne emocje wśród opinii publicznej. Przez całą Polskę przetoczyły się obywatelskie protesty, wady projektu punktowali eksperci. Z najnowszego sondażu OKO.press z października wynika, że aż 65 proc. Polek i Polaków uważa, że w szkole trzeba mówić otwarcie o seksie, antykoncepcji i orientacjach.

Projektu bronili prawicowi politycy, w tym na forum PE europoseł Patryk Jaki. W OKO.press krok po kroku rozbrajaliśmy wszystkie manipulacje i przekłamania, jakich dopuścili się m.in. politycy PiS oraz przedstawiciele władz Kościoła.

W przeciwieństwie do swej partyjnej koleżanki Krynickiej, Marek Suski wykazał się przynajmniej poczuciem humoru… Lotna Brygada Opozycji sfilmowała spotkanie z politykiem na Krakowskim Przedmieściu:

„Panie Suski, pan się nie chowa, jest pan otoczony. Pośle Suski, coś panu wypadło, o tutaj” – zaczepił Marka Suskiego jeden z aktywistów z Lotnej Brygady Opozycji.

Kiedy szef gabinetu politycznego premiera odwrócił się, żeby zobaczyć, czy rzeczywiście mu coś upadło, wtedy aktywista pospieszył mu z „pomocą”: Pan się nie schyla, to przyzwoitość” – powiedział.

Zgoła inaczej było wcześniej z cieszącą się nie największą sympatią mediów byłą posłanką Prawa i Sprawiedliwości Bernadettą Krynicką.

W podobny sposób zaczepiona niedaleko budynku Sejmu odgryzła się żartownisiowi w dość typowym dla siebie stylu: „zamknij się pan”.

Eliza Michalik pisze o tym, czego możemy oczekiwać po opozycyjnym Senacie.

Opozycja w Senacie musi stanowczo i konsekwentnie wykorzystywać wszystkie – zgodne z prawem – możliwości.

Słuchając triumfalnych wypowiedzi i okrzyków radości po wyborze Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu, można by pomyśleć, że opozycja już wygrała z PiS. Nic podobnego. To nie jest koniec, to nie jest nawet początek końca. Stanowisko trzeciej osoby w państwie w rękach opozycji to zaledwie, jakby to ujął Winston Churchill, koniec początku. Teraz dopiero zacznie się prawdziwa polityka.

Prawdziwa, czyli układanki, łamigłówki, żmudne targi i negocjacje oraz przeciąganie senatorów przez PiS na swoją stronę przy każdej pojedynczej ustawie i głosowaniu. Bo, że PiS nie zrezygnuje z walki o senacką większość, w to chyba nikt nie wątpi. Zresztą, czemu miałoby? Polityka to przecież sztuka wygrywania i skuteczności w realizacji swoich celów.

Pierwsza większa bitwa być może rozegra się o lukę w prawie opisaną przez Romana Giertycha, który uważa, że w Konstytucji jest furtka, umożliwiająca opozycji całkowite zablokowanie niekonstytucyjnych projektów pisowskich ustaw. Zdaniem Giertycha, Konstytucja nakazuje co prawda Sejmowi przekazać ustawę przez siebie uchwaloną do Senatu, nie precyzuje natomiast, w jakim terminie Senat ma ją rozpatrzyć. – „Wystarczy więc, aby większością głosów wprowadzić poprawkę do Regulaminu Senatu, która wprowadziłaby zasadę, że w przypadku zasadniczych wątpliwości co do konstytucyjności ustawy Marszałek Senatu ma obowiązek przed przekazaniem uchwały Senatu z poprawkami lub odrzuceniem ustawy do Marszałka Sejmu upewnić się, że wszystkie organy konstytucyjne uczestniczące w procesie legislacyjnym, czyli Sejm, Prezydent i Trybunał Konstytucyjny zostały obsadzone zgodnie z Konstytucją. W przypadku, gdyby orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego (tak jest obecnie w odniesieniu do trzech sędziów TK) uznano, że [skład] któregoś z tych organów jest nieprawidłowo obsadzony, to Marszałek Senatu miałby obowiązek się powstrzymać z przekazaniem uchwały Senatu do Sejmu RP do czasu prawidłowego obsadzenia tego organu” – pisze były wicepremier. Jeśli luka prawna wskazana przez Giertycha jest prawdziwa, oznacza to, że PiS może znaleźć się w ogromnym politycznym niebezpieczeństwie.

W tym kontekście zwracam uwagę na to, że prawdziwa polityka zaczyna się teraz i radość z wyboru opozycyjnego marszałka Senatu, która niewątpliwie działa na emocje wyborców i parlamentarzystów opozycji, niewiele znaczy w kontekście pragmatycznej politycznej gry. Oczywiście, jak już Państwu pisałam marszałek Senatu może wiele – łącznie z wygłaszaniem do Polaków telewizyjnych orędzi, które będzie musiała emitować TVP Jacka Kurskiego i doprowadzeniem do tego, że do Senatu przeniesie się zlikwidowana przez PiS debata parlamentarna, ale jednak deklarowanym politycznym celem opozycji jest powstrzymanie PiS przed dalszym łamaniem prawa i Konstytucji.

Czy uda się ten cel osiągnąć będzie zależało od najbardziej prozaicznych sprawności polityków opozycji, jak wyszukiwanie takich właśnie furtek w prawie i sprawne posługiwanie się nimi dla własnych celów. Zgodnie z prawem, acz stanowczo i konsekwentnie.

Oto wspomniany tekst Giertycha:

Dlaczego PiS do końca walczył o Senat, aby wreszcie dzisiaj ostatecznie przegrać? Bo w zapisach Konstytucji drzemie opcja atomowa Senatu, która może całkowicie zablokować niekonstytucyjne przepisy ustaw.

W trakcie obowiązywania obecnej Konstytucji nie było przypadku, aby partia rządząca utraciła Senat. Stąd nikt się nie przyglądał zapisom Konstytucji rozważając co może Marszałek Senatu, a czego nie. Tymczasem Konstytucja RP zawiera dosyć enigmatyczny zapis dotyczący uprawnień Senatu. Cytuje w całości art. 121 Konstytucji:

„1. Ustawę uchwaloną przez Sejm Marszałek Sejmu przekazuje Senatowi.

2. Senat w ciągu 30 dni od dnia przekazania ustawy może ją przyjąć bez zmian, uchwalić poprawki albo uchwalić odrzucenie jej w całości. Jeżeli Senat w ciągu 30 dni od dnia przekazania ustawy nie podejmie stosownej uchwały, ustawę uznaje się za uchwaloną w brzmieniu przyjętym przez Sejm.

3. Uchwałę Senatu odrzucającą ustawę albo poprawkę zaproponowaną w uchwale Senatu uważa się za przyjętą, jeżeli Sejm nie odrzuci jej bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.”

Jak łatwo zauważyć Konstytucja narzuca obowiązek przekazania ustawy uchwalonej przez Sejm do Senatu. Obowiązek ten ciąży na Marszałku Sejmu i jak każdy tego typu obowiązek należy go wykonać niezwłocznie.

Konstytucja milczy natomiast w jakim terminie Marszałek Senatu ma przekazać uchwałę Senatu z poprawkami lub odrzuceniem ustawy do Sejmu. Termin 30 dni jest wyznaczony tylko na samo podjęcie uchwały i tylko w razie uchybienia temu terminowi uznaje się ustawę za uchwaloną w wersji sejmowej.

Nie jest jednak nic powiedziane o tym co się dzieje, gdy uchwała Senatu podjęta w czasie tych 30 dni nie zostaje przekazana do Sejmu. Zgodnie z art. 112 i art. 124 Konstytucji to Senat w swym regulaminie przyjmuje organizacje wewnętrzną i porządek prac. Wystarczy więc, aby większością głosów wprowadzić poprawkę do Regulaminu Senatu, która wprowadziłaby zasadę, że w przypadku zasadniczych wątpliwości co do konstytucyjności ustawy Marszałek Senatu ma obowiązek przed przekazaniem uchwały Senatu z poprawkami lub odrzuceniem ustawy do Marszałka Sejmu upewnić się, że wszystkie organy konstytucyjne uczestniczące w procesie legislacyjnym, czyli Sejm, Prezydent i Trybunał Konstytucyjny zostały obsadzone zgodnie z Konstytucją. W przypadku, gdyby orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego (tak jest obecnie w odniesieniu do trzech sędziów TK) uznano, że któregoś z tych organów jest nieprawidłowo obsadzony, to Marszałek Senatu miałby obowiązek się powstrzymać z przekazaniem uchwały Senatu do Sejmu RP do czasu prawidłowego obsadzenia tego organu. Ewentualnie takie uprawnienie można określić w Regulaminie Senatu dla Marszałka Senatu w przypadku ustaw dotyczących sądownictwa w odniesieniu do niekonstytucyjnego obsadzenia KRS.

