Komisja Europejska dobiera się do władzy PiS

Wchodzimy w decydujące momenty dla naszego kraju. Albo demokracja w Polsce powróci do obowiązujących standardów w Unii Europejskiej, albo nastąpi to, co najgorsze – Polexit, a w jakiejś perspektywie utrata niepodległości.

PiS zniszczył nam ojczyznę, jest jednak ona do odbudowania, myślę o prestiżu i godnym miejscu w Europie.

Skierowanie przez Komisję Europejska do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu o zastosowanie  wstrzymania w Polsce działania ustaw sądowniczych, które są kagańcem na wolność władzy sądowniczej, są radykalnym krokiem Brukseli.

Sytuacją mamy albo-albo. Albo demokracja, albo autokracja.

„Komisja zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości UE o zarządzenie środka tymczasowego ws. reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – ogłosiła KE po spotkaniu komisarzy 14 stycznia. Środkiem ma być zawieszenie funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej SN. „Jeśli TSUE się zgodzi, postępowania w Izbie powinny zostać wstrzymane” – tłumaczy dr hab. Piotr Bogdanowicz z UW.

„Kolegium komisarzy dało zielone światło służbom prawnym Komisji, by wnioskowały do TSUE o zarządzenie tzw. środka tymczasowego w sprawie dotyczącej reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – poinformował po wtorkowym spotkaniu władz KE komisarz Nicolas Schmit.

Wiceprzewodnicząca KE Věra Jourová napisała na Twitterze, że w ramach środka tymczasowego Komisja będzie domagała się zawieszenia pracy Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Więcej tutaj >>>

Filozof prawa prof. Jerzy Zajadło przypomina klasyczną książkę „The Dual State” Ernsta Fraenkela – wnikliwą i trafną analizę istoty systemu państwa i prawa III Rzeszy. Znajduje w niej bardzo aktualny instruktaż jak stopniowo wygasić demokratyczne państwo prawa i zastąpić je zupełnie innym porządkiem polityczno-prawnym.

Wielce ciekawy esej prof. Zajadło czytaj tutaj >>>

Agnieszka Kaczmarska z Kancelarii Sejmu nie przyjedzie do Olsztyna, by pokazać w sądzie tajne listy poparcia do KRS. Ale udostępni je sędziemu Juszczyszynowi do wglądu na miejscu w Warszawie już 21 stycznia. Jest tylko jedno „ale”. Kancelaria chce pokazać listy z podpisami obywateli, nie sędziów.

O wyprawie Juszczyszyna do Kancelarii Sejmu tutaj >>>

Radykalnie katolicki Instytut Ordo Iuris chwali się tym, że finansuje swoje działania z darowizn i nie bierze pieniędzy z budżetu państwa. Jednak dwie inne organizacje, powiązane z Ordo Iuris personalnie i projektowo – owszem. W 2019 r. otrzymały one dotacje z budżetu państwa na prawie 2 mln zł.

O tej islamskiej organizacji katolickiej tutaj >>>

Pytanie, ile wytrzyma marszałek Grodzki i jego otoczenie, ale ten czarny marketing polityczny przekłada się też na osoby, które na co dzień nie zajmują się polityką. Takiej wersji jeszcze nie mieliśmy.

NISZCZY SIĘ WSZYSTKIE STRUKTURY SPOŁECZNE, NISZCZY AUTORYTETY, JASNE WIDZENIE ŚWIATA, CO POWODUJE ZABURZENIE RELACJI I KOMUNIKACJI, KTÓRE SĄ FAŁSZYWIE ODCZYTYWANE, CO PROWADZI DO BEZRADNOŚCI.

Dzieje się tak, bo ludzie nie mają narzędzi, żeby to nazwać i sprawdzić, zaczną więc udawać się na emigrację wewnętrzną. Pozostali bliżej władzy, np. obsadzeni w spółkach Skarbu Państwa, zaczną się urządzać w przysłowiowej “d”, o której mówił Kisielewski. Zatem znowu zaczynamy produkować na skalę państwową ludzi, którzy dla świętego spokoju będą konformistami.

Marszałek Grodzki jest jaskrawym przykładem, jak działa ta machina – to szukanie haków, apele CBA o donosy. Wobec sędziów od dawna prowadzona jest ta sama działalność, tylko w wersji trochę bardziej soft?
Sędziów jest po prostu więcej. Jesteśmy świadkami kuriozalnych sytuacji, kiedy funkcjonariusze państwowi, jak ministrowie, obrażają publicznie sędziego za to, że przeszedł się w naszej sprawie – wszystkich obywateli – w marszu. Za to jest postponowany przez urzędników państwowych i dziennikarzy usłużnych władzy, którzy opowiadają steki bzdur. U sędziów ma to jeszcze jedną konsekwencję – sprawy dyscyplinarne. To są tzw. miękkie represje, które będą się sprowadzały do tego, że ludzie będą tracić pracę albo będą musieli się naginać do systemu.

Czytaj cały wywiad z dr. Oczkosiem >>>

JUSTYNA KOĆ: Został pan przewodniczącym senackiego zespołu doradców ds. kontroli konstytucyjności. Czym będzie się zajmował?

MAREK CHMAJ: Zespół powołał marszałek Grodzki. Kierując się kwestiami merytorycznymi, wybrał 15 znakomitych naukowców mających bogaty dorobek z zakresu prawa konstytucyjnego i pokrewnych gałęzi prawa. Zadaniem zespołu będzie badanie zgodności ustaw z konstytucją oraz z traktatami unijnymi.

Czyli będziecie zajmować się tym, czym powinien Trybunał Konstytucyjny?
Tak jest. Marszałek chciał, aby niezależny zespół składający się z wybitnych ekspertów badał ustawy, które będą, ale też obowiązują w porządku prawnym RP. Zespół będzie wydawał opinie w pełnym składzie, tzn. podpisywane będą przez wszystkich członków bądź w składach pięcioosobowych.

OPINIE BĘDĄ WYKORZYSTYWANE PRZEZ MARSZAŁKA W PROCESIE LEGISLACYJNYM PRZY UWZGLĘDNIANIU I PLANOWANIU POPRAWEK SENATU DO USTAWY, ZAŚ W PRZYPADKU OBOWIĄZUJĄCYCH USTAW OPINIE ZESPOŁU BĘDĄ MOGŁY BYĆ WYKORZYSTYWANE DO PRZYGOTOWYWANIA PROJEKTÓW I ZMIAN NOWELIZACJI USTAW W KIERUNKU NADANIA IM ZGODNOŚCI Z POLSKĄ KONSTYTUCJĄ.

Sporo pracy będzie miał zespół…
Zespół jest gotowy do podjęcia pracy. Chciałbym jeszcze podkreślić, że zespół pracuje społecznie, zatem uczestnictwo w składach orzekających, jak również w posiedzeniach plenarnych, jest nieodpłatne. Jedynie osoba, która będzie sporządzała daną opinię, otrzyma honorarium na zasadach obowiązujących dla wydawania opinii w Sejmie i Senacie. To są niewielkie kwoty.

Wywiad z prof. Chmajem tutaj >>>

Ohydne pisowskie seanse zorganizowanej nienawiści

Kogo ewentualnie miałby na myśli wielki Honore de Balzac, gdy pisał o zerach poprzedzających nazwisko.

„Niektóre istoty są jak zera. Trzeba im cyfry, która by ich poprzedzała, a wówczas nicość ich nabiera dziesięciokrotnej wartości.”.

Najlepszy plan posegregowania śmieci.

Tomasz Sakiewicz i media, którymi kieruje, rozpoczęły kolejną ohydną kampanię. Tym razem jej celem ma być szkalowanie marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.

