Przydupas Kaczyńskiego i Republika Bananasiowa

Nagroda główna w kategorii mem na Helloween 2019

Aktualny szef ABW zasiadał w radzie nadzorczej spółki, której prezesem jest Arkadiusz B., były dyrektor w resorcie finansów i aresztowany współpracownik Mariana Banasia.  To ten sam, który został ujawniony, który to miał kierować zorganizowaną grupą przestępczą mającą wyłudzać podatek VAT.  Jak informuje “Rzeczpospolita”, od stycznia tego roku siedzi w areszcie. 

Ani Szydło, ani Morawiecki pod którego skrzydłami w ministerstwie finansów działała mafia, nic nie wiedzieli pomimo, że śledztwo prowadziła ABW, którą nadzorowali.

Śledztwo zostało wszczęte 11 grudnia 2017 roku. Zarzucane podejrzanym przestępstwa dotyczą okresu od listopada 2015 r. do sierpnia 2018 r. – informuje „Rz” Prokuratura Krajowa. W sumie zarzuty usłyszało już 15 osób, w tym wspomniany Arkadiusz B.

Tu nie potrzeba żadnych zdolności detektywistycznych, aby zauważyć powiązania. Marian Banaś był wiceministrem potem ministrem Finansów i szefem krajowej administracji skarbowej. Był badany przez służby z którymi miał powiązania biznesowe. Powiązania te dotyczą nie jakiegoś zwykłego funkcjonariusza tylko aktualnego szefa ABW.

Marian Banaś – dlaczego “Pancerny Banaś”

W 1979 ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1980 ukończył studia podyplomowe z zakresu religioznawstwa na UJ. Studiował też filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej. Odbył pozaetatową aplikację sądową zakończoną w 1996 egzaminem sędziowskim oraz aplikację Najwyższej Izby Kontroli. Ukończył również podyplomowe studia z zakresu audytu wewnętrznego (2009–2010).

Za kadencji Banasia Polska mogła stracić aż 64 mld zł z tytułu akcyzy za alkohol z Ukrainy

W 2015 r. Banaś wraca na stanowiska które zajmował w poprzedniej kadencji PiS. Jest podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów i szefem Służby Celnej, potem od grudnia 2016 szefem Krajowej Administracji Skarbowej.

Śledztwo ABW rusza a “Pancerny” Banaś rozwija interes i zostaje ministrem finansów .

Najbliższy współpracownik w ministerstwie finansów Arkadiusz B., oprócz pracy w resorcie finansów, od 2015 roku jest również prezesem spółki “Agencja Monitoringu Wywłaszczeń”. W tej samej spółce, w radzie nadzorczej zasiadał prof. Piotr Pogonowski, obecny szef ABW.

Do tej samej rady nadzorczej weszli wówczas również Konrad Raczkowski i Grzegorz Kaczorowski. Ten pierwszy kilka miesięcy później zostanie wiceministrem finansów. Odejdzie z resortu w 2016 r., by przez kolejne trzy lata pełnić funkcję wiceprezesa Banku Ochrony Środowiska, kontrolowanego przez Skarb Państwa i stać na czele Rady Nadzorczej Domu Maklerskiego BOŚ. To właśnie ten Bank udzielił kredytu w 2017 roku Banasiowi. Kredyt w wysokości 2,6 mln zł otrzymała firma Jakuba Banasia, syna prezesa NIK.

PILNE ! Współpracownik Banasia miał kierować mafią vatowską kiedy ten z mafią miał walczyć.

Według Stanisława Żaryna, rzecznika ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, prof. Piotr Pogonowski złożył rezygnację z funkcji w dniu 10 lipca 2015. Jedna w KRS formalne wykreślenie z rady nadzorczej Pogonowskiego nastąpiło wpisem z 1 kwietnia 2016 r.

Pod koniec 2018r i na początku 2019r zostają aresztowani ; Arkadiusz B i jeszcze 14 osób w tym  wysoko postawieni urzędnicy resortu: Krzysztof B., były wicedyrektor Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier oraz Andrzej S., były naczelnik warszawskiego urzędu skarbowego – Andrzej S.

Jednak Banaś przechodzi wszelkie procedury sprawdzające i 4 czerwca 2019 prezydent Andrzej Duda powołał Mariana Banasia na stanowisko ministra finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego.

“ręce poobcina, nogi, …Groził zgwałceniem córki”- o partnerze biznesowym Banasia. Szczerba ujawnia zeznania świadka.

30 sierpnia 2019 został wybrany przez Sejm na prezesa Najwyższej Izby Kontroli; tego samego dnia jego kandydaturę zatwierdził Senat.

List Romana Giertycha do premiera Morawieckiego.

Media donoszą panie premierze, że w Ministerstwie Finansów za Pana tam rządów podwładni wiceministra Banasia, którzy mieli zwalczać wyłudzenia VAT kierowali mafią wyłudzającą VAT. A podległa Panu jako obecnie premierowi prokuratura doprowadziła do ich aresztowania. To genialny patent! Aby naprawić jakiś problem Państwa należy wyaresztować pisowców, którzy mają się zajmować jego rozwiązaniem. Bardzo mi się ten plan podoba i czekam na rozwiązania w innych dziedzinach życia państwowego. Proponuję, aby na koniec, gdy już wszystkich Pan pozamyka, polecił Pan ostatniemu prokuratorowi, który będzie jeszcze na wolności (pozostali za krzewienie przestępczości będą już siedzieć), aby zatrzymał Pana jako tego, który odpowiada za całościowe psucie Państwa. Czy wyobraża Pan sobie tę chwilę, gdy ostatnia policyjna suka zajeżdża po Pana o 6 rano, a tam nie ma nawet kamer TVP, bo ostatni „dziennikarz” został zatrzymany przez ABW?
Czyż nie byłoby to piękne?

Zawsze życzliwy,

Roman Giertych

PS Tylko żeby się nie okazało, że tym ostatnim prokuratorem jest Zbigniew Ziobro…

Afery, taśmy , podsłuchy , haki, miliony, przewałki – nie potrzeba wyjeżdżać na wakacje żeby poczuć się jak na Sycylii lat sześćdziesiątych.

Co chwila dowiadujemy się o porażkach aktualnie rządzącej władzy. Na jaw wychodzą nieprzejrzyste interesy, taśmy afery podkarpackiej, nieujawnione majątki Morawieckiego, i czołowych polityków PiS itd. Wydaje się że tego jest tak dużo że każdy na każdego coś ma i nic się nie może zmienić. Szczytem hipokryzji jest chwalenie Banasia za uszczelnienie luki vatowskiej, podczas gdy w czasie jego kadencji w ministerstwie działała mafia wyłudzająca podatki.

To de jawu ? Przecież w ministerstwie sprawiedliwości też działała grupa zajmująca się nielegalną działalnością hejtowania sędziów o której minister nie wiedział. Przypomnijmy wyniki kontroli w NIK i wykazane nieprawidłowości w MS. Czy nowy prezes też będzie tak skrupulatnie kontrolował wydatki rządowe ? Nic na to nie wskazuje aby Marian Banaś ustąpił ze stanowiska.

Strumień kloaki przypomina już Amazonkę.

Czy Rydzyk chodzi po wodzie jak Joszua z Nazarethu? Bo tyle szmalu ile on dostaje, woła o pomstę do nieba

120 tys. zł – tyle właśnie wynosi koszt postawienia stoiska podczas pikniku Rodziny Radia Maryja w Toruniu. Taką kwotę na trwającą kilka godzin imprezę przeznaczyło Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej – dowiedział się onet.pl.

To już jedenasta edycja pikniku Radia Maryja. Odbędzie się on 7 września pod hasłem „Dziękczynienie w Rodzinie”. I to podczas takiej właśnie imprezy resort zamierza promować… unijny program „Rybactwo i morze” na lata 2014-2020. To, że Toruń dzieli od morza 179 km też nie ma znaczenia dla resortu kierowanego przez Marka Gróbarczyka.

