PiS – zaraza naszej ojczyzny i życia

Rząd Morawieckiego świadomie dąży do konfliktu z Unią Europejską.

PiS jest nastawiony przeciw UE, bo ta nie zgadza się na bezprawie i wartości niedemokratyczne. Liczy też na to, że Unia się wywróci choćby przy pomocy koronawirusa.

Mamy rząd autorytarny, wykorzystujący zamieszanie z zarazą, bo wie, że protestów społecznych nie będzie.

Wyrok TSUE może być tylko jeden, Izba Dyscyplinarna SN nie mieści się w standardach zachodnich, a tym samym Polska rządzona przez PiS nie nadaje się do tej cywilizacji.

To od nas zależy, czy zgodzimy się na zamordyzm, czy zgodzimy się na degradację naszego życia i ojczyzny.

Partia Kaczyńskiego i rząd tej formacji, rząd Morawieckiego, jest w istocie antypolski, to wróg naszego państwa i naszego życia, który zainstalował się u koryta.

Czy musimy czekać na upadek Polski, aby dać kopa Morawieckiemu i Kaczyńskiemu, przegnać ich z kraju, jako banitów?

Pytanie retoryczne.

Andrzej Duda zaś winien ciągle być na walizkach. Jest nie tylko pośmiewiskiem z powodów charakterologicznych – osobnik amoralny – ale nawet estetycznych (aluzja do „Potęgi smaku” Herberta).

Nazwać Morawieckiego, Kaczyńskiego, Dudę komuchami z PRL, to nie pamiętać, że tamci byli o wiele porządniejsi od obecnego motłochu u władzy.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział skierowanie decyzji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości do Trybunału Konstytucyjnego.

Więcej o decyzji TSUE >>>

Nowy rozdział sporu o niezależność sądów. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał postanowienie, w efekcie którego Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym ma nie prowadzić postępowań dyscyplinarnych przeciwko sędziom. Reakcja polskiego rządu: szukanie pretekstu na obejście postanowienia TSUE. Premier ma skierować wniosek do TK.

Więcej o paranoicznym zachowaniu Morawieckiego >>>

Jeżeli Polska nie dostosuje się do decyzji Trybunału, ten może nałożyć ogromne kary. – Postanowienie TSUE o zabezpieczeniu potwierdza tylko tezy z uchwał SN z 23 stycznia – mówi prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista.

Co zrobić z Morawieckim, który naraża nas na kolejne straty wizerunkowe, finansowe, a może niepodległościowe >>>

Partia Kaczyńskiego wykazuje się rażącym brakiem solidarności z Polakami, zamiast pomagać, wykorzystuje ich, korzystając z chwilowej bezradności, a epidemię traktuje jak źródło dochodu dla swojej partii i narzędzie do utrzymania władzy.

Opinia Elizy Michalik w całości >>>

Marna i nie do pozazdroszczenia jest sytuacja obywateli, kiedy mają pewność, że ich życie byłoby dużo lepsze, gdyby nie obecny rząd.

Kiedy Platforma Obywatelska chciała wprowadzić możliwość głosowania korespondencyjnego, PiS blokował ten pomysł, mówiąc, że taka metoda głosowania niesie ze sobą zbyt wielkie ryzyko oszustwa. Ówczesna posłanka Krystyna Pawłowicz dowodziła, że przecież karty do głosowania będzie można sprzedawać.

Więcej Elizy Michalik (drugi felieton) >>>

Tak sobie myślę, że życie bywa przewrotne. I jak taka Kryśka ma dalej żyć ?

Jak ma spojrzeć w lustro?

Tyle lat pracy, tyle hejtu, żeby zniszczyć opozycję, tyle wazeliny wysmarowanej na tyłek prezesa, żeby teraz to wszystko poszło na marne?

I żeby po tylu latach ciężkiej harówy, poprzez swoją dawną wypowiedź stać się gwiazdą opozycji, nie będąc już opozycją, ukazując jak opozycja powinna reagować na skandaliczne działania rządu ?

Felieton Gabrieli Lazarek w całości >>>

Jedyną gwarancją, że głos w wyborach prezydenckich oddaje uprawniona osoba, ma być jej pisemne oświadczenie z nazwiskiem i numerem PESEL. Ale PESEL wielu ludzi można znaleźć w dostępnych publicznie rejestrach spółek i innych podmiotów, a podpis można sfałszować. Wyjaśniamy, jak ktoś nieuczciwy mógłby zagłosować np. jako Kaczyński albo Duda.

Jak sfałszować wybory, podszyć się pod kogokolwiek >>>

Minister zdrowia Łukasz Szumowski ogłosił, że od początku kwietnia każdy szpital będzie mógł wykonywać refundowane testy na koronawirusa, a pracownicy medyczni uzyskają dostęp do „szybkiej ścieżki testowania”. „Dobry pomysł, gdyby rzeczywiście działał” – komentuje prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja.

Chciejstwo Szumowskiego, służba zdrowia zapłaci największą cenę za koronawirusa >>>

Do sali sejmowej wchodził prezes, ciężko chory człowiek, umierający nie na koronowirusa, ale władzę. Czekając na wynik głosowania , a tak naprawdę diagnozy, bo władza to jego życie, wykonywał dziesiątki gestów. Gładził krawat, ściągał z siebie nieistniejące pyłki – kojąc się tym przerażony możliwą przegraną. Mowa ciała nie kłamie. Można sobie zasłaniać usta z obawy przed czytającymi z ruchu warg, ale nie da się zasłonić obłędu .

Po kolejnej rundzie przepchnął swój projekt wyborów. A wtedy błyskawicznie, bez stanów pośrednich, trup się zaróżowił witalną radością. Jakby był pozbawiony obszarów mózgu odpowiedzialnych za wachlarz ludzkich emocji i normalnych zachowań obronnych. Polityka Kaczyńskiego to gra na przestarzałej konsolecie, emocjonalnego niedorozwoja. Opiekują się nim zdolni go podetrzeć, nakarmić, przewinąć dorośli. Równie zaburzeni nieudacznicy, wykorzystujący jego uzależnienie.

Cały felieton Manueli Gretkowskiej >>>

TSUE orzekł, że Izba Dyscyplinarna SN nie może prowadzić spraw dyscyplinarnych wobec sędziów ani przekazywać ich sądom, które nie spełniają kryterium niezależności w rozumieniu prawa unijnego. Postanowienie jest w mocy do wydania przez TSUE ostatecznego wyroku w sprawie skargi Komisji Europejskiego przeciw polskiemu rządowi. Wyrok w drugiej połowie 2020 roku.

Więcej o postanowieniu TSUE >>>

Szefowa Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE Ingibjörg Sólrún Gísladóttir wzywa polskie władze do zastanowienia się nad konsekwencjami uchwalanych ustaw i przestrzega: wprowadzenie głosowania korespondencyjnego na taką skalę na chwilę przed wyborami może sprawić, że nie uda się zapewnić tajności i równości wyborów.

Więcej o wyborczej zarazie pisowskiej w czasie zarazy koronawirusa >>>

Ludzie listy piszą. Przeczytaj więcej o wyborach podczas epidemii >>>

Morawiecki manipuluje statystykami, morduje

Gdy opadnie kurz zarazy, przekonamy się, jak Morawiecki i spółka rżnęli nas w kwestii zarazy.

Jak zaniedbane były przygotowania do walki z koronawirusem, jak nie testowano, jak manipulowano w statystykach.

Tak naprawdę dowiemy się, ile mordów dokonał Morawiecki. Dla mnie nie ulega wątpliwości, iż ten intelektualny kmiotek, mitoman, który pręży swoje muskuły, a jest li tylko impotentem, działa na szkodę Polski.

Morawieckiemu należy się kop w dupę. Wstydem jest, iż ten człowiek o strukturze sowieckiego umysłu jest Polakiem.

Dlatego należy nazywać takie typki: niePolakami.

Jak taki ktoś dostaje się do polityki i finansów? Przecież z żadnego awansu, ale z kumoterstwa. Donald Tusk poznał się na nim, ale nie wymierzył kopa temu sowietowi.

Rządowi spin doktorzy myśleli, myśleli i wymyślili statystyki walki z koronawirusem, w których Polska wygląda dobrze. Rzuciliśmy więc na nie „okiem”.

Więcej analizy krętactw pokurcza Morawieckiego >>>

Jadwiga Emilewicz powtarza zgraną manipulację rządu PiS: jeśli wprowadzimy stan nadzwyczajny, to na ulicę wyjdzie wojsko i pozamykane zostaną radia i portale internetowe. Minister celowo miesza różne stany nadzwyczajne. A nade wszystko udaje, że nie rozumie różnicy między możliwością a przymusem władzy.

Więcej o niewiedzy Jadwigi Emilewicz >>>

W zasadzie sam fakt rozważania wyborów prezydenckich w obecnej sytuacji, w jakiejkolwiek formie, narażając w ten sposób życie tysięcy ludzi, jest dla mnie czymś absolutnie nieludzkim, będącym zaprzeczeniem jakiegokowiek pojęcia człowieczeństwa.

Cały felieton Gabrieli Lazarek >>>

Wybierałam się na te wybory, choćby 10 maja. Byłoby w tym straceńcze bohaterstwo. Odchorować, może umrzeć za wolność. Bo wierzyłam, że mimo wszystko nawet zdziesiątkowane komisje wyborcze, czegoś się uczciwie się doliczą, jak dotychczas. Nie oddałabym prezydenta walkowerem. Ale w korespondencyjnym przekręcie gangsterów zamierzających zaparkować swojego Dudę w pałacu prezydenckim „na kopertę”, udziału nie wezmę. Już Gliński, paser od obrazów i łasiczek, chce obstalować mu złoty łańcuch. Gangsterka też obwiesza się złotem, we Włoszech jeszcze medalikami. I taki ma być ten prezydencki łańcuch trochę królewski, trochę maryjny. Skoro Duda ma budę zaklepaną na przyszłą kadencję, trzeba mu łańcuch sprawić, wart kilka milionów. Oryginał nosił ostatni polski król. Tchórz, zdrajca, przydupas Rosji.

Felieton Manueli Gretkowskiej >>>

W Polsce padł smutny rekord: 22 ofiary koronawirusa jednego dnia. To jednak wciąż mniej niż w innych krajach Europy. W Brazylii skończyło się rumakowanie prezydenta Bolsonaro, który lekceważył epidemię i chciał zwolnić ministra zdrowia. Jednak armia uprzejmie wytłumaczyła mu, że nie może tego zrobić.

Dzień zapowiadał się bardzo optymistycznie, bo po drugim i (jak się wydawało) ostatnim komunikacie Ministerstwa Zdrowia zakażeń było tylko 254, ale wkrótce się okazało, że resort zapomniał podać przypadków z Mazowsza i tym samym zupełnie wypaczył wynik. Błąd został dość szybko naprawiony, ale niefrasobliwość rządu przy podawaniu tak istotnych statystyk robi się bardzo niepokojąca. Zaufanie do oficjalnych komunikatów to w czasach epidemii kwestia kluczowa.

Więcej o zarazie koronawirusa >>>

Łatwo dostrzec podobieństwa między działaniem obecnej władzy w obliczu pandemii, a tym, co robili politycy PiS po katastrofie smoleńskiej. Z takim samym cynizmem wykorzystywali wtedy narodową tragedię, a dziś epidemię do własnych, partykularnych celów, bez oglądania się na dobro państwa – mówi Grzegorz Rzeczkowski, dziennikarz tygodnika „Polityka” i autor książki „Katastrofa posmoleńska. Kto rozbił Polskę”, która 8 kwietnia ma swoją premierę

Wywiad z Grzegorzem Rzeczkowskim >>>

Jeżeli mówi się, że coś jest zamachem stanu, to rozumiemy, że to coś narusza podstawowe zasady, które rządzą naszym państwem. I w tym sensie to, co się wydarzyło, można nazwać zamachem stanu, bo naruszone zostały podstawowe zasady demokracji – mówi prof. Marcin Matczak, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego. – To, co się wydarzyło się w Sejmie, jest zaprzeczeniem demokracji – jest parciem za wszelką cenę do dokonania wyboru prezydenta, choć demokratycznych warunków do tego wyboru nie ma. Z tego powodu trzeba głośno mówić, że te wybory demokratyczne nie będą – dodaje.

 

Tytułowe pytanie opiera się na brawurowym założeniu, że partie polityczne są po to, aby wygrywać wybory i tym samym realizować własny program samodzielnie bądź w koalicjach. Tytułowe pytanie opiera się także na odkryciu starannie ukrywanej tajemnicy, a mianowicie, że Andrzej Duda jeszcze niczego nie wygrał. Nawet, jeśli projekt zmian kodeksu wyborczego zgłosił w Sejmie poseł, będący pełnomocnikiem wyborczym Dudy. Nawet jeśli zmiany są kuriozalne i tradycyjnie już niekonstytucyjne.

Pamiętajmy, w momencie, gdy wspólny kandydat dostałby poparcie całej opozycji, a za tym ogromny czas antenowy, to jego niemal 40% sondażowe poparcie, byłoby dla PiS ogromnym kłopotem. I być może jedyną możliwością przełożenia wyborów na jesień. Bo wiadomo już, że Kaczyńskiemu nie idzie o życie ludzkie obywateli, ale jedynie o własne życie polityczne. Pora więc, aby i ono stanęło wobec realnego zagrożenia.

Felieton Galopującego Majora >>>

Kaczyński goni nas na śmierć

Zakaz wychodzenia z domu, nie można gromadzić się powyżej dwóch osób, a w kościele może przebywać tylko 5 osób (dlaczego nie dwóch, w tym klecha?).

Wybory zaś muszą się odbyć. O co chodzi? Utrzymać Dudę, jako prezydenta, aby dalej być przy korycie. A ponadto wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej i wprowadzić ulubiony zamordyzm.

Sejm ma się nie zbierać, bo już Kaczyński i jego ancymonki boją się wszystkiego. Zadawania pytań, dyskusji.

W kraju nie przeprowadza się za wiele testów na koronawirusa (bo testów nie ma), maseczek brak, personelowi medycznemu brakuje kombinezonów. Państwo polskie zostało zdewastowane przez Kaczyńskiego i jego ferajnę, boją się, że dowiemy się, jak rozkradziono budżet, którego księgowość jest iście „artystycznie” wykreowana.

O obostrzeniach >>>

Politycy PiS mają dla nas tylko śmierć.

Jarosław Kaczyński fantazjuje o wielu głosujących i upiera się, by wysłać miliony Polaków 10 maja do urn. OKO.press szacuje, ile okazji do zakażenia stwarzałyby wybory, nawet przy niskiej frekwencji. Jeśli epidemia będzie wtedy w odwrocie, głosowanie może ją rozniecić na nowo. A 270 tys. członków komisji wystąpi jak oddział szturmowy COVID-19.

Wysłać na śmierć rodaków chce Kaczyński >>>

„Teoretycznie można sobie wyobrazić, że osoby, które nie doprowadziły do przełożenia wyborów, ponoszą odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu albo odpowiedzialność karną z przepisu, który mówi o niedopełnieniu czy przekroczeniu obowiązków” – mówi OKO.press były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński.

O Trybunale Stanu dla pisowców >>>

Kaczyński to tylko tchórz. Tupniesz, a leci mu po nogawkach. Dlatego w kraju mamy Wielki Smród.

O tchórzu Kaczyńskim >>>

„DLACZEGO W NIEMCZECH JEST TAK MAŁO ZGONÓW Z POWODU COVID-19”?

Sytuacja w Niemczech wydaje się rzeczywiście być niezwykła na tle innych europejskich krajów:

 

Jak widać, Niemcy mają wyjątkowo małą liczbę zgonów w stosunku do liczby zachorowań, choć i ta w ciągu ostatnich dni zaczęła rosnąć. Odsetek zgonów wśród wszystkich zarejestrowanych zakażeń od początku (w tym wyleczonych) wynosi wg danych worldometer z 23 marca:

  • na całym świecie – 4,3 proc. (15,4 tys. zgonów na 356 tys. zakażeń);
  • najwięcej we Włoszech – 9,3 proc.;
  • w Iranie 7,8 proc.;
  • w Hiszpanii – 6,6 proc.
  • we Francji 4,0 proc.;
  • w Polsce 1,2 proc. (8 zgonów na 692 stwierdzone przypadki)

Tymczasem w Niemczech – tylko 0, 4 proc. – umiera jeden zakażony pacjent na 250.

Więcej >>>

Na razie jesteśmy w głębi kryzysu, który ogarnia wszystkie przestrzenie naszego życia – od prywatnego po publiczne, od gospodarki po przemiany mentalne i kulturowe i oczywiście politykę – mówi prof. Zbigniew Mikołejko, filozof i historyk religii, eseista, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Pytamy, jak przeżyć czas zarazy i jacy będziemy, gdy się skończy. – Na pewno przemienieni – zostanie w nas po tej epidemii mocny ślad, mocna pamięć o niej. Stanie się ona dla nas na długo punktem odniesienia i momentem wielkiej transformacji, swoistej alchemii – podkreśla.

Więcej prof. Zbigniewa Mikołejki >>>

Kaczyński zachwycony uzupełniającymi wyborami z niedzieli, każe stawiać urny w bohaterskich okręgach Podkarpacia, Podlasia i samobójczo wspierających PiS. Kto się sprzeciwi, w ten sposób wygranej Dudy? Który mądry wyszedł na ulice obalić dyktaturę idioty? W normalnych krajach izoluje się szaleńców, u nas izoluje się społeczeństwo od normalności, a kordonem medialno psychiatrycznym jest TVP.

Więcej Manueli Gretkowskiej >>>

To co chce zrobić z narodem to „Samobójstwo rozszerzone”

Grupa ryzyka, to ludzie starsi, często schorowani. Siedzą w domach na dobrowolnych kwarantannach. Często samotni, bez opieki, ledwo wiążą koniec z końcem. PiS w osobie Kaczyńskiego wzywa ich do wyborów. On wie, że ci starsi to jego elektorat, że mu wierzą i pójdą. Jak ogłosi, że trzeba, to wypełnią ten obowiązek. Będzie okazja, oddać życie za Ojczyznę.

Felieton Krystyny Kofty >>>

Nie dajmy się zwariować i omamić jałową, wirusową krzątaniną rządzących.

Pierwszy raz w życiu mam do czynienia ze Stanem Wyjątkowym. Wojenny spędziłam na Manhattanie. 13 grudnia 1981 patriotycznie demonstrowałam przed polskim konsulatem, a nawet rzucałam pomidorami w okna. Było nas sporo, Polaków-artystów i trzymaliśmy się razem, o jakże nie po polsku. Wszyscy baliśmy się o nasze rodziny w kraju, tym bardziej, że wiadomości i plotki z Polski wyolbrzymiały wszystko. Ale… byliśmy bardzo młodzi i razem mogliśmy spokojnie przetrwać. Tak też się potem okazało.

Felieton Hanny Bakuły >>>

Trupia polityka Kaczyńkiego

Jarosława Kaczyńskiego polityka polega na: po trupach do celu. Zawsze ją tak realizuje.

Nawet trupa zrobił ze swojego brata, Lecha Kaczyńskiego, który zabił pod Smoleńskiem oprócz siebie 95 polskich obywateli i polityków.

Kto zatem jest zbrodniarzem w tym konkretnym przypadku?

Jarosław Kaczyński, czy jego brat Lech? Pytanie retoryczne.

Prezes PiS chce wyborów prezydenckich w maju, bo jego kandydat Andrzej Duda – tak mu podległy, jak marionetka – tylko w tej sposób może oszwabić wyborców.

Duda to tylko złamas, człowieka bez właściwości i charakteru. Z kolei premier to kłamca z certyfikatem sądowym, a do tego krętacz i mitoman, bez większych właściwości intelektualnych.

Taka „elita” w polskiej polityce w czasie zarazy koronawirusa dorwała się do koryta.

I wcale nie będzie ich łatwo odsunąć, bo dla utrzymania się – w wypadku przegrania czekają ich Trybunały Stanu i odsiadki w pierdlu (tam powinien wylądować Jarosław Kaczyński)  – zrobią wszystko. Zabiją własnych obywateli, postraszą służbami, albo poplują mordami zdradzieckimi – znowu specjalista prezes od plucia.

Niewiele mają intelektu, oleju w głowie, wszyscy wyżej przeze mnie wymienieni, ale za to mają mniemanie wysokie o sobie, jak każdy kurdupel.

„To jest Etikettenschwindel – szwindel, podmiana etykiety. Przyznam, że nie spodziewałam się aż takiego cynizmu” – komentuje działania rządu prof. Ewa Łętowska. Dlaczego rząd nie wprowadza stanu klęski żywiołowej? Bo to oznaczałoby nie tylko przesunięcie wyborów, ale i przekazanie kompetencji samorządom i otwarcie drogi do odszkodowań od Skarbu Państwa.

Więcej profesor Łętowskiej >>> 

Już nie miliardy, lecz biliony euro i dolarów chcą wpompować rządy na świecie na ratowanie swoich gospodarek przed skutkami pandemii koronawirusa. Jakie to może stworzyć problemy, rządy na razie milczą.

Więcej >>>

Więcej Manueli Gretkowskiej >>>

Władza opanowała już, co mogła – z wyjątkiem epidemii

Wódz narodu wychynął na chwilę z dziupli przy Nowogrodzkiej, by odpowiedzieć na kilka pytań, zleconych uprzednio gwieździe TVP Krzysztofowi Ziemcowi. Tym razem niewiele było tam słownej ekwilibrystyki, nieczytelnych aluzji i zawoalowanych gróźb. Ciekawostkę stanowiła wstrzemięźliwa pochwała społeczeństwa, które w zastępstwie rządu ofiarnie walczy z pandemią. Ale sednem wypowiedzi prezesa były dwie myśli, wyrażone zaskakująco zrozumiale:

Po pierwsze, jeśli chodzi o epidemię, to owszem, są pewne niedogodności, ale generalnie wszystko jest pod całkowitą kontrolą. Po drugie, nie ma żadnych przesłanek, ani realnych, ani konstytucyjnych („musimy przestrzegać prawa, a konstytucji w szczególności”), dla wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, a tym samym brak przesłanek, by mówić o przełożeniu wyborów – co więcej: „mamy takie przekonanie, że 10 maja też ich nie będzie”.

Cały felieton Andrzeja Karmińskiego >>>

Pisowska groteska Rydzyka, Dudy, Nawackiego

Platforma Obywatelska ma za sobą kryzys, pod nowym przywództwem Borysa Budki zyskuje wigor, wiarygodność, tym bardziej że PiS dołuje i się nie podniesie mimo zapowiadanych transferów finansowych z budżetu państwa.

Małgorzata Kidawa- Błońska prezentuje się jako przyszły prezydent godna tego stanowiska, kompetentna.

Ale dobrego imienia Polski tak prosto nie będzie można odzyskać.

I przede wszystkim musimy się bać, iż Kaczyński wyśle przeciw nam służby policyjne. Bo tego ten mentalny sowiet użyje.

Do ludzi zaczyna docierać, że zniszczenie sądownictwa uderza także w nich.

Na szczęście sędziowie się nie boją, to kamaryla Kaczyńskiego ma się bać, bo pierdel mają jak amen w pacierzu.

„Alleluja i na wojnę” – to komunikat z konwencji Solidarnej Polski. Konwencji, która – jak mówił Zbigniew Ziobro – wynikała z „potrzeby chwili”. Ta z kolei była spowodowana przez dwie rzeczy: dążenia Jarosława Gowina do złagodzenia kursu wobec sądów i rosnącego dla Zbigniewa Ziobry ryzyka, że instytucje Unii Europejskiej znów odwrócą jego reformy.

Więcej >>>

Polityk od lat kojarzony z toruńskim redemptorystą Tadeuszem Rydzykiem Profesor Mirosław Piotrowski aspiruje do urzędu prezydenta RP. W rozmowie z Onetem oficjalnie potwierdził, że będzie reprezentować środowiska katolicko-narodowe, które są rozczarowane prezydenturą Andrzeja Dudy.

Piotrowski – prezes partii Ruch Prawdziwa Europa-Europa Christi – oświadczył, że zdecydował się na start po konsultacjach z licznymi środowiskami, którym nie podobają wszystkie działania urzędującego prezydenta.

„Wiele osób i środowisk katolickich oraz patriotycznych jest zawiedzionych obecną prezydenturą. Sądzę, że po niedawnych deklaracjach urzędującego prezydenta w sprawie związków partnerskich i LGBT automatycznie stracił on ich poparcie” – przekonuje Piotrowski.

Sprzeciwił się też formie odwoływanie niektórych ministrów. Przekonywał, że zmarły w październiku 2019 r. minister środowiska Jan Szyszko został usunięty ze stanowiska pod wpływem nacisków innych państw. „Jako prezydent nie podpiszę dymisji żadnego polskiego ministra, która będzie wymuszona przez obce państwo” – zapewnia kandydat.

Mirosław Piotrowski pytany o poparcie T. Rydzyka powiedział Onetowi: „Ufam, że osoby, które znam od ponad 20 lat i nazywają mnie przyjacielem, nadal takimi pozostaną”.

Przemowa Nawackiego drącego uchwałę sędziowską nie miała sensu, była nic nie znaczącym brzęczeniem. Przyglądałam się jego twarzy. Z lekka nalana, włosy do czaszki, zaprogramowana tępota w oczach. Gdyby nie okularki żołnierz mafii. Ale Nikoś też je nosił, awansując intelektualnie. Podarcie przed kamerami dokumentu było symboliczne. Dawniej ktoś by to namalował. Obcych władców nad mapą , rozdzierających między sobą Polskę. Nasi władcy już ją rozdarli, a ich żołnierz tylko powtarza ten gest dla niedowierzającej publiki.

Cały felieton Manueli Gretkowskiej tutaj >>>

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI
W Izraelu naukowcom udało się wyhodować daktyle sprzed 2 tysięcy lat. W jednej z jaskini w okolicach Masady odkryto nasiona, które pochodziły z czasów Jezusa, po wypłukaniu i zasadzeniu kilka z nich zakwitło. Ministerstwo Zbigniewa Ziobry ma podobne sukcesy. Dzięki waleniu w łeb propagandą i odpowiednim zachętom finansowym, udało się w warunkach laboratoryjnych wyhodować jaskiniowego dzikusa sprzed tysięcy lat. Jest nim niewątpliwe prezes Sadu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki, który posługując się jaskiniową metodą podarł pismo sędziów w obronie Pawła Juszczyszyna. Paweł Juszczyszyn naraził się władzy badając legalność wyboru sędziów do KRS. Na razie wracamy do PRL, ale z taką ekipą u steru i do jaskiń jeszcze zdążymy.

Felieton Krzysztofa Skiby tutaj >>>

Macherzy od kampanii prezydenckiej PiS dwoją się i troją, by przekonać wyborców, że drożyzny nie ma. Wymyślili ją wredni dziennikarze.

Gdy „Gazeta Wyborcza” opublikowała w piątek materiał demaskujący skalę wzrostu cen artykułów spożywczych pod rządami PiS, propaganda obozu władzy przystąpiła do zmasowanego ataku. Na Twitterze, na Faceboooku, na stronach internetowych głównych mediów pisowskich zaroiło się od publikacji robiących odbiorcom wodę z mózgu i próbujących im wmówić, że żadnego wzrostu cen nie ma. Że w istocie „Wyborcza” problem wymyśliła i złośliwie kupiła za drogie jajka. Takie właśnie komentarze pojawiły się m.in. na stronach „Tygodnika Solidarność”, Stefczyk.info, wPolityce.pl, w blogach i postach licznych funkcjonariuszy i kiboli „dobrej zmiany”.

(…)

Pisowscy manipulanci wymyślili te „emerytury stażowe”, by skusić wyborców do głosowania na Dudę. Sęk w tym, że jak wyliczają specjaliści, koszt realizacji tej zapowiedzi wyniesie 13 mld zł rocznie. Jest więc ryzyko, że narzekający na drożyznę wyborcy, zamiast ucieszyć się z zapowiedzi kolejnego daru dobrej władzy dla ludu, mogą dostrzec w niej raczej obietnicę jeszcze szybszego wzrostu cen. A tego chcielibyśmy uniknąć, nieprawdaż?

Wyborcy, strzeżcie się jajek „Wyborczej”!

Cały esej Wojciecha Maziarskiego tutaj >>>

Jacka Kurskiego sowietyzm i Banasia mafijność

„Nie będzie miękkiej gry w walce o wolność słowa” – straszy w wywiadzie dla „Sieci” prezes TVP. Jacek Kurski chwali obiektywizm telewizji, którą rządzi i narzeka nawet, że „Wiadomości” zrobiły się zbyt nudne. OKO.press porównuje fantazje Kurskiego z rzeczywistością

„Wiele osób chciałoby być prezesem TVP, zwłaszcza teraz kiedy została ona tak odbudowana, jest silna i rozpędzona. Część krytyki mojej prezesury wynika z takich ambicji” – wyznaje w rozmowie z tygodnikiem „Sieci” prezes TVP. Na początku rozmowy Kurski chwali się epokowym sukcesem, czyli Eurowizją Junior („Mam nadzieję, że teraz nikt już nie będzie nas pouczał, jak walczyć o pozycję Polski w Europie”). Dalsza rozmowa tylko potwierdza, że to na prezesie Kurskim Telewizja Polska stoi.

TVP zawsze z partią

Kiedy prezes Kurski charakteryzuje „Wiadomości” i politykę informacyjną telewizji publicznej, na myśl przychodzi wiersz Władimira Majakowskiego:

„Mó­wi­my – Le­nin, a w do­my­śle – par­tia,
mó­wi­my – par­tia, a w do­my­śle – Le­nin”.

Tyle że w miejsce Lenina trzeba wstawić TVP.

Kurski bez ogródek wyjaśnia, że telewizja pod jego wodzą jest silnie sprzęgnięta z „dobrą zmianą”. Oto kilka fragmentów:

  • „TVP jest jedynym masowym medium realnie broniącym tych wartości, które legły u podstaw dobrej zmiany w 2015 roku. Dlatego wywołuje aż takie emocje”;
  • „Jest faktem, że redakcja »Wiadomości« składa się z ludzi przejętych Polską, broniących wartości dla większości Polaków najważniejszych, jak rodzina, chrześcijaństwo, prawda o narodowej historii”.

Kurski jest pytany o to, czy nie zamierza trochę odpuścić, skoro po wyborach prezes Kaczyński i Mateusz Morawiecki nawołują do współpracy z opozycją.

„Mam wrażenie, że »Wiadomości« są dużo spokojniejsze, chwilami nawet nudne.

Mam wątpliwości, czy ta nowa epoka, o której panowie mówią, potrwa długo, bo słychać, jak grzeją się motory opozycyjnych czołgów, widać przygotowania do ofensywy w sprawach sądownictwa, cywilizacyjnych, przed nami wybory prezydenckie. Ale też mówię: spróbujmy wszyscy inaczej, we mnie jest dobra wola. Natomiast jasno też deklaruję: nie będzie miękkiej gry w walce o wolność słowa” – deklaruje prezes.

Propaganda? Pierwsze słyszę

Co ciekawe, mówiąc to wszystko, Kurski odrzuca jednocześnie zarzuty dotyczące propagandy. Gdyby „Wiadomości” i TVP Info uprawiały propagandę, przekonuje Kurski, nikt by tego nie oglądał. Zdaniem prezesa, gdyby propaganda była, to widzowie natychmiast by to dostrzegli i odrzucili.

A skoro oglądają, to znaczy, że propagandy nie ma.

„Sukces tego programu polega na tym, że jest on zaangażowany w obronę świata wartości konserwatywnych i polskich, a jednocześnie ma silny kontakt z rzeczywistością. Ten program opisuje to, co ludzie widzą wokół siebie, czego doświadczają na co dzień”.

Podczas ostatniej kampanii samorządowej dziennikarze zrzeszeni w Towarzystwie Dziennikarskim opublikowali raport o „Wiadomościach”. Przez dwa tygodnie – między 24 września a 7 października 2018 – autory raportu analizowali ilościowy udział wypowiedzi („setek”) kandydatów poszczególnych partii w wyborach samorządowych oraz sposób prezentacji tematów wyborczych.

Aż 73 proc. wypowiedzi należało do przedstawicieli PiS (w drugim tygodniu 76 proc.). Platforma Obywatelska to 22 proc., zaledwie 5 proc. czasu dostali politycy pozostałych komitetów wyborczych.

Obóz władzy ma zresztą przewagę nie tylko w czasie kampanii wyborczych. W sierpniu w OKO.press pisaliśmy, że politycy PiS mają w programach informacyjnych i publicystycznych TVP dwa razy więcej czasu antenowego niż wszystkie inne partie.

Także zdanie Kurskiego o tym, że „Wiadomości” opisują to, co ludzie widzą dookoła i czego doświadczają, wydaje się wątpliwa.

Sondaż IPSOS dla OKO.press z grudnia 2018 pokazał, że główny program informacyjny TVP cieszy się najmniejszym zaufaniem w porównaniu z „Faktami” TVN i „Wydarzeniami” Polsatu. „Wiadomościom” wierzą masowo wyborcy PiS, wśród wszystkich innych osób tylko 8 proc. wskazuje je jako najbardziej wiarygodne.

Jako przykład przybliżania widzom rzeczywistości Kurski podaje przykład ostatniej głośnej produkcji TVP.

„Dziennikarska prowokacja” telewizji publicznej, której metody ujawniło OKO.press, miała opowiadać o kulisach organizacji Marszy Równości i szerzej – społeczności LGBT w Polsce. Miała, bo w rzeczywistości był to brutalny festiwal fantazji i oszczerstw rzucanych w stronę osób nieheteronormatywnych i organizacji działających na rzecz osób LGBT.

W materiale utrzymanym w sensacyjnym tonie słyszeliśmy o „podejrzanym finansowaniu”, zorganizowanym ataku na polskie świętości: Kościół katolicki, dzieci i rodzinę (w takiej kolejności) oraz sugestie, że tak jak na zachodzie kolejnym krokiem „lobby LGBT” będzie legalizacja pedofilii.

W sprawie „Inwazji” interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich. Jego zdaniem materiał mógł zostać odczytany jako przyzwolenie na przemoc.

Niezastąpiony prezes

Z wywiadu wynika, że Jacek i Michał Karnowscy, dziennikarze rozmawiający z Kurskim, generalnie go chwalą i podziwiają, ale mają jednak z TVP pewien problem. Gratulują Kurskiemu, że udało mu się dokonać słusznych i radykalnych zmian, jeśli chodzi o informacje, ale za to w sprawach tożsamościowych, patriotycznych, narodowych TVP jednak trochę leży.

Krótko mówiąc: bracia Karnowscy marzyli o superprodukcjach, przy których owinięci w biało-czerwone flagi płakaliby przed telewizorem, a został im Roztańczony Narodowy i pląsanie do „Życie to są chwile, chwile”.

Prezes Kurski także nad tym ubolewa. Chociaż broni disco polo, festiwali i teleturniejów – bo jako prezes musi dbać o wyniki oglądalności – to treści patriotycznych jest za mało. Przyczynę Kurski widzi – o dziwo – w swoim obozie. Jego zdaniem, jeśli jakieś patriotyczne hity powstają, to niestety ich autorami nie są „twórcy bliscy dobrej zmianie”.

„Nacisk na wszystko, co tożsamościowe, propolskie jest w TVP ogromny. Moje ramiona są szeroko otwarte na każdy dobry projekt
patriotyczny, historyczny czy współczesny. Kłopotem jest, że często tak stoję z tymi ramionami otwartymi, a tam nic nie wpada (…).

Od pierwszego dnia w tym gmachu otworzyłem skup wszystkiego co tożsamościowe, związane z patriotyzmem, prawdą o Polsce czy obroną polskich wartości, opowieści o narodzie, o sprawach ważnych. Odzew był bardzo słaby” – żali się Kurski.

Potem się pobudza:

„Pokażcie mi nazwisko jednego człowieka, który przyszedł do mnie z dobrą propozycją i dostał kosza. Nie ma takiego (…). Nie jest tak, że ja rzeczy tożsamościowych nie chcę. Ja o nie wręcz błagam – ale o dobre”.

Ale na koniec gorzko przyznaje:

„Przykra to przechwałka, ale naprawdę sporo z tego, co w obszarze tożsamości się udało na antenie, musiałem po prostu wymyślić”.

O tym, jak Kurski „pogrążył” Banasia >>>

O proteście ws. wolnych sądów (1) >>>

(2) >>>

Jest legenda, że Łukasz, Polak rogiem narwala zaatakował morderczego Saracena na moście w Londynie. Sytuacja prawdziwa, a niemal balladowo mityczna, bo:

1. Jeszcze nie wiadomo kim jest pan Łukasz, mam nadzieję, że nic mu się nie stało, jeśli istnieje.

2. Ząb narwala, czy róg, był uważany w średniowieczu za dowód istnienia jednorożców.

3. W herbie Wielkiej Brytanii obok lwa stoi prawdziwy jednorożec. Więc akcja pana Łukasza wyglądała trochę jakby wyrwał róg z herbowego obrazka i ruszył z nim do prawdziwej walki. No bo skąd w XXI wieku, człowiek ma pod ręką jednorożce?

Porównuje się tę szarżę do brawury skrzydlatej husarii. Może nie na przedmurzu, ale zadupiu chrześcijaństwa. Polak z rogiem, czy skrzydłami, jak Dywizjon 303, znów bronił Londynu. W każdym razie premier Morawiecki wygłosił przemowę.

Jego przemowy są coraz bardziej surrealne, niezależnie od tematu. Plan B wobec Banasia, czyli zmiany procedur, żeby usunąć nieusuwalnego, przypominają metody do rozwałki Trybunału, Sądu Najwyższego, instytucji niepoddających się władzy PiS-u. A my będziemy się tego jeszcze domagać. To jest nie mniej surrealne od faceta walczącego rogiem jednorożca. Ale przecież pisowski drań nie może kontrolować państwa. Odpowiedzialny za to wszystko Kaczyński, nie jest już nawet w stanie podać sam sobie ręki na wysokości brzucha. Przy coraz bardziej bomboniastej sylwetce jego ręce są zbyt krótkie, chociaż obejmują duszącym uściskiem cały kraj. Stratowany przez religię, alkoholizm i historyczny stres pourazowy. Dlatego według statystyk wyborczych, ponad połowa narodu to suwerenne ćwoki. Cywilizowana reszta też nie jest do końca cywilizowana. Wyszło to przy sporze o przyjazd Polańskiego do łódzkiej filmówki.

W tej aferze miesza się obronę patriarchatu z antysemityzmem i antypisowskim oporem. Wiadomo, PiS nienawidzi prawdziwych elit i traktuje je w myśl powiedzenia „Zniszcz, zanim zniesie jaja”. Studenci filmówki nie są zdrajcami demokracji, a Polański ambasadorem wolnego świata. Świat się zmienił od lat 60-ych, zwłaszcza po metoo. Młodzi nie chcą oddychać zatrutym powietrzem i smogiem mentalnym.

W atakach na studenterię filmówki używane są argumenty: „Najpierw pokażcie co sami umiecie”. Może nie dostaną Oscara, ale na pewno nie będą uważać gwałtu za dozwoloną formę współżycia. Oni po prostu nie chcieli rozmawiać z człowiekiem, który oprócz świetnych filmów dopuścił się przestępstw – pedofilii i gwałtów. Nie oddzielają geniusza od zboka. I słusznie, artysta jest człowiekiem totalnym, wkłada duszę w swoje dzieło. Natomiast nie penisa w dziecko ani przemocą w dorosłych.

Sprawa Polańskiego uległa przedawnieniu? Znam ofiary gwałtu. Ich trauma nie jest przeterminowana. Zgwałcona przez Polańskiego francuska aktorka jest nadal jego ofiarą. Nie ma wojny, nie zabija się ludzi z obowiązku, chyba że jest się świrem dżihadu, jak ten nożownik na londyńskim moście. Ale niszczy się ludzi psychicznie, w większości na zawsze, gwałtem. To są zbrodnie przeciw ludzkości, bo kobiety i dzieci są ludźmi. Co, do wielu nadal nie dociera.

Popatrzcie na wpisy, miny patriarchalnych dziadów, gdy oskarża się jednego z nich. Zachowują się jakby ktoś napadł na człowieczeństwo. Nie dociera do nich, że kończy się epoka hujmanizmu. Francuska filia filmowców zapowiada usunięcie Polańskiego, gdy tylko zmienią przepisy. One też są z dawnego świata.

W Norwegii gwałt nie ulega przedawnieniu. W Szwecji karze się klientów prostytutek. U nas nie, ale czy matka Polka marzy o karierze prostytutki dla córki? Burdele uważa się za normal. W bloku gdzie mieszka moja mama, otworzono agencję towarzyską i lokatorzy są bezradni. Staruszki odmawiają litanię do Radia Maryja, zagłuszając dochodzące przez ścianę odgłosy orgii. Trzeba współżyć z ludźmi, nie?

Od lat Polański wynajmuje prawników. Ale nie słyszałam, żeby mówił coś o skutkach terapii. Zajął się kiedyś swoją pedofilią? Jest zboczeniem.
Nie oglądać genialnych dzieł zboków? Postawić sobie cezurę, np. do „Chinatown”, albo „Balu wampirów”?

Nastolatkowe towarzystwo mojej córki nie chce chodzić na Woody Allena i Polańskiego oskarżonych o pedofilię. Dzieciaki mają inną wrażliwość.

Cenzurować Picassa znęcającego się nad rodziną? Nie sądzę, ale podziw nie oznacza bałwochwalstwa. Jeśli inżynier jest zboczeńcem i tak musimy używać podzespołów, które wymyślił, nie wydłubiemy ich sobie z kompa. Nie mają jednak wpływu na naszą psyche. Za dziełem artysty jest zawsze prawdziwy człowiek i jego mogę nie lubić albo oskarżać za popełnione czyny.

Nie zamierzam już dyskutować, czy Polański jest winny. Jest nieleczonym pedofilem, seksoholikiem. Interesują mnie zachowania broniących go artystów. Czują się tym wyniesieni do podoscara? Zblatowani z Hollywoodem? Myli się im wszechmoc twórcy z przemocą w realu?

Trzeba być ojcem, żeby czuć empatię do gwałconego dziecka? Polańskiego bronią kobiety. Czy oddałyby córeczki zboczeńcowi, najlepiej celebrycie? Albo czułyby się wyróżnione przemocową penetracją sławy?

To już nie republika banansiowa, ale jebanasiowa, spółka z nieograniczoną odpowiedzialnością seksualną księży, zboków, gangsterów.

W necie krąży list Akcji Demokracji zbierającej podpisy przeciw kasacji wyroku w głośnej sprawie zakonnika, który więził i gwałcił dziewczynkę. Jego zakon Chrystusowców (?!) nie chce zapłacić odszkodowania ofierze. Jeżeli nie zakon, nie Kościół to, kto ma płacić, diabeł?

Kartą przetargową w żądaniu dymisji ma być kwestia spółek i fundacji syna Mariana Banasia – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

Składanie nieprawdziwych oświadczeń majątkowych, zatajenie faktycznego stanu majątkowego oraz nieudokumentowane źródła dochodu – to oficjalne zarzuty, jakie postawił w piątek szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego prezesowi Najwyższej Izby Kontroli po półrocznej kontroli jego majątku. Marian Banaś miał nie podpisać protokołu ostatecznie kończącego kontrolę i nie stawił się w CBA.

Zgodnie z artykułem 45 ustawy o CBA – osoba kontrolowana w ciągu siedmiu dni musi złożyć pisemne wyjaśnienia odmowy. To jednak nie hamuje biegu sprawy – dlatego szef CBA w piątek wysłał zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa przez Mariana Banasia.

Banaś – jak wynika z jego wypowiedzi – nie zamierza kapitulować. W piątek najpierw zdementował pojawiające się w mediach informacje o swojej dymisji. „Decyzja taka nie zapadła” – oświadczył w komunikacie podanym na stronie NIK. Chwilę potem w pismach do mediów odniósł się z kolei do faktu skierowania do prokuratury zawiadomienia w sprawie jego oświadczeń majątkowych. „To dobrze, iż prokuratura oraz – ewentualnie – niezawisły sąd zajmą się sprawą i skrupulatnie wyjaśnią wszystkie wątpliwości. Już dzisiaj jednak muszę kategorycznie zaprzeczyć zarzutom, że zatajałem swój stan majątkowy i mam nieudokumentowane źródła dochodów” – stwierdził prezes Najwyższej Izby Kontroli, podkreślając, że jest gotowy „do składania wszelkich wyjaśnień i ze spokojem czekam na finał tej sprawy”.

KLUCZOWY ADRES

Oświadczenia te pokazały, że Banaś, mimo czwartkowego spotkania z prezesem partii Jarosławem Kaczyńskim i koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim, którzy „poprosili” go o dymisję – zdecydował, że się postawi.

Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że sporą część rozmowy poświęcono synowi prezesa NIK – Jakubowi Banasiowi, który od kilku lat był właścicielem spółek i ich prezesem oraz fundacji mieszczących się w „aferalnej” kamienicy przy ul. Krasickiego 24 w Krakowie. To m.in. spółka, która pozyskała środki unijne na otworzenie hotelu (Pi Investment, która jak wynika z dokumentów, gdy starała się o dotację z UE, dzierżawiła nieruchomość przy ulicy Krasickiego 24 – dziś spółka ta działa pod nazwą Open Qualis i trudni się doradztwem strategicznym), oraz inkubator – Fundacja Przedsiębiorczości i Etyki Biznesu, założona przez Banasia juniora w 2003 r.

Fundacja ta ze względu na profil działalności, w tym m.in. kształcenie przyszłych elit gospodarczych, podlega kontroli ministra finansów. W jej sądowych aktach można znaleźć zaskakującą informację sprzed zaledwie kilkunastu dni. Pod datą 19 listopada tego roku znajduje się wzmianka o uchyleniu regonu oraz NIP – taki krok podejmuje z urzędu naczelnik skarbówki, jeżeli dopatrzy się nieprawidłowości (np. fikcyjnych danych adresowych dotyczących siedziby).

Dlaczego CBA, które sprawdzało majątek Banasia – wiceministra i ministra finansów – interesowało się również jego synem? Także dlatego, że na tę krakowską kamienicę ministra spółka jego syna wzięła w Banku Ochrony Środowiska 1,7 mln zł kredytu (zabezpieczeniem była kamienica). Kredyt został spłacony po sprzedaży kamienicy 19 sierpnia.

PIS: NA OSTRZU NOŻA

Po zakończeniu kontroli i odrzuceniu uwag Mariana Banasia do raportu i ustaleń CBA (28 listopada) politycy PiS zmienili też sposób narracji i teraz stanowczo żądają dymisji Banasia. – To już otwarta wojna – mówi nam jeden z nich.

Adam Bielan w TVN 24 stwierdził, że: „Gdyby można było cofnąć czas, Sejm nie wybrałby Mariana Banasia na prezesa NIK”. Z kolei Adam Lipiński w „GW” przyznał, że służby specjalne (w domyśle ABW) zawiodły w weryfikacji kandydata na fotel prezesa NIK. Zgodził się, że Banaś „z tej funkcji musi zrezygnować. To jest oczywiste”.

Dla Mariana Banasia, który może być odwołany z funkcji, jeżeli zostanie prawomocnie skazany za przestępstwo – nie jest to jednak oczywiste. Dlatego presja na niego ze strony PiS, dzięki któremu został wybrany na to stanowisko, przybrała w ostatnich dniach niespotykane rozmiary. Dowodem jest chociażby (ujawnione przez RMF) doniesienie do prokuratury złożone kilka dni temu przez generalnego inspektora informacji finansowej (GIIF) liczące 100 stron i 40 płyt CD z rachunkami bankowymi. Zdaniem rozgłośni doniesienie dotyczy braci K. (powiązanych z półświatkiem), czyli ludzi, którzy wynajmowali kamienicę Mariana Banasia. „Urzędnicy Ministerstwa Finansów odkryli też niejasne przepływy sporych sum między Marianem Banasiem a braćmi K. Nie są to opłaty za wynajem nieruchomości” – twierdzi RMF. Ani Banaś, ani GIIF nie zdementowali tych informacji.

Dlaczego generalny inspektor, który zajmuje się tropieniem przestępstw prania pieniędzy i finansowania terroryzmu, a nie krakowski urząd celno-skarbowy zajął się tak z pozoru zwyczajną sprawą? Ponieważ, jak twierdzi nasze źródło, skarbówka ma ograniczone możliwości dostępu do kluczowych informacji. Tylko GIIF może zajrzeć do rachunków bankowych osób fizycznych. A materiał GIIF jest zbieżny z tym, jaki zgromadziło Centralne Biuro Antykorupcyjne, które poprosiło generalnego inspektora o analizę rachunków Banasiów. Wart podkreślenia jest fakt, że w czasie trwającej ponad pół roku kontroli CBA majątku Banasia wydał on zgodę funkcjonariuszom do analizy wszystkich przepływów finansowych. Doniesienie do prokuratury sygnowane przez GIIF na mocy upoważnienia generalnego inspektora, którym jest Piotr Dziedzic – do niedawna podwładny Banasia w resorcie – podpisał dyrektor departamentu informacji finansowej – funkcjonariusz CBA.

Według „Dziennika Gazety Prawnej” Marian Banaś wystosował pismo do Elżbiety Witek, w którym podał się do dymisji. Marszałek Sejmu odesłała je, chcąc, by szef NIK wyznaczył pełniącego obowiązki szefa Izby. Banaś miał odmówić.

Kierując się Dobrem Polski, Najwyższej Izby Kontroli oraz mojej rodziny, składam rezygnację

– tak miała brzmieć treść pisma zaadresowanego do marszałek Sejmu Elżbiety Witek. Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, Witek odesłała mu „inaczej zredagowane pismo z rezygnacją”. W piśmie marszałek Sejmu domagała się, by szef NIK wyznaczył na pełniącego obowiązki Tadeusza Dziubę, który dwa dni wcześniej został wiceszefem izby. Witek powoływała się na ustawę o NIK.

Dziennikarz Bartek Godusławski z „DGP” opublikował pismo na Twitterze:

Według informatorów dziennika szef NIK nie chciał przystać na propozycję otrzymaną od Witek.

„Pismo trafiło do pani marszałek bezpośrednio”

– Do sekretariatu marszałek Sejmu nie wpłynęło opisane pismo. Co jednocześnie oznacza, że marszałek Sejmu nie mogła się z nim zapoznać, ani tym bardziej go odesłać – skomentował dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka.

Na te słowa odpowiedział autor artykułu w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. – To prawda, pismo trafiło do pani marszałek bezpośrednio – napisał na Twitterze Bartek Godusławski. – Sejmowy monitoring i księga wejść powinny potwierdzić, czy i gdzie oraz ile czasu w Sejmie przebywał kierowca z NIK – dodał.

Afera Mariana Banasia

28 listopada 2019 roku CBA zakończyło kontrolę oświadczeń majątkowych Mariana Banasia, składanych przez niego w latach 2015-2019. Kontrola wykazała nieprawidłowości, które – w ocenie CBA – uzasadniały skierowanie sprawy do prokuratury. Marian Banaś złożył zastrzeżenia do ustaleń CBA, które zostały w całości odrzucone.

W zawiadomieniu CBA wskazuje na podejrzenie złożenia przez Mariana Banasia nieprawdziwych oświadczeń majątkowych, zatajenie faktycznego stanu majątkowego oraz nieudokumentowanych źródeł dochodu.

Kierownictwo PiS domaga się ustąpienia Mariana Banasia z funkcji szefa NIK.

Majątkiem Banasia zajmowały się też media. Po reportażu w „Superwizjerze” TVN Banaś pozwał stację i dziennikarza.

O sprawie Banasia:

Od czterech lat rozwija się u nas przemysłowa produkcja łgarstw, które obiegają kraj w maratonie narodowej ściemy.

Mark Twain powiedział kiedyś, że kłamstwo obiegnie połowę kuli ziemskiej, zanim prawda założy buty. Ale tak naprawdę fakty na ogół dotrzymują kroku mitom i często je wyprzedzają. Nie wszędzie jednak. Nie w Polsce. Od czterech lat rozwija się u nas przemysłowa produkcja łgarstw, które obiegają kraj w maratonie narodowej ściemy. Przemierzają Polskę swobodnie i bez obaw, bo gdy tylko do kłamstwa zbliży się prawda, to PiS natychmiast związuje jej sznurówki.

Posłowi, który ujawnia prawdziwe oblicze człowieka forsowanego przez rządzących na wysokie nieodwoływane stanowisko, wyłącza się mikrofon. W odpowiedzi na wątpliwości, kto kogo i czy w ogóle rekomendował do KRS, lista rekomendacji zostaje utajniona. Wyrok Sądu Najwyższego unieważnia urzędnik nominowany przez rządzących, a gdy sędzia z Olsztyna żąda dokumentu potwierdzającego stan prawny, usuwa się go z fotela.

Minister Ziobro jak wesoły Romek w „Misiu” powtarza w kółko, że sędzia Paweł Juszczyszyn, nie miał prawa realizować wytycznych TSUE i orzekając w drugiej instancji, nie wolno mu było spytać, czy sędzia wyrokujący wcześniej został prawidłowo powołany i czy jego wyrok nie jest dotknięty wadą prawną. Wiceministrowie sprawiedliwości chórem ogłaszają, że sędzia Juszczyszyn nielegalnie ocenia innych sędziów i bezprawnie domaga się ujawnienia utajnionych przecież list poparcia kandydatów do KRS. Nie ma sensu pytać które konkretnie przepisy kodeksów i ustaw złamał sędzia z Olsztyna, bo o tym co jest prawem, a co bezprawiem, decyduje PiS, a nie kodeksy. Inna sprawa, że leczenie KRS to bezskuteczna, uporczywa reanimacja.

Kłamstwa bywają rozmaite i rozmaicie się nazywają. W Polsce PiS niemal codziennie spotkać można zarówno półprawdy, dezinformacje i fałsze, produkowane przez wyspecjalizowane agendy rządzących, jak i łgarstwa, kanty, zmyślenia i bujdy na resorach osobistego autorstwa funkcjonariuszy partii rządzącej, dla których polityka i oszustwo to już synonimy.  Słyszymy więc, jak wiceminister sprawiedliwości opowiada dyrdymały, że za poprzednich rządów sędziowie biegali po dyspozycje do liderów PO – i widzimy jego drwiący uśmieszek, który dopowiada: wiem, że wy wiecie, że ja wiem, że to nieprawda, ale wisi mi to i możecie mnie pocałować w kodeks.  TVP informuje, że nowy marszałek Senatu ma za uszami jakiś łapówkarski przekręt, powołując się przy tym na świadectwo kobiety znanej z kolportowania nieprawdziwych zarzutów, która z tego akurat oskarżenia już wcześniej wycofała się rakiem. Kaczyński ogłasza, że podczas światowego kryzysu Polska nie była zieloną wyspą, tylko krajem zrujnowanym przez PO, który PiS musiał odbudować i dzięki temu doszlusujemy za chwilę do europejskiej czołówki. Nie odpowiada na pytanie, dlaczego w okresie prosperity rząd nie odłożył ani grosza na złe czasy, a jeszcze nas zadłużył. Premier natomiast chwali się jednym z najlepszych systemów podatkowych, podczas gdy w rankingu International Tax Competitiveness Index 2019, dotyczącym najbardziej konkurencyjnych systemów podatkowych, Polska zajęła właśnie 35 miejsce wśród 36 ocenianych krajów.

W galerii kłamstw fałszujących naszą rzeczywistość jest jedno tak niewybaczalne, jak zaklęcie Avada Kedavra w świecie Harry’ego Pottera. „PiS troszczy się o najuboższych” oraz „żadna władza przed PiS nie dbała tak o najbiedniejszych”- to już właściwie nie kłamstwa, a raczej pogardliwe szyderstwa. Zapowiadając budowę państwa dobrobytu” premier skrzętnie ukrywa beneficjentów prosperity. Dla kogo będzie to państwo? Z opublikowano właśnie raportu Centrum Analiz Ekonomicznych wynika, że z 33,5 mld zł, które PiS obiecał wyborcom w ostatnich miesiącach, aż 32 proc. trafi do osób najbogatszych, a jedynie 9 proc. do najuboższych. Europejska Sieć Przeciwdziałania Ubóstwu poinformowała właśnie, że w Polsce 276 tys. emerytów musi żyć za mniej niż 595 zł miesięcznie – i nie da się tego zwalić na Tuska, bo w 2015, gdy PiS doszedł do władzy, tych najbiedniejszych było prawie czterokrotnie mniej. A nędzarzy na emeryturze będzie przybywać, bo mimo chojrackich zapowiedzi wojna z umowami śmieciowymi przyniosła WZROST liczby kontraktów bezskładkowych, szara strefa ma się wciąż nieźle, a wspaniała reforma emerytalna, obniżając wiek przejścia w stan spoczynku i wprowadzając system zdefiniowanej składki, rozpoczęła wysyp groszowych emerytur.

W propagandowym obrocie kotłują się deklaracje wsparcia wykluczonych, skrzywdzonych przez los i najuboższych. W realu natomiast stosunek rządzących do niepełnosprawnych nie zmienił się od czasów zlekceważonej i wyszydzanej przez rządzących „okupacji” Sejmu przez matki z ułomnymi dziećmi. Z utworzonego dla tej grupy Funduszu Solidarnościowego dla Osób Niepełnosprawnych finansowane będą wyborcze zobowiązania PiS, nie tylko 13-tki dla emerytów, ale także… zasiłki pogrzebowe. Wzrost płacy minimalnej, druga trzynasta emerytura, zrównanie dopłat dla rolników od hektara – to redystrybucja środków i transfer miliardów, na które składają się także najubożsi.  Zanim państwo da obywatelowi 100 zł, odbiera mu 120 zł, bo musi utrzymać urzędników i aparat, który tę pomoc obsługuje. Na 500 + dla asystentki prezesa NBP, zarabiającej ponad 40 tys. zł miesięcznie składają się również ludzie, którzy za 500 zł muszą żyć cały miesiąc.

Rosną ceny. W budżecie coraz wyraźniej widać dno. Już wiadomo, że dotacje unijne będą znacznie mniejsze, niż w poprzednim rozdaniu. Daj Boże, żeby bezprawie rządzących nie spowodowało zawieszenia tych funduszy. Bo przed nami kolejna światowa dekoniunktura, pieszczotliwie nazwana przez prezesa „spowolnieniem”.  A wiadomo, że każdy kryzys zawsze najboleśniej uderza w najbiedniejszych, których losu nie poprawi ani niezborne przerzucanie resztek pieniędzy z szuflady do szuflady, ani fałszywe deklaracje i krokodyle łzy wylewane nad ciężkim losem ubogich.  Szybko im się nie poprawi, bo w naszym klimacie kłamstwo ma dłuższe nogi niż w bardziej cywilizowanych krajach i wielu Polaków przywykło już do fałszywej rzeczywistości, zmyślonej przez człowieka, któremu zdezorientowani Polacy pozwalają bawić się Polską. Ale do czasu.

Pisowskie afery, twój wybór

W czasie wiecu w Częstochowie Jarosław Kaczyński nawiązał do wypowiedzi znanej i cenionej na całym świecie reżyserki, Agnieszki Holland.

Mamy niebezpieczeństwo, że nie będzie tak, jak mówiła pani Holland, która skądinąd po tym, jak mówiła, to później mówiła, że nie mówiła i nawet później kilkudziesięciu reżyserów napisało do mnie list, w którym napisało, że ona nie mówiła tego, co mówiła i to można było usłyszeć. Pani Holland powiedziała, żeby „było jak było”. Jeżeli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było. Oni nie ukrywają, że chcą zlikwidować demokrację” – w dość oryginalnym stylu wypowiedział się prezes PiS.

Agnieszka Holland poproszona o komentarz do słów Kaczyńskiego, stwierdziła, że czuje się dowartościowana tym szczególnym zainteresowaniem prezesa.

To jest w pewnym sensie zaszczyt. W końcu to szara eminencja polskiej polityki, bardzo sprawczy człowiek. Ma dużo zajęć na głowie, bo właściwie rządzi całym państwem jednoosobowo. Skoro jeszcze ma czas, żeby zajmować się moją osobą, to znaczy, że to jest ważna osoba dla niego. Czuję się więc dowartościowana” – ironizuje artystka.

Przy okazji wytyka Kaczyńskiemu kłamstwo dotyczące rzekomego listu od reżyserów: „Nie pisaliśmy listu do pana Kaczyńskiego. Nie ma powodu, żeby on był adresatem. Jest zwykłym posłem. Dlaczego miałabym więc do niego pisać? Jeśli zostanie premierem, to wtedy stanie się adresatem różnych listów otwartych od obywateli” – mówi w rozmowie z dziennikarzami WP Holland.

Za tydzień wybory. W najnowszym Newsweeku o wyborze, który stoi przed Polakami.

Do #13października zostało 7 dni a więc #SkasujPiS

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

To pytanie zadał publicznie Włodzimierz Czarzasty podczas konwencji Lewicy w Katowicach. Przypomnijmy więc tę kuriozalną propozycję redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”: „Kolejna granica absurdu przekroczona – Sakiewicz chce Nobla dla… Kaczyńskiego”.

– „Dobre! Myślę panie Sakiewicz, że ta nagroda, którą już dawno dostał (nagroda „JOBLA”) to szczyt jego możliwości!”; – „…10+ środek tarczy… a tak na poważnie do tej nagrody w parze wystawiłbym.. KACZYŃSKI… TRUMP, że też pisiory na to nie wpadły..”; – „Myślę, że najbardziej uwiera go ta Wałęsy” – komentowali internauci.

Przypomnijmy, że 5 października 1983 roku Komitet Noblowski przekazał swoją decyzję. Pokojowa Nagroda Nobla po raz pierwszy powędrowała w ręce Polaka – Lecha Wałęsy, ówczesnego przewodniczącego Solidarności.

Zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego, Czarzasty powiedział: – „Polska, panie prezesie, nie powstała 4 lata temu. Nie zmieni pan historii. Nie zakłamie pan historii. Nie umniejszy pan roli polskiej lewicy. Nie da pan rady. Jeżeli pan patrzy w przeszłość, tę przeszłość powojenną, to niech pan PRL-u nie naśladuje tylko w jednej rzeczy. Mianowicie w upartyjnianiu państwa, bo to nie jest dobry pomysł”.

Czarzasty zapowiedział m.in. utworzenie po wyborach Ministerstwa Polityki Senioralnej. – „Będzie ono koordynowało pracę na rzecz starszego pokolenia” – powiedział szef SLD.  Gościem konwencji był Aleksander Kwaśniewski. Były prezydent mówił o znaczeniu przestrzegania Konstytucji i umacnianiu obecności Polski w Unii Europejskiej.

Niedługo cisza wyborcza, ale nie nad trumnami. Znowu je wyciągną, smoleńskie, starsze, nowsze. Każdy argument jest dobry dla TVP. Od tygodnia wycierają sobie mną tam gębę. W doborowym towarzystwie: Jandy, Stuhrów, jestem zaplutym karłem „elit, które utraciły władzę”. Nie narzekam na swoje władze umysłowe, innych nie mam. W przeciwieństwie do rządzących.

Fot. Źródło: Manuela Gretkowska / Facebook

Kaczyński jest jak granat wrzucony w szambo mentalne nad Wisłą, nie to z Czajki, tylko z zapóźnień cywilizacyjnych. Więc bryzga po wschodniej ścianie Polski.

Izaak Babel poznając na początku XX wieku nasze zacofane Podkarpacie zastanawiał się, czy Słowianie są nawozem historii. Gdy to pisał, nawóz był naturalny, gówniany. Oczywiście, Babel to Żydokomuna i nie nadawałby się na wystawkę w Polinie, które jak obcojęzyczna nazwa wskazuje jest jeszcze niespolonizowanym muzeum o Polsce. Dlatego zarządzać nim powinni heteroseksualnie kochający Polskę Wszechpolacy.

Przypomina się mi dialog z „Zimnej wojny”, pisany pewnie przez Głowackiego. Mało kto miał takie ucho na prlowski bełkot.
 Nie kocha pan Polski – mówi ubek do artysty.
 Kocham – szczerze odpowiada artysta.
 Nie kocha pan.
 Kocham.
– Nie kocha…

Te rozmowy powtórzą się, jeśli PiS wygra. W programie mają pomysł na państwowy statut artysty. Skoro państwowy, to pewnie i narodowo socjalistycznie katolicki. Cóż, ruska komuna, dlatego że obca, była łatwiejsza do zniesienia, od polskiego faszyzmu.

Paranoicy mają dar urealniania swojego zajoba szczegółami. Utopista socjalistyczny Fourier zalecał nowemu społeczeństwu jedzenie arbuzów. Nie pytajcie dlaczego. Zapytajcie Prezesa albo „Call Saul”.

Program PiS-u przewiduje w składzie komisji przyznającej statut artysty 20% ludzi sztuki. Skąd 1/5, a nie liczba Pi? Reszta to chyba biskup, a na pewno urzędnicy. Znając ich kadry – hejterzy, gangusy, burdelarze. Statut na trzy lata, niby renta. Najwidoczniej dla pisowców artysta jest intelektualnie czy jakoś, niesprawny ideologicznie i trzeba go weryfikować. W normalnym świecie artyści należą gdzie chcą; do własnych stowarzyszeń, związków zawodowych, kółek adoracji, albo nigdzie.

W komunizmie skazywano na roboty, „za nie bycie poetą”, na przykład noblistę Brodskiego. U nas minister kultury, oczywiście tradycyjnie pisowski buc, przyzna Jandzie dużą kasę, w supermarkecie. Stuhrów wyślą do kopalni węgla czy soli, bo to blisko Krakowa i żeby nie było gadania o mściwym państwie.

W normalnym świecie nie ma obowiązku hołubić artystów. Ale nie trzeba ich niszczyć. Tylko tępota tępi kulturę.

Na trumnie Polski zamiast sarmackiej gęby zwanej portretem, wystarczy napis: „Idioci idiotom zgotowali ten los„. Na najbliższe lata, wieki, a wieko trumny zamknąć dla dobra klimatu.

Polacy mentalnie przenieśli się do Europy, bo korzyści z życia w Unii Europejskiej sprawiły, że podróż za chlebem do USA straciła sens.

Na półtora tygodnia przed polskimi wyborami parlamentarnymi Donald Trump ogłasza, że Polacy będą mogli latać do USA bez wiz. Niewątpliwie możemy to uznać za życzliwy gest amerykańskiego prezydenta dla ekipy rządzącej w naszym kraju. Ot, taki mały prezencik przedwyborczy. Przecież Trump nie musiał zapowiadać tego właśnie teraz. Gdyby nie chciał się wpisywać w polską kampanię, mógł z tym poczekać parę dni. Nie poczekał.

Jednak zarazem jest to dla Kaczyńskiego nagroda pocieszenia po odwołaniu udziału amerykańskiego prezydenta w uroczystościach 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Przed 1 września „dobra zmiana” nadmuchiwała balon oczekiwań, szykując się do propagandowego zdyskontowania przyjazdu Trumpa do Polski – a tu nici. Przywódca USA wytłumaczył, że nie może przylecieć, bo musi się spotkać z huraganem Dorian na południu Stanów Zjednoczonych. Po czym grał w golfa.

Jeśli dodamy do tego fakt, że wcześniej wpływowe ośrodki i liczący się publicyści apelowali do Trumpa, by nie przylatywał do Polski i nie legitymizował swą obecnością w Warszawie polityki PiS, stanie się oczywiste, że odwołanie wrześniowej wizyty było jak cios kijem. Obecna zapowiedź zniesienia wiz to marcheweczka zaserwowana na osłodę i dla ukojenia bólu.

Propagandyści „dobrej zmiany” próbują ją teraz wykorzystać w agitacji przedwyborczej. „Nie dajmy sobie wmówić, że zniesienie wiz do Ameryki było wyłącznie kwestią techniczną” – apeluje Konrad Kołodziejski na portalu wPolityce.pl. „Zniesienie wiz nie jest tylko skutkiem bezosobowych procedur – pisze. – To również rezultat wielu działań politycznych podejmowanych przez władze polskie i środowiska polonijne w Ameryce. Obecna ekipa może z czystym sumieniem przypisywać sobie dużą część zasług i będzie to w pełni uprawnione”.

Oczywiście Kołodziejski fałszuje obraz rzeczywistości, bo za gest polityczny ze strony Trumpa możemy uznać tylko wybór terminu, w którym ogłosił decyzję. Samo zniesienie wiz nie było zasługą władz – ani polskich, ani amerykańskich – a jedynie konsekwencją spadku odsetka odmów udzielanych polskim wnioskodawcom do poziomu poniżej 3 proc. w skali roku. Większość Polski już dawno temu zeszła poniżej tego progu, jednak statystyki pogarszało Podkarpacie, które tradycyjnie jest zagłębiem emigracji do USA. Dopiero teraz cały kraj zszedł poniżej linii krytycznej.

No więc dobrze, w takim razie spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: skoro nie polskim i nie amerykańskim władzom zawdzięczamy zniesienie wiz, lecz samym sobie, to co sprawiło, że gorzej sytuowani obywatele przestali masowo ubiegać się o wizy USA, by pracować za oceanem na czarno?

By mieć całkowitą pewność, trzeba by przeprowadzić badania i ankiety socjologiczne, ale intuicja podpowiada odpowiedź dość prostą, wręcz narzucającą się: to Unia Europejska. Możliwość legalnej pracy w zamożniejszej części Europy sprawiła, że nielegalna praca w USA przestała być atrakcyjna. Po co wyprawiać się za ocean, ukrywać się przed tamtejszymi służbami imigracyjnymi, pracować w warunkach niemal konspiracyjnych bez opieki medycznej i zabezpieczeń socjalnych, narażać się na ryzyko deportacji i zakaz wjazdu, skoro całkiem legalna praca czeka na nas dosłownie za płotem?

We wsi w południowej Polsce na Żywiecczyźnie, w której mam chałupę, liczni moi sąsiedzi nie tylko zatrudnili się w Niemczech, ale wręcz zarejestrowali tam działalność gospodarczą. Remontują mieszkania, układają glazurę, budują domy. Płacą podatki, nikt ich nie ściga, żyją jedną nogą w Polsce, a jedną w Niemczech, bo przyjazd do kraju choćby na weekend nie jest problemem. Wszyscy się już dawno podorabiali samochodów, a podróż autostradą A4 trwa tylko kilka godzin.

W ten oto sposób Europa zajmuje w życiu Polaków miejsce dawniej zarezerwowane dla Ameryki. Realne korzyści płynące z Unii Europejskiej wypierają ze świadomości obywateli mit Stanów Zjednoczonych. I właśnie z tego powodu zniesienie wiz zapewne nie okaże się w kampanii wyborczej PiS wielkim atutem – wielu Polaków amerykańska wiza po prostu przestała obchodzić.

Pojawił się natomiast nowy problem, którego wielu obywateli do końca sobie jeszcze nie uświadamia: w czasie gdy Polacy mentalnie i praktycznie przenieśli się z USA do Unii Europejskiej, rząd odbył podróż w przeciwnym kierunku. Dzisiejsze władze weszły w role bezkrytycznego i służalczego wasala administracji Donalda Trumpa, a jednocześnie skłócają Polskę z Europą i pogarszają jej pozycję w UE. Kwestią czasu – i to niestety raczej niezbyt długiego – jest to, kiedy negatywne konsekwencje tej polityki odczują przeciętni obywatele.

Więcej Klaudii Jachiry – tutaj >>>