Ta obrzydliwa akcja ma polegać na wysyłaniu marszałkowi kopert. Nagonka na prof. Grodzkiego od kilku tygodni trwa też w kontrolowanych przez PiS państwowych mediach.  – „We wtorek na konferencji prasowej obnażę kłamstwa i pokażę, że to nie jest atak na doktora Grodzkiego, który przez 36 lat lekarskiej praktyki nie miał najmniejszej sprawy o naruszenie etyki czy korupcję. To atak na polski Senat i funkcję marszałka” – zapowiedział w „Gazecie Wyborczej” Tomasz Grodzki.

– „Obrzydliwe. Szczujecie na człowieka. Mało wam śmierci Adamowicza? Jak można tak kłamać, niszczyć czyjeś życie, bez grama dowodów?!”; – „Sakiewicz potrzebuje lekarza lub pozwu”; – „Ciekawe, jakie koperty w sądzie pokażecie. Jak będziecie płakać, gdy przyjdzie zapłacić odszkodowanie za pomówienie w wysokości 1.000.000 zł!”;

– „Gazeto rosyjska, inaczej Was nie można nazwać, bo swym przekazem wpisujecie się w putinowski ton! Jak śmiecie szykanować porządnego człowieka! Z naszych podatków żyjecie, z naszych pieniędzy wydalacie nienawiść! Już niedługo Wasz byt skończy się spektakularnym krachem! To pewne!”; – „Jak Gazeta mająca w nazwie Polska może pisać takie oszczerstwa i głupoty? Czy waszym celem jest jedynie obrażanie wartościowych ludzi i hejtowanie?” – pisali internauci.

Przypominają też Sakiewiczowi pisowskie afery: – „Koperta z nazwiskiem córki leśniczego? Koperta księdza Sawicza? Koperta od pewnego Austriaka? Czy może koperta z zaległymi pensjami dla pana pracowników? Chłopie, ty się na ZPTy zapisz no widzę chorowałeś w szkole i ci prac ręcznych brakuje”.

Zgłosili też wpisy „Gazety Polskiej” i Telewizji Republika administratorom Tweetera jako nękanie marszałka Senatu: – „Mam nadzieję, że Pan Grodzki z mec. Dubois puści was w skarpetkach. Zgłaszam was za nękanie”. Jedna z internautek postanowiła rów

Instytut Ordo Iuris w 2019 roku wnikał coraz głębiej w struktury władzy w Polsce. Widać, że jego celem jest stworzenie szerokiego środowiska, które będzie miało wpływ na polityczne decyzje i kształt polskiego prawa – oczywiście zgodnego z linią ideologiczną religijnych fundamentalistów.

Ordo Iuris dąży do wpływu na obecną władze z rozmachem. Z jego środowiska wywodzi się już dziś:

  • dwóch nowych sędziów Sądu Najwyższego,
  • wiceminister spraw zagranicznych,
  • krajowy konsultant ds. genetyki,
  • członek Rady Narodowego Instytutu Wolności
  • i członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

O Ordo Iuris czytaj tutaj >>>

To już nawet nie jest walka o rząd dusz. Ta została przegrana. To walka o etaty, statystyki, ideologiczny wpływ na szkołę. Jeśli MEN posłucha abp. Skworca, można składać serdeczne wyrazy współczucia katechetom.

Jak młodzież zareagowałaby na przymusową katechezę? Nietrudno się domyślić. Już od lat słychać pojedyncze głosy hierarchów, że z katechezą coś poszło nie tak. Wprowadzenie religii do szkół odarło ją z wymiaru duchowego, doprowadziło do zerwania związku młodych ze swoimi parafiami, w żadnym wymiarze nie wpłynęło na wyznawane wartości ani też nie zwiększyło poziomu wiedzy religijnej. Jednak twarde jądro episkopatu mówi „nie” wszelkim propozycjom zmian.

O młodzieży, która odrzuca katechezę >>>

„Domagamy się uchwalenia przez spółki medialne deklaracji rzetelnego informowania o zmianach klimatu” – czytamy we wspólnym liście środowisk naukowych i organizacji oraz ruchów ekologicznych do mediów. Media liberalne tę misję realizują już całkiem nieźle. Ostoją denializmu jest dziś prasa prawicowa i media prorządowe.

Więcej o apelu do prawicowych mediów w sprawie klimatu >>>

Technologia rozpoznawania twarzy stała się źródłem wielu obaw dotyczących ochrony prywatności. Używane do tego celu oprogramowanie pojawia się w coraz częściej w codziennym życiu: na przejściach granicznych, w samochodach policyjnych, na stadionach, lotniskach, uczelniach. I po prostu na ulicach. Jednak dążenia do kontroli tego zjawiska spotykają się ze stanowczym oporem rządów po obu stronach Atlantyku – piszą Janosch Delcker i Cristiano Lima z POLITICO.

O niebezpieczeństwie technologii „rozpoznawania twarzy” czytaj tutaj >>>

Trzej Królowie z wizytą w Pałacu N.

Role główne:
Kacper – hinduski zwolennik hindutwy
Melchior – irański członek strażników rewolucji
Baltazar – indyferentny światopoglądowo Arab w drodze do Europy
Andrzej – Polak katolik

Statyści:
Agata – żona Andrzeja

Rozmowa odbywa się w Pałacu N., w którym Andrzej podejmuje swoich gości udających się do stajenki. Rozmowa trwa już chwilę, więc mamy za sobą nudne konwenanse powitań.

– „Jakże się cieszę, że Panowie zechcieli odwiedzić przedmurze chrześcijaństwa i kolebkę najwyższych galaktycznych wartości” – Andrzej uśmiecha się trochę, jakby myślami był gdzie indziej, bo pewno jest. – „A jak trafiliście do nas, do serca Europy, w pępek świata?”

– „Nie wiem jak koledzy, ale ja osobiście, jechałem do Niemiec” – Baltazar zerka na pozostałych. – „Wystąpiły chwilowe trudności… musiałem się zatrzymać na kilka dni”.

– „A czemu do Niemiec?” – dziwi się Andrzej. – „Do germańskiego najeźdźcy? Stajenka jest przecież w drugą stronę”. Andrzej odpala Google mapę, żeby się upewnić.

– „Bo w Niemczech dobrze płacą i poza tym jakoś tak mniej obco” – Baltazar orientuje się, że popełnił być może delikatne faux pas, więc dodaje: – „To znaczy nie żeby tu jakoś było coś nie tego, ale jednak oni euro mają i w ogóle, wie Pan”.

– „Euro, euro” – do rozmowy włącza się Melchior strażnik rewolucji islamskiej. – „Wam tylko to w głowie. A gdzie idee, gdzie fundamentalizm, religia i w ogóle duchowość?”

– „No właśnie, gdzie?” – przytakuje Andrzej, po czym dodaje, bo akurat namierzył stajenkę w Google mapach. – „O, mam. Do Betlejemki pięć godzin dziewięć minut, na Kraków trzeba jechać, potem Zakopane, no i trzeba dojść kawałek niestety pod górę…”.

– „Ale po co mamy tam iść?” – pyta nagle Kacper, który do tej pory wydawał się przysypiać.

– „Jak to po co?” – dziwi się Andrzej. – „Po epifanię, po objawienie”.

– „A daj pan spokój z tą epifanią, co ja z niej będę miał?” – Baltazar zaczyna się chichrać.

– „A do Mekki, to po co chodzicie niby?” – Andrzej ciśnie swoje.

– „Ja tam do żadnej Mekki nie chodzę, do Niemiec jadę i nie będę się uganiać za jakimiś marami” – kontruje Baltazar.

– „I dlatego tylko Iran może ocalić świat” – Melchior wstaje gwałtownie jakby szykował się do przemowy, ale nie przemawia.