„Państwowe pieniądze, żeby na jakimś świętym pikniku się pokazać…”; – „Wypromować program na lata 2014-2020. Po co promować taki program? Przecież on już się kończy!”;

„Znając pisowskie „umiejętności i możliwości” mogliby przecież za 120 tysięcy naszych, czyli podatników złotych promować rybactwo i morze na lata 1947-1953”; – „A czy Ministerstwo Sprawiedliwości też będzie miało tam stoisko? Z łatwymi do złożenia nawet dla seniora zestawami „Trollownia dla każdego” – komentowali internauci.

„Mam wrażenie, że zaczynamy żyć w państwie, które jest zbudowane na potrzeby pewnej grupy. We Włoszech nazwaliby to mafią. Minister Ziobro mówi „mieliśmy rację, że to środowisko, które chcieliśmy zreformować okazało się zdemoralizowane i ci sędziowie, którzy z nami współpracowali też są zdemoralizowani”.

Jest dokładnie odwrotnie. Ci ludzie dlatego współpracują z Ziobrą, że przez środowisko sędziowskie byli eliminowani jako nieudacznicy, jako ludzie nieetyczni, jako ludzie, którzy mieli jakieś wady charakteru, które powodowały, że nie byli w stanie być dobrymi sędziami. Z tego powodu zaczęli współpracę z PiS-em, licząc na to, że uzyskają karierę i ją uzyskali” – powiedział Roman Giertych w TVN 24.

Dodał, że jeśli Ziobro nie wiedział o akcji szkalowania niektórych sędziów przez pracowników resortu sprawiedliwości, to powinien odpowiedzieć za to, że mianował niewłaściwych ludzi.

Odniósł się do apeli wielu środowisk o zdymisjonowanie Ziobry po ujawnieniu afery hejterskiej w kierowanym przez niego resorcie. – „Jarosław Kaczyński nie może odwołać pana Ziobry, dlatego, że ten układ jest pozamykany. Wyciągnięcie jednego poważnego klocka może spowodować efekt domina.  To jest klocek „Zbigniew Ziobro” i cztery lata w Ministerstwie Sprawiedliwości, wszystkie informacje ze wszystkich ważnych postępowań, które do niego trafiały. Liczą się informacje, które on posiada i możliwości, które są związane z tymi informacjami” – stwierdził Giertych.

Poruszona została też kwestia niewszczęcia przez prokuraturę postępowania w sprawie zawiadomienia Geralda Birgfellnera. Austriacki biznesmen twierdzi, że został oszukany przez prezesa PiS, bo nie otrzymał wynagrodzenia za pracę przy projekcie budowy dwóch wieżowców na działce zajmowanej przez związaną z PiS spółkę Srebrna. Od złożenia tego zawiadomienia minęło ponad pół roku. Prokuratura nie przesłuchała nikogo poza Birgfellnerem. Nie zabezpieczono też żadnych dowodów. Na pytanie: – „Kto decyduje, czy i kiedy przesłuchać Jarosława Kaczyńskiego”, Giertych odpowiedział krótko i dosadnie: – „On”.

Nie tylko taka, jakiej nie było w Polsce od kilkudziesięciu lat, ale taka, jakiej nie było również w żadnym kraju Unii. Nigdzie nie zdarzyło się, żeby szajka złożona z urzędników państwowych, celowo i systemowo nękała i niszczyła ludzi za to, że krytykują władzę.

Ale oprócz afery w Ministerstwie Sprawiedliwości jest jeszcze coś – to nękanie. To nie jest pierwsza sprawa tego typu, choć słuchając komentarzy w mediach, można by tak pomyśleć. Prawda jest taka, że atakowanie i oczernianie ludzi, łamanie karier i rujnowanie życia osobistego Prawo i Sprawiedliwość przekształciło w regularną metodę walki z krytykami i przeciwnikami politycznymi.

Ponieważ zbyt wielu dziennikarzy i polityków zdaje się mieć pamięć złotej rybki, pozwólcie, że przypomnę. Towarzystwo Dziennikarskie policzyło dziennikarzy zwolnionych z pracy, głównie, choć nie tylko z TVP, za krytykę rządu. Wiecie, że tylko w 2016 roku było ich ponad 100 – wszyscy za krytykę rządu? Na niektórych trzeba było robić zbiórki, bo stracili pracę z dnia na dzień, mając rodziny, dzieci i kredyty do spłacenia i gdyby nie pomoc kolegów, ich sytuacja byłaby bardzo ciężka.

Pamiętam rozmowy, jeszcze na antenie Superstacji, z sędzią Waldemarem Żurkiem, który opowiadał, jaką gehennę mu zgotowano, jak CBA wpadało na posiedzenia sędziów rzekomo po to, żeby poprosić sędziego o jakieś wyjaśnienia – tyle, że były to sprawy tak błahe, że można by je spokojnie wyjaśnić, wzywając go do CBA, a nie próbując zastraszyć jego samego i jego środowisko.

Pamiętam zatrzymywanie i legitymowanie ludzi, których jedyną winą było wejście na spotkanie z politykiem PiS i zadawanie niewygodnych pytań. Szarpanie ludzi podczas protestów przed Sejmem, absurdalne miesięcznice, w czasie których policja była agresywna wobec ludzi, którym się one nie podobały. Kobiety skazane za puszczanie baniek mydlanych podczas wystąpienia rasisty i nacjonalisty Międlara, którego nienawistne i antysemickie hasła policji nie przeszkadzały, choć są złamaniem prawa i są w Polsce penalizowane. Spoliczkowanie „Rudej”, po której wielu sympatyków PiS uznało, że „się jej należało”. Regularne, porównywalne z faszystowskimi gadzinówkami, uporczywe szczucie najpierw na prezydenta Pawła Adamowicza, później na Aleksandrę Dulkiewicz, teraz na Krzysztofa Brejzę. Wieszanie na szubienicy wizerunków europosłów PO, które pisowska prokuratura uznała za „wyrażanie poglądów”. Skopanie dziewczyny na marszu nacjonalistów, które także uznano za „wyrażanie poglądów”. Akty agresji na marszach równości w Płocku i Białymstoku. Nękanie Obywateli RP. Że nie wspomnę o atakowaniu i oszczerstwach w prorządowej prasie na każdego, komu nie podoba się cokolwiek, co robi PiS.

Mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale sami Państwo znają to doskonale. Afera Ziobry jest wielka i wyjątkowa przez fakt, że zamieszani są w nią urzędnicy państwowi, wiceminister i sędziowie Sądu Najwyższego oraz pisowskiej neo-KRS, ale nie jest wyjątkowa ze względu na metodę działania. Wręcz przeciwnie, jest bardzo typowa dla tej partii.

Wielu ludzi przymykało na to oczy, bo te różne sprawy były rozproszone i nie działy się od razu, tylko w pewnych odstępach czasu, przez co nie były tak uderzające, w przeciwieństwie do szajki działającej w rządzie, niemniej są faktem. To nie jest odosobniony wypadek przy pracy, to jest celowo i świadomie stosowana metoda. I jeśli dłużej będziemy na to pozwalać, poniesiemy tego bardzo bolesne konsekwencje.

Więcej komentarzy Elizy Michalik w wersji Video na YouTube  – Eliza Michalik

– Nie ma żadnych dowodów na to, że minister Ziobro wiedział o tym procederze, wiedział o czymś takim, co się tam miało dziać – powiedział premier Mateusz Morawiecki, komentując aferę hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości.

– W dużej bardzo instytucji, tam gdzie są tysiące ludzi, dziesiątki tysięcy ludzi, nie zawsze jest pani w stanie jako szefowa tej instytucji (…) określić w którym miejscu się dzieje coś złego. Trzeba po prostu wyciągać konsekwencje – mówił Morawiecki w rozmowie z Anitą Werner w TVN24.