Czy użycie tej opcji atomowej jest możliwe? Nie łamie ona Konstytucji, ale z pewnością narusza pewien dobry zwyczaj parlamentarny. Zwyczaj jest czymś dobrym, co należy chronić. Jednakże dobre zwyczaje muszą ustępować w sytuacji, gdy mamy zamach na Konstytucję. PiS w poprzedniej kadencji dopuścił się zamachu na Konstytucję. Mamy niekonstytucyjny skład KRS, a przede wszystkim mamy niekonstytucyjny Trybunał Konstytucyjny.

Jak wiemy TK uczestniczy w procesie legislacyjnym, gdyż Prezydent do TK może skierować ustawę przed jej podpisaniem. Stąd uważam że gdyby np. PiS chciał przegłosować odejście wszystkich sędziów sądów powszechnych i możliwość wybierania ich przez rząd, to uznałbym, że mamy oczywiste naruszenie Konstytucji, w której na bok należy odłożyć dobre obyczaje parlamentarne i skorzystać z opcji atomowej Senatu.
PiS doskonale wie, że opozycja może wywołać taki kryzys legislacyjny. Przyjęta bez przesłanej przez Marszałka Senatu uchwały ustawa (nawet gdyby Sejm przegłosował odrzucenie tej nieprzesłanej uchwały) nie stanowiłaby prawa i sądy nie miałyby podstaw do jej stosowania.

Regulamin Senatu stanowi bowiem obowiązujące prawo i sądy muszą stosować je wprost. Zawarta w tym regulaminie kompetencja Marszałka Senatu do faktycznego blokowania niekonstytucyjnych przepisów w przypadku stwierdzenia (co zrobił już w wyroku TK) nieprawidłowego obsadzenia któregoś z konstytucyjnych organów RP, nie mogłaby zostać podważona, gdyż Regulamin Senatu nie podlega pod niczyją ocenę. Czyli prawo uchwalone przez Sejm nie weszłoby w fazę stosowania.

Samo istnienie teoretycznej możliwości tej opcji atomowej powoduje, że PiS może zapomnieć o rewolucyjnych zmianach w sądach. Tym samym 321 głosów oddanych na stora z opozycji, który wygrał najmniejszą różnicą głosów i które przesądziły o wyniku wyborów, zadecydowały o tym, że PiS stracił możliwość złamania sądów. Dzisiejszy wybór Marszałka Senatu z opozycji, to koniec najgorszej części rewolucji PiS. I początek ich końca.

Święty Bałwan. Tak PiS ustanowił swego boga, Jarosława Kaczyńskiego

Myślę, że największe zniszczenia na przestrzeni ostatnich lat dokonały się w tkance mentalnej społeczeństwa. Niszczenie norm, autorytetów, prawa, przyzwoitości pozostawia po sobie truciznę wpuszczoną w umysły i sumienia. Truciznę, którą niezwykle trudno jest później usunąć i bardzo długo to trwa – pisze Krzysztof Łoziński

Czytałem dość dawno opowiadanie, niestety nie pamiętam autora, które zrobiło na mnie duże wrażenie. Bohater budzi się rano ze świadomością, że coś się stało – umarł Bóg. Ja nie jestem wierzący, nie o to chodzi. To pewna przenośnia. Umarł Bóg, czyli przestały obowiązywać normy. Normy wszystkie, moralne, prawne, prawa fizyki, logika, matematyka…

W PIERWSZEJ CHWILI NIC NIE WIDAĆ, ALE NAGLE SAMOCHODY RUSZAJĄ NA CZERWONYM ŚWIETLE, OD BUDYNKÓW ZACZYNAJĄ ODPADAĆ GZYMSY, RANNYM NIKT NIE UDZIELA POMOCY, KAŻDY ZEGAR POKAZUJE INNĄ GODZINĘ, GOTUJE SIĘ ZIMNA WODA… ŚWIAT SIĘ PO PROSTU ROZPADA.

Dlaczego to wspominam? Dlatego, że powoli zaczynamy żyć w podobnej sytuacji. Dawno już opisano fakt, że przykład, jaki daje państwo, nieświadomie zaczyna być przez społeczeństwo przyjmowany jako wzorzec. To nie przypadek, że gdy państwo staje się brutalne, to i stosunki społeczne też takie się stają. Gdy państwo wprowadza karę śmierci i zaczyna ją stosować, najczęściej rośnie liczba zabójstw. Pozornie powinno być odwrotnie, ale nie jest. Państwo daje sygnał, że odebranie komuś życia jest rozwiązaniem, coś załatwia.

Jeżeli państwo poniewiera sędziów i nie wykonuje wyroków, to czemu ja mam je wykonywać? Jeżeli państwo poniewiera ludzi wykształconych i kulturalnych, to i każdy tak może. Mamy to, co już się dzieje. Obserwujemy to na Facebooku i na ulicy.

LUDZIE ODNOSZĄ SIĘ DO SIEBIE BEZ SZACUNKU. I TO DO WSZYSTKICH. NIE LICZY SIĘ ŻADNA POZYCJA ROZMÓWCY, JEGO WIEK, WYKSZTAŁCENIE, DOKONANIA. ROZMOWA JEST W STYLU: „TE, REKTOR, CO TY TAM WIESZ?”. ALBO „TE, PAPIEŻ, NO WEŹ SIĘ POSUŃ”.

No jasne – wszyscy ludzie są równi. Tylko że normalnie są równi wobec prawa, a tu są równi dosłownie – każdy może każdemu naubliżać. Każdy może kwestionować czyjąś wiedzę, dorobek, uczciwość.

To bardzo źle rozumiana równość, równość rozumiana jako jednakowość. Urawniłowka sprowadzająca wszystkich na poziom zero. Na zero moralne, intelektualne, każde. Tylko zastanówmy się, czy nam z tym dobrze.

Obserwuję ten narastający rozpad norm z niepokojem, bo jest coraz gorzej. Uświadommy sobie, że to nie jest tylko u „onych”, u „naszych” też.

LEKCEWAŻENIE NORM PRAWNYCH I MORALNYCH PRZEZ RZĄDZĄCYCH SPŁYWA NA DÓŁ. POJAWIA SIĘ POKUSA, ŻE MOŻE BY TAK… NORMA MÓWI, ŻE KADENCJA TO OKRES, W KTÓRYM NIE MOŻNA KOGOŚ ODWOŁAĆ, ALE… ALE MOŻE „ZNAJDZIEMY SPOSOBA”.

No bo przecież ta norma przeszkadza, no bo sytuacja jest wyjątkowa, no bo jest jeszcze ludowa sprawiedliwość. A przecież „sprawiedliwość jest ważniejsza, niż prawo”. Zaraz, zaraz, gdzieś to już słyszeliśmy… Adolf Hitler, „Main Kampf”, no ale przecież my w dobrej sprawie. Że co? Że on też uważał, że w dobrej sprawie? No ale on źle uważał, a my…

No tak, kraść nie wolno, ale jak nikt nie widzi… Prawda jest prawdą, ale jak się ją trochę nagnie, to co to szkodzi…?

AUTORYTET ZASTĘPUJE SIĘ KULTEM. JAKIŚ TAM BARTOSZEWSKI, JAKIŚ TAM MAZOWIECKI, JAKAŚ TAM TOKARCZUK. A Z DRUGIEJ STRONY BÓSTWO, JAROSŁAW ZBAWICIEL, AŻ ŚWIATŁOŚĆ OD NIEGO BIJE, A STALIN BYŁ „BATIUSZKA”, „OJCIEC NARODU”, „WIELKI UCZONY”. KIM IL SUN (KIM IR SEN) TO ZNACZY KIM „BYĆ SŁOŃCEM”, KIM DŻONG IL TO ZNACZY KIM „PO PROSTU SŁOŃCE”.

