Opozycjo, odbierz władzę PiS, bo jeżeli nie, zrobią to obywatele

Jeżeli opozycja nie daje rady odzyskać władzy, to musi zrobić to społeczeństwo.

U koryta mamy mentalnych komuchów, a zarządza nimi zakompleksiały komuch Jarosław Kaczyński, który w życiu prywatnym nie zaznał przyjemności bycia mężczyzną, bo żadna kobieta nie chciała mu dać, a do burdelu nie poszedł, bo impotent.

Dobrał sobie grono podobnych sobie osobników z Ciemnogrodu, Dudę, Morawieckiego. I mamy sparszywiałą Polskę, która jest sterowana u nas z Nowogrodzkiej, ale w istocie wypełniająca cele Kremla.

Stara to zasada rosyjska: podzielić naród, a teraz udaje się podzielić opozycję.

Jeżeli nie wyjdziemy na ulicę, prawa obywatelskie zostaną nam do szczętu odebrane i będziemy żyć w kagańcu.

PiS nie potrafi rządzić, bo to lewizna pod każdym względem. Zdewastują kraj, jak to zaraza i szarańcza. Do nas koronawirus przyszedł 5 lat temu, niszczy kraj, a naród robi zbiorem pacjentów.

Uchwała SN, wykonująca wyrok TSUE w sprawie powołania sędziów przez upolitycznioną neoKRS, została właśnie uznana przez upolitycznione ciało nazywane Trybunałem Konstytucyjnym za niezgodną prawie ze wszystkim. Podążamy konsekwentnie drogą do polexitu, a uczynny TK w tym pomaga.

Rzekoma sprzeczność z Konstytucją tej uchwały SN, która przecież chroni niezależność sędziów od polityków, jest wymysłem PiS. Zanim przyszedł PiS, niezależność sędziów była zgodna z polską Konstytucją. Teraz nie jest. Kiedy się patrzy na skład TK, właściwie nie dziwi, że standard się zmienił.

Nitras: Sasin dzisiaj nie poinformował nas, że drukuje karty wyborcze. On nas poinformował, że drukuje wybory

– On [Jacek Sasin] dzisiaj nie poinformował tak naprawdę za pana pośrednictwem nas, całej Polski, że on drukuje karty wyborcze. On nas poinformował, że drukuje wybory. Tak, jak w latach 90-tych drukowano w Polsce mecze, których wynik znaliśmy przed wyjściem na murawę. To komunikat, który przekazał nam dzisiaj PiS – stwierdził Sławomir Nitras w rozmowie z Konradem Piaseckim w „Rozmowie Piaseckiego” TVN24.

Porozumienie Chirurgów SKALPEL chce wszczęcia postępowań wobec Konstantego Radziwiłła i Łukasza Szumowskiego za niedopełnienie obowiązków i narażenie na utratę zdrowia i życia pacjentów oraz personelu medycznego. Oskarżenia pod ich adresem wysuwa lekarka i przewodnicząca stowarzyszenia Porozumienie Chirurgów SKALPEL Katarzyna Pikulska.

Więcej o proteście medyków >>>

Austria otwiera restauracje i bary, Holandia – szkoły, premier Włoch zapowiedział przedstawienie planu luzowania restrykcji. W Polsce droga otwarcia wciąż jest mętna, ale minister edukacji Dariusz Piontkowski dał do zrozumienia, że uczniowie nie wrócą do szkół przed przerwą wakacyjną. Za to wiceminister zdrowia zaskakująco przyznał, że „za mało testujemy”.

O stanie walki z koronawirusem >>>

Odrzucona poprawka Senatu do tzw. tarczy 2.0 z 16 kwietnia wcale nie zakładała, że obowiązkowymi cotygodniowymi testami na koronawirusa ma zostać objęty cały personel medyczny, czyli kilkaset tysięcy osób. OKO.press policzyło, ile naprawdę chciała testować opozycja i czy dałoby się to zrobić. Wynik jest inny, niż twierdziło ministerstwo zdrowia.

O pozoranctwie władzy PiS w walce z koronawirusem >>>

Kaczyński wpuścił opozycję w pułapkę negocjacji i dywagacji o terminie wyborów. Koalicja Obywatelska, Lewica i PSL są jak trzy małpki: jedna nic nie mówi, druga nic nie słyszy, trzecia nic nie widzi. Czas przejrzeć na oczy: wybory w maju będą. Wyborcy oczekują od opozycji przywództwa. Trzeba jasno i wspólnie powiedzieć: bojkotujemy czy głosujemy.

O matołectwie opozycji >>>

Grupa porządnych ludzi zdecydowała się nawet napisać do p. Szumowskiego list przekonując go, że warto być przyzwoitym i rozumnym, że Polska na niego liczy. I On decyzję podjął.

Była to decyzja dokładnie taka jakiej chcieli pisowcy. Taką samą podjęłyby takie orły i orlice woli czynu intelektu jak pp.; Witek, Terlecki, Jaki, Horała, Jackowski, Kempa itd. Opakowana w pokrętne uzasadnienia mające wykazać, że on przecież chce dobrze, że się troszczy. Decyzja popierająca wybory w maju, partyjniacka w swoim tchórzostwie, obliczona na przedłużenie władzy, bo tylko to liczy się dla PiS-u.

Cały wpis Stefana Niesiołowskiego >>>

Zadłużymy się bardziej niż inne państwa, bo PiS przehulał czasy koniunktury. Nieodpowiedzialnie wydawał pieniądze podatników, więc nie mamy poduszki finansowej. Za błędy PiS-u zapłacimy wszyscy. Będziemy mieć jednak wybór, bo moim zdaniem dojdzie do wcześniejszych wyborów – mówi Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów, w sztabie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej odpowiedzialna za program. – Doradzam, żeby premier Morawiecki przeczytał to, co przygotowali Szwajcarzy, Szwedzi czy Czesi. Dziwię się, że premier nie czuje zażenowania, gdy ogłasza, że odmrożenie gospodarki polega na tym, że ludzie mogą wejść do lasu i do kościoła – dodaje. – Gospodarka musi działać, bo niedługo nie będziemy mieli żadnych dochodów budżetowych. Państwo, które zamroziło gospodarkę, a ludziom kazało zostać w domu, powinno na ten czas przejąć obowiązek utrzymania obywateli i ich miejsc pracy – podkreśla.

Wywiad z Izabelą Leszczyną >>>

Oszwabiają nas Duda, Dworczyk, Kaczyński, Banaś, Morawiecki

Obecnie mamy do czynienia z wojną wewnątrz ferajny. PiS oczyszcza się, bo kampania Dudy kuleje.

Palec Lichockiej, Fuck, pozostanie już symbolem tej kampanii wyborczej prezydenta, którego wstydzić się będziemy zawsze, a historia określi go właśnie „Fuck”.

Duda to Dupa. Nie trzeba specjalnie bawić się w językowe łamańce, ten złamas nie ma charakteru, ani większego intelektu.

PiS to formacja, która nie zdarzyła nam się dawno, a na pewno nie po 1989 roku. Przez takich Kaczyńskich, Dudów, Morawieckich, lądowaliśmy na śmietniku historii, traciliśmy niepodległość.

Ale takich szczujów lujów sami wybraliśmy.

Kłamią, szachrują jak mogą. Najlepiej w tej materii określa  Kaczyńskiego ancymonków czasownik – oszwabiają.

Tak! W historii dawnej sąsiedzi robili z nas wała – oszwabiali. Dzisiaj mamy taką ferajnę, która oszwabia, jak może.

Takimi szwabami są choćby Dworczyk, Banaś, Duda, Morawiecki.

W najbliższym czasie, swiatło ujrzą zupełnie dotąd nieznane afery PiS. Już Marian się o to postara, bo, jak powiedział jeden z towarzyszy: Marian na ataki na dzieci, reaguje jak raniony dzik. Szykujcie popcorn!

Więcej o Banasiu >>>

Minister Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, przekonuje, że rząd PiS zawsze jest chętny do dialogu, czego przykładem były rozmowy z osobami z niepełnosprawnością i ich opiekunami w 2018 roku. Przypominamy, jak wyglądał „dialog” z protestującymi w Sejmie w wykonaniu PiS.

O „dialogu” PiS, czyli monologu – mordy zdradzieckie, kanalie, gorszy sort, gestapo – tutaj >>>

Michał Dworczyk, szef Kancelarii Premiera, próbował wybawić prezydenta Dudę z kłopotu w sprawie ustawy o 2 mld zł dla mediów państwowych. W TVN24 powiedział, że to „ustawa budżetowa”, a tej prezydent nie może zawetować, musi podpisać. To nieprawda, to inna ustawa i Andrzej Duda może ją zawetować.

O bujdzie – delikatnie powiedziawszy – Kononowicza Dworczyka tutaj >>>

2 miliardy złotych trafią do kontrolowanej przez PiS TVP czy do chorych na raka – zależy teraz od Andrzeja Dudy. Opozycja żąda weta i pokazuje dane, z których wynika, że polska onkologia jest mocno niedofinansowana. Otoczenie prezydenta na razie weta nie przewiduje, jednak wiele zależy od słupków poparcia w kampanii prezydenckiej.

O tym, czy Duda podpisze 2 mld dla gadzinówki TVP tutaj >>>

Panie Ziobro odpowiadam Panu publicznie na Pańskie pismo skierowane do mnie. Informuje Pan mnie w tym piśmie, że zamierza Pan zmienić moje wygrane wyroki sądowe na moje przegrane.

Jeśli można uznać to za groźby czy straszenie to odpowiadam Panu:
chłoptasiu, nie ze mną te numery.

Więcej Wałęsy tutaj >>>

Jedyne pytanie, które warto zadać przy okazji ostatnich występów polityków i dziennikarzy dobrej zmiany jest to – czy więcej w ich działaniach chamstwa czy hipokryzji? I do czego to wszystko prowadzi, a czekają nas jeszcze fascynujące i wzruszające polemiki naszych wytrawnych dyplomatów z Unią Europejską i przekonywanie wszystkich dookoła, że PiS nie chce żadnego polexitu, że to oszczerstwo, że jest partią proeuropejską, wsłuchaną w głos Polaków, demokratyczną i kochającą praworządność mniej więcej taki samo jak ubogi zakonnik Rydzyk kocha pieniądze.

