Paraliż państwa. Takie jest dokonanie władzy PiS

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa ze względu na to, że… homofobiczne słowa polityka miały podobać się zgromadzonym na wiecu osobom.

Lider PiS obraził homoseksualistów podczas wystąpienia na Pikniku Rodzinnym w Stalowej Woli. Kaczyński dziękował arcybiskupowi Jędraszewskiemu (autorowi słów o „tęczowej zarazie”) i ostro atakował środowiska LGBT. Zdaniem prokuratury Kaczyński nie popełnił jednak przestępstwa. Pracownicy OMZRiK więcej o sprawie napisali na oficjalnym profilu organizacji na Facebooku.

Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy. Prokurator odmawia ścigania Jarosława Kaczyńskiego przy pomocy kruczków prawnych, argumentując to tym, że nie będzie ścigał przestępstwa, bo podobało się wielu osobom, które były świadkami jego popełnienia” – napisano w social mediach Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Jak się okazuje, prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, nawet gdy OMZRiK odwołał się od jej decyzji. „Prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia, a gdy się odwołaliśmy, odmówiła również przyjęcia zażalenia twierdząc, że Ośrodek nie jest instytucją społeczną, którą naturalnie jest”.

To jednak nie koniec tej kuriozalnej sytuacji. Okazuje się, że – zdaniem prokuratury – homofobiczne opinie Kaczyńskiego podobały się… katolikom, a nawet tysiącom rodzin z dziećmi. „Jednak to, co najbardziej bulwersuje w dokumencie przesłanym nam przez prokuratora Adama Cierpiatkę to końcowe uzasadnienie, w którym funkcjonariusz twierdzi, że nie zamierza ściągać sprawcy, bo czyny karalne, które popełnił, podobały się katolikom, a konkretnie tysiącom rodzin z dziećmi” – poinformowała antyrasistowska organizacja.

Aktywiści Ośrodka są mocno zaniepokojeni ostatnimi poczynaniami prokuratury i PiS-owskiego państwa. Przestrzegają nawet przed narodzinami w Polsce dyktatury o prawicowym charakterze. „Proszę Państwa na naszych oczach rodzi się reżim totalitarny” – przestrzega w swoim oświadczeniu stowarzyszenie.

Zaniepokojeni decyzją prokuratury są również internauci. „Nie mamy tego płaszcza i co nam pan zrobisz? Bareja przewraca się w grobie. Kto jeszcze będzie darł japę, że daleko nam do dyktatury?”, „Czyli jak na koncercie deathmetalowym artysta podrze Biblię, to od dzisiaj prokuratura nie będzie wszczynać postępowania, bo czyn podobał się zgromadzonej tam publiczności? Prokuratura pisowska ma iście moralność Kalego” – to tylko niektóre komentarze oburzonych użytkowników sieci.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Program Koalicji Obywatelskiej >>>

W obliczu końca pierwszej kadencji rządu sformowanego przez Prawo i Sprawiedliwość oraz wobec tego, co ten rząd uczynił z polskim systemem politycznym, mając na względzie niebezpieczny i głęboki podział społeczny, który powstał wskutek polityki prowadzonej przez tę władzę w sposób świadomy i konsekwentny, wobec tego, co wydarzyło się w latach 2015 – 2019, ośmielę się twierdzić, że poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości nie jest „poglądem politycznym”.

Poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości i oddawanie swojego głosu na to ugrupowanie jest świadomą, nieodpowiedzialną i w swojej istocie głęboko antydemokratyczną postawą poparcia dla ludzi, którzy w celu zdobycia i utrzymania się przy władzy gotowi są pozakonstytucyjnie, w sposób bezprawny i poza proceduralny zmieniać legalnie ustanowiony ustrój państwa, z ustroju demokracji liberalnej z trójpodziałem władzy jako naczelną zasadą jej sprawowania, na fundamentalistyczne państwo wyznaniowe z katolicyzmem jako religią panującą oraz faszystowskim modelem państwa ze wszystkimi atrybutami tego rozwiązania systemowego to znaczy z wszechogarniającą kontrolą wszystkich dziedzin życia społecznego, policyjnym charakterem państwa, przemocą sankcjonowaną przez władzę i dokonywaną w „obliczu prawa” i „zgodnie z prawem” oraz z nową elitą tej władzy złożoną z ludzi posłusznych i oddanych, którzy swoje błyskawiczne kariery zawdzięczają lub zawdzięczać będą wyłącznie tej władzy w oderwaniu od swoich faktycznych kompetencji formalnych oraz postaw etycznych.