Tu nie chodzi o tytuły. Chodzi o to, że wielcy mądrzy ludzie mogą być lekceważeni, poniewierani, wybuczani, postponowani. Wódz jest uwielbiany. Gdy zniszczono autorytet wiedzy, nauki, kultury, sztuki, norm moralnych, pojawia się nowy wzorzec, kult wodza. Świętego Graala zastąpił Święty Bałwan. Bałwan w znaczeniu bożka. Nasza nowa „krynica mądrości” może kraść, kłamać, ubliżać, bekać, wszystko może, a i tak jest święta.

Prawo jest szalenie ważne. To system operacyjny państwa. Ale elity, autorytety to druga część tego systemu. Elity i autorytety tworzą normy. Wyznaczają normy. Tworzą jakby regulamin naszych codziennych ruchów, wyborów, decyzji. Bez prawa i norm zaczyna być tak, jak w tym opowiadaniu, które wspomniałem na początku. Wszystko się rozpada.

ZOBACZMY, GDZIE JESTEŚMY. CO SIĘ DZIEJE W INTERNECIE I NA CO DZIEŃ MIĘDZY NAMI. WSZYSTKO MOŻNA PODWAŻYĆ, KAŻDEGO MOŻNA OBRAZIĆ, DO NIKOGO NIE MOŻNA MIEĆ ZAUFANIA. WSZYSTKO MOŻNA ZAŁATWIĆ, JAK SIĘ MA „CHODY”. WSZYSTKO MOŻNA PRZEGŁOSOWAĆ, GDY SIĘ ZBIERZE ODPOWIEDNIĄ „KUPĘ”. NIE LICZĄ SIĘ NORMY I PRZYZWOITOŚĆ, TYLKO TO, CZY MA SIĘ ODPOWIEDNIO DUŻĄ „KUPĘ” SWOICH.

Kochani, zobaczmy, gdzie jesteśmy. Nie tylko niszczone jest państwo. My się zaczynamy rozpadać jako społeczeństwo. Przestajemy być wspólnotą połączoną normami, a zaczynamy być zbiorem walczących jednostek. Co najwyżej łączących się w odpowiednie „kupy” do załatwienia czegoś.

Pora otrzeźwieć.

Przepowiednia się sprawdziła.

Ale… Czy naprawdę tacy jesteśmy? Nie? To dlaczego takich wybieramy!!!

Mateusz Morawiecki ostatnio bardzo udziela się na swoim profilu facebookowym. Tym razem premier odniósł się do niedawnej 30 rocznicy obalenia Muru Berlińskiego.

„To Solidarność rozpoczęła podkopywać mur, także Berliński Mur, który runął. Niestety, kiedy w Polsce elity polityczne nawzajem sobie gratulowały grubej kreski i „rewolucji bez rewolucji”, to w Niemczech trwał proces dekomunizacji. W dawnym NRD zwolniono około 70 procent prokuratorów i sędziów z czasów komunistycznych. U nas pozostawiono niemal wszystkich” – napisał Morawiecki.

Na tym jednak nie poprzestał. – „Dziś, po latach, wiadomo jak bardzo przydała się Niemcom weryfikacja komunistycznego aparatu wymiaru sprawiedliwości. U źródeł innej drogi III RP stało przyzwolenie na silną i rosnącą w pierwszej dekadzie wolnej Polski rolę postkomunistów. Tych samych, którym dziś zdarza się pouczać naród w kwestiach demokracji” – dodał premier.

Wpis Morawieckiego wywołał falę komentarzy w internecie. – „Mocne słowa o Piotrowiczu i Pawłowicz!”; – „Swoi postkomuniści go nie ruszają”; – „Dlatego twarzą prowadzonych przez PiS reform jest były komunistyczny prokurator Piotrowicz, śmieszni jesteście”; – „A sami tymczasem wstawiają do TK prokuratora z PRL Pana Piotrowicza”; – „Taka otwarta krytyka PiS i jego członków? Czy prezes wyraził na to zgodę?” – pisali internauci.

Część z nich kpiła: – „30 rocznica obalenia Muru Berlińskiego. Czy Morawiecki poinformował już, który odcinek muru demontował?”; – „Mateusza nie widziałam, ale on pewnie jakimś kilofem wówczas torował drogę dla mieszkańców Berlina Wsch. Był na pierwszej linii, a berlińczycy wyli z zachwytu i skandowali: Mateusz, Mateusz”.

Jak informuje lokalny portal z Suchej Beskidzkiej, młodzież z I Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie napisała list do dyrekcji szkoły i kurii krakowskiej w sprawie prowadzenia lekcji religii przez proboszcza z parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Skarżyli się m.in., że ksiądz jest nietolerancyjny, miał szydzić z uczniów, komentować życie prywatne uczennic.

– „Młodzież miała wymienić m.in. to, że ksiądz przekazuje im wiedzę „nierzetelną i sprzeczną z faktami naukowymi”. Tu jako przykład podają krytykę i wyśmiewanie przez katechetę pomysłu przeprowadzenia w szkole „Strajku klimatycznego”. Katecheta miał powiedzieć, że w jego trakcie najbardziej zaszkodziła planecie farba w sprayu, której użyto do pisania haseł na transparentach strajkujących” – czytamy na stronie portalu.

Licealiści napisali również, że zdaniem księdza proboszcza to nie zdrada jest grzechem, ale przyznanie się do niej, a tym samym doprowadzenie do cięższego grzechu, jakim jest rozwód. Ponadto katecheta miał wykazywać się całkowitym brakiem szacunku wobec uczniów i publicznie komentować ich życie prywatne.

Proboszcz Wiesław Popielarczyk – bo o nim mowa – sam zrezygnował. Zaprzecza przedstawionym zarzutom i twierdzi, że bardzo lubi kontakt z młodzieżą.

Sąd Okręgowy w Krakowie nakazał „Prokuraturze Regionalnej w Krakowie wstrzymanie delegowania powoda Mariusza Krasonia do wykonywania czynności w Prokuraturze Rejonowej dla Wrocławia-Krzyki Zachód we Wrocławiu na czas trwania postępowania w sprawie„. Oznacza to, że na czas trwania procesu Krasonia z jego najwyższymi przełożonymi ma on natychmiast wrócić do pracy w Krakowie.

Przypomnijmy, sprawa dotyczy lipcowej decyzji zastępcy Ziobry prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego, który wysłał Krasonia do pracy oddalonej o blisko 300 km od miejsca zamieszkania. Dla prokuratora Mariusza Krasonia była to prawdziwa tragedia, bo sam opiekuje się ciężko chorymi rodzicami. – „Mama ma stwierdzoną przez ZUS niepełnosprawność i niezdolność do samodzielnej egzystencji. Jest po neurologicznej operacji kręgosłupa, choruje także na cukrzycę. Ojciec nie jest w stanie zapewnić żonie opieki, bo sam jej wymaga z powodu licznych schorzeń, przeszedł parę operacji, terapię radiologiczną, jest pod stałą opieką onkologów. Oboje rodzice muszą regularnie stawiać się na badaniach” – mówił reporterom TVN 24 Krasoń.

Czym Mariusz Krasoń zasłużył sobie na takie „wyróżnienie” ze strony pierwszego zastępcy prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry? Najprawdopodobniej Krasonia ukarano za obronę niezależności sądów.

Ponadto w maju tego roku na posiedzeniu Zgromadzenia Prokuratorów w Prokuraturze Regionalnej w Krakowie, Krasoń przedstawił projekt uchwały, w której śledczy pisali m.in. o zagrożeniach niezależności prokuratury, o wywieranych naciskach.

Otwarcie mówił o złym traktowaniu pracowników i łamaniu przepisów w celu wpływania na decyzję prokuratorów. – „Prokurator Mariusz Krasoń wskazał, iż znane mu są przypadki wydawania poleceń dokonania pewnych czynności z pominięciem bezpośrednich przełożonych lub prokuratorów nadrzędnych. […] Uchwała Krasonia mocno zdenerwowała ministra sprawiedliwości, który zarzucił krakowskim prokuratorom nieznajomość prawa. Następnie rzecznik dyscyplinarny wszczął postępowanie wyjaśniające i zaczął przesłuchiwać prokuratorów z Krakowa w sprawie punktu mówiącego o ograniczaniu niezależności śledczych” – opowiadał TVN 24 jeden z prokuratorów.

