Ciemno jak w de, czyli faszyzm w Polsce

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski „powinien stanąć przed sądem”- powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Gazety Prawnej” prawicowy dziennikarz, szef Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz – komentując zamieszki towarzyszące Marszowi Równości w Białymstoku. Dodał, że samorządowiec sam „stworzył powszechne zagrożenie” i „sprowadził agresorów do Białegostoku”.

Prezydent miasta zapowiedział, że z publicystą spotkają się w sądzie. „Generalnie same kłamstwa i pomówienia, spotkamy się z Tomaszem Sakiewiczem w sądzie” – napisał na Twitterze.

„Dowiedziałem się o tym, że jest przygotowywana jatka co najmniej za wiedzą prezydenta Białegostoku. Niestety za późno. Choć policja i tak zrobiła wszystko, aby przy tym bezrozumnym człowieku, albo niestety rozumnym, specjalnie chcącym wywołać awanturę, ochronić marsz LGBT” – mówił Sakiewicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Podkreślając, że zezwolenie na marsz kibiców wydał prezydent Truskolaski zapytał, jak można było do tego samego miejsca, w którym po dwóch godzinach ma przejść marsz LGBT, sprowadzić kilka tysięcy kibiców?

Dodał, że jego zdaniem podobne „marsze nie powinny się w ogóle odbywać. Trzeba było wziąć na siebie ciężar zakazania marszów i nie doprowadzić do bijatyki” – doradzał prezydentowi Sakiewicz.

Już nie sąd, a prokuratura zdecyduje, czy podejrzany po wpłaceniu kaucji będzie mógł wyjść z aresztu – taką zmianę w kodeksie karnym uchwalił Sejm, zajmuje się nią Senat. A przy okazji prawdopodobnie przywróci poprawkę, że prokurator będzie mógł doprowadzić do zmiany sądu zajmującego się sprawą, jeśli uzna, że jest stronniczy.

To w praktyce daje prokuraturze możliwość wyboru sądu. I blokowania wyjścia na wolność osoby, która zapłaci kaucję. Prokuratura zyskuje coraz więcej władzy nad sądami, bo z nimi władza PiS sobie od dawna nie radzi. Prokuratura zaś zależy całkowicie od rządu.

Przepis dotyczący zamiany aresztu na kaucję do tej pory działał tak, że gdy sąd zgodził się na zamianę, podejrzany mógł wyjść na wolność zaraz po wpłaceniu pieniędzy. Gdy prokurator się sprzeciwiał – od sądu zależało, czy podejrzany wyjdzie od razu, czy będzie czekał do rozpatrzenia odwołania prokuratora. Teraz, jeśli Senat przyjmie (co jest raczej formalnością) rządową zmianę, podejrzany wyjdzie na wolność dopiero po rozpatrzeniu odwołania. Może to trwać kilka tygodni. W ten sposób prokuratura nie tylko dostaje władzę, którą do tej pory miał sąd, ale też dodatkowy instrument nacisku na podejrzanego. W czwartek posłowie PiS nie zgodzili się na wykreślenie tego pomysłu z projektu nowego kodeksu postępowania karnego.

Prokuratura nie zajmie się listami Falenty. Działa tak, jak zarządzi władza

Kolejna groźna poprawka PiS może wrócić

Druga zmiana jest znacznie bardziej drastyczna, ponieważ bezpośrednio godzi w konstytucyjne prawo do sądu. Właściwość sądu określa ustawa – to zabezpieczenie dla każdego z nas, że sprawa będzie rozpatrzona przez bezstronny sąd. O zmianie właściwości sądu, ze względu na ważny interes wymiaru sprawiedliwości, może zdecydować tylko Sąd Najwyższy (w sprawach karnych – Izba Karna) na wniosek właściwego sądu.

Tymczasem do rządowej ustawy PiS wniósł w Sejmie poprawkę (nowy art. 37a), która daje prokuraturze na etapie śledztwa możliwość wnioskowania o zmianę sądu, jeśli „z uwagi na przedmiot postępowania lub osoby nim objęte zachodzi obawa, że zachowanie obiektywizmu przez sąd może być zagrożone”. Takie stwierdzenie daje prokuraturze niemal wolną rękę we wnioskowaniu o zmianę sądu. A decydować ma o tym nie Izba Karna SN, ale Izba Dyscyplinarna, w całości złożona z neo-sędziów wybranych przez neo-KRS. A więc wszystko zostanie w rodzinie.

Sejm nie wykonuje wyroku. Listy poparcia do KRS wciąż tajne

PiS przejmuje sądy „metodą salami”

Możliwość zmiany sądu przyda się prokuraturze np. przy przedłużaniu aresztu tymczasowego, jeśli prokurator podejrzewa, że dotychczasowy sąd go nie przedłuży. Albo np. jeśli aresztant wnioskuje o zamianę aresztu na grzywnę. Prokurator będzie też mógł wybrać przychylniejszy sobie sąd, który oceni jego decyzje – np. o odmowie wszczęcia śledztwa lub postanowieniu o jego umorzeniu.

Ta poprawka po ostrej krytyce zniknęła z projektu na etapie obrad w Sejmie. Ale teraz ustawa jest w Senacie i chodzą słuchy, że zostanie przywrócona. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł nie potwierdza i nie zaprzecza. Tak – powoli, metodą „krojenia salami” – władza sądu przejmowana jest przez prokuraturę.

