Kardynał molestujący ucznia. Wielkie mi odkrycie

Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Henryka Gulbinowicza, którego oskarżono o molestowanie seksualne. Decyzję podjęła prokurator Dorota Białkowska z powodu przedawnienia się czynu.

Hierarchę oskarżył były uczeń Niższego Seminarium Duchownego w Legnicy. O sprawie w artykule „Karol Chum oskarża kardynała Gulbinowicza o molestowanie”.

– „Spodziewałem się tego. Znaczy, że prawnie nic im zrobić nie mogę. Kościół może natomiast nadal w tym temacie prowadzić swoje postępowanie, gdyż w przypadku dostojnika tej rangi nie stosuje się przedawnień i pozostaje to w gestii papieża. Oczywiście, zakładam, że Kościół zbagatelizuje sprawę i sprawcy pozwoli spokojnie umrzeć. Jednocześnie, nie ma żadnych narzędzi by zamknąć mi usta, a to oznacza, że będę kardynała Gulbinowicza bezkarnie nadal nazywał przestępcą seksualnym” – napisał w oświadczeniu Karol Chum. Rozważa skierowanie sprawy do sądu.

Głos w sprawie zabrał rzecznik prasowy wrocławskiej kurii ksiądz Rafał Kowalski. – „W postępowaniu świeckim krajowym, w przypadku przedawnienia czynu, trzeba sprawę umorzyć. W Kościele to Stolica Apostolska będzie decydowała, co dalej. Watykan może postanowić o cofnięciu umorzenia i o przeprowadzeniu dochodzenia kanonicznego. O podjęcie takiej decyzji poprosimy na pewno Watykan” – powiedział w rozmowie z onet.pl.

Nazwisko kard. Gulbinowicza pojawiło się także w raporcie o pedofilii w polskim Kościele. Został tam wymieniony jako jeden z hierarchów, którzy tuszowali przypadki molestowania seksualnego nieletnich przez księży.

Pogram Koalicji Obywatelskiej czytaj tutaj >>>

– „Panie premierze, w sposób stanowczy, zdecydowany, zwracam się do pana o możliwie niezwłoczne odwołanie Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości. Jeżeli tak się nie stanie, panie premierze, przecież jest pan historykiem, historia tego panu nie zapomni” – apeluje do Mateusza Morawieckiego prof. Adam Strzembosz. Przesłanie byłego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i przewodniczącego Trybunału Stanu opublikowała na Facebooku i YouTubie inicjatywa Wolne Sądy.

Niekwestionowany autorytet prawniczy przypomniał premierowi, że działał w dawnej „Solidarności”. Powiedział, że został odznaczony Orderem Odrodzenia Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz najwyższym odznaczeniem państwowym Orderem Orła Białego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

– „Panie premierze, w sposób stanowczy, zdecydowany, zwracam się do pana o odwołanie pana Zbigniewa Ziobry ze stanowiska ministra sprawiedliwości i to nie tylko dlatego, że pod jego bokiem działała grupa, właściwie przestępcza, bo ujawniająca niedostępne materiały personalne i dokonująca hejtu o znamionach zniesławienia, na której czele stał wiceminister sprawiedliwości, którego pan powołał. Równocześnie w grupie tej znaleźli się nominaci pana Zbigniewa Ziobry na stanowiska prezesów sądów, zastępcy rzecznika dyscyplinarnego czy członków KRS. Również znalazła się tam osoba z Sądu Najwyższego wybrana z udziałem przynajmniej ministra sprawiedliwości” – podkreślił prof. Strzembosz.

To oczywiste nawiązanie do ujawnionej przez Onet i „Gazetę Wyborczą” afery hejterskiej z udziałem m.in. byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebaka. Akcja miała na celu zdyskredytowanie sędziów, krytykujących pisowskie zmiany w sądownictwie. – „Pomawiano o haniebne czyny członków stowarzyszenia Iustitia i tych adwokatów, którzy w ramach Wolnych Sądów zorganizowali obronę nas przed łamaniem Konstytucji i innymi nadużyciami władzy” – stwierdził były Pierwszy Prezes SN.

Według prof. Strzembosza, to „Ziobro odpowiada za nominacje na wysokie stanowiska sędziowskie często ludzi sfrustrowanych, gotowych na wszelkie kompromisy moralne dla uzyskania wysokich stanowisk”. Zdaniem wybitnego prawnika, Ziobro „musi ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje”.

W nowym programie PiS znalazł się zaskakujący zapis dot. zawodu artysty. Partia rządząca planuje bowiem odgórnie regulować ten fragment rynku i ustalać, kto jest artystą, a kto nim nie jest. Czy to początek wpływania ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego na wolność wypowiedzi w sztuce?