Oficjalnie stanowisko Prokuratury Krajowej w sprawie przeniesienia Krasonia mówi o konieczności podniesienia efektywności pracy wrocławskiej prokuratury. – „Decyzja o tymczasowej delegacji do jednostki prokuratury we Wrocławiu była podyktowana potrzebą zapewnienia efektywności pracy tamtejszej prokuratury i ma na celu optymalizację dynamiki prowadzonych tam śledztw” – twierdziła rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

Sprawa chłopca zatrzymanego przez księży w Bełchatowie za wyjęcie hostii z ust jest złym prognostykiem dla katolicyzmu w naszym kraju.

Przypadek chłopca z Bełchatowa, zatrzymanego przez księży za wyjęcie hostii z ust, demaskuje prawdziwą naturę stosunków między Kościołem a społeczeństwem polskim. Nieprawdziwa jest bowiem idealistyczna wizja Kościoła jako wspólnoty wiernych, w myśl której Kościół to po prostu wszyscy ludzie wyznający wiarę katolicką i uznający władzę Watykanu i Episkopatu. Na początku XXI wieku Kościół w Polsce to instytucja odrębna od społeczeństwa, a stosunki między nią a ogółem obywateli, także wiernych, cechują się napięciem, nieufnością, by nie rzec – wrogością.

Przypomnijmy, co się stało w Bełchatowie. 13-letni chłopiec po przyjęciu komunii wyjął hostię z ust i włożył do kieszeni. Ksiądz to zauważył, schwytał dziecko i zamknął je w zakrystii, a następnie wezwał policję. Takie potraktowanie małego chłopca – zastraszenie go, sterroryzowanie i bezprawne uwięzienie – wywołało oczywiście skandal i powszechne oburzenie.

Kościół jednak, zamiast się pokajać, stanął w obronie kapłanów – Episkopat wydał oświadczenie podkreślające, jaką świętością jest hostia, co trudno odczytywać inaczej niż jako rozgrzeszenie bełchatowskich duchownych. Sterroryzowali 13-letnie dziecko, bo zdaniem biskupów bronili zagrożonej świętości.

Czy rzeczywiście była ona zagrożona? Ksiądz z Bełchatowa mówi, że chłopiec „wypluł” hostię i że stało się to bezpośrednio przed Halloween, co wskazywało na zamiar zbezczeszczenia jej. Dzieciak zaś tłumaczył, że nie „wypluł”, tylko wyjął z ust i włożył do kieszeni, bo go bolał ząb.

Krytycy Kościoła widzą w zachowaniu bełchatowskich duchownych manifestację buty i pogardy dla praw jednostki. Oburzenie budzi też symbioza Kościoła i państwa – księża, by wymusić posłuch i szacunek dla katolickich rytuałów, wzywają państwową policję, a ta karnie stawia się na żądanie. W dodatku ofiarą tej przemocy kościelno-państwowej pada 13-letnie dziecko, najwyraźniej przebywające w świątyni bez dorosłego opiekuna, który mógłby stanąć w jego obronie i uchronić je przed terrorem.

Taka interpretacja bełchatowskiego incydentu jest uprawniona. Wejdźmy też jednak w rolę adwokata diabła i spróbujmy zrozumieć, co myśleli i co czuli zatrzymujący chłopca księża. Jakie były ich intencje i motywacje? Wątpliwe wydaje się bowiem, że po prostu chcieli go zastraszyć i siłą wymusić posłuch. Ich opowieści o hostii wyplutej i schowanej w przeddzień Halloween wskazują raczej na paranoiczny, wyolbrzymiony strach przed potężnymi siłami zła, czającymi się we współczesnym świecie, które osaczają ich ze wszystkich stron. W tej wizji Kościół jest oblężoną samotną twierdzą, atakowaną przez nieprzeliczone zastępy demonów, takich jak geje i lesbijki, feministki i heavy metalowcy, szczerzące się dynie, kolorowe skarpetki zakładane przez uczniów w Tęczowy Piątek, kotek Hello Kitty, Harry Potter, zły Dżender, no i ma się rozumieć – Jurek Owsiak.

Brzmi to humorystycznie, ale chyba naprawdę wielu kapłanów nosi w głowach taką wizję rzeczywistości. Dla osoby postronnej świat paranoika zawsze jawi się jako karykatura. Sam paranoik jednak jest święcie przekonany, że ta karykatura to prawda. I dlatego się boi, wprost umiera ze strachu. W samoobronie przed urojonym atakiem gotów jest do czynów desperackich, takich choćby jak sterroryzowanie 13-letniego dziecka, które wyjęło opłatek z ust. „Fear, she’s the mother of Violence” – śpiewał Peter Gabriel. Strach jest matką przemocy.

Mądrzy hierarchowie mogliby ten strach rozładować, klarując przerażonym kapłanom, że świat współczesny nie sprzysiągł się przeciw religii. Że kultura masowa nie jest wymierzona w Jezusa. I że wzywanie policji i zamykanie wiernych w zakrystii nie jest najlepszym sposobem głoszenia Dobrej Nowiny.

Sęk w tym, że takich mądrych hierarchów w dzisiejszym Kościele polskim jest jak na lekarstwo, a ich głos ginie w chórze biskupów pokroju Sławoja Leszka Głódzia czy Marka Jędraszewskiego. Obserwując poziom nauczania w seminariach duchownych i intelektualny format ich absolwentów, wydaje się wątpliwe, by sytuacja mogła się poprawić w przyszłości. Zła to wróżba dla katolicyzmu w Polsce.

Zamknąć mordy, Pawłowicz z Piotrowiczem idą

Znalezione……!!!!

Upadek Ursusa Bus może spowodować konieczność szukania od początku wykonawcy zapowiadanego przez premiera Morawieckiego tysiąca bezemisyjnych autobusów dla polskich miast.

Więcej >>>

„To się musi skończyć dramatem” – w ten sposób Donald Tusk opisuje rządy Prawa i Sprawiedliwości. Wywiad szefa Rady Europejskiej dla francuskiego dziennika „Le Soir” opublikowała sobotnia „Gazeta Wyborcza”.

Według Tuska pilniejszym pytaniem od tego, jaką postawę powinien przyjąć nowy prezydent, jest kwestia jaki powinien być kandydat, żeby wygrać. „Kryzys wywołany rządami PiS jest tak wielki, że należy wszystko zrobić, by nie pozwolić tej partii niszczyć przez kolejne cztery lata ładu ustrojowego i praworządności” – powiedział Tusk w wywiadzie.

Kandydatem – uważa Tusk – „powinien więc być ktoś, kto w sposób wiarygodny, autentyczny, z przekonaniem będzie budował poparcie ponad połowy Polaków”. „Ja mam swoje bardzo wyraziste poglądy. Ale one nie są poglądami większościowymi w Polsce” – podkreślił b. polski premier.

Więcej >>>

Więcej >>>

Noworodek z zębami. Dobrze, że białych myszek nie ma. Może już i zarost ma. Krystyna musi pić coś naprawdę dobrego.

Prymas Polski abp. Wojciech Polak skomentował sprawę abp. Sławoja Leszka Głódzia, oskarżanego o mobbing przez 16 księży, którzy byli jego podwładnymi. Duchowny stwiedził, że choć „porusza go świadectwo tych księży”, decyzja w sprawie abp. Głódzia należy do papieża.

– Porusza mnie świadectwo tych księży, natomiast nie znam ich nazwisk. Zna je nuncjusz apostolski, ojciec święty. Jeżeli to są sprawy wiarygodne, to zostaną one kompetentnie zbadane i papież podejmie kompetentne decyzje – mówił abp Polak w rozmowie z Onetem. – Ja znam te świadectwa nie z podpisów, które widziałem, bo ich nie widziałem. Widziałem zakryte twarze, zmienione głosy, które mówiły – dodał.