Posłanka PiS Małgorzata Gosiewska, od niedawna wicemarszałek Sejmu, „miała objawienie” – za burdy podczas białostockiego Marszu Równości winę ponosi… Rosja.

Czego by nie myśleć o „wydarzeniach” w Białymstoku, już widać, że dały one do myślenia przynajmniej niektórym politykom. I to – o dziwo – także tym ze „strefy wolnej od LGBT”. Mało tego. Odnotowano nawet jeden potwierdzony oficjalnie przypadek objawienia, które zdarzyło się takiemu politykowi w konsekwencji ulicznej bijatyki w stolicy Podlasia. A raczej polityczce, bo to kobieta była, posłanka Gosiewska Małgorzata.

Akt ów został potwierdzony publicznie przez samą zainteresowaną w trakcie rozmowy w Polskim Radiu, gdzie pani posłanka wyznała rodakom, że w dymach rac, wśród ogłuszających, transowych okrzyków „Bóg. Honor. Ojczyzna. Wy……ać”, objawił się jej… cień Putina. I wtedy zrozumiała wszystko. „Białystok” to nie była wina Tuska! Ani też – wyjątkowo – Sorosa, światowego żydostwa, liberalno-lewackich zachodnich elit i ekoterrorystów. O dziwo, zdaniem posłanki nie stało za tym nawet światowe homolobby.

Rządzący też nie, ale to chyba oczywista oczywistość. Bo przecież powszechnie wiadomo, że formacja władzy nie ma żadnego interesu w tym, by Polska była przedstawiana w opinii publicznej państw zachodnich jako „kraj zacofany, nacjonalistyczny i brutalny w stosunku do niektórych środowisk”. No skądże…

Przeciwnie. „Nowogrodzkiej” zależy, żeby opinia publiczna tychże państw miała o Polsce jak najlepszą opinię. A tu tymczasem w Białymstoku przeszedł Marsz Równości i cóż – wyszło, jak wyszło. Było Marszu zakazać, jak sugerował minister Piontkowski, i kompromitujące zdjęcia z polskich ulic nigdy nie trafiłyby na czołówki zachodnich dzienników. Ale to się nie mogło udać, bo „wydarzenia białostockie” to była prowokacja, za którą – zdaniem pani posłanki z PiS – stanęły interesy nie Brukseli, ale… Moskwy. Bo to przecież absolutnie niemożliwe, żeby agresję tłumu wobec środowiska LGBT sprowokowali politycy formacji władzy, a zwłaszcza osobiście jej prezes, znany pogromca „zboczeńców” i obrońca „naszych dzieci” przed ich „seksualizacją”.

Tym bardziej nie mają z tym nic do czynienia hierarchowie Kościoła katolickiego, zwłaszcza ci, którzy tak serdecznie dziękowali po fakcie patriotycznej młodzieży, dzielnie walczącej na ulicach Białegostoku w obronie „chrześcijańskich wartości”.

Całkiem bez winy są też publicyści z kręgów zbliżonych do władzy, którzy nazywają „zboczeńców” zboczeńcami w imię misji publicznej, wolności słowa oraz sprzeciwu wobec lewacko-masońskiej idei politycznej poprawności. A już zupełnie bez żadnego związku z białostockim „incydentem” pozostaje kolportowana przez organ prasowy partii władzy (jako znaczącego udziałowca) naklejka: „Sfera wolna od LGBT”.

No, ale ktoś przecież musi być winny temu, że Polską wstrząsa „konflikt światopoglądowy i moralny”. Ten sam „ktoś” celowo prowokuje też rodaków do „konfrontacji, destabilizacji i chaosu”. Po co? Otóż zdaniem pani posłanki – „w celu oczernienia ugrupowania rządzącego”, czyli że jakieś tajemne siły skonfliktowały Polaków ideologicznie, a teraz zarządzają społeczną agresją, by skompromitować formację prezesa!

Ba, ale jakie to siły i jaki w tym mają interes? No, jak to jakie? To Rosja, oczywiście. To wysłannicy Putina rozpętali nad Wisłą kampanię nienawiści przeciw (w kolejności niealfabetycznej): sędziom, Puszczy Białowieskiej, nauczycielom, wiatrakom, niepełnosprawnym, posłowi Nitrasowi, elitom, kardiologom, polskojęzycznym mediom, redaktorowi Piątkowi, wegetarianom, TVN24, dzikom, redaktorowi Sekielskiemu, genderowi i – oczywiście – środowiskom LGBT. I to oni wymyśli „gorszy sort”, co zresztą oczywiste, bo słowo „sort” to wszak rusycyzm.

A chodzi im o to, żeby zdestabilizować Polskę i nie tylko Polskę, bo resztę świata też. Ponieważ z takim podzielonym, wstrząsanym konfliktami, skłóconym przeciwnikiem łatwiej konkurować. Weźmy Donalda Trumpa. Sam się o przyjaźń naprasza i nawet chce Putinowi z wdzięczności za pomoc w wyborach postawić Platynowy Trump Tower na Placu Czerwonym. Choć po prawdzie, to kierownik Kremla wolałby chyba jakiś Putin Village w East Village…