Dla oburzonych moim „niesprawiedliwym” potraktowaniem wyborców oddających swoje głosy na Prawo i Sprawiedliwość wyjaśniam, że według mnie taka decyzja jest wynikiem ignorancji i braku znajomości historii Europy i Świata przynajmniej w zakresie ostatnich osiemdziesięciu lat. Ponieważ podobne sytuacje miały już miejsce, a ogólnonarodowe wzmożenia, nacjonalizmy i religijny fundamentalizm sprowadzał już pasma nieszczęść i „tragiczne końce” na obywateli takich państw jak Niemcy, Włochy, Hiszpania, Chile czy Argentyna. Natomiast totalitaryzm w ogólności wyrządził niepowetowane szkody w takich państwach jak Związek Radziecki, Węgry, Rumunia, Czechosłowacja, Bułgaria, Albania, Jugosławia, NRD i w końcu Polska Rzeczpospolita Ludowa.

Jeżeli ktoś tego nie dostrzega lub relatywizuje tamte wydarzenia i ich konsekwencje wciąż popierając antydemokratyczne, kato-faszystowskie ugrupowanie polityczne w imię budowania „dobrej zmiany” to informuję, że to się skończy w sposób, który doskonale znamy, to znaczy: głębokim kryzysem ekonomicznym, gigantycznym zadłużeniem państwa, destabilizacją polityczną, której konsekwencje mogą być krytyczne, a wynikające z niej konflikty mogą mieć charakter międzynarodowy i zbrojny, a rozpad więzi społecznych spowoduje, że ponowne powstanie „społeczeństwa” w miejsce jego zredukowanej wersji tj. „ludności”, zajmie dziesięciolecia.

Ja sobie zdaję sprawę, że ten walec już się toczy, ale trzeba mówić głośno i bez politycznej poprawności, po czym ten walec sunie i że winni jego działania będą wszyscy ci, którzy w październiku nie powiedzą: Stop!

To nie jest ordynarna agitacja polityczna. To kategoryczna odmowa uznania czyichś wyborów za „pogląd polityczny” oraz nazwanie takiej postawy współsprawstwem. To, co się właśnie w Polsce wydarza, to jest, Szanowni Państwo, doskonały przykład tego, do czego prowadzi brak wiedzy, brak znajomości historii oraz zaniedbania w tym zakresie, do których doszło w okresie ostatnich trzydziestu lat. Tylko że kiedy już wyborcy Prawa i Sprawiedliwości obudzą się z pustą lodówką i z ręką w nocniku, na refleksję i płaczliwe „skąd mogliśmy wiedzieć” będzie już za późno.

Z podręczników do historii – mogliście wiedzieć. Z podręczników do historii. Po prostu.

Przerażające jest to, z jaką łatwością rządząca partia wyłącza kolejne bezpieczniki, które zostały przewidziane w ustawie zasadniczej, by żaden obóz nie mógł rządzić niepodzielnie i na własną modłę. Niestety od czterech lat byliśmy świadkami totalnego demontażu i atrapizacji takich organów jak Trybunał Konstytucyjny, prokuratura, policja, służby specjalne, sądy, czy media publiczne, razem z nadzorującą ich misję publiczną Krajową Radą Radiofonii i Telewizji. Właśnie staliśmy się świadkami demontażu ostatniej instytucji kontroli państwowej, jaką jest Najwyższa Izba Kontroli, dzięki której w ostatnich latach poznaliśmy multum przypadków niegospodarności czy ordynarnych wręcz wałków na publicznej kasie. Dziś widać, że działalność instytucji kierowanej do końca sierpnia przez Krzysztofa Kwiatkowskiego partii Jarosława Kaczyńskiego była niewygodna.