Oskarżenia o mobbing pod adresem abp. Głódzia

Przypomnijmy: 16 kapłanów posądziło abp. Głódzia o mobbing. Potwierdzili tym samym doniesienia dziennikarzy TVN24. W programie stacji „Czarno na białym”, przedstawiono świadectwa anonimowych księży, którzy opowiadali, że doświadczyli poniżania i przemocy psychicznej ze strony metropolity gdańskiego. – Ksiądz arcybiskup któregoś dnia przyniósł wagę, „(…) po czym powiedział: ‚Jak przytyjesz kilogram, wypi…lę cię po roku'” – mówił jeden z poszkodowanych księży.

W przesłanym do Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu szesnastu kapłanów z archidiecezji gdańskiej potwierdziło, że informacje o tym, jak Głódź traktuje podwładnych, są prawdziwe. Zadeklarowali, że są gotowi do powtórzenia zarzutów wobec Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce (od trzech lat jest nim abp Salvatore Pennacchio).

Pedofilia w Kościele kat. to niekończąca się telenowela zła

W wieku 13 lat Kasia przeszła przez piekło – przez kilkanaście miesięcy była przetrzymywana, bita i gwałcona przez księdza. Po latach wywalczyła odszkodowanie, jednak zakon złożył skargę kasacyjną do SN. Wyrok zapadnie w grudniu, a w składzie sędziowskim zasiadają sędziowie z nadania neo-KRS. Podpisz petycję – Sędziowie w togach, nie sutannach!

„Domagamy się dla Katarzyny i pozostałych ofiar pedofilii w kościele sprawiedliwych procesów i składów sędziowskich, które zagwarantują bezstronność procesu.

Upolityczniony skład orzekający nie gwarantuje, że Katarzynę spotka sprawiedliwe traktowanie i budzi obawy, że niesprawiedliwym wyrokiem zostanie ukarana za to, że odważyła się mówić o swojej krzywdzie i dochodzić praw na drodze sądowej”,

pisze w petycji do Sądu Najwyższego i Towarzystwa Chrystusowego Agnieszka Ziółkowska, poznańska aktywistka.

Pod petycją podpisało się już ponad 2 tys. osób.

„Inna szkodliwość przestępstwa”

Chodzi o sprawę Katarzyny, którą ksiądz z Towarzystwa Chrystusowego przetrzymywał i gwałcił przez kilkanaście miesięcy, gdy miała 13 lat. Nikt nie reagował, nikt nie zwracał uwagi na księdza z dzieckiem, śpiących w jednym pokoju. Ksiądz został skazany na osiem lat, potem na cztery i pół. Ostatecznie karę skrócono do czterech lat – sędziowie „mieli po prostu inne spojrzenie na szkodliwość przestępstwa”. Jak pokazał reportaż Justyny Kopińskiej, w 2016 r. po odsiedzeniu wyroku ksiądz nadal odprawiał msze i miał kontakt z dziećmi.

Od tamtej pory 25-letnia dziś Katarzyna kilkakrotnie próbowała odebrać sobie życie, kilka razy trafiła do szpitala psychiatrycznego z diagnozą: zespół stresu pourazowego i zespół depresyjny z objawami psychotycznymi. Do końca życia Kasia będzie potrzebowała wsparcia psychologa.

Na swoim blogu na fb napisała, że w wyniku urazów fizycznych i psychicznych prawdopodobnie nie będzie mogła mieć dzieci.

Kto będzie decydował?

Po latach Katarzyna zdecydowała się pozwać do sądu Towarzystwo Chrystusowe. W styczniu 2018 r. sąd uznał winę zakonu i zasądził milionowe odszkodowanie oraz 800 zł dożywotniej miesięcznej renty. Był to absolutny precedens:

sąd uznał winę nie tylko konkretnego księdza, ale także odpowiedzialność cywilną całego zakonu i to zakonowi kazał płacić.

Sędzia Anna Łosik uzasadniała wyrok: „„Gdyby nie uczył religii, gdyby nie był księdzem, to do jego spotkania z pokrzywdzoną w ogóle nie doszłoby. Gdyby nie wykorzystał swojej funkcji księdza do zdobycia zaufania pokrzywdzonej, szkoda nie zostałaby wyrządzona”.

W październiku 2018 r. wyrok utrzymał sąd apelacyjny.

Zakon złożył skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego.

20 grudnia 2019 r. ma odbyć się rozprawa w SN. Sprawozdawcą będzie Joanna Misztal-Konecka, profesor KUL. Drugą sędzią będzie Beata Janiszewska, która w maju 2019 r. wydała korzystny dla jednej z parafii wyrok o zasiedzenie. Trzeci miał być Marcin Krajewski, który jednak poprosił o wyłączenie ze składu sędziowskiego. Jak tłumaczy Ewa Siedlecka w „Polityce”, cały skład to sędziowie nominowani przez neo-KRS, czyli KRS wybraną przez PiS i Kukiz’15. Legalność wyboru neo- KRS jest kwestionowana i będzie przedmiotem wyroku TSUE 19 listopada 2019 r.

Dlatego też w petycji Agnieszka Ziółkowska zwraca uwagę na upolityczniony skład sędziowski, który nie gwarantuje sprawiedliwego procesu, a także na powiązanie sędzi sprawozdawcy z Kościołem. Apeluje także do Towarzystwa Chrystusowego o wzięcie odpowiedzialności za krzywdę wyrządzoną Katarzynie. Petycję można podpisać tutaj.

Na fb powstało także wydarzenie zachęcające do przyjścia 20 grudnia 2019 r. pod Sąd Najwyższy w Warszawie, gdzie odbędzie się posiedzenie sądu.

Gwałt, aborcja, spowiedź święta – dramat ofiary ks. Romana

„Pedofilia w Kościele. Ksiądz gwałcił 13-latkę. Nadal odprawia msze” – tak zatytułowany był reportaż Justyny Kopińskiej w „Dużym Formacie”, magazynie „Gazety Wyborczej”.

Roman B. uczył Katarzynę religii w szóstej klasie podstawówki. Zauważył i wykorzystał jej sytuację rodzinną. Przekonał rodziców, żeby przenieśli ją do szkoły z internatem, a tak naprawdę jemu. Po raz pierwszy zgwałcił Kasię, gdy miała 12 lat.

Kilka fragmentów reportażu Justyny Kopińskiej:

Rodzina: „Tata bił mamę tak, że krew tryskała po ścianach. Mama często leżała na podłodze, zakrwawiona, w podartych ubraniach. Starałam się ich pilnować. Gdy mama chciała się powiesić, śledziłam każdy jej ruch. Czasem rodzice tak się upijali, że zapominali otworzyć mi drzwi. Musiałam spać na zewnątrz.

Pierwszy gwałt: „Któregoś dnia powiedział: »Nawet nie wiesz, jak o tym marzyłem«. »O czym, proszę księdza?« – zapytałam. »Zaraz zobaczysz, moje słoneczko«. Zasunął zasłony, mocno chwycił mnie za ręce. »Nie krzycz, bo wtedy będzie bolało bardziej« – powtarzał. Zaczął zdzierać ze mnie ubranie. To był taki strach, że nie możesz oddychać. Był silny, ważył sto kilogramów.

Krzyczałam, błagałam, by przestał. Gdy skończył, owinęłam się w koc, położyłam przy ścianie i płakałam. »Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie« – rzucił.

Kazał mi wziąć jakieś dziwne tabletki. Otworzył usta i sprawdził, czy na pewno je połknęłam. Krew spływała mi po nogach. Weszłam do wanny. Zaczęłam ją spłukiwać, ale było jej więcej i więcej. Miałam rozciętą wargę, na udach siniaki. Zaczęłam powtarzać: »Mamusiu, gdzie jesteś? Pomóż mi«. W tej chwili oddałabym wszystko, aby była przy mnie. Kilka godzin siedziałam w wodzie”.

Leki: „Przychodził, kiedy chciał. Zaczął zmuszać mnie do brania leków. Nie mówił ich nazwy. Ale działały jak psychotropy. Byłam otępiała, senna. Miałam zaburzenia równowagi. Pamiętam, że zaczął powtarzać: »Mama i tata już cię nie chcą. Oni cię nienawidzą. Nie masz w życiu nikogo oprócz mnie«”.

