Pisowski Ciemnogród: Kaczyński, Rydzyk, Duda

Kampania wyborcza się zaczęła. Sztab Andrzej Dudy kupuje konta trollów, pochodzą z najdziwniejszych miejsc świata, tak działa ten proceder oszustwa.

W sądownictwie mamy dwie rzeczywistości, wybitnych prawników w Sadzie Najwyższym, a naprzeciwko nich niedokształconych ancymonków Zbigniewa Ziobry, który nawet nie potrafił zaliczyć pozytywnie aplikacji w zawodzie prawniczym.

Wywiad Kaczyńskiego dla niemieckiego „Bilda” ciągle jest komentowany, a to dlatego, że Polska pisowska to ewenement kabaret skrzyżowany z Ciemnogrodem i polityką najniższych lotów.

To jest Polska upadła, która musi zmierzać  gdyby nadal trwała – do utraty niepodległości. Opamiętania w PiS-ie nie będzie, zabrnęli w swym oślim uporze zbyt daleko.

Brednie umysłowo odbywają się pod patronatem Tadeusza Rydzyka, papieża Ciemnogrodu. Widzę ten gościu i jego sympatycy posiadają z okresu Kamienia Łupanego.

6000 followersów w ciągu zaledwie ośmiu dni przybyło Andrzejowi Dudzie na Twitterze w styczniu. W większości to anonimowe konta, niedawno założone. Wiele z nich obserwuje również Donalda Trumpa, niektóre także innych polityków amerykańskich. Wśród nowych followersów prezydenta są konta z Bangladeszu, Turcji i Pakistanu.

Więcej o tym przekręcie tutaj >>>

Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział w wywiadzie dla sobotniego wydania „Bilda”, że Polska nie pogodzi się z brakiem odszkodowań za straty wojenne, a polskie roszczenia, także wobec Rosji, nie ulegają przedawnieniu. Kaczyński zastrzegł, że nie może komentować pogłosek o wysokości reparacji sięgających kwoty 850 mld euro.

Więcej Kaczyńskiego tutaj >>>

Wywiad z prof. Marcinem Matczakiem tutaj >>>

Są „totalnymi ateistami”, walczą z Bogiem, negują chrześcijańskie wartości, należą do „klubu Antychrysta”, chcą zniszczyć Polskę. Taki obraz ekologów wyłania się z konferencji „Oblicza ekologii”, zorganizowanej w szkole o. Rydzyka. Michał Woś, przyszły minister środowiska powiedział, że na taką ekologię „nie może być zgody polskiego rządu”.

Więcej „nauki” Rydzyka tutaj >>>

Bosak – ekonomista

W mijającym tygodniu mieliśmy okazję dowiedzieć się trochę więcej o prawdziwym Polaku, czyli kandydacie na prezydenta z ramienia Konfederacji – Krzysztofie Bosaku. Jak sam zainteresowany twierdzi – byłby znakomitym prezydentem, gdyż zamiast pójść na bal maturalny uczył się ekonomii, a w czasie studiów architektonicznych nadal startował w olimpiadach z tejże dziedziny. Nasz niespełniony ekonomista przedstawiał wiele planów inwestycji rozwojowych za rządów Donalda Tuska, ale niestety nie zostały wzięte pod uwagę.

Więcej satyry Michała Ruszczyka tutaj >>>

Musi być jakaś nazwa stanu umysłu człowieka, który nie może niczego naprawić ani ulepszyć, a swoje projekty potrafi budować tylko na gruzach dotychczasowego ładu.

Pytałem już o to w felietonie opublikowanym tutaj ponad trzy lata temu i powtarzam teraz pytanie, bo do dziś nie znalazłem odpowiedzi. Czego właściwie chce Kaczyński? Nie wystarczy powiedzieć, że władzy, nieograniczonej wszechmocy, prawa sterowania losami państwa i ludzi. Dalece niepełna jest także opinia, że prezes od dziecka marzy, by sprawdzić, co ta Polska ma w środku, i usiłuje się zabezpieczyć, by podczas zabawy Polską nikt nie był w stanie dać mu po łapach. A już na pewno nieprawdziwa jest teza, że Kaczyński buduje kraj swoich marzeń, który kiedyś wręczy Polakom na odchodnym jako dzieło swego życia. Bo jeśli tak, to dlaczego robi tak wiele, by do celu nie dotrzeć? Czemu sam sobie przeszkadza i sam sobie utrudnia realizację wielkiego planu?

(…)

Słyszałem tezę, że Jarosław Kaczyński to w gruncie rzeczy przyzwoity człowiek, otoczony jednak nieprzyzwoitym towarzystwem. Powiadają, że to bardziej marzyciel niż realista, ideowiec – tyle że ciut naiwny. Jednak prezes sam przeczy tej opinii, bo już od dawna nie ukrywa swego cynizmu i kipiącej nienawiści do myślących inaczej. Nie wierzę, że jego potknięcia wynikają z prostolinijnej przyzwoitości, która bywa źródłem słabości i zawahania.  Już prędzej uwierzyłbym, że to jednak partacz, taki współczesny Nikodem Dyzma, z odrobiną bezczelnej charyzmy i górą szczęścia, który przypadkiem utrafił w polską tęsknotę za czymś nowym, lepszym, atrakcyjniejszym, nawet jeśli ryzykownym. Ale kim naprawdę jest ten dziwny człowiek – nie mam pojęcia. Chociaż… Chodzi mi po głowie pewna teoria, którą się jednak nie podzielę, ponieważ nie mam wystarczających kompetencji by dowieść jej prawdziwości. Ale doświadczony specjalista potrafiłby pewnie opisać człowieka, który świadomie zmierza do masowej i własnej przy okazji destrukcji, który żyje chaosem i nie potrafi normalnie funkcjonować bez wszczynania zamętu.  Jakiś dobry fachowiec znalazłby może przyczynę przedziwnego dualizmu szaleńczo odważnego faceta, który nie waha się pędzić głową naprzód nie zważając na przeszkody, a równocześnie trzęsie się ze strachu, otacza się ochroniarzami, a miejsca, gdzie czasem przebywa, każe odgradzać kordonem policji i barierkami. Musi być jakaś nazwa stanu umysłu człowieka, który nie może niczego naprawić ani ulepszyć, a swoje projekty potrafi budować tylko na gruzach dotychczasowego ładu.

Esej Andrzeja Karmińskiego o Kaczyńskim tutaj >>>

Duda, Ziobro i inne ancymonki Kaczyńskiego doprowadziły kraj do stanu jak przed 39 rokiem

Polska nie tylko została zdegradowana w Unii Europejskiej, ale stała się śmiesznym groteskowym państwem z armią, która zostałaby w pył rozniesionna, gdyby Putin rozpoczął agresję.

A Putin tylko czeka na okazję, gdy zostaniemy wypchnięci z Unii Europejskiej. PiS to najwierniejszy sojusznik Rosji, lepszy w dziele zdrady niż Targowica, która miała identyczny idiom ideowy: konserwatywny populizm w sojuszu z klerem.

„W 2018 MON dokonał renowacji ponad 15 tysięcy stalowych hełmów (wz. 67/75). Naprawiono „zabytkowe” hełmy stalowe z PRL, bo w opinii MON są tańsze w przechowaniu od nowoczesnych kompozytowych” – napisał na Twitterze senator KO Krzysztof Brejza. Dołączył odpowiedź z resortu obrony na jego wystąpienie.

Z pisma z MON wynika, że renowacji poddano 15 380 hełmów stalowych. – „Średni koszt naprawy jednego egzemplarza wynosi 70 zł” – czytamy w piśmie resortu. Jak łatwo policzyć kosztowało to 1 076 600 zł!

„Proce też są tańsze w przechowywaniu od karabinów, więc wkrótce…”; – „Czyli dowcipy o braku zgody konserwatora zabytków na udział Polski w działaniach wojennych były bardzo realne”; – „Pogrzeb żołnierza z hełmem z kewlaru i stalowym kosztuje tyle samo. Tylko jeśli ma hełm z kevlaru ma większe szanse, że nie będzie konieczny”; – „Chciałem napisać „kapitalne”, ale tak naprawdę chce mi się płakać…” – komentowali internauci.

„Żołnierze czują się bezpieczni, pan mąci i mąci. Zapewne będzie przeciwny modernizacji T-72. Ja, osobiście, na podstawie serialu „Czterej pancerni i pies” stawiam na t-34. Tyle ich stoi bezczynnie na pomnikach w całej Polsce. PS. Czeba postawić na ogólnopolską hodowlę Szarików” – kpił jeden z internautów.

W odpowiedzi senator Brejza w kolejnym wpisie przypomniał o przestarzałych czołgach T-72, które przywrócono do służby. „Prawie 2 mld zł na „pudrowanie gó**a”, czyli PiS modernizuje stare czołgi”.

– Na naszych oczach trochę rozsypuje się ta PiS-owska narracja, że Polska jest ważna. Bo do Polski nie zadzwonił nikt z USA w sprawie Iraku, przynajmniej nic o tym nie wiemy. Andrzej Duda nie został zaproszony do zabrania głosu w Jerozolimie, w związku z czym nie pojedzie na spotkanie przywódców (…). Więc widać jak na dłoni brak siły Polski.

Więcej >>>

Jak ocenia pan działania polskich władz.? Opozycja apeluje o zwołanie RBN, prezydent na razie spotyka się tylko z przedstawicielami rządu.

