Pisowski czas jest zły dla Polski, czasy ciemnoty, Ciemnogrodu, czasy katolicko-nazistowskie

Nielogiczne? Nie martwcie się. Jeżeli PiS wygra wybory, to takie informacje nie będą Was więcej niepokoić. Po prostu nie będzie miał kto o tym informować. #wolneMedia

Jachira: Zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra

– Zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra. Muszę [być pewna siebie], bo gdybym w to nie wierzyła, to bym tego nie robiła. Wszystko co robię, to robię to, w co wierzę – stwierdziła Klaudia Jachira w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Prowadzę bardzo aktywną kampanię. Codziennie jestem na ulicy. Cały czas rozmawiam z ludźmi i naprawdę wierzę w to, że my jesteśmy w stanie wygrać i uważam że tylko mocny przekaz, który pokazuje całą obłudę obecnej władzy… Po prostu marzę o wolności, o tym, żeby każdy w moim, naszym kraju mógł żyć tak, jak chce – dodała.

Jachira: Gombrowicz też byłby hejtowany tak samo, jak ja teraz

– Uważam że nigdy w swoich filmikach nie przekroczyłam granicy, którą bardzo często przekracza obecna władza. Co więcej, uważam że jest to mocno gombrowiczowskie to, co robię. Myślę, że Gombrowicz też byłby hejtowany tak samo, jak ja jestem teraz – stwierdziła Klaudia Jachira w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

Program Koalicji Obywatelskiej, czytaj tutaj >>>

– „Odnośnie Mariana Banasia powiem tyle: Nie mam pełnego zaufania do służb. Ani wtedy, ani dzisiaj. Dlatego że tam jest jeszcze mnóstwo ludzi z poprzedniej ekipy” – napisał na Twitterze Marek Suski. W tak zadziwiający sposób szef gabinetu Mateusza Morawieckiego skomentował aferę z udziałem prezesa NIK.

Wpis Suskiego komentowali dziennikarze. – „Szef Gabinetu Premiera RP pisze oficjalnie cztery lata po przejęciu władzy, że nie ma zaufania do służb bezpieczeństwa państwa podległych premierowi” –  napisał Bartosz Węglarczyk z Onetu. – „Rozumiem, że to nieporadnie sformułowany apel o dymisję szefa służb” – to opinia Wojciecha Szackiego z „Polityki”.

– „Czyli mówicie Suski, że w służbach jest syf, a PMM mianując Kamińskiego ministrem, ten syf wzmaga? Czy to w innym rządzie się dzieje?”; – „I to te pełowskie służby sfałszowały jego oświadczenia majątkowe i podstawili mu do wynajęcia kamienicy gangsterów”; – „Wygląda na to, że w obecnej sytuacji, zaufaniem do służb mogą pochwalić się wyłącznie sutenerzy z Krakowa” – brzmią komentarze pod wpisem Suskiego.

Internauci nawiązywali oczywiście do poprzednich wypowiedzi, z których zasłynął Suski: – „Caryca” na tropie kolejnego spisku?”; – „Od pewnego czasu myślę, że ten oto Pan zbijałby kokosy na własnym talk show/reality show. Nazwać ‚Caryca mówi’, no byłby hit!”; – „Najważniejsze, że w Radomiu będzie duże lotnisko i warszawiacy będą mogli latać na południe Europy”; – „Caryca nie ma zaufania do Ochrany….świat się kończy….kometa nadlatuje….piekło zamarza…dinozaury szykują się na śmierć…ze śmiechu…”.

Przypomnijmy tylko, że koordynatorem służb w rządzie PiS od 4 lat jest Mariusz Kamiński. A CBA, które od pół roku zajmuje kontrolą oświadczenia majątkowego Mariana Banasia, kieruje  Ernest Bejda, bliski współpracownik Kamińskiego.

Aleksandra Dulkiewicz była gościem radia TOK FM. Ciekawa rozmowa, dotycząca trudnych spraw dzisiejszej Polski.

Pani prezydent odniosła się do nieustającego ataku na Gdańsk w mediach publicznych. Jak przyznaje, widzi dwa powody takiej nagonki. Po pierwsze, w Gdańsku nigdy nie wygrał przedstawiciel PiS-u, co dla obecnej władzy jest nie do przejścia. Po drugie, Gdańsk to kolebka Solidarności, symbol walki o wolną Polskę, a to bardzo nie na rękę tym, którzy robią wszystko, by zmienić historię, wymazać z niej rzeczywistych bohaterów, zamienić ich na swoich.

Zastanawia się też nad pewnym paradoksem, bo przecież nikt kiedyś by nie pomyślał, że Lech Wałęsa, będzie broniony przez lidera Lewicy, Włodzimierza Czarzastego, a tak mocno piętnowany przez swoich kolegów, którzy wraz z nim budowali tę wolną Polskę. Jak widać, dzisiaj wszystko jest możliwe.