Kto jest artystą?

Dziś polityka państwa względem działalności artystycznej jest dość liberalna. Np. na przesłuchania do opery może przyjść teoretycznie każdy. Jeśli tylko będzie cechował się dobrym warsztatem, ma szansę na angaż.

To zdroworozsądkowe podejście. Prawdziwym artystą trudno stać się bowiem w wyniku zdawania egzaminów w szkole. Historia kina czy muzyki zna wiele przykładów genialnych samouków. Topowy dziś aktor Sebastian Fabijański miał problemy z dostaniem się do szkoły aktorskiej, a gdy to w końcu mu się udało, nie ukończył jej. Adam ‘Nergal Darski, którego zespół metalowy Behemoth dziś święci tryumfy na całym globie i jest jedną z niewielu polskich grup, która sprzedaje płyty zarówno w Europie, Azji czy USA, nie potrafi nawet czytać nut.

Pomysł PiS-u nie dotknie jednak artystów niezależnych, ale w dużej mierze tych, którzy swoją karierę opierają na publicznych dotacjach czy pracy w operach, teatrach lub domach kultury. To o ich przyszłości chce decydować partia. Z dokumentu wynika bowiem, że każdy, kto zawodowo zajmuje się rozrywką, musiałby wystąpić o potwierdzenie statusu “artysty zawodowego” oraz dostać specjalną kartę:

Status artysty zawodowego przysługuje absolwentom studiów II stopnia uczelni artystycznych lub ogólnokształcących szkół baletowym oraz osobom fizycznym, które mają udokumentowany dorobek artystyczny, potwierdzony przez stowarzyszenie reprezentatywne” – czytamy w programie PiS, którego fragment na Twitterze opublikował Tomasz Skory z RMF.

Status potwierdza Rada Funduszu na wniosek samego zainteresowanego. By przejść weryfikację, wnioskodawca musi dostarczyć Radzie dyplom ukończenia studiów albo potwierdzenie dorobku artystycznego wystawione przez “stowarzyszenie reprezentatywne”.

Cenzura w wersji light?

Jakie mogą być efekty nowych pomysłów PiS-u?

-To niejako powrót do PRL-u – ostrzega Bogdan Desoń, kandydat na posła Koalicji Obywatelskiej z Bielska-Białej i zarazem zawodowy śpiewak operowy –  Choć pozornie pomysł może wydać się komuś całkiem rozsądny, przy dalszych regulacjach zaistnieje problem. Status artysty mogą otrzymywać tylko faworyci władzy.

W konsekwencji pomysł partii Kaczyńskiego wprowadzi w środowisko muzyków czy aktorów cenzurę. Ci pierwsi będą obawiać się nagrać piosenki z tekstem, który uderzałby w rząd. Z kolei reżyserzy pokroju Wojciecha Smarzowskiego czy Patryka Vegi mogą zacząć mieć problemy z obsadzaniem ról we własnych filmach.

PRL-bis

Trudno ocenić, jakie podejście do sztuki ma Jarosław Kaczyński, zapisy z programu jego partii sugerują jednak na próbę stworzenia nowej kasty artystów. Czy czeka nas socrealizm-bis? Ktoś tu usilnie stara się zafundować nam karykaturalną podróż w przeszłość…

Część 1 dostępna tutaj >>>

Na kontrakcie Polskiej Fundacji Narodowej z amerykańską firmą PR-ową White House Writers Group najbardziej skorzystała rodzina związanego z PiS-em polonijnego historyka Marka Chodakiewicza, który w Polsce zasłynął atakiem na homoseksualistów. W rozliczeniach WHWG znaleźliśmy olbrzymie przelewy dla jego siostry, żony, współpracownika i dla niego samego.

  • W ciągu dwóch lat Chodakiewiczowie dostali z kieszeni polskiego podatnika w sumie ponad ćwierć miliona dolarów, czyli ponad milion złotych
  • Najlepiej zarabia siostra Chodakiewicza — za pracę przy projekcie PFN inkasuje 120 tys. dol. rocznie i zwrot kosztów
  • W dokumentach są także przelewy dla żony i współpracowników Chodakiewicza oraz dla niego samego
  • Chodakiewicz to dobry znajomy Macieja Świrskiego, byłego wiceprezesa Polskiej Fundacji Narodowej, który podpisywał kontrakt w USA

Wczoraj ujawniliśmy, że Polska Fundacja Narodowa zapłaciła w ciągu kilkunastu miesięcy ponad 5,5 mln dol. — czyli ponad 20 mln zł — amerykańskiej firmie PR-owskiej White House Writers Group za promowanie naszego kraju w USA. Amerykanie wzięli pieniądze m.in. za stworzenie w mediach społecznościowych profili o Polsce, które na całym świecie obserwuje po kilkanaście czy kilkadziesiąt osób. Dla porównania — ambasada RP w Waszyngtonie dostaje rocznie na swoje wydatki i utrzymanie podobną kwotę.