Jak donosi dzisiejsza “Rzeczpospolita”, po zaskakującej i niezgodnej z ustawą o NIK czystce w kierownictwie Izby i powołaniu w miejsce trzech wiceprezesów tylko jednego, w osobie mało znanej i niewiele znaczącej w strukturach Małgorzaty Motylow, NIK została sparaliżowana. Powód jest kuriozalny – jedyna wiceprezes Izby nie ma dostępu do dokumentów o klauzuli “ściśle tajne”, a to uniemożliwia jej zapoznanie się z szeregiem ważnych, oczekujących na podpis raportów, a tym samym ich zakończenie. Jak pisze dziennik, nawet jeśli teraz wiceprezes złoży wniosek, to na decyzję będzie musiała poczekać.

– Postępowanie powinno być ukończone w ciągu trzech miesięcy, ale to termin instrukcyjny – mówi osoba ze służb. Brak certyfikatu „ściśle tajne” może spowodować paraliż pracy w NIK. – Wiceprezes nie będzie mogła podpisać protokołów objętych klauzulą, nie będzie więc można zakończyć niektórych kontroli – twierdzą nasi rozmówcy. – Dziś nie ma żadnego członka kierownictwa NIK, który mógłby ją w tym zastąpić.

Tym samym nie ma cienia ryzyka, by jeszcze przed wyborami pokazały się miażdżące dla PiS raporty z kontroli, a i przyszły ich los jest niewiadomy.

Aby wyplenić pedofilię kleru trzeba powołać Komisję Prawdy i Zadośćuczynienia

Komitet Inicjatywy Obywatelskiej chce powołania komisji, która wyjaśni przypadki pedofilii w polskim Kościele. Dziś w Sejmie – na ręce marszałek Witek – złożony został wniosek o zarejestrowanie komitetu. Stworzyli go m.in. Jolanta Banach, Barbara Labuda, Piotr Bauć, Michał Wojciechowicz.

Od dnia zatwierdzenia komitetu przez marszałek Sejmu będzie on miał trzy miesiące na zebranie 100 tys. podpisów pod projektem ustawy o Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia ds. wyjaśnienia pedofilii w Kościele katolickim. Jeśli zbiórka się uda, projekt będzie rozpatrywany przez przyszły Sejm.

– „Obywatelski projekt komisji ds. pedofilii różni się od rządowego tym, że odnosi się do problemu ukrywania pedofilii w Kościele – podkreśliła koordynatorka projektu Jolanta Banach. – „Wprowadza mechanizmy i sposoby, dzięki którym Kościół i jego władze będą musiały współpracować z organami państwa, wydawać dokumenty kościelne. Będziemy mogli skutecznie przeciwdziałać ukrywaniu przypadków nadużyć seksualnych przez duchownych. Krótko mówiąc, nie będzie można przenosić księży, dopuszczać księży po wyrokach do pracy z młodzieżą albo z dziećmi. A ci, którzy będą to robić, będą podlegali karze” – dodała.

Ofiara księdza pedofila – w myśl projektu – otrzyma także wsparcie prawne. Nie będzie musiała wydawać własnych pieniędzy na prawników.

Banach skrytykowała powołaną głosami PiS państwową komisję „do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15”. – „Znając sojusz ołtarza i tronu możemy się spodziewać, że komisja rządowa nie wyjaśni żadnych przypadków związanych z ukrywaniem nadużyć seksualnych popełnianych przez osoby duchowne” – powiedziała Banach w rp.pl.  