Wracając zaś do wątku moskiewskiego, to niby żadna w tym rewelacja. Od początku rządów PiS, a nawet wcześniej, bo od „Sowy i Przyjaciół”, a w zasadzie to już od pierwszych rządów partii pana prezesa, piszą o tym i mówią i zachodni, i polscy dziennikarze, komentatorzy, publicyści oraz – osobiście – redaktor Piątek. Ale do tej pory obóz władzy jakoś dziwnie milczał w kwestii „rosyjskich tropów” w polskiej polityce. Aż tu nagle „wydarzył się Białystok” i posłanka Gosiewska doznała olśnienia. Późno trochę. Ale lepiej późno, niż wcale. Ciekawe tylko, jak zareaguje na te rewelacje Antoni Macierewicz…

Reklamy

Krętactwa PiS w kampanii wyborczej. W istocie Kaczyński dąży do totalitaryzmu

Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że nadchodzące wybory parlamentarne są dla jego obozu grą o wszystko. Choć po klęsce w eurowyborach po stronie opozycji morale uległo znacznemu obniżeniu, a Koalicja Europejska się rozpadła, to jednak prezes PiS nie traci czujności i zamierza zadać w październiku oponentom ostateczny cios. Służyć temu, poza “piątką Kaczyńskiego” i potęgą prorządowych mediów, ma także wielka metamorfoza wizerunkowa samej partii rządzącej.

Prezes PiS uświadomił sobie bowiem, że strategia rządu w postaci cementowania poparcia przez wieczny konflikt w dotychczasowej formule się wyczerpała. Wybieranie małych grup i uczynienie z nich wrogów, czy też przypisywanie oponentem najgorszych cech skonsolidowało wokół władzy miliony, jednak równocześnie obraźliwe, hejterskie wypowiedzi wielu polityków partii rządzącej nieustannie zniechęcały do rządu znaczną część wyborców politycznego centrum. Niezadowolenia grupy tej nie widzieliśmy przy urnach tylko dlatego, że w warunkach równoczesnego rozczarowania opozycją znaczna jej część została w domach, z czego wynika właśnie 7% luki między PiS a Koalicją Europejską.

Jednak PiS nie zamierza spocząć na laurach i dąży do sięgnięcia po niezdecydowanych wyborców o poglądach centroprawicowych i wciąż silny w tej części politycznego spektrum elektorat Platformy Obywatelskiej. Drzwiami do krainy nowych politycznych możliwości ma być, podobnie jak w 2015 roku, ukrycie politycznych demonów PiS. Tym ostatnim przy poprzednich wyborach był sam Jarosław Kaczyński, którego przykryła Beata Szydło i Andrzej Duda. Dziś zaś manewr ten ma polegać na usunięciu z frontu najbardziej kontrowersyjnych polityków obozu władzy i jasny przekaz, że koniec z wypowiedziami szkodzącymi partii rządzącej. O tym ostatnim przecieki do mediów docierały w ostatnich tygodniach, czemu towarzyszyła nagła zmiana nastawienia znacznej części polityków PiS do mediów, które uważają za sobie nieprzychylne. W kuluarach huczało bowiem od informacji, że prezes zagroził, że dla tych, którzy kontrowersyjnymi wypowiedziami niszczą wizerunek PiS, nie będzie miejsca na listach wyborczych.

Nie minęło dużo czasu i dowiedzieliśmy się właśnie, że Krystyna Pawłowicz, jedna z czołowych figur języka nienawiści w polskim życiu publicznym, kończy polityczną karierę.W wywiadzie dla “Sieci” wyznała bowiem. że “Jestem trochę zmęczona i uznałam, że to dobry czas, by z czynnej polityki odejść”. Choć posłanka zarzeka się, że to jest jej wewnętrzna decyzja, to jednak ciężko w to uwierzyć. Pawłowicz bowiem jako jedna z niewielu nie przytemperowała swojego języka mimo partyjnego nakazu, a nawet w sytuacji pytań o swoje odejście krzyczała do dziennikarza TVN24 “Na kolana, przepraszaj, zdrajco jeden. Wszyscy na kolana!”. Polityczna logika nie pozostawia tutaj złudzeń, że brak miejsca dla Pawłowicz na listach wyborczych jest odpowiednikiem rekonstrukcji rządu sprzed ponad roku, kiedy to pozbyto się najbardziej obciążających wizerunkowo figur. Jarosław Kaczyński uwalnia w ten sposób partię od poważnego balastu, który już dawno przeważał polityczne korzyści.

Otwartym pozostaje teraz pytanie, czy Polacy uwierzą w taktykę schowanych zębów polityków PiS. Jeśli tak się stanie, to przy braku mobilizacji i samoorganizacji opozycji rządzący będą mogli zacząć marzyć nawet o większości konstytucyjnej. Jesień to będzie zatem dla nas wszystkich wielki wybór, który zaważy na długoterminowej przyszłości naszego kraju.

Człowiek, który nie rozumie idei wychowania, stawia swoje własne poglądy ponad prawidłową edukację młodych ludzi, nie ma żadnych uprawnień, by kierować takim właśnie resortem.

To, co wydarzyło się w sobotę, na Marszu Równości w Białymstoku, przeraziło mnie i zaszokowało. Niby nie powinnam być zdziwiona, bo przecież wiadomo, że polscy narodowcy są coraz bardziej roszczeniowi, chcą zawłaszczyć coraz większy obszar przestrzeni publicznej, czują się coraz bardziej bezkarni w swoich działaniach, co ich bardziej nakręca i zwiększa ich aktywność. To już ostatni dzwonek, by wreszcie wziąć ich w karby, wyznaczyć granice, których nie wolno przekraczać. I to zadanie dla rządu. Tego rządu, który dopuścił do takiej sytuacji, nie dostrzegając problemu, ignorując go, a jednocześnie aprobując tego typu zachowania. Tego rządu, który nie tylko usprawiedliwia narastającą agresję i nienawiść, starając się zrzucić winę na innych, ale ma też w swoich szeregach ministra, odpowiedzialnego za wychowanie młodzieży, a nie ukrywającego, jak bardzo własne poglądy są dla niego ważniejsze od ogólnie przyjętego systemu wartości i praw obywatelskich, zapisanych w polskiej Konstytucji. Stąd mój list do premiera Mateusza Morawieckiego z prośbą o podjęcie zdecydowanych działań i dymisję ministra Dariusza Piontkowskiego.