Aleksandra Dulkiewicz skomentowała też zamieszanie wokół Centrum Solidarności. Nie ukrywa, że to ewidentnie „próby dzielenia społeczeństwa i pisania historii na nowo. Pod płaszczykiem obrony polskości, szukają tego, co nas różni. W efekcie tej dyskusji jednak coraz więcej ludzi przychodzi oglądać wystawę w ECS. Przychodzą i pierwsze co widzą, to suwnica Anny Walentynowicz. Pytają więc: o co PiS chodzi?”.

Pytana o plany na przyszłość, przyznała, że przez najbliższe 4 lata będzie, tak jak się zobowiązała, działała na rzecz swojego miasta, zachowując przy tym jego otwartość i respektując te zasady, które leżą u podstaw dobrze rozumianej wolności.

Powodzenia pani Prezydent

Zbliżające się wybory to świetny czas na podsumowanie 4-letnich rządów PiS. Takiego zadania podjął się Michał Wróblewski na portalu wp.pl i trzeba przyznać, że zrobił to bardzo sprawnie.

Odniósł się do wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z 18 września, który z dumą podkreślał, że „Myśmy przed wyborami, ale także w trakcie kadencji, wiele obiecali i każdy musi powiedzieć, że przynajmniej miażdżąca większość tych obietnic została wykonana”. Pan prezes całkowicie minął się z prawdą. Na 100 złożonych obietnic jego partia zrealizował 33, 4 weszły w życie ze znacznym opóźnieniem, 25 zostało częściowo zrealizowanych, 2 zamrożone, a 36 obietnic utknęło gdzieś, w niepamięci.

Portal DEMAGOG przygotował raport dotyczący właśnie tych obietnic. Z jednej strony autorzy raportu zebrali „setkę, w naszej ocenie, najistotniejszych obietnic złożonych przez kluczowych polityków Zjednoczonej Prawicy w trakcie kampanii wyborczej, a także już podczas samych rządów. Zależało nam na tym, aby obejmowały one zróżnicowane tematy, aby odnosiły się one do rozmaitych, ale za każdym razem istotnych z punktu widzenia obywateli, dziedzin życia. W przypadku obietnic zrealizowanych, interesowała nas nie tylko sama droga ich realizacji, ale także – ich namacalne efekty, ocena zmian, które zostały w ich wyniku wprowadzone w życie”, z drugiej zaś odnieśli się do exposé wygłoszonych przez premier Beatę Szydło i premiera Mateusza Morawieckiego oraz deklaracji innych polityków partii rządzącej.

Pod lupą znalazła się służba zdrowia, w której mimo obietnic, nie zlikwidowano NFZ i nie skrócono kolejek do lekarzy. Nie zrealizowano obietnicy darmowych leków dla kobiet w ciąży, a kondycja finansowa szpitali woła o pomstę do nieba.

Kompletną klapą okazał się Program Mieszkanie Plus. Miało być 100 tysięcy mieszkań, a do tej pory zakończono budowę 867 i kolejne 663 mieszkania są w trakcie budowy.

Nie wprowadzono zerowego VATu na ubranka dziecięce, bonu na zajęcia sportowe i kulturalne dla młodzieży, darmowego wstępu do muzeum czy darmowych posiłków w szkołach.

Zrezygnowano z utworzenia Narodowego Forum Przedsiębiorców, Narodowego Instytutu Wychowania, Programów Szkolnych i Podręczników, Ministerstwa Integracji Europejskiej, Centrum Współpracy Polska-Wschód ani województwa warszawskiego.

Pomysł nowego finansowania mediów publicznych poszedł do lamusa, podobnie jak dekoncentracja mediów, głośno zapowiadana ustawa „anty-fake news” czy reprywatyzacyjna.

Nie zapominajmy też o tym, że nie obniżono VAT-u do 22%, nie wprowadzono premii za szybkie urodzenie drugiego dziecka, nie zwiększono nakładów na naukę i inwestycję, nie skrócono czasu oczekiwania na rozprawę sądową, nie zakazano hodowli zwierząt futerkowych. Mimo obietnic, nie zlikwidowano gabinetów politycznych, a zatrudnienie w państwowej administracji znacznie wzrosło. Nadal ludzie pracują na umowach śmieciowych, nawet w ministerstwach, A frankowicze poszli całkowicie w zapomnienie.

No tak… miał być wprowadzony pakiet demokratyczny, a nastąpiło ostre ograniczenie praw opozycji w Sejmie i utrudnienie pracy dziennikarzom. Miała być Polska praworządna i sprawiedliwa, a to, co serwuje nam Jarosław Kaczyński znacznie odbiega od tej obietnicy. Prezes PiS próbuje zaklinać rzeczywistość, konfabuluje, patrząc Polakom w oczy, ale fakty mówią swoje. Kaczyński nie rozumie, że nie da się zbudować władzy na długie lata, opierając się na gołosłownych obietnicach i mamieniu społeczeństwa. Przyjdzie czas, że jego partia zostanie rozliczona za każde, niezrealizowane zobowiązanie i będzie to na pewno bardzo bolało…

Strach jest rzeczą naturalną, wszyscy się boimy, ale to nie powód, żeby się poddawać i składać broń.