– „Jaki świat, jaki Iran?” – teraz Kacper dziwi się nie na żarty. – „Kolebka świata jest u źródeł Gangesu”.

– „A nigdy w życiu panie, co pan opowiada?” – Melchior z Iranu jest wyraźnie poddenerwowany. – „Z Gangesu pan do Dżanny nie trafisz”.

– „Do kogo?” – Andrzej sięga po telefon, żeby sprawdzić, ale akurat pisze do niego Leśne ruchadełko na Tweeterze, więc znów gubi wątek.

– „Nie do kogo, a do czego. Do raju oczywiście, między wiecznie młode hurysy” – Melchior zerka na Baltazara i pyta z przekąsem. – „Pan wie, mam nadzieję, o czym mówię?”

– „Wiem, wiem, ale ja na razie do Bremen jadę, miasto portowe, tam też są wie pan te…” – Baltazar uśmiecha się porozumiewawczo do kolegi z Iranu.

– „To oburzające” – Pers traci kompletnie dystans. – „Widzę, że my sami będziemy musieli zaprowadzić mahometański ład na świecie. Cały ten Wasz dżihad to kiszka z wodą jest. Tylko szyici”.

– „Tylko hinduizm” – Kacper przerywa czytanie wedy na FB. – „Nas jest, proszę pana, już tyle w tej chwili, że was czapkami nakryjemy”.

– „Panowie, panowie” – Andrzej odkłada komórkę, bo weszła właśnie Agata, która skarciła go wzrokiem, bo zrobiło się za głośno i nie mogła już oglądać swojego ulubionego programu kulinarnego. – „Przecież do stajenki mieliście iść, do Jezusa, wszyscy poganie muszą się w końcu nawrócić”.

– „A weź pan przestań z tym Jezusem Waszym, przecież to niemowlę jest” – Melchior śmieje się trochę na siłę.

– „Może i niemowlę, ale starsze od Waszego Mahometa o sześćset lat, zresztą przypominam, że jesteście w sercu, w kolebce, w pępku” – Andrzej, najwyraźniej też zaczyna tracić nerwy.

– „A od naszego też niby starsze? Mahabharatę, proszę Pana, zaczęli pisać trzysta lat przed Waszym niemowlakiem, zresztą z mapy widać, że to my jesteśmy pępkiem, a nie Wy, w końcu to u nas ten Wasz cały Eden leżał” – Kacper z Bombaju wyraźnie staje się prowokacyjny.

– „Przepraszam bardzo, ale może i niemowlę mamy młodsze od tej całej Waszej księgi, ale zapowiadał je już Stary Testament, który, jak sama nazwa wskazuje, jest stary” – Andrzej nie daje za wygraną. – „Więc zapraszam do Betlejemki. Tam zrozumiecie, dlaczego my mamy rację”.

– „A stamtąd bliżej do Niemiec będę miał?” – Baltazar najwyraźniej skupiony jest tylko na jednym.

– „Panie Baltazarze, weź pan no się trochę skup” – Melchior z Iranu gani swojego kolegę w wierze, po czym zerka na Andrzeja podejrzliwie. – „Sercem świata to my jesteśmy wedle mojej wiedzy. A swoją drogą to Wasze niemowlę to Żyd jest chyba, o ile mnie pamięć nie myli?”

– „Jak Żyd? Z Zakopanego, z Wiktorówek Żyd, coś pan na głowę upadł?” – obrusza się Andrzej. – „Poza tym jak Żyd, skoro Polska jest Chrystusem narodów”.

– „On był u nas” – ni stąd, ni zowąd do rozmowy powraca Kacper, który wcześniej sprawdzał w specjalnej aplikacji, który z rozlicznych bogów Wisznu ma dziś swoje święto.

– „Kto?” – pyta zdziwiony Andrzej.

– „No ten Wasz cały Jezus, a kto?” – Kacper odpowiada ze złośliwą satysfakcją.

– „Jak był, kiedy?” – Andrzej nie może uwierzyć w taką zuchwałość.

– „No przez te trzydzieści lat, co go nie było, co to niby zbiegł do Egiptu i nikt go nie widział, a on u nas był, nauki pobierał od naszych” – Kacper z sarkazmem wykłada swoją hipotezę.

– „A to ja chyba akurat przez Egipt jechałem” – ciszę przerywa Baltazar, który sprawdzał w telefonie, jak z Zakopanego przejechać do Niemiec. – „Ładny kraj, piramidy, trochę sucho”.

– „No zaraz, ale to co wy w ogóle tu robicie Panowie?” – Andrzej próbuje przypomnieć im cel wizyty.

– „Ja przejazdem jestem” – najszybszy z odpowiedzią jest Baltazar. – „Zresztą już mówiłem. Swoją drogą, może by mi kolega pomógł jakoś przyspieszyć sprawy z tymi Niemcami” – zwraca się do Andrzeja. – „Słyszałem, że ma kolega tu pewne – powiedzmy – wpływy”.

– „Na kierunku niemieckim to akurat najsłabsze” – kręci głową Andrzej.

– „Ja z odzieżą przyjechałem” – przyznaje się hinduski Kacper. – „Mamy tu z żoną kilka sklepów”.

– „Ja, jako strażnik rewolucji mam tu swoje punkty kontaktowe, przyjechałem na spotkanie z kolegami z Hezbollahu” – uśmiecha się Melchior. – „Tak się złożyło”.

– „A gwiazda?” – Andrzej melancholijnie zerka za okno.

– „Gwiazda czego?” – zaciekawia się Kacper, bo jego żona występuje w większości produkcji w Bollywoodzie.

– „Gwiazda na niebie, betlejemska” – Andrzej ciśnie swoje. – „To ona Was tu przecież doprowadziła”.

– „To kwiat taki, dobrze mówię?” – uśmiecha się Kacper, który z racji posiadania sklepów z odzieżą jest najbardziej oblatany.

Andrzej nie może uwierzyć. Przygląda się tamtym, jakby byli z innej planety. Właściwie nie wie, co ma dalej zrobić. W tym momencie do salonu wchodzi Agata.

– „Jadę do Arkadii” – stwierdza bez ogródek. – „Kluczyki to gdzie są?”

– „Jakie kluczyki? Przecież kierowców mamy” – Andrzej czuje się coraz bardziej zagubiony. – „Zawiozą Cię”.

– „Nie, to już wolę sama, jeszcze mi życie miłe” – Agata podchodzi do komody i wyciąga z niej kluczyki do prezydenckiej limuzyny.

– „A do jakiej pani arkadii jedzie, jeśli można wiedzieć?” – pyta nieśmiało Baltazar. – „Do tej słynnej krainy wiecznej szczęśliwości?”

– „Czy ja wiem?” – zastanawia się Agata. – „Wiecznej to może przesada, ale promocje są, więc do końca tygodnia powinno starczyć”.

– „No to ja bym się chętnie zabrał” – wstaje arabski Baltazar, który chce do Niemiec.

– „A to i ja dołączę” – uśmiecha się Kacper, Hindus pachnący kadzidłem. – „Obiecałem mamie buty kupić”.

– „Jak wszyscy, to wszyscy” – dodaje bojownik strażników rewolucji Melchior z Iranu.

– „Ale jak panowie, a Betlejemka, a stajenka, mirra, kadzidło, złoto?” – denerwuje się Andrzej, który dostał wyraźne wytyczne od pewnego księdza z Torunia.

Po chwili w salonie nie ma już jednak nikogo. Wszyscy wyszli, więc Andrzej nie bacząc dłużej na wytyczne, zzuwa kapcie, zakłada buty, porywa pugilares leżący na komodzie i biegiem rusza za nimi.

W końcu Jezus nie zając, a promocje zaraz się kończą.