Poznań, 22 lipca 2019

Mateusz Morawiecki

premier Rzeczpospolitej Polskiej

Zwracam się do Pana z prośbą o natychmiastowe podjęcie działań, które powinny na przyszłość nie dopuścić do takiej sytuacji, jaka miała miejsce w sobotę w Białymstoku oraz zdymisjonowanie pana Piontkowskiego ze stanowiska ministra MEN, którego postawa i wypowiedzi stoją w całkowitej sprzeczności ze wszystkim, co powinien reprezentować sobą człowiek odpowiedzialny za edukację dzieci i młodzieży.

To, co wydarzyło się na Marszu Równości w Białymstoku nie powinno mieć miejsca w państwie, w którym Konstytucja gwarantuje każdemu respektowanie jego praw jako człowieka i obywatela. Horda rozwścieczonych narodowców zaatakowała uczestników marszu, w tym osoby niepełnoletnie. Plucie, obrzucanie jajkami, zaciśnięte pięści, kamienie i race, wyzwiska, kopanie i bicie… to zachowanie, które jest pokłosiem polityki ustępstw i wręcz aprobaty środowisk, bazujących na ideologii neofaszystowskiej, przez obecną władzę polityczną i niestety – kościelną.

Tłumaczenie, że to prowokacja ze strony środowiska LGBT, że gdyby tego typu marsze były zakazane, nie byłoby problemów, szukanie usprawiedliwień dla bandy agresorów, udawanie, że nic złego się nie stało, stoi w całkowitej sprzeczności z zasadami państwa prawa i stawia pod wielkim znakiem zapytania rację bytu takiego rządu, który nie chce lub nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa wszystkim swoim obywatelom.

Teraz, gdy trwa już kampania wyborcza do Sejmu, wielokrotnie i Pan, i prezes Pana partii Jarosław Kaczyński, wspominacie o zgodzie narodowej, o drodze PiS-u do pokoju, o budowie państwa przyjaznego dla wszystkich jego obywateli, a w tym samym czasie Pana minister Dariusz Piontkowski komentując to, co wydarzyło się w Białymstoku mówi w TVN24, że „tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór (…) na Podlasiu, ale także w innych częściach Polski (…) W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane. To powoduje zamieszki, może powodować zagrożenie zdrowia wielu przygodnych obywateli i trzeba się poważnie zastanowić, w jaki sposób rozwiązać ten problem ”.

Minister edukacji pokazał tą wypowiedzią, jak bardzo obcy jest mu ten system wartości, który powinien być podstawą wychowania kolejnego pokolenia Polaków. Tolerancja, poszanowanie praw człowieka, prawo każdego do czucia się pełnoprawnym obywatelem Polski, niezależnie od wiary, rasy poglądów czy orientacji seksualnej są dla pana ministra stekiem pustych, nic nieznaczących słów. Pan minister nie raczył nawet dostrzec, że w grupie atakującej uczestników marszu były też dzieci, nawet bardzo małe, w wózkach, co wyraźnie pokazuje nie tylko pewne przyzwolenie na indoktrynację maluchów, uczenie ich nienawiści i agresji, ale także zgodę, by narażać ich na niebezpieczeństwo przez nieodpowiedzialnych rodziców, zabierających swoje pociechy na zadymę.

Człowiek, który nie rozumie idei wychowania, stawia swoje własne poglądy ponad prawidłową edukację młodych ludzi, nie ma żadnych uprawnień, by kierować takim właśnie resortem. Jest całkowitym zaprzeczeniem obiektywizmu nauczania, jego bezstronności i utrzymania szkół bez podziału na lepszych czy gorszych. Szkół wolnych od indoktrynacji, przyjaznych dla każdego ucznia.

Chciałabym wierzyć, że moje słowa trafią do Pana, że weźmie Pan je pod uwagę, że stanie Pan na wysokości działania i pokaże, iż rzeczywiście wspólnota i zgoda narodowa są dla Pana priorytetem. Chciałabym uwierzyć, że zadba Pan o to, by wreszcie przestały nas straszyć na ulicach miast i miasteczek demony znane  z historii, te o brunatnym zabarwieniu, a ministrem edukacji narodowej zostanie człowiek, co do którego moralności i systemu wartości, nikt nie będzie miał zastrzeżeń. Człowiek, któremu z pełnym zaufaniem obywatele powierzą los swoich dzieci.

Oczekuję na Pana decyzję.

