Ziobro dosadnie nazwany Zerem

Mieszkanka Sosnowca poprosiła przebywającego w tym mieście ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę „na słowo”.

Wymianę zdań zarejestrowała kamera TVN24 i pokazało „Szkło kontaktowe”. Chwilę wcześniej kilka osób dziękowało mu za przybycie, tymczasem kobieta spokojnym głosem powiedziała: – Przykro mi, że ta Polska przez was wygląda tak jak wygląda. Nie liczycie się z nikim. Proszę mi wybaczyć, ale pan szczególnie jest zero, tak jak powiedział pan (Leszek) Miller. 

Minister najpierw odpowiedział krótkim „rozumiem”, lecz po chwili zaczął się bronić (do czego ma wszak prawo).

Po jakie argumenty sięgnął? – Wie Pani, że mafiom odebraliśmy 500 plus? Czy pani wie, że mafiom odebraliśmy 500 plus? – argumentował minister. – Czy pani wie o tym, że trzynasta emerytura? Cieszę się, że mafiom odebraliśmy – uparcie powtarzał, ignorując pytanie, czy „chodzi po sklepach”.

Trudno o bardziej czytelny sygnał, co władza sama o sobie myśli.

Program Koalicji Obywatelskiej >>>

Proces o ochronę dóbr osobistych z ministrem sprawiedliwości wygrała prawomocnie sędzia Justyna Koska-Janusz (na zdjęciu). Sąd apelacyjny orzekł, że minister nie może publicznie krytykować sędziów. Nakazał przeproszenie sędzi za podważanie jej kompetencji oraz za bezpodstawną krytykę w komunikacie resortu z 2016 r. A sam komunikat ma zostać jako świadectwo

To pierwsza prawomocna wygrana sędziego w Polsce z obecnym ministrem sprawiedliwości. We wtorek 1 października 2019 Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał w większości niekorzystny dla ministra wyrok sądu pierwszej instancji.

Resort sprawiedliwości musi teraz zamieścić na swojej stronie internetowej oświadczenie o treści:

„Przepraszam sędzię Justynę Koskę-Janusz za bezprawne naruszenie jej dóbr osobistych, polegające na naruszeniu dobrego imienia, narażeniu na utratę dobrej opinii oraz zarzuceniu niewłaściwego postępowania przy pełnieniu funkcji sędziego”.

Oświadczenie ma być podpisane: minister sprawiedliwości.

„Przepisy prawa nie przewidują kompetencji ministra sprawiedliwości do publicznej krytyki pracy sędziego, a tym bardziej krytyki nieuzasadnionej o charakterze naruszającym dobra osobiste sędziego” – uzasadniała wyrok sędzia Marzanna Góral, przewodnicząca składu orzekającego sądu apelacyjnego i referent tej sprawy. Podkreślała, że krytyka sędzi ze strony ministerstwa była ingerencją w wykonywanie władzy sądowniczej.

Sędzia Marzanna Góral ogłasza wyrok.

Ziobro odwołał sędzię, u której przegrał prywatny proces

Sędzia Justyna Koska-Janusz to pierwsza sędzia w Polsce, która wygrała prawomocnie spór z obecnym ministrem sprawiedliwości. Jako pierwsza w Polsce odczuła też szykany ze strony obecnej władzy i jako pierwsza zdecydowała bronić swojego dobrego imienia pozywając ministra do sądu.

Sędzia w spór z ministrem Ziobro weszła w październiku 2016 roku. Wtedy resort Ziobry odwołał ją z delegacji do orzekania w stołecznym Sądzie Okręgowym. Sędzia wróciła do macierzystego sądu rejonowego. O tę decyzję zaczęli dopytywać dziennikarze, bo było to o tyle dziwne, że wcześniej resort Ziobry sam zgodził się na delegowanie sędzi. Ponadto minister może skrócić sędziemu delegację tylko w wyjątkowych wypadkach.