Felieton Niesiołowskiego tutaj >>>

I genialny esej Karoliny Lewickiej o krętwach i sposobach PiS.

Środkowy palec Joanny Lichockiej już przeszedł do historii polskiej polityki. Na pewno stanie się jednym z symboli toczonej obecnie kampanii wyborczej. Może, choć nie musi, wpłynąć na ostateczny wynik tej rozgrywki. Ale przede wszystkim – jak w soczewce skupił filozofię polityczną PiS. Filozofię, którą tworzy triada: zwyczajne chamstwo, systemowy hejt i udawanie ofiary.

Powrót chama
Politycy PiS lata temu odrzucili polityczną poprawność. Niektórzy z nich nigdy nie dysponowali też kulturą osobistą. A to ta miękka kompetencja nie pozwala człowiekowi pewnych rzeczy, zwłaszcza publicznie, mówić czy robić. Kiedy brakuje kindersztuby, język parlamentarny przekształca się w knajacki, możliwe jest i „spieprzaj, dziadu!” Lecha Kaczyńskiego i „stul pysk!” Krystyny Pawłowicz. Zachowania stają się zaś nieobyczajne, to gest Lichockiej czy Piotra Pyzika.

(…)

Historia partii Prawo i Sprawiedliwość pokazuje, że ugrupowanie to nieustannie się rozwija, doskonaląc techniki siania nienawiści. PiS nie potrafi inaczej, może to robić tylko jeszcze skuteczniej. Kłamstwo, propaganda, hejt. Przy jednoczesnym prezentowaniu moralnej wyższości. Zabójcze kombo. Zabójcze dla naszego państwa, narodu i społeczeństwa.

Cały esej Lewickiej tutaj >>>

Niepraworządność pisowska wskazana przez KE

Komisja Europejska ma plan w stosunku do niepraworządności w Polsce.

Stanowczo wymagane są standardy demokratyczne, a nie jakieś podejrzane eksperymenty demokratyczne w stylu Putina.

A więc sądownictwo ma być nizależne od polityków, czyli wyroki nie mogą być dyktowane na Nowogrodzkiej.

Kaczyński też ma być pozbawiony dyktatu w sprawie wyników wyborów, gdy PiS przegra.

A przegra Duda. Co wtedy prezes PiS postanowi? Wyśle policję i służby specjalne przeciw protestującym?

Zadam pytanie: czy społeczeństwo już nie jest inwigilowane, a liderzy towarzyszeń pozarządowych nie zastraszani.

Znając PiS można po nich spodziewać się, że arkana zabijania wolności posiedli w równym stopni jak komuniści i naziści.

Komisja Europejska orzekła, że przepisy dyscyplinujące sędziów są niezgodne z unijnym prawem i to potrójnie.

Nowa ustawa dyscyplinująca sędziów potrójnie niezgodna z unijnym prawem – twierdzi rzecznik Komisji Europejskiej. Christan Wigand powtórzył, że KE nie zawaha się użyć dostępnych środków – co według naszej korespondentki w Brukseli – oznacza zapowiedź wszczęcia procedury o naruszenie unijnego prawa.

Więcej o Komisji Europejskiej wobec bezprawia PiS tutaj >>>

O tym, że Polska pisowska zapłaci ogromną cenę – pozbawieniem kasy z Brukseli – tutaj >>>

Podczas debaty w PE o praworządności w Polsce europosłom PiS brakowało sojuszników. Prawie wszyscy mówili jednym głosem: Polska narusza zasady UE i kpi z dialogu. Argumentacja PiS pozostała bez zmian: „Odmawia się Polsce podejmowania suwerennych decyzji. Inicjatorzy tej debaty chcą wpłynąć na wynik wyborów w Polsce”.

Więcej o samotności pisowskich europarlamentarzystów (1:27) w PE tutaj >>>

Iustitia składa zawiadomienie o popełnieniu deliktu dyscyplinarnego przez członków Izby Dyscyplinarnej, którzy 4 lutego zawiesili w obowiązkach i obcięli pensję sędziemu Juszczyszynowi. Stowarzyszenie wzywa też wszystkich sędziów do pójścia w ślady Juszczyszyna i badania umocowania KRS i jej członków. 

O obszczymurkach z Izby Dyscyplinarnej SN tutaj >>>

Generalnie mam prośbę do tych wszystkich, którzy dobrze życzą Polsce, a więc nie chcą drugiej kadencji p. Dudy, aby nie atakowali polityków i partii opozycji, a zwłaszcza Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Felieton Stefana Niesiołowskiego tutaj >>>

Wraz z oficjalnym startem kampanii wyborczej ujawnił się jej duch: będzie to brutalna walka PiS o zachowanie w Polsce władzy, bez reguł i z kłamstwem w roli głównej. Walka o wszystko, bowiem tylko Andrzej Duda wybrany na drugą pięcioletnią kadencję jest gwarantem utrzymania destrukcji państwa w duchu nihilistycznej rewolucji bezprawia. Rewolucji, którą chce dokończyć Jarosław Kaczyński.

Esej Przemysława Szubartowicza tutaj >>>

PiS ośmiesza Polskę

Przyzwyczailiśmy się, że Polska przez PiS jest ośmieszana, nasz kraj na zewnątrz jest postrzegany, jako republika bananowa z groteskową demokracją.

Przyzwyczailiśmy się. Godzimy na ośmieszenie, gdyż w innych wypadku protestami wymusilibyśmy odsunięcia od koryta ferajny Kaczyńskiego, której jedynym celem jest czerpać profity nie posiadając niemal żadnych umiejętności rządzenia.

PiS uruchomił dla siebie program Koryto+.

Komisja Europejska chce wstrzymania przez Trybunał Sprawiedliwości UE działania sądowniczej ustawy kagańcowej, która de facto jest wyjściem z Unii Europejskiej (Polexit).

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata nad nierządem pisowskim. Europosłowie PiS zaprezentowali się groteskowo, skandalicznie, znowu ośmieszyli nas.

Prym wiodła Beata Szydło, pani od sukcesu 1:27.

To co pisowska propaganda wyprawia ostatnio przekracza wszelkie granice przyzwoitości i zdrowego rozsądku, chociaż zasadniczo nie jest to nic zaskakującego. Nagonka na prof. Grodzkiego trwa, uruchomione zostały pisowskie media. Z całą odpowiedzialnością jako jeden z organizatorów oporu w stanie wojennym stwierdzam, że poziom, kultura, prawdomówność mediów stanu wojennego w wielu przypadkach były większe niż obecnych reżimowych. Jeden z tytułów w „Gazecie Polskiej” – ubek ostatnią nadzieja Grodzkiego, a informacja o wielkiej manifestacji w obronie praworządności sprowadzała się do kłamstw w rodzaju – grupki przechodniów i spacerowiczów, sędziowie bardzo nieliczni. Gratuluję jednak na tym tle tvp w stanie wojennym to był poziom.

Więcej Stefana Niesiołowskiego tutaj >>>

23 stycznia połączony skład trzech Izb SN zadecyduje, czy sędziowie nominowani przez nową, upolitycznioną KRS powinni orzekać. „Stare” kadry SN w Izbach Cywilnej, Karnej i Pracy poprosiła o to I Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf. Uchwała będzie wiązała cały Sąd Najwyższy. Pod koniec grudnia w OKO.press taką decyzję zaproponowali I Prezes eksperci prawni.

Jeżeli PiS nie zastosuje się do postanowienia Sądu Najwyższego będziemy mieli anarchię w kraju. Czytaj tutaj >>>

50 senatorów opozycji – z PO, Lewicy, PSL – napisało oświadczenie w obronie marszałka senatu Tomasza Grodzkiego: „Marszałek Grodzki ma nasze niesłabnące zaufanie, a jego bliscy – wsparcie” – czytamy w liście ogłoszonym w Senacie przez Marcina Bosackiego (PO).

Więcej o senatorach broniących marszałka Grodzkiego przed nagonką medialną PiS tutaj >>>

O nagonce na Godzkiego pisze prasa na całym świecie, w tym niemiecka.

Oskarżenia bez dowodów

„PiS najwyraźniej nie zamierza przyjąć do wiadomości tego, że wraz z nastaniem Senatu Grodzkiego czas ekspresowego uchwalania ustaw się skończył. W Szczecinie kilkoro rzekomych byłych pacjentów Grodzkiego utrzymuje, że oni albo ich zmarli bliscy musieli mu płacić za operacje, albo opinie. Wśród oskarżycieli jest związana z PiS radna i bliska partii profesor biologii.

„Kontrolowana przez PiS telewizja państwowa oraz niektóre bliskie PiS-owi gazety i strony internetowe, powtarzają te oskarżenia. Jednka nie znajdują na nie na żadnych dowodów” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”. Gazeta przypomina, że „media PiS” przemilczały oświadczenia szczecińskiej izby Lekarskiej, że przez 36 lat pracy Grodzkiego nie było żadnych skarg z powodu naruszenia przez niego zasad etyki lekarskiej, a tym bardziej z powodu korupcji.

„Zamiast tego prokuratura i podporządkowane rządowi Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadza oficjalne postępowania z powodu podejrzenia o korupcję w szpitalu Grodzkiego” – relacjonuje „SZ”.

O Grodzkim w „„Sueddeutsche Zeitung” tutaj >>>

Wirtualna Polska na garnuszku Zbigniewa Ziobry. Zdziwieni?

O zaprzaństwie tego portalu więcej tutaj >>>

W PiS jak w mafii

– Prezydent Andrzej Duda od początku umywa ręce od decyzji wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzi, że wykonał „decyzję polityczną”. Tyle że prezydent stoi na straży Konstytucji i miał w ręku narzędzia, które mogłyby zweryfikować legalność decyzji ws. nowych sędziów – pisze prof. Stanisław Biernat, były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego i analizuje rozmowę, w której prezydent – jak uważa autor – przyznał się do złamania Konstytucji.