Próba samobójcza: „W Sylwestra przyjechał z wódką. Pozasłaniał okna. Pił i powtarzał, że to będzie mój najlepszy sylwester w życiu. Gwałcił mnie przez całą noc. Wtedy zaczęłam się ciąć”.

Reakcje kleru: „Często zabierał mnie na plebanię w Stargardzie. Jedliśmy obiad ze wszystkimi księżmi, a potem brał mnie do swojego pokoju.

Nie rozumiem, dlaczego nikt nie reagował.

Ja byłam bardzo drobną dziewczynką, wszyscy widzieli, jaka jest między nami różnica wieku, a księża się nie dziwili, że śpię u niego. Jak chciałam skoczyć z okna z ósmego piętra, to powiedział, że opętał mnie szatan. Zabrał mnie do znajomego egzorcysty w Szczecinie i nawet tam poprosił o wspólny pokój na noc”.

Aborcja: „Któregoś dnia rzucił: »Mała, przytyłaś ostatnio i wymiotujesz«. Zrobił mi test ciążowy. Krzyczał: »Nie chcę mieć bachora«.

Potem zabrał mnie do znajomej ginekolog. Zabili moje dziecko.

Długo później krwawiłam, bardzo mnie bolało. Po kilku miesiącach przestałam chodzić do szkoły, miałam lęki, myśli samobójcze”.

Spowiedź: „Kazał mi jechać ze sobą do Częstochowy. On często tam bywał, bo prowadził grupy pielgrzymkowe. Tam, w kościele, kazał mi iść do konfesjonału. »Chodź, powiesz całą prawdę i zobaczymy, jak Bóg zareaguje« – krzyknął. Opowiedziałam księdzu w konfesjonale wszystko.

A ten ksiądz zwyzywał mnie od kurew.

Powiedział, że nigdy nie dostanę rozgrzeszenia i mam się wynosić z kościoła. Pamiętam, że był taki zbulwersowany, czerwony. Wybiegłam z płaczem. Ksiądz Roman za mną. Uśmiechał się przez całą drogę powrotną”.

Po rządami Prawa i Sprawiedliwości rzeczywistość przerasta kabaret, a Kościół zamiast świadczyć miłosierdzie, odgania się od wiernych wołając na pomoc mundurowych.

Po aferze z dzieckiem, które nie przełknęło komunijnego opłatka i w sprawie interweniowały organa sprawiedliwości mamy nowy „kwiatek”…

Oto w czwartek bezdomna starsza kobieta przed poranną mszą w Katedrze św. Stanisława i św. Wacława w Świdnicy weszła do zakrystii z prośbą o pomoc, „gdyż jest osoba bezdomną i jej zdaniem Kościół powinien się nią zaopiekować” – informuje świdnicka straż miejska.

Seniorka nie dała się wyprosić z progów świątyni więc księża – mając już jeden „dobry przykład” wezwali na pomoc straż miejską.

„Gdyby Jezus zapukał do nich o pomoc to też by pogonili. Oni nic nikomu nie dają. Oni tylko biorą” – komentują zdarzenie internauci.

Bo kościół nie jest od pomagania tylko od zarabiania” – piszą internauci, zwracając uwagę: „Przecież na każdym kroku taki Nycz czy Flaszka – glodz, gadają jak to kościół pomaga ubogim. Tak on pomaga ale okradać państwo i baranów” – czytamy pod artykułem w naTemat.

– „Funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, który groził Katarzynie Lubnauer leczył się od 2017 r. psychiatrycznie. Jak na formacje wyposażoną w broń palną – wydaje mi się to zadziwiające” – napisał na Twitterze dziennikarz TVN 24 Konrad Piasecki. W kolejnym wpisie dodał: – „Prokuratura powołała dwóch biegłych, żeby wydali opinię o stanie zdrowia psychicznego podejrzanego funkcjonariusza”.

Piasecki dołączył zdjęcie dokumentu podpisanego przez prokurator Marylę Potrzyszcz-Doraczyńską z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – W niniejszej sprawie zachodzą uzasadnione wątpliwości co do poczytalności podejrzanego, bowiem jak wynika m.in. z protokołu przesłuchania podejrzanego i uzyskanej dokumentacji medycznej ww. leczy się psychiatrycznie od 2017 roku. W celu stwierdzenia okoliczności mających istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia przedmiotowej sprawy, wymagane są wiadomości specjalne, dlatego postanowiono jak na wstępie” – czytamy w dokumencie.

– „Lubnauer ty k**** sz**** dz**** s****, trzeba cię zabić jak tego złodzieja Adamowicza” – tak brzmiał mail wysłany przez tego strażnika do szefowej Nowoczesnej.

Przypomnijmy, że to na mocy zarządzenia Marka Kuchcińskiego z 22 maja 2018 roku „w sprawie norm oraz warunków dostępu do wyposażenia i uzbrojenia przysługującego funkcjonariuszom Straży Marszałkowskiej” dostali oni prawo „do noszenia broni palnej z wprowadzonym nabojem do komory nabojowej”. Innymi słowy – gotowej do oddania strzału.

„To nie tylko zadziwiające, to ogromny skandal obciążający bezpośrednio marszałka sejmu. Wiem, ile trzeba się nagimnastykować będąc osobą poczytalną i niekaraną, aby otrzymać pozwolenie na broń, a tu się okazuje że po Sejmie krąży uzbrojony człowiek mający problemy z psychiką”; – „Za chwilę, żeby nie odpowiadać prawnie okaże się, że połowa „dobrej zmiany” leczyła się psychicznie, a druga ma zaoczne ułaskawienie prezydenta”; – „Standardy wg PIS- kolejny przykład, gdzie są służby, aby takim przypadkom zapobiec?”; – „PiS skrzętnie wykorzystuje fakt, że niepoczytalny nie odpowiada karnie. Oczywiście dotyczy to tych, którzy świadomie lub nie działają w interesie PiS” – komentowali internauci.

Obecny prezes NIK Marian Banaś, kiedy był wiceministrem finansów, otrzymał łącznie 67,4 tys. zł premii. W tym samym czasie jego podwładni zajmowali się wyłudzaniem podatku VAT…

O przyznawaniu nagród decydowała ówczesna premier Beata Szydło. W 2016 roku „pancerny Marian” dostał dwie nagrody – w sumie 16 tys. złotych.  Była to najwyższa premia ze wszystkich członków kierownictwa resortu. Ówczesny minister Paweł Szałamacha dostał wtedy „zaledwie” 8 tys. zł.

W 2017 roku natomiast Banaś otrzymał 51,4 tys. zł nagrody. Po ujawnieniu przez posła PO Krzysztofa Brejzę nienależnego wypłacania tych pieniędzy członkom rządu PiS, w 2018 r. nagrody przestały być wypłacane.

Jak pamiętamy, ministrowie na polecenie Jarosława Kaczyńskiego mieli przekazać nagrody na cele charytatywne. Nie wiadomo, czy Banaś zastosował się do tego. – „Ministerstwo Finansów nie posiada informacji w zakresie sposobu dysponowania własnymi środkami pieniężnymi przez poszczególnych pracowników” – napisał w odpowiedzi na interpelację posła PO Cezarego Tomczyka wiceminister finansów Leszek Skiba.

Wracając do współpracowników obecnego prezesa NIK, to po ujawnieniu kierowania przez nich mafią VAT-owska, zostało im zapewnione tzw. miękkie lądowanie. „Podwładni Banasia, wyłudzający VAT, nie dość, że nie zostali zwolnieni dyscyplinarnie, to dostali odprawy!”.

Pewnie wcale nie miał takiego zamiaru, ale Kosiniak Kamysz, potencjalny kandydat opozycji na stanowisko prezydenta RP strzelił sobie w stopę. Najnowszym wpisem na Twitterze wkurzył nie tylko lewicowy i liberalny elektorat, ale naraził się nawet niektórym konserwatystom.

Św. Rita, a właściwie Margarita, patronka spraw trudnych i beznadziejnych. Obrończyni opuszczonych, wierna orędowniczka wszystkich w potrzebie. Przykład łagodności i pokory, wzór cierpliwości i oddania Bogu. Jak jest źle, można na nią liczyć” – napisał szef PSL, nie po raz pierwszy demonstrując swą głęboką religijność.