Myśl irlandzkiego filozofa Edmunda Burke’a: „Aby zło zwyciężyło, wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili”, jak ulał pasuje do naszej rzeczywistości. W Polsce jest sporo dobrych ludzi, ale… są ogarnięci strachem. Tak naprawdę Kaczyński nic nie musi robić, nie musi ani śledzić, ani karać, ani prześladować, wystarczy, że wszyscy myślą, że właśnie to będzie robił i już blady strach pada na wszystkich.

W mediach publicznych spędziłam prawie całe swoje dorosłe życie, poza stanem wojennym i rządami PiS-u. Znam ludzi z mediów publicznych, nie tylko z Warszawy i nie tylko z radia. Więcej niż połowa moich znajomych straciła pracę. Pozostali się męczą i żyją w strachu. Myślę, że mało kto z Was może sobie ten strach wyobrazić.

Spotkałam ostatnio kogoś z dawnych przyjaciół z Trójki (nie mogę nawet zdradzić płci ani tematu rozmowy) i ta osoba spontanicznie opowiedziała mi kilka bulwersujących historii z życia Programu 3. W pewnym momencie jednak powiedziała z przerażeniem w oczach: błagam, ale nie opisuj tego, oni od razu się zorientują, że wiesz to ode mnie… Inna osoba, o czym już kiedyś wspominałam, wolała, żebym dzwoniła na tzw. tajny numer, a nie służbową, radiową komórkę.

link do zrzutki: https://zrzutka.pl/rk6643

Muszę jednak przyznać, że w Trójce są osoby, które się nie boją albo przełamują strach. Jest ich niewiele, ale są. Do nich zaliczyć można bez wątpienia Wojtka Manna czy Piotra Bukartyka (więcej nie wymienię, bo mógłby to być pocałunek śmierci). O każdej z tych osób myślę ciepło i życzę wytrwałości.

Spotkałam też dziennikarkę wyrzuconą z TVP. Ucieszyła się, pytała, co robię. Opowiedziałam jej o naszej aukcji. Powiedziała, że chciałaby mieć udział w naszych działaniach i dać sukienkę, którą zaprojektował dla niej jeden z największych polskich projektantów, a którą ona miała tylko dwa razy na wizji. Ucieszyłam się. Zapytałam, czy mogę ujawnić jej nazwisko. Zastanowiła się i stwierdziła, że jednak nie. Po chwili dodała, że z takim trudem zdobyła obecną pracę, że nie może ryzykować i nie może jej stracić, bo nie stać jej na bezrobocie.

Zadzwoniłam do kolegi z pewnej rozgłośni regionalnej Polskiego Radia i opowiedziałam mu historię z sukienką. Powiedział, że nie dziwi się, bo oni (czyli władza) są mściwi i skrupulatni w polowaniu. Jeden nierozważny ruch i po robocie. Kolega sam wprawdzie jest wyrzucony, ale jego żona ciągle pracuje. Opowiada mi, że zna przypadek, kiedy komuś nie przedłużono umowy, bo był za aktywny na Facebooku. No więc „musimy z czegoś żyć. Lepiej do nas nie dzwoń”.

Powtarzam sobie: „Aby zło zwyciężyło, wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili”. Rozumiejąc myśl Edmunda Burke’a zastanawiam się nad sobą.

No nie, ja i moi koledzy robimy portal. Ktoś powie, a co to takiego. No, faktycznie, są ludzie, którzy robią więcej. Nawet spotkałam takie osoby w sobotę na Kongresie Kobiet.

Większość pewnie o nich nawet nie słyszała. A są w naszym kraju takie dziewczyny jak Gabriela Lazarek, która codziennie stoi na cieszyńskim rynku, sama z transparentem, opluwana, zaczepiana, walczy o wolność i prawa człowieka. Albo Klementyna Suchanow, pisarka, redaktorka, tłumaczka, ciągana po warszawskich brukach przez policjantów, która po interwencji policji podczas manifestacji w obronie niezależnych sądów trafiła do szpitala, gdzie w trybie pilnym przebyła operację kręgosłupa.

Te wspaniałe kobiety mówiły na Kongresie, że nie wolno się bać, że właśnie służby wybierają sobie osoby bardziej podatne na gnębienie, czyli bardziej strachliwe i co jakiś czas wyciągają kogoś i rozpoczynają operację kompromitowania i niszczenia. Ale mówiły też, że jeśli ty jesteś odważny, to służby zaczynają się ciebie bać.

Oczywiście rozumiem strach, sama się boję. Boję się, kiedy dostaję wezwanie do zapłacenia np. 100 tys. zł za napisany na naszym portalu tekst, który wg wzywającego obraża go. I co z tego, że ja wiem, że napisaliśmy prawdę i że mamy na wszystko dowody i wierzymy, że sądy są jeszcze niezależne, to i tak się boję. Boje się pozwów, szykan, boję się kar finansowych.

Przypominam sobie wtedy, co powiedziała Suchanow, że służby wybierają osoby bardziej podatne na gnębienie i że właśnie jestem to ja. Bo na przykład wzywający nie wzywa w tej sprawie „Gazety Wyborczej”, bo wie, że tam jest sztab mądrych prawników, ale wzywa nas, bo my ich nie mamy. Wtedy myślę, że nie mogę się dać zwariować i próbuję się nie bać.