Banaś, przyznaj się, komu i gdzie ukradłeś

Politycy PO chcą ujawnienia majątku Mariana Banasia. Skierowali w tej sprawie wniosek do szefa krakowskiej Izby Administracji Skarbowej. – Obywatelom należy się jawność w życiu publicznym – uzasadniła wniosek Izabela Leszczyna. – Pan Banaś mógł dopuścić się przestępstwa skarbowego, które jest opisane w art. 56 kodeksu karnego skarbowego – dodała. Marian Banaś wydał oświadczenie, w którym przekonuje, że wszystkie kamienice nabył uczciwie i pozostaje na stanowisku szefa NIK-u.

“To atak na moją osobę”

“Wszystkie moje nieruchomości nabyłem na podstawie aktów notarialnych w sposób uczciwy i zgodny z prawem, w tym również kamienicę, która stała się powodem ataku na moją osobę” – napisał w przekazanym przez PAP oświadczeniu Marian Banaś.

“Z oburzeniem przyjmuję fakt łączenia mojej osoby z człowiekiem przedstawianym w reportażu filmowym” – czytamy także.

Przypomnijmy, że w reportażu “Superwizjera” widać, jak w wynajmowanej na godziny kamienicy, której właścicielem był obecny szef NIK, znany w krakowskim półświatku obwieszony złotem zarządca deklaruje, że “dzwoni do Banasia”.

Marian Banaś przyznał potem w TVP, że telefon rzeczywiście odebrał. W oświadczeniu przekazanym PAP pisze: “Kiedy zorientowałem się, że rozmawiam z osobą niebędącą dzierżawcą, przerwałem połączenie”.

“Obywatelom należy się jawność w życiu publicznym”

– Pewne w życiu są ponoć dwie rzeczy: śmierć i podatki – mówiła na konferencji w Sejmie Paulina Hennig-Kloska. – Uznałam, że to właśnie podatki mogą doprowadzić nas do prawdy nt. dochodów i majątków pana Banasia – dodała.

– Informacja o całokształcie rozliczeń podatkowych prezesa NIK może dać nam odpowiedź na dwa kluczowe pytania: czy majątek, który widnieje w oświadczeniu prezesa Banasia, został pozyskany w sposób legalny, pochodzi z legalnych źródeł wypracowanych przez prezesa NIK oraz czy dochody ujawniane w tych o świadczeniach nie były zaniżone – tłumaczyła posłanka KO.

Bez tajemnicy dla dobra publicznego

Platforma zapowiedziała skierowanie do szefa krakowskiej Izby Administracji Skarbowej wniosku o upublicznienie danych o podatkach zapłaconych przez szefa NIK. Wniosek dotyczy 5 grup: podatku dochodowego, podatku od czynności cywilnoprawnych, podatku od spadku i darowizn, od nieruchomości oraz od dochodów kapitałowych.

– Zdajemy sobie sprawę, że są to informacje objęte tajemnicą skarbową, ale może ją zdjąć szef Krajowej Administracji Skarbowej ze względu na ważny interes publiczny i konieczność urzeczywistnienia prawa obywateli do rzetelnego informowania nt. działań organów podatkowych i jawności życia publicznego – tłumaczyła Hennig-Kloska.

CBA powinna upublicznić raport

– Na podstawie informacji, które sam Marian Banaś przekazał w TVP, i jego oświadczań majątkowych uważamy, że pan Banaś mógł dopuścić się przestępstwa skarbowego, które jest opisane w art. 56 kodeksu karnego skarbowego – tłumaczył Izabela Leszczyna.

Wnioski z raportu, nad którym CBA pracowała od ponad 9 miesięcy, wciąż są owiane tajemnicą.

– Marian Banaś schował się w Najwyższej Izbie Kontroli, chce przez najbliższe 6 lat z parasolem PiS nad swoją głowa kontrolować życie publiczne w Polsce, a sam jest człowiekiem, który ma wiele do ukrycia – uważa posłanka.

Zapowiedziała także, że jeżeli CBA nie upubliczni raportu i nie zostanie zdjęta tajemnica z zeznań podatkowych Banasia, skieruje do prokuratury wniosek o postępowanie przeciwko naczelnikowi US w Krakowie, który dopuścił się zaniechania czynności, jakie powinien wykonać w stosunku do Mariana Banasia.

Banaś czyścicielem kamienic?

Ostanie doniesienia medialne nt. krakowskich kamienic, w których posiadaniu był Marian Banaś, każą podejrzewać, że szef NIK-u mógł “wyczyścić” kamienicę z lokatorów.

Dwie kamienice przy ul. Krasickiego, należące jeszcze niedawno do Banasia, znajdują się na tzw. czarnej liście urzędników – nieruchomości powinny należeć do miasta, lecz tak się nie dzieje ze względu na komplikacje natury prawnej.

Prawdą jest, że Marian Banaś nabył jedną z kamienic z lokatorami i sprzedał już niezamieszkałą. Część z nich miała zostać eksmitowana, część sama miała się wyprowadzić.

– Zastanawiam się, dlaczego Patryk Jaki z panem Kaletą nie zajmują się kamienicami w Krakowie – pytała Izabela Leszczyna.

– Warto się przyjrzeć, w jakich okolicznościach Marian Banaś nabył te kamienice. Okazuje się, że Banaś tak walczył z mafiami VAT-owskimi, jak darczyńca, od którego nabył kamienice, był w AK – dodała posłanka.

Gwałt czyściciela kamienic Mariana Banasia, że taki nikczemny człowiek był ministrem, jeszcze jest szefem NIK.

Xerofas

Na światło dzienne wychodzą kolejne fakty dotyczące Mariana Banasia, którego jeszcze nie tak dawno prominentni politycy PiS nazywali kryształową uczciwością. Tym razem okazuje się, że pan Banaś był też współwłaścicielem kamienicy sąsiadującej z tą, gdzie wynajmowano pokoje na godziny.

Z redakcją „Gazety Wyborczej” skontaktowała się Teresa H. S. mieszkająca od lat w USA. Okazuje się, że to właśnie z nią Banaś zakupił nieruchomość przy ul. Krasickiego 26. Kamienica ponad 100 – letnia, trzypiętrowa, o powierzchni ponad 422 m kw. Pani Teresa wyłożyła na jej zakup 200 tys. zł, a Banaś podjął się uwolnienia budynku od niewygodnych lokatorów i to był właśnie jego wkład w biznes. Po 9 latach sprzedali kamienicę za 1,2 mln zł i podzielili się pieniędzmi.

W 2014 roku Teresa H. S. uznała, że należy jej się jeszcze 100 tys. zł z odsetkami i oddała sprawę do sądu. Banaś przyznaje, że nie wywiązał się do końca z zawartej…

View original post 298 słów więcej

 

Bestia w sutannie

16 księży archidiecezji gdańskiej w oświadczeniu wysłanym do nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio potwierdziło prawdziwość informacji zawartych w reportażu TVN24 „Czarno na białym” na temat metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia. „Ksiądz o abp Głódziu: „Publiczne poniżanie – on jest w tym naprawdę niezły”.

W swoim oświadczeniu duchowni wyrażają gotowość powtórzenia zarzutów wobec abpa Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce. Mówią o publicznym poniżaniu przez metropolitę gdańskiego, wymuszaniu pieniędzy i ubliżaniu im za zbyt niskie datki.

Nazwiska 16 księży zostały podane do wiadomości nuncjusza. Treść oświadczenia przekazano też do wiadomości Sekretariatu Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

Z reportażu TVN24 wynikało, że składane wcześniej przez księży skargi na postępowanie Głódzia pozostały bez echa. Nie zareagował na nie ani poprzedni, ani obecny nuncjusz  apostolski w Polsce.