Prezydent spotyka się dość często z ministrami i przedstawicielami rządu swojej własnej partii, w związku z tym to spotkanie nie wniosło nic nowego. Dodatkowo spowodowało takie samozadowolenie czy wręcz uśpienie, które jest chyba zbyt pochopne. Zwołanie RBN to minimum, które należało zrobić, a i też nie rozwiązałoby wszelkich problemów, ale dałoby chociaż podstawę do twierdzenia, że w tej materii mówimy jednym głosem. Przypomnę, że to kwestia dotycząca bezpieczeństwa całego narodu, a nie tylko wyborców jednej partii. Takie zachowanie jest lekceważące dla sytuacji, w której się znajdujemy.

Więcej >>>

Zbigniew Ziobro i Bogdan Święczkowski byli gośćmi „Rozmów niedokończonych” w Telewizji Trwam. Rozmowa obracała się wokół reformy wymiaru sprawiedliwości. W trakcie dyskusji do studia zadzwonił o. Tadeusz Rydzyk, który zaczął dziękować prokuratorom. Wspomniał też o „haniebnych” groźbach pod adresem Ziobry.

Więcej o Ziobrze u Rydzyka >>>

W pełnych togach i z podpisanymi przez kolegów i koleżanki listami protestacyjnymi w ręku przyjadą do Polski sędziowie z kilkunastu krajów Unii Europejskiej. Wezmą udział w sobotnim Marszu Tysiąca Tóg w Warszawie w obronie niezawisłości sądownictwa w naszym kraju.

Irlandzka gazeta „The Irish Times” pisze dziś, że na czele delegacji z Irlandii stanie sędzia irlandzkiego Sądu Najwyższego John MacMenamin. Sędzia MacMenamin przywiezie z sobą list z poparciem dla niezależności polskich sędziów podpisany przez prezesa irlandzkiego Sądu Najwyższego oraz przez szefostwo Stowarzyszenia Sędziów w Irlandii.

MacMenamin przejdzie w Marszu Tysiąca Tóg ubrany w togę irlandzkiego sędziego. W togach będzie też kilkudziesięciu sędziów z Niemiec, Belgii, Rumunii, Bułgarii, Węgier, Grecji, Francji, Danii, Holandii, Norwegii, Szwecji, Litwy, Łotwy, Estonii i Portugalii.

Każdy, nawet najbardziej wyrachowany i żądny władzy człowiek, ma jednak zwykle miejsce, w którym się zatrzymuje. Często jest nim krzywda wielu niewinnych ludzi, bezpieczeństwo narodowe, interes Polski. PiS tej granicy nie ma.

Bezradność i infantylizm polskich władz w podejściu do konfliktu irańsko-amerykańskiego poraża. Pytanie jednego z dziennikarzy, co musi się wydarzyć, żeby prezydent zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego, wydaje się bardzo zasadne. Najgorsze jest to, że prawdopodobnie nie ma takiej rzeczy, ponieważ wszystko, ale to dosłownie wszystko, łącznie z największymi i najbardziej przerażającymi tragediami, są przez prezydenta, premiera i rząd wykorzystywane wyłącznie do rozgrywek na wewnętrznej, polskiej scenie politycznej.

(…)

Zagraniczna prasa pisze, że świat stanął w obliczu kryzysu, a my mamy władze zajęte walką o przetrwanie we własnych partyjnym bagienku, skrajnie niekompetentne i zachowujące się w sposób narażający nasze bezpieczeństwo i międzynarodową pozycję Polski. Prezydent, premier i PiS dążą do samounicestwienia, niestety wiele wskazuje na to, że zanim do tego dojdzie, pociągną nas za sobą.

Więcej Elizy Michalik tutaj >>>

Olga Tokarczuk, rodacy za demokracją. Małgosia, czy Jacek?

Cały wykład noblowski Olgi Tokarczuk tutaj >>>

Społeczeństwo zachowało się nieźle, jak na tak trudną sytuację, uwierzyło w siłę demokratycznych wyborów; pokazało, że nie poddało się antyopozycyjnej, jednostronnej  propagandzie i ma swoją wizję poszczególnych partii. Polakom po październikowych wyborach przygląda się psycholożka prof. Krystyna Skarżyńska

Jak wprost powiedział Jarosław Kaczyński, jeszcze nie wszyscy Polacy zagłosowali na Prawo i Sprawiedliwość, ale „mimo wszystko jest się z czego cieszyć”. Ta wypowiedź wiele mówi o tej partii i jej oczekiwaniach. Chcą mieć pełnię władzy, myślą, że na większe poparcie zasłużyli, a tu społeczeństwo okazało się nie całkiem wdzięczne.

Jest też zawód po stronie obywateli, wspierających zarówno Koalicję Obywatelską, jak i Lewicę, którzy myśleli, że opozycja zdobędzie zdecydowanie więcej głosów.

W przeprowadzanych rozmowach (w kilku badaniach focusowych) wśród różnych grup respondentów, a także w wypowiedziach medialnych osób z różnych stron politycznej sceny, zauważam nastrój zawiedzenia oczekiwań po wyborach parlamentarnych 2019.

Tymczasem cała opozycja zdobyła więcej głosów niż Zjednoczona Prawica, choć nie przełożyło się to na większość mandatów. O tym za mało się mówi.

Społeczeństwo zachowało się nieźle, jak na tak trudną sytuację, uwierzyło w siłę demokratycznych wyborów;  pokazało, że nie poddało się antyopozycyjnej, jednostronnej  propagandzie i ma swoją wizję poszczególnych partii.

Koalicja Obywatelska musi się jasno określić

Zauważono też liczne przemieszczenia między elektoratami, wiele osób odeszło z KO i to w różne strony: na lewo, ale i w kierunku PSL z Kukizem, zdecydowanie mniej do PiS.

Przepływy te są – moim zdaniem – dowodem na to, że ludzie już nie bardzo chcą głosować na partię, która oferuje mało wyrazistą ofertę dla wszystkich (nawet jak jest anty-PiS-em), tylko głosują na taką, która wydaje się bliższa ich światopoglądowi.

Jeżeli tak jest, to KO ma przed sobą poważną pracę, której efektem powinna być jasna, klarownie i atrakcyjnie opowiedziana koncepcja tego, czym jest dla niej  demokratyczne centrum, jakie państwo i społeczeństwo chce rozwijać, ile ma być w tym państwie liberalizmu, ile  (i jakiej) solidarności. Bez tego prawdopodobnie rozpadnie się na jakieś dwie mniejsze partie.

PiS „pasuje” wielu ludziom

Co do wyborców PiS (czy Zjednoczonej Prawicy) to nie jest tak, że większość z nich wybiera tę partię jedynie ze względu  na transfery materialne. Z danych, jakie zbieramy od lat, wynika, że polskie społeczeństwo jest w dużej mierze konserwatywne, więc deklarowane przez rządzącą prawicę wartości „pasują” wielu ludziom (zwłaszcza starszym, gorzej wykształconym, ale i młodym mężczyznom).

Dwa mechanizmy głosowania zadziałały w tę samą stronę: i portfel (transfery finansowe), i różaniec (podobne wizje roli Kościoła, tradycyjno-narodowe wartości).

Oba te mechanizmy (czy motywy poparcia wyborczego) współpracują ze sobą.

Wiadomo, że jeżeli oddaliśmy na kogoś swój głos (np. bo wzmocnił naszą pozycję finansową, zauważył nasze potrzeby), to mamy tendencję przypisywać mu /jej pewne ważne podobieństwo (np. w sferze wartości), żeby dodatkowo wzmocnić, uzasadnić (czy „uszlachetnić”) swój wybór.

Mniej ważne są wtedy obserwowane zachowania konserwatywnego (z deklaracji) polityka, odbiegające od jego deklaracji ideowych (oszukuje na podatkach, bije żonę, rozwodzi się trzeci raz) niż chęć dostrzegania wspólnych wartości.

Wyniki, nad którymi trzeba się zastanowić

Dla badaczy społeczeństwa jest wiele wyzwań, związanych z próbami jego lokalizacji na wymiarach sekularyzacji i wartości europejskich. Jest wiele niespójnych danych.

Na przykład, prof. Mirosława Marody w książce „Społeczeństwo na zakręcie” (2019), bazując na badaniach EVS (European Voluntary Service – Wolonatriatu Europejskiego) sprzed paru lat dowodzi „postępującego procesu sekularyzacji”: od roku 1990 do 2017 stopniowo spada procent respondentów deklarujących ważność Boga i religii w ich życiu oraz częstość udziału w mszy.

Ale inne dane dowodzą, że między rokiem 1998 a 2017 nastąpił wyraźny

wzrost „katolickiego fundamentalizmu”

(określenie Bogdana Wojciszke  i jego współpracowników, „Psychologia Społeczna” 2017, nr 2), np.:

• w roku 2016 z opinią „wartości chrześcijańskie w Polsce powinny być szczególnie chronione” zgadzało się 68,5 proc., podczas gdy w 1998 – 46,5 proc.;

• „Życie poczęte powinno podlegać bezwzględnej ochronie prawnej”: 51,9 proc. w roku 2016, 45,3 proc. –  w 1998;

• „Polska powinna być krajem bardziej katolickim”: 36,3 proc. w roku 2016, 25,8 proc. – w 1998.