Okazało się też, że Koska-Janusz kilka lat wcześniej wcześniej prowadziła proces, w którym minister Ziobro złożył prywatny akt oskarżenia przeciwko byłemu prezesowi PZU Jaromirowi Netzlowi. Ziobro ten proces przegrał.

W dodatku sędzia ukarała go karą finansową za spóźnienie się na jedną z rozpraw. Nasuwało się więc podejrzenie, że Ziobro odwołując delegację Koski-Janusz kierował się osobistymi pobudkami. Choć minister potem temu zaprzeczał.

Uderzenie komunikatem

Ministerstwo, pytane przez dziennikarzy o powody odwołania sędzi z delegacji, wydało na swojej stronie internetowej komunikat, w którym tłumaczyło rzekome powody decyzji.

W komunikacie napisano, że Ziobro zgodził się na delegację dla sędzi do sądu okręgowego, ale już po tej decyzji do resortu miała dotrzeć informacja, że sędzia „miała się wykazać wyjątkową nieudolnością i zupełnie nie radzić sobie z prowadzeniem prostej, choć głośnej sprawy, co było szeroko komentowane w mediach”.

Chodziło o sprawę Izabelli Ch., która pod wpływem alkoholu w 2013 roku wjechała samochodem do przejścia podziemnego w centrum stolicy. „Media obwiniały prowadzącą postępowanie Justynę Koskę-Janusz o pobłażliwość wobec oskarżonej i nieudolność w prowadzeniu sprawy” – napisano w komunikacie.

Po uzyskaniu tej informacji minister miał skrócić delegację, by „uniknąć zarzutu, że w Sądzie Okręgowym, do którego trafiają sprawy skomplikowane i trudne, orzeka taki sędzia. W Sądzie Okręgowym powinni orzekać tylko sędziowie o wysokich umiejętnościach, sprawności i profesjonalizmie”.

Problem w tym, że sędzia Koska-Janusz sprawą Izabelli Ch. zajmowała się zaledwie kilka godzin. Dostała ją na dyżurze, podczas którego rozpatrywane są sprawy w trybie przyspieszonym. W tym trybie orzeka się w prostych przypadkach, np. gdy sprawców złapano na gorącym uczynku, a ich wina i dowody potwierdzające winę są bezsporne.

Sędzia miała jednak wątpliwości czy Izabella Ch. jest poczytalna i odesłała sprawę prokuraturze – do zbadania w zwykłym trybie. Ta powołała biegłych psychiatrów. Okazało się, że sędzia miała dobrą intuicję: biegli potwierdzili, że Izabella Ch. jest niepoczytalna. Ostatecznie sprawę umorzono, a Ch. trafiła na leczenie.

Minister broni się prawem do krytyki

Dlatego sędzia Justyna Koska-Janusz skierowała pozew cywilny do sądu. Formalnie pozwanym był skarb państwa, reprezentowany przez ministra sprawiedliwości. Bo minister jako szef resortu odpowiada za działania pracowników z biura prasowego, którzy przygotowali komunikat.

Sędzia zarzuciła, że w komunikacie podważono jej kompetencje zawodowe (minister nie może oceniać pracy sędziów, nie ma do tego prawa) i dobrą opinię, ważną w zawodzie sędziego.
Ministerstwo broniło się zaś prawem do wolności wypowiedzi i prawem do krytyki osób publicznych, czyli też sędziów. Podważało też decyzje sędzi w sprawie Izabelli Ch.

W marcu 2018 roku Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał ministrowi zamieszczenie przeprosin sędzi na swojej stronie internetowej oraz nakazał usunięcie komunikatu ze strony resortu. Nie uwzględnił jednak żądania zapłaty 10 tys. zł na cel społeczny i przeprosin w prasie.

Sąd Okręgowy w wyroku podkreślał, że władzy wolno tylko tyle, ile wynika z przepisów, a minister sprawiedliwości nie ma kompetencji do oceny działania sędziego oraz jego czynności procesowych. Sąd uznał też wtedy wypowiedzi z komunikatu na temat sędzi, za bezprawne. OKO.press pisało o tym wyroku:

Resort Ziobry przegrał z sędzią. Ma przeprosić Justynę Koskę-Janusz za zniesławiający komunikat. Sąd: „Im nie wolno wszystkiego”

Od tego wyroku apelację złożył minister. We wtorek Sąd Apelacyjny w Warszawie w trzy osobowym składzie wydał prawomocny wyrok.