Komentując sondaże dotyczące dymisji Zbigniewa Ziobry szef rządu wykluczył w tym momencie taką możliwość. – Będzie postępowanie sprawdzające. Będą podjęte odpowiednie kroki, będę podjęte odpowiednie decyzje. Teraz na razie trzeba wyjaśnić – przekonywał. – Pan minister Ziobro powiedział, że wyłączy się z tej sprawy – zaznaczył, oceniając, że rząd zareagował we właściwy sposób.

– Z tej sprawy zostały wyciągnięte konsekwencje. Jeżeli się będą pokazywać fakty dotyczące innych osób zamieszanych w tę sprawę, w tę niedobrą, brudną sprawę, to oczywiście będą wyciągnięte również konsekwencje – zastrzegł.

Morawiecki był pytany w TVN24 także o to, kto będzie szefem rządu, jeśli Prawo i Sprawiedliwość ponownie wygrywa wybory parlamentarne. – Skupiamy się teraz na tym, żeby rzeczywiście te wybory wygrać, bo trzeba z pokorą powiedzieć, że przeciwnik jest bardzo silny i my szanujemy wszystkich naszych konkurentów politycznych – odpowiedział premier.

– A jeżeli Prawo i Sprawiedliwość wygra i będzie miało większość parlamentarną – co mam nadzieję, że nastąpi, bo pokazujemy, że można łączyć politykę społeczną z polityką rozwojową i ze zrównoważonym budżetem – to wtedy kierownictwo polityczne podejmie odpowiednie decyzje w swoim czasie – mówił szef rządu.

– Dzisiaj nie ma decyzji, co będzie po wyborach, ponieważ wtedy jeszcze werdykt swój dopiero wydadzą wyborcy i odpowiednie decyzje zapadną w kierownictwie politycznym, tak jak to się odbywa we wszystkich krajach na całym świecie, we wszystkich partiach – mówił Morawiecki. Pytany o to, czy lepszym szefem rady ministrów byłby on, czy prezes PiS Jarosław Kaczyński, Morawiecki stwierdził, że ten drugi „byłby znakomitym i najlepszym premierem”. – Pokazał zresztą to, jak był premierem (w latach 2006-2007 – red.) – ocenił. – Jestem przekonany i pewny o tym, że tutaj pan prezes byłby lepszym premierem – podsumował Mateusz Morawiecki.

Zamordyzm Kaczyńskiego już niedługo? Tak, gdy PiS wygra wybory

„Ministerstwo ZDROWIA przelało fundacji o. Rydzyka prawie 1 mln zł. Tak wynika z odpowiedzi na moje zapytanie. Umowy Ministerstwa z fundacją Rydzyka dotyczyły… kampanii INFORMACYJNEJ nt. walki z nowotworami. I to w czasie, gdy brakuje pieniędzy na LECZENIE raka” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. Tak wynika z pisma, które poseł PO otrzymał w odpowiedzi na pytania zadane ministrowi Łukaszowi Szumowskiemu.

W piśmie wyszczególniono kwoty, które zostały przekazane fundacji Rydzyka. I tak w 2016 r. przelano 182 940 zł, rok później było to 488 604,26 zł, a w 2018 r. – 202 439,02 zł. Krzysztof Brejza zapowiedział, że wystąpi w tej sprawie do prokuratury oraz Najwyższej Izby Kontroli.

„A ludzie umierają w ciszy”; – „Nie ma na leczenie, zamykane oddziały, ale wychodzi na to, że „kampania edukacyjno – informacyjna” będzie leczyć nowotwory. To się w głowie nie mieści”; – „PiS kupuje głosy, następnie spłaca dług za te glosy…wszystko z naszych kieszeni. Ludzie chorujący są dla PiS niewygodni…”; –

„Taka kampania powinna być przeprowadzana w mediach docierających do jak największej liczby odbiorców. Powinny w niej uczestniczyć „różne” media, żeby zapewnić dostęp do informacji WSZYSTKIM. To co robi Ministerstwo zdrowia to zwykłe płacenie za poparcie” – komentowali oburzeni internauci.

W czasie spotkania z prezesem Prawa i Sprawiedliwości pojawili się nie tylko zwolennicy partii rządzącej, ale także osoby popierające opozycję. Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę, że grupka trzyma kartki z napisem „konstytucja”. – Bardzo dobrze. Przyjdzie taki dzień, że zmienimy konstytucję na potrzebną. Na taką, która będzie gwarantowała prawdziwą demokrację, prawdziwą wolność i prawdziwą równość – mówił Kaczyński. Wskazał jednocześnie, że nie jest to obietnica przedwyborcza, ale „przyjdzie czas, że to zrobimy”.

Lider partii rządzącej w swoim wystąpieniu nawiązał do sytuacji, w której znalazło się Pomorze Zachodnie w latach 90. – Bardzo wielu mieszkańców tego regionu znalazło się bez pracy, bez nadziei, bez dostępu do kultury – mówił Kaczyński, zaznaczając, że zasada solidarności była na tamtych ziemiach łamana.

„Piękna idea liberalizmu”

Zdaniem prezesa PiS prawdziwy kryzys przyszedł jednak później, gdy wiele firm zostało sprywatyzowanych. – Chciano sprzedać nawet Lotos. Przez sprzedaż zakładów farmaceutycznych pojawiły się niedawne trudności z dostępem do leków, szczęśliwie dziś opanowane. Postanowiono także likwidować posterunki policji, zostawiając Polaków samym sobie – powiedział Kaczyński, podkreślając, że poprzednie rządy uzasadniały swoje działania „piękną ideą liberalizmu”.

Nie zabrakło także pochwał dla wywodzącego się z PiS prezydenta Andrzeja Dudy. – Mamy wspaniałego prezydenta i powinien być wybrany na kolejną kadencję, najlepiej w pierwszej turze – wskazał Kaczyński. Nie wiadomo jednak, czy jest to zapowiedź, że Duda będzie kandydatem PiS w najbliższych wyborach prezydenckich.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości zapowiedział także, że rząd zamierza walczyć z wykupywaniem ziem i firm przez zagraniczny kapitał. – Sądzę, że ten dobry czas już jest, ale on powinien trwać, tak abyśmy za jakiś czas mogli powiedzieć: „nawet w tych bogatych Niemczech nie jest lepiej niż w Polsce” – przekonywał Kaczyński.

– Całe Pomorze Zachodnie to strategiczny punkt naszego kraju – mówił Jarosław Kaczyński, przypominając jednocześnie słowa swojego brata: „nie ma silnej Polski bez silnego Pomorza Zachodniego”.

Chwalenie się rodzinnymi lotami Kuchcińskiego do Rzeszowa jest nawet na rękę PiS-owi. Bo trudno nie kojarzyć „samobójczej” śmierci Kosteckiego, skazywanego za prowadzenie podkarpackich burdeli, z aferą w którą jest zamieszany Marszałek. CBA tuszowało przecież skandal – nagranie „ważnego polityka PiS-u” w agencji towarzyskiej, gdzie korzystał z usług nieletnich Ukrainek.

Kostecki powiesił się przedwczoraj pod kocem, tak, że nikt w celi nie zauważył. Majstersztyk cudu więziennego. Marszałka, też nikt nie zauważył nad Polską jak rozpylał wartości rodzinne podróżując odrzutowcem z rodziną. A że latał za często? Najwidoczniej za potrzebą. Sex (z nieletnimi ), drugs (władzy) & rock’n’roll patriarchalnej chujni. Najłatwiej go uprawiać tam gdzie Kościół i PiS rządzą niepodzielnie – na Podkarpaciu.

Być może Kuchciński gnała do Rzeszowa potrzeba chronienia dzieci przed pedofilami. Założyć małoletnim elektroniczne kajdanki na nogę. Wtedy wiadomo by było gdzie się włóczą, w jakiej odległości od kościoła. Nieletnim Ukrainkom też zakłada się kajdanki albo elektroniczną smycz, na wypadek gdyby chciały uciec z burdelu.