Ale boję się też, choć trochę inaczej, kiedy nie mogę zapłacić minimalnych honorariów naszej dziennikarce, bo na koncie jest pusto, a ona odważna, waleczna, nękana w sądzie przez różnej maści faszystów, w przerwach na dializy (3 razy w tygodniu) pracuje ze zdwojoną siłą, bo jej renta to kilkaset złotych.

Niepokoję się też, kiedy dzwonię do znanych ludzi, których znam z radiowego, ponad trzydziestoletniego stażu dziennikarskiego, i proszę o jakieś „fanty” na aukcję, żeby utrzymać nasz portal, bo nie wiem, jak zareagują. A może oni też się boją i nie wiedzą, jak mi odmówić, a może się wściekną i będą na mnie krzyczeć?

W końcu biorę się w garść. W sprawach sądowych pomoże mi świetna prawniczka, nie dość, że rewelacyjna zawodowo, to słynąca z usług „pro bono” Sylwia Gregorczyk – Abram. Odważna do bólu. Jaki cud, że ją poznałam.

Wesprą nas również tak wielcy ludzie jak Krystyna Janda czy Wojciech Malajkat. Mam nadzieję, że będę mogła kiedyś dołożyć się do ich pomników. Jestem zbudowana.

Za chwilę będę dzwoniła do innych znanych ludzi, którzy coś mi dadzą na aukcję, będę śledziła, jak ona przebiega, ile osób jest w naszej grupie na Facebooku i czy coś przybywa na zrzutce. Strach jest rzeczą naturalną, wszyscy się boimy, ale nie pękamy.

Będziemy walczyć, a Wy pomóżcie nam przetrwać. Zapraszam na aukcję

Nasze aukcje znajdziesz tutaj: https://www.facebook.com/groups/koduj24/

Każda transakcja pomoże naszemu portalowi. Dziękujemy tym wszystkim, którzy już nam pomagają. Zaproście do nas swoich znajomych. Do naszej grupy na Facebooku zapraszamy wszystkich, a szczególnie tych, którym zależy na wolnych mediach.

Nie bójmy się!!!

Reklamy

Szczujnia TVP i matoł Kuchciński. Esencja państwa PiS

Wieść o niedzielnym pobiciu księdza w zakrystii szczecińskiej bazyliki obiegła opinię publiczną lotem błyskawicy. Prawicowe media i TVP podniosły raban, że sprawcy chcieli wykraść szaty liturgiczne, gdyż chcieli odprawić “homoseksualny ślub”. Ksiądz miał im zagrodzić drogę, odmówić wydania szat, za co został przez chuliganów dotkliwie pobity. Obrażenia były na tyle poważne, że wymagały interwencji chirurgicznej.

Okazuje się jednak, że napadnięty ksiądz Aleksander Ziejewski stanowczo zaprzeczył wersji zdarzeń, którą usilnie próbują lansować TVP i cały szereg prawicowych portali.

Mianowicie, pobity duchowny w rozmowie z dziennikiem Fakt stwierdził, że: “Nie mogę tego potwierdzić, niczego takiego nie słyszałem”. 

Okazuje się zatem, że po raz kolejny kłamliwa narracja mediów narodowych zostaje z dziecinną łatwością obnażona, zaś wszystko wskazuje na to, że ksiądz został napadnięty przez chuliganów, którzy nie mają nic wspólnego z tak znienawidzonym przez władzę środowiskiem LGBT.

Dla przypomnienia TVP jak i prawicowe media opublikowały relację rzekomych świadków zdarzenia, z których miało wynikać, że sprawcy chcieli odprawić sobie “homoseksualny ślub“. W Wiadomościach ponadto usłyszeliśmy doniesienia, że sprawcy mieli przy sobie obrączki.

Tak szczuła z kolei TVP Info:

Sam szef portalu tvp.info Samuel Pereira w taki sposób skomentował całe wydarzenie: “Przypominam że działanie mężczyzn, którzy w Szczecinie zaatakowali księdza i kościelnego i afiszowali się jako #jestemzLGBT miało konkretne podłoże polityczne (zażądali homo ‘ślubu’)

Żadne słowo przepraszam oczywiście nie padło i zapewne nie padnie. Nie ma się niestety specjalnie czemu dziwić. Taki mamy klimat…

„Kolejny „rodzinny” lot Marszałka Kuchcińskiego z 2018 roku. Tym razem z synem i córką z Rzeszowa do Warszawy, w piątek 27 grudnia. Lot odbył się rządowym Gulfstream’em G55” – napisał na Twitterze Mariusz Gierszewski z Radia Zet.

Dziennikarz poinformował także, że Kuchciński leciał wojskową CASĄ z Rzeszowa przez Warszawę do Szczecina i z powrotem na odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego. – „Miał oczywiście prawo, tylko jakie koszty. Jednak godzina lotu CASY to 3184 zł” – podsumował Gierszewski.

Z kolei onet.pl dysponuje dokumentami, z których wynika, że 14 września 2018 r. szefowa gabinetu Kuchcińskiego Katarzyna Mącznik złożyła tzw. zapotrzebowanie na jego przelot na trasie Warszawa-Rzeszów i z powrotem.