Komunikat ma zostać na stronie jako świadectwo

Sąd Apelacyjny w Warszawie w większości podtrzymał wyrok sądu okręgowego, ale uchylił nakaz usunięcia uderzającego w sędzię komunikatu. Sąd uzasadniał to prawem społeczeństwa do dostępu do archiwów w internecie. Podkreślał też, że sąd nie może poprawiać historii.

„Pozostawienie wpisu [komunikatu – red.] jest świadectwem historii i sposobu funkcjonowania w tym czasie ministra sprawiedliwości” – zaznaczała sędzia Marzanna Góral, przewodnicząca składu orzekającego i referent tej sprawy.

Dodała, że sędzia Koska-Janusz w odrębnym postępowaniu może wnosić o zamieszczenie obok komunikatu zastrzeżenia informującego o zapadłym wyroku.

Sąd apelacyjny zgodził się z ustaleniami sądu okręgowego. Komunikat uznał za nierzetelny, zawierające niesprawdzone fakty i nie zasadne oceny. Oparty tylko na doniesieniach medialnych, których minister nie sprawdził, choć miał dostęp do akt z oceną pracy sędzi Koski-Janusz. „Ale z tego nie skorzystał. Nie zweryfikowano doniesień medialnych” – podkreślała w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia. I dodała, że pracy sędziego nie ocenia się wydając komunikaty.

Sąd apelacyjny przyjął, że komunikat stawia sędzię w złym świetle i ją dyskredytuje. Przez co narusza jej dobra osobiste. Sugeruje też, że Koska-Janusz nie spełnia kryteriów zawodowych do orzekania w sądzie okręgowym.

Sąd apelacyjny rozważał, czy minister tak jak zwykły obywatel ma prawo do krytyki i swobody wypowiedzi. I orzekł, że nawet gdyby tak przyjąć, to swoboda wypowiedzi nie jest absolutna i podlega ograniczeniom, jeśli narusza czyjeś dobra osobiste.

Sędzia Marzanna Góral w ustnym uzasadnieniu wyroku podkreślała, że od osób pełniących najwyższe funkcje w organach władzy wykonawczej należy wymagać szczególnej staranności i powściągliwości. I umiarkowania w formułowaniu krytycznych wypowiedzi wobec „przedstawicieli władzy sądowniczej”.

„Ze względu na oczywiste ryzyko narażania wymiaru sprawiedliwości jako całości na utratę autorytetu, podważenia do niego zaufania i jego bezstronności” – uzasadniała sędzia Góral.

Ten wyrok razem z nią wydały sędzie Beata Byszewska i Dagmara Olczak-Dąbrowska.

Resort Ziobry idzie w zaparte

Ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry nie było na ogłoszeniu wyroku. Nie musiał być, był jego pełnomocnik, mec. Hubert Kubik, który powiedział po wyroku, że będzie rekomendował ministrowi złożenie kasacji do Sądu Najwyższego.

„Nie naruszono dóbr osobistych sędzi. Nie zgadzamy się z sądem apelacyjnym, że nie ma przepisów zezwalających na krytykę sędziów. Podobnych przepisów nie mają też inne grupy zawodowe” – mówił mec. Hubert Kubik. Dodał, że nie wie, czy teraz ministerstwo zamieści na swojej stronie internetowej oświadczenie z przeprosinami.

Sędzia Justyna Koska-Janusz była zadowolona z wyroku. Mówiła, że wolałaby nie składać tego pozwu, żeby wykazać nieprawidłowe działanie ministra sprawiedliwości.

Sędzia Koska-Janusz 

Ministerstwo sprawiedliwości nie przejęło się jednak przegraną w sądzie apelacyjnym z sędzią Justyną Koską-Janusz.