Jeszcze wyraźniejszy jest

wzrost ksenofobii

Oto przykłady:

• „Polska powinna być przede wszystkim dla Polaków” – 72,6 proc. wobec 56,7 proc.- w roku 1998;

• „Polska powinna bronić się przed zalewem wzorców obcych naszej kulturze narodowej”  – 77,5 proc. wobec . 60,6 proc. w roku 1998;

• „Polska powinna wprowadzić ograniczenia dla obcokrajowców przybywających z Zachodu: 56,6 proc. wobec 34,9 proc. w roku 1998.

Moje dane z lat 2014-2018 są podobne. Ale gdy do pytań światopoglądowych dodano w roku 2016 pytanie o prawo do procedury in vitro – ponad 90 proc. ogólnopolskiej próby odpowiedziało „zdecydowanie tak” i „raczej tak”.

Jesteśmy znacząco bardziej narodowo-katoliccy i ksenofobiczni  (w tym sensie – bardziej konserwatywni) niż byliśmy 20 lat temu i niż byliśmy w roku 2014. Ale „wybiórczo”.

Co to znaczy? Co wybieramy z naszej tradycji, a co odrzucamy? Co jest wynikiem autentycznej, głębokiej zmiany świadomości, co konformizmem czy efektem retoryki rządzących?  To są wyniki, nad którymi trzeba się zastanowić.

Co się wylęgnie z lewicy

Część społeczeństwa myśląca prospektywnie, czyli bardziej lewicowo-liberalnie, odeszła od Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej w kierunku Lewicy.

Platforma Obywatelska w jakimś sensie zmroziła sporo swojego elektoratu różnymi działaniami, raz w prawo  – na przykład wystawiając w wyborach dawnych członków PiS-u lub PZPR, a innym razem w lewo – przyjmują pewne prospektywne postulaty Lewicy.

Lewica też nie jest jednorodna i ciekawe, co się z tego dalej wylęgnie. I tu też potrzeba poważniejszej refleksji nad mechanizmami i związaną z nimi stabilnością prospektywnych preferencji.

Dziś nie wiem,

ile w tym poparciu dla Lewicy jest przejawem głębszej refleksji, znajomości programów lewicowych partii i zgodności własnych wartości z tymi programami, a ile osób wybrało te partie, bo miało dużą niechęć do innych partii

czy „obraziło się” na tę, którą przedtem popierało.

Zjawisko negatywnego elektoratu

Zjawisko „negatywnego elektoratu” staje się coraz bardziej wyraźne w rożnych spolaryzowanych społeczeństwach; w analizach psychologiczno-społecznych poświęca się mu coraz więcej uwagi (por. Alan I. Abramowitz, Steven W. Webster, Negative Partisanship: Why Americans Dislike Parties But Behave Like Rabid Partisans, “Advances in Political Psychology”, vol. 39, 2018).

Demokracja PiS-u i opozycji

Nasze społeczeństwo jest zróżnicowane, jeśli chodzi o stosunek do demokracji. Można przywołać rysunki i komentarze Krzysztofa Pacewicza („Wyborcza”) do odpowiedzi, jakich udzielają Polacy pytani o stosunek do demokracji.

Rzeczywiście, większość – również zwolennicy PiS-u – jest za demokracją, zresztą liderzy PiS powtarzają, że jest to partia najbardziej demokratyczna. Ale ta demokracja znaczy zupełnie co innego w zależności od tego, którą stronę politycznego sporu pytamy.

Dla zwolenników PiS-u demokracja jest oparta głównie na tym, że są wolne wybory i w ogóle jest dużo wolności (w rozumieniu: robimy, co chcemy).

Większość nas wybrała, nie mamy żadnych ograniczeń, państwo jest suwerenne, to jest demokracja. Natomiast nieobecne w tym myśleniu są prawa i wolności człowieka, rola opozycji, wielopartyjność.

Tym zaś, co łączy elektoraty opozycyjne, jest określona wizja społeczeństwa i państwa, zawierająca szacunek dla indywidualnych praw i wartości jednostek oraz różnych stylów życia, ale i poczucie związku z szerszą wspólnotą

(por. Krystyna Skarżyńska, Freedom, freedom… but what freedom? Intrinsic and extrinsi sense of freedom as predictors of preferences for political community and attitudes towards democracy, Social Psychological Bulletin, v. 14, 2019).

Zadajemy sobie pytanie, dlaczego ewidentne dla demokratów naruszenia zasad demokracji przez rządzącą partię nie spowodowały przesunięcia elektoratów, tylko nawet ją wzmocniły.

Autorytaryzm odrzucany

Z moich badań wynika, że kiedy się pyta Polaków wprost nie o demokrację, ale o przejawy autorytaryzmu władzy, nie używając jednak słowa „autorytaryzm”, to respondenci w większości zdecydowanie lub raczej uważają je za niedopuszczalne: czyli deklarują, że nie godzą się na używanie siły wobec opozycji, naruszanie trójpodziału władzy i niechlujne, prowadzone bez konsultacji społecznych, ustawodawstwo, niszczenie opozycji i niesprawiedliwe traktowanie jej w sądach.

Kiedy się pyta o poziom akceptacji dla tych poczynań władzy – ostatnie takie badania przeprowadzałam w końcu 2018 roku – to okazuje się, że raczej popiera je około 18 proc. respondentów, oczywiście więcej w elektoratach partii prawicowych niż w elektoratach partii lewicowych i liberalnych.

Wymiary prawicowości a autorytaryzm

Najważniejsze jest głębsze zrozumienie społeczeństwa, bo na nim można budować oczekiwania  i plan co robić dalej.

Właściwie dzisiaj jesteśmy w systemie autorytarnym. Wybory są fasadą.

Ostatnie wybory nie były zupełnie uczciwe w tym sensie, że przewaga jednej ze stron, jeśli chodzi o propagandę i użyte środki, była zastraszająca.

Wiadomo, co się dzieje z sądami, z Trybunałem Konstytucyjnym, jakie są zapowiedzi co do mediów i samorządów. Niewielka przewaga opozycji w Senacie jest jednak wskazówką, że gdy dobrze obmyśli się dobór kandydatów, dotrzyma się ustaleń międzypartyjnych w ramach opozycji, wybory – nawet przy tak nierównych siłach państwowego wsparcia dla rządzących i opozycji, jak to było w październiku  – może wygrać opozycja.

Ale starania Zjednoczonej Prawicy [PiS plus Gowin + Ziobro], by demokratyczny werdykt wyborczy zmienić, kusząc opozycyjnych senatorów stanowiskami, demaskują kolejny raz niedemokratyczny charakter rządzących dziś Polską.

Paradoksem jest wysokie poparcie wyborcze sił autorytarnych – przy jednocześnie stwierdzanym stosunkowo niewielkim procencie Polaków dopuszczających autorytarne rządzenie.

W kilku moich badaniach stwierdziłam, że

poziom deklarowanej akceptacji różnych przejawów autorytarnego rządzenia jest wyraźnie związany z prawicowością oraz z akceptacją agresji w życiu politycznym.

W badaniach używałam różnych miar prawicowości – lewicowości respondentów. Pytałam o autoidentyfikację na skali lewica-prawica, o siłę postaw prawicowo-autorytarnych (tzw. right-wing authoritarianism), na które składają się: uległość wobec uznanego autorytetu, autorytarna agresja wobec inaczej myślących oraz konwencjonalizm, czyli podporządkowanie się tradycyjnym normom i wartościom.

Trzecią miarą lewicowości-prawicowości był stosunek do konserwatyzmu światopoglądowego (do twierdzeń takich, jak: więcej Kościoła w państwie, kobieta bez wolności wyboru, Polska tylko dla Polaków).

W roku 2016 i kolejnym wszystkie trzy miary poziomu prawicowości dodatnio istotnie korelowały z uproszczonym rozumieniem demokracji (jako rządów wybranej większości) oraz z większą akceptacją dla agresji w polityce.

Te trzy zmienne: prawicowość, proste rozumienie demokracji i akceptacja agresji w polityce – pozwalały przewidzieć wyższy poziom poparcia autorytaryzmu władzy (w tzw. analizach ścieżkowych).

Można więc zasadnie powiedzieć, że konserwatywny, narodowo-katolicki fundamentalizm (wyraźnie obecny w polskim społeczeństwie) jest istotnym czynnikiem, sprzyjającym poparciu dla autorytarnej władzy.

Zrozumienie powodów, dla których w ostatnich 20 latach wzrosła liczba osób przyjmujących taki światopogląd i jednocześnie akceptujących agresję w polityce, pozwoli sformułować takie projekty społeczne, które nie pozwolą na to, by anty-demokratyczne partie zdobywały w Polsce realną władzę.

Psychologowie od lat wskazują, że ważnym czynnikiem wzmacniającym konserwatyzm jest poczucie zagrożenia. A co jeszcze?

Przewietrzony parlament, to dobrze dla demokracji

Wybory parlamentarne pokazały że społeczeństwo potrafi się mobilizować i więcej głosowało „za demokracją” niż „za autorytaryzmem”.

Aktywistki i aktywiści społeczni dostrzegli, że trzeba współdziałać z partiami, chociaż niektóre przeżywają kryzys. Przed nami są zmiany myślenia o polityce. Wydaje się, że nie musi być ona przeciwstawiana społecznym ruchom obywatelskim.

Co jest jeszcze optymistyczne? Jednak to, że przyszła do Sejmu młoda lewica, że zmienia się auto-wizerunek i zewnętrzny odbiór PSL,  jest czymś dobrym dla demokracji.