Program Koalicji Obywatelskiej, czytaj tutaj >>>

Ludzie utożsamiają władzę z bezkarnością i nadużyciami i przyzwyczaili się do tej destrukcji w tzw. demokracji, bo to, co się dzieje, trudno dziś nazwać demokracją. Myślę, że społeczeństwo jest znużone, ale też przestraszone, bo zaczyna zdawać sobie sprawę, że coraz więcej zależy od władzy, więc wolą siedzieć cicho – mówi prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. – Myślę, że możemy mówić o jakiejś formie autorytaryzmu, bo władza Jarosława Kaczyńskiego czy poszczególnych szefów partii koalicji rządzącej jest duża, ale w ramach tego autorytaryzmu jest anarchia – to rozkład prawa, moralności i instytucji. To obraz bardzo pesymistyczny – podkreśla

JUSTYNA KOĆ: Czy była pani zszokowana tym, co ujawniono o szefie NIK-u?

JADWIGA STANISZKIS: Nie zdziwiło mnie to, bo po tej władzy można się wszystkiego spodziewać. Poza tym mamy negatywną selekcję do władzy, więc takie są też tego efekty.

KAŻDA KADENCJA MIAŁA SWOJE AFERY, ALE W TEJ MÓWIMY PRAWIE WYŁĄCZNIE O AFERACH, NIE MA NICZEGO POZYTYWNEGO. PIS NIE ZDAJE SOBIE SPRAWY, JAKI SKONCENTROWANY, NEGATYWNY WIZERUNEK TWORZY SIĘ WOKÓŁ NIEGO, BO JEST PRZYZWYCZAJONY DO TAKIEGO DZIAŁANIA.

Co do pana Mariana Banasia, to moim zdaniem jest on powiązany ze służbami specjalnym i ma w związku z tym dużo więcej informacji o poszczególnych posłach, także we własnym środowisku, i dlatego może sobie pozwolić na więcej, mówiąc delikatnie.

Co to mówi o naszym państwie?
Wystarczy popatrzeć na to, co jest w telewizji, żeby zorientować się, że w polityce są ciągle te same twarze i te same osoby. W partii rządzącej nie ma już żadnej sensownej wizji modernizacji, inwestycji, tylko funkcjonuje ona od skandalu do skandalu. Tam widać myślenie w kategoriach indywidualnych, własnych karier.

TO OGROMNA DEMORALIZACJA.

Myślę, że możemy mówić o jakiejś formie autorytaryzmu, bo władza Jarosława Kaczyńskiego czy poszczególnych szefów partii koalicji rządzącej jest duża, ale w ramach tego autorytaryzmu jest anarchia – to rozkład prawa, moralności i instytucji. To obraz bardzo pesymistyczny.

Pesymistyczny dla władzy, dla obywateli?
Dla Polski.

Czy sprawa Mariana Banasia obciąża premiera?
Pan Banaś ze względu na swoje powiązania ze służbami ma możliwość wpływania na decyzje innych, być może nawet szantażem, i może w ten sposób dużo osiągnąć. Nie wiem, jakie są jego relacje z premierem, ale widać, że umie dużo uzyskać dla siebie, zatem

PODEJRZEWAM, ŻE MA PEWIEN KAPITAŁ W ZANADRZU I TO GO WYRAŹNIE USTAWIA W POLITYCE.

Czy to znaczy, że naszą polityką rządzą służby?
Może nie całą polityką, ale poszczególnymi karierami tak. Z drugiej strony polityką rządzi demoralizacja.

Jarosław Kaczyński skomentował sprawę Banasia jako atak na tego, który walczył z mafią VAT-owską. To dobra strategia?
To pozytywna dla Banasia interpretacja, że walczył z przestępcami, i to oni stworzyli w telewizji taki obraz, który prowadzi do wniosków, o których mówiłam.

To kolejna afera z udziałem polityków PiS-u. Czy to może zagrozić słupkom poparcia? Na razie partia trzyma się mocno.
Jak widać, poparcie na razie nie zmniejsza się, bo ludzie są przyzwyczajeni, że władza oznacza, i to na różnych poziomach, korupcję, egoizm, nepotyzm. Są przez to bardziej tolerancyjni dla takich nagannych zachowań. Dużo bardziej niż ja.