Zwykła, niewiele znacząca, ale jednak wciąż obywatelka tego kraju

Tamara Olszewska

Jeszcze nie tak dawno, mało kto uwierzyłby w to, że scenariusz metamorfozy naszego państwa w (miękki, póki co) totalitaryzm będzie kiedykolwiek realny. Mało tego, chyba nikt nawet nie miał powodu do takich rozważań i mówię to z pełną odpowiedzialnością jako politolog. Jeśli na wykładach dla studentów w Warszawie i Łodzi wspominałem o patologiach władzy, to raczej odwoływałem się do totalitaryzmów z lat 30. XX wieku, zacofanych państw afrykańskich bądź dyktatur w krajach rozwijających się Ameryki Łacińskiej! Polska na ich tle jawiła się jako „kraj mlekiem i miodem płynący”. Nie było idealnie, ale przecież obrany kierunek rozwoju dawał nadzieję na to, że może być tylko lepiej.

Już na początku lat 90. ubiegłego wieku Polska wstąpiła na drogę integracji z elitarną rodziną europejskich państw demokratycznych, której efektem miały być członkostwo w NATO (1999) i Unii Europejskiej (2004)! Kolejne ekipy rządowe (według mnie do roku 2005) robiły wszystko to, co było niezbędne, abyśmy się stali godni tego przywileju. Lata 2005 – 2007 to pierwszy okres, w którym proces integracji zaczął być poddawany, przez pierwszy rząd PiS, w wątpliwość. Wydawało się wszakże, iż to może być „gra”, której celem mogłoby być uzyskanie jeszcze lepszych warunków członkostwa choć te, które mieliśmy, wydawały się bardzo korzystne. Patrząc z perspektywy tego, co od czterech niemal lat dzieje się z Polską wiemy, że już w tamtym okresie Polakom powinno zapalić się w głowie „czerwone światło”!

Nieudolna prezydentura Lecha Kaczyńskiego (najgorsza z dotychczasowych) i spięcia z „byle powodu” z ekipą rządową Donalda Tuska, psucie dobrego imienia i ośmieszanie Polski w UE i nie tylko, powinny dać do myślenia wszystkim siłom politycznym! Model władzy oparty na kohabitacji nie mógł się sprawdzić, gdy jedną ze stron była partia, na czele której stoi Jarosław Kaczyński. Gdyby PiS kierował ktoś inny, to może jej działania mogłyby być dla naszego kraju korzystne. Niestety, mamy do czynienia z człowiekiem przesączonym nienawiścią, nieposiadającym szacunku dla innych, ani też empatii, która zwykle charakteryzuje ludzi przystosowanych do życia w społeczeństwie. Mamy kogoś, kto wyznaje „aż” dwie wartości”: władzę i pieniądze, a wszystko to podporządkowane partykularnym interesom nawet nie partii, a jedynie Kaczyńskiego i wąskiej grupy ludzi mu wiernych, i gotowych na wszystko.

Postać samego Jarosława Kaczyńskiego tj. człowieka zupełnie (oczywiście według mnie) nienadającego się do pełnienia żadnej ważnej funkcji państwowej to już temat zupełnie odrębny, który powinni zgłębić specjaliści zajmujący się psychologią i/lub dyscyplinami pokrewnymi. Moja opinia sprowadzić się tu jedynie może do refleksji, że jest to osoba aspołeczna, której nie powierzyłbym absolutnie żadnego stanowiska, wiążącego się z jakąkolwiek, najmniejszą nawet odpowiedzialnością w tym zwłaszcza za innych. Osoba, która jest jednak w pełni świadoma czynionego narodowi i Ojczyźnie zła!

A jest tutaj o czym mówić, bo skala krzywd wyrządzonych przez prezesa Kaczyńskiego i oddanych mu, w dziele niszczenia państwa polskiego, współpracowników (Zbigniewa Ziobrę, Andrzeja Dudę, Marka Kuchcińskiego itp. ludzi) jest porażająca!
• Polska straciła swoją pozycję w Europie i świecie; jest marginalizowana!
• Osłabieniu uległy więzy wiążące nas z sojusznikami z NATO!
• Osłabiona złą polityką kadrową i logistyczną armia została niemal rozbrojona!
• To, co wyżej wiąże się ze spadkiem zdolności obronnych i sojuszniczych RP!
• Politycy obozu rządzącego są alienowani w instytucjach międzynarodowych!
• Na szwank narażane są każdego dnia najważniejsze interesy Polski, a to zdrada!
• Destrukcja demokratycznego państwa prawa jakim była RP prowadzi państwo na skraj przepaści, co może skończyć się tragedią taką, jak utrata suwerenności!
• Gospodarka narodowa jest niszczona przez wyprowadzanie ze spółek SP środków na odprawy, zmieniających się często prezesów bez przygotowania do pełnienia tak odpowiedzialnych funkcji!
• Naiwnością jest jednak wiara w to, że pieniądze te trafiają w całości do tych ludzi. Osobiście uważam, że są one przeznaczone na specjalny i tajny fundusz partii, taki którym dysponuje jedynie „wódz”, co samo w sobie poraża, gdy się weźmie pod uwagę fatalne cechy charakterologiczne Kaczyńskiego!
• Afera goni aferę. W jedną z największych zamieszany jest sam prezes, co próbuje się, jeśli nie ukryć, to póki co bagatelizować. I tu ogromna nadzieja na działania wymiaru sprawiedliwości Austrii! Polski nie zrobi nic, gdyż nie ma tu woli organów ścigania! W końcu prokuraturą steruje osobiście Ziobro!
• Polska zmierza wprost do systemu totalitarnego, który dzięki międzynarodowym instytucjom takim jak UE, Rada Europy czy OBWE nie został jeszcze wprowadzony!
• W państwie nie funkcjonuje poprawnie (niezawiśle i niezależnie) żadna instytucja, której zasada działania polega na respektowaniu trójpodziału władzy, a tym, co się liczy, jest decyzja (działającego bezprawnie, bo poza systemem politycznym) wodza PiS, Jarosława Kaczyńskiego.
• Łamane są prawa człowieka: prześladuje się przyzwoitych sędziów, prokuratorów i wszystkich osób, które nie zgadzają się na łamanie przez rządzących prawa! Stąd według mnie obecna władza straciła mandat do rządzenia krajem!
• Jako uzupełnienie dodam w tym kontekście i to, że według mnie PiS i SP powinny zostać zdelegalizowane, a ich przywódcy postawieni przed TS i/lub sądem!
• Niestety, na nieszczęście dla Polski nie funkcjonuje tu w sposób pożądany opozycja parlamentarna, a wszelkie próby podejmowane przez organizacje, ruchy społeczne i działania ad hoc ze strony społeczeństwa nie mogą się przebić ze swoim głosem! Decydujący jest brak środków i wsparcia ze strony partii traktujących innych jako konkurencję (sic!).
• Wydaje się, że nad Polską zbierają się „czarne chmury” przyszłego totalitaryzmu, który w sposób płynny zastępuje bez przeszkód demokrację! Polska staje się z dnia na dzień hybrydą „Republiki Weimarskiej Bis” i „ZSRR Bis”, co po prostu przeraża!
• Tym bardziej przeraża, że „słabe są widoki” na zmianę tej sytuacji w wyborach na jesieni b.r. do polskiego parlamentu!