„Słabo się robi. Kobieta z gwoździem w czole ma naprawdę być reklamą pańskiej kampanii prezydenckiej? Dziękuję za takiego prezydenta”; „Pan tak na poważnie?”; „Mam nadzieję, że jednak nie będzie pan kandydatem na prezydenta. Jeden klęczący już wystarczy, aż nadto” – komentują wpis lidera PSL.

Jeden z użytkowników Twittera ocenił, że Kosiniak-Kamysz „na dewocji drugiej tury nie ugra”. „Puknij się człowieku w czoło. Polityk i takie zabobony, bajki. Jesteś osobą publiczną, a idiotę z siebie robisz” – dodał następny. Wypomniano mu też przy okazji, że na początku maja nie wyszedł z sali, gdy Leszek Jażdżewski atakował Kościół.

Najgorsze dla potencjalnego pretendenta do fotela głowy państwa jest to, że jego religijny wpis jest zupełnie „niestrawny” nawet dla wyznawców konserwatywnych wartości i oni też nie szczędzą Kosiniakowi Kamyszowi kąśliwych uwag:

„Proszę nie podlizywać się do osób wierzących. Pamiętamy komu Pan klaskał. Hańba”; „A gdzie tęczowe kalosze? Już niemodne? Szykujemy narrację na wybory?”; „Jażdżewski, któremu Pan klaskał gdy napluł na Kościół, polubił posta z Pana cudownym nawróceniem?” – szydzą zwolennicy prawicy.

Wyborcom zdaje się nie przeszkadzać, że Andrzej Duda jest pierwszą w historii Polski głową państwa, który wprost zadeklarował, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków.

Andrzej Duda ma mnóstwo wolnego czasu, a do tego pieniądze z budżetu, państwowe środki techniczne, dyspozycyjne media publiczne – i tych zawłaszczonych zasobów nie waha się użyć w kampanii wyborczej, którą na dobrą sprawę rozpoczął już w chwili objęcia urzędu.  Ostatnio przemierza kraj w tempie Forresta Gumpa oferując spektakl, który nazwać można politycznym dniem świstaka. Podobne miejscowości, podobni widzowie o podobnych poglądach, te same teksty, gesty, miny i prymitywne dowcipy na kapralskim poziomie, identyczne obelgi rzucane na opozycję i obietnice manny z nieba, jeśli w najbliższych wyborach zgodzą się, by pan Duda mógł nadal pilnować żyrandola w pałacu prezydenckim.

Wyborcom zdaje się nie przeszkadzać, że Andrzej Duda jest pierwszą w historii Polski głową państwa, który wprost zadeklarował, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków. Nie było to zresztą wielkim zaskoczeniem, bo wcześniej wielokrotnie dowiódł, że jest bezwolnym notariuszem prezesa i czasem tylko udaje, że ma własne zdanie.  Wyborcom nie przeszkadzają żałosne wpadki prezydenta próbującego brylować na krajowych salonach. Nie wadzą im też kompromitacje i błazeństwa dowodzące zagubienia w świecie wielkiej polityki. Poczesne miejsce zajmowane w rankingu zaufania wskazuje, że większość wyborców wybacza doktorowi prawa zaangażowanie w bezprawie i jego ochoczy udział w demolowaniu demokratycznego państwa prawa. Nie jest to jednak zaufanie bezgraniczne. Ostatnie badania opinii dowodzą, że Polacy gotowi są tolerować łgarstwa pana prezydenta o jego wielkim przywiązaniu do praworządności i reguł demokracji, natomiast nie darują nikomu wypowiedzi i działań zagrażających ich życiu i zdrowiu. Pod warunkiem, że się o tym dowiedzą…

Dramatyczny stan służby zdrowia coraz częściej rodzi pytanie, co zrobili rządzący przez cztery lata, by kolejki do lekarzy nie rosły? Dlaczego reforma tego sektora nie przyniosła poprawy sytuacji, a przeciwnie, na SOR-ach umierają ludzie? Dlaczego władza nie dokłada pieniędzy do zdrowia, a trwoni miliardy dotując niewydarzone reklamy, kłamliwą telewizję, wątpliwe inwestycje pana Rydzyka i niebotyczne apanaże coraz liczniejszej kasty nominatów PiS, którym pieniądze „się należą”? I wreszcie: dlaczego dla prezydenta Dudy historyczne postacie rozmaitych niezłomnych ważniejsze były dotąd od chorujących i przedwcześnie umierających współczesnych Polaków? Czemu nie tupnął nogą, nie przyłożył pięścią w odpowiednie biurko, ani nie zająknął się nawet o tych zagrożeniach, dopóki opozycja nie wzięła tematu służby zdrowia na wyborcze sztandary?

Światowa Organizacja Zdrowia poinformowała o wynikach badania skutków zanieczyszczenia powietrza w poszczególnych krajach. Polska należy tu do europejskich outsiderów, w ubiegłym roku wskutek zatrutej atmosfery zmarło przedwcześnie 46 tys. rodaków.  Co na to prezydent Duda? Jasno sformułował swoją opinię na spotkaniu sumującym kampanię Ministerstwa Środowiska: „Ja nie wiem, na ile w rzeczywistości człowiek przyczynia się do zmian klimatycznych. Głosy naukowców są bardzo różne”… Trzeba wyjątkowego cymbała, by zanegować wyniki tysięcy potwierdzonych badań wpływu człowieka na zatruwanie środowiska. Prezydent Duda wyjątkowym cymbałem nie jest (choć ta teza może się komuś wydać nęcąca), a zatem dlaczego mówi głupstwa? To proste. Wszystkie liczące się projekty zahamowania degradacji atmosfery ziemskiej mówią o konieczności natychmiastowej rezygnacji z energetyki opartej na spalaniu węgla. A dla środowiska politycznego Andrzeja Dudy jest to niewyobrażalne i wcale nie dlatego, ze ekonomicznie niemożliwe w realizacji. Polski węgiel należy do kolekcji amuletów chroniących rządy zakonserwowanych dinozaurów, którzy źle się czują w nowoczesnym państwie. A poza tym – jeśli rządzący tak naprawdę czegoś się boją, to wizyty rozwścieczonych górników pod Sejmem i Belwederem. Dlatego prezydent Duda ogłosił w małopolskich Brzeszczach, co następuje: „Proszę się nie martwić: dopóki ja pełnię w Polsce urząd prezydenta, nie pozwolę na to, aby ktokolwiek zamordował polskie górnictwo”.

Raport WHO informuje również o milionach ofiar globalnego ocieplenia, nie tylko wskutek przegrzania i odwodnienia. Rośnie liczba zabitych podczas kataklizmów i powodzi . Zmiany klimatu są przyczyną 20% zawałów serca. Zastraszająco rośnie statystyka chorób zakaźnych, w tym boreliozy i zbliżających się do granic Polski malarii, żółtej febry oraz groźnego wirusa zikaW Polsce doświadczamy zjawisk do niedawna nieznanych: huraganów, trąb powietrznych, nagłych skoków temperatury, wysychania rzek i pustynnienia terenów rolnych, gwałtownych załamań pogody. Wielkie wrażenie wywarła publikowana ostatnio symulacja skutków podniesienia poziomu wód: na mapie Polski zabraknie Żuław i sporej części Niziny Szczecińskiej. Nie wiadomo kiedy, ale wiadomo, że na pewno. A co na to wszystko pan prezydent Duda?  „Wiemy doskonale o tym, że mamy do czynienia też ze skrajnościami, ale patrząc obiektywnie, historycznie, według takiej wiedzy, która jest pewna: zmiany klimatu były w historii świata”…  Cóż, to prawda, że do zmian klimatu dochodziło także przed pojawieniem się człowieka na ziemi, ale odbywały się one na przestrzeni tysiącleci, całych epok. Obserwując obecne tempo zmian nikt o zdrowych zmysłach nie może zanegować intensywnego wpływu ludzkości na zaburzenia klimatyczne.