>>>

Pikniki rodzinne PiS przyciągają tłumy? Frekwencja sobotniej imprezy w Dygowie budzi wiele wątpliwości, gdyż na scenie pojawił się zespół przybyszów z odległych o 100 km Kaszub.

Okazało się również, że wielu uczestników dowożono spod Szczecina.

Partii rządzącej zależało na tłumach, gdyż w tym regionie PiS nie cieszy się wysokim poparciem. W wyborach europejskich obóz władzy zwyciężył jedynie w 4 z 14 powiatów leżących w granicach kaszubskich.

W zorganizowanie imprezy zaangażowali się lokalni działacze. Jak mówi wiceprzewodniczący Rady Miasta Kołobrzeg w celu podniesienia frekwencji został wynajęty autokar oraz rozwieszano plakaty by zainteresować ludzi eventem.

Faktycznie, wyglądało na to, że publika dopisała. Jednak, wśród Polaków pojawiają się poważne wątpliwości dotyczące tego, czy to spontanicznie zgromadzeni ludzie. Podejrzenia budzą między innymi stroje artystek, które wyglądają na kaszubskie.

Czarna niewdzięczność i niesprawiedliwość spotyka Marka Kuchcińskiego, który nawet żonę i dzieci nakłonił do patriotycznej służby na pokładzie Gulfstreama.

Sprawa rodzinnych lotów marszałka Kuchcińskiego jest wykorzystywana przeciw Dobrej Zmianie. A przecież nie ma tu żadnego skandalu. Marszałek jest człowiekiem rodzinnym, jego partia głosi prymat wartości rodzinnych – to i loty były rodzinne.

W Warszawie dzieci w podstawówkach (do niedawna też w gimnazjach, ale gimnazjów już nie ma) dostają kartę miejską, z którą mogą za darmo jeździć metrem, tramwajem i autobusem. Ratusz im ją funduje. To, co się dziwić, że dzieci marszałka latają Gulfstreamem? W końcu Sejm jest bogatszy od jakiegoś tam ratusza, nawet stołecznego, i stać go na to, by zapewnić dzieciom marszałka godziwe warunki rozwoju.

Pierwotnie była mowa o sześciu przypadkach, ale sam marszałek, przyciśnięty przez media i opozycję, przyznał się do 23 rodzinnych lotów. Jak pisze „Wyborcza”, Kuchciński w 2018 r. i w pierwszym kwartale 2019 r. w sumie ok. 100 razy korzystał z usług rządowego przewoźnika.

Wrogowie insynuują i pytają: a właściwie, dlaczego pan marszałek latał rządowym samolotem? No jak to dlaczego? Przecież to wszystko były niesłychanie istotne misje państwowe. Bardzo ważnymi ośrodkami, w których koncentruje się polskie życie polityczne są Rzeszów i Huwniki – i właśnie tu latał. Akurat w Huwnikach (wieś licząca ok. 700 mieszkańców) Kuchciński ma nieruchomość, ale nie ma się co dziwić. To oczywiście nie jest przypadek – po prostu pan marszałek jako doświadczony polityk kupił działkę tam, gdzie bije puls ziemi, tej ziemi.

Nic dziwnego też, że latał z reguły w weekendy i święta – przecież w tygodniu nie mógł się wybrać na Podkarpacie z ważną misją państwową, bo harował jak wół. Musiał odbierać głos warchołom z opozycji, którzy wykorzystują sejmową mównicę do sączenia trucizny w duszę ludu i rzucania Dobrej Zmianie kłód pod nogi. Musiał zarządzać skrócenie wypowiedzi w debacie do 30 sekund, musiał nakładać kary na posłów-nikczemników, musiał odbierać diety niejakiemu Nitrasowi. I dopiero po całym tygodniu takiej harówki mógł się udać w misję polityczną do Huwnik.

Jego koledzy w tym czasie byczyli się, pijąc piwo i śmiali się do rozpuku, oglądając przezabawny program „W tyle wizji”. A pan marszałek nie. On wiedział, że ojczyzna go wzywa, więc wsiadał do samolotu lub helikoptera, zapinał kurtkę, żeby go nie przewiało – i leciał. Często nawet zabierał ze sobą rodzinę, by i ona mogła mieć swój udział w służbie narodu. Żona z reguły się opierała, a dzieci protestowały: „Tato, fajny film jest dziś w telewizji, może zostaniemy w domu?”. Ale on pozostawał niewzruszony: „Bez dyskusji. Lecicie i już!”.

I teraz różni niewdzięcznicy, zamiast podziwiać pana marszałka i wyrażać uznanie dla jego ofiarności, próbują się go czepiać i odwracać kota ogonem. Wmawiają narodowi, że jego wytężona praca na ołtarzu ojczyzny to nadużywanie stanowiska i wykorzystywanie instytucji i majątku państwowego do celów prywatnych.

Oczywiście nie jest przypadkiem, że ta brudna kampania oszczerstw ma miejsce właśnie teraz, na niespełna trzy miesiące przed wyborami. To dzieło podstępnego lobby LGBT, które w ten sposób chce odwrócić uwagę od seksualizacji dzieci i obalić Dobrą Zmianę przy urnach.

Ale niedoczekanie wasze! To się wam nie uda. Ręce precz od naszych dzieci i Gulfstreamów!

>>>

Po śmierci Kaczyńskiego wyborcy PiS przekonają się, jak zniszczył Polskę

Nie milkną echa ostatniego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym zachęcał do zakończenia wojny polsko-polskiej. Abstrahując od wiarygodności tej tezy, warto zwrócić uwagę, że coraz więcej osób głośno komentuje pogodne usposobienie lidera Zjednoczonej Prawicy

Jedną z takich osób jest jest Joanna Kluzik-Rostkowska, była szefowa sztabu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku, która swego czasu zaliczana była to tzw “aniołków prezesa“. To właśnie jej wpis na Twitterze zdradza czarne kulisy tamtej kampanii wyborczej.

Kluzik-Rostkowska w następujących słowach odniosła się do całej sytuacji:

Halo PiS? Pamiętacie kampanię prezydencką 2010r? Ja pamiętam. Jarosław Kaczyński deklarował trwałą zmianę (wierzyłam w nią). Skończyła się w wieczór wyborczy. Okazało się, że miękką retorykę JK zawdzięczamy farmakologii. W 2015 była powtórka. Kogo chcecie nabrać po raz trzeci?!”

Była szefowa sztabu prezesa PiS podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku twierdzi, że za potulnym i spokojnym wizerunkiem Kaczyńskiego stoi farmakologia. Co więcej polityczka zasugerowała,  że podobna sytuacja miała miejsce podczas kampanii w 2015 roku. Tak też ma być teraz.

Chodzi oczywiście o nawiązanie do wypowiedzi Kaczyńskiego, który z ogromnym spokojem zaapelował niedawno do opozycji, żeby zakończyć wojnę polsko-polską.

Jaka jest prawda? Tego się pewnie nie dowiemy, ale warto monitorować całą sytuację…

W gwarach lokalnych jest ukryta miłość do tradycji, do kultury i bardzo to szanuję. W gwarze śląskiej ukryta jest piękna staropolska mowa, piękna polszczyzna. Niektórzy powiedzą, że to relikt. Ja bym powiedział, że to jest polski skarb” – tak w wywiadzie dla Radia Katowice mówił dziś Mateusz Morawiecki. Zdaje się, że został zaproszony do rozmowy jako premier, ale przecież wiadomo, że jest jedynką PiS na Śląsku w nadchodzących wyborach.

Skoro taki za Śląskiem, to czemu posłowie nie uznali języka śląskiego za regionalny?” – słusznie zauważył jeden z internautów. To właśnie głosami posłów PiS „Ustawa o uznaniu języka śląskiego za regionalny, do kosza”.