Czemu PFN podpisała taki lukratywny kontrakt właśnie z White House Writers Group? Według ustaleń Onetu, kluczową postacią w tej historii jest prof. Marek Jan Chodakiewicz, kontrowersyjny polonijny historyk. Chodakiewicz ostatnio stał się głośny, gdy podczas wykładu organizowanego przez Instytut Pamięci Narodowej wulgarnie wypowiadał się o homoseksualistach, przypisując im skłonności do zoofilii.

Chodakiewicz jest związany z PiS — z nadania Ministerstwa Kultury jest m.in. członkiem rady programowej Muzeum II Wojny Światowej. Jego bliskim znajomym jest Maciej Świrski, który w momencie tworzenia Polskiej Fundacji Narodowej w 2016 r. został wiceprezesem fundacji ds. współpracy międzynarodowej. To właśnie Świrski zdecydował, by lukratywny kontrakt na promowanie Polski w USA trafił do firmy WHWG.

Marek Jan Chodakiewicz Foto: Stefan Maszewski / East News

Marek Jan Chodakiewicz

Siostra

W White House Writers Group zatrudniona jest osoba, której jedynym zadaniem jest współpraca w imieniu firmy z Polską Fundacją Narodową. Wynika to jasno z dokumentacji, którą WHWG przesłało do Departamentu Sprawiedliwości USA, gdzie firma musi składać informacje dotyczące pieniędzy otrzymywanych od instytucji podległych obcym rządom. Osoba ta została zgłoszona jako pracownik WHWG zajmujący się współpracą z Fundacją w pełnym wymiarze godzin, inni pracownicy firmy zostali zgłoszeni jako zajmujący się kontraktem z PFN w niepełnym wymiarze czasu.

Ową osobą jest Polka Anna Wellisz, która od ćwierć wieku ma amerykański paszport. Na kontrakcie WHWG z Polską Fundacją Narodową zarabia bardzo dobrze: rocznie 120 tys. dolarów, czyli nieco ponad 39 tys. zł miesięcznie. Z dokumentacji wynika, że jest jedyną pracownicą WHWG, której płaca wprost zależy od kontraktu z Polską Fundacją Narodową. Pracuje więc w WHWG dlatego, że płaci za to fundacja z Warszawy.

Pełne nazwisko tej pracownicy to Anna Chodakiewicz-Wellisz. Pani Wellisz jest siostrą prof. Chodakiewicza.

Poza sowitym — nawet jak na waszyngtońskie warunki — wynagrodzeniem Wellisz korzysta z kontraktu z PFN także na inne sposoby. W umowie jest zapis, zgodnie z którym PFN zwraca pracownikom WHWG „uzasadnione” wydatki, które powinny być związane z wykonywaniem obowiązków dla fundacji. W praktyce owe wydatki to studnia bez dna, sięgają milionów dolarów, a ich weryfikacja przez PFN jest iluzoryczna. W wykazie owych dodatkowych kosztów, zwracanych firmie przez PFN, wielokrotnie znaleźliśmy nazwisko Wellisz.

Wedle pierwszego rozliczenia — obejmującego półrocze między listopadem 2017 r. a kwietniem 2018 r. — Wellisz dostała zwrot za bilet lotniczy do Polski (1660 dol.), hotele (1168 dol.) i przejazd koleją między Waszyngtonem a Nowym Jorkiem (198 dol.). Jednak już w drugim rozliczeniu, za okres maj — październik 2018 r., koszty zwrócone pani Wellisz wzrosły drastycznie i przekroczyły w sumie 23 tys. dol. (90 tys. zł). Poza przelotami, przejazdami i hotelami, pojawiły się m.in. wydatki na jedzenie. Trudno je przypisać do spotkań w polskich sprawach — bo takie zadeklarowała tylko jedno.

W ostatnim sprawozdaniu — kończącym się w kwietniu br. — WHWG przestała w ogóle podawać, którzy pracownicy odpowiadają za konkretne wydatki. Ale rachunków na posiłki jest sporo, zwłaszcza w restauracjach położonych blisko waszyngtońskiej siedziby WHWG, choćby Ristorante Piccolo czy Bangkok Joe’s.