Po prostu, dzięki tym zmianom, różne segmenty społeczeństwa zyskały swoją wyraźniejszą reprezentację w parlamencie. Teraz będą sprawdzać, czy warto się wiązać z tymi partiami na dłużej. Tym sposobem staną się bardziej aktywnymi obywatelami i docenią (mam nadzieję) rolę mniejszości w demokracji parlamentarnej.

To mówicie, że jak to było z tą Targowicą? Kto jest zdrajcą ojczyzny?

Za nami debata prawyborcza kandydatów PO na urząd prezydenta. W szranki stanęli wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska i prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

Kidawa-Błońska mówiła, że kandyduje, bo nie zgadza się na „kolejnych Banasiów czy Misiewiczów”. – „Państwo musi się przed tym bronić. A prezydent jako strażnik Konstytucji ma tu dużo do zrobienia. Kandyduję, dlatego, że chcę, aby prezydent łączył Polaków, a nie dzielił. Kandyduję, bo wierzę, że łączy nas więcej niż antyPiS” – stwierdziła.

Jacek Jaśkowiak powiedział, że atmosfera na sali jest „jak na meczu Lecha z Legią”. Powoływał się na swoje doświadczenia jak prezydenta Poznania. – „Obiecuję, że zawsze będę stał po stronie poniżanych i słabszych. Kierujmy się tym, co jest ważne dla Polski – te wybory będą kluczowe, niech wygra ten, kto ma większe szanse wygrać z Andrzej Dudą” – mówił Jaśkowiak. Zaprezentował swoje hasło: „Prawdziwy prezydent, silna Polska”.

Kandydaci mówili, jak zamierzają rozliczyć rządy PiS i Andrzeja Dudę. – „Każda osoba, która łamie prawo, narusza Konstytucję, powinna być osądzona. Nie może być tak, że politycy są dziś bezkarni, bezkarnie niszczą Polskę. Musimy pokazać do jakiej sytuacji doszło, jaka to jest demoralizacja” – uważa Kidawa-Błońska.

„Nie mam żadnych wątpliwości, że należy postawić przed Trybunałem Stanu prezydenta Andrzeja Dudę za łamanie Konstytucji. Należy również postawić do odpowiedzialności karnej tych wszystkich, którzy łamali Konstytucję, prawo i nawet w elektoracie PiS-u, powiedziałbym więcej, nawet wśród rządzących nie ma już w tej chwili wątpliwości, że należy postawić akt oskarżenia Marianowi Banasiowi” – powiedział Jaśkowiak.

Kandydat na prezydenta zostanie wyłoniony 14 grudnia podczas konwencji PO.

Ofensywa „dobrej zmiany” załamała się. Teraz władza ma do wyboru dwie możliwości: albo ustąpić, albo pójść w zaparte, narażając się na odpowiedzialność karną w przyszłości.

Wyrok Sądu Najwyższego, delegalizujący Izbę Dyscyplinarną SN oraz Krajową Radę Sądownictwa, to Stalingrad Zbigniewa Ziobry. „Dobra zmiana” próbuje jeszcze robić dobrą minę do złej gry, głośno krzyczy „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało!” – ale sama wie, że jest w tym zaklinaniu rzeczywistości całkiem nieprzekonująca.

Bo oczywiście stało się – i to nie tylko w sferze symbolicznej. Reżim całkiem praktycznie stracił możliwość legalnego represjonowania niezawisłych sędziów. Owszem, może ich nadal szykanować i niszczyć, ale w tym celu musi zrzucić maskę i zademonstrować światu swą prawdziwą twarz. Musi przyznać: tak, jesteśmy gangsterami i pełniąc funkcje państwowe, stosujemy gangsterskie metody.

Wyrok SN zwolnił sędziów z obowiązku stawiania się przed Izbą Dyscyplinarną SN, która została uznana za organ nielegalny. I nie ulega wątpliwości, że oskarżani sędziowie wykażą dość determinacji i konsekwencji, by z tego zwolnienia skorzystać – akurat ci, którym władza wytacza postępowania dyscyplinarne należą do elity najodważniejszych i najbardziej świadomych swej niezawisłości. Nie będą się wahać ani ustępować pod presją. Izba Dyscyplinarna będzie się więc zbierać i obradować pod nieobecność podsądnych, może nawet będzie wydawać jakieś „wyroki” – ale nikogo nie będzie to obchodzić. Poza władzą.

Reżim poprzez swych mianowanych namiestników będzie chciał nadać moc tym rzekomym „wyrokom”. Niepokornych sędziów spotkają więc represje takie, jak np. sędziego Pawła Juszczyszyna z Olsztyna, którego minister odwołał z sądu okręgowego, a „dobrozmianowy” szef sądu rejonowego zawiesił w orzekaniu. Tyle tylko, że próbując w ten sposób sterroryzować środowisko, władza odrzuci ostatnie już pozory praworządności i w pełni ujawni przestępczy charakter.

Jak na to zareaguje środowisko sędziowskie i cała opinia publiczna? Próbkę już mieliśmy: w całym kraju odbyły się protesty, a sędziowie z Olsztyna starali się zorganizować zebranie, by zażądać dymisji szefa sądu rejonowego Macieja Nawackiego. Ten zaś zakazał im tego, co już było ostatnim gwoździem do trumny i dopełniło jego wizerunku.

Po wyroku Sądu Najwyższego władza stoi więc przed wyborem: albo ustąpić, ale w praktyce będzie to polityczna kapitulacja, zwiastująca rychły koniec rządów ferajny Kaczyńskiego, albo pójść w zaparte i sięgnąć po represje jak w Olsztynie. Prawdopodobieństwo, że wybierze to drugie, wydaje się znacznie większe.

Na krótką metę będzie to bardziej bolesne dla środowiska sędziowskiego i całego społeczeństwa obywatelskiego, ale w dalszej perspektywie pożałują tego sami „dobrozmianowcy”. Gdyby podporządkowali się wyrokowi SN, staliby tylko w obliczu groźby utraty władzy. Wypowiadając posłuszeństwo prawu, narażają się na znacznie poważniejsze konsekwencje – od wydalenia z zawodu po karę więzienia.

Sugerowałbym Zbigniewowi Ziobrze, żeby starannie sobie przekalkulował, czy mu się to opłaca.

TVP nie pokazała wykładu noblowskiego Olgi Tokarczuk. W czasie, gdy najmłodsza polska noblistka przemawiała w Sztokholmie, na antenie TVP Info pokazano m.in. materiał „Miliony z warszawskiego ratusza dla organizacji promujących dewiacje seksualne, narkotyki i prostytucje”. Odczytu nie pokazano też w kolejnych godzinach i nie informowano o nim na portalu tvp.info.

Przydupas Kaczyńskiego i Republika Bananasiowa

Nagroda główna w kategorii mem na Helloween 2019

Aktualny szef ABW zasiadał w radzie nadzorczej spółki, której prezesem jest Arkadiusz B., były dyrektor w resorcie finansów i aresztowany współpracownik Mariana Banasia.  To ten sam, który został ujawniony, który to miał kierować zorganizowaną grupą przestępczą mającą wyłudzać podatek VAT.  Jak informuje “Rzeczpospolita”, od stycznia tego roku siedzi w areszcie. 

Ani Szydło, ani Morawiecki pod którego skrzydłami w ministerstwie finansów działała mafia, nic nie wiedzieli pomimo, że śledztwo prowadziła ABW, którą nadzorowali.

Śledztwo zostało wszczęte 11 grudnia 2017 roku. Zarzucane podejrzanym przestępstwa dotyczą okresu od listopada 2015 r. do sierpnia 2018 r. – informuje „Rz” Prokuratura Krajowa. W sumie zarzuty usłyszało już 15 osób, w tym wspomniany Arkadiusz B.

Tu nie potrzeba żadnych zdolności detektywistycznych, aby zauważyć powiązania. Marian Banaś był wiceministrem potem ministrem Finansów i szefem krajowej administracji skarbowej. Był badany przez służby z którymi miał powiązania biznesowe. Powiązania te dotyczą nie jakiegoś zwykłego funkcjonariusza tylko aktualnego szefa ABW.

Marian Banaś – dlaczego “Pancerny Banaś”

W 1979 ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1980 ukończył studia podyplomowe z zakresu religioznawstwa na UJ. Studiował też filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej. Odbył pozaetatową aplikację sądową zakończoną w 1996 egzaminem sędziowskim oraz aplikację Najwyższej Izby Kontroli. Ukończył również podyplomowe studia z zakresu audytu wewnętrznego (2009–2010).

Za kadencji Banasia Polska mogła stracić aż 64 mld zł z tytułu akcyzy za alkohol z Ukrainy

W 2015 r. Banaś wraca na stanowiska które zajmował w poprzedniej kadencji PiS. Jest podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów i szefem Służby Celnej, potem od grudnia 2016 szefem Krajowej Administracji Skarbowej.

Śledztwo ABW rusza a “Pancerny” Banaś rozwija interes i zostaje ministrem finansów .

Najbliższy współpracownik w ministerstwie finansów Arkadiusz B., oprócz pracy w resorcie finansów, od 2015 roku jest również prezesem spółki “Agencja Monitoringu Wywłaszczeń”. W tej samej spółce, w radzie nadzorczej zasiadał prof. Piotr Pogonowski, obecny szef ABW.