Cały wywód prof. Bernata o złamasie Dudzie tutaj >>>

Lotna Brygada Opozycji pojawiła się przez Ministerstwem Sprawiedliwości z nietypowym bałwanem – nie z kul śniegowych, a z główek kapusty. Po decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie powieszenia zdjęć europosłów na szubienicach, członkowie Brygady przyszli zapytać Zbigniewa Ziobrę, jaka jest „jedynie słuszna wykładnia” happeningu.

Przynieśli rekwizyty, które okazywali ministrowi – a to zdjęcia prominentnych polityków PiS, a to taczki, a to drabinkę… – „Panie prokuratorze, panie ministrze. Nie wiem, jak się zwracać do tego bałwana” – miała kłopot jedna z brygadzistek.

Lotna Brygada chciała się dowiedzieć, jaka będzie teraz interpretacja, co wolno, a czego nie wolno happenerom. – „A przede wszystkim komu i kogo wolno” – uściśliła brygadzistka. Padła też prośba, żeby w pierwszej kolejności (bo idzie zima) zalegalizować palenie kukieł.

Brygadziści napisali na kartce propozycję nadawania certyfikatu happenera. Kartkę razem z bałwanem przekazali – jak się okazało – funkcjonariuszom Służby Więziennej, którzy ochraniają to wejście do Ministerstwa Sprawiedliwości, przy którym pojawiła się Lotna Brygada.

„Ten bałwan to z pewnością nawiązanie do ironicznej rzeźby Dawickiego „Bałwan cytatów”. Na guzikach bałwana Dawickiego znajdują się cytaty z Rozmyślań rzymskiego filozofa i cesarza Marka Aureliusza. Na marchewkach lotnego bałwana są pewnie głębokie myśli Prezesów” – kpiła jedna z internautek, parafrazując uzasadnienie prokuratury w Katowicach. Dopatrzyła się ona w wieszaniu przez narodowców zdjęć nawiązania do „historycznych wydarzeń z XVIII wieku, a utrwalonych na obrazie Jana Piotra Norblina”.

Są dwa światy – jest taka piękna piosenka mojej ukochanej Agnieszki Osieckiej i słowa te znakomicie pasują do obecnej polskiej smutnej rzeczywistości.

Jeden świat to pisowskie kłamstwa, załgane reżimowe media, puste obietnice, w które nie wierzy nawet ich stękający autor, patriotyczne frazesy jak za komuny i ocean obłudy.

Drugi świat to emeryci przeliczający bilon w aptekach i przy kasach, koszmar gasnącej niewydolnej umierającej służby zdrowia, coraz starsze pielęgniarki i nauczyciele ubożejący niedołężni, podwyżki cen, kryzys rozpaczliwie odwlekany byle do najbliższych wyborów.

Rzeczywistość komunistycznej propagandy była zaprzeczeniem tej realnej, a uśmiechnięte radosne dzieci otaczające towarzysza Stalina i pomniejszych satrapów miały ukryć istnienie gułagu, nędzy zbrodni i strachu.

Teraz nie ma gułagu i zbrodni, strach jeśli jest to przed utratą pracy i zepchnięciem do nędzy, a przemoc to ciągle tylko raczej „wypadki przy pracy” policji jak w Koninie, w przypadku Igora Stachowiaka, czy Barbary Blidy. Ale dwie rzeczywistości mamy tak samo jak w komunizmie, tę smutną ponurą prawdziwą i radosną propagandową chronioną przez barierki, kordony policji pełną limuzyn, flag, biskupów i orderów.

Mamy też coraz większą pychę i arogancję reżimu, który przestał zwracać uwagę na jakiekolwiek pozory. Nominacje pp. Pawłowicz, Piotrowicza, czy Banasia są tego kolejnym potwierdzeniem.

Pytaniem jest – jak długo te dwa światy będą istniały obok siebie i czy dojdzie do ich konfrontacji co z pewnością dla reżimu nie będzie miłe? Jak mówił w obozie internowanych wielki chociaż trochę zapomniany Janusz Szpotański – wierzę w Chronosa. I jak wykazała przyszłość miał całkowitą rację.

Pewną nowością w polskiej polityce jest osoba pana Marszałka Grodzkiego, którego orędzie było pierwszym wystąpieniem polskiego wysokiego polskiego urzędnika państwowego wypowiedziane ludzkim głosem, spokojne rzeczowe, kulturalne.

Zasadniczo różniło się od pisowskiej nowomowy, pełnej pogróżek, kłamstw, insynuacji bełkotliwych wynurzeń pisowskich dygnitarzy powtarzających otrzymany na ogół rano przekaz dnia. Różniło się też od uroczych pod każdym względem wynurzeń i analiz p. Schetyny mających coś z popiskiwania uśmiechniętego kretoszczura.

Dla mojego pokolenia w tym kontraście było coś z kontrastu pomiędzy politykami Praskiej Wiosny, a zwolennikami doktryny Breżniewa. Taka pisowska doktryna Breżniewa polegająca na nie ustępowaniu nigdy w żadnej sprawie i bez względu na wszystko, na twierdzenie, że my pisowcy musimy rządzić, nie możemy nie rządzić bo bez nas nie ma Polski, Polska to my, a reszta to zdrajcy, a w najlepszym przypadku idioci, którymi nie warto się przejmować, właśnie zaczyna się sypać.

Oczywiście Praska Wiosna to tylko daleka historyczna analogia, ale słuchając Marszałka Grodzkiego takie porównanie nasuwało się samo. Spór o to czy można reformować PiS jest moim zdaniem równie jałowy, jak spór o możliwość reformowania komunizmu. Ten zmurszały reżim musi odejść ponieważ nie jest zdolny do rozwiązania żadnego z istotnych problemów, przed którymi stoi nasz kraj. Każdy dzień trwania tego rządu (obojętne Szydło, Morawieckiego czy kogoś w tym rodzaju – niezły byłby rząd Suskiego, Budy, Horały, lub Sasina?, gdyż miałby coś z cesarstwa Romulusa Augustulusa), jest nieszczęściem dla Polski.

Jest niewątpliwie zagadką co p. Schetyna i jego otoczenie chcą ugrać przez jakieś dziwaczne ruchy przy tzw. prawyborach? Same prawybory są bardzo złym pomysłem, gdyż siłą rzeczy wymuszają podczas debaty kandydatów jednej partii spór, który ich osłabia, a z kolei brak sporu rodzi słuszny zarzut, że te całe prawybory to fikcja i ukartowana gra. I tak źle i tak niedobrze.

Twierdzenie, że geniusz Schetyny doprowadził do wprowadzenia drugiego kandydata z PO jest co najmniej niejasne, bo po pierwsze ten kandydat (jeśli to pomysł Schetyny, a tak twierdzi część komentatorów) osłabia Małgorzatę Kidawa-Błońska, którą już skłócił ze Schetyną, a po drugie co się stanie jak wygra prawybory? Kogo w końcu popiera Schetyna, oczywiście poza sobą. Prawybory i jakieś podchody i zagrywki z nimi związane są szkodliwe dla głównego celu jakim jest pokonanie Dudy.

I jeszcze jedno. Jak przemawia Morawiecki, Duda, czy ktoś w tym rodzaju to moim zdaniem szanująca się opozycja powinna opuścić salę sejmową, a nie bezmyślnie kiwać głowami i robić im publiczność. Oni tego błędu nie popełniali.

Przewodniczący komisji ds. kontroli państwowej Wojciech Szarama z PiS nagle zakończył jej posiedzenie. Tym samym Marian Banaś nie odpowiedział na żadne pytanie posłów opozycji.

„To jest skandal, mieliśmy zadać pytania panu Banasiowi, a pan Banaś odczytał niczym Nikodem Dyzma swoje oświadczenie” – protestował poseł PO Marcin Kierwiński.

Wcześniej Szarama pozwolił Banasiowi na odczytanie oświadczenia. Kilka minut prezes NIK „tłumaczył”, że… jest czysty jak łza i będzie bronił swojego „dobrego imienia”.

Salwy śmiechu wywołał taki oto fragment oświadczenia, które wygłosił Banaś: – „W Krakowie jest wiele hoteli, gdzie można wynająć pokoje na godziny, po to, żeby na przykład odpocząć w trakcie podróży lub przednią. Albo przygotować się do zaplanowanego spotkania”.

A tak Banaś „tłumaczył” się z rozmowy telefonicznej z jednym z braci K., którzy w jego kamienicy prowadzili hotel na godziny: – „Dziennikarz Bertold Kittel ukrytą kamerą nagrał wymianę zdań przez telefon. Nie miałem wpływu na to, że dzierżawca kamienicy dał numer telefonu swojemu ojczymowi. Gdy zorientowałem się, ze rozmawiam z kimś innym niż dzierżawca kamienicy, natychmiast przerwałem połączenie”.

Po nagłym zamknięciu posiedzenia komisji przez przewodniczącego Szaramę, Banaś szybko wyszedł z sali, chroniony przez Straż Marszałkowską. Na pytania dziennikarzy też nie odpowiedział.

W środę prezes NIK pojawił się na posiedzeniu sejmowej komisji ds. kontroli państwowej. Pod koniec jej obrad Marian Banaś odczytał oświadczenie i wyszedł z Sali, zaraz po tym, jak przewodniczący komisji Wojciech Szarama z PiS zakończył posiedzenie. Towarzyszył mu nieznany mężczyzna. Pytania posłów opozycji pozostały bez odpowiedzi.

Poseł Sławomir Nitras przy wyjściu z sali Banasiowi zastąpił drogę. – Ministerstwo Finansów donosi do prokuratury, że dostawał pan pieniądze od braci K. Dlaczego pan nie odpowiada? Pan przyszedł na komisję odpowiadać na pytania. A pan przeczytał oświadczenie i ucieka – dopytywał podniesionym głosem.