Co konkretnie robi Wellisz? Najzupełniej poważnie WHWG napisała w sprawozdaniu dla rządu USA, że w ramach kontaktów z amerykańskimi oficjelami w sprawach dotyczących Polski, Wellisz pisała e-maile do Georgette Mosbacher, ambasador USA w Warszawie.W sprawozdaniach znajduje się jeszcze informacja, że udzieliła wywiadu na temat Polski katolickiemu radiu Ave Maria — to lokalna stacja radiowa ze stanu Michigan. To wywiad telefoniczny, w większości poświęcony polskiej historii, choć słychać, że Wellisz sprzyja obecnej władzy w Polsce.

Żona

W sprawozdaniach WHWG znaleźliśmy też informacje o przelewach dla p. Moniki Jabłońskiej. To także Polka, która od 2001 r. ma obywatelstwo USA. Jej pełne nazwisko to Monika Jabłońska-Chodakiewicz. Pani Jabłońska jest żoną prof. Chodakiewicza. Jabłońska jest badaczką spuścizny Jana Pawła II i została przez WHWG zatrudniona, gdy firma organizowała konferencję „Ronald Reagan i papież Jan Paweł II: partnerstwo, które zmieniło świat”. Odbyła się ona we wrześniu 2018 r.

Jednym z zadań Jabłońskiej było zaproszenie na konferencję ambasador USA w Watykanie Callisty Gingrich, żony byłego republikańskiego polityka. W tym celu Jabłońska wraz z małżonkiem poleciała do Watykanu. Chodakiewicz zresztą też znajduje się na liście kosztów WHWG — dostał 1000 dol. Pieniędzmi PFN-u Amerykanie zapłacili mu za udział w konferencji organizowanej przez jego siostrę i żonę. W tej konferencji udział wziął także znajomy prof. Chodakiewicza, ówczesny wiceprezes PFN Maciej Świrski.

Do kosztów rozliczeń z polską fundacją, WHWG wpisała nawet maile, które żona Chodakiewicza wysyłała potem za Spiżową Bramę w sprawie planów podobnej konferencji w Rzymie. Jabłońska zainkasowała w sumie 24 tys. dol. (prawie 100 tys. zł).

Ludzie Chodakiewicza

To wciąż nie wszystkie osoby związane z Chodakiewiczem, których zarobiły na kontrakcie z Polską Fundacją Narodową. Jesienią ub.r. Amerykanie z WHWG zatrudnili 36-letniego Pawła Styrnę. To kolejny Polak z paszportem USA. W rozliczeniach znaleźliśmy informację, że przysługuje mu 1600 dol. za każde zlecenie wykonywane dla WHWG. Są też konkretne przelewy na niemal 40 tys. dol. (ponad 150 tys zł) do końca kwietnia br.

Styrna jest pracownikiem naukowym w waszyngtońskim think-tanku The Institute of World Politics, tak jak Chodakiewicz. Pracują w tej samej katedrze studiów polskich.

Założyciel Institute of World Politics John Lenczowski był wraz z Chodakiewiczem uczestnikiem konferencji o Reaganie i papieżu — za udział także otrzymał z pieniędzy PFN 1 tys. dol. Za inną konferencję — kolejny tysiąc dolarów.

Chodakiewicz nie odpowiedział na nasze pytania dotyczące pieniędzy, które jego rodzina i współpracownicy zarabiają na kontrakcie z Polską Fundacją Narodową. Za to PFN po otrzymaniu naszych pytań wydała oświadczenie. Napisała w nim, że Anna Wellisz jest stypendystką Fulbrighta i absolwentką UC Berkeley, gdzie skończyła komparatystyczne studia doktoranckie. „Prowadzi ten projekt na co dzień, włącznie z organizowaniem wizyt studyjnych z USA w Polsce” — napisała fundacja.

PFN chwali także Chodkiewiczów za konferencję o papieżu i Reaganie: „Wykorzystanie dwóch waszyngtońskich ekspertów z polskim doświadczeniem było kluczowe dla przekazu: prof. Marek Jan Chodakiewicz, autor kilkuset publikacji i ekspert najnowszej historii Polski i Europy, który doktoryzował się na Columbia University, wystąpił w panelu historycznym; Monika Jabłońska, autorka jedynej w języku angielskim monografii o Janie Pawle II jako autorze poezji, prozy i dramatów uczestniczyła w panelu o polskim Papieżu. Monika Jabłońska ma magisterium z literatury i prawa w Polsce i USA. Studiowała w Rzymie i znała osobiście polskiego Papieża, który zachęcił ją do napisania tej książki.”

Reklamy

4 myśli na temat “Kardynał molestujący ucznia. Wielkie mi odkrycie”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s