Do tej samej rady nadzorczej weszli wówczas również Konrad Raczkowski i Grzegorz Kaczorowski. Ten pierwszy kilka miesięcy później zostanie wiceministrem finansów. Odejdzie z resortu w 2016 r., by przez kolejne trzy lata pełnić funkcję wiceprezesa Banku Ochrony Środowiska, kontrolowanego przez Skarb Państwa i stać na czele Rady Nadzorczej Domu Maklerskiego BOŚ. To właśnie ten Bank udzielił kredytu w 2017 roku Banasiowi. Kredyt w wysokości 2,6 mln zł otrzymała firma Jakuba Banasia, syna prezesa NIK.

PILNE ! Współpracownik Banasia miał kierować mafią vatowską kiedy ten z mafią miał walczyć.

Według Stanisława Żaryna, rzecznika ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, prof. Piotr Pogonowski złożył rezygnację z funkcji w dniu 10 lipca 2015. Jedna w KRS formalne wykreślenie z rady nadzorczej Pogonowskiego nastąpiło wpisem z 1 kwietnia 2016 r.

Pod koniec 2018r i na początku 2019r zostają aresztowani ; Arkadiusz B i jeszcze 14 osób w tym  wysoko postawieni urzędnicy resortu: Krzysztof B., były wicedyrektor Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier oraz Andrzej S., były naczelnik warszawskiego urzędu skarbowego – Andrzej S.

Jednak Banaś przechodzi wszelkie procedury sprawdzające i 4 czerwca 2019 prezydent Andrzej Duda powołał Mariana Banasia na stanowisko ministra finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego.

“ręce poobcina, nogi, …Groził zgwałceniem córki”- o partnerze biznesowym Banasia. Szczerba ujawnia zeznania świadka.

30 sierpnia 2019 został wybrany przez Sejm na prezesa Najwyższej Izby Kontroli; tego samego dnia jego kandydaturę zatwierdził Senat.

List Romana Giertycha do premiera Morawieckiego.

Media donoszą panie premierze, że w Ministerstwie Finansów za Pana tam rządów podwładni wiceministra Banasia, którzy mieli zwalczać wyłudzenia VAT kierowali mafią wyłudzającą VAT. A podległa Panu jako obecnie premierowi prokuratura doprowadziła do ich aresztowania. To genialny patent! Aby naprawić jakiś problem Państwa należy wyaresztować pisowców, którzy mają się zajmować jego rozwiązaniem. Bardzo mi się ten plan podoba i czekam na rozwiązania w innych dziedzinach życia państwowego. Proponuję, aby na koniec, gdy już wszystkich Pan pozamyka, polecił Pan ostatniemu prokuratorowi, który będzie jeszcze na wolności (pozostali za krzewienie przestępczości będą już siedzieć), aby zatrzymał Pana jako tego, który odpowiada za całościowe psucie Państwa. Czy wyobraża Pan sobie tę chwilę, gdy ostatnia policyjna suka zajeżdża po Pana o 6 rano, a tam nie ma nawet kamer TVP, bo ostatni „dziennikarz” został zatrzymany przez ABW?
Czyż nie byłoby to piękne?

Zawsze życzliwy,

Roman Giertych

PS Tylko żeby się nie okazało, że tym ostatnim prokuratorem jest Zbigniew Ziobro…

Afery, taśmy , podsłuchy , haki, miliony, przewałki – nie potrzeba wyjeżdżać na wakacje żeby poczuć się jak na Sycylii lat sześćdziesiątych.

Co chwila dowiadujemy się o porażkach aktualnie rządzącej władzy. Na jaw wychodzą nieprzejrzyste interesy, taśmy afery podkarpackiej, nieujawnione majątki Morawieckiego, i czołowych polityków PiS itd. Wydaje się że tego jest tak dużo że każdy na każdego coś ma i nic się nie może zmienić. Szczytem hipokryzji jest chwalenie Banasia za uszczelnienie luki vatowskiej, podczas gdy w czasie jego kadencji w ministerstwie działała mafia wyłudzająca podatki.

To de jawu ? Przecież w ministerstwie sprawiedliwości też działała grupa zajmująca się nielegalną działalnością hejtowania sędziów o której minister nie wiedział. Przypomnijmy wyniki kontroli w NIK i wykazane nieprawidłowości w MS. Czy nowy prezes też będzie tak skrupulatnie kontrolował wydatki rządowe ? Nic na to nie wskazuje aby Marian Banaś ustąpił ze stanowiska.

Strumień kloaki przypomina już Amazonkę.

Czy Rydzyk chodzi po wodzie jak Joszua z Nazarethu? Bo tyle szmalu ile on dostaje, woła o pomstę do nieba

120 tys. zł – tyle właśnie wynosi koszt postawienia stoiska podczas pikniku Rodziny Radia Maryja w Toruniu. Taką kwotę na trwającą kilka godzin imprezę przeznaczyło Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej – dowiedział się onet.pl.

To już jedenasta edycja pikniku Radia Maryja. Odbędzie się on 7 września pod hasłem „Dziękczynienie w Rodzinie”. I to podczas takiej właśnie imprezy resort zamierza promować… unijny program „Rybactwo i morze” na lata 2014-2020. To, że Toruń dzieli od morza 179 km też nie ma znaczenia dla resortu kierowanego przez Marka Gróbarczyka.

„Państwowe pieniądze, żeby na jakimś świętym pikniku się pokazać…”; – „Wypromować program na lata 2014-2020. Po co promować taki program? Przecież on już się kończy!”;

„Znając pisowskie „umiejętności i możliwości” mogliby przecież za 120 tysięcy naszych, czyli podatników złotych promować rybactwo i morze na lata 1947-1953”; – „A czy Ministerstwo Sprawiedliwości też będzie miało tam stoisko? Z łatwymi do złożenia nawet dla seniora zestawami „Trollownia dla każdego” – komentowali internauci.

„Mam wrażenie, że zaczynamy żyć w państwie, które jest zbudowane na potrzeby pewnej grupy. We Włoszech nazwaliby to mafią. Minister Ziobro mówi „mieliśmy rację, że to środowisko, które chcieliśmy zreformować okazało się zdemoralizowane i ci sędziowie, którzy z nami współpracowali też są zdemoralizowani”.

Jest dokładnie odwrotnie. Ci ludzie dlatego współpracują z Ziobrą, że przez środowisko sędziowskie byli eliminowani jako nieudacznicy, jako ludzie nieetyczni, jako ludzie, którzy mieli jakieś wady charakteru, które powodowały, że nie byli w stanie być dobrymi sędziami. Z tego powodu zaczęli współpracę z PiS-em, licząc na to, że uzyskają karierę i ją uzyskali” – powiedział Roman Giertych w TVN 24.

Dodał, że jeśli Ziobro nie wiedział o akcji szkalowania niektórych sędziów przez pracowników resortu sprawiedliwości, to powinien odpowiedzieć za to, że mianował niewłaściwych ludzi.

Odniósł się do apeli wielu środowisk o zdymisjonowanie Ziobry po ujawnieniu afery hejterskiej w kierowanym przez niego resorcie. – „Jarosław Kaczyński nie może odwołać pana Ziobry, dlatego, że ten układ jest pozamykany. Wyciągnięcie jednego poważnego klocka może spowodować efekt domina.  To jest klocek „Zbigniew Ziobro” i cztery lata w Ministerstwie Sprawiedliwości, wszystkie informacje ze wszystkich ważnych postępowań, które do niego trafiały. Liczą się informacje, które on posiada i możliwości, które są związane z tymi informacjami” – stwierdził Giertych.

Poruszona została też kwestia niewszczęcia przez prokuraturę postępowania w sprawie zawiadomienia Geralda Birgfellnera. Austriacki biznesmen twierdzi, że został oszukany przez prezesa PiS, bo nie otrzymał wynagrodzenia za pracę przy projekcie budowy dwóch wieżowców na działce zajmowanej przez związaną z PiS spółkę Srebrna. Od złożenia tego zawiadomienia minęło ponad pół roku. Prokuratura nie przesłuchała nikogo poza Birgfellnerem. Nie zabezpieczono też żadnych dowodów. Na pytanie: – „Kto decyduje, czy i kiedy przesłuchać Jarosława Kaczyńskiego”, Giertych odpowiedział krótko i dosadnie: – „On”.

Nie tylko taka, jakiej nie było w Polsce od kilkudziesięciu lat, ale taka, jakiej nie było również w żadnym kraju Unii. Nigdzie nie zdarzyło się, żeby szajka złożona z urzędników państwowych, celowo i systemowo nękała i niszczyła ludzi za to, że krytykują władzę.

Ale oprócz afery w Ministerstwie Sprawiedliwości jest jeszcze coś – to nękanie. To nie jest pierwsza sprawa tego typu, choć słuchając komentarzy w mediach, można by tak pomyśleć. Prawda jest taka, że atakowanie i oczernianie ludzi, łamanie karier i rujnowanie życia osobistego Prawo i Sprawiedliwość przekształciło w regularną metodę walki z krytykami i przeciwnikami politycznymi.

Ponieważ zbyt wielu dziennikarzy i polityków zdaje się mieć pamięć złotej rybki, pozwólcie, że przypomnę. Towarzystwo Dziennikarskie policzyło dziennikarzy zwolnionych z pracy, głównie, choć nie tylko z TVP, za krytykę rządu. Wiecie, że tylko w 2016 roku było ich ponad 100 – wszyscy za krytykę rządu? Na niektórych trzeba było robić zbiórki, bo stracili pracę z dnia na dzień, mając rodziny, dzieci i kredyty do spłacenia i gdyby nie pomoc kolegów, ich sytuacja byłaby bardzo ciężka.