Jak informuje onet.pl., w tytule pisma adresowanego do dowódcy generalnego Sił Zbrojnych, napisała, że to „TRYB NAGŁY”. Wojsko przeznaczyło na ten przelot śmigłowiec Sokół. Lot miał się odbyć rano 15 września, a powrót następnego dnia. W zamówieniu widnieją nazwiska trzech osób: marszałka, funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa oraz „Kuchciński Zbigniew Szymon”, czyli syn marszałka.

Wcześniej „Fakt”, powołując się na swych rozmówców, napisał, że 15 czerwca Kuchciński przyleciał helikopterem z córką i synem na ślub swojej chrześnicy w dworku pod Przemyślem. A marszałek od kilku dni unika mediów i nie pojawia się na państwowych uroczystościach: „Gdzie się podział marszałek Kuchciński? „Przeprowadza śledztwo, skąd Nitras dowiedział się o lotach”.

„Czas pomyśleć o następcy. Na myśl przychodzą mi tylko dwa nazwiska: Krystyna Pawłowicz lub Marek Suski. Każde z nich ma swoje zalety, a wad nie widać. Bystrość, lojalność, opanowanie, aparycja to ich wspólne atuty” – „radzi” Roman Giertych w liście do Jarosława Kaczyńskiego. Więcej miejsca poświęcił „rekomendowaniu” kandydatury obecnego szefa gabinetu politycznego premiera: – „Suskiego tak wszyscy z Carycą kojarzą, że pomogłoby to przyjaźni polsko-rosyjskiej, która przecież jest fundamentem planowanego przez pana Prezesa wyjścia z UE. Nadto Suski, który wie, że z Radomia szybciej się lata do Afryki, bo bliżej niż z Warszawy, mógłby stanowić dla naszej młodzieży przykład wiedzy geograficznej”.

„Swoją drogą to dla takich Nitrasów i Brejzów należałoby specjalne kary mutylacyjne wprowadzić, a nie tylko finansowe. Jakby im za każdy bezczelny atak obciąć kawałek palca, to by się awanturnicy uspokoili” – „proponuje” Giertych.

Cały tekst Giertycha >>>

Próbuje także „usprawiedliwiać” Kuchcińskiego: – „Jego drobne (zasłużone po tysiąckroć!) przywiązanie do luksusu jest jeszcze nieakceptowalne w naszej chromej demokracji, gdzie lud nie dojrzał do tego, że prawdziwa służba państwu wymaga, aby władza miała odrobinę radości za trudy rządzenia. I że nie wszyscy mogą latać luksusowymi samolotami, ale że lud w tych samolotach spożywa kawior i pije szampana ustami swych najlepszych przedstawicieli. Taka dojrzałość wymaga czasu i pokory, które narody uzyskują w dojrzałych strukturach pod okiem doświadczonych przywódców (Rosja, Kazachstan etc.)”.

„Niestety ciemny lud wierzy, że marszałek czym lepiej wypoczywa w trakcie podróży, tym bardziej może skupić się nad podnoszeniem jego dobrobytu przez przepychanie w Sejmie ustaw z kolejnymi plusami. Byle do wyborów, a potem może być potop”; – „Z Krystyną P. może być mały problem, a nawet dwa… musiałaby się wycofać z wycofywania, no i ten luksusowy samolot na pewno ma za małą lodówkę”; – „Ja bym raczej rekomendował Macierewicza, może latać do woli, bo to specjalista od wszelakich maszyn i wpadka mu nie grozi z lotami, bo nadal może twierdzić, że testuje smoleński wypadek!”; – „Znając wyjątkową estymę, którą prezes darzy profesorów, proponowałabym prof. Karskiego, który wsławił się odwagą przeprowadzenia prób niszczących meleksa” – komentowali internauci propozycje Giertycha.

Cechą pisowskiej Polski miała być praworządność i sprawiedliwość. No i jest, ale z uwzględnieniem tylko tej części społeczeństwa, która z uwielbieniem wpatruje się w prezesa i dokonania jego partii.

Wybory parlamentarne coraz bliżej, nikogo więc nie powinno dziwić, że i ja staram się od trzech tygodni dorzucić swoje trzy grosze i dokonać pewnych podsumowań. Podsumowań, które jednocześnie wyjaśniają, dlaczego tak źle żyje mi się w dzisiejszej, pisowskiej Polsce. Dlaczego nie wyobrażam sobie, by PiS dalej rządziło.

Gdybym miała jednym zdaniem określić minione już prawie 4 lata władzy prezesa i jego ludzi, to powiedziałabym krótko – pisowska Polska stoi na antywartościach. Wszystkie zasady etyczne, moralne, prawne, społeczne, które leżą u podstaw bezpiecznego, dobrze funkcjonującego, rozwijającego się państwa, mającego swoje solidne miejsce w gronie układów i sojuszy, zostały zastąpione przez ich przeciwieństwa, które tylko niszczą.