Ten to ma giętki język, wszystko powie. Mówię wam, na dwa tygodnie przed wyborami zacznie wychwalać RAŚ”, o którym prezes PiS Jarosław Kaczyński kilka lat temu mówił tak: – „Opcja Ruchu Autonomii Śląska, która się od polskości odcina, jest być może ukrytą opcją niemiecką”. – „To już nie zakamuflowana opcja niemiecka? Wybory idą, trzeba baranom kit puszczać” – skomentował internauta. Niedawno pisaliśmy o kolejnym marszu zorganizowanym przez Ruch: „Śląsk jest lekceważony [przez rządzących] w sposób, który musi wywoływać nasz sprzeciw”.

Trzeba uczciwie przyznać, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zaiste wprowadził szereg rozwiązań, które można nazwać “nową jakością”. Problem w tym, że to jakość ze zdecydowanie dużym minusem, która jeszcze kilka lat temu doprowadziłaby do tąpnięcia w notowaniach każdej partii, której by dotyczyła. Przykłady można mnożyć bez liku, także z ostatnich dni – protegowana premiera, bez wyższego wykształcenia zostaje wiceministrem, minister zdrowia mówi wbrew faktom, że problemów z dostępem do leków nie ma, a  wiceminister Szefernaker przekonuje, że zwrot pieniędzy za przeloty rodziny marszałka Kuchcińskiego samolotami dla VIP-ów po tym, jak sprawa wyszła na jaw, to “nową jakość”. Zwłaszcza ta ostatnia sprawa bulwersować powinna szczególnie, bowiem dziś już wiemy, że Centrum Informacyjne Sejmu jest gotowe na oficjalnym piśmie kłamać, byle tylko chronić swojego szefa. Jak teraz wierzyć w kolejne komunikaty CIS?

Prawdopodobnie Andrzej Grzegrzółka postanowił naśladować premiera, który również lubi publicznie kłamać, a w polityce informacyjnej bardzo oszczędnie gospodaruje prawdą. Najnowszym tego przykładem jest kolejny prezent dla ojca Tadeusza Rydzyka, którego obóz władzy musi udobruchać i dać zadatek na poczet pomocy w kampanii wyborczej.Aby jednak ta “ofiara” zbyt szybko nie została ujawniona, służby premiera ukryły te informacje przed opinią publiczną i nie opublikowały w Monitorze Polskim konkretnych zarządzeń szefa rządu. Dotarł do nich dociekliwy internauta.

Jak donosi Radio Zet, Morawiecki już w październiku 2018 roku (a więc w gorącym okresie kampanii wyborczej) wydał zarządzenie w sprawie pierwszego datku (5 mln), jednak opinia publiczna w ogóle nie została o nim poinformowana. Chodzi o dokument “zarządzenie nr 176 Prezesa Rady Ministrów z dnia 12 października 2018 r. w sprawie przyznania Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, z ogólnej rezerwy budżetowej, środków finansowych, z przeznaczeniem dla Fundacji Lux Veritatis na dofinansowanie realizacji zadania publicznego pn. “Park Pamięci Narodowej”. Sprawę opisał wówczas portal Onet.pl, co zachęciło Jerzego Rudzkiego do przejrzenia także innych dokumentów rządowych.

Okazało się, że w kolejnej kampanii wyborczej (tym razem do europarlamentu) do Torunia znów popłynęły pieniądze w kwocie 3 mln zł. 13 mają wydano zarządzenie nr 53, tym razem na II etap realizacji wspomnianego Parku Pamięci.

Kancelaria Premiera milczy w tej sprawie, nie chcąc wyjaśnić, dlaczego te informacje są ukrywane przed opinią publiczną. Może urzędnicy KPRM postanowili odpowiedzieć zbiorczo na wszystkie trzy przypadki takiego dofinansowania już w przyszłej kadencji Sejmu. W końcu mamy kolejną kampanię wyborczą, więc kolejny “datek” jest tylko kwestią czasu.

Szanowna Policjo, zamiast łapać pojedynczych bandziorów, którzy napadli na Marsz Równości, lepiej zamknąć człowieka, który to sprowokował.

Wielce Szanowna Policjo, chcę wyrazić uznanie, że tak sprawnie Policja wyłapuje bandziorów, którzy w Białymstoku napadli na Marsz Równości. Telewizor mi mówił, że już około setki siedzi w kiciu, ale od wczoraj straciłem rachubę, pewnie teraz jest już więcej. Podobno Szanowna Policja zapowiada też, że złapie oprychów, którzy we Wrocławiu pobili Przemysława Witkowskiego. Całkiem możliwe, że będą siedzieć, zanim ten list, co go zaraz chcę wysłać, dotrze do Szanownej Policji.

Naprawdę jestem pod wrażeniem tej mobilizacji. Doceniam i wcale nie ironizuję. Tyle tylko, że to będzie syzyfowa praca – Szanowna Policja będzie tak łapać i łapać, a zaraz pojawią się następni, którzy kogoś pobiją albo napadną na marsz. Wtedy Szanowna Policja ich wsadzi – i znowu przyjdą nowi. Tak w koło Macieju, aż zabraknie miejsc w więzieniach.

Bo ci, których Szanowna Policja łapie, to tylko pionki. Mięso armatnie. Owszem, niektórzy to faszyści, bandyci i chuligani stadionowi, ale niektórzy to nawet normalni ludzie, tylko ze strachu i indoktrynacji w głowach im się dokumentnie pomieszało.

Była taka książka, wydana jeszcze w latach 80. w podziemiu, o polskich zesłańcach na Sybirze w czasie II wojny światowej: „W szczęściu byliby to ludzie dobrzy”. Róża Holzman ją napisała pod pseudonimem „Róża Czerwińska”. Czytała Szanowna Policja? Tam autorka opowiadała o ludziach sowieckich, wśród których musiała żyć i tak ich scharakteryzowała: „W szczęściu byliby to ludzie dobrzy, nieszczęście uczyniło ich złymi”. To ja sobie tak myślę, że niektórzy z tych, co ich teraz Szanowna Policja wsadza, też byliby dobrzy, ale coś uczyniło ich złymi. Najlepiej więc byłoby wsadzić to coś – wtedy byłby spokój.

Uprzejmie więc informuję Szanowną Policję, że to coś – a właściwie ktoś – nazywa się Kaczyński Jarosław, syn Rajmunda, pseudonim „Prezes”, urodzony 18 czerwca 1949 r., kawaler, bezdzietny, zamieszkały przy ulicy Mickiewicza na Żoliborzu w Warszawie (dokładny adres na pewno łatwo Szanowna Policja ustali).

Tenże osobnik, stojący na czele zorganizowanej grupy trzymającej władzę, od lat już straszy ludzi i szczuje ich na różne grupy społeczne i etniczne. Pamięta Szanowna Policja, jak kłamał o strefach szariatu, gdzie nie obowiązuje europejskie prawo i o zarazkach egzotycznych chorób, które roznoszą uchodźcy? I jakiś czas potem mieliśmy napady na cudzoziemców, choć wcześniej Polacy byli społeczeństwem raczej otwartym i gościnnym.

Teraz poszczuł na homoseksualistów, którzy jego zdaniem „seksualizują dzieci”. „Ręce precz od naszych dzieci!” – krzyczał ten osobnik, tak jakby był głową rodziny wielodzietnej. No i mamy falę agresji wobec homoseksualistów. Szczuł też na Niemców i profesor Jerzy Kochanowski z Uniwersytetu Warszawskiego dostał w tramwaju łomot, bo gadał ze znajomym po niemiecku.

Taką już metodę ma ten osobnik – od lat szczuje i straszy, wskazując różnych rzekomych wrogów: dawną nomenklaturę, niezlustrowanych agentów bezpieki, agentów WSI, Niemców, uchodźców, działaczy NGO-sów, stypendystów Sorosa, homoseksualistów itd. Myślę więc, że najlepiej będzie, zamiast uganiać się za pojedynczymi bandziorami, żulami i pobudzonymi frustratami, złapać i posadzić tego osobnika, żeby pozbyć się kłopotu za jednym zamachem.