Nie jestem pewien tego, czy ktoś naprawdę chce w wyborach pokonać PiS, no może poza obywatelami, którzy dotąd przewodzili wszelkim ruchom. Docierają do mnie bowiem opinie różnych osób związanych z niektórymi siłami politycznymi, że: „może warto poczekać do chwili, kiedy kraj będzie w ruinie i dopiero wtedy przejąć gruzy państwa”! Oby to nie były głosy oddające prawdziwe nastroje w kręgach przywódców opozycji, bo oznaczałyby ni mniej, ni więcej tylko zdradę Ojczyzny!

Tusk daje odpór pisowskiemu faszyzmowi

Nie milkną echa tego, co wydarzyło się podczas sobotniej Parady Równości w Białymstoku. Kibole i chuligani próbowali blokować jej przemarsz, rzucali kamieniami i butelkami, doszło do bijatyk i przepychanek. – Kibole, antysemici, homofobia – nic nowego. Tragedią jest władza, która jest ich patronem. Wszyscy przyzwoici Polacy, niezależnie od poglądów, muszą powiedzieć: dość przemocy”– skomentował na Twitterze przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

A co mówi jeden z przedstawicieli obecnej władzy, czyli obecny szef resortu edukacji Dariusz Piontkowski? Zamiast ostro potępić zachowanie kiboli, wygłosił kuriozalny komentarz. – „Tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór nie tylko na Podlasiu, także w innych częściach Polski. W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane” – stwierdził w TVN 24. Tylko tyle miał do powiedzenia w tej sprawie Piontkowski…

A na stronie internetowej parafii św. Jadwigi Królowej w Białymstoku czytamy: – „Jako kapłani posługujący w naszej parafii, składamy wyrazy uznania i podziękowania tym wszystkim, którzy w ostatnim czasie, w jakikolwiek sposób włączyli się w obronę wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, chroniąc nasze miasto, zwłaszcza dzieci i młodzież przed planową demoralizacją i deprawacją”.

Ta władza ośmiela różnych ludzi do różnych zachowań. Widzimy się w lepszej Polsce na jesieni?” – zapytał jeden z internautów.

Cala Polska wciąż żyje wydarzeniami, które miały miejsce w sobotę, w Białymstoku. Bezpardonowy atak na uczestników Marszu Równości wywołał szok, złość i wielu oczekuje teraz na zdecydowane działania władzy, by nigdy więcej taka sytuacja się nie wydarzyła. Jednak nie wszyscy chyba rozumieją, co się stało i interpretują wydarzenia po swojemu.  Szef MEN uważa, że tego typu marsze nie powinny być w przyszłości organizowane, bo budzą powszechny opór. Parafia św. Jadwigi Królowej dziękowała agresorom za obronę miasta, choć teraz temu zaprzecza.

Daniel Liszkiewicz, wiceszef publicystyki TVP Info, też ma swoją teorię na ten temat. Uważnie przejrzał cały materiał, przeanalizował nagrania, na których widać atak „prawdziwych patriotów” na uczestników marszu i stwierdził, że …. to zwykła ustawka. Dowody na potwierdzenie swojej tezy zamieścił na Twitterze i tak, „sek.14- rozluźnienie pięści kończące się klepnięciem w ramię otwartą dłonią. sek. 20 cios kolanem obok ofiary sek. 26 – symulowany cios kolanem sek 31- symulowany cios butem”.

Na reakcję internautów nie musiał długo czekać.  Paweł Biedrowski już wszystko rozumie – „Aha, czyli to geje wynajęli kilku osiłków, dali im po 25 zł na flaszkę by dostać od nich wpierdol. No tak, to brzmi logicznie. Jak by kogoś zabili to pewnie też pan pisał, że to było zaaranżowane w celach czarnego PR-u dla środowisk narodowych”,

Radosława zauważa, że „słychać strzały. Trzeba to potwierdzić eksperymentem z parówkami”, a Loki stwierdza krótko – „Boże, gdyby głupota miała skrzydła, to by pan latał jak gołębica”.