JEŻELI TO NIE WPŁYNIE NA WYNIKI WYBORÓW, TO BĘDZIE TO WYRAŹNY SYGNAŁ TEGO, CO DZIEJE SIĘ W SPOŁECZEŃSTWIE. Z DRUGIEJ STRONY TEGO TYPU DEMORALIZACJA IDZIE Z GÓRY I TRUDNO SIĘ DZIWIĆ, ŻE OPINIA PUBLICZNA TAK REAGUJE CZY WŁAŚNIE NIE REAGUJE.

Ludzie utożsamiają władzę z bezkarnością i nadużyciami i przyzwyczaili się do tej destrukcji w tzw. demokracji, bo to, co się dzieje, trudno dziś nazwać demokracją. Myślę, że społeczeństwo jest znużone, ale też przestraszone, bo zaczyna zdawać sobie sprawę, że coraz więcej zależy od władzy, więc wolą siedzieć cicho.

Polska nie jest krajem demokratycznym?
Chociażby ze względu na kontrolę nad mediami można mieć tu wątpliwości. O niezależności mediów trudno mówić, a wiemy, że w dużej mierze to media wypływają na wynik wyborów.

Czy opozycja ma szanse zmobilizować tę część, która nie chodzi na wybory?
Opozycja ciągle nie jest tak atrakcyjna jak by mogła być. Powinna zmienić sposób dyskusji przed wyborami. Mówić, jakie są perspektywy rozwoju, jakie czekają nas dylematy, ile pieniędzy wymagają inwestycje i jakie powinny być. Dawać Polakom nadzieję na przyszłość, bo

TO, CO SIĘ DZIEJE W TEJ CHWILI, TO ŻYCIE Z DNIA NA DZIEŃ I TOLEROWANIE DESTRUKCJI.

Czy Małgorzata Kidawa-Błońska jako kandydatka na premiera zamiast Grzegorza Schetyny to dobry pomysł?
Ja znam Grzegorza Schetynę i przyznam, że go lubię, co prawda od wielu lat się nie widzieliśmy. Cenię go także jako polityka. Ma w sobie pokłady i powinien bardziej merytorycznie przedstawiać wizję Polski. Pani Kidawa-Błońska jest sprawnym politykiem, ale wolę Schetynę.

PiS-owi udało się przeforsować odwołanie wiceprezesów NIK-u. Rządzący śpieszyli się z dymisjami przed odejściem Mariana Banasia na urlop. Dymisje poprzedziła burzliwa dyskusja podczas posiedzenia komisji i podwójne głosowanie. Pierwsze, nie po myśli rządzących, zostało bezpardonowo powtórzone. Wieczorem marszałek Sejmu Elżbieta Witek powołała nową wiceprezes NIK-u Małgorzatę Motylow.

Bez Banasia NIK i tak dla PiS-u

Sejmowa komisja ds. kontroli państwowej zaopiniowała odwołanie trojga wiceprezesów Najwyższej Izby Kontroli – powołanych przez poprzedniego prezesa Krzysztofa Kwiatkowskiego: Ewy Polkowskiej, Wojciecha Kutyły oraz Mieczysława Łuczaka. Jej opinia była konieczna, aby dokonać zmian na stanowisku wiceprezesa.

Komisja rekomendowała na nowego wiceprezesem Małgorzatę Motylow. Ostateczną decyzję wieczorem podjęła marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Oznacza to, że w NIK władzę pełnić będzie osoba związane z PiS-em, mimo afery Banasia.

Przymusowy urlop za kontakty z gangsterami

Po doniesieniach medialnych o “kamienicy na godziny” należącej do Mariana Banasia, prowadzonej przez krakowskiego gangstera, szef NIK-u zdecydował udać się na bezpłatny. Oficjalny powód to kontrola jego oświadczenia majątkowego prowadzonego przez CBA, które ma się zakończyć dopiero po wyborach 13 października.

Wynik musi być nasz

Podczas posiedzenia sejmowej komisji, która zajmowała się wnioskiem o odwołanie jednej z wiceprezes, doszło do remisu – 4 członków komisji wniosek poparło, 4 było przeciw.