Spójrzmy jak przenicowano słowa „Bóg Honor Ojczyzna”. Jeszcze nie tak dawno, dewiza ta oddawała to, co dla każdego Polaka najwartościowsze, umiłowane, dla czego warto było żyć i umierać. Była wartością nadrzędną, a czym jest dzisiaj? Wyświechtanym banałem na sztandarach ludzi, którzy niosą ją w oparach nienawiści do każdego, kto inaczej wygląda, inaczej wierzy, inaczej kocha, inaczej myśli. „Bóg Honor Ojczyzna” są dzisiaj tam, gdzie kopie się uczestnika Marszu Równości. Bije po głowie starszego kodera, protestującego przeciwko niszczeniu demokracji. Obrzuca się kamieniami opozycjonistów, wrzeszczy o Polsce tylko dla białych, atakuje cudzoziemców, grozi każdemu, kto polskość postrzega inaczej. Co to za Bóg? Co to za Honor? Jaka to Ojczyzna?

Polskim patriotą nie jest dzisiaj ten Polak, który sumiennie pracuje, płaci podatki, działa na rzecz rozwoju kraju. To premier Morawiecki, który od poczęcia już walczył o taką Polskę, jaką nam teraz PiS funduje. To Antoni Macierewicz, węszący jakieś spiski i zamachy. Prezes, który przespał stan wojenny i w latach PRL niczym specjalnym się nie odznaczył. To osiłek z symbolem Polski Walczącej na przepoconej koszulce i z butelką piwa w ręce.

Prawdę zastąpiono kłamstwem. Premier, który przegrał już w sądzie sprawy o mówienie nieprawdy, prezes PiS, opowiadający bajki, media reżimowe, budujące swoje wizje w oparciu o przeinaczanie faktów, ukrywanie tych niewygodnych i wciskanie ciemnoty. Ta „antyprawda” aż kłuje w oczy, zamienia rzeczywistość w koszmarny obraz z krzywego zwierciadła, stała się symbolem Polski Jarosława Kaczyńskiego.

Transparentność to już tylko wspomnienie, z którą zawsze w Polsce był jakiś problem, ale nigdy w takim stopniu jak teraz. Ukrywa się przed społeczeństwem autorów podstawy programowej, jaka obowiązuje od momentu deformy edukacji. Nie ma szans poznać, kto podpisał listy poparcia dla pisowskich sędziów w KRS. Tajemnicą owiani są ludzie i instytucje, z którymi obecny rząd konsultował niby te ustawy, którymi rozwala polską demokrację. Wciąż tylko słyszę o szerokim poparciu społecznym dla pomysłów PiS, ale nie mam szans dowiedzieć się, kto i co właściwie popiera. Czyżby takich list, takich konsultacji, po prostu nie było? Może podpisujący wstydzą się swego podpisu, a może to jest tylko jakiś wielki szwindel, bo wsparli się ci, co kandydują, ci, którzy tylko firmują sobą idiotyzmy nazwane reformą, czy może są to tylko zwykli figuranci, którzy za odpowiednią kasę podpisaliby nawet pakt z diabłem?

Pisowska uczciwość też woła o pomstę do nieba. Uczciwy Kuchciński lata sobie z rodzinką samolotem rządowym za frajer. Uczciwy prezes milczy w sprawie wież, Srebrnej i łapówki w kopercie. Uczciwa Kempa dostaje 300 euro dziennie na hotel w Brukseli, ale korzysta z takiego, gdzie płaci tylko 100 euro za dobę, a reszta do kieszonki (to przez 5 lat daje kwotę ponad 100 tys. euro oszczędności), uczciwi politycy dostają grube tysiące za paliwo w samochodach, z których nie korzystają, Szydło rozdaje nasze pieniądze na nagrody, na które jej ludzie sobie uczciwie zapracowali, ludzie PiS pracują na eksponowanych stanowiskach za tak uczciwą kasę, że mózg staje z wrażenia. Uczciwie chowa się pod dywan wszystkie afery i aferki, wierząc tak bardzo w swoją uczciwość, która przyniesie tylko sukces.

Również rzetelność została dzisiaj zastąpiona niekompetencją i prowizorką. Ustawy, które PiS wprowadza w życie, są pisane na kolanie przez ludzi, którzy mają niewielkie pojęcie o tym, co zmieniają i jak. Co rusz dokonywane są więc jakieś zmiany, poprawki, modyfikacje, człowiek już się gubi w tym gąszczu ustawowych potworków, niedopracowanych, pozostających w niezgodzie z obowiązującym systemem prawnym, coraz bardziej mętnych i oderwanych od realiów.

Cechą pisowskiej Polski miała być praworządność i sprawiedliwość. No i jest, ale z uwzględnieniem tylko tej części społeczeństwa, która z uwielbieniem wpatruje się w prezesa i dokonania jego partii. Prawo chroni propisowskich bandytów, narodowców o ostrym zabarwieniu neofaszystowskim i tzw. „swoich”. Ci oporni mają sprawy sądowe, dostają mandaty za koszulki z napisem „Konstytucja”. Ot, zamiast praworządności i sprawiedliwości, taka „sztuka dla sztuki” i nic więcej.