Pamiętam rozmowy, jeszcze na antenie Superstacji, z sędzią Waldemarem Żurkiem, który opowiadał, jaką gehennę mu zgotowano, jak CBA wpadało na posiedzenia sędziów rzekomo po to, żeby poprosić sędziego o jakieś wyjaśnienia – tyle, że były to sprawy tak błahe, że można by je spokojnie wyjaśnić, wzywając go do CBA, a nie próbując zastraszyć jego samego i jego środowisko.

Pamiętam zatrzymywanie i legitymowanie ludzi, których jedyną winą było wejście na spotkanie z politykiem PiS i zadawanie niewygodnych pytań. Szarpanie ludzi podczas protestów przed Sejmem, absurdalne miesięcznice, w czasie których policja była agresywna wobec ludzi, którym się one nie podobały. Kobiety skazane za puszczanie baniek mydlanych podczas wystąpienia rasisty i nacjonalisty Międlara, którego nienawistne i antysemickie hasła policji nie przeszkadzały, choć są złamaniem prawa i są w Polsce penalizowane. Spoliczkowanie „Rudej”, po której wielu sympatyków PiS uznało, że „się jej należało”. Regularne, porównywalne z faszystowskimi gadzinówkami, uporczywe szczucie najpierw na prezydenta Pawła Adamowicza, później na Aleksandrę Dulkiewicz, teraz na Krzysztofa Brejzę. Wieszanie na szubienicy wizerunków europosłów PO, które pisowska prokuratura uznała za „wyrażanie poglądów”. Skopanie dziewczyny na marszu nacjonalistów, które także uznano za „wyrażanie poglądów”. Akty agresji na marszach równości w Płocku i Białymstoku. Nękanie Obywateli RP. Że nie wspomnę o atakowaniu i oszczerstwach w prorządowej prasie na każdego, komu nie podoba się cokolwiek, co robi PiS.

Mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale sami Państwo znają to doskonale. Afera Ziobry jest wielka i wyjątkowa przez fakt, że zamieszani są w nią urzędnicy państwowi, wiceminister i sędziowie Sądu Najwyższego oraz pisowskiej neo-KRS, ale nie jest wyjątkowa ze względu na metodę działania. Wręcz przeciwnie, jest bardzo typowa dla tej partii.

Wielu ludzi przymykało na to oczy, bo te różne sprawy były rozproszone i nie działy się od razu, tylko w pewnych odstępach czasu, przez co nie były tak uderzające, w przeciwieństwie do szajki działającej w rządzie, niemniej są faktem. To nie jest odosobniony wypadek przy pracy, to jest celowo i świadomie stosowana metoda. I jeśli dłużej będziemy na to pozwalać, poniesiemy tego bardzo bolesne konsekwencje.

Więcej komentarzy Elizy Michalik w wersji Video na YouTube  – Eliza Michalik

– Nie ma żadnych dowodów na to, że minister Ziobro wiedział o tym procederze, wiedział o czymś takim, co się tam miało dziać – powiedział premier Mateusz Morawiecki, komentując aferę hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości.

– W dużej bardzo instytucji, tam gdzie są tysiące ludzi, dziesiątki tysięcy ludzi, nie zawsze jest pani w stanie jako szefowa tej instytucji (…) określić w którym miejscu się dzieje coś złego. Trzeba po prostu wyciągać konsekwencje – mówił Morawiecki w rozmowie z Anitą Werner w TVN24.

Komentując sondaże dotyczące dymisji Zbigniewa Ziobry szef rządu wykluczył w tym momencie taką możliwość. – Będzie postępowanie sprawdzające. Będą podjęte odpowiednie kroki, będę podjęte odpowiednie decyzje. Teraz na razie trzeba wyjaśnić – przekonywał. – Pan minister Ziobro powiedział, że wyłączy się z tej sprawy – zaznaczył, oceniając, że rząd zareagował we właściwy sposób.

– Z tej sprawy zostały wyciągnięte konsekwencje. Jeżeli się będą pokazywać fakty dotyczące innych osób zamieszanych w tę sprawę, w tę niedobrą, brudną sprawę, to oczywiście będą wyciągnięte również konsekwencje – zastrzegł.

Morawiecki był pytany w TVN24 także o to, kto będzie szefem rządu, jeśli Prawo i Sprawiedliwość ponownie wygrywa wybory parlamentarne. – Skupiamy się teraz na tym, żeby rzeczywiście te wybory wygrać, bo trzeba z pokorą powiedzieć, że przeciwnik jest bardzo silny i my szanujemy wszystkich naszych konkurentów politycznych – odpowiedział premier.

– A jeżeli Prawo i Sprawiedliwość wygra i będzie miało większość parlamentarną – co mam nadzieję, że nastąpi, bo pokazujemy, że można łączyć politykę społeczną z polityką rozwojową i ze zrównoważonym budżetem – to wtedy kierownictwo polityczne podejmie odpowiednie decyzje w swoim czasie – mówił szef rządu.

– Dzisiaj nie ma decyzji, co będzie po wyborach, ponieważ wtedy jeszcze werdykt swój dopiero wydadzą wyborcy i odpowiednie decyzje zapadną w kierownictwie politycznym, tak jak to się odbywa we wszystkich krajach na całym świecie, we wszystkich partiach – mówił Morawiecki. Pytany o to, czy lepszym szefem rady ministrów byłby on, czy prezes PiS Jarosław Kaczyński, Morawiecki stwierdził, że ten drugi „byłby znakomitym i najlepszym premierem”. – Pokazał zresztą to, jak był premierem (w latach 2006-2007 – red.) – ocenił. – Jestem przekonany i pewny o tym, że tutaj pan prezes byłby lepszym premierem – podsumował Mateusz Morawiecki.

Zamordyzm Kaczyńskiego już niedługo? Tak, gdy PiS wygra wybory

„Ministerstwo ZDROWIA przelało fundacji o. Rydzyka prawie 1 mln zł. Tak wynika z odpowiedzi na moje zapytanie. Umowy Ministerstwa z fundacją Rydzyka dotyczyły… kampanii INFORMACYJNEJ nt. walki z nowotworami. I to w czasie, gdy brakuje pieniędzy na LECZENIE raka” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. Tak wynika z pisma, które poseł PO otrzymał w odpowiedzi na pytania zadane ministrowi Łukaszowi Szumowskiemu.

W piśmie wyszczególniono kwoty, które zostały przekazane fundacji Rydzyka. I tak w 2016 r. przelano 182 940 zł, rok później było to 488 604,26 zł, a w 2018 r. – 202 439,02 zł. Krzysztof Brejza zapowiedział, że wystąpi w tej sprawie do prokuratury oraz Najwyższej Izby Kontroli.

„A ludzie umierają w ciszy”; – „Nie ma na leczenie, zamykane oddziały, ale wychodzi na to, że „kampania edukacyjno – informacyjna” będzie leczyć nowotwory. To się w głowie nie mieści”; – „PiS kupuje głosy, następnie spłaca dług za te glosy…wszystko z naszych kieszeni. Ludzie chorujący są dla PiS niewygodni…”; –

„Taka kampania powinna być przeprowadzana w mediach docierających do jak największej liczby odbiorców. Powinny w niej uczestniczyć „różne” media, żeby zapewnić dostęp do informacji WSZYSTKIM. To co robi Ministerstwo zdrowia to zwykłe płacenie za poparcie” – komentowali oburzeni internauci.

W czasie spotkania z prezesem Prawa i Sprawiedliwości pojawili się nie tylko zwolennicy partii rządzącej, ale także osoby popierające opozycję. Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę, że grupka trzyma kartki z napisem „konstytucja”. – Bardzo dobrze. Przyjdzie taki dzień, że zmienimy konstytucję na potrzebną. Na taką, która będzie gwarantowała prawdziwą demokrację, prawdziwą wolność i prawdziwą równość – mówił Kaczyński. Wskazał jednocześnie, że nie jest to obietnica przedwyborcza, ale „przyjdzie czas, że to zrobimy”.

Lider partii rządzącej w swoim wystąpieniu nawiązał do sytuacji, w której znalazło się Pomorze Zachodnie w latach 90. – Bardzo wielu mieszkańców tego regionu znalazło się bez pracy, bez nadziei, bez dostępu do kultury – mówił Kaczyński, zaznaczając, że zasada solidarności była na tamtych ziemiach łamana.

„Piękna idea liberalizmu”

Zdaniem prezesa PiS prawdziwy kryzys przyszedł jednak później, gdy wiele firm zostało sprywatyzowanych. – Chciano sprzedać nawet Lotos. Przez sprzedaż zakładów farmaceutycznych pojawiły się niedawne trudności z dostępem do leków, szczęśliwie dziś opanowane. Postanowiono także likwidować posterunki policji, zostawiając Polaków samym sobie – powiedział Kaczyński, podkreślając, że poprzednie rządy uzasadniały swoje działania „piękną ideą liberalizmu”.

Nie zabrakło także pochwał dla wywodzącego się z PiS prezydenta Andrzeja Dudy. – Mamy wspaniałego prezydenta i powinien być wybrany na kolejną kadencję, najlepiej w pierwszej turze – wskazał Kaczyński. Nie wiadomo jednak, czy jest to zapowiedź, że Duda będzie kandydatem PiS w najbliższych wyborach prezydenckich.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości zapowiedział także, że rząd zamierza walczyć z wykupywaniem ziem i firm przez zagraniczny kapitał. – Sądzę, że ten dobry czas już jest, ale on powinien trwać, tak abyśmy za jakiś czas mogli powiedzieć: „nawet w tych bogatych Niemczech nie jest lepiej niż w Polsce” – przekonywał Kaczyński.