Tylko to nie będzie łatwe, bo on może się zasłaniać immunitetem poselskim. Ale gdyby Szanowna Policja wystąpiła o uchylenie mu immunitetu, bo chce go zatrzymać albo chociaż przesłuchać, to może już samo to by coś pomogło. Może by się przestraszył i zaczął się nieco miarkować.

Choć oczywiście może być ciężko go posadzić za szczucie i podburzanie, bo facet jest ostrożny. Nigdy nie powiedział wprost: „Idźcie i spuśćcie łomot cudzoziemcom” ani „Przywalcie tym pedałom”. Prokurator może więc mieć problem z udowodnieniem bezpośredniego związku między jego słowami a aktami przemocy.

Ale nie szkodzi. Na szczęście mamy też zeznania austriackiego dewelopera, który mówi, że ten osobnik nakłonił go do dania 50 tys. złotych łapówki członkowi rady fundacji Srebrna. Będzie więc można spróbować go posadzić za korupcję. Lepsze to niż nic. Zresztą Al Capone też siedział za podatki, a nie za swoje prawdziwe dokonania.

Trzymam więc kciuki i życzę Szanownej Policji sukcesów.

Rydzyk jak dziad proszalny

Wirtualna Polska napisała o najnowszym apelu T. Rydzyka, w którym redemptorysta domaga się od wiernych kasy na zakup nowego wozu transmisyjnego dla toruńskiej rozgłośni. Okazją do zbiórki na ten cel będzie zapowiedziana na najbliższy weekend 28. pielgrzymka „Rodziny Radia Maryja” do Częstochowy.

„Zapraszamy wszystkich – przybywajcie osobiście, w grupach zorganizowanych i indywidualnie, różnymi środkami lokomocji. W domach niech zostaną tylko chorzy” – napisał duchowny

Apel nie pozostał bez zgryźliwych komentarzy, bo choć Rydzyk skarży się, iż dotychczasowy sprzęt, jakim dysponuje radio liczy sobie już 16 lat, jest zdezelowany i bez 5 mln zł nie uda się go zastąpić nowym lepszym, to nie wszystkim ta nienowa inicjatywa redemptorysty przypadła do gustu.

Pikanterii dodaje jej precyzyjny instruktarz: „…prosimy o pomoc, o symboliczną ‘Różę’ dla Matki Najświętszej – dla Jej radia, bo to jest Jej radio. Te ofiary składamy w małych namiotach pomiędzy namiotami Fundacji ‘Nasza Przyszłość’, w małych kopertach, podpisanych imieniem, nazwiskiem i adresem dla podziękowania – równocześnie zaznaczenia, że ofiara doszła. Wkładamy je do skarbon dostosowanych do małych, a nie wielkich kopert. Nie wielkie koperty. Tej wielkiej koperty nie da rady włożyć do takiej skarbony, a nie chcielibyśmy, aby to było gdzieś z boku. Niech się to nigdzie nie zapląta. Niech dotrze pod właściwy adres” – apeluje Rydzyk do fanów swojej rozgłośni.

Grupa internautów zareagowała nie przebierając w słowach: „że też tego ciula jeszcze nikt nie odstrzelił…”, „powiesić w końcu tego lumpa”, „TY ŻEBRAKU PASKUDNY TY LEPIEJ ZBIERAJ DLA SIEBIE NA SZNUREK”, „Tylko batem po grzbiecie tego naciągacza…” – cytuje komentarze przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą Ryszard Nowak, grożąc portalowi i autorom wpisów konsekwencjami prawnymi. Sugeruje, że wiele z nich nawołuje do zabójstwa duchownego. O możliwości popełnienie przestępstwa napisał do prokuratora generalnego, twierdząc że stoi za tym jakaś opłacana grupa.

„Standardowa ochrona SOP przysługiwała mi do 4 lipca. Została przedłużona gdyż otrzymywałam groźby karalne (powiadomiłam o tym organa ścigania). Ponieważ sprawa ochrony jest wykorzystywana do politycznych ataków opozycji, dlatego dziś z niej zrezygnowałam” – poinformowała na Twitterze Beata Szydło. O objęciu jej tą ochroną: „Czy pani nie wstyd, pani Szydło, wyciągać kasę z naszych kieszeni? „Dobro narodowe” chronione za 2 tys. dziennie”.

Można snuć przypuszczenia, że gdyby nie ujawniono tego faktu, Szydło dalej objęta byłaby ochroną SOP, a twierdzenie, że opozycja ją z tego powodu atakuje brzmi mało wiarygodnie. Przypomina się sytuacja z wysokimi premiami pieniężnymi, które ówczesna premier Szydło przyznała sobie i członkom swojego rządu. Gdyby nie ujawnienie tego przez posła PO Krzysztofa Brejzę, pewnie byłyby one dalej przyznawane, bo przecież „te nagrody im się należały”.

„Serio? Nagle przestało pani zagrażać niebezpieczeństwo, bo sprawa wożenia się rządową limuzyną wyszła na jaw i stała się głośna? Nie widzi pani tego obciachu i ściemy?”; – „Uroki kampanii – w niej decyzje o rezygnacji z przywilejów posłom PiS przychodzą tak jakoś łatwiej…”; – „Zrezygnowała, bo sprawa się „rypła”. Tyle w temacie”;

„Ponieważ sprawa ochrony jest wykorzystywana do politycznych ataków opozycji”? Gdyby pani nie wykorzystywała uprawnień, które pani nie przysługują, pewnie opozycja nie miałaby się do czego przyczepić, a swoją drogą to trzeba mieć tupet, żeby swoimi grzeszkami obarczać innych”; – „I teraz będą ci paskudni, zwykli ludzie podchodzić i zadawać trudne pytania. Jacyś niepełnosprawni, rodzice dzieci z podwójnego rocznika, chorzy bez dostępu do lekarza, niepełnosprawni… Jak żyć….” – komentowali wpis Szydło internauci.

Polacy to bez wątpienia wielki, wspaniały naród i pod wieloma względami całkiem fajne społeczeństwo. Jednak gdybym mogła coś w nas zmienić, sprawiłabym, żebyśmy byli wszyscy aż i tylko – dużo bardziej życzliwi.

Istnieją wielkie cnoty, zawsze i wszędzie gloryfikowane, jak mądrość, nieprzeciętna inteligencja, ba! – nawet marny spryt życiowego cwaniaczka, elokwencja i oczytanie, erudycja i dobre wychowanie, o kreatywności, polocie, niepoślednich talentach, poczuciu humoru i bystrości umysłu nie wspominając. Wszystko to są cechy wielkie i chwalebne, niestety, zauważcie, jak rzadko zdarza nam się dorzucać do tej listy zwykłą, prostą życzliwość.

Jest to o tyle paradoksalne, że ta właśnie cecha, jak żadna inna decyduje o tym, czy nasze życie, tak prywatne, jak i społeczne, a nawet państwowe jest szczęśliwe, satysfakcjonujące i udane, czy przeciwnie, szare, pełne konfliktów i wiecznego wkurzenia. Możesz być mądry, wyszczekany, dobry, a nawet najlepszy w jakiejś dziedzinie, wrażliwy lub bezwzględny, możesz być małomówny lub być wielką gadułą – i wszystko to nie ma znaczenia, bo o jakości twojego życia decyduje to, czy inni są na co dzień dla ciebie życzliwi, czy miło i dobrze cię traktują i czy ty robisz to samo dla nich.

Większość naszych polskich bolączek bierze się z nieżyczliwości. Krzyczymy i warczymy na siebie w sklepach, urzędach, na ulicy, u cioci na imieninach, w domach i w pracy. Denerwujemy się tam, gdzie denerwować się wcale nie trzeba, wiecznie spieszymy, myślimy tylko o sobie.