Prawda historyczna została zastąpiona fałszem na wielką skalę. Prezes ze swoimi ludźmi wyrywa kartę po kartce z polskiej historii, pozostawiając tylko to, co może być najlepszym narzędziem do utrzymania władzy. Jedynymi bohaterami są żołnierze wyklęci. Pozostali to zdrajcy albo niewarci nadmiernej uwagi. Jedynymi walczącymi z koszmarem PRL to wielcy bracia Kaczyńscy i ludzie z ich kręgu, a pozostali to tylko Żydzi, współpracownicy SB, tacy zbyt „maluczcy”, by ich w ogóle wspominać.

Taka właśnie jest dzisiejsza Polska. Prawdziwa demokracja została zastąpiona dyktaturą jednej partii. Państwo świeckie jest coraz bardziej wyznaniowe. Trójpodział władzy, dla „dobra” Polaków, wymieniono na ten jedynie słuszny, czyli pisowski. Prawa obywatelskie obowiązują, ale tylko w odniesieniu do wiernego elektoratu PiS i jego sojuszników. Wolność słowa kończy się mandatem lub sprawą w sądzie. Każda wtopa nazywana jest sukcesem. Matactwo prawdą. To jest właśnie Polska. Polska zbudowana na antywartościach.

Festiwal pisizmu

Festiwal pisizmu trwa w najlepsze. Zatrzęsienie głupoty nigdzie nie było w historii tak intensywne. Mistrzowie świat i wszechrekordziści.

Gdy myślisz, że w kontekście posłanki Pawłowicz nic cię już nie zaskoczy, kontrowersyjna fighterka PiS powraca w wielkim stylu. W tle zamach wrogów Polski na Bogu ducha winne dziecko jednego z sędziów.

Scenariusz na nowy film Vegi

Patryk Vega ma już gotowy scenariusz na film o polskich politykach. Szkoda! Dlaczego? Bowiem Pawłowicz mogłaby być jego muzą. Jej nowy tweet jest popisem… no właśnie, piszący te słowa nawet nie wie, do końca czego:

Z „podanego dalej” przez posłankę tweeta dowiadujemy się, że ktoś odkręcił ponoć koło w samochodzie sędziego Dariusza Drajewicza. Samochodem transportowane było dziecko prawnika, więc w świecie Pawłowicz był to zamach właśnie na nie. Co więcej, Krystyna Pawłowicz, niczym genialny detektyw, błyskawicznie znalazła winnych całej sytuacji. Nie jest nowością, że odpowiedzialnością za całe zło tego świata posłanka obarcza opozycję i wolne media. Tak też było tym razem.

Nieodkryta artystka

Czasami zastanawiam się jednak, czy pani poseł przypadkiem wszystkich nas nie nabiera. Analizując bowiem jej wpisy w mediach społecznościowych, można pokusić się nawet o wyodrębnienie charakterystycznych cech „twórczości” ulubienicy Jarosława Kaczyńskiego.

Tak, tak, z tą „twórczością” to nie żart! Tweety Pawłowicz można bowiem zakwalifikować do liryki. Ze swoim awangardowym podejściem do interpunkcji (stawianie np. przecinku po kropce) posłanka mogłaby uchodzić za jednego z najbardziej odważnych twórców gatunku. Czy to inspiracja, a wręcz pociągniecie dalej stylu Józefa Czechowicza, twórcy nostalgicznego i katastroficznego?

Uwagę zwraca podejście do wielkości liter. Tu zapewne nasza domniemana poetka daje upust swoim emocjom, ale może także podkreśla znaczenie szczególnie bliskich jej wyrazów („SZCZUCIA”, „,MACIE KREW”). Niekiedy wielkość liter pokazuje samo znaczenie wyrazu (przymiotnik „maleńkie”). Czasami mamy zaś do czynienia z innowacyjnymi skrótami dot. np. nazw znienawidzonych mediów („gazWyb”).

Niekiedy owe cechy charakterystyczne są ze sobą zestawiane („RĘKACH,ZDRAJCY. ,”). Najprawdopodobniej nie przypadkowo ma to miejsce na samym końcu utworu. Tu bowiem następuje punkt kulminacyjny, swoiste katharsis, co podbija tylko zapewne celowe odrzucenie norm języka polskiego. Majstersztyk!

Pani Krystyno, już czekamy na kontynuację!

„W przypadku zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy w jesiennych wyborach parlamentarnych jednym z zadań rządu w kolejnej kadencji będzie repolonizacja mediów” – zapowiedział wicepremier Jarosław Gowin na spotkaniu w Kartuzach. Przekonywał, że rząd PiS wcale a wcale „nie ma obsesji wobec kapitału zagranicznego w mediach”. – „Super! Będzie nareszcie jak za PRL! Już nikt nie zarzuci PiS, że jesteście tylko namiastką dawnych, dobrych czasów. Mam nadzieje, że bracia Karnowscy zaczną wydawać moją ukochaną Trybunę Ludu, która będzie rzetelnie informować suwerena o sukcesach Partii. Tak trzymać!” – gorzko skomentował jeden z internautów.