– Całe Pomorze Zachodnie to strategiczny punkt naszego kraju – mówił Jarosław Kaczyński, przypominając jednocześnie słowa swojego brata: „nie ma silnej Polski bez silnego Pomorza Zachodniego”.

Chwalenie się rodzinnymi lotami Kuchcińskiego do Rzeszowa jest nawet na rękę PiS-owi. Bo trudno nie kojarzyć „samobójczej” śmierci Kosteckiego, skazywanego za prowadzenie podkarpackich burdeli, z aferą w którą jest zamieszany Marszałek. CBA tuszowało przecież skandal – nagranie „ważnego polityka PiS-u” w agencji towarzyskiej, gdzie korzystał z usług nieletnich Ukrainek.

Kostecki powiesił się przedwczoraj pod kocem, tak, że nikt w celi nie zauważył. Majstersztyk cudu więziennego. Marszałka, też nikt nie zauważył nad Polską jak rozpylał wartości rodzinne podróżując odrzutowcem z rodziną. A że latał za często? Najwidoczniej za potrzebą. Sex (z nieletnimi ), drugs (władzy) & rock’n’roll patriarchalnej chujni. Najłatwiej go uprawiać tam gdzie Kościół i PiS rządzą niepodzielnie – na Podkarpaciu.

Być może Kuchciński gnała do Rzeszowa potrzeba chronienia dzieci przed pedofilami. Założyć małoletnim elektroniczne kajdanki na nogę. Wtedy wiadomo by było gdzie się włóczą, w jakiej odległości od kościoła. Nieletnim Ukrainkom też zakłada się kajdanki albo elektroniczną smycz, na wypadek gdyby chciały uciec z burdelu.

>>>

Pikniki rodzinne PiS przyciągają tłumy? Frekwencja sobotniej imprezy w Dygowie budzi wiele wątpliwości, gdyż na scenie pojawił się zespół przybyszów z odległych o 100 km Kaszub.

Okazało się również, że wielu uczestników dowożono spod Szczecina.

Partii rządzącej zależało na tłumach, gdyż w tym regionie PiS nie cieszy się wysokim poparciem. W wyborach europejskich obóz władzy zwyciężył jedynie w 4 z 14 powiatów leżących w granicach kaszubskich.

W zorganizowanie imprezy zaangażowali się lokalni działacze. Jak mówi wiceprzewodniczący Rady Miasta Kołobrzeg w celu podniesienia frekwencji został wynajęty autokar oraz rozwieszano plakaty by zainteresować ludzi eventem.

Faktycznie, wyglądało na to, że publika dopisała. Jednak, wśród Polaków pojawiają się poważne wątpliwości dotyczące tego, czy to spontanicznie zgromadzeni ludzie. Podejrzenia budzą między innymi stroje artystek, które wyglądają na kaszubskie.

Czarna niewdzięczność i niesprawiedliwość spotyka Marka Kuchcińskiego, który nawet żonę i dzieci nakłonił do patriotycznej służby na pokładzie Gulfstreama.

Sprawa rodzinnych lotów marszałka Kuchcińskiego jest wykorzystywana przeciw Dobrej Zmianie. A przecież nie ma tu żadnego skandalu. Marszałek jest człowiekiem rodzinnym, jego partia głosi prymat wartości rodzinnych – to i loty były rodzinne.

W Warszawie dzieci w podstawówkach (do niedawna też w gimnazjach, ale gimnazjów już nie ma) dostają kartę miejską, z którą mogą za darmo jeździć metrem, tramwajem i autobusem. Ratusz im ją funduje. To, co się dziwić, że dzieci marszałka latają Gulfstreamem? W końcu Sejm jest bogatszy od jakiegoś tam ratusza, nawet stołecznego, i stać go na to, by zapewnić dzieciom marszałka godziwe warunki rozwoju.

Pierwotnie była mowa o sześciu przypadkach, ale sam marszałek, przyciśnięty przez media i opozycję, przyznał się do 23 rodzinnych lotów. Jak pisze „Wyborcza”, Kuchciński w 2018 r. i w pierwszym kwartale 2019 r. w sumie ok. 100 razy korzystał z usług rządowego przewoźnika.

Wrogowie insynuują i pytają: a właściwie, dlaczego pan marszałek latał rządowym samolotem? No jak to dlaczego? Przecież to wszystko były niesłychanie istotne misje państwowe. Bardzo ważnymi ośrodkami, w których koncentruje się polskie życie polityczne są Rzeszów i Huwniki – i właśnie tu latał. Akurat w Huwnikach (wieś licząca ok. 700 mieszkańców) Kuchciński ma nieruchomość, ale nie ma się co dziwić. To oczywiście nie jest przypadek – po prostu pan marszałek jako doświadczony polityk kupił działkę tam, gdzie bije puls ziemi, tej ziemi.

Nic dziwnego też, że latał z reguły w weekendy i święta – przecież w tygodniu nie mógł się wybrać na Podkarpacie z ważną misją państwową, bo harował jak wół. Musiał odbierać głos warchołom z opozycji, którzy wykorzystują sejmową mównicę do sączenia trucizny w duszę ludu i rzucania Dobrej Zmianie kłód pod nogi. Musiał zarządzać skrócenie wypowiedzi w debacie do 30 sekund, musiał nakładać kary na posłów-nikczemników, musiał odbierać diety niejakiemu Nitrasowi. I dopiero po całym tygodniu takiej harówki mógł się udać w misję polityczną do Huwnik.

Jego koledzy w tym czasie byczyli się, pijąc piwo i śmiali się do rozpuku, oglądając przezabawny program „W tyle wizji”. A pan marszałek nie. On wiedział, że ojczyzna go wzywa, więc wsiadał do samolotu lub helikoptera, zapinał kurtkę, żeby go nie przewiało – i leciał. Często nawet zabierał ze sobą rodzinę, by i ona mogła mieć swój udział w służbie narodu. Żona z reguły się opierała, a dzieci protestowały: „Tato, fajny film jest dziś w telewizji, może zostaniemy w domu?”. Ale on pozostawał niewzruszony: „Bez dyskusji. Lecicie i już!”.

I teraz różni niewdzięcznicy, zamiast podziwiać pana marszałka i wyrażać uznanie dla jego ofiarności, próbują się go czepiać i odwracać kota ogonem. Wmawiają narodowi, że jego wytężona praca na ołtarzu ojczyzny to nadużywanie stanowiska i wykorzystywanie instytucji i majątku państwowego do celów prywatnych.

Oczywiście nie jest przypadkiem, że ta brudna kampania oszczerstw ma miejsce właśnie teraz, na niespełna trzy miesiące przed wyborami. To dzieło podstępnego lobby LGBT, które w ten sposób chce odwrócić uwagę od seksualizacji dzieci i obalić Dobrą Zmianę przy urnach.

Ale niedoczekanie wasze! To się wam nie uda. Ręce precz od naszych dzieci i Gulfstreamów!

>>>

Po śmierci Kaczyńskiego wyborcy PiS przekonają się, jak zniszczył Polskę

Nie milkną echa ostatniego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym zachęcał do zakończenia wojny polsko-polskiej. Abstrahując od wiarygodności tej tezy, warto zwrócić uwagę, że coraz więcej osób głośno komentuje pogodne usposobienie lidera Zjednoczonej Prawicy

Jedną z takich osób jest jest Joanna Kluzik-Rostkowska, była szefowa sztabu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku, która swego czasu zaliczana była to tzw “aniołków prezesa“. To właśnie jej wpis na Twitterze zdradza czarne kulisy tamtej kampanii wyborczej.

Kluzik-Rostkowska w następujących słowach odniosła się do całej sytuacji:

Halo PiS? Pamiętacie kampanię prezydencką 2010r? Ja pamiętam. Jarosław Kaczyński deklarował trwałą zmianę (wierzyłam w nią). Skończyła się w wieczór wyborczy. Okazało się, że miękką retorykę JK zawdzięczamy farmakologii. W 2015 była powtórka. Kogo chcecie nabrać po raz trzeci?!”

Była szefowa sztabu prezesa PiS podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku twierdzi, że za potulnym i spokojnym wizerunkiem Kaczyńskiego stoi farmakologia. Co więcej polityczka zasugerowała,  że podobna sytuacja miała miejsce podczas kampanii w 2015 roku. Tak też ma być teraz.

Chodzi oczywiście o nawiązanie do wypowiedzi Kaczyńskiego, który z ogromnym spokojem zaapelował niedawno do opozycji, żeby zakończyć wojnę polsko-polską.

Jaka jest prawda? Tego się pewnie nie dowiemy, ale warto monitorować całą sytuację…

W gwarach lokalnych jest ukryta miłość do tradycji, do kultury i bardzo to szanuję. W gwarze śląskiej ukryta jest piękna staropolska mowa, piękna polszczyzna. Niektórzy powiedzą, że to relikt. Ja bym powiedział, że to jest polski skarb” – tak w wywiadzie dla Radia Katowice mówił dziś Mateusz Morawiecki. Zdaje się, że został zaproszony do rozmowy jako premier, ale przecież wiadomo, że jest jedynką PiS na Śląsku w nadchodzących wyborach.