Jestem ciekawa, co by musiało się wydarzyć, by osoby związane z partią rządzącą dostrzegły zło, zrozumiały, że coraz większa samowolka środowisk narodowych jest efektem „polityki miłości”, jaką od lat uskutecznia polski kościół i PiS. Czy dopiero krwawa jatka otworzy im oczy na tego potwora, którego z taką lubością hodują?

Od wielu lat partia Kaczyńskiego gra na niskich instynktach: nietolerancji, chciwości czy szowinizmie narodowym, a także na strachu

Głupotę nie zawsze rozpoznać można na pierwszy rzut oka, bo rzadko ma głupią minę. Częściej przybiera oblicza skrywające rzeczywistą postać i używa słów maskujących bezsensowną treść. W zakamuflowanej postaci głupota potrafi jednych zbić z tropu i obezwładnić, a innych zmylić, omamić albo nawet uwieść. Bywa narzędziem polityki, reklamy i nawiedzonych mediów. W dawkach rozproszonych często usprawiedliwia kłamstwa i przekręty. Aplikowana w dużym stężeniu może stać się ideą.

W polskiej rzeczywistości ostatnich lat głupota święci wyjątkowe tryumfy.  Żaden z moich zagranicznych znajomych nie potrafi zrozumieć, jak to możliwe, by przez całe lata w przestrzeni publicznej sporego kraju funkcjonowały akceptowane przez dużą część społeczeństwa absurdalne idiotyzmy czyniące z tragicznej katastrofy komunikacyjnej zamach bombowy. Nie pojmują mechanizmu który wypadek lotniczy przekształcił w spisek z udziałem głów państw i akt odwetu krajowych konkurentów politycznych, z zemsty uśmiercających także własnych przyjaciół. Ludzie z krajów bardziej cywilizowanych nie rozumieją, dlaczego dziwni i niebezpieczni ludzie opowiadający na przekór faktom o sztucznych mgłach, wybuchach i dobijaniu rannych, nie są jeszcze izolowani i leczeni.

Głupota miewa rozmaite twarze. Widzę ją na marsowym obliczu europosła, który z niejednego pieca ośmiorniczki jadał, a teraz, powołując się na zasady przyzwoitości i lojalności, wykrzykuje pretensje do opozycji, że nie poparła ani Zdzisława Krasnodębskiego ani Beaty Szydło w wyborach na wysokie unijne stołki. Zdaniem tego pana z oczywistego poczucia patriotyzmu należy popierać dowolnego Polaka, nawet tego, kto nie kryje, że zamierza sypać piasek w unijne tryby. Nie rozumie (albo tylko udaje głupiego), że szkodząc Unii szkodzimy Polsce. Europoseł PiS zdaje się mówić: choćbyśmy zdemolowali do końca polską demokrację, choćbyśmy ze szczętem skompromitowali Polskę w oczach świata, to musicie nas popierać, bo my, to my, a oni to obcy, wrogowie, a przede wszystkim koszmarni egoiści.  Ale gdyby go spytać o definicję egoisty, to pewnie powiedziałby: – Egoista to jest taki facet, który bardziej troszczy się o siebie, niż o mnie!

Głupota wyziera ciekawie z twarzy faceta, który – korzystając prawdopodobnie z urlopu głównego machera propagandy PiS – dorwał się do produkcji „przekazów dnia”.  Efekty widać, słychać i czuć. Beaty Szydło nie wybrano w odwecie za to, że ona nie wybrała Timmermansa, chociaż wybrano Słowaczkę, która też na Timmermansa nie głosowała. PiS podejmuje w Unii znakomite decyzje kadrowe, bo katolicka do bólu partia, która właśnie uwalnia Polskę z niewoli niemieckiego kondominium, partia strasząca niegdyś dziadkiem z Wehrmachtu , wolała niemiecką minister obrony i luterankę od Holendra katolika. Kompromitująca klęska polskiego kandydata na wiceszefa NATO jest dla rodaków wiadomością radosną, więc kiedy funkcję tę otrzymał mało znany polityk z Rumunii, Mircea Geoana, rzecznik prezydenta ucieszył się, że taki świetny polityk jak Krzysztof Szczerski „zostanie z nami”. A tak w ogóle – w partyjnym przekazie propagandowym PiS główną przyczyną licznych klęsk PiS na międzynarodowym forum, oprócz nieustannych knowań Donalda Tuska, jest obecność w Parlamencie Europejskim dużej grupy posłów „alergicznie reagujących na polityków, których programy zbudowane są w oparciu o fundament wartości chrześcijańskich” – jak wyjaśnił szef KPRM Michał Dworczyk.

Durnie od propagandy dzielą się z Polakami swoim głębokim zdumieniem. Czemu Europa nie dostrzega pełnego poparcia PiS dla wszelkich reguł traktatu unijnego, ani entuzjazmu dla projektu wzmacniania Unii, ani szacunku dla jej symboli – flagi i hymnu?  Dlaczego w Unii nie chcą zauważyć, że Polska jest wyspą wolności, wzorem demokracji i ostoją praworządności? Czemu nie doceniają naszej wzorowej tolerancji dla innych poglądów i postaw? Dlaczego nie widzą życzliwych i koncyliacyjnych wypowiedzi władz Polski i ich gotowości do wszelkich kompromisów?