We wtorek 1 października po południu zamieściło oświadczenie na swojej stronie internetowej. Ministerstwo podtrzymuje krytykę sędzi o której pisze, że „zastosowała niewłaściwy tryb postępowania i poprzez taki błąd przyczyniła się do przedłużenia postępowania”.

Resort też narzeka, że nie mógł zapoznać się z aktami sprawy karnej dotyczącej Izabelli Ch., którą prowadziła sędzia Koska-Janusz. Co nie jest prawdą, bo sąd apelacyjny w wyroku wskazał, że minister mógł to zrobić, ale nie odnotowano prób przejrzenia akt.

I jeszcze jedno zdanie z obecnego komunikatu ministerstwa, które pokazuje stosunek resortu Ziobry do prawomocnych wyroków, nie po jego myśli: „Sąd Okręgowy wydał również wyrok bez wysłuchania racji ministerstwa i oceny jego argumentów”.

Cały najnowszy komunikat jest tutaj.

Sędzia Morawiec czeka na apelację

Na prawomocny wyrok sądu apelacyjnego czeka jeszcze sędzia Beata Morawiec, która też pozwała ministra sprawiedliwości za komunikat. Morawiec była prezesem Sądu Okręgowego w Krakowie, minister odwołał ją z tej funkcji.

Informację o tym podano jednak w komunikacie o zatrzymaniach na zlecenie prokuratury dyrektorów sądów. Morawiec z dyrektorami nie miała nic wspólnego, ale powstało wrażenie, że mogła ona mieć związek z nielegalnymi działaniami.

Sędzia wygrała z ministrem w sądzie pierwszej instancji. Minister ma ją przeprosić, bo sąd uznał, że celowo naruszono jej dobra osobiste. Sprawa czeka na apelację, bo minister się odwołał.

Ziobro ma przeprosić. Sąd: To był celowy zamiar naruszenia dobrego imienia sędzi Morawiec

Po przejęciu przez Prawo i Sprawiedliwość Trybunału Konstytucyjnego i postawieniu na jego czele “towarzyskiego odkrycia prezesa Kaczyńskiego” politycy zapewniali, że będzie działał szybciej, skuteczniej i wiarygodniej. W tempie iście wyścigowym można było usłyszeć o wielkich kompetencjach Julii Przyłębskiej, obdarowanej tytułem “Człowieka wolności” przez prorządowy tygodnik “Sieci”. Realia pokazują jednak, że praca Trybunału Konstytucyjnego przebiega w trybie leniwym i ospałym.

Dziennik Gazeta Prawna przyjrzał się zaplanowanej do końca roku działalności ciała prowadzonego pod światłym przywództwem Przyłębskiej – “Ze strony internetowej TK wynika, że trybunał nie ma planów na najbliższe miesiące. Do końca roku (i dalej) trybunalski kalendarz świeci pustkami” – pisze DGP. Domysły o braku planów krążą wokół wyborów – “Nie można wykluczyć, że ma to związek z okresem przedwyborczym. Sędziowie TK wolą nie skupiać na sobie uwagi polityków. Nie są bowiem pewni, skąd po wyborach zawieje wiatr i jaki w związku z tym los może ich czekać” – uważa dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak pisze DGP na rozpatrzenie czeka wiele istotnych spraw z punktu widzenia wyborców, wśród których jest ta wniesiona przez posłów PiS dotycząca aborcji eugenicznej – “Od 2015 r. do TK wpływa mniej spraw, więc ma on coraz mniej pracy. Wydaje się więc, że gdyby była taka wola, mógłby już dawno rozstrzygnąć tę sprawę. Skoro tego nie robi, należy uznać, że celowo unika tego niewygodnego dla partii obecnie rządzącej tematu” – mówi Zaleśny. TK nie jest w stanie zająć się od stycznia 2017 r. wnioskiem prokuratora generalnego, podważającego wybór trzech sędziów dokonany w 2010 roku – “Ta sprawa powinna zostać rozstrzygnięta w pierwszej kolejności. (…) wniosek prokuratora jest wykorzystywany jako narzędzie do odsuwania bądź blokowania wykonywania obowiązków przez trzech legalnie wybranych sędziów trybunału” – komentuje konstytucjonalista.