Skoro taki za Śląskiem, to czemu posłowie nie uznali języka śląskiego za regionalny?” – słusznie zauważył jeden z internautów. To właśnie głosami posłów PiS „Ustawa o uznaniu języka śląskiego za regionalny, do kosza”.

Ten to ma giętki język, wszystko powie. Mówię wam, na dwa tygodnie przed wyborami zacznie wychwalać RAŚ”, o którym prezes PiS Jarosław Kaczyński kilka lat temu mówił tak: – „Opcja Ruchu Autonomii Śląska, która się od polskości odcina, jest być może ukrytą opcją niemiecką”. – „To już nie zakamuflowana opcja niemiecka? Wybory idą, trzeba baranom kit puszczać” – skomentował internauta. Niedawno pisaliśmy o kolejnym marszu zorganizowanym przez Ruch: „Śląsk jest lekceważony [przez rządzących] w sposób, który musi wywoływać nasz sprzeciw”.

Trzeba uczciwie przyznać, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zaiste wprowadził szereg rozwiązań, które można nazwać “nową jakością”. Problem w tym, że to jakość ze zdecydowanie dużym minusem, która jeszcze kilka lat temu doprowadziłaby do tąpnięcia w notowaniach każdej partii, której by dotyczyła. Przykłady można mnożyć bez liku, także z ostatnich dni – protegowana premiera, bez wyższego wykształcenia zostaje wiceministrem, minister zdrowia mówi wbrew faktom, że problemów z dostępem do leków nie ma, a  wiceminister Szefernaker przekonuje, że zwrot pieniędzy za przeloty rodziny marszałka Kuchcińskiego samolotami dla VIP-ów po tym, jak sprawa wyszła na jaw, to “nową jakość”. Zwłaszcza ta ostatnia sprawa bulwersować powinna szczególnie, bowiem dziś już wiemy, że Centrum Informacyjne Sejmu jest gotowe na oficjalnym piśmie kłamać, byle tylko chronić swojego szefa. Jak teraz wierzyć w kolejne komunikaty CIS?

Prawdopodobnie Andrzej Grzegrzółka postanowił naśladować premiera, który również lubi publicznie kłamać, a w polityce informacyjnej bardzo oszczędnie gospodaruje prawdą. Najnowszym tego przykładem jest kolejny prezent dla ojca Tadeusza Rydzyka, którego obóz władzy musi udobruchać i dać zadatek na poczet pomocy w kampanii wyborczej.Aby jednak ta “ofiara” zbyt szybko nie została ujawniona, służby premiera ukryły te informacje przed opinią publiczną i nie opublikowały w Monitorze Polskim konkretnych zarządzeń szefa rządu. Dotarł do nich dociekliwy internauta.

Jak donosi Radio Zet, Morawiecki już w październiku 2018 roku (a więc w gorącym okresie kampanii wyborczej) wydał zarządzenie w sprawie pierwszego datku (5 mln), jednak opinia publiczna w ogóle nie została o nim poinformowana. Chodzi o dokument “zarządzenie nr 176 Prezesa Rady Ministrów z dnia 12 października 2018 r. w sprawie przyznania Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, z ogólnej rezerwy budżetowej, środków finansowych, z przeznaczeniem dla Fundacji Lux Veritatis na dofinansowanie realizacji zadania publicznego pn. “Park Pamięci Narodowej”. Sprawę opisał wówczas portal Onet.pl, co zachęciło Jerzego Rudzkiego do przejrzenia także innych dokumentów rządowych.

Okazało się, że w kolejnej kampanii wyborczej (tym razem do europarlamentu) do Torunia znów popłynęły pieniądze w kwocie 3 mln zł. 13 mają wydano zarządzenie nr 53, tym razem na II etap realizacji wspomnianego Parku Pamięci.

Kancelaria Premiera milczy w tej sprawie, nie chcąc wyjaśnić, dlaczego te informacje są ukrywane przed opinią publiczną. Może urzędnicy KPRM postanowili odpowiedzieć zbiorczo na wszystkie trzy przypadki takiego dofinansowania już w przyszłej kadencji Sejmu. W końcu mamy kolejną kampanię wyborczą, więc kolejny “datek” jest tylko kwestią czasu.

Szanowna Policjo, zamiast łapać pojedynczych bandziorów, którzy napadli na Marsz Równości, lepiej zamknąć człowieka, który to sprowokował.

Wielce Szanowna Policjo, chcę wyrazić uznanie, że tak sprawnie Policja wyłapuje bandziorów, którzy w Białymstoku napadli na Marsz Równości. Telewizor mi mówił, że już około setki siedzi w kiciu, ale od wczoraj straciłem rachubę, pewnie teraz jest już więcej. Podobno Szanowna Policja zapowiada też, że złapie oprychów, którzy we Wrocławiu pobili Przemysława Witkowskiego. Całkiem możliwe, że będą siedzieć, zanim ten list, co go zaraz chcę wysłać, dotrze do Szanownej Policji.

Naprawdę jestem pod wrażeniem tej mobilizacji. Doceniam i wcale nie ironizuję. Tyle tylko, że to będzie syzyfowa praca – Szanowna Policja będzie tak łapać i łapać, a zaraz pojawią się następni, którzy kogoś pobiją albo napadną na marsz. Wtedy Szanowna Policja ich wsadzi – i znowu przyjdą nowi. Tak w koło Macieju, aż zabraknie miejsc w więzieniach.

Bo ci, których Szanowna Policja łapie, to tylko pionki. Mięso armatnie. Owszem, niektórzy to faszyści, bandyci i chuligani stadionowi, ale niektórzy to nawet normalni ludzie, tylko ze strachu i indoktrynacji w głowach im się dokumentnie pomieszało.

Była taka książka, wydana jeszcze w latach 80. w podziemiu, o polskich zesłańcach na Sybirze w czasie II wojny światowej: „W szczęściu byliby to ludzie dobrzy”. Róża Holzman ją napisała pod pseudonimem „Róża Czerwińska”. Czytała Szanowna Policja? Tam autorka opowiadała o ludziach sowieckich, wśród których musiała żyć i tak ich scharakteryzowała: „W szczęściu byliby to ludzie dobrzy, nieszczęście uczyniło ich złymi”. To ja sobie tak myślę, że niektórzy z tych, co ich teraz Szanowna Policja wsadza, też byliby dobrzy, ale coś uczyniło ich złymi. Najlepiej więc byłoby wsadzić to coś – wtedy byłby spokój.

Uprzejmie więc informuję Szanowną Policję, że to coś – a właściwie ktoś – nazywa się Kaczyński Jarosław, syn Rajmunda, pseudonim „Prezes”, urodzony 18 czerwca 1949 r., kawaler, bezdzietny, zamieszkały przy ulicy Mickiewicza na Żoliborzu w Warszawie (dokładny adres na pewno łatwo Szanowna Policja ustali).

Tenże osobnik, stojący na czele zorganizowanej grupy trzymającej władzę, od lat już straszy ludzi i szczuje ich na różne grupy społeczne i etniczne. Pamięta Szanowna Policja, jak kłamał o strefach szariatu, gdzie nie obowiązuje europejskie prawo i o zarazkach egzotycznych chorób, które roznoszą uchodźcy? I jakiś czas potem mieliśmy napady na cudzoziemców, choć wcześniej Polacy byli społeczeństwem raczej otwartym i gościnnym.

Teraz poszczuł na homoseksualistów, którzy jego zdaniem „seksualizują dzieci”. „Ręce precz od naszych dzieci!” – krzyczał ten osobnik, tak jakby był głową rodziny wielodzietnej. No i mamy falę agresji wobec homoseksualistów. Szczuł też na Niemców i profesor Jerzy Kochanowski z Uniwersytetu Warszawskiego dostał w tramwaju łomot, bo gadał ze znajomym po niemiecku.

Taką już metodę ma ten osobnik – od lat szczuje i straszy, wskazując różnych rzekomych wrogów: dawną nomenklaturę, niezlustrowanych agentów bezpieki, agentów WSI, Niemców, uchodźców, działaczy NGO-sów, stypendystów Sorosa, homoseksualistów itd. Myślę więc, że najlepiej będzie, zamiast uganiać się za pojedynczymi bandziorami, żulami i pobudzonymi frustratami, złapać i posadzić tego osobnika, żeby pozbyć się kłopotu za jednym zamachem.

Tylko to nie będzie łatwe, bo on może się zasłaniać immunitetem poselskim. Ale gdyby Szanowna Policja wystąpiła o uchylenie mu immunitetu, bo chce go zatrzymać albo chociaż przesłuchać, to może już samo to by coś pomogło. Może by się przestraszył i zaczął się nieco miarkować.

Choć oczywiście może być ciężko go posadzić za szczucie i podburzanie, bo facet jest ostrożny. Nigdy nie powiedział wprost: „Idźcie i spuśćcie łomot cudzoziemcom” ani „Przywalcie tym pedałom”. Prokurator może więc mieć problem z udowodnieniem bezpośredniego związku między jego słowami a aktami przemocy.

Ale nie szkodzi. Na szczęście mamy też zeznania austriackiego dewelopera, który mówi, że ten osobnik nakłonił go do dania 50 tys. złotych łapówki członkowi rady fundacji Srebrna. Będzie więc można spróbować go posadzić za korupcję. Lepsze to niż nic. Zresztą Al Capone też siedział za podatki, a nie za swoje prawdziwe dokonania.

Trzymam więc kciuki i życzę Szanownej Policji sukcesów.