Przewodniczący komisji, Wojciech Szarama z PiS, zarządził wobec wyniku przerwę, aby na komisję mogli dojechać pozostali członkowie z obozu rządzącego, po czym poddał wniosek powtórnie pod głosowanie.

Co ciekawe, przedstawiciel Biura Analiz Sejmowych nie stwierdził niczego gorszącego w takim procedowaniu. Stwierdził nawet, że posłowie powinni “głosować do skutku”.

– Jestem absolutnie zdumiony, bo wyszło na to, że mamy tutaj do czynienia z konklawe. Jesteśmy kolegium kardynałów, którzy zostaną zamknięci, aż nie wyrażą swojego stanowiska. Dochodzi tutaj niestety do jakiejś przesady czy paranoi – komentował sytuację na komisji poseł opozycji Ryszard Wilczyński z PO-KO.

Wcześniej posłowie opozycji wnioskowali o odroczenie obrad komisji do czasu zakończenia działań CBA wobec Banasia. Wnosili także o odroczenie posiedzenia komisji do czasu przybycia Mariana Banasia i złożenia wyjaśnień.

Mateusz Morawiecki nie ma sobie równych w przejęzyczeniach i w przekręcaniu cytatów. W kategorii przeinaczania faktów też zresztą przoduje, o czym świadczą dwa wyroki sądowe na jego koncie za kłamstwa podczas poprzednich kampanii wyborczych.

W kampanii przed obecnymi wyborami parlamentarnymi Morawiecki bierze oczywiście czynny udział. Tym razem jego wystąpienie poświęcone było polskim jabłkom. – „Dacie wiarę, że apostoł Morawiecki wspomniał o mgle i kasztanach, chwaląc polskie jabłka? Ja nie wiem, co ja uważam” – napisał na Twitterze Stefan Skrupulatny i dołączył film z nagraniem przemowy premiera.

Morawiecki usiłował zacytować popularną niegdyś piosenkę, ale jabłka pomyliły mu się z kasztanami, a zamiast przymiotnika „mdły” pojawiło się „mgły”. W tzw. międzyczasie mówił też o… grawitacji, a na koniec zakrzyknął: „Niech żyją polskie jabłka”…

Przypominamy więc, jak naprawdę brzmi ten fragment piosenki, śpiewanej przez Halinę Kunicką: „Świat nie jest taki zły/ Świat nie jest wcale mdły/ Niech no tylko zakwitną jabłonie”. Autorką tekstu jest Agnieszka Osiecka.

– „Ten człowiek klepie, co popadnie, co Mu ślina na język przyniesie. Śmiałbym się, gdybym się nie wstydził za Niego”; – „Co oni z tą mgłą w tym PiSie?”; – „Jeszcze powinien dodać pancerną brzozę i już byłby skrót raportu komisji smoleńskiej”; – „Może chciał powiedzieć, że najlepsze polskie jabłka rosną na Placu Pigalle?”; – „Producenci jabłek w Polsce na pewno płakali ze wzruszenia. Sokiem jabłkowym oczywiście” – komentowali internauci.

To matematyka, ze swoim upartym „dwa plus dwa jest cztery”, najbardziej psuła dotąd szyki panu prezesowi i jego ministrom

Wszyscy podejrzewają, że to przez historię, ale tak naprawdę chodzi chyba głównie o matematykę. To – zdaje się – właśnie ze względu na nią Jarosław Gowin ogłosił kilka dni temu przełom kopernikański w podległym sobie ministerstwie. Zostanie ono poddane reformie „porządkującej” zawód naukowca, po której polska nauka, owszem, nadal poszukiwała będzie prawdy oraz nowych rozwiązań technologicznych. Niemniej samowola naukowców zostanie ukrócona, a wolność badań powiązana z odpowiedzialnością. Ponieważ w nowo powstającym KPNP (Katolickim Państwie Narodu Polskiego) prawda prawdą, ale między Bogiem a prawdą, najważniejsza ze wszystkiego jest… racja stanu!