Andrzej Duda nie jest odosobniony w swoich wątpliwościach.  Korwin Mikke spytany czy nie obawia się skutków globalnego ocieplenia zadrwił: – „To dobrze, bo ja lubię ciepło”. Czołowy publicysta „dobrej zmiany” Stanisław Michalkiewicz wyjaśnił natomiast, ze cała ta panika jest świadomym i celowym działaniem, spiskiem bliżej niesprecyzowanego lobby, które opłaca propagandowe pseudobadania. Nie wiadomo komu i w jaki sposób ma się to opłacać, wiadomo natomiast, że zmiany klimatyczne wiążą się z ogromnymi kosztami. Obliczono, że jeśli nie kiwniemy palcem, to do końca dekady zmiany klimatu będą nas kosztowały 86 miliardów. Nie wierzy w tę prognozę prezydent Duda, który na konferencji klimatycznej woli biadać nad stosunkowo niewielkimi wydatkami na pudrowanie skutków globalnego ocieplenia w Polsce: „ Jak sobie pomyślę ile płacimy na to globalne ocieplenie, to mnie szlag trafia…”.

Prezydent woli o tym nie myśleć, ale przypominają mu o klimacie rozmaici „zieloni” pytając, co zrobił dla bezpieczeństwa Polaków i zapewnienia nam zdrowych warunków życia, za co jest przecież współodpowiedzialny, mając do dyspozycji inicjatywę ustawodawczą? Bo tymczasem wjeżdżają do Polski tysiące rzęchów trujących spalinami, zdyskwalifikowanych już na Zachodzie, a bez przeszkód rejestrowanych u nas. Nie ma komu podnieść prawie najniższych mandatów w Europie, choć w Polsce zdarza się prawie najwięcej śmiertelnych wypadków drogowych.  Średnio co drugi dzień pali się jakieś wysypisko trujących odpadów sprowadzanych przez firmy, które dostały zezwolenie bez sprawdzenia , czy są w stanie bezpiecznie cokolwiek zutylizować.  Wspieranie równie kosztownych, co chybionych, inwestycji geotermalnych w Toruniu jest dla władzy ważniejsze niż dopłata do wymiany setek tysięcy kopciuchów wysyłających w atmosferę całą tablicę Mendelejewa.

Prezydent ma ważniejsze sprawy na głowie niż wątpliwe zmiany klimatu i zagrożenia zdrowia wymyślane przez farmaceutyczne lobby. Widziałbym w tej sprawie wpływ prezydenckiej małżonki, byłej nauczycielki, która być może wyjaśniła Andrzejowi Dudzie, że nie powinien się przejmować: zagrożeń klimatycznych nie ma, bo gdyby były, to uczyłyby się o nich dzieci w szkołach, ale się nie uczą, ponieważ temat „globalne ocieplenie” wycofano właśnie z podstawy programowej.

Zerwać konkordat

Krzysztof Mieszkowski o konkordacie (umowie prawnej między Polską a Watykanem). Opinia polityka wywołała falę nieprzychylnych mu komentarzy, którymi autorami są sympatycy prawicy.

Poseł Koalicji Obywatelskiej postanowił podzielić się swoją opinią o konkordacie, jednocześnie zabierając głos ws. czołowych polskich hierarchów Kościoła katolickiego.

– Kościół to bezwzględna organizacja dbająca wyłącznie o swoje interesy materialne. Tzw. duchowni kapłani jak Jędraszewski, Dec, Głódź, Gądecki i im podobni już dawno porzucili wartości chrześcijańskie. Najwyższa pora wypowiedzieć konkordat chroniący katolicką przemoc – napisał Mieszkowski na Twitterze.

Jacek Liberski (dziennikarz, Liberte!): Konkordat być musi, aby regulował stosunki, ale trzeba go uaktualnić. Uważam też, że kościoły i związki wyznaniowe powinny być przynajmniej częściowo opodatkowane, natomiast łożyć na nie powinni tylko ci, którzy identyfikują się z daną religią.

Reakcje prawej strony:

Krzysiu, przypominam, 7 miesięcy do matury”.

Dureń bez wykształcenia jad toczy od rana… dno jesteś”.

Kolejny argument, by pilnie zwiększyć środki na psychiatrię w Polsce”.

Cześ Krzysiek. Niedziela dzisiaj, markety zamknięte to zawziąłeś się w sobie i wymyślasz widzę mądrości. Weź idź na spacer, na ryby skocz czy coś”.

Chłopie nie należysz do wspólnoty, jaką jest Kościół, to po co się wypowiadasz i szczujesz? Nie interesuj się, a będziesz zdrowszy, my też na tym skorzystamy”.

***

– Kościół katolicki nie powinien mieć żadnych przywilejów podatkowych – zauważa Partia Razem wchodzącą w skład Lewicy Razem w Sejmie (ugrupowanie najodważniej mówi o koniecznych zmianach w relacji państwo-Kościół).

Wiktor Osiatyński (były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego w rozmowie z Newsweekiem w 2014 r.):

Powinniśmy konkordat wypowiedzieć. Zgadzam się z prof. Janem Hartmanem, który mówi, że Polska wolna od konkordatu byłaby cieplejszym i przyjaźniejszym krajem do życia. Kościół stałby się zwykłym podmiotem życia publicznego, a nie uprzywilejowaną w państwie i prawie instytucją. Ta uprzywilejowana pozycja sprawiła, że religia, w swoich założeniach oparta na miłości bliźniego, ustąpiła miejsca instytucji ferującej wyroki, ziejącej jadem, nienawiścią i zemstą”.

Stróże wiary w mundurach

Początkowo pomyślałem, że wiadomość o interwencji policji w sprawie 13-latka, który wypluł komunię, to klasyczny fake news. Zupełnie jak informacja, która pojawiła się kilka dni temu o tym, że Magdalena Ogórek zostać ma szefową radiowej „Trójki”.

Człowieka sprzedam

Szokujące ustalenia dziennikarzy BBC Arabic. Oto jak w czasach internetu wygląda handel ludźmi. „Afrykańska pracownica, czysta i uśmiechnięta”, „Nepalka, której zdarza się prosić o dzień wolny” – takie ogłoszenia można znaleźć w działającej w Kuwejcie aplikacji 4Sale, która dostępna jest w sklepach Google’a i Apple’a. Czytaj więcej tutaj.

W nieswoim ciele

Wstrząsający reportaż o osobie, która zmagała się z dysforią płciową. Nie przyszło do pracy, nie odbiera telefonu. Mija kolejny dzień i do rodziców Milo w Złotowie dociera informacja, że na moście Łazienkowskim w Warszawie znaleziono plecak z dokumentacją ich dziecka. 15 maja z Wisły wyławiają ciało – dlatego ten dzień zostanie wpisany do aktu zgonu Milo. Nie ma przy sobie dokumentów ani telefonu. Ojciec Milo ogląda zdjęcia zwłok. Rozpoznaje tylko włosy i ubranie. Czytaj więcej tutaj.

Zgryźliwi tetrycy?

Pokolenie emerytów walczy o Biały Dom. O ile nie stanie się nic nieprzewidzianego, to jest duża szansa, że następny, wybrany w 2020 r. prezydent USA, będzie miał ponad 70 lat. Donald Trump w czerwcu skończył 73 lata, Joe Biden, jego najpoważniejszy rywal w przyszłorocznej walce o prezydenturę liczy lat 76, a siedemdziesiątkę przekroczyło również dwoje kolejnych demokratycznych kandydatów z szansami na wybór, pisze Ben White z POLITICO. Czytaj więcej tutaj.

Mały smok

Bruce Lee to postać kultowa, legenda kina i mistrz kung-fu. Ale podobno najbardziej dumny był z tego, że jest mistrzem Hongkongu w cza-czy. Z mitami na jego temat postanowił rozprawić się amerykański pisarz Matthew Polly w książce „Bruce Lee. Życie”. Czytaj więcej tutaj.

Nie oddychaj głęboko

7 milionów ofiar rocznie. Smog dusi cały świat. W Kulturze Liberalnej rozmowa z Beth Gardiner, autorką książki – „Uduszeni”. Czytaj więcej tutaj.

Bez lęku wysokości

Arkadiusz „Maya” Majewski, były żołnierz sił specjalnych w roli tandem pilota i Amerykanin Jim Wigginton jako pasażer, pobili rekord Guinnessa w najwyższym na świecie skoku w tandemie. Czytaj więcej tutaj.