– „W tym wypadku tylko systematyczna akcja typu: nie idziemy do kościoła (i nie dajemy na tace i inne) wywoła jakiś efekt, na reakcję z wewnątrz KK nie ma co liczyć, nawet na samego papieża Franciszka”; – „W wojsku jest fala, ale to, co wyprawiał Leszek to było tsunami”; – „Im się wydaje, że są niezatapialni. Przykład Irlandii wskazuje, że są w błędzie” – komentowali internauci.

– „W 2013 roku mówił, że zapłodnienie in vitro grozi autyzmem i upośledzeniami, a „z punktu widzenia genetyki zapłodnienie pozaustrojowe może stanowić zagrożenie dla człowieka” – tak o prof. Andrzeju Kochańskim – nowym krajowym konsultancie ds. genetyki klinicznej – pisze na Facebooku posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek. Został on właśnie powołany na to stanowisko przez ministra zdrowia i będzie zajmował się m.in. programami leczenia niepłodności.

Kochański związany jest z Instytutem Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Jest także ekspertem zasiadającym w Radzie Naukowej Ordo Iuris oraz Zespołu ds. Bioetyki Konferencji Episkopatu Polski.

W Ordo Iuris Kochański zajmował się m.in. sporządzaniem opinii na temat aborcji, badań prenatalnych i tabletek „dzień po”. Twierdził, że nierzadko badania prenatalne stanowią pretekst do późniejszego „zabicia dziecka”.

Polska Akademia Nauk miała odcinać się od jego poglądów i wypowiedzi.  Bartosz Arłukowicz, który w rządzie PO-PSL był ministrem zdrowia, domagał się, aby antynaukowe wypowiedzi Kochańskiego zbadała komisja etyki PAN.

Nominacją Kochańskiego jest zaskoczona prof. Olga Haus, prezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Genetyki Człowieka. – Niestety, nikt nie konsultował z nami kwestii zmiany konsultanta, co było dotychczas dobrym obyczajem w relacjach naszego Towarzystwa z Ministerstwem Zdrowia. Nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, dowiedziałam się – tak jak cały zarząd – w dniu, w którym zmiana nastąpiła. Odwołanie poprzedniej konsultant prof. Marii Sąsiadek uważam za dużą stratę dla całego środowiska, a moment został wybrany wyjątkowo niefortunnie – tuż przed egzaminami specjalizacyjnymi, nie wspominając o tym, że również przed końcem kadencji” – powiedziała prof. Haus w rozmowie z tygodnikiem „Polityka”.

Jest wicedyrektorem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, wicedyrektorem TVP ds. korporacyjnych i na dodatek podczas ostatnich wyborów pełnił funkcję pełnomocnika zarządu TVP ds. wyborów. Wszystkie te stanowiska piastuje Paweł Gajewski, a ma zaledwie 26 lat…

Jest też… świeżo upieczonym maturzystą. Według informatorów tygodnika „Polityka” Gajewski niedawno zdał ją eksternistycznie.

Jest uważany w TVP za prawą rękę Jacka Kurskiego. Nazywany jest „parasolem” – ponoć tak zwracał się do niego prezes TVP. „Ksywka” pojawiła się po opublikowaniu zdjęcia, zrobionego podczas festiwalu w Opolu. Na fotografii Gajewski trzyma rzeczony parasol nad Jackiem Kurskim i jego żoną.

Z danych – na podstawie sprawozdań finansowych TVP – opublikowanych przez portal Wirtualne Media wynika, że dyrektorzy i ich zastępcy zarabiają ok. 22 tys. zł miesięcznie brutto. Gajewski ma także do dyspozycji służbowy samochód.

Jego znajomość z Jackiem Kurski zaczęła się, kiedy obecny prezes TVP i Zbigniew Ziobro powołali do istnienia Solidarną Polskę. Gajewski został szefem młodzieżówki tej partii. Teraz – według rozmówców „Polityki” – jako wiceszef TAI Gajewski „dba, by ludzie Ziobry i on sam mieli zarezerwowany odpowiedni czas antenowy”.

Dziennikarce „Polityki” nie udało się skontaktować ze świeżo upieczonym maturzystą. Paweł Gajewski nie odbierał telefonu i nie odpowiedział na SMS.

Małgorzata Kidawa-Błońska ma wszystko, co potrzebne prezydentowi

Poseł Adam „Smród” Lipiński był gościem programu Gość Wydarzeń w Polsat News. Polityk PiS został zapytany przez prowadząca program Dorotę Gawryluk m.in. na temat zbliżających się wyborów prezydenckich.

Tak ten „Smród” wyglądający, jak parobek,  rzekł o kobiecie z ogromną klasą, poza jest poza jego zasięgiem:

– Donald Tusk ma duży potencjał i tu nie ma o czym dyskutować. (Tusk byłby groźniejszy?) – Sądzę, że tak. (…) Po to, żeby być prezydentem, wygrać wybory prezydenckie – trzeba mieć jednak duże doświadczenie, dużą determinację, odpowiednie otoczenie itd. Nie wiem, czy pani Kidawa to ma.

Kartofle pisowskie czują zagrożenie ze strony kobiety z klasą, jaką jest pani Małgorzata.

Xerofas

Jestem gotowa, aby w wyborach prezydenckich pokonać Andrzeja Dudę i mam pomysł, jak to zrobić; jeśli moja kandydatura zostanie wystawiona, biorę się do tego, żeby te wybory wygrać, kandydat KO będzie znany na początku grudnia – mówiła we wtorek Małgorzata Kidawa-Błońska (PO).

Kidawa-Błońska była pytana w rozmowie z gazeta.pl o ewentualny start w wyborach prezydenckich. „Jesteśmy na etapie wyłaniania kandydata czy kandydatki Koalicji Obywatelskiej na tę funkcję. Jeżeli będzie zgoda i będzie wystawiona moja kandydatura, ja z całą odpowiedzialnością biorę się do tego, żeby te wybory wygrać” – powiedziała.

Dopytywana, czy jest gotowa i miałaby pomysł, na to, żeby pokonać w wyborach urzędującego prezydenta Andrzeja Dudę, odparła: „mam pomysł i jestem gotowa”. Kidawa-Błońska zaznaczyła, że nie jest jeszcze kandydatką i nie prowadzi kampanii. Nie chciała powiedzieć, jaki ma pomysł na wygranie z Dudą.

Według Kidawy-Błońskiej, powinniśmy jak najszybciej poznać kandydata…

View original post 272 słowa więcej

 

PiS to władza w rękach prostaków

Ultrakatolicka organizacja Ordo Iuris rozesłała do stowarzyszeń i fundacji, działających na rzecz środowisk LGBT czy wspierających ofiary przemocy wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Domaga się od nich „wyszczególnienia i opisania wszystkich projektów”, którymi się zajmują i dostarczenia kopii wszystkich umów, zawartych od początku ich istnienia aż do 17 lipca 2019 r., czyli dnia wysłania wniosku przez Ordo Iuris.

„Dostaliśmy pismo od organizacji posiadającej ogromne zasoby, organizacji, która domaga się od nas przegrzebania dokumentów sprzed lat. Mamy na to 14 dni. Nikt w Fabryce Równości nie pracuje na nawet skrawku etatu. Od lat usilnie walczymy z wiatrakami i próbujemy zagwarantować podstawowe prawa człowieka osobom LGBT. Jest to w dużej mierze akcja przemyślana na dręczenie naszego środowiska, być może w jakimś stopniu próbę zastraszania. Zbiegło się to niezwykle fortunnie z akcją pewnej prawicowej gazety, która postanowiła dołączyć do swojego najnowszego numeru naklejki „Strefa wolna od LGBT+” – napisali na Facebooku działacze Stowarzyszenia Fabryka Równości z Łodzi. O wspomnianej akcji w artykule „Tygodnik Sakiewicza z homofobiczną naklejką – „Jakie to uczucie nawiązywać do spuścizny nazistów?”.

Pismo ultrakatolickiej organizacji trafiło także do Stowarzyszenia na Rzecz Kobiet BABA z Zielonej Góry. – Jeżeli Ordo Iuris chce wiedzieć o nas wszystko i musimy udostępnić im więcej informacji niż prokuraturze, ministerstwom, kontrolerom ZUS, NIK i kto nas tam jeszcze sprawdzał ostatnimi laty, to znaczy, że jesteśmy w ścisłej czołówce ogólnopolskich organizacji pozarządowych broniących praw człowieka i praworządności w Polsce” – czytamy na Facebooku Stowarzyszenia.

W rozmowie z „GW” prezes BABY Anita Kucharska-Dziedzic dodała: – „My nie mamy nic do ukrycia. Wszystkie sprawozdania publikujemy regularnie na naszych stronach. Będziemy dopytywać, co chcą wiedzieć konkretnie, bo pismo jest dość niejasno sformułowane. Materiałów, o jakie wnioskują jest tak dużo, że chyba prościej będzie zaprosić ich do nas, by na miejscu przejrzeli sobie wszystkie segregatory”.

>>>

Jeżeli ktoś w tych wyborach będzie prawdziwą koalicją, to właśnie Koalicja Obywatelska. W jej skład wchodzi kilka niezależnych podmiotów, reprezentowane są środowiska samorządowe, a to dopiero początek – mówi Tomasz Siemoniak, wiceszef Platformy Obywatelskiej, były minister obrony narodowej. – Do pokonania PiS-u potrzeba znacznie większej mobilizacji, niż “składanie” partii politycznych. PO wzięła odpowiedzialność za Koalicję Europejską, będąc jej największym podmiotem, ale pozostawiając przestrzeń dla partnerów, teraz chcemy stworzyć nową przestrzeń w horyzoncie obywatelskim – dodaje

KAMILA TERPIAŁ: Zacznę od najtrudniejszego pytania: dlaczego nie udało się znowu zjednoczyć opozycji? Co poszło nie tak?

TOMASZ SIEMONIAK: Duże znaczenie miała decyzja PSL-u, aby opuścić Koalicję Europejską. Tym samym szeroki blok stworzony na wybory europejskie przestał istnieć. Po rozmowach i próbach stworzenia go na nowo uznaliśmy, że jest to sytuacja, w której pewne sprawy trzeba przeciąć. Zdecydowaliśmy się nie kontynuować formuły partyjnej, która najwidoczniej się nie sprawdza, i zmienić formułę na obywatelskie listy ze społecznikami, członkami organizacji pozarządowych, samorządowcami. Do pokonania PiS-u potrzeba znacznie większej mobilizacji, niż “składanie” partii politycznych. PO wzięła odpowiedzialność za Koalicję Europejską, będąc jej największym podmiotem, ale pozostawiając przestrzeń dla partnerów, teraz chcemy stworzyć nową przestrzeń w horyzoncie obywatelskim. Chcemy, aby nasze listy przyciągnęły jak najwięcej wyborców, dały powiew świeżości i obywatelskiej energii.

ODWOŁUJEMY SIĘ NIE TYLKO DO KONKRETNYCH ŚRODOWISK, ALE TEŻ DO TYCH, KTÓRZY PRZEZ 4 LATA PROTESTOWALI W OBRONIE DEMOKRACJI. LICZYMY, ŻE TU JEST OGROMNY POTENCJAŁ, BO TO SĄ LUDZIE, KTÓRZY CHCĄ ZMIANY.

Dlaczego politycy PO nagle stwierdzili, że formuła partyjna się nie sprawdza? Wcześniej słyszeliśmy, że to najlepsze rozwiązanie.
Ta formuła pokazała jednak swoje ograniczenie, bo nie wygraliśmy w maju. Przyniosła co prawda dobry wynik i współpracę różnych środowisk politycznych, które wcześniej były podzielone, ale widać, że do zwycięstwa z PiS-em potrzeba czegoś więcej. Mamy swój program i nie chcemy, żeby teraz wszystko skupiło się na negocjacjach międzypartyjnych. Na posiedzeniu zarządu partii poczuliśmy, że dalsze negocjacje byłyby jałowe. W życiu i w polityce czasami tak bywa, że przychodzi moment, w którym trzeba zrobić śmiały krok do przodu.

PAROKROTNIE POKAZALIŚMY, ŻE POTRAFIMY PRZYCIĄGNĄĆ RÓŻNE ŚRODOWISKA. ZNOWU POKAZUJEMY, ŻE JESTEŚMY GOTOWI ZREZYGNOWAĆ Z WŁASNEGO SZYLDU DLA DOBRA WIĘKSZEGO PROJEKTU.

To nie jest jednak krok do tyłu? Włodzimierz Czarzasty, komentując decyzję PO, mówi, że “ze zdziwieniem patrzy, jak został rozwalony największy i najlepszy projekt po transformacji”.
To są emocjonalne oceny. Bywały jednak projekty, które miały wyższe wyniki wyborcze, niż ten wynik Koalicji Europejskiej.

Ale była to jednak najszersza koalicja, jaką udało się stworzyć.
Szerokość koalicji wyznacza wynik wyborczy. Tak naprawdę przesądza nie liczba partii, tylko liczba głosów i zdolność do zwycięstwa. Broniliśmy idei Koalicji Europejskiej i szerokiego bloku, ale w momencie, kiedy zdecydowanie wyszedł z niego PSL, sytuacja się zmieniła.

WYDAJE MI SIĘ, ŻE ANI PSL, ANI SLD NIE PÓJDĄ DO WYBORÓW JAKO KOALICJE, TYLKO POD WŁASNYMI SZYLDAMI.

Powstanie przecież lewicowa koalicja SLD, Wiosna i Razem.
Skończy się tak, że na listach SLD pojawią się działacze Wiosny i Partii Razem. Przecież Włodzimierz Czarzasty nie zaryzykuje po raz drugi tego, aby nie przekroczyć progu wyborczego. A PSL nawet nie ma z kim zawrzeć takiej koalicji. PiS też idzie do wyborów jako partia, biorąc na listy przedstawicieli dwóch innych partii. Więc jeżeli ktoś w tych wyborach będzie prawdziwą koalicją, to właśnie Koalicja Obywatelska. W jej skład wchodzi kilka niezależnych podmiotów, reprezentowane są środowiska samorządowe, a to dopiero początek.

W takiej konfiguracji przecież trudniej będzie wygrać z PiS-em.
Wierzyliśmy w szeroki blok i walczyliśmy o to do końca, ale nikogo nie można do niczego zmusić.

LICZYLIŚMY, ŻE KOLEDZY I KOLEŻANKI Z PSL-U, BIORĄC POD UWAGĘ INTERES POLSKI, ZDECYDUJĄ SIĘ JEDNAK DO NAS PRZYŁĄCZYĆ. OSTATECZNIE STAŁO SIĘ, JAK SIĘ STAŁO. ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA TO BIERZE PSL. MÓWIĘ TO NIE PO RAZ PIERWSZY – TAKA DECYZJA LUDOWCÓW TO OGROMNY BŁĄD.

Od dzisiaj mamy nową sytuację i skupiamy się na pracy jako Koalicja Obywatelska. Za tydzień chcemy pokazać dużą część list.

Może trzeba było przyjąć pod skrzydła KO chociaż polityków lewicy?
Uważaliśmy, że to nie jest dobry pomysł, bo szeroki blok ma sens tylko wtedy, kiedy znajdą się w nim wszystkie podmioty, które były w KE. Przyjęliśmy według nas najlepsze i optymalne rozwiązanie. Decyzja zarządu partii była jednomyślna. Współpraca w przyszłości jest jednak zawsze możliwa.

W NASZYM PRZEKONANIU WYBRALIŚMY ROZWIĄZANIE, KTÓRE DAJE NAJWIĘKSZĄ SZANSĘ NA WYGRANĄ Z PIS-EM.

Jest to skutek pewnej sekwencji zdarzeń, ale także przekonania, w którym miejscu na scenie politycznej jest PO i KO.

To jest ostateczna decyzja?
Tak. Nie ma czasu na zmiany. W sensie konstrukcji koalicji decyzja jest ostateczna, ale jesteśmy otwarci na współpracę z demokratami i patriotami, ze wszystkimi, którym dobro Polski leży na sercu. Będziemy pracować jeszcze nad konkretnym kształtem list wyborczych.

Zgłasza się na nie dużo osób spoza polityki?
Z tego, co wiem, to tak. Rozmowy na razie toczą się na poziomie regionalnym. Ale do mnie czy przewodniczącego PO też zgłaszają się osoby, które chcą do nas dołączyć. Czasami są to znane nazwiska, ale czasami po prostu obywatele, którzy nie godzą się na to, co się w Polsce dzieje. Pełny obraz będziemy mieli w ciągu najbliższych dni.

MAM POCZUCIE, ŻE NOWY PROJEKT KOALICJI OBYWATELSKIEJ JEST CIEKAWY I PRZYCIĄGAJĄCY LUDZI.

Politycy będą w stanie oddać dobre miejsca takim bezpartyjnym kandydatom?
Oczywiście. Tak było już w wyborach europejskich. Na przykład jedynkę w ważnym okręgu dolnośląsko-opolskim dostała pani Janina Ochojska, a w okręgu podlaskim Tomasz Frankowski. Mamy świadomość, że w polityce warto otwierać się na nowe osoby i obdarzać je zaufaniem. Potrzeba reagowania i szukania nowych twarzy, a nie obracania się w tym samym gronie, bo tylko wtedy można coś osiągnąć.

Pan będzie kandydował?
Zamierzam kandydować.

Wiadomo z którego miejsca i gdzie?
To okaże się w przyszłym tygodniu. Musimy jeszcze wszystko dopracować, tak aby listy były jak najbardziej optymalne.

PATRZĄC NA JEDYNKI PIS-U, WIEM, ŻE NASZE LISTY BĘDĄ SILNIEJSZE W SENSIE JAKOŚCI PERSONALNEJ.

Wierzy pan, że uda się opozycji wystawić wspólnych kandydatów do Senatu?
Mam nadzieję, że bez względu na wszystko zobowiązują nas wcześniejsze ustalenia. W okręgach jednomandatowych jest tak, że jeżeli kandydaci opozycyjni będą między sobą konkurować,to przyniesie jeden skutek – wygra kandydat PiS-u. A poparty przez wszystkich kandydat opozycji ma szansę w wielu miejscach wygrać. Pokazały to już wybory w 2015 roku. Jednomandatowe okręgi po prostu wymuszają współpracę. Chcemy zresztą oddać duże pole samorządowcom, aby proponowali kandydatów do Senatu. To ma być też wyjście naprzeciw ich postulatowi, aby Senat stał się izbą samorządową.

Pytanie, czy inni się na to zgodzą.
Od dawna zapowiadaliśmy to publicznie. Myślę, że się dogadamy.

SAMORZĄDOWCY ZGODZĄ SIĘ NA DOBREGO OBECNEGO SENATORA, A MY NA ŚWIETNEGO SAMORZĄDOWCA.

Nie boi się pan, że kłótnia i podział po stornie opozycji zamiast zmobilizować wyborców przyniesie odwrotny skutek? Ludzie chyba mają już dość politycznych sporów i wierzyli w zjednoczenie.
Wyborcy byli już zniecierpliwieni tym, że mijają tygodnie, a cały czas nie wiadomo, w jakim kształcie opozycja idzie do wyborów. Te decyzje kończą dyskusje i niepewność. Wiemy już, co dalej. Za parę dni te spory będą już odległą historią. Zaczynamy walkę o głosy Polaków.

Problem zacznie się wtedy, jak opozycja będzie o te głosy walczyć między sobą.
Jest takie ryzyko, ale mam nadzieję, że kapitał wypracowany w KE pozwoli nam się pięknie różnić. Będziemy rywalizować w wyborach, ale wierzę, że nie będziemy się jednocześnie atakować i używać języka agresji. Ze strony Koalicji Obywatelskiej jest taka wola, bo wiemy, że mamy wspólny cel – odsunąć PiS od władzy.

MUSIMY TEŻ MYŚLEĆ O PRZYSZŁOŚCI.

Po wyborach świat się nie kończy. Wierzę, że po pierwszych emocjach zwycięży jednak zdrowy rozsądek i poczucie, że więcej nas łączy, niż dzieli.

Sejmowa komisja śledcza ds. VAT miała w planach ponownie przesłuchać byłego premiera Donalda Tuska. Wielu spodziewało się zatem, że niedługo po raz kolejny może dojść do żenującego widowiska kompromitacji nieprzygotowywanych polityków PiS, tak jak miało to miejsce podczas poprzedniego starcia 17 czerwca, czy głośnego przesłuchania szefa Rady Europejskiej przez komisję ds. afery Amber Gold. Do takiego wydarzenia ku zaskoczeniu dziennikarzy jednak nie dojdzie, ponieważprzewodniczący komisji poseł Marcin Horała niespodziewanie oświadczył, że rezygnuje z planów przesłuchania byłego premiera.

Polityk stwierdził, że “Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk nie będzie już przesłuchiwany”Powodem takiej decyzji ma być unikanie przez szefa Rady Europejskiej stawienia się przed komisją. Marcin Horała konkluduje, że Tusk “ma pewne narzędzia, żeby to zrobić do pewnego czasu skutecznie”.

Chodzi przede wszystkim o fakt, że komisja śledcza planowała przesłuchać przewodniczącego Rady Europejskiej we wtorek 16 lipca, jednak mecenas Roman Giertych w imieniu Donalda Tuska złożył wniosek o usprawiedliwienie jego “nieobecności na posiedzeniu komisji ds. VAT” w oparciu o natłok obowiązków na końcu kadencji szefa Rady Europejskiej. W oparciu o powyższe przewodniczący komisji wysunął wniosek:
“Było jedno przesłuchanie, wiele najistotniejszych pytań padło.Uznaliśmy, że nie będziemy się bawić w króliczka, to jest niepoważne. Musielibyśmy wygenerować kilka terminów, a każdy co mniej więcej trzy tygodnie, tak żeby dotrzymać terminów doręczeń”.

Powyższe tłumaczenia zastanawiają jednak w świetle tego, jak bardzo zdeterminowany jest PiS w doprowadzaniu do końca spraw, które są mu politycznie na rękę. Taki ruch wskazuje bowiem jasno, że przesłuchanie Tuska nie jest dla rządzących dłużej priorytetowe. Powodów ku temu jest zaś co najmniej kilka. Pierwszym oczywistym jest to, że były premier nie jest łatwą ofiarą i próby zastawienia na niego zasadzki już parę razy skończyły się większymi szkodami dla samych przesłuchujących. Drugim równie ważnym elementem jest dążenie PiS, aby komisja złożyła raport przed jesiennymi wyborami. Poseł Horała przekazał, że dokument już powstaje teraz, aby zostać zaprezentowanym w sierpniu, co pokazuje, że członkowie komisji już stworzyli wizję, którą chcą przedstawić opinii publicznej, a co za tym idzie potrzeby zdobycia nowych faktów w komisji nie ma. Również warto mieć na uwadze, że Tusk nie otwierając ruchu politycznego po eurowyborach przestał być dla władzy tak palącym zagrożeniem, przynajmniej na najbliższe kilka miesięcy.

W świetle powyższych kolejne przesłuchanie nie dawało PiS większych korzyści, a wiązało się z politycznym ryzykiem, stąd decyzja Marcina Horały z tego punktu widzenia wpisuje się w strategię obozu władzy.

Zmiany w systemie podatkowym i emerytalnym, finansowanie pisowskiego eksperymentu oświatowego, realizacja wielu innych zadań to nic innego, jak obietnice wyborcze PiS załatwiane kosztem samorządów.

Tydzień temu przyznałam się, że życie w kraju nad Wisłą przestało być moim szczęściem, a stało się pechem. Bycie teraz polskim obywatelem niesie ze sobą spore wyzwanie, bo prawo, jakie znamy faktycznie nie obowiązuje, a na dodatek partia rządząca bardzo dba, by zapewnić nam takie rozrywki, które podkopują nasze poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i spokoju społecznego. Nie ma takiego obszaru życia publicznego, w którym by nie namieszała, nie skłóciła ludzi, nie zepsuła relacji obywatelskich.

Spójrzmy na samorządy – jednostki terytorialne, niesamowicie ważne dla dobrego funkcjonowania regionów, czyli nas, mieszkańców. I cóż się dzieje? PiS, realizując własne, autorytarne cele, sprowadza władzę samorządową do podłogi, mając w nosie jej rolę w rozwoju państwa i obrzucając winą za każde własne, fatalne posunięcie. Obniża podatek z 18% do 17%, ludzie wariują ze szczęścia, a przecież oznacza to stratę dużych pieniędzy. Tych pieniędzy, które samorządowcy ładowali w szpitale, oświatę, kulturę, infrastrukturę i wiele takich inwestycji, dzięki którym ich mieszkańcom powinno żyć się lepiej. Jak obliczono, obniżenie podatku oznacza 6,2 mld zł mniej w przyszłym roku, co spowoduje regres w finansach samorządowych i jednocześnie wpłynie na pogorszenie jakości życia w regionach. Może dojść nawet do takiej sytuacji, że nie uda się spiąć budżetu i… klapa. Kto za to odpowie? Oczywiście samorząd, bo przecież PiS wie, co robi, wszystko skalkulował i wiadomo, że jeśli coś pójdzie nie tak, to dlatego, że w regionach kiepsko rządzi wroga opcja.

Podobnie jest z zerowym PIT-em dla młodych do 26 roku życia. Ci się cieszą, bo więcej będą mieli w kieszeni, ale dla samorządowców to kolejny cios w plecy – to ok. 1 mld złotych mniej w budżetach. To strata kolejnych pieniędzy, które są niezbędne, by poziom życia mieszkańców rósł. Kto będzie odpowiedzialny za spadek inwestycji, niemożność przeprowadzania wszystkich, niezbędnych prac remontowo-naprawczych itp., itd.? Oczywiście wredne samorządy…

Co więc przyjdzie ludziom z obniżonego podatku lub „zerówki dla młodych”, gdy koszty życia w ich regionie znacznie wzrosną, zabraknie inwestycji, a to, co już zrobiono, będzie sobie niszczało z braku kasy, zamiast służyć mieszkańcom?

Nie zapominajmy też o tym, czym przez ostatnie tygodnie żyje cała Polska, czyli kumulacją roczników w szkołach ponadpodstawowych. To, co władza zafundowała młodym ludziom woła o pomstę do nieba. Tysiące dzieciaków nie dostało się do wybranych szkół i mogą być skazani na takie, które zupełnie nie odpowiadają ich planom na przyszłość czy oczekiwanemu poziomowi nauczania.

Kto winny tej sytuacji? Oczywiście samorządy. Krąży już nawet teoria spiskowa, którą politycy PiS ochoczo rozpowszechniają, jakoby z naborem absolwentów było wszystko w porządku, a tylko samorządowcy, będący przeciwnikami partii rządzącej, próbują rozegrać sprawę politycznie i dowalić PiS-owi. Jarosław Gowin np. piętnuje postawę samorządowców, podając przykład genialnego potomka swoich przyjaciół, który bez problemu dostał się tam, gdzie chciał i przy okazji z obrzydzeniem piętnując młodych ludzi za zrobienie sztucznego tłumu, bo złożyli papiery do wielu szkół i klas. Cóż, pan Gowin kłamie, bo nie wie lub nie chce wiedzieć, jakie były zasady rekrutacji do szkół i nie ma opcji, by jeden uczeń przyblokował ileś tam miejsc.

Wszyscy pamiętamy, jak w trakcie kampanii samorządowej politycy PiS wręcz straszyli wyborców, usiłując ich przekonać, że głosowanie na gospodarzy miasta, gminy czy powiatu spoza partii rządzącej, odbije się wielką czkawką. Widać wyraźnie, że to nie były puste słowa. Już teraz wiadomo, czym dla samorządów skończy się polityka władzy, która skupiona jest na grze tylko do swojej bramki. Władzy, która zapewne znajdzie sposób, by „swoje” samorządy dopieścić kasą, mając pozostałe głęboko gdzieś.

Już wiadomo, że zmniejszenie podatków płynących do samorządów, podwyżki cen prądu, niedofinansowanie zadań zleconych przez władze centralne to gwóźdź do trumny i kilkaset samorządów stanie u progu bankructwa. Zmiany w systemie podatkowym i emerytalnym, finansowanie pisowskiego eksperymentu oświatowego, realizacja wielu innych zadań to nic innego, jak obietnice wyborcze PiS załatwiane kosztem rozwoju lokalnego.

Jeszcze trochę, a wszyscy na własnej skórze odczują to, co funduje im partia prezesa. Dzisiaj jeszcze się cieszą, chwalą, wspierają, ale bliski ten czas, gdy nie będą mogli dostać się do szpitala w swoim mieście, bo będzie on zamknięty z powodu braku kasy na niezbędny remont. Gdy nie będą mogli nigdzie dojechać, bo nieremontowana droga będzie straszyła dziurami. Gdy deszcze podniosą stan wód, a samorządy niewiele będą mogły zrobić, bo nie będą miały pieniędzy na zabezpieczenie przed powodziami. Gdy ich dziecko nie załapie się do przedszkola, bo samorządu nie będzie stać na utrzymywanie tych placówek. Pojawią się problemy z dostępem do kultury czy dobrych szkół. Marzenia o nowym mieszkanku staną się fikcją, bo nie będzie miał kto dofinansować budowy, a w krajobrazie zaczną straszyć stare, niewyremontowane budynki, bo nie będzie jak przywrócić ich do świetności. O nowej kanalizacji i innych udogodnieniach, ułatwiających życie też trzeba będzie zapomnieć, podobnie jak o pomocy osobom chorym, zniedołężniałym, starym.

Jestem przekonana, że w tym szaleństwie jest metoda. W końcu politycy PiS to mistrzowie manipulacji i zapewne uda im przekonać swój elektorat, że partia jest super, tak bardzo „proobywatelska”, a całą winą za gorsze życie ponoszą tylko samorządy, które udają, że niczego nie rozumieją i prowadzą swoją wydumaną wojenkę z prawdziwymi wartościami i fantastycznym zarządzaniem prezesa i jego ludzi. Samorządom na pohybel, nawet kosztem swoich ukochanych obywateli… to jedno z haseł PiS, które idzie po władzę autorytarną, a nam funduje coraz większą huśtawkę społeczną.

Ciąg dalszy za tydzień.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>