Kto będzie orzekał, „co jest prawdziwe, to prawdziwe, a co się zdaje, to się zdaje”, minister nie był łaskaw wyjaśnić, ale to chyba oczywiste samo przez się, że „Stan” to w tym przypadku drugie, dla niepoznaki wymawiane z angielska imię prezesa Jarosława. I to jego racja będzie tu rozstrzygająca.

Ta reforma rzeczywiście była już pilnie potrzebna, bo o ile w spornych kwestiach historycznych partia aktualnie rządząca ma na usługach IPN i profesora Zybertowicza, to na fachowców od liczenia „dobra zmiana” nie za bardzo może liczyć. Już choćby ze sztuką współczesną idzie łatwiej, bo nikt suwerenowi nie wmówi, że „białe jest białe”, ale w przekonywaniu elektoratu, że 27 to mniej niż 1 nawet minister Sasin wypada mało wiarygodnie. Toteż wbrew wszelkim pozorom to właśnie ona, matematyka, ze swoim upartym „dwa plus dwa jest cztery”, najbardziej psuła dotąd szyki panu prezesowi i jego ministrom.

Wszystkim znane są wysiłki Nowogrodzkiej w przeprowadzaniu dowodu wyższości jednostki nad dwudziestką siódemką. A przecież każdy kolejny dzień kampanii wyborczej ujawnia kolejne pułapki zastawiane na przedstawicieli władzy przez bezduszną arytmetykę.

Jedyna słuszna partia zapowiedziała – na przykład – że w cztery lata zbuduje sto tysięcy mieszkań. A tu suche liczby pokazują, że powstało ich… sto razy mniej. Niespełna tysiąc. No, niestety. Zaś konfrontacja „samochód elektryczny rodzimej produkcji kontra rzeczywistość” wypadła jeszcze gorzej, bo sto tysięcy do zera. Dla rzeczywistości.

A tu trzeba by jeszcze pilnie przekonać publiczność TVP, że 2,6 miliona złotych to mniej, niż 35 tysięcy. Wiadomo, że te miliony, przez zapomnienie pominięte w deklaracji majątkowej szefa NIK, to drobiazg po prostu. Każdy mógł przeoczyć. To znaczy – każdy prominentny aktywista partii rządzącej. A że niejaki Nowak Sławomir miał na karku prokuratora za niewpisany zegarek i się sam do dymisji z powodu tego zegarka podał, to wiadomo – frajer z PO. Kolejny dowód, że się „platfusy” nie nadają do robienia polityki.

Teraz mamy zupełnie inne standardy, ale jakby nie liczyć, taka zapomniana stodoła ministra Szyszki, zapodziane udziały w działce z domem ministra Dworczyka czy właśnie przypadkiem pominięta kamienica szefa NIK warte są jednak trochę więcej, niż ów nieszczęsny zegarek Nowaka, co rodzi wredne insynuacje niejakiego Brejzy i w ogóle – rejwach na opozycji. I to się musi szybko zmienić.

Tym bardziej, że pan prezes powinien jeszcze pilnie dostarczyć dowodu na to, że 36 to mniej, niż 33. I że te 33 to – jak był to łaskaw ująć – „znacząca większość” z setki obietnic wyborczych jego partii z poprzedniej kadencji. Bo nieprzychylni obecnej władzy rewidenci (z Bożej łaski, a jednak nihiliści) policzyli, że ze stu takich zapowiedzi spełnionych zostało 33. Podczas gdy niespełnionych – 36.

No, ale teraz po reformach ministra Gowina, kiedy nadrzędnym kryterium weryfikacji prawd naukowych stanie się „racja stanu”, wszystkie aksjomaty arytmetyki stracą znaczenie. Matematyk zaś, o ile nie zechce podzielić losu niepokornych sędziów i utracić liczydła i zarękawków, będzie musiał skonsultować rozwiązanie działania „2+2” ze swoim rzecznikiem dyscyplinarnym, który zdecyduje o wyniku zgodnym z aktualną racją stanu. Nabór na liczne stanowiska dla takich rzeczników trwa od początku kadencji, a właściwa odpowiedź na pytanie, „ile jest 2 plus 2” brzmi – „a ile ma być?”.