Marian Banaś nie zareagował, a towarzyszący mu mężczyzna bezceremonialnie „przestawił” posła. Doszło do szarpaniny i przepychanek. Straż Marszałkowska ku oburzeniu obecnych nie zareagowała. Chwilę później Poseł Michał Szczerba wystąpił z prośbą do szefa Straży Marszałkowskiej o zbadanie całego zajścia.

 Doszło do jakiejś dziwnej sytuacji, bo Straż Marszałkowska powinna reagować. Jest powołana przede wszystkim po to, żeby chronić posłów. W tej sytuacji Straż Marszałkowska nie zareagowała. Przeciwnie, sprowadzono ją do roli osobistej ochrony prezesa Banasia – powiedział po incydencie Nitras

– Obrazek uciekającego z Sejmu z drżącymi rękami prezesa Najwyższej Izby Kontroli jest symbolem państwa PiS. Prezes NIK, który powinien być twardym człowiekiem, o nieskazitelnym charakterze, na tyle silnym, by potrafić kontrolować wszystkie instytucje państwa, ucieka przed posłami, bojąc się pytań o samego siebie – zaznaczył Sławomir Nitras na konferencji prasowej, zorganizowanej krótko po incydencie z Banasiem. Marcin Kierwiński podkreślił, że „zachowanie posłów PiS świadczy o tym, że jest deal pomiędzy PiS a Banasiem”.

Wojciech Szarama, pytany przez dziennikarzy o oświadczenie prezesa NIK i jego zachowanie na posiedzeniu sejmowej komisji ds. kontroli państwowej, wyraził przekonanie, że szef NIK … odpowiedział na większość pytań. – Do sprawy pana Banasia z pewnością wrócimy, bo oświadczenie jej nie zamyka, dlatego czekamy na informację o raporcie CBA. W trakcie całego posiedzenia komisji pod adresem pana Banasia padł szereg zarzutów, padło bardzo wiele pytań. On w swoim obszernym oświadczeniu na znaczną część z tych pytań odpowiedział – powiedział.

Zaznaczył, że dobrze byłoby, aby komisja przyjrzała się sprawie szefa NIK wówczas, gdy otrzyma informacje z raportu CBA, bo „wszyscy na raport czekamy” i uzyskane informacje „zdecydują o stanowisku rządu wobec sytuacji pana prezesa NIK-u”.

Banaś u Corleone Kaczyńskiego – czytaj tutaj >>>

„Łańcuch Światła — murem za sędzią Juszczyszynem” — pod takim hasłem zorganizowany został w Olsztynie wiec poparcia dla sędziego Pawła Juszczyszyna. Sędzia został odwołany przez Ziobrę z delegacji do olsztyńskiego Sądu Okręgowego po tym, gdy w jednym z procesów zażądał od Kancelarii Sejmu ujawnienia list poparcia kandydatów do neoKRS. To o nim traktował nasz artykuł: „Czapki z głów! Juszczyszyn: „Sędzia nie może bać się polityków, nawet jeśli mają wpływ na jego karierę”.

Przed olsztyńskim sądem rejonowym pojawiło się mnóstwo ludzi. – „My sami się bez państwa nie obronimy. Zapewniam państwa, że Paweł jest osobą bardzo odważną. Znam go od wielu lat. Jest naprawdę odważnym człowiekiem. Jest wielu odważnych, uczciwych sędziów, którzy są gotowi na to, żeby poświęcić nawet swoje urzędy, żeby bronić swojej niezależności, niezawisłości w wydawaniu wyroków w sprawach obywateli” – powiedziała do zgromadzonych sędzia sądu rejonowego w Bartoszycach Ewa Kurasz.

Głos zabrał też adwokat Wojciech Wrzecionkowski. – „Gdy w kraju jest łamane prawo, to nam nie wolno milczeć. Sędziowie nie mogą być karłami. Muszą być wolni, niezależni, po to byśmy mogli w tym kraju spokojnie spać. Bo nie może być takiej sytuacji, że sędzia będzie wykonywał polecenia polityków” – mówił.

W geście solidarności z sędzią Juszczyszynem demonstrujący zapalili świeczki, znicze i latarki w telefonach.

Dodajmy, że w najbliższą niedzielę 1 grudnia w kilku miastach Polski odbędą się demonstracje poparcia dla sędziów oraz sprzeciwu wobec upolityczniania sądów.

Przewodniczący Szarama z PiS zamiast bronić państwa polskiego przed skrajnie podejrzanym prezesem, który zagraża bezpieczeństwu NIK, bronił Banasia przed pytaniami opozycji.

Włos mi się na głowie jeży po obejrzeniu posiedzenia sejmowej komisji ds. kontroli państwowej, bo przewodniczący Szarama z PiS zamiast bronić państwa polskiego przed skrajnie podejrzanym prezesem, który zagraża bezpieczeństwu NIK, bronił Banasia przed pytaniami opozycji. A na końcu zamknął posiedzenie, dopuszczając do tego, by Banaś po wygłoszeniu swojego oświadczenia po prostu wyszedł z sali, nie odpowiadając na pytania dziennikarzy.

Patrzyłam i nie wierzyłam: Marian Banaś, który z racji ciążących na nim podejrzeń i mnóstwa bardzo poważnych zastrzeżeń do jego działalności, także gospodarczej, sprzecznej z piastowanymi funkcjami państwowymi, nigdy nie powinien był zostać szefem NIK, siedział z twarzą bez wyrazu, a przewodniczący Szarama bronił go jak lew i zasłaniał własną piersią – przerywając, pohukując, wyzłośliwiając się – przed pytaniami opozycji. Zakończył też posiedzenie tak, by szef NIK mógł wyjść, nie odpowiadając na pytania dziennikarzy, choć, zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznej, powinien za ich pośrednictwem zdać ludziom sprawę ze swojej działalności.

Przypomnę tylko, że komisja ds. kontroli państwowej to komisja, której jedynym zadaniem jest strzec państwo polskie przed nieuczciwymi, podejrzanymi czy skorumpowanymi urzędnikami. Sytuacja, w której posłowie bronią podejrzanego urzędnika jest zatem kuriozalna, wysoce niepokojąca i sama potencjalnie zagraża bezpieczeństwu państwa.

Najwyższa Izba Kontroli to najważniejsza i jak dotąd ciesząca się największym zaufaniem Polaków instytucja, kontrolująca wszystkie urzędy publiczne i polityków. Marian Banaś, którego najbliżsi współpracownicy wyłudzali VAT w czasie, kiedy on – jako urzędnik państwowy – tworzył system, mający zapobiegać wyłudzeniom VAT, co jest alarmujące i jest sprawą, którą bardziej niż wnikliwie powinny zbadać (zresztą już dawno) służby specjalne; Marian Banaś, mający podejrzane kontakty ze światem przestępczym, z których się nigdy nie wytłumaczył, którego oświadczenie majątkowe badało CBA, ponieważ są co do niego wątpliwości; Banaś, w którego kamienicy półświatek prowadził dom publiczny i Banaś, który kamienicę z pokojami na godziny wynajmował po nienaturalnie niskich cenach, rodzących podejrzenia o oszustwo podatkowe, wreszcie Banaś, który nie tłumaczy się, choć ma taki obowiązek, przed opinią publiczną – jest chroniony przed odpowiedzialnością przez naszych przedstawicieli w Sejmie, których ustawowym obowiązkiem jest chronić obywateli przed takimi sytuacjami.

Bez względu na to, czy Banaś jest winny czy niewinny – bo same już podejrzenia o tak poważne przestępstwa i kontakty zwyczajnie z miejsca go dyskwalifikują z każdej funkcji publicznej – może i powinien swojej niewinności dowodzić, ale jako prywatny obywatel. W NIK ani nigdzie indziej nie powinno być dla niego miejsca.

Od dawna sądzę, że afera Banasia to największa afera (a konkurencja jest duża!) rządów PiS, w której nie powiedziano zresztą jeszcze ostatniego słowa i że z jej powodu powinno się zdymisjonować nie tylko Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, ale też premiera Morawieckiego – ponieważ jest szefem służb, które w tym przypadku się skompromitowały.

Ale premier zawinił czymś jeszcze – od miesiąca trzyma na biurku raport CBA dotyczący Banasia i… twierdzi, że go nie przeczytał, nie ujawnił go też opinii publicznej – co jest dowodem skrajnej nieodpowiedzialności.

Nie pamiętam nigdy wcześniej sytuacji, żeby bezpieczeństwu państwa zagrażali tak bezpośrednio ludzie, powołani na najwyższe stanowiska, by to państwo chronić: premier, szef koordynator służb specjalnych i prezes NIK oraz niektórzy członkowie sejmowej komisji ds. spraw kontroli państwowej. To jakiś absolutny i przerażający precedens. Co będzie dalej – zobaczymy, bo sprawa się wciąż toczy.

PiSu Rok 1984 i Kaczyńskiego Folwark zwierzęcy

 „Ale to już jest masakra. Minister kultury sporego europejskiego kraju w telewizorze przyznaje, że nie zna książek swojej rodaczki, która ma spore szanse na Nobla. O nominacji wiadomo od kilku miesięcy. Nie zna, bo jej nie lubi. I się nie wstydzi, a nawet jest dumny” – to tylko jeden z wielu komentarzy internautów po wypowiedzi Piotra Glińskiego na temat twórczości jednej z najlepszych polskich powieściopisarek. – „Próbowałem przeczytać książki Olgi Tokarczuk, nigdy nie dokończyłem” – powiedział wicepremier w TVN 24.

Gliński stwierdził także, że jedna z najbardziej prestiżowych polskich nagród literackich, czyli Nagroda Nike, to też nie jest szczególnie dla niego istotna. – „Ja szczególnie nie śledzę, bo jest środowiskowo zogniskowana. To nie jest moje środowisko, więc mniej się interesuję tymi sprawami” – powiedział minister kultury.