„No to już wiadomo, co zrobią po wygranych wyborach… Wszystkie media mają klaskać i chwalić PiS… Wzorce ze wschodu zaczerpnięte…”; – „Repolonizacja dla nich znaczy PISonizacja, media à la TVP i Telewizja Republika Bananowa”; – „Wszędzie będzie pracować Holecka i będzie podobny obiektywizm jak w Wiadomościach TVP…”; – „Ależ nazywajmy to po imieniu – chodzi o zamach na wolność mediów. Media mają być zależne, co zagwarantuje tej władzy trwanie” – komentowali inni internauci.

Swoje komentarze na Twitterze umieścili także dziennikarze. – „Repolonizacja mediów to jedno z przyszłych zadań rządu. Ale jestem pewien, że jako wolnościowiec pan premier poprze polonizację mediów, czyli podporządkowanie ich władzy, bez radości” – napisał  Bartosz Węglarczyk z onet.pl.

„Kilkanaście dni temu napisałem do nowego Press, że jeśli PiS wygra kolejne wybory, to media patrzące władzy na ręce skończą jak te na Węgrzech. I m. in. pod płaszczykiem repolonizacji tak właśnie może się stać” – to wpis Jacka Nizinkiewicza z „Rzeczpospolitej”.

Androny ancymonków

Politycy wypowiedzieli się nt. biznesu Tadeusz Rydzyka w Toruniu.

Nie talent, nie szerokie horyzonty, mądrość, uczciwość, pracowitość czy wartości decydują dziś o odniesieniu sukcesu w polityce, tylko umiejętność knucia.

Intrygowanie jest dziś cechą, która najbardziej popłaca i zamienia się w złoto.
Dlatego dziwią mnie te wszystkie pytania, zadawane coraz bardziej płaczliwym tonem: co z tą polityką? I politykami? Czemu tacy pazerni, bufonowaci, skupieni na sobie i niewidzący dalej niż czubek własnego nosa?

Dlaczego polska polityka jest w takiej złej formie? Dlaczego brakuje liderów, ludzi utalentowanych, z widoczną pasją i charyzmą, pracowitych i skutecznych? Bo ci, którym o coś chodzi, którzy ciężko pracują, są zajęci w terenie i nie mają czasu siedzieć w partyjnych biurach i intrygować. Za to ci, którzy na rzecz wyborców nie pracują wcale albo bardzo mało, za to skutecznie intrygują, wygrywają i biorą wszystko. Najbardziej biorące miejsca na listach, partyjne stanowiska i eksponowane miejsca, władzę i prestiż. No i jak niby potem mają wyglądać rządy tych zwycięzców? Najbieglejszych z biegłych w knuciu?

Ano właśnie tak: moralność i wartości tylko na pokaz. Wyborcy traktowani jako nieistotny element układanki i maszynki do głosowania, a po wyborach traktowani jak zera. Polityka jako zasłona dymna do zdobywania pieniędzy i władzy, która – oprócz bogacenia się – umożliwia też znęcanie się nad ludźmi i ich kontrolowanie. Malutkie, maciupeńkie ega w natarciu, zajęte nieustannym udowadnianiem całemu światu, że są coś warte, właśnie dlatego, że nic warte nie są.

Znam historię posła, dziś podziwianego przez całą liberalną Polskę, skutecznego i pracowitego, który przez lata miał problem z przebiciem się w swojej własnej partii. Dlaczego? Ano dlatego, że liderów jego partii bardziej niż to, że poseł robi kawał dobrej roboty interesowało to, że zyskuje coraz większą popularność i może zagrozić ich pozycji. Posła na wszelkie sposoby usiłowano więc „spacyfikować” – a to nie zapraszając go do zarządu partii, a to ograniczając jego obecność w mediach, a to rzucając mu dziesiątki małych, ale dolegliwych kłód pod nogi.

„Nikt cię tak nie zniszczy jak koledzy z własnej partii” – to credo wszystkich polityków, ze wszystkich opcji, złota uniwersalna zasada, której teoretyczną skuteczność z wypiekami na twarzy ogląda się w serialach typu „Gra o tron” czy „House of cards”, ale której działanie praktyczne jeży włos na głowie na naszym własnym podwórku i w odniesieniu do nas samych.

Odróżnianie ziarna od plew zawsze było jedną z najważniejszych ludzkich umiejętności, w zasadzie decydującą o jakości życia – tak prywatnego, jak publicznego. Społeczeństwo, które nabiera się na pozory, nie wnikając w istotę sprawy, rzeczywiste kompetencje i działania swoich przedstawicieli, ich intencje, jest skazane na porażkę i rządy chciwych, podłych głupców. Dlatego zanim kolejny raz zaczniemy narzekać na chciwych, głupich, płytkich polityków, zastanówmy się, kto na nich oddał głos.

„Kłamstwa mogą być bardzo użyteczne w kampanii wyborczej, ale mają swoje długie, długie konsekwencje”.

Wyznaczeni przez Jarosława Kaczyńskiego szefowie sejmowych komisji padają na retorycznym polu bitwy jak kawki. Ich pogromcą jest Donald Tusk. Wcześniej Małgorzata Wassermann oddelegowana została do zbadania afery Amber Gold, dostała do pomocy klowna Marka Suskiego. Może żałować, iż się zgodziła, bo jej kariera została zwichnięta, a miała duże ambicje.

Więcej >>>