Może najlepiej by było – jak w przypadku Mariana Banasia – gdyby Julia Przyłębska złożyła wniosek o bezpłatny urlop. Tak chyba będzie najuczciwiej w świetle braku planów na najbliższe miesiące. W tym czasie można dopracować do perfekcji przepisy kulinarne i odkryć nowe dania, którymi z powodzeniem można połechtać podniebienie Jarosława Kaczyńskiego. W trakcie uczty można swobodnie uzgodnić kolejne posiedzenia Trybunału Konstytucyjnego oraz kolejność zajęcia się pilnymi sprawami. Prezes TK tylko na tym skorzysta, bo perfekcyjna umiejętność gotowania przyda jej się na rynku pracy, gdy Prawo i Sprawiedliwość zostanie odsunięte od władzy.

– „Gliński w Plichtowie: Dzisiaj właśnie podpisałem list do dyrektora Luwru, który od dwóch lat próbuje od nas wypożyczyć Damę z gronostajem. Napisałem mu, że możemy rozważyć ten pomysł. Pod warunkiem, że on wypożyczy nam Mona Lisę” – taka informacja pojawiła się kilka dni temu na oficjalnym profilu na Twitterze Ministerstwa Kultury. W rzeczonym Plichtowie w Łódzkiem minister kultury wziął udział w koncercie z cyklu: „Z klasyką przez Polskę”.

Luwr – jedno z najbardziej znanych i uznanych światowych muzeów – o wypożyczenie jedynego w Polsce dzieła Leonarda da Vinci zabiega od dwóch lat. „Dama z gronostajem” miałaby się znaleźć na wystawie organizowanej z okazji 500-lecia urodzin da Vinci, na której zostaną zaprezentowane obrazy i szkice artysty wypożyczone z muzeów na całym świecie.

Zadziwiającą (żeby nie określać jej bardziej dosadnie) wypowiedź wicepremiera skomentowała była minister kultury – „Gliński odpisał dyrektorowi Luwru tak, że mu w pięty poszło. I jeszcze się na oficjalnym tłicie pochwalił, jaki to jest dzielny i gdzie ma jakiegoś dyrektorka z jakiegoś francuskiego muzeumka. Jak ćwierkają wróble na dachu, ten gość ma być wkrótce polskim dyplomatą. No powiem Wam, że bardziej niż śmieszne” – napisała na Facebooku Małgorzata Omilanowska.

– „Minister Gliński w akcji. Ręce opadają. On zapewne nawet nie wie, że zbiory archeologiczne Muzeum Narodowego w Warszawie to w znacznej części wieloletni depozyt Luwru. Który jednym mailem może je przenieść na przykład do Louvre Abu Dhabi – skomentował z kolei pisarz i poeta Jacek Dehnel.

Krytycznie odnoszą się do wypowiedzi Glińskiego internauci: – Na tym polega muzealnictwo – instytucje wypożyczalnią sobie nawzajem dzieła sztuki. Pewnie rzeczywiście mogliśmy dostać z Luwru coś naprawdę ciekawego, gdyby nasz minister miał minimalne kompetencje do pełnienia swojej funkcji”; – „Miło, że minister kultury postanowił pokazać, że potrafi być również regularnym bucem – taką wszechstronność należy docenić”; – „Czy ministrowi kultury przystoją takie aroganckie wypowiedzi? Nie wystarczy odpowiedź odmowna uzasadniona względami konserwatorskimi i bezpieczeństwa? Trzeba jeszcze się wyzłośliwiać w oficjalnych pismach? Nieprofesjonalne i niesmaczne”; – „Kultura w ministerstwie kultury to, jak widać, deficyt”.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

4 myśli na temat “Ziobro dosadnie nazwany Zerem”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s