A Olga Tokarczuk znalazła się w ścisłej czołówce pisarzy typowanych do najważniejszej światowej nagrody literackiej. Nazwiska laureatów Nobla za 2018 i 2019 r. zostaną ogłoszone w najbliższy czwartek 10 października.

– „Komitet Noblowski dał radę. Ciekawe dlaczego…?”; – „Czego się spodziewać po gościu, który uważa „Smoleńsk” za arcydzieło kina”; – „A mnie pan minister rozbawił. Ten uśmieszek, gdy próbował zdezawuować nagrodę literacką Nike. Lekceważąco i bez zażenowania ogłasza, że książek Olgi Tokarczuk nie potrafił skończyć czytać. To jakiś partyjny przebieraniec z lamusa PRL! Jak towarzysz z Wydziału Kultury KC”; – Nieumiejętność doczytania może niełatwej książki do końca nie jest chyba największym problemem pana ministra Glińskiego, roboczego premiera, który nigdy nie wyszedł z IPada prezesa. Zapytam o wytransferowane do Lichtenstein 100 milionów euro za Damę z łasiczką. Trudno to obronić!” – komentowali internauci.

Umieszczali także dowcipy dotyczące ministra kultury: – „Wchodzi Gliński do księgarni i mówi: – Chciałbym jakąś książkę dla córki. – Coś lekkiego, czy ciężkiego? – Wszystko jedno, przyjechałem rządową limuzyną!”; – „Wchodzi Piotr Gliński do księgarni i pyta: – Są książki? – Są. – To poproszę jedną”; – „Wchodzi Piotr Gliński do księgarni i pyta: – Jakąś klasykę poproszę – Może Kafkę? – Dziękuję, już piłem”. Nam najbardziej spodobał się ten oto: – „Wchodzi Gliński do księgarni”.

W ostatnich dniach, przy okazji ujawnienia zakupu przez polskie służby programu Pegasus, politycy PiS kilkakrotnie powtórzyli największe kłamstwo wszystkich dyktatur: “Niewinni nie mają się czego obawiać”. Otóż nie. Niewinni mają czego się bać i to nie tylko z powodu tego programu. Mają czego się bać z powodu samego mechanizmu funkcjonowania dyktatury – pisze Krzysztof Łoziński

Przez całe lata, jako dziennikarz polityczny i reporter, zajmowałem się dyktaturami obecnymi i historycznymi. Na podstawie tej wiedzy twierdzę, że dyktatura jest groźna dla wszystkich. Nieprawda, że tylko dla swoich przeciwników, dla wszystkich.

A oto dowód na przykładach:

NASZA MIĘKKA JESZCZE I NIE DO KOŃCA ROZWINIĘTA DYKTATURA JUŻ ZROBIŁA PARĘ KRZYWD ZUPEŁNIE PRZYPADKOWYM LUDZIOM.

Dlaczego rozwalono system szkolny i doprowadzono do takiego chaosu, a w konsekwencji do nieuchronnego obniżenia poziomu nauczania? Odpowiedź już padła z ust minister Zalewskiej: „bo mogliśmy”. Ale ważniejsza jest odpowiedź nie na pytanie „dlaczego”, tylko na pytanie „po co”. Po nic. Banalnie proste. W jakim celu? W żadnym.

Deformę szkół zrobiono, bo tak chciał dyktator, Kaczyński. A czemu? Bo miał taki kaprys. Czy Jarosław Kaczyński chciał zniszczyć polskie szkoły? Ależ skąd! On sobie tak po prostu wymyślił, że tak niby będzie lepiej, a że jest nieukiem niezwykle wszechstronnym, i co gorsza upartym, to nie przewidział skutków.

No dobrze, ale czemu się nie wycofał, gdy widział, co się dzieje? Temu, że wcale nie widział.

PRZYPOMNIJMY SŁYNNE ZDANIE LECHA KACZYŃSKIEGO: „PO CO MI DORADCA, Z KTÓRYM SIĘ NIE ZGADZAM?”. WALDEMAR KUCZYŃSKI PRZYPOMNIAŁ WÓWCZAS STARE POLSKIE SŁOWO „KLAKIER”.

I tu wracamy do Jarosława Kaczyńskiego. On nie wiedział, co się dzieje, bo zamiast doradców ma klakierów. A w dodatku ogląda i czyta klakierskie media. A sygnały krytyczne to „wroga propaganda”. Krytyczne media są „niemieckie” albo „lewackie”.

Każdy dyktator sam buduje wokół siebie kokon kłamstwa i kordon sanitarny broniący go przed prawdą. On robi coś i otrzymuje zawsze informację zwrotną, że zrobił dobrze. Zwróćcie uwagę, jakich karkołomnych argumentów, ocierających się o szczyt absurdu, używają jego podwładni, by bronić za wszelką cenę jego decyzji. Młody rzecznik rządu argumentował, że liceum to były jego najszczęśliwsze lata i dlatego trzeba, by trwało dłużej, nie trzy lata, tylko cztery. Inni, wbrew oczywistym faktom, wprost mówią, że faktów nie ma.

– PANIE MINISTRZE, W SZKOŁACH JEST CHAOS…
– NIE MA.
– ALE KLASY SĄ ZATŁOCZONE.
– NIE SĄ.
RÓWNIE DOBRZE MÓGŁBY NA KAŻDE PYTANIE ODPOWIADAĆ: „POMIDOR”.

Prof. Amartya Kumar Sen otrzymał nagrodę Nobla z ekonomii w 1998 roku za udowodnienie, że demokracja i państwo prawa sprzyjają rozwojowi gospodarczemu oraz utrzymaniu trwałego dobrobytu. Zapobiegają także wielu kataklizmom społecznym, jak np. strukturalna klęska głodu. W państwie demokratycznym i prawnym, w momencie pojawienia się pierwszych symptomów zagrożenia, wolna prasa i partie opozycyjne od razu podnoszą alarm i mobilizują opinię publiczną, zmuszając rząd do przeciwdziałania. Prof. Sen zauważył, że nigdy nie było masowej śmierci głodowej w kraju demokratycznym.

Jak to działa? W cybernetyce jest pojecie sprzężenia zwrotnego. Sprzężenie zwrotne może być dodatnie lub ujemne. Przykładem sprzężenia zwrotnego ujemnego jest termostat. Gdy temperatura w domu spada, termostat włącza ogrzewanie, gdy wraca do normy, wyłącza. Sprzężenie dodatnie działa odwrotnie: zamiast przeciwdziałać odchyleniu, wzmacnia je. Taki antytermostat zamiast ogrzewania włączyłby chłodzenie, a później jeszcze silniejsze chłodzenie i jeszcze silniejsze…

We władzy dyktatorskiej jest właśnie sprzężenie zwrotne dodatnie. Dyktator, zamiast ostrzeżenia, że sprawy źle idą, otrzymuje fałszywą informację, że idą dobrze. W dyktaturze nie ma wolnych mediów, a opozycji się nie słucha. Prawda dociera do dyktatora dopiero wtedy, gdy katastrofa jest już ogromna, a i to nie zawsze. Nie przypadkiem Lenin twierdził, że w miarę postępów rewolucji walka klas się nasila. Czym bardziej pokonuje się wrogów, tym jest ich więcej.

TAK WŁAŚNIE MYŚLI DYKTATOR – OPÓR ROŚNIE, BO WYGRYWAMY! KRYTYKA ROŚNIE, BO MAMY RACJĘ! SPRZĘŻENIE ZWROTNE DODATNIE – CZYM WIĘCEJ SYGNAŁÓW, ŻE ROBIMY ŹLE, TYM BARDZIEJ TAK RÓBMY!

Błędy dyktatury mogą mieć skutki tragiczne. Odejdźmy od przykładów polskich. W Chinach, w latach 1958-60, na skutek kampanii „Tygrys robi wielki skok naprzód”, z głodu zmarło co najmniej 45 milionów ludzi. Tyle już udowodniono na podstawie już jawnych dokumentów. Szacuje się, że mogło to być nawet 64 miliony. Na pewno był to największy głód w historii świata.

Czy Mao Zedong chciał zagłodzić Chiny? Nie, on chciał dogonić Anglię w produkcji stali i ogólnie rozwinąć gospodarkę. Ale był chłopem, bez wykształcenia. O gospodarce nie miał pojęcia, o kierowaniu państwem też. Zdobył władzę dzięki licznym morderstwom i zbudowaniu aparatu terroru. Jego doświadczenie w walce o władzę było nieprzydatne do rządzenia w czasie pokoju. Wbrew peanom jego wielbicieli Mao był nieukiem posiadającym ogromną i niczym nieograniczoną władzę. I właśnie to było najbardziej niebezpieczne.

Ta masowa zbrodnia nie była przez niego zamierzona. Wynikała z kolektywizacji i centralizacji władzy oraz z ignorancji gospodarczej. Każdy powiat, każda prowincja musiały składać sprawozdania z sukcesów. Brak sukcesów karano śmiercią. Wszyscy urzędnicy zawyżali w sprawozdaniach wysokości plonów, a na podstawie zawyżonych wielkości zbiorów centrala nakładała obowiązkowe dostawy. W ten sposób zabierano ludności niemal całą żywność, a w wielu miejscach i całą. Sytuację pogarszała centralizacja. Nie tylko Pekin otrzymywał fałszywą informację o sytuacji (propaganda nazywała głód „wstrzemięźliwością w roku obfitości”), ale i następowało niszczenie ogromnych ilości płodów rolnych, zwożonych na stacje kolejowe, gdzie gniły, jadły je szczury i robaki, bo sieć kolejowa była bardzo słaba i fizycznie było za mało wagonów. Mao wyobrażał sobie, że wszystkie plony trafią do Pekinu i stamtąd zostaną „sprawiedliwie rozdzielone”.

A dlaczego nikt Mao nie informował, jak to wygląda? Bo każdy naczelnik, każdego szczebla, musiał wykonać miesięczną normę donosów. Mao ściągnął to od Lenina, który ustalił dla każdej guberni normę rozstrzelań, ale norma donosów była jeszcze skuteczniejsza. Głód nazywano więc „kampanią uzupełniania jadłospisu warzywami i brukwią”. Dochodziło do tego, że chłopi musieli pracować nawet w nocy, więc rozbierano chaty, by palić nimi ogromne oświetlające pola ogniska. Skutek: co najmniej 45 milionów trupów.