Głupota polska ma nienawistną twarz narodowców i kiboli atakujących w Białymstoku pokojową demonstrację przeciwników homofobii.  Ma również tępą minę jakiegoś policmajstra wysyłającego zbrojne oddziały w celu spacyfikowania legalnej pokojowej demonstracji ekologów z „obozu dla klimatu” w pobliżu Konina. Miewa też kamienną twarz ministra, gdy zapewnia, że reforma oświatowa przebiega bez zakłóceń, a całe zamieszanie to skutek fałszywych informacji rozsiewanych przez opozycję i wrogie media.  Nieskrywana głupota wyziera z twarzy urzędników, którzy nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, że tysiące dzieci zamiast cieszyć się wakacjami po traumie kwalifikacji do nowych szkół, całymi dniami, często od czwartej nad ranem, stoją w ogromnych kolejkach do nielicznych lekarzy medycyny pracy po świadectwa zdrowia, bez których nie rozpoczną nauki w technikach i szkołach branżowych.

Oprócz głupoty nakładającej dla kamuflażu rozmaite maski , w przyrodzie polskiej występuje też głupota bezczelna, demonstracyjna i cyniczna.  W pełnej krasie objawiła się właśnie wśród ludzi, którzy wymyślili hasło przewodnie obecnej kampanii wyborczej PiS. Hasło, które brzmi: ALBO MY, ALBO LGBT. Od wielu lat partia Kaczyńskiego gra na niskich instynktach: nietolerancji, chciwości, czy szowinizmie narodowym, a także na strachu. Sama produkuje zagrożenie, ogłaszając potem, że jest jedynym remedium i wyłącznym obrońcą przed wymyślonym niebezpieczeństwem. PiS straszył nas już Niemcami i Rosją, wrogą Unią, uchodźcami, terrorystami, przekupnymi sędziami czy lekarzami, przez których już nikt „pozbawiony życia nie będzie”. Teraz padło na gejów i lesbijki.

Kaczyński chce za wszelką cenę uzyskać większość konstytucyjną, ale wie, że jego kiełbasa wyborcza się kończy. Coraz więcej Polaków dostrzega groźne symptomy finału eldorado: wzrost cen, zwiększającą się inflację, ogromne zadłużenie, spadek produkcji i coraz groźniejszy dla polskich kieszeni ostracyzm Unii, gotowej obcinać dotacje w odpowiedzi na bezprawie rządzących.  W normalnej konfrontacji wyborczej Kaczyński może więc wygrać, ale nie osiągnąć swojego celu. Dlatego nie zamierza z PO, PSL, Nowoczesną ani lewicą prowadzić normalnej walki wyborczej na projekty. Jego wrogiem będzie LGBT, które – jak ogłosił Kaczyński – opanowało opozycję, gotową seksualizować nawet małe dzieci. Partnerem w tej wojnie jest już Ordo Iuris, które zażądało od organizacji pozarządowych, zajmujących się tolerancją i równouprawnieniem, dostarczenia „informacji publicznej” w postaci dokumentacji i wszelkich umów. Do pomocy zgłosiły się też lizusowskie media na czele z gazetą, która upowszechnia naklejkę z napisem „Strefa wolna od LGBT”.

***

Głupich może i nie sieją, ale głupota rozsiewana jest u nas z wielkim upodobaniem. Obficie użyźniana i codziennie podlewana cuchnącym nawozem przynosi durniom obfite plony. Pleniąc się dzisiaj na każdym niemal poletku, zagłusza zdrowe uprawy, niezbędne ludziom do przyzwoitego życia.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien się nabrać na zapewnienia prezesa PiS, „abyśmy się wszyscy porozumieli”, bo jego partia  „nie chce wojny w Polsce”.

Więcej >>>

Polski faszyzm. PiS ochroni ten nowotwór

Wspaniała Gabriela Lazarek odnosi się do faszyzmu i powołuje na świetny esej Waldemara Sadowskiego o polskim faszyzmie.

Esej o polskim faszyzmie do przeczytania tutaj >>>

Faszyzm nie jest absurdem, ale to on jest pod ochroną PiS, absurdalnej partii rządzącej.

Xerofas

Lider zespołu Big Cyc Krzysztof Skiba opowiedział na swoim profilu facebookowym o przesłuchaniu go przez policję. Swój felieton zatytułował „W oparach absurdu”. Dwaj funkcjonariusze przyszli do domu Skiby, żeby go przesłuchać w kuriozalnej – zdaniem artysty – sprawie.

W ubiegłym roku prowadził on w Ustrzykach Dolnych koncert urodzinowy zespołu KSU. – „Na koncercie tym było blisko dziesięć tysięcy osób. W trakcie koncertu cześć widowni wznosiła okrzyki „Je…ć …PiS!”. Nikt stojący na scenie ani ja, ani zespół nie inicjował tych okrzyków. Po prostu była to spontaniczna reakcja publiczności, która w demokratycznym państwie ma przecież prawo krzyczeć co jej się podoba. Ja na początku myślałem, że „Je…ć…PiS” to jest tytuł jakiejś nowej piosenki grupy KSU, ale jak się potem okazało zespół jeszcze takiej piosenki nie napisał” – opisuje Skiba.

Muzyk ze sceny złożył pewną propozycję władzom miasta. – „W nawiązaniu do słynnej piosenki KSU „Jabol punk” zaproponowałem zbudowanie w Ustrzykach Pomnika…

View original post 282 słowa więcej