Uważam, że zazwyczaj wszelkie zło idzie z góry, dlatego jestem skłonna odpowiedzialność za ten stan rzeczy przypisywać politykom, bardziej niż innym grupom społecznym. Codzienny pokaz chamstwa, prostactwa, szczerej i bezinteresownej złośliwości, małostkowości serwowany nam w telewizjach od paru lat zrobi swoje. Poza tym – jeśli politycy i ich poplecznicy zachowują się w ten sposób i nieźle na tym wychodzą – ludzie widzą przecież, jak można się obłowić i jakie zająć stanowiska, byle tylko mieć znajomka w PiS – to tłum zaczyna sądzić, że to jedyny sposób, żeby coś „osiągnąć” i z ochotą zaczyna naśladować.

Ponieważ jednak znają mnie Państwo już trochę i wiedzą, że wszystkie rewolucje skłonna jestem raczej zaczynać od siebie, powiem i tym razem: trzeba zacząć od siebie. Częściej się uśmiechać, spokojniej mówić, nie krzyczeć, tylko przekonywać, tłumaczyć, demaskować fałsz spokojnie i bez nerwów, polubić choć trochę ludzi, przepuścić kogoś czasem w drzwiach, czy jako kierowca nie wymuszać pierwszeństwa. Brak życzliwości to nasza społeczna cecha, która często rzuca mi się w oczy. Nie dotyczy rzecz jasna wszystkich, nie chcę uogólniać, ale jednak stanowi problem na tyle duży, że warto go odnotować.

Nie dajmy się zwariować i zamienić bezwzględnym politykom w stado warczących na siebie, obnażających kły wilków, bo różnorodność jest inspirująca, nie obciążająca, a umiejętność spojrzenia na sprawy z innego punktu widzenia, podobnie jak prosta życzliwość i dobroć, to jedne z najwspanialszych ludzkich cech. A potrzebujemy ich przecież dziś bardziej niż kiedykolwiek.

Morawiecki i Rydzyk, krętaczy dwóch

Szymon Hołownia na temat polityki klimatycznej rządu PiS, a dokładnie na temat jej braku.

W tej kwestii akurat nie ma co niuansować i zawijać w bibułkę. Mi też jest wstyd za premiera. I jestem dumny, że są w naszym kraju tak ogarnięci młodzi ludzie, jak prowadząca pod Sejmem wakacyjny strajk klimatyczny 13 – letnia Inga.

Zestawiając ich ze sobą mamy też (oczywiście jedną z) odpowiedź na pytanie, dlaczego młodzi ludzie w Polsce politykę mają tam, gdzie mają. To, co w sprawie zmiany klimatycznej mówi Mateusz Morawiecki, i jak uzasadnia swoją dumę ze sprzeciwu Polski wobec planu neutralności klimatycznej UE w 2050 r., jest po prostu strasznie „stare”. Choć to w sumie młody człowiek słucha się go jak 75. latka (z całym szacunkiem dla nich, bo wielu „zdanża”, ogarnia rzeczywistość, o niebo bardziej, niż on).

On próbuje ludziom z głowami w 21. wieku żenić cukierki z lat 90. wieku 20. Opowiada bzdury, że dzięki temu że będziemy nadal nakręcać efekt cieplarniany młodzi Polacy nie będą musieli wyjeżdżać za pracą. Nie wspominając, że nawet jak zostaną, będą musieli za chwilę płacić krocie za wodę, dużo więcej za jedzenie, za usuwanie skutków gwałtownych zmian w pogodzie. A do tego dochodzi najważniejszy koszt, o którym mówi PhilipAlston z ONZ: 3 stopnie plus (a na to wygląda jeszcze w 21. wieku) to koniec praw człowieka, ogromna fala biedy w najgorętszych krajach (na które solidarna z Polska swoimi Bełchatowami właśnie się wypina) i związane z niąmigracje przy których te teraz to pikuś, prawdopodobny koniec demokracji i rządów prawa na Północy, „klimatyczny apartheid” również w Polsce (gdy bogatszych będzie stać na życie w takim świecie, a biedniejszych nie). Powtórzmy: i co, że się wzbogacimy? Że sobie na kontku odłożymy? Skoro dużo więcej wydamy na to, co dziś jest „za darmo”?

Morawiecki mówi więc Indze i innym czującym co się święci młodym ludziom (którym my ten bajzel i Morze Bałtyckie w Płocku zostawimy, to oni się będą z tym bujać, nie my z naszych Powązek): tatulo chodził w tym ubranku i zawsze było dobre, więc nie mówcie, że dla was nie będzie dobre. Tatulo wie, to dorosłe sprawy, a wy już sobie tam idźcie, dzieciaczki, na lody, lody są zimne,znaczy nie ma ocieplenia, widzicie? No.

I jeszcze te debilne komentarze całej tej trollerki hejtującej Ingę, co nawet nie zajrzała na http://www.naukaoklimacie.pl i powtarza te dyrdymały, że przecież bezCO2 z Bełchatowa na ziemi ustanie fotosynteza i że to wszystko Niemce i spisek Makreli und Sorosa.

I żeby była jasność: opozycja w tej sprawie nie jest lepsza. Kwestia klimatyczna nie mieści się w ich menu, bo w nim mieści się jedno: zaklęty krąg refleksji, że jak PiS da 500 to my 650. Tu naprawdę nie trzeba zmiany partii, tu potrzeba zmiany mentalu, zupełnie nowego języka odpowiedzialności za ten świat, który dano każdemu z nas na tych parę dekad.

Jeżeli popkultura zabiera się za pisowskie szambo, to musi ono wybić i spłynąć do swego właściwego nurtu – do rynsztoka.

Xerofas

Film Patryka Vegi „Polityka” jeszcze nie wszedł na ekrany, ba, nawet nie jest jeszcze zmontowany, a już został uznany za kontrowersyjny. Bywa, że jest szkalowany.

Politycy nazywają go oszczerczym i szkodliwym dla Polski. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie usiłował sformułować Zbigniew Zamachowski w rozmowie z Wirtualna Polską:

Lęk o wszystko, co mogłoby naruszyć status quo, jest tak wielki, że krytykuje się coś, czego nawet się nie zobaczyło. (…) Nie mam wątpliwości, że ludzie, którzy tak bardzo nasz film szkalują już na tym etapie, rzeczywiście mają się czego bać” – ocenił aktor, któremu przypadła rola toruńskiego redemptorysty  Tadeusza Rydzyka. Dodał, że dawno nie miał do czynienia ze scenariuszem, który w sposób tak bezkompromisowy odnosi się do rzeczywistości tu i teraz.

Nie ukrywam – mówił – że sytuacja…

View original post 112 słów więcej

 

Festiwal pisizmu

Festiwal pisizmu trwa w najlepsze. Zatrzęsienie głupoty nigdzie nie było w historii tak intensywne. Mistrzowie świat i wszechrekordziści.

Gdy myślisz, że w kontekście posłanki Pawłowicz nic cię już nie zaskoczy, kontrowersyjna fighterka PiS powraca w wielkim stylu. W tle zamach wrogów Polski na Bogu ducha winne dziecko jednego z sędziów.

Scenariusz na nowy film Vegi

Patryk Vega ma już gotowy scenariusz na film o polskich politykach. Szkoda! Dlaczego? Bowiem Pawłowicz mogłaby być jego muzą. Jej nowy tweet jest popisem… no właśnie, piszący te słowa nawet nie wie, do końca czego:

Z „podanego dalej” przez posłankę tweeta dowiadujemy się, że ktoś odkręcił ponoć koło w samochodzie sędziego Dariusza Drajewicza. Samochodem transportowane było dziecko prawnika, więc w świecie Pawłowicz był to zamach właśnie na nie. Co więcej, Krystyna Pawłowicz, niczym genialny detektyw, błyskawicznie znalazła winnych całej sytuacji. Nie jest nowością, że odpowiedzialnością za całe zło tego świata posłanka obarcza opozycję i wolne media. Tak też było tym razem.

Nieodkryta artystka

Czasami zastanawiam się jednak, czy pani poseł przypadkiem wszystkich nas nie nabiera. Analizując bowiem jej wpisy w mediach społecznościowych, można pokusić się nawet o wyodrębnienie charakterystycznych cech „twórczości” ulubienicy Jarosława Kaczyńskiego.

Tak, tak, z tą „twórczością” to nie żart! Tweety Pawłowicz można bowiem zakwalifikować do liryki. Ze swoim awangardowym podejściem do interpunkcji (stawianie np. przecinku po kropce) posłanka mogłaby uchodzić za jednego z najbardziej odważnych twórców gatunku. Czy to inspiracja, a wręcz pociągniecie dalej stylu Józefa Czechowicza, twórcy nostalgicznego i katastroficznego?

Uwagę zwraca podejście do wielkości liter. Tu zapewne nasza domniemana poetka daje upust swoim emocjom, ale może także podkreśla znaczenie szczególnie bliskich jej wyrazów („SZCZUCIA”, „,MACIE KREW”). Niekiedy wielkość liter pokazuje samo znaczenie wyrazu (przymiotnik „maleńkie”). Czasami mamy zaś do czynienia z innowacyjnymi skrótami dot. np. nazw znienawidzonych mediów („gazWyb”).

Niekiedy owe cechy charakterystyczne są ze sobą zestawiane („RĘKACH,ZDRAJCY. ,”). Najprawdopodobniej nie przypadkowo ma to miejsce na samym końcu utworu. Tu bowiem następuje punkt kulminacyjny, swoiste katharsis, co podbija tylko zapewne celowe odrzucenie norm języka polskiego. Majstersztyk!

Pani Krystyno, już czekamy na kontynuację!

„W przypadku zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy w jesiennych wyborach parlamentarnych jednym z zadań rządu w kolejnej kadencji będzie repolonizacja mediów” – zapowiedział wicepremier Jarosław Gowin na spotkaniu w Kartuzach. Przekonywał, że rząd PiS wcale a wcale „nie ma obsesji wobec kapitału zagranicznego w mediach”. – „Super! Będzie nareszcie jak za PRL! Już nikt nie zarzuci PiS, że jesteście tylko namiastką dawnych, dobrych czasów. Mam nadzieje, że bracia Karnowscy zaczną wydawać moją ukochaną Trybunę Ludu, która będzie rzetelnie informować suwerena o sukcesach Partii. Tak trzymać!” – gorzko skomentował jeden z internautów.

„No to już wiadomo, co zrobią po wygranych wyborach… Wszystkie media mają klaskać i chwalić PiS… Wzorce ze wschodu zaczerpnięte…”; – „Repolonizacja dla nich znaczy PISonizacja, media à la TVP i Telewizja Republika Bananowa”; – „Wszędzie będzie pracować Holecka i będzie podobny obiektywizm jak w Wiadomościach TVP…”; – „Ależ nazywajmy to po imieniu – chodzi o zamach na wolność mediów. Media mają być zależne, co zagwarantuje tej władzy trwanie” – komentowali inni internauci.

Swoje komentarze na Twitterze umieścili także dziennikarze. – „Repolonizacja mediów to jedno z przyszłych zadań rządu. Ale jestem pewien, że jako wolnościowiec pan premier poprze polonizację mediów, czyli podporządkowanie ich władzy, bez radości” – napisał  Bartosz Węglarczyk z onet.pl.

„Kilkanaście dni temu napisałem do nowego Press, że jeśli PiS wygra kolejne wybory, to media patrzące władzy na ręce skończą jak te na Węgrzech. I m. in. pod płaszczykiem repolonizacji tak właśnie może się stać” – to wpis Jacka Nizinkiewicza z „Rzeczpospolitej”.

Androny ancymonków

Politycy wypowiedzieli się nt. biznesu Tadeusz Rydzyka w Toruniu.

Nie talent, nie szerokie horyzonty, mądrość, uczciwość, pracowitość czy wartości decydują dziś o odniesieniu sukcesu w polityce, tylko umiejętność knucia.

Intrygowanie jest dziś cechą, która najbardziej popłaca i zamienia się w złoto.
Dlatego dziwią mnie te wszystkie pytania, zadawane coraz bardziej płaczliwym tonem: co z tą polityką? I politykami? Czemu tacy pazerni, bufonowaci, skupieni na sobie i niewidzący dalej niż czubek własnego nosa?

Dlaczego polska polityka jest w takiej złej formie? Dlaczego brakuje liderów, ludzi utalentowanych, z widoczną pasją i charyzmą, pracowitych i skutecznych? Bo ci, którym o coś chodzi, którzy ciężko pracują, są zajęci w terenie i nie mają czasu siedzieć w partyjnych biurach i intrygować. Za to ci, którzy na rzecz wyborców nie pracują wcale albo bardzo mało, za to skutecznie intrygują, wygrywają i biorą wszystko. Najbardziej biorące miejsca na listach, partyjne stanowiska i eksponowane miejsca, władzę i prestiż. No i jak niby potem mają wyglądać rządy tych zwycięzców? Najbieglejszych z biegłych w knuciu?

Ano właśnie tak: moralność i wartości tylko na pokaz. Wyborcy traktowani jako nieistotny element układanki i maszynki do głosowania, a po wyborach traktowani jak zera. Polityka jako zasłona dymna do zdobywania pieniędzy i władzy, która – oprócz bogacenia się – umożliwia też znęcanie się nad ludźmi i ich kontrolowanie. Malutkie, maciupeńkie ega w natarciu, zajęte nieustannym udowadnianiem całemu światu, że są coś warte, właśnie dlatego, że nic warte nie są.

Znam historię posła, dziś podziwianego przez całą liberalną Polskę, skutecznego i pracowitego, który przez lata miał problem z przebiciem się w swojej własnej partii. Dlaczego? Ano dlatego, że liderów jego partii bardziej niż to, że poseł robi kawał dobrej roboty interesowało to, że zyskuje coraz większą popularność i może zagrozić ich pozycji. Posła na wszelkie sposoby usiłowano więc „spacyfikować” – a to nie zapraszając go do zarządu partii, a to ograniczając jego obecność w mediach, a to rzucając mu dziesiątki małych, ale dolegliwych kłód pod nogi.

„Nikt cię tak nie zniszczy jak koledzy z własnej partii” – to credo wszystkich polityków, ze wszystkich opcji, złota uniwersalna zasada, której teoretyczną skuteczność z wypiekami na twarzy ogląda się w serialach typu „Gra o tron” czy „House of cards”, ale której działanie praktyczne jeży włos na głowie na naszym własnym podwórku i w odniesieniu do nas samych.

Odróżnianie ziarna od plew zawsze było jedną z najważniejszych ludzkich umiejętności, w zasadzie decydującą o jakości życia – tak prywatnego, jak publicznego. Społeczeństwo, które nabiera się na pozory, nie wnikając w istotę sprawy, rzeczywiste kompetencje i działania swoich przedstawicieli, ich intencje, jest skazane na porażkę i rządy chciwych, podłych głupców. Dlatego zanim kolejny raz zaczniemy narzekać na chciwych, głupich, płytkich polityków, zastanówmy się, kto na nich oddał głos.

„Kłamstwa mogą być bardzo użyteczne w kampanii wyborczej, ale mają swoje długie, długie konsekwencje”.

Wyznaczeni przez Jarosława Kaczyńskiego szefowie sejmowych komisji padają na retorycznym polu bitwy jak kawki. Ich pogromcą jest Donald Tusk. Wcześniej Małgorzata Wassermann oddelegowana została do zbadania afery Amber Gold, dostała do pomocy klowna Marka Suskiego. Może żałować, iż się zgodziła, bo jej kariera została zwichnięta, a miała duże ambicje.

Więcej >>>