MÓJ NIEŻYJĄCY JUŻ KOLEGA, ZNAKOMITY ALPINISTA ANDRZEJ CZOK, BYŁ PYTANY PRZEZ DZIENNIKARZA, CO JEST NAJBARDZIEJ NIEBEZPIECZNE NA WYPRAWACH: ZWIERZĘTA, KOBRY, TYGRYSY, GÓRY, WYSOKOŚĆ, MRÓZ, LAWINY… CO JEST NAJBARDZIEJ NIEBEZPIECZNE?
ANDRZEJ ODPOWIEDZIAŁ: – IDIOTA.

I to jest święta prawda. Najbardziej niebezpieczny jest idiota. I nie tylko na wyprawie. Wszędzie. A idiota i nieuk dysponujący niekontrolowaną władzą jest niebezpieczny po wielokroć bardziej.

I dlatego niewinni mają czego się bać (na szczęście nasz nieuk nie ma jeszcze takiej władzy jak Mao).

Część 2. Cynizm i bezkarność

Cynizm jest nieodłączną cechą charakteru niemal każdego (a może każdego) dyktatora. Ale cynizm zaczyna być szczególnie niebezpieczny w połączeniu z bezkarnością. Dyktatorzy są, dokąd rządzą, bezkarni, bo to oni, poprzez podwładnych kierują aparatem ścigania, prokuraturą i sądami. Nie przypadkiem Kaczyńskiemu tak zależy na ubezwłasnowolnieniu sądów. To ma mu zapewnić już stuprocentową bezkarność, bo na razie ma (tylko!) policję i prokuraturę.

POŁĄCZENIE CYNIZMU Z BEZKARNOŚCIĄ OWOCUJE KRZYWDZENIEM PRZYPADKOWYCH LUDZI, LUB CAŁYCH GRUP LUDZI, DLA UZYSKANIA WŁASNYCH CELÓW POLITYCZNYCH BĄDŹ OSOBISTYCH. TA MIESZANKA DOTYCZY NIE TYLKO SAMEGO DYKTATORA, ALE TAKŻE JEGO BLISKICH WSPÓŁPRACOWNIKÓW, KTÓRZY NA OGÓŁ SĄ WYKONAWCAMI JEGO POMYSŁÓW.

Tak się bowiem składa, że mało który dyktator zamordował kogoś osobiście. Wyjątkami byli Saddam Husajn (Saddam al Tikritti), Idi Amin i paru afrykańskich watażków wywodzących się z marginesu społecznego. Hitler, Lenin, Stalin, Kim Dżong Il, Bierut, Gomułka nie zabili nikogo osobiście. Większość dyktatorów ma od tego innych, Eichmanna, Himmlera, Kang Shenga, Berię, Różańskiego… Większość dyktatorów wydaje rozkazy tak, by wprost nie powiedzieć „zabij”.

Od tego jest specyficzny język. Generałowie SB nie powiedzieli nigdy: „słuchajcie Piotrowski, zabijcie tego Popiełuszkę”. Nie, oni mówili: „ten Popiełuszko musi zamilknąć”, a Piotrowski sam wiedział, co ma zrobić, bo wiedział, gdzie pracuje. Podobnie Deng Xiaoping, nakazując atak wojska na demonstrantów z placu Tiananmen, nie powiedział „zabić tych studentów”. Powiedział: „na Tianamen nie może być ofiar”, a wykonawcy dobrze zrozumieli: „w obrębie samego placu Tianamen nie może przeżyć żaden świadek”.

Tu zrobimy małą dygresję, by prześledzić, jak gładka mowa polityków, w miarę spływania w dół rozkazów, nabiera prostej kapralskiej interpretacji.

1. Deng Xiaoping mówi: „rebelię trzeba stłumić zdecydowanie”, a później: „na Tianamen nie może być ofiar” („Dokumenty Tananmen”). W specyficznym języku służb znaczy to: „zabić jak najwięcej ludzi, a na samym placu Tiananmen nie może przeżyć żaden świadek”. Wykonawcy dokładnie to zrozumieli.

2. Noc z 3 na 4 czerwca 1989. O godzinie 22.30 agencja Xinhua nadaje komunikat: „Wspaniała Armia Ludowo-Wyzwoleńcza cieszy się zaufaniem ludu. Swoimi wielkimi czynami okazała żarliwą miłość do stolicy, jej mieszkańców i wszystkich przestrzegających prawa studentów. Oficerowie i żołnierze jeszcze raz okazali, że są armią swojego ludu”.

3. Minister obrony Qin Jiwej agituje żołnierzy i oficerów do „skutecznego wprowadzenia stanu wojennego” i „aby siły zbrojne okryły się chwałą” – o godzinie 23.15, w nocy.

4. O godzinie 23.25 telewizja przerywa program. Na ekranie pojawia się napis: „Kwatera główna stanu wyjątkowego”. Anonimowy głos czyta: „Mieszkańcy Pekinu […] chuligani podsycają zamieszki. Na prośbę szerokich mas mieszkańców miasta wojsko podejmie zdecydowane i skuteczne kroki, by rozprawić się z chuliganami. Nie będziemy im okazywać wyrozumiałości…”.

5. O 23.30 w dzielnicy Muxudi, na ulicy Fuxing, dowódca kompanii 27. armii, porucznik Tan Yaobang odbiera radiowy rozkaz: „strzelajcie tak, żeby zabić”. Wchodzi na platformę ciężarówki za tyralierą żołnierzy i mówi przez megafon: „kompania, na moją komendę, krótkimi seriami, kierunek na wprost ognia”. Rozpoczyna się rzeź (ok. 7 tysięcy zabitych i ok. 30 tys. rannych).

A tak ładnie było na początku: „nie może być ofiar” i „żarliwa miłość do studentów”. Pamiętaj, zwykły człowieku, gdy dyktator zaczyna cię „żarliwie miłować”, to uważaj, kogo masz za plecami.

Dyktatorzy bardzo często wcale nie wydają rozkazu zabijania, w żadnej formie. Wystarczy, że szczują i nakazują rozpętanie nagonki w mediach. Hitler nie zabił osobiście ani jednego Żyda. On tylko szczuł: Żydzi roznoszą zarazki i pasożyty. U nas niejaki Kaczyński Jarosław mówił to samo o imigrantach, a żulia sama wiedziała, że ma bić „ciapatych”. On im wcale nie kazał. Przywódcy PiS-u też nie kazali zabić Pawła Adamowicza. Oni tylko zorganizowali ogromną nagonkę w mediach, szczuli, kłamali, siali nienawiść. Wykonawca znalazł się sam.

MOIM ZDANIEM LUDZIE, KTÓRZY SZCZUJĄ, KTÓRZY ORGANIZUJĄ KAMPANIĘ NIENAWIŚCI, PONOSZĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA JEJ SKUTKI. OD CZEGOŚ SĄ W PRAWIE KARNYM TAKIE POJĘCIA JAK PODŻEGANIE I SPRAWSTWO KIEROWNICZE.

Tak jak w części pierwszej przeszliśmy do spraw rodzimych, a przy okazji przytoczę przykłady zagraniczne.

Niejaki Zbigniew Ziobro „nic nie wiedział” o działalności zespołu Piebiaka i „zachował się wręcz modelowo”. To typowa spychotechnika. W dyktaturach, jeśli coś paskudnego się wyda, to zawsze winę ponosi kto inny, albo wykonawca, albo ofiara. Ten, kto kazał, zawsze „zachował się wręcz modelowo”. Oczywiście to „modelowe” zachowanie nie było potrzebne, gdy z inicjatywy i za pieniądze państwa Polska Fundacja Narodowa organizowała bilbordową kampanię nienawiści do sędziów. To nie my, to fundacja. Ziobro nic nie wiedział o szczuciu na sędziów, gdy aż do znudzenia powtarzał przykład sędziego, co „kradł części do wiertarki”. Wtedy nie musiał „zachować się modelowo”.

Niektórzy wykonawcy wiedzą, jak obronić się przed „zachowaniem modelowym”, czyli zwaleniem winy na nich. I tu znów przykład chiński.

Trwający już parę lat konflikt między Mao Zedongiem a Lin Biao (ministrem obrony) znalazł w końcu swój finał. Mao wezwał Kang Shenga (szefa aparatu represji, takiego chińskiego Berię) i kazał mu Lin Biao zabić. Kang Sheng wiedział, że z jednej strony musi rozkaz wykonać, a z drugiej strony, jak go wykona, to Mao „zachowa się wręcz modelowo” i każe zabić jego za zamordowanie głównego dowódcy wojska, bo przecież Mao nie przyzna się, że to on wydał rozkaz. Musiał więc coś wykombinować.

Zaczął od tego, że na czele specjalnej jednostki wkroczył do restauracji, w której Lin Biao balował razem z rodziną i całe towarzystwo z pistoletów maszynowych wystrzelał. Ale wcale o tym nie poinformował. Mao i jego otoczenie usłyszeli, że Lin Biao „zdradził” i ucieka. Ale go gonią. Ale jego samochód ma z tyłu pancerną szybę. Dopadł samolotu i wystartował. Ale w tym samolocie jest mało paliwa.

Następnie Kang Sheng wysłał nad Mongolię dwa samoloty. Pierwszy pilot nie wiedział, po co leci, ale drugi miał rozkaz, by pierwszego zestrzelić. Następnie ambasador ChRL w Mongolii poinformował, że samolot Lin Biao rozbił się na Gobi, a ciało jest tak zmasakrowane, że identyfikacja jest niemożliwa. Gdy premier Chou Enlai zauważył, że przecież Lin Biao nie umiał pilotować samolotu, Kang Sheng spokojnie odparł: „To właśnie dlatego się rozbił”.

W ten sposób Kang Sheng uniknął „wręcz modelowego zachowania” Mao i pozostał na stanowisku (a także przy życiu). Przy okazji zabito niczemu niewinnych członków rodziny Lin Biao i wykonującego rozkazy pilota. Jak widać na przykładzie: „niewinni nie mają się czego obawiać”. Ten drugi pilot podobno popełnił samobójstwo.

Patrzcie Państwo, dyktatura niby egzotyczna, a to samo, co u nas: świadkowie popełniają samobójstwa, akta giną, dowody się psują… i „zachowanie modelowe”.

I tu powróćmy do naszej, jeszcze nieokrzepłej dyktatury.

JAROSŁAW KACZYŃSKI NIE PODPORZĄDKOWAŁ JESZCZE SOBIE SĄDÓW, ALE JUŻ KIEROWANA PRZEZ ZBIORĘ PROKURATURA GO CHRONI. JEST POWIADOMIENIE O TYM, ŻE OSZUKAŁ AUSTRIACKIEGO BIZNESMENA, ŻE ZAŻĄDAŁ I PRZYJĄŁ 50 TYS. ŁAPÓWKI – I NIC. PROKURATURA GO NIE PRZESŁUCHA, NIE WSZCZYNA ŻADNEGO POSTĘPOWANIA. TEN PAN PRAWU NIE PODLEGA. ON TYLKO SOBIE PODLEGA.

Również u nas skutki wybryków dyktatora dotykają przypadkowych ludzi, choć skala jest jeszcze (z naciskiem na: jeszcze) nie ta sama. Jarosław Kaczyński inicjuje kampanie nienawiści wobec różnych grup dla swoich celów politycznych. To z jego ust padają określenia: „gorszy sort”, „ludzie animalni, odzwierzęcy”, „łże-elity”, „lumpeninteligenci”, „ukryta opcja niemiecka” (to o Ślązakach), „komuniści i złodzieje”… On szczuje, a młodzieżówki faszystowskie biją. A jak biją, to prokurator wynajduje nowe techniki walki, jak atak plecami na nogę w wyskoku lub atak włosami kobiet na byczków z ONR.

Warto przypomnieć, że tylko dla celów mobilizacji najgłupszych wyborców szczuje na środowisko LGBT, a skutkiem tego są pobicia, takie jak w Białymstoku.

Poczucie bezkarności dyktatora owocuje tym, że aby coś osiągnąć, krzywdzi on niewinnych ludzi. Obsesja nienawiści Kaczyńskiego do wszystkiego, co prywatne, zaowocowała projektem zniszczenia prywatnej służby zdrowia, o którym otwarcie on mówił przed wyborami w 2015 roku. Stąd fatalny pomysł sieci szpitali, stąd wypowiedzenie umów prywatnym karetkom i prywatnym ratownikom medycznym, stąd ataki na lekarzy, i mamy skutki.

DYKTATOR WYMYŚLIŁ SOBIE, ŻE SŁUŻBA ZDROWIA MA BYĆ WYŁĄCZNIE PAŃSTWOWA, A PRYWATNY SEKTOR TRZEBA ZNISZCZYĆ I POWOLI TO REALIZUJE. A NIEWINNI LUDZIE UMIERAJĄ NA SOR-ACH, NIE MOGĄ SIĘ DOCZEKAĆ NA WIZYTĘ U SPECJALISTY, BRAKUJE LEKARZY, PIELĘGNIAREK, LEKÓW…

I oczywiście winne jest „osiem lat rządów PO-PSL”. Nie. Winny jest PiS. A czy Kaczyński pod wpływem faktów zmienił swoje plany? Nie. Jeszcze wczoraj powiedział, że rząd zwiększy nakłady na służbę zdrowia, ale tak, by nie trafiały do prywatnych kieszeni. Czyli dalej: finansować będziemy tylko państwowe, podczas gdy prywatne jest 95 procent POZ-ów i 60 procent gabinetów specjalistycznych, ale tam „by trafiało do prywatnych kieszeni”.

To jest właśnie zjawisko pomysłów dyktatora na przebudowę państwa bez liczenia się ze skutkami dla obywateli. I oczywiście bez konsultowania z fachowcami, bo przecież uznajemy tylko klakierów. Kilka dni temu Konstanty Radziwiłł, były minister zdrowia z PiS, tłumaczył w telewizji, że ze służbą zdrowia wszystko jest dobrze, tylko pacjentów jest za dużo, a lekarze nie umieją się zorganizować. Czyli jak zwykle winny jest kto inny.

Ale oderwijmy się od kraju i zobaczmy, jakie mogą być uboczne skutki pomysłów i działań dyktatorów, którzy pełnię bezkarności już osiągnęli. Zaznaczam, chodzi o skutki uboczne, o tych niewinnych ludzi, którzy rzekomo „nie mają czego się bać”.

Kim Ir Sen (Kim Il Sun – Kim „Być Słońcem”) po wojnie koreańskiej, którą to on wywołał, bał się amerykańskich nalotów, wiec wymyślił, by cały przemysł przenieść do podziemnych bunkrów. Ale dramatycznie brakowało rąk do pracy przy takim projekcie. Postanowił zapędzić do roboty kobiety. Kim wygłaszał wtedy przemówienia o „ciotkach nierobkach”. Trzeba było jednak coś zrobić z dziećmi. Wymyślono całodobowe żłobki i całotygodniowe przedszkola, a starsze dzieci nawet zabierano rodzicom całkiem. Oczywiście nie wszystkim. „Klasy lojalnej” to nie dotyczyło. Ponieważ państwo jest biedne, część dzieci porzuca. Błąkają się one żebrząc i kradnąc, by przeżyć. Mają swoich biologicznych rodziców, ale nie umieją ich znaleźć.

I na koniec inne przykłady ubocznych skutków bezkarności rozwiniętej dyktatury.

Mao Zedong lubił pływać. Miał ogromny brzuch, a więc dużą wyporność, ale pływać z nim musiała cała świta i nie obchodziło go, czy umie. Pewnego dnia dopłynął do wysepki na rzece, na której mieszkała rybacka rodzina. Wpadli oni w niemal religijny zachwyt widząc Mao. Godzinę później przypłynął motorówką Kang Sheng. Wyjął browninga i całą rodzinę zastrzelił. Powód: widzieli Mao w gaciach.

Ławrientij Beria niemal jawnie i bezkarnie gwałcił kobiety. Oczywiście Stalin doskonale o tym wiedział, całe KC wiedziało, no i co? Nic.

Syn Saddama Husajna (Saddama al Tikritti – „Buntownika z Tiktritu”) Udaj porywał kobiety z ulicy, gwałcił i zabijał. Głowy zabitych kobiet wysyłał rodzinom w paczkach pocztą. Miał całą świtę bezkarnych bandytów – „Lwy Udaja”.

No wystarczy, bo można by długo.

Na szczęście naszej raczkującej dyktaturze do tego daleko. Nasz dyktator tylko zalegalizował korupcję, kumoterstwo i nepotyzm, znosząc konkursy na stanowiska państwowe, zapewnił bezkarność sobie i kumplom, zapewnił bezkarność faszystowskim bojówkarzom. Ale jeszcze nie opanował sądów. Rozprawę z opozycją, wolnymi mediami, dziennikarzami, artystami… już zapowiedział: ostatnie cztery lata to było dopiero udeptywanie ziemi do rozprawy z tymi… (cytuję z pamięci).

Oczywiście wszyscy dyktatorzy robią to wszystko dla ludu i w imię ludu, a lud jak zwykle je kawior ustami swych przedstawicieli.

Szanowny czytelniku, 13 października idź głosować. Nie czekaj, aż niewinni naprawdę będą mieli czego się bać. Ty też.

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio >>>

W ostatnich dniach wyciekają kolejne „taśmy Sławomira Neumanna”. Jeden z liderów PO i zarazem Koalicji Obywatelskiej stał się dziś chyba wrogiem numer 1 PiS-u. TVP prezentuje coraz to nowsze nagrania, które uderzają w jego osobę. Dlaczego telewizja publiczna to robi? I w jaki sposób zdobyto „taśmy”?

Już poprzednia „afera taśmowa” była pewnym ciosem w rządzącą jeszcze wtedy PO. Odsłoniła kulisy rozmów politycznych, ale w gruncie rzeczy – poza wulgarnym językiem – nie pokazała niczego, czego wyborcy nie mogli się spodziewać. Trzeba to uczciwie powiedzieć: politycy – jak my wszyscy – w prywatnych rozmowach przeklinają. W środowisku są też osoby, które nie zawsze są w pełni czyste moralnie. To smutna prawda i stara jak świat.

Neumann nagrany

W przypadku Sławomira Neumanna mamy „aferę” podobnego kalibru. Wiele przekleństw i parę kontrowersyjnych wypowiedzi. Nikt jednak nie zadaje tu fundamentalnego pytania: KTO NAGRAŁ NEUMANNA? Czy zrobili to lokalni działacze PO? Co dziwne, dziś wyciekły kolejne taśmy, pochodzące z innego miejsca i związane z inną datą. Czy więc wiceszef PO miał przez pewien okres w swoim otoczeniu tzw. „kreta”? Musiałaby być to jakaś zaufana osoba, bowiem wątpliwe, by był tak szczery i otwarty wobec nowo poznanej persony.

Niestety istnieje jednak i inna ewentualność. Czyżby poseł na Sejm był podsłuchiwany? Wiele na to wskazuje i póki nie dowiemy się, skąd TVP wzięło nagrania, nie poznamy na to odpowiedzi. Jeśli jednak byłyby one wynikiem podsłuchu, opozycja powinna szybko poprosić rząd o zbadanie tej sprawy.

Wpływ taśm na wybory

Jak taśmy Neumanna wpłyną na wyniki wyborów? Dziś tego nie wiemy. Mogą jednak zdemotywować część wyborców opozycji w kwestii wzięcia udziału w wyborach. Na to z kolei liczy PiS, którego jedyną obawą dziś jest niezbyt wysoka mobilizacja elektoratu. To zaś może przełożyć się na zbyt słaby wynik partii rządzącej i ostateczne przejęcie sterów władzy przez sojusz KO, PSL i Lewicy. Czy tak będzie? Na odpowiedź poczekamy niecałe siedem dni…

Koszmarna pisowska recydywa, z którą walka jest dziś nowoczesnym patriotyzmem to zmierzenie się z wielokrotnie opisywanymi i powtarzanymi zagrożeniami, obecnymi w kampanii, takimi jak przede wszystkim: zniszczenie demokracji, polityczny wymiar sprawiedliwości, korupcja, rządy nieuków, fałszowanie historii, nadciągający kryzys ekonomiczny, demolowanie samorządów, edukacji, ochrony zdrowia, obronności, rolnictwa, wyprowadzanie Polski z Unii.

Te zagrożenia, chociaż dokuczliwe i w wielu obszarach niezwykle bolesne (np. nikt nie wróci życia ofiarom smogu, braku lekarzy pielęgniarek i lekarstw, zamykanych szpitali, koszmaru na SOR-ach itd.) to jednak w jakimś sensie odwracalne, czasami symboliczne (fałszowanie historii, kult pseudobohaterów) lub dające się odrobić.

Po 45 latach komunizmu demokracja w podstawowym zarysie została odbudowana w kilka miesięcy, znacznie wolniej trwało przezwyciężanie gospodarczego zacofania. I dlatego po zmarnowanym dla Polski przez nieudolne pisowskie rządy dobrej koniunktury, aż strach pomyśleć jak kosztowny długotrwały i bolesny będzie proces przywracania sprawnej gospodarki i odsunięcie nieuków i cwaniaków od rządzenia naszym krajem. Ale to wszystko w jakimś stopniu mieści się w procesie odbudowywaniu kraju po nieszczęściu i katastrofie, jaką były rządy geniuszy w rodzaju pp. Szydło, Morawieckiego, Banasia itp. Natomiast najgroźniejsze spustoszenia wyrządza pisowski reżim w obszarze dewastowania środowiska, zmian klimatycznych, zanieczyszczeń wody, powietrza, aktywnego niszczenia życia na naszej planecie.

Milovan Dżilas napisał, że w komunizmie nawet ziemia i powietrze nie są wolne. Nie przewidział tego, że w Europie po upadku komunizmu pojawią się reżimy, które potrafią niszczyć ziemię i powietrze. Nawet to, co wydawało się niezniszczalne i wieczne.

Wielokrotnie przytaczana wypowiedź prezydenta Macrona, że Polska wszystko blokuje i przeciwstawia się walce z ocieplaniem klimatu jest najlepszym podsumowanie pisowskiej polityki w obszarze ochrony środowiska.

Jesteśmy krajem emitującym w przeliczeniu na mieszkańca gigantyczne ilości spalin, gazów cieplarnianych (głównie CO2), trujących substancji. Jesteśmy krajem, w którym dokonywała się bezsensowna wycinka Puszczy Białowieskiej i w którym w pierwszej połowie 2017 roku wyciętych zostało trzy miliony drzew (każde drzewo odgrywa wielką rolę na rzecz środowiska). Przekraczane są i tak niskie normy zanieczyszczeń i smogu, co ma katastrofalne skutki dla zdrowia ludzi i przyrody.

Zmiany wywołane ociepleniem klimatu zachodzące na naszej planecie są dramatyczne. Topnieją lodowce w górach, Arktyce, na Grenlandii, oznacza to w bliskiej perspektywie podniesienie poziomu wód w oceanach, szereg kataklizmów, zalanie obszarów lądowych, a także wyginięcie wielu gatunków. To ostatnie w najmniejszym stopniu nie obchodzi naszych morderców rysi, wilków, chomików, płazów, motyli.

Według specjalistów, jeśli chcemy zatrzymać ocieplanie klimatu to do 2030 roku świat musi zmniejszyć emisję CO2 do 45% obecnego stanu, a w ciągu kolejnych 20 lat do zera. Dziś podejmujemy decyzję, które oznaczają utrzymanie życia na ziemi w znanej nam formie, bezpieczną przyszłość przyszłych pokoleń, powstrzymanie wymierania gatunków. Odpowiedzią pisowskiego rządu jest importowanie węgla i budowanie nowych elektrowni węglowych, zablokowanie elektrowni wiatrowych, a także innych form rozwoju tzw. czystej energii.

Szkodliwe dla całego świata, Polski, a także Śląska oparcie gospodarki na węglu jest jednym z przekleństw tego, co zgotował i gotuje nam PiS.

Pogarda dla przyrody to nie tylko bezmyślne zabijanie zwierząt, to niszczenie siedlisk i całych środowisk. Coraz trudniej w Polsce spotkać pazia królowej, zawisaka, kraskę, żołnę, dużego chrząszcza i wielobarwnego motyla, płaza, zaskrońca. Za to mamy program regulacji dużych rzek. Gdy cały świat wraca do rzek naturalnych, meandrujących, z bogatą linią brzegową, tarliskami ryb, miejsc gniazdowania ptaków i atrakcyjnymi przyrodniczo starorzeczami pisowscy „specjaliści” od przyrody idą w odwrotnym kierunku. Rzeki mają być wybetonowanymi rynnami, które będą odwadniać i tak bardzo wysuszony i wyjałowiony kraj i wprowadzać duże ilości ścieków do Bałtyku. To wszystko jeszcze bardziej izoluje, ośmiesza i kompromituje nasz kraj, rządzony przez wrogów demokracji oraz wrogów przyrody.

To czy pisowcy będą mieli samodzielną większość i tym samym będą mogli swobodnie kontynuować niszczenie Polski zależy moim zdaniem od tego, czy do Sejmu wejdzie PSL (Koalicja Polska).

PSL może zatrzymać PiS. Oczywiście także lewica co jest już na szczęście przesądzone. Nie wejście lewicy 4 lata temu zaowocowało obecną tragedią. Dlatego proszę wszystkich o uwzględnienie tego faktu.

Jaruzelski miał większe zasługi niż Jarosław Kaczyński

– Mówienie o Jaruzelskim jako o krwawym oprawcy jest zupełnie nie na miejscu – stwierdza były polityk PO Stefan Niesiołowski w wywiadzie-rzece udzielonym Piotrowi Lekszyckiemu. Jego zdaniem Jaruzelski miał większe zasługi niż Jarosław Kaczyński, który „niszczy demokrację”. Jak dodaje, Jaruzelskiego cechowała też wyższa kultura słowa, niż niektórych polityków PiS. – Nie mówił „hekatumba”, „Czasowski” czy „czeba”- przekonuje Niesiołowski.

Były marszałek Sejmu Stefan Niesiołowski, który w ostatnim czasie wycofał się z polityki, w wywiadzie-rzece udzielonym Piotrowi Lekszyckiemu dzieli się swoimi przemyśleniami na temat prezydentury Wojciecha Jaruzelskiego. Jak stwierdza, przewodniczący Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, który 13 grudnia 1981 wprowadził w Polsce stan wojenny, ma więcej zasług niż prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Fragmenty książki  „Niesiołowski”, która ukazała się we wrześniu nakładem wydawnictwa Harde, opublikował tygodnik „Wprost”.

Niesiołowski o zasługach Jaruzelskiego. „Zbudował system demokratyczny”

Stefan Niesiołowski w okresie PRL był działaczem opozycji i więźniem politycznym. Uważa on jednak, że  Wojciech Jaruzelski miał swoje zasługi w budowaniu polskiej demokracji, a wprowadzając stan wojenny „starał się to zrobić przy absolutnie najmniejszych możliwych kosztach”.

Mówienie o Jaruzelskim jako o krwawym oprawcy jest zupełnie nie na miejscu. Wojciech Jaruzelski zbudował – oczywiście przy udziale opozycji – system demokratyczny. Ma zatem dużo większe zasługi niż Jarosław Kaczyński, który demokrację niszczy. Niestety, z coraz lepszym skutkiem

– mówi Niesiołowski we fragmentach wywiadu-rzeki cytowanych przez „Wprost”. Jak dodaje, Wojciech Jaruzelski starał się zminimalizować liczbę ofiar stanu wojennego i „nie chciał iść drogą wielu dyktatorów, którzy terroryzują swoje społeczeństwo”. Gdy wprowadzano stan wojenny Jaruzelski pełnił funkcję przewodniczącego WRON. Później był jeszcze I sekretarzem KC PZPR, premierem, przewodniczącym Rady Państwa PRL, prezydentem PRL i pierwszym prezydentem III RP.

Były marszałek Sejmu wskazuje ponadto na inną zaletę Jaruzelskiego – wysoką kulturę słowa, która nie odznaczają się jego zdaniem politycy PIS.

Jaruzelski pochodził z polskiej szlachty, był wykształconym polskim inteligentem, ziemianinem. Wyrażał się – co dla mnie niezwykle ważne – poprawnym językiem. Nie mówił – jak na przykład Patryk Jaki – „hekatumba”, „Czasowski” czy „czeba”

– kwituje.

Niesiołowski odszedł z polityki. W tle zarzuty korupcyjne

W lipcu tego roku Stefan Niesiołowski – poseł PO, a ostatnio UED-PSL – zapowiedział, że wycofuje się z polityki i nie będzie kandydować w wyborach parlamentarnych. Zrzekł się immunitetu w związku ze śledztwem prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i Centralne Biuro Śledcze. Na początku roku Niesiołowskiemu zarzucono, że przyjmował łapówki w postaci usług seksualnych w zamian za działania na rzecz spółek należących do zaprzyjaźnionych z politykiem biznesmenów. Śledczy uważają, że firmy cieszące się protekcją Stefana Niesiołowskiego otrzymywały korzystne kontrakty na dostawy surowców dla Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police SA. Poseł miał dopuszczać się korupcji w latach 2013-2015. Stefan Niesiołowski twierdzi, że jest niewinny, a cała sprawa ma